2 minuty temu

Schizma – Krzysztof Bochus

Tytuł: Schizma
Autor: Krzysztof Bochus
Oprawa: Miękka
Liczba stron:
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Zacznę nietypowo, bo od ostrzeżenia. Nie wiem, kto się tak wygłupił i po co, ale na okładce jest potężny spojler. Nie czytajcie opisu! Trochę to rozumiem, bo sam wstęp jest dość długi (ale w żadnym razie nudny!) i żeby opisać książkę, trzeba było sięgnąć po konkrety, ale mimo wszystko… no nie, tak się nie robi.

O czym jest Schizma?

No i teraz mam problem, bo skoro krytykuję spojler na okładce, to sama też spojlerować nie mogę. Jak w takim razie napisać, o czym jest Schizma? Może tak: po raz kolejny spotykamy znanych nam bohaterów Victora i Hamilkara, którzy znowu muszą współpracować. Trudno mówić o radości z ich strony, choć niechęci do siebie nie żywią, jednak interesy mają zupełnie różne, a ustalenie priorytetów idzie im trochę pod górkę. Są od siebie zależni, chociaż jeden z nich rozwiązuje sprawę służbową, a drugi prywatną. Co to za sprawy? No wybaczcie, ale nie będę opisywać Wam tego, co w książce dzieje się po setnej stronie.

Napiszę Wam za to, że Schizma jest mocno osadzona w trudnej historii Gdańska, a rok 1813 po odwrocie Napoleona spod Moskwy był chyba tym najtrudniejszym. To taka lekcja historii, ale od zupełnie innej strony. Równolegle poznajemy obyczajowość tamtych czasów, zwłaszcza w kontekście ojcostwa. I powiem Wam, że Hamilkar jako ojciec był dla mnie zaskakujący. Nie, że w ogóle miał dziecko, ale jego stosunek do kilkulatki był… no inny niż mogłam się spodziewać. Jakoś mi się wydawało, że dzieci w tamtych czasach nie były tymi najważniejszymi członkami rodzin. Co tylko dowodzi, że warto czytać – czytanie uczy!

Jak się czyta Schizmę?

W moim odczuciu Schizmą Krzysztof Bochus powiedział: „Sprawdzam!”. Dokładniej mówiąc, Schizma jest testem uważności i gotowości do oddania się książce bezgranicznie. Tej historii nie można poznawać powierzchownie, trzeba mieć w sobie gotowość do oddania się jej w całości. Tylko wtedy czuje się ten przeraźliwy klimat biedy, głodu, strachu i zimna, bo Gdańsk przedstawiony w Schizmie jest jeszcze bardziej przerażający niż ten z Hipnozy.

Z serca Wam radzę – nie bierzcie książki do ręki, jeśli nie macie dość czasu. To nie jest banalna komedia kryminalna (z całym szacunkiem do autorów), którą można w dowolnym momencie przerwać. Schizma zmusza do uważnego czytania, zauważania szczegółów, łączenia faktów, wyłapywania ciągów przyczynowo-skutkowych – tego wszystkiego nie da się zrobić, czytając po dwadzieścia stron dziennie.

A przy tym jest dokładnie tak, jak się spodziewałam. Krzysztof Bochus jest naprawdę niezawodny. Stworzył historię, która angażuje bez reszty, wciąga niczym prąd wsteczny, przenosi w czasie, w czym wyraźnie pomaga nieco archaiczny język i wyraźnie monopolizuje czytelnika. Nie wierzycie? No to spróbujcie ją odłożyć 😛

Krzysztof Bochus nie zawahał się pokazać, że takie stany jak depresja nie są wynalazkiem XX wieku. Istniały do zawsze, podobnie jak autyzm, tyle że nikt nie zdawał sobie z tego sprawy. I to też mi się podobało, że nie próbował tuszować istnienia odmienności. Podobnie podszedł do homoseksualizmu, w ten sposób trochę odczarowując dawne, nierzadko idealizowane (bezsensownie) czasy.

I przyznam się jeszcze, że Gdańsk pokazany w taki, a nie inny sposób to zachęta do pogłębienia wiedzy historycznej. Wiedzieliście, że na początku XIX wieku był Wolnym Miastem? Bo ja nie, wiedziałam tylko o okresie międzywojennym.

Schizma – recenzja subiektywna

Długość – 397 stron, bez przypisów i posłowia 385. Do mojego liczącego 400 stron minimum trochę brakuje, ale nie będę się czepiać, bo książka jest tak mocno napakowana treścią (nie ma tu lania wody!), że wydaje się zdecydowanie dłuższa.

Trupy – no wiecie, to jest oblężony Gdańsk z biedą, zimą, mrozem i głodem. I bezwzględnymi ludźmi. Resztę sobie dopowiedzcie.

Humor – nieobecny, ale trudno mieć o to pretensje. Historia nie napawa optymizmem, czasy też były ciężkie…

Widoczność liter – pojawiły się na początku, bo też wejście w tę historię nie było łatwe. Potem zniknęły, zastąpiły je obrazy, które też wcale nie były łatwe. Nie chciałabym mieszkać w tamtym Gdańsku. Myślę, że Wy też nie. Sama lektura natomiast była bardzo smakowita, mimo nie zawsze lekkiej treści.

Dla kogo jest Schizma?

Historyczny kryminał w stylu noir to gatunek dla smakoszy, ale gdy za pisanie bierze się Krzysztof Bochus, każdy może czytać w ciemno. Oczami duszy widzę tę kolejkę chętnych do przeczytania drugiego tomu opisującego losy Hamilkara i Victora. Nie zawiedziecie się, tyle Wam powiem. Całkiem jak poprzednio, tak i teraz uważam, że młodzież jest na tę książkę gotowa. A fani klasycznych kryminałów, w których umysł jest ceniony wyżej, niż możliwości nowych technologii na pewno będą zachwyceni.

 


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close