5 godzin temu

Poradnik prawdziwej damy. Rodzinna fortuna a morderstwo – Dianne Freeman

Tytuł: Poradnik prawdziwej damy. Rodzinna fortuna a morderstwo.
Autor: Dianne Freeman
Oprawa: miękka
Liczba stron: 399
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Smutno mi się zrobiło, kiedy skończyłam czytać kolejny tom Poradnika prawdziwej damy. I nie, żeby to się jakoś źle zakończyło, czy coś w ten deseń. Nie, po prostu za szybko mi się ta książka skończyła, a wcale nie chciałam się żegnać z bohaterami, bo naprawdę ich lubię. Pociesza mnie tylko myśl, że to nie koniec, kolejne tomy czekają na przetłumaczenie. Oby nie czekały zbyt długo!

O czym jest Poradnik prawdziwej damy. Rodzinna fortuna a morderstwo?

Frances Wynn, a właściwie już Hazelton, znowu jest mężatką, ale chyba niezbyt typową. W niczym nie przypomina żon z czasów wiktoriańskich, których obowiązkiem było pozostawać w cieniu męża i broń Boże nie mieć swojego życia. Nie, małżeństwo Frances i Georga wygląda zupełnie inaczej, co zresztą ustalili jeszcze przed ślubem. Kiedy więc George wykonuje kolejną tajną misję, tym razem dla Muzeum Brytyjskiego, Frances robi to, co umie najlepiej – wprowadza kolejną młodą kobietę na salony. Oficjalnie oczywiście za darmo, bo przecież praca zarobkowa damie nie przystoi.

Młoda dama, Kate Stone, mieszka w domu kuzynostwa i jest protegowaną swojej ciotki. Sęk w tym, że starsza pani zaniemogła i to dość poważnie. Rodzina rozważa wręcz oddanie jej do zakładu, ale tu na scenę wkracza przyjaciółka starszej pani, równie wiekowa i oświadcza, że „coś tu jest mocno nie tak, a cała sprawa śmierdzi”. W efekcie Frances mniejszy nacisk kładzie na wyedukowanie Kate (a ktoś musi nauczyć ją dygać i kłaniać się przed królową), większość czasu poświęcając śledztwu mającemu wykryć ewentualny spisek.

Czy ten spisek faktycznie miał miejsce to już Wam nie zdradzę. Powiem za to, że w tym tomie (już szóstym), historia jest bardzo jednowątkowa, bohaterów też jakby mniej i widać wyraźnie, że autorka skręca w stronę retro powieści sensacyjnej. Co w sumie dość mi się podoba.

Jak się czyta Rodzinną fortunę a morderstwo?

Jak na każdej jednowątkowej powieści, tak i na tej łatwo się skupić, ale z drugiej strony czuć pewien niedosyt. Mnie brakowało postaci, które już zdążyłam poznać, i które przewijały się przez kolejne tomy. Jakby sezon towarzyski w Londynie się skończył, a nie dopiero zaczynał. Trochę to było niepokojące.

Tak poza tym to bardzo mnie ta książka otuliła i nawet nie wiem dlaczego, ale fakt, że doszłam do końca, był trochę szokujący. Dosłownie trzymałam ją w ręce, patrzyłam się i zastanawiałam, jak do tego doszło. Dziwne uczucie.

Co mnie najmocniej zaskoczyło? Do wiktoriańskiej etykiety zdążyłam się przyzwyczaić, do obyczajów i zwyczajów londyńskiego towarzystwa też. Natomiast to, co mnie wybitnie uderzyło, to taka mimochodem rzucona uwaga, że zapraszanie ośmioletniego dziecka, by zjadło kolację z rodzicami (w tym wypadku z matką i ojczymem, ale relacje mają naprawdę super) to rozpieszczanie. Jednak przez te sto lat się dużo zmieniło, nawet mniej niż sto, bo ja – jakby nie było, wychowana w PRL jadłam kolację z rodzicami i na pewno mnie w ten sposób nie rozpieszczali.

Dużo w tej książce emocji, ale też intryg, pochopnie rzucanych podejrzeń, nieufności, czyli tego wszystkiego, co się składa na soczysty kryminał. Dobre to było, nawet bardzo dobre.

Poradnik prawdziwej damy. Rodzinna fortuna a morderstwo – recenzja subiektywna

Długość – autorka trzyma poziom, ten tom nie odbiega liczbą stron od poprzednich. Obiektywnie muszę przyznać, że 399 sprawdzić, to całkiem sporo. Subiektywnie – za mało, o wiele, wiele za mało…

Humor – no i to mnie trochę zaskoczyło, bo pierwsza część była wręcz naszpikowana humorem, a tym razem to nie wiem, czy się bodaj raz roześmiałam. Chyba nie. Seria wybitnie poważnieje, aczkolwiek nadal jest lekka, łatwa i przyjemna.

Trupy – no… wybaczcie, ale Wam nie powiem. Zgadujcie sobie sami, co tam się wydarzyło. Albo przeczytajcie, to nawet lepiej.

Widoczność liter – no nie, tu nie ma liter, już od pierwszej strony są obrazy, ale nie wykluczam, że to efekt kolejnego tomu. Po prostu wchodzę w historię jak do swojej sypialni. Mięciutko, wygodnie i na wskroś bezpiecznie. Wracam do Frances i do Georga jak do dawno niewidzianych znajomych, nawet jak do najbliższych przyjaciół. I przyznam, nawet mnie to trochę zaskakuje, bo zasadniczo nie jest to moja ulubiona epoka, zdecydowanie wolę współczesność.

Dla kogo jest Rodzinna fortuna a morderstwo?

Zdecydowanie dla stałych i wiernych czytelników Dianne Freeman. Absolutnie nie ma sensu zaczynać czytania od szóstego tomu i mówię Wam to z pełną odpowiedzialnością. Zacznijcie od początku. A kogo może zainteresować tom pierwszy? Kiedyś bym powiedziała, że to typowo kobieca literatura i to bardziej obyczajowa niż kryminalna, z wątkiem historycznym, a teraz powiem tak: ja to czytam, mój mąż to czyta, nauczycielka mojego dziecka też to czyta i zamiast kwiatków dostaje kolejne tomy. Więc to chyba jest dla wszystkich po prostu.

 


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close