Kultura 17 maja 2019

List otwarty do reklamodawców

Drodzy reklamodawcy wszelakiej maści. Zwracam się do Was, bo nurtuje mnie takie jedno proste pytanie: Dlaczego traktujecie matki jak idiotki z pieluszkowym zapaleniem mózgu? Dlaczego uważacie, że prowadzenie bloga, którego tematyka kręci się w dużej mierze wokół dzieci, dyskwalifikuje z udziału w kampaniach reklamowych produktów przeznaczonych dla dorosłych?

Życie blogerki parentingowej nie wygląda tak, jak myślicie

Skoro ja gram z Wami w otwarte karty, Wy ze mną też możecie. Jak myślicie, ile lat mają dzieci blogerek parentingowych? No tylko szczerze, pierwsze co Wam do głowy przyszło? No właśnie. Od razu widzicie przed oczami pulchne niemowlę, dziecko, które stawia pierwsze kroki, zbuntowanego dwulatka. Zaledwie garstka z Was pomyślała o przedszkolakach, a już o uczniach to chyba nikt. Tymczasem, może o tym nie wiecie, dzieci rosną, także dzieci blogerów. I naprawdę ciężko o wiarygodną kampanię reklamującą smoczki, skoro dziecko z tych smoczków dawno wyrosło. Akcesoria mamowe do wózka też jakby przestają być potrzebne. Czy naprawdę torba dla mamy to tylko ta duża, w której można nosić butelki, zapasowe ubranka i zużyte pampersy? Serio myślicie, że my nie używamy innych torebek? Na przykład tych modnych, niedużych, które nosimy do pracy? Zaskoczeni? Blogerki parentingowe pracują!

Blogowanie to nie tylko sposób na fanty

Naprawdę tak tego nie postrzegamy. Ale miło, jeśli czasem trafi się coś, co można z czystym sumieniem pokazać swojej społeczności. Tylko niech to będzie coś, co naprawdę można pokazać. I weźcie pod uwagę, że społeczność też ewoluuje. Dzieci czytelniczek rosną razem z naszymi. I dla Was są nową grupą docelową. To nie tylko mamy zainteresowane nowinkami na temat pielęgnacji i karmienia niemowlęcia. To kobiety, które chętnie poczytają coś o nowej linii kosmetyków przeciw zmarszczkom. Tak, my też się starzejemy! Dziwnie, nie? No i w końcu, skoro nie jesteśmy w ciąży i nie karmimy piersią, możemy używać takich kosmetyków, jakie chcemy, a nie takich, które są bezpieczne. Dlaczego więc wychodzicie z założenia, że np. kremy można reklamować tylko na blogach kosmetycznych? Nie mówię tu o kremach na rozstępy ciążowe i tych dedykowanych mamom, mówię o kosmetykach dla kobiet, niezależnie od tego, czy mają dzieci, czy nie.

Inny przykład? Bardzo proszę. Dlaczego, jeśli proponujecie nam elektronikę, to zazwyczaj jest to elektroniczna niania albo laktator? Wiecie, że mamy używają np. telefonów, tabletów, depilatorów, lokówek?

Mam mózg i nie waham się go używać

I dlatego denerwuję się, gdy reklamodawca przekonuje mnie, że on wie lepiej, co lubią czytelnicy i czym będą zainteresowani. Ja rozumiem, że agencje przeprowadzają badania, robią ankiety, ustalają grupy docelowe itp. itd., ale dlaczego upierają się, że jak kobieta jest mamą, to nie ma żadnych własnych zainteresowań? Serio bycie mamą wiąże się z zakazem myślenia o sobie? Jedyny wyłom w tym murze pracowicie robią wydawnictwa, proponując nam do recenzji całkiem dorosłe książki. I chwała im za to, bo my, mamy, też lubimy przeczytać coś tylko dla siebie. Ale obawiam się, że gdybym zaproponowała firmie oświetleniowej, że zrobię im ładny tekst ze zdjęciami żyrandola, wypromuję modę na ten żyrandol, jeśli tylko mi go dadzą, to by mi odmówiła. Bo od żyrandoli to są blogi wnętrzarskie, a nie parentingowe. Taaa, jasne, bo my to w domu świeczki zapalamy, żeby było widno. Dosłownie nie mogę wyjść ze zdumienia, dlaczego producenci wszelakich sprzętów, akcesoriów i ogólnie wszystkiego, zamykają się na nowe kanały dystrybucji i reklamy, sztywno trzymając się utartych schematów. A ja naiwnie myślałam, że sprzedając cokolwiek, trzeba stale myśleć o zdobywaniu nowych rynków. No ale co ja tam wiem, ja przecież jestem tylko mamą.

