3 godziny temu

Umrzesz w święta – Krzysztof Bochus

Tytuł: Umrzesz w święta
Autor: Krzysztof Bochus
Oprawa: miękka
Liczba stron: 334
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Który to już raz rynek wydawniczy postawił mnie przed takim samym dylematem? Gór nie lubię, kryminały kocham, książki Autora uwielbiam. Zwyciężyło, jak zwykle, to ostatnie. Nie wyobrażam sobie, żebym miała nie sięgnąć po kolejną z bogatego dorobku pozycję Krzysztofa Bochusa tylko dlatego, że akcja jego książki dzieje się w górach.

 

O czym jest książka Umrzesz w święta?

Umrzesz w święta to tytuł opowiadania i całego zbioru jednocześnie. Przy czym nie do końca pasuje mi tu słowo „opowiadanie”. Kojarzy mi się z bardzo krótką formą, taką góra na kilka stron. W zbiorze moim zdaniem są cztery miniaturowe formy, którym bliżej do nowelki, aczkolwiek wiem – to się kojarzy co najwyżej z Jankiem Muzykantem i Katarynką.

Cztery historie – cztery miejsca akcji, cztery ludzkie dramaty. Celowo nie używam słowa śmierć, bo to byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Jednak najważniejsze jest to, co na początku – cztery historie. Nie zazębiają się między sobą w żaden sposób, funkcjonują całkowicie niezależnie i tylko poziomem grania na najczulszych strunach emocji dają znać, że wyszły spod ręki mistrza. To tak naprawdę skondensowane powieści, z których wyłuskano to, co najważniejsze. Nie ma tu pogłębionych rysów psychologicznych bohaterów, ale też nie można powiedzieć, że postaci są płaskie i papierowe. Absolutnie nie.

Każda z tych historii mogła się wydarzyć naprawdę i chyba to jest najbardziej niesamowite. Chociaż nie każda jest tak samo wiarygodna. Po drugiej poczułam coś na kształt żałoby, po czwartej byłam sceptyczna. Miałam takie: no ej, ale na serio?

Jeśli chodzi o tematykę, to właściwie jest wszystko – zdrada małżeńska, zdrada zaufania, depresja, samotność, chyba nawet autyzm, choć tu mogę się mylić. I za każdym razem góry są niemym świadkiem tego, co się stało, choć wcale nie musiało.

Spojlerować nie lubię, więc szczegółów Wam nie zdradzę. Naprawdę trudno napisać coś bliżej o krótkiej formie, żeby nieopatrznie nie zdradzić o jedno słowo za dużo.

Jak się czyta Umrzesz w święta?

Na cztery razy. Mamy tu cztery różne historie i żadna nie jest na tyle długa, by nie można jej było przeczytać w całości od początku do końca. Dwie pierwsze przeczytałam jedną po drugiej i to nie było do końca dobre – zbyt szybko musiałam wymieść z głowy poprzednie odczucia i emocjonalne więzi z bohaterami. Natomiast krótka forma sprawia, że w te historie wchodzi się bardzo szybko – tu nie ma zarysu sytuacji, który potrafi się ciągnąć przez kilkanaście stron. Każdy z tych mini kryminałów dzieje się od razu.

Umrzesz w święta wyszło spod ręki (albo klawiatury, jak kto woli) mistrza Krzysztofa Bochusa, więc czytało się dokładnie tak, jak przewidziałam: z wypiekami na twarzy i miną sugerującą rodzinie, że jak się do mnie odezwie, to następny obiad ugotuję im we wrześniu 2037. A i to jak będę chciała się wykazać dobrą wolą.

Jestem pewna, że wejdziecie w te historie co najmniej tak samo mocno, jak ja. A jak lubicie góry, to pewnie nawet mocniej. Dawno nie byłam, a dobrowolnie to chyba nigdy, ale tak mi się wydaje, że klimat został oddany bardzo wiernie. Ja te góry czułam, co akurat niespecjalnie mi się podobało.

 

Umrzesz w święta – recenzja subiektywna

Długość – tym razem totalnie nieistotna, bo trudno oceniać długość opowiadań, które z zasady są krótszą formą.

Humor – raczej nie było mi do śmiechu przy czytaniu i nie są to zabawne historie. Może raz się uśmiechnęłam, ale wybuchów radości na pewno nie było.

Trupy – no wiecie… tytuł zobowiązuje.

Widoczność liter – nie ma liter, są góry. Których swoją drogą nie lubię, irytują mnie na wszystkich frontach. Jakim cudem przetrwałam Bieszczady, Tatry i jeszcze Sudety, nie mam pojęcia. Mało tego, Autor przypomniał mi, że też jechałam wyciągiem krzesełkowym i zawisłam nad przepaścią. Umie podrapać po traumach Krzysztof Bochus, oj umie.

Dla kogo jest książka Umrzesz w święta?

Wiecie co? Mnie się wydaje, że to taka pozycja, którą każdemu można na prezent kupić. Jak ktoś lub kryminały i góry, to łyknie jak pelikan śledzia, jak nie to może spodobają mu się ludzkie historie, na które tu nie zabrakło miejsca. W związku z tym ogłaszam, że Umrzesz w święta to dobra propozycja na prezent pod choinkę. Jak macie w rodzinie książkomaniaka to na pewno się ucieszy. A są też takie sytuacje, że trzeba komuś kupić prezent, ale co ma być tym prezentem, to nie wiadomo. No więc ta książka sprawdzi się zawsze. Za dolną granicę wieku uznałabym 15 lat, górnej nie ma.

 

 

 


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close