Uroda 16 października 2017

Łap za cycki i wygraj!

Październik to międzynarodowy miesiąc walki z rakiem piersi. Myślisz, że ciebie to nie dotyczy? Rak piersi jest najczęściej diagnozowanym nowotworem u kobiet, a 35% z nich nie ma szansy na wyleczenie. W Polsce nadal jest on wykrywany za późno. Więc łap za cycki i wygraj swoje życie. Nie wiesz, jak się za to zabrać? Wystarczy sześć kroków. Gotowa?

Raz w miesiącu przyjrzyj się swoim piersiom i dosłownie złap się za cycki, lub poproś męża, on chętnie ci pomoże. Piersi badaj dokładnie między szóstym, a dziewiątym dniem cyklu. Stań przed lustrem lub mężem, lub połóż się w łóżku.

  1. Stój bo strzelam, czyli podnieś obie ręce do góry. Sprawdź, czy nie widzisz zmian w kształcie twoich piersi, kolorze skóry. Zwróć uwagę, czy brodawki nie są wciągnięte, a skóra się nie marszczy.
  2. Stań jak bohater, czyli połóż swoje ręce na biodrach i przyjrzyj się swoim piersiom, tak jak przed chwilą.
  3. Ściśnij najpierw jedną brodawkę, a potem drugą i zwróć uwagę, czy nie wycieka z nich wydzielina.
  4. Czas na macanko, czyli to, co mężowie lubią najbardziej. Podnieś prawą rękę i połóż ją za głowę, a lewą rękę połóż na prawej piersi.  Zacznij od obojczyka i kieruj się wokół piersi, przesuwaj palce do jej środka, naciskając trzema środkowymi, i zataczaj drobne kręgi wokół piersi. Staraj się nie ominąć żadnego miejsca.
  5. Zbadaj również lewą ręką prawą pachę, sprawdź, czy węzły chłonne nie są powiększone.
  6. Zmiana ręki i czas na skontrolowanie drugiej piersi. Sprawdź, czy nie wyczuwasz zgrubień lub guzków.

Jeśli coś cię niepokoi udaj się do lekarza i opowiedz mu o swoich obawach. Nie czekaj, nie przekładaj na później. Wcześnie zdiagnozowany rak piersi daje większe szanse na powrót do zdrowia.

Brawo, a teraz mam dla ciebie nagrodę, chcesz? Weź udział w szóstej edycji kampanii dotykam=wygrywam, w ramach której oddając swój stary biustonosz dostaniesz bon o wartości 20 zł na zakup nowego jeśli upewnisz się, że jest dobrze dopasowany do twojej figury i potrzeb. Do tego wesprzesz Polskie Amazonki Ruch Społeczny. Pełną listę sklepów biorących udział w akcji znajdziesz tutaj.  

Chcesz więcej? To mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Niedawno odbyła się promocja książki Izabeli Sakutovej, której autorkę ostatnio można zobaczyć w programie „Supermodelka Plus Size”, jako specjalistkę od braffitingu. W książce „Braffiting. Lifting piersi bez skalpela” autorka  zasypie cię wskazówkami jak prawidłowo dobrać biustonosz, jaki krój będzie dla ciebie najlepszy, dlaczego powinnaś mieć minimum 3 biustonosze w swojej szafie, oraz co to oznacza, że stanik ma odpoczywać. Ta książka może być twoja. Wystarczy, że w komentarzu napiszesz dlaczego chcesz ją dostać?

Na zgłoszenia czekamy do czwartku, 19.10.2017. Redaktorki bloga wybiorą najlepszą odpowiedź, a wyniki opublikujemy do końca tego tygodnia na naszym profilu fb :) Powodzenia!

Zdjęcia: Materiały Prasowe Panache

9
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Andrzej WaszewskiNina SaluterMonika WisełkaAneta Kruk Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Niepoprawna Optymistka
Gość

Oglądałam Panią Izę na Polsacie. Książka pomogłaby mi postawić moje cyce na właściwym miejscu :p

Izabela Sakutova - stanikowy zawrót głowy
Gość

Bardzo dziękuję za oglądanie Supermodelki i słuchanie moich porad :)

Małgoś Ka
Gość

Tak szczerze mówiąc…i ze wstydem sie przyznawszy…nigdy nie potrafiłam dobrać odpowiedniego biustonosza do swoich piersi…trochę wstyd sie przyznać ale ta książka rozwiązała by mój problem z niewiedzą!

Aneta Kruk
Gość
Aneta Kruk

Moja mama przegrała walkę :(
Tym bardziej warto mówić o takiej akcji. Super dziewczyny, że poruszacie ten temat!

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Czeka na was książka! Do czwartku czekamy na wasze komentarze!