Blogi nie powstały wczoraj

Może już nie pamiętacie, ale blogowanie ma swoją historię. Krótką jak historia Internetu, ale nie zaczęło się wczoraj ani nawet rok temu. Są blogi, które mają dziesięć lat i więcej. Myślicie, że stoją w miejscu? Serio? No to muszę Was rozczarować. Dzieci naszych czytelniczek rosną razem z naszymi dziećmi, a czytelniczki zmieniają się razem z nami. To normalne. I te zmiany wcale nie powodują, że nas opuszczają i idą czytać inne blogi. Tym bardziej przykro, że internautom z dużym stażem nie macie nic do zaproponowania.

To kwestia wiarygodności

Nasza przygoda z blogowaniem trwa już prawie osiem lat. W tym czasie wokół naszego bloga zgromadziło się grono czytelniczek, które znamy od lat. To już nie anonimowi członkowie blogowej społeczności. To nasze dobre znajome. Jak mamy im pokazywać coś, co nawet nas nie bardzo interesuje i jeszcze to zachwalać? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Może Was to zdziwi, ale nie rzucamy się na każdą zaproponowaną współpracę, nawet za milion monet. Przyjmujemy tylko te, które są dla nas interesujące i które mogą zainteresować nasze czytelniczki. Po prostu dlatego, że je szanujemy. Może więc Wy też zacznijcie nas szanować?

Blogerki parentingowe nie są pazerne (macierzyństwo rozwija w nas pokłady empatii, czasem nadmiernie), moglibyśmy sporo razem zrobić na warunkach zadowalających obie strony. Tylko łaskawie pamiętajcie – my i nasze czytelniczki jesteśmy mamami, ale jesteśmy też kobietami, mamy dorosłe punkty widzenia i dorosłe zainteresowania. Nasz świat nie zamyka się w tematyce dziecięcej. Dziś mamy chcą więcej.  

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Magazynier. Gra karciana, którą pokochają dzieci

tytuł: Magazynier
autor: Jog Kung
ilustrator: Roman Kucharski
wiek: 8-108 lat
liczba graczy: 2-4
czas gry: 15 minut
wymiary: 135 x 135 x 45

“Magazynier” to gra, którą Wasze dzieci pokochają. Nie da się nie lubić rządzących nią zasad i przyjemnej dla oka grafiki.

“Magazynier” – geniusz ukrywa się w prostocie

magazynier

“Magazynier” nie jest grą, która spędza sen z powiek i powoduje, że rozgrywka możliwa jest jedynie z instrukcją w ręku. A już trafiały mi się bardzo skomplikowane gry, które zniechęcały do aktywności. Jednak w “Magazynierze” wystarczyło mi dwa razy przeczytać zasady punktacji, by zrozumieć, co i jak liczymy, a później wszystko poszło jak z płatka. Teraz punkty sumują bez problemu moje dzieci. Rzecz przyzwyczajenia. I niech Was nie zwiedzie przedział wiekowy od 8 lat wzwyż. Mój niespełna sześciolatek przyswoił zasady aż miło.

magazynier

Zasady gry “Magazynier”

W skrócie: magazynierzy, czyli gracze, muszą rozmieścić towary znajdujące się w skrzyniach tak, aby otrzymać za nie jak najwięcej punktów. “Niestety” towar (warzywa i owoce) jest różnorodny, skrzynie bywają pełne lub puste, nie wspominając o myszach, które są małymi szkodnikami, i których nikt nie chce u siebie w magazynie. To nie ułatwia zadania, więc trzeba być uważnym i dobrze się nakombinować, co do czego przyłożyć.

magazynier

I teraz tak.

