Prawo zła – Radosław Paszko
Tytuł: Prawo zła
Autor: Radosław Paszko
Oprawa: miękka
Liczba stron: 385
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Nowae Res
Czytanie książek to nic innego jak zaglądanie do głowy autora. Głowy są różne i do jednych zagląda się z przyjemnością do innych ze strachem. Do głowy Radosława Paszko zaglądam z ciekawością pomieszaną z przerażeniem i stanem przedzawałowym. Po co to robię? Bo literaturę wysokich lotów cenię wyżej niż dobre sushi, a sushi naprawdę lubię. Na Prawo zła, kontynuację Prawa braci, czekałam z ogromną niecierpliwością i jeszcze większą ciekawością. Doczekałam, się owszem, ale… nadal czuję niedosyt!
O czym jest Prawo zła?
Prawo zła to – mówiąc potocznie – druga strona medalu. Mnie jednak bardziej pasuje określenie „ciemna strona księżyca”. To właściwie ta sama historia, co opisana w Prawie braci, ale z perspektywy Konrada. A Konrada lubić trudno, wszak to on wziął sobie na cel Igora i Marcina – bliźniaków, których na odmianę polubiłam już na pierwszych stronach pierwszego tomu.
Historia Konrada i towarzyszącej mu Darii to misterne studium psychopatycznego umysłu, w którym zemsta jest nawet nie tyle prawem, co obowiązkiem, a jej kaliber z zasady powinien znacznie przekraczać wyrządzone zło. To ona jest motorem napędowym dla bohatera (albo raczej antybohatera), jej podporządkowane są wszystkie plany i dla niej łamane zasady powszechnie obowiązujące w cywilizowanym społeczeństwie. Zachowanie Konrada doprawdy trudno uznać za cywilizowane, a jego postępki nie raz i nie dwa kazały mi myśleć, że żyje on w jakimś świecie równoległym, w którym obowiązują zupełnie inne normy moralne. Bo on nigdy nawet przez sekundę nie pomyślał, że robi coś złego. On tylko oddaje z nawiązką ból, który – jego zdaniem – został mu zadany. A że nie ma za grosz empatii, to mści się z sadystyczną przyjemnością, misternie opisaną swoją drogą.
Podobnie jak w pierwszej części, tak i tu autor podbija atmosferę dołączoną playlistą. Ogólnie bardzo lubię takie dodatki, ale… drogi Autorze, gust muzyczny to mamy zdecydowanie inny. I tak myślę, że dla książki to bardzo dobrze, ta playlista naprawdę ma szansę się przyjąć 😉 Prywatnie dziękuję za Sonatę Księżycową. Uwielbiam!
Jak się czyta Prawo zła?
Jakie to jest popie…one! Dokładnie tak sobie myślałam przy czytaniu 😛 W moim świecie istnieją granice pewnych zachowań, w książce ich nie ma. Tu torturowanie ludzi to rozrywka przed śniadaniem, a zadawane im tortury znacznie przekraczają zmuszanie do słuchania podwórkowego disco polo. Największą przyjemnością zaś jest planowanie zła, a ekscytacja na myśl o realizacji tych planów przewyższa moją prywatną przyjemność z jedzenia surowego tuńczyka. No czy to jest normalne?!
Mimo tej literackiej patologii książkę czyta się naprawdę bardzo dobrze. I to mnie ani trochę nie zdziwiło, bo już w debiutanckim Prawie braci Radosław Paszko pokazał, że naprawdę umie w dobre pisanie. Dobre, czyli takie, które budzi nie tylko ciekawość, ale i emocje, nie zawsze te pożądane. Więcej tu obrzydzenia niż przyjemności, co trochę kłóci się z samą frajdą z czytania, jaką naprawdę odczuwałam.
Jeśli cokolwiek mnie zaskoczyło, to to, że drugi tom nie przeorał mnie wewnętrznie tak mocno, jak pierwszy. I tak sobie siedzę i dumam, czy to znaczy, że Autor postanowił się zlitować nad czytelnikami (wątpię), czy jednak doświadczenie nabyte przy czytaniu pierwszego tomu uruchomiło we mnie więcej mechanizmów obronnych, które zadziałały wręcz perfekcyjnie. Bo owszem, czułam, że ktoś próbuje drapać moje prywatne traumy, ale na próbach się skończyło. Tym razem nie pozwoliłam się pokaleczyć wewnętrznie. Nie wykluczam jednak, że będą osoby, które bezlitośnie wbijane emocjonalne strzały poczują naprawdę mocno. Bo one tam są niewątpliwie. Widziałam jak lecą, ale moja tarcza okazała się mocniejsza.
Prawo zła – recenzja subiektywna
Długość – 385 stron. Zdecydowanie mniej niż w Prawie braci, ale jestem gotowa wybaczyć, bo wydarzyło się chyba wszystko, co się wydarzyć musiało, a pisania na skróty też nie zauważyłam. Jednak moja dyspensa jest warunkowa – w trzecim tomie proszę o minimum 400 stron. A jeszcze lepiej będzie wyglądało 500 😉
Trupy – yyyyy… no ja nie wiem, czy powinnam cokolwiek na ten temat pisać. Doczytajcie sobie.
Humor – długo czekałam, ale się doczekałam, dokładnie na dwusetnej stronie. Potem jeszcze raz albo dwa się roześmiałam. Ale to nie jest rozrywkowa literatura. No, chyba że ktoś jest psychopatą.
Widoczność liter – kiedyś ktoś to sfilmuje i to będzie hit. Tu nie ma liter, tu są gotowe kadry filmowe. Przerażające swoją drogą. Naprawdę niektórych scen lepiej nie widzieć, ale zostały opisane zbyt plastycznie, żeby nie zobaczyć. Zamknięcie oczu nie wystarczy.
Obiektywne Prawo zła jest bardzo udaną kontynuacją Prawa braci, chociaż nie do końca mam pewność, czy kontynuacja to w tym wypadku dobre słowo. Traktuję tę pozycję raczej jako uzupełnienie pierwszego tomu i wstęp do trzeciego. Coś, co pozwoliło szerzej spojrzeć na całą historię i w założeniu może nawet bardziej obiektywnie. Ja jednak na obiektywizm się nie zdobyłam. Nadal nie lubię Konrada 😛
A teraz kompletnie subiektywnie napiszę, że poczułam się zawiedziona porzuceniem wątku… no i tu mam problem, bo chyba nie wolno spojlerować? No w każdym razie liczę na to, że w trzecim tomie (bo nie wyobrażam sobie, żeby go nie było), ta postać jeszcze wróci.
Dla kogo jest Prawo zła?
Teoretycznie dla tych, co czytali Prawo braci, bo Prawo zła to uzupełnienie i pokazanie racji (chociaż ja ich nie widziałam) drugiej strony. Jednak zaryzykuję, że odwrócenie kolejności czytania jest możliwe i nie będzie miało dużego wpływu na zrozumienie obu książek. Tak czy owak – trzeba przeczytać obie. Żadnej nie dałabym młodzieży. To książka dla czytelników odważnych, otrzaskanych z literacką wersją zła i gotowych na to, by się z nim zmierzyć.