Monika Wisełka
Użytkownik

Jak dobrać odpowiedni biustonosz??? Bardzoooo długo nie miałam o tym pojęcia! Zawsze kupowałam go bez przymierzania i po prostu nosiłam. Wszystko zmieniło się, gdy przed ślubem trafiłam do prawdziwej profesjonalistki, która sprzedawała biustonosze nie tylko w rozmiarach A, B, C, ale i o dziwo D, E, F, G, H i niem wiem ile jeszcze :) Wtedy też dowiedziałam się, że nie mam miseczki C ale E/F!!! Od tej pory polegam już tylko na tej cudownej Pani. Z ogromną przyjemnością przeczytam książkę „Braffiting. Lifting piersi bez skalpela” i sama poszerzę swoją wiedzę na ten temat! P.S. Wspaniale, że o tym piszecie,… Czytaj więcej »

Nina Saluter
Gość
Nina Saluter

Co znaczy że stanik ma odpoczywać? Pierwszy raz o tym słyszę… Czemu ograniczyć się do 3? ;-) Jako posiadaczka dużego biustu i szczupłej postury chętnie bym się dowiedziała jak najwięcej o moim biuście. Jestem młoda i w przyszłości myślałam że czeka mnie skalpel aby moje piersi nie witaly się z podłogą.
Może jednak nie? Pozdrawiam

Andrzej Waszewski
Użytkownik

Mimo że jestem facetem to temat naprawdę jest mi bliski. Moja wieloletnia partnerka ma obfity biust i zawsze miała problemy z doborem biustonoszy. Bardzo często byłem świadkiem jak z ulgą zdejmuje z siebie tą niewygodną część garderoby, która nawet potrafiła kaleczyć to co ja bardzo lubię ;) W końcu w przypływie emocji postanowiłem że nie ma co. Jedziemy kupować odpowiednią odzież dla jej (moich?) piersi. Wizyta w odpowiednim salonie (nie wymienię marki) załatwiła sprawę na tyle dobrze, że nie widzę takiego grymasu na Jej twarzy, a i biust wygląda o niebo lepiej niż w przypadku poprzednich biustonoszy z czego bardzo… Czytaj więcej »

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Hop hop. Poszukiwana Nina Saluter

W szkole 13 października 2017

Fobia szkolna – nowomoda, czy prawdziwy problem?

Nie jest niczym niezwykłym, że dzieci odczuwają lęk przed pierwszym pójściem do szkoły. Nie do końca wiedzą, co je czeka, nie są gotowe na zmiany, stąd może pojawiać się płacz i prośby o pozostanie w domu. Nie jest to niczym niezwykłym. Problem pojawia się w momencie, gdy dziecko oswojone ze szkołą, nagle zaczyna przejawiać objawy fobii szkolnej.

Co to jest fobia szkolna

Fobia szkolna to zjawisko opisane stosunkowo niedawno. Jest to zaburzenie nerwicowe i nie ma nic wspólnego z lenistwem, o które często posądza się uczniów unikających chodzenia do szkoły. Silnemu lękowi przed pójściem do szkoły mogą towarzyszyć objawy typowe dla innych chorób: gorączka, ból głowy i brzucha, wymioty. Charakterystyczne dla tych objawów jest to, że nigdy nie pojawiają się w weekendy, a prawie zawsze pojawiają się w dni nauki szkolnej. Mogą być przypisane do różnych chorób i dlatego lekarzowi ciężko jest postawić jednoznaczną diagnozę. Stąd biorą się nieporozumienia, bo fobia szkolna jest ostatnia na liście potencjalnych zaburzeń.

Przyczyny fobii szkolnej

Nie ma jednej konkretnej przyczyny pojawienia się fobii szkolnej. Powody są uzależnione nie tylko od wieku dziecka, ale jego sytuacji wśród rówieśników, a także w domu.

Strach przed klasówką – to najczęstszy powód ataku fobii szkolnej. Jej objawy mijają, gdy tylko uczeń dostanie pozwolenie na pozostanie w domu, lub gdy… klasówka skończy się. Jednak nie należy bagatelizować nawet tak błahego powodu, strach przed klasówką jest sygnałem problemów z nauką, a te potrafią się nawarstwiać. Dlatego warto szczerze porozmawiać z uczniem, ustalić, czy jest w stanie samodzielnie nadrobić braki w edukacji, a jeśli jest możliwość i potrzeba– zaproponować korepetycje.

Lęk przed porażką może także może być przyczyną fobii szkolnej. Z tym problemem zmagają się uczniowie, którzy uważają, że zawsze we wszystkim muszą być najlepsi i panicznie boją się, że sobie nie poradzą. Często jest to winą rodziców powtarzających dziecku, że musi być najlepsze, że tylko pierwsze miejsce się liczy, itd.