Gracze dostają “do ręki” po dwie karty magazynu. Na każdej znajduje się sześć elementów, takich jak: skrzynie z towarem, puste skrzynie oraz z mieszkającymi w nich myszami. Gracze w trakcie rozgrywki będą pojedynczo układali karty przed sobą, budując własny magazyn. Gdy gracz wyłoży do magazynu jedną z dwóch kart, dobiera ze stosu pozostałych, zakrytych kart kolejną, tak, by znów mieć dwie karty w ręku. Gracz może także dobrać kartę z trzech odsłoniętych kart ze środku stołu, które służą jako rampa rozładunkowa.

Kartę układa się tak, by:

  • stykała się bokiem z wcześniej wyłożonymi kartami, na całej długości boku lub w jego fragmencie,
  • nakryła całą lub część karty leżącej w magazynie.

gra karciana

Gdy w magazynie każdego z graczy znajduje się po osiem kart, liczy się punkty w następujący sposób:

Gracze sprawdzają w swoich magazynach, który towar tworzy największą grupę przylegających do siebie bokami skrzyń z towarem jednego rodzaju. Następnie liczbę skrzyń (np. truskawki) mnoży się przez liczbę grup tego towaru.

Np. najwięcej w grupie jest truskawek, czyli 6 pól (punktów). W całym magazynie są w sumie 2 grupy skrzyń z truskawkami. 6 pól truskawek mnożymy przez ich 2 grupy, co daje 12 punktów. Następnie gracz podlicza w ten sam sposób towary w swoim magazynie, wskazane przez innych graczy. No i na samym końcu sumowania należy odjąć po 2 karne punkty za każdą mysz, która znajdzie się z magazynie. Np. 3 myszy x 2 punkty daje łącznie 6 karnych punktów. Karne punkty odejmujemy tylko raz, gdy dodamy do siebie wszystkie punkty za różne warzywa i owoce.

Jeśli macie ochotę zobaczyć prezentację gry w formie wideo, bardzo proszę, zajrzyjcie na kanał YT Naszej Księgarni.

Magazynier – rywalizacja na wesoło

Widząc reakcje moich dzieci podczas rozgrywek, mogę powiedzieć, że “Magazynier” wprawia w doskonały nastrój. Niezłe kombinowanie jest z tym, aby w magazynie każdego gracza było jak najmniej myszy, a jak najwięcej grup produktów. Dzieci uwielbiają taką rywalizację. Nie wspomnę o tym, jak zacierają ręce, gdy w magazynie przeciwnika pojawiają się myszy, oraz ile radości jest podczas liczenia wszystkich owoców i warzyw. Ta gra nie tylko zachęca do logicznego myślenie i planowania, ale ćwiczy także umiejętności matematyczne – trzeba pomnożyć, dodać, a na końcu także odjąć punkty karne za każdą mysz, która znajdzie się w magazynie.

Moje dzieci mogą grać w “Magazyniera” w nieskończoność. Ja również, bo gra wciąga bez litości. Zaczynacie po południu, a tu cyk, i nagle wieczór. Ale warto sobie urządzać takie sjesty przy zabawie, bo przecież nic tak nie łączy rodziny, jak … rywalizacja :)

Dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie egzemplarza recenzenckiego gry.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Dom 16 maja 2019

Baba z Kaborna – z nią nie ma rzeczy niemożliwych

Baba z Kaborna to warmińska “laleczka”, która zauroczyła mnie kompletnie. Was również w sobie rozkocha, bo to nie tylko ozdoba do domu, ale przede wszystkim pomoc w spełnianiu marzeń. Wystarczy, że w nią uwierzycie. Spróbujcie, bo warto!

