Wachmistrz – Krzysztof Bochus
Tytuł: Wachmistrz
Autor: Krzysztof Bochus
Oprawa: miękka
Liczba stron: 340
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
O czym jest Wachmistrz?
Zasadniczo Wachmistrz to retro kryminał, którego akcja dzieje się blisko sto lat temu, dokładnie w 1929 roku w Gdańsku, a ściślej – w Wolnym Mieście Gdańsku. Zasadniczo, bo w mojej ocenie to nie tylko kryminał, ale i powieść historyczna, która obrazuje życie ówczesnych mieszkańców w sposób równie wiarygodny, co… niewiarygodny. Naprawdę tak to wszystko wyglądało?!
Skupmy się jednak na sprawie kryminalnej. Jest grudzień, zima szaleje na całego, dni są krótkie, a w mieście giną młode kobiety. Są urodziwe, ale ubogie, do tego samotne – nikt się nimi nie przejmuje do tego stopnia, że władze początkowo nie zauważają problemu. W końcu codziennie ktoś znika, ludzie się przemieszczają. Kiedy jednak staje się jasne, że sprawa ma charakter nieprzypadkowy i niepokojący do jej rozwiązania zostaje zatrudniony radca kryminalny Christian Abell, znany z niezłomności i nieszablonowości. Owa nieszablonowość przejawia się między innymi w tym, że do pracy używa sił umysłowych, a nie fizycznych. Zupełnie odwrotnie niż przydzielony mu do pomocy wachmistrz Kukulka, który nie waha się balansować na granicy prawa.
Szukanie zaginionych w dużym mieście kobiet przypomina trochę szukanie igły w stogu siana, ale Abell nie odpuszcza. Nie odpuszcza też Kukulka, choć kierują nim nie do końca szlachetne motywy. A że trop prowadzi od portowych przemytników do senatorów, robi się naprawdę gorąco. Są osoby, które czują się bezkarne i takie, na rozkaz których, wszystkie niewygodne fakty, zamiata się pod dywan. Sęk w tym, że Abell nic sobie z tego nie robi. I wtedy robi się naprawdę gorąco.
Jak się czyta Wachmistrza?
Nie spodobałby mi się Gdańsk z okresu międzywojennego. Widzę go jako miejsce pozbawione zasad, choć na pewno istniały też te „lepsze” dzielnice. Jednak atmosfera zarysowana przez Krzysztofa Bochusa nie przypadła mi do gustu – absolutnie nie chciałabym mieszkać tam, gdzie bieda i niskie urodzenie definiują człowieka na całe życie, nie dając szansy na żadną odmianę swojego losu.
I teraz Was zaskoczę. Gdańsk mi się nie podobał, atmosfera też mi do gustu nie przypadła, natomiast książka jako taka urzekła mnie od początku. Jak to możliwe? Po prostu to są zupełnie różne sprawy. Może mi się ten Gdańsk nie podobać, ale nie mogę nie oddać sprawiedliwości autorowi, który przedstawił go na tyle wiernie, na ile pozwoliła fabuła. Historia mnie oplotła i zniewoliła, a sprawa zaginięć młodych, naiwnych, ale pełnych wiary w lepsze jutro kobiet, szybko stała się moją osobistą sprawą. Kibicowałam w myślach parze policjantów z całej siły, żeby jak najszybciej rozwiązali tę wcale niełatwą zagadkę.
Krzysztof Bochus jest prawdziwym artystą, jeśli chodzi o tworzenie postaci i budowanie napięcia. Jak zwykle jedno i drugie wyszło mu po mistrzowsku. Można się wzdragać na myśl o trójmiejskim półświatku, ale nie można odmówić poszczególnym scenom wiarygodności. A takie książki zawsze czyta się dobrze.
Wachmistrz – recenzja subiektywna
Długość – 340 stron to może nie jest bardzo dużo, ale książce niczego nie brakuje. Choć ja jak zwykle nie obraziłabym się za kilkadziesiąt stron dodatkowo.
Humor – no nie bardzo, raczej się tu nie pośmiałam.
Trupy – hmm…. Doczytajcie sobie, tak będzie najlepiej.
Widoczność liter – w tej książce nie ma liter, co momentami mnie irytowało, bo patrzeć na te piwnice i lochy wcale nie było łatwo.
Bierzcie i czytajcie, jeśli jesteście spragnieni całkowicie analogowej historii. Wręcz trudno sobie wyobrazić, ale ludzie naprawdę dawali radę bez internetu, komputerów i smartfonów. Nawet zwykłe telefony mieli tylko nieliczni, a jednak życie się toczyło i to całkiem nieźle.
Dla kogo jest Wachmistrz?
Myślę, że lista czytelników, którym Wachmistrz przypadnie do gustu, jest bardzo długa. Na pewno mogę go polecić fanom kryminałów w starym stylu, ale też miłośnikom powieści sensacyjnych i historycznych. Także wielbiciele obyczajówek znajdą tu coś dla siebie, bo Wachmistrz dość celnie opisuje zwyczaje i obyczaje przedwojennego Gdańska. Bez oporów dałabym młodzieży.