Strach przed nauczycielem jest równie częstym powodem fobii szkolnej. Charakterystyczne jest to, że niechęć do szkoły pojawia się tylko w dni lekcji z nielubianym nauczycielem. Lęk przed nauczycielem jest problemem trudnym do opanowania, w skrajnych przypadkach warto pomyśleć o zmianie klasy, czasem nawet szkoły.

Kontakty z rówieśnikami, chociaż bardzo wskazane, także mogą być źródłem problemów. Powody odrzucenia przez grupę mogą być bardzo różne, od błahych po bardzo poważne. Tutaj może pomóc wychowawca lub pedagog szkolny. Czasem powodem problemów w kontaktach z rówieśnikami mogą być kompleksy.

Dziecko jako ofiara przemocy w szkole także może przejawiać objawy fobii szkolnej. W bardzo wielu przypadkach dzieci ukrywają fakt, że padły ofiarą prześladowcy, są zastraszone, często czują się winne zaistniałej sytuacji. Takie problemy pojawiają się nie tylko w szkole podstawowej, są częste również w szkołach średnich. Jeśli mamy choćby cień podejrzeń, że dziecko może być ofiarą przemocy, trzeba koniecznie znaleźć okazję do szczerej rozmowy, można porozmawiać także z innymi uczniami z klasy i wychowawcą. W skrajnych przypadkach prześladowanie (jeśli da się je udowodnić) można zgłosić na policję.

Lęk przed tłumem nie jest tak rzadki, jakby się mogło wydawać. W tym przypadku fobia szkolna jest niejako wtórna, wynika ze strachu przed przebywaniem w tłumie. W tej sytuacji najczęstszym i najlepszym rozwiązaniem jest indywidualne nauczanie.

Lęk separacyjny także może być przyczyną fobii szkolnej. Jeśli dziecko stanowczo odmawia chodzenia do szkoły, przejawia objawy chorobowe, warto się zastanowić czy nic nie zmieniło się w sytuacji domowej. Rozwód rodziców, choroba w rodzinie czy śmierć, to częste powody, dla których dzieci bronią się nie tyle przed pójściem do szkoły, co przed rozstaniem z rodzicami.

 

1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aneta
Gość
Aneta

Wszystko ok ale indywidualne nauczanie jako lek na fobie społeczną??? Czyj to pomysł? W leczeniu fobii podstawą jest „unikanie unikania”. Unikanie źródła lęku to najgorsza opcja, może tylko pogłębić problemy. Praca małymi krokami jest najlepszym lekiem na
fobie i lęki.

Zabawa 12 października 2017

Gry i zabawy, które już zawsze będą kojarzyły mi się z dzieciństwem

Jaka ja muszę być już stara, skoro sentymenty każą mi wykopywać wspomnienia? Nie, to nie kwestia wieku, a smutnej konkluzji, że współczesne dzieciaki w większości nie będą miały takiej przyjemności z gier i zabaw, jakie były moim udziałem jakieś trzy dekady temu!

Patrzę na moich synów i uśmiecham się do siebie. Po części ze wzruszenia, a po części z tęsknoty do tego, co minęło. Dresy ortalionowe, gumy Turbo czy Donald, Kukuruku (czymkolwiek ten smakołyk był, bo przyznam, że nie mogę sobie tego przypomnieć), spotkania pod trzepakiem i zabawa nożami. Ja nie grałam w xboxa, nie miałam zdalnie sterowanych zabawek i elektronicznych psiaków, które w sposób jak najmniej zajmujący mają udawać prawdziwego przyjaciela.

Postanowiłam więc odświeżyć pamięć i przypomnieć synom te zajęcia, które mnie, jako kilkuletnią dziewczynkę pochłaniały bez reszty. Nie opisuję tu oczywistych zabaw, takich jak zabawa w klasy, chowanego, czy berka, bo to znają współczesne dzieciaki.

Byliśmy tak pochłonięci zabawą, że matki wołały nas jedynie na obiady i kolacje, nikt nie siedział w domu. Teraz jest odwrotnie, bo trudno dzieci przepędzić na dwór. Ciekawa jestem, ile z tych “przedpotopowych” zabaw było waszymi ulubionymi?

3…2…1… zaczynamy podróż do przeszłości!