Ja uwierzyłam i w moim domu stanęła Baba. Powierzyłam jej moje największe marzenie i po cichu liczę na to, że się spełni. Nie samo oczywiście, bo Baba pomaga, ale nie wyręcza.

baba z kaborna

Fot. Żaklina Kańczucka

Baba z Kaborna – nietuzinkowa ozdoba

Baba ma swoją urodę, bez dwóch zdań. Gdy zobaczyłam ją po raz pierwszy na Facebook`u, nie mogłam wyjść z podziwu, że można stworzyć coś prostego i zarazem niezwykłego, pięknego. Baba jest po prostu śliczna, taka blondyneczka w tradycyjnej (lub nie) spódnicy i chuście, z koszykiem i kwiatami w dłoniach. Ta “laleczka” to nie jest przytulanka, o nie. To dekoracja do ustawienia na półce, szafie, czy gdziekolwiek Wam się zamarzy. Baba liczy sobie ok 15 cm wzrostu i jest stabilna, ponieważ pod piękną kiecką ukrywa drewno.

Musicie wiedzieć, że Baba to skromna miłośniczka stylu eko – brzydzi się plastiku, dlatego sama powstaje z naturalnych surowców. Babę możecie mieć w różnych kolorach. “Matka” wszystkich Bab – Gosia, tworzy je ręcznie, proponując wybór różnych kolorów i wzorów spódnic, koszyków i rodzajów kwiatów. Nie wspomnę już o tabliczce motywacyjnej, którą Baby skrywają w koszyczkach. Jeśli zapragniecie Babę bez kwiatów, tabliczki lub koszyka – też da się zrobić. Tylko, po co żałować sobie dobrego :) ?

baba z kaborna

Fot. Baby z Kaborna

Baba to “motanka” czyli laleczka z zamotanego wokół drewna materiału. Nie ma oczu, uszu i ust, by powierzane jej marzenia nigdzie się nie wydostały, póki się nie spełnią – tak słyszałam. A jak już się spełnią i Baba zacznie się rozplątywać, należy ją spalić lub zakopać. To tak jak z czerwoną nitką na nadgarstku – jak spadnie, to znaczy, że “wykonała” swoją robotę. 

baba z kaborna

Fot. Baby z Kaborna

Aha! Worek, który otula i chroni Babę w podróży do Waszych domów, śmiało wykorzystajcie na niewielkie zakupy lub jako torbę na pieczywo. Ja noszę go w torebce – wiele miejsca nie zajmuje, a zapobiega kupowaniu jednorazówek.

Baba powstaje z miłości

Babę z Kaborna stworzyła Gosia Gadomska. Ta pozytywna dziewczyna jest mamą dwóch urwisów – Grzesia i Kuby, którzy motywują ją do zmiany otoczenia. To dla swoich synów zgłębia tajniki logopedii, by ułatwić im komunikację ze światem. Dba o ich zdrowie i edukację, co wcale nie jest takie proste (i tanie). Gosia zna się na chwastach, które pomagają na różne problemy. W przedsionku jej domu do tej pory suszą się roślinki na czarodziejskie herbatki.

Gosia postanowiła stworzyć Baby z Kaborna, by zebrać pieniądze na terapię dla synów, która kosztuje krocie. Ale Baby robi także dla siebie, żeby przelać na nie mega pozytywne emocje i dzielić się nimi dalej. Robi je również dla Was – żebyście mieli w rękach namacalny dowód na to, że moc jest w Was i cokolwiek postanowicie, to to zrobicie.

baba z kaborna

Fot. Baby z Kaborna

Baby “zbierają” pieniądze na terapię dla Grzesia i Kuby. One są naprawdę czarodziejskie, mają moc czynienia dobra.

Więcej zdjęć i informacji o Babach z Kaborna znajdziecie TUTAJ.

Jeśli macie ochotę wesprzeć Grzesia, zapraszam na stronę Fundacja Dzieciom.

Dobro powraca. Wiem to ja i wie to każda Baba. A więc do dzieła!

 

2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamila
Gość
Kamila

Coś czuję że Baba z Kaborna zagości w Naszym domu.

Baby z Kaborna
Gość
Baby z Kaborna

To może być prawda ❤️

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close