Przepraszam, czy ktoś zamawiał duszenie? – Iwona Banach
O malarzach abstrakcjonistach słyszał chyba każdy. O pisarzach pewnie mniej, ale to dlatego, że literatura zna zaledwie garstkę takich. Wśród polskich twórców wymienia się dwóch: Witkacego i Mirona Białoszewskiego. A teraz mamy pierwszą asbtrakcjonistkę: Iwonę Banach. Uwielbiam od dawna, ale to, co zrobiła teraz, to prawdziwe mistrzostwo świata.
O czym jest Przepraszam, czy ktoś zamawiał duszenie?
Oj, przejechała się Iwonka po środowisku aspirujących literatów, przejechała, że hej! Bez litości i fałszywego wstydu pokazała ich jako mało zdolnych, za to bardzo ambitnych. Ale też nie zostawiła suchej nitki na wydawcach i agentach, sugerując wyraźnie, że nie jakość książki ma znaczenie dla jej sukcesu na rynku wydawniczym. Aż się boję myśleć, że to może być prawda…
A rzecz cała wygląda tak:
W niewielkiej miejscowości o jakże uroczej nazwie Wieszczyce ma się odbyć festiwal literacki, konkretnie Backstreet Books Festival (ta nazwa powinna być wykorzystana!) Organizuje go agent literacki Lolo Ćwik, postrzegany jako cudotwórca – jeśli on przyjmie książkę, to sukces gwarantowany. Każdy, kto jeszcze nie wymościł sobie ciepłego gniazdka w żadnym wydawnictwie, chce się na owym festiwalu znaleźć. A jeszcze lepiej przyjechać kilka dni przed festiwalem pod pozorem testowania atrakcji! Na ten pomysł wpada co prawda tylko garstka zaproszonych literatów, ale to w zupełności wystarczy, by zrobić zamieszanie tysiąclecia. W końcu to pisarze – mają nieograniczoną wyobraźnię, wybujałe ego, parcie na szkło i inne cechy przydatne w robieniu szumu wokół własnej osoby. A tu na dobitkę na miejscu czeka na nich trup…
Właścicielka hotelu Leśne Zamczysko – Laura – dochodzi do wniosku, że festiwal wypadałoby odwołać. Z drugiej strony nie może tego zrobić, bo dostała od miasta olbrzymi grant na jego organizację w zamian za promowanie Wieszczyc. Na miejscu trwa więc policyjne śledztwo, w którym niedoszli pisarze z radością uczestniczą. Chociaż sensowniej byłoby stwierdzić, że przeszkadzają na wszelkie możliwe sposoby. I to wcale nie specjalnie! Oni tylko chcą być pomocni, a przy okazji każdy chce upiec własną pieczeń. W końcu bycie podejrzanym w sprawie o morderstwo to nie w kij dmuchał, prawda? W internecie napiszą, w telewizji pokażą, to się będzie klikać! A jak będą lajki, to może i książkę ktoś wyda? Wylewająca się z każdego hotelowego kąta desperacja podsuwa coraz to dziksze pomysły…
Jak się czyta Przepraszam, czy ktoś zamawiał duszenie?
Sztuka abstrakcyjna podobno jest trudna w odbiorze. Nie wiem, nie znam się. Ja z twórczością Iwony Banach problemu nie mam, odbieram wszystko na wszystkich możliwych falach. Jednak uczciwie muszę przyznać – jeśli ktoś ma problemy z formułowaniem myśli, słownictwo ogranicza do „ok, spoko, nara”, a wysiłek umysłowy jest mu obcy, to może się w tej książce nie odnaleźć. Przepraszam, czy ktoś zamawiał duszenie? Zasługuje na miano książki interaktywnej – trzeba myśleć! Nie rady inaczej, żeby zrozumieć zamysły i wizje autorki. Błyskotliwy humor pomieszany z groteską i satyrą, okraszony absurdem i doprawiony abstrakcją jest najlepszym możliwym tłem dla komedii kryminalnej. Zresztą nie wiem, czy nie powstał tu nowy gatunek – abstrakcyjna komedia kryminalna. Bardzo mi ta nazwa do nowej książki Iwony Banach pasuje.
A jak się czyta? No jak zwykle – tu nie dam rady być odkrywcza. Jest śmiesznie do granic absurdu, ale logicznie też jest. To nie jest książka typu sitcom pozlepiana z głupich scen. Jak najbardziej znajdziecie tam ciąg przyczynowo-skutkowy i zagadkę kryminalną do rozwiązania.
Recenzja subiektywna
Długość – 382 strony czystego absurdu – balsam dla duszy, pożywka dla umysłu i rozkosz dla wyobraźni.
Trupy – no co prawda komedia, ale jednak kryminalna, więc wiadomo…
Humor – kolejna książka Iwonki i kolejny raz moja rodzina pyta, czy ja aby na pewno się dobrze czuję. Ich zdaniem niekontrolowane wybuchy śmiechu to objaw obłędu.
Widoczność liter – aha, akurat. No dobra, wyłapałam kilka literówek, ale tak ogólnie to byłam w Wieszczycach, chodziłam po korytarzach Leśnego Zamczyska i nawet leżałam na tym samym łóżku, na którym Marcela podsłuchiwała, co się dzieje w łazience. Więc nie – liter tam nie widać.
Czytajcie, jeśli codzienność Was przytłacza. Przeniesiecie się w całkowicie alternatywną rzeczywistość.
Dla kogo jest książka Przepraszam, czy ktoś zamawiał duszenie?
Teraz może się narażę niektórym, ale co tam. Odważnie napiszę, że to jest książka dla inteligentnych czytelników. Tak, można się tu pośmiać, nawet całkiem nieźle, ale jednak trzeba mieć trochę inteligencji, a przy okazji i wykształcenia, żeby połapać wszystkie gry słowne, sugestie, niuanse itp. Mam nadzieję, że wyłapałam wszystkie. A tak poza tym – dla każdego, kto ma ochotę się pośmiać i odpocząć.
