Wdowa – John Grisham
Tytuł: Wdowa
Autor: John Grisham
Oprawa: miękka
Liczba stron: 462
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Albatros
Bardzo trudno jest napisać recenzję książki, która jednocześnie się spodobała i przyniosła rozczarowanie. Jeszcze trudniej, gdy jest to powieść autora, którego się lubi i ceni, przetłumaczona przez najlepszego tłumacza w Polsce – Jana Kraśkę. Teoretycznie dostałam gotowy bestseller, książkę, która powinna pobić na głowę każdą powieść Remigiusza Mroza, Michała Śmielaka i Joanny Jax razem wziętych, rozwalić wszystkie statystyki i rankingi. Teoretycznie. Bo w praktyce – źle nie było, ale do pełni szczęścia sporo zabrakło.
O czym jest Wdowa?
No przykro mi, ale na to pytanie nie mogę odpowiedzieć. Gdybym chciała, musiałabym popełnić taki sam spojler jak wydawcy. Zarówno polski, jak i amerykański, zdradzili zdecydowanie za dużo. I piszę to z pełną świadomością, bo informowanie na okładce o wydarzeniach, które rozgrywają się w okolicy dwusetnej strony to trochę niepoważne.
Ja Wam napiszę tylko tyle, że do prawnika z małej miejscowości Braxton – Simonta Latcha, przychodzi niemłoda, a właściwie dość stara wdowa i oświadcza, że chce spisać testament. Nie byłoby w tym nic niecodziennego, gdyby nie fakt, iż Eleanor Barnett nie ma nikogo bliskiego, ma za to – przynajmniej tak twierdzi – ogromny majątek. Po jej śmierci adwokat ma ustanowić fundusz powierniczy i zarządzać nim, przekazując pieniądze organizacjom charytatywnym. Czyli mówiąc wprost – na takim testamencie można naprawdę dobrze zarobić, bo zarządca funduszu jak najbardziej ma prawo pobierać honorarium. Simon widzi w tym szansę dla siebie i swojego mocno nadwerężonego budżetu.
Jak się czyta Wdowę?
To nie pierwsza książka Johna Grishama, która wpadła w moje ręce. Nie napiszę, że przeczytałam wszystkie, bo to nieprawda, ale na pewno dużo ponad połowę. Teoretycznie więc wiedziałam, czego mogę się spodziewać i dokładnie to dostałam: bardzo długie wprowadzenie w akcję, postaci zarysowane tak wyraziście, że trudno uwierzyć, iż żyją wyłącznie na kartach powieści i mocne przyspieszenie pod koniec.
Żeby nie było wątpliwości, napiszę to wyraźnie: książka mi się podobała, ale jednak… no nie jest to Grisham w najdoskonalszej formie. Nie dość, że napisał kryminał, w którym nie dał czytelnikowi szansy na wykazanie się, to jeszcze kompletnie zapomniał o pewnych wątkach (wybaczcie, nie będę spojlerować) i nie wyjaśnił rzeczy, które o wyjaśnienie aż się prosiły. Mogę przymknąć oko tylko wówczas, gdy zobaczę kontynuację Wdowy, bo na tę chwilę to… no sorry, ale nie kupuję tego. Podobnie jak pewnego bardzo grubymi nićmi szytego oskarżenia. No ale to Ameryka, może tam oskarżanie na podstawie przypuszczeń jest możliwe.
Czepiam się? Może i tak, ale od wielkich zawsze oczekuję więcej. I chociaż tę historię śledzi się naprawdę genialnie, a czytanie nie męczy i nie nuży, to gdzieś tam po drodze poczułam delikatny zawód – pewnych rzeczy wiernym czytelnikom robić się nie powinno.
Czy przeczytam kontynuację, jeśli się pojawi? Oczywiście, że tak, bo Wdowa to jest dobra książka i ja chcę wiedzieć, co będzie dalej i poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania, które na razie wiszą w próżni.
Wdowa – recenzja subiektywna
Długość – miód na serce i uczta dla oczu oraz wyobraźni, tyle Wam powiem. 462 strony drobnym drukiem – to jest naprawdę długa książka. Aż żałuję, że wydawcy nie są zobligowani do podawania liczby znaków, ale tu bym celowała w ponad 600 tysięcy. Uwierzcie mi, to jest dużo.
Trupy – pomidor.
Humor – tak, można się uśmiechnąć przy czytaniu, aczkolwiek nie jest to powieść humorystyczna.
Widoczność liter – czasem się pojawiają, szczególnie przy dłuższych opisach, ale tak ogólnie, to wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z kolejną powieścią Grishama, która aż się prosi o sfilmowanie.
Dla kogo jest Wdowa?
John Grisham pisze książki, w których główną rolę gra klimat, dopiero potem wchodzi akcja i bohaterowie. Jeśli Wam to nie przeszkadza – sięgajcie śmiało. Jeśli przeszkadza – też sięgajcie, może zmienicie zdanie. Wdowa to połączenie klasycznej powieści prawniczej z kryminałem, więc fani obu gatunków powinni znaleźć tu coś dla siebie. Nie brakuje też wątków obyczajowych, aczkolwiek wyraźnie stoją na drugim planie. Dla kobiet i mężczyzn jednakowo. Niby dla dorosłych, ale młodzieży też bym dała.
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros
