Szkicek. Chłopiec niedokończony – Jacques Goldstyn
Tytuł: „Szkicek. Chłopiec niedokończony”.
Autor: Jacques Goldstyn
Ilustracje: Jacques Goldstyn
Liczba stron: 84
Okładka twarda
Wydawnictwo: Widnokrąg
Są książki, które czyta się dziecku do poduszki, i są takie, po których lekturze rodzic jeszcze długo siedzi na brzegu łóżka i myśli. Książka Jacquesa Goldstyna zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.

Fot. Archiwum własne
Już sam pomysł jest genialny w swojej prostocie. Bohater nie przypomina nikogo innego: jest narysowany szkicowo, niedbałą kreską, jakby autor nie zdążył go skończyć. Mieszka w miasteczku, w którym wszystko ma swoje miejsce, ludzie chodzą równym rzędem, a litery w zeszytach muszą być idealnie kształtne. On się w tym porządku po prostu nie mieści: jego wyobraźnia, energia i potrzeba tworzenia wylewają się poza wyznaczone linie. Goldstyn zamienia metaforę w obraz, dzięki czemu nawet najmłodszy czytelnik od razu rozumie, o co chodzi. Bycie innym nie oznacza bycia gorszym.
To opowieść o tym, że warto być sobą i trzymać się swoich pasji, nawet jeśli większości wydają się dziwne. Świat bardzo chciałby, żebyśmy wszyscy byli dopasowani, jednakowi, łatwi do ustawienia w szeregu. Tymczasem jest różnorodny, czy komuś się to podoba, czy nie. Ta książka nie moralizuje, tylko pokazuje tę prawdę z ogromną czułością i humorem.

Fot. Archiwum własne
Czytając ją, miałam wrażenie, że czytam trochę o sobie. Jako dziecko często czułam, że nie pasuję do reszty. Podczas gdy inne dziewczynki bawiły się lalkami, ja najchętniej biegałam za piłką z chłopakami z podwórka. Słyszałam, że piłka nożna „nie jest dla dziewczynek”. Nie wyglądałam też jak grzeczna dziewczynka z obrazka, w sukience i z idealnie zaplecionym warkoczem, raczej jak ktoś, kto właśnie wrócił z boiska z obtartymi kolanami. Dobrze pamiętam to uczucie bycia z boku. Ale pamiętam też coś znacznie ważniejszego: moi rodzice nigdy nie próbowali mnie na siłę zmieniać. Nie poprawiali mnie, nie dopasowywali do oczekiwań otoczenia. Dali mi czas, żebym mogła rosnąć po swojemu i stać się sobą we własnym tempie. Dziś wiem, jak wielki to był dar.

Fot. Archiwum własne
Dlatego tak bardzo poruszyła mnie historia chłopca, którego rodzice kochają właśnie takim, jaki jest. Dają mu wsparcie bezkompromisowe i bezinteresowne. Nie ma w nim ukrytego „kochamy cię, ale postaraj się być bardziej jak inni”. Ważną rolę odgrywa też nauczycielka plastyki, który dostrzega w chłopcu to, czego nie widzą inni. To przypomnienie dla nas, dorosłych, jak wiele może zmienić jedna osoba, która powie dziecku: to, co robisz, ma sens.
Książka nie udaje, że bycie innym jest zawsze łatwe. Bohater bywa samotny. Ale historia prowadzi go do miejsca, w którym spotyka ludzi równie niepasujących do szablonu, i razem tworzą coś wyjątkowego. Płynie z tego ogromna nadzieja: świat nas potrzebuje takimi, jacy jesteśmy, i dla każdego znajdzie się w nim miejsce.

Fot. Archiwum własne
Osobne słowa zachwytu należą się ilustracjom. Goldstyn, rysownik z krwi i kości, tworzy obrazy pełne ruchu, humoru i detali, do których chce się wracać. Kontrast między uporządkowanym, sztywnym miasteczkiem a rozedrganą kreską bohatera sam w sobie opowiada tę historię.

Fot. Archiwum własne
Książka przeznaczona jest dla dzieci od 8. roku życia, ale moim zdaniem powinien ją przeczytać każdy, bez wyjątku. Może nawet przede wszystkim dorośli: ci uwikłani w system, w cudze oczekiwania, w przekonanie, że trzeba się dopasować. Dziecku ta książka doda odwagi. Dorosłemu przypomni, że kiedyś też był szkicem i wcale nie musiał stawać się gotowym, wygładzonym projektem.
Recenzja powstała dzięki współpracy z wydawnictwem Widnokrąg.

Fot. Archiwum własne