  1. Szaleństwa na trzepaku. No kto z pokolenia lat 80 tych powie, że nie wie do czego służył trzepak? To było istne centrum dowodzenia, bo tam omawiało się plany na każdą zabawę, nie wspominając o tym, że fikaliśmy na nim lepiej, niż chińskie gimnastyczki na swoich przyrządach. Fikołki, obroty, zwisy i nie wiem co jeszcze. I nikt na nas nie krzyczał, że nie wolno bo niebezpieczne. Wyobrażacie sobie to teraz?
  2. Gra w grzybki. Teraz rodzice chyba by popadali na zawał, a opieka społeczna weszła z kuratorem do domu ;). Pamiętam, że szczególnie po deszczu, gdy ziemia była mokra i fajnie się po niej rysowało, graliśmy właśnie w “grzybki”. Zabawa polegała na tym, by z punktu głównego dojść kolejnymi krokami jednocześnie rzucając nożem w dany punkt na ziemi, by ten się wbił i nie upadł. Jak się udało, to rysowało się nożem grzybka i robiło się kolejny krok i wbijało nóż w następne miejsce, byle dalej.
  3. Podchody. Ale nie takie grzeczne wokół podwórka, o nie! Podchody wieczorami po lesie, po piwnicach i wszędzie, byle dalej od domu. Jedna grupa uciekała, znacząc po sobie ślady, a  druga miała na celu namierzyć ich, zanim wrócili do tzw. bazy. Zostawianie śladów drużynie tropiącej było nie lada zabawą, a i trzeba było wykazać się sprytem i spostrzegawczością, by umieć wypatrzyć np. strzałki namalowane kredą na pniu drzewa. Aleśmy byli dotlenieni po całym dniu takiego ganiania po lesie! I nikt się nie bał.
  4. Guma. Szczerze mówiąc, nie spotkałam jeszcze dziewczynek, które pod blokiem grałyby w gumę… Skakanki i owszem, ale guma chyba odeszła do lamusa. A szkoda, bo to niezła gimnastyka i ćwiczenie rytmicznego poruszania się. Do zabawy gumą była potrzeba trzech osób – dwie stawały naprzeciw siebie rozciągając gumę swoimi nogami, a jedna skakała. Grę można było dowolnie modyfikować, w zależności od ilości uczestników. Skakało się na wysokości kostek, łydek, kolan a nawet i wyżej! To było wesołe szaleństwo i pozytywnie męcząca zabawa. No i można było się “kasować” na to, kto ma bardziej szałową, kolorową gumę :) Wówczas królowały tzw “żarówki” i kolory tęczy.
  5. Kapsle. Każdy gracz miał po jednym kapslu, a na ziemi wytyczało się dwiema liniami tor z przeszkodami. Zadaniem zawodników było pstrykanie w kapsle palcami od linii startu do mety tak, aby trafić tam jak najszybciej. Jednocześnie nie wolno było wypchnąć kapsla z trasy.
  6. Zbijak (dwa ognie). Im więcej bawiących się, tym lepiej. Na placu lub boisku oznaczało się prostokąt podzielony na dwie równe części. Uczestnicy dzielili się na dwa zespoły, które miały na celu uderzanie piłką w osoby będące w drużynie przeciwnej, a ci musieli uniknąć uderzenia. Gracze nie mogli wychodzić poza obręb swojej części boiska. Trafiony zawodnik schodził z boiska, a przeciwnicy uzyskiwali punkt.
  7. Badminton (rakietki). Kiedyś to był szał! Każdy grał w badmintona, wystarczył kawałek placu i zabawa była przednia w podbijaniu lotki rakietkami. Co sprytniejsi wkładali do lotek kamyki, by dalej leciały.

Działo się, oj działo. Do tego jeszcze strzelanie pistoletami na kapiszony, gra w palanta, kolekcjonowanie i wymiana karteczek czy obrazków z gum Turbo! A w domu? A w domu prym wiodły drewniane zabawki, które znów powróciły do łask rodziców. Nie byle chiński plastik, ale wytrzymałe drewno gościło na dywanach w dziecięcych pokojach pod postacią domino czy łamigłówek oraz puzzli. W sumie teraz dzieci nie są tak bardzo pokrzywdzone, bo mają do dyspozycji te same zabawki, tylko 30 lat młodsze.

Np. taki Find the way, czyli zestaw do treningu logicznego myślenia. Dziecko musi ułożyć drogę z puzzli, tak aby jeden przyjaciel dotarł do drugiego. Gra posiada dwa warianty: pierwszy łatwiejszy – dziecko bawi się samodzielnie oraz drugi wariant – dziecko gra z dorosłym i tutaj pojawia się możliwość blokowania sobie drogi.

Inna doskonale znana zabawa to Macro Domino, czyli drewniane obrazki, które dzieci uwielbiają układać. Zadaniem dziecka jest dopasowanie dwóch identycznych obrazków na dwóch elementach. Znacie? No pewnie, że znacie! A czy bawicie się nimi z dziećmi? Mam nadzieję, że tak. Warto trzymać się tego, co dobre, nawet, jeśli pomysł jest stary jak węgiel kamienny :)

 

2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Niepoprawna Optymistka
Gość

W podchody bawimy się do dzisiaj! Aż mi się łezka zakręciła :)

Dogonić Rudą
Gość

Mnie też, dzieciaki były dotlenione i wyganiane :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close