Nie marzysz? Nie żyjesz! Nie bój się ryzyka


Od zawsze miałam głowę pełną marzeń, które raczej nie doczekiwały się spełnienia, bo często ulegały zmianie. Wiadomo, młodego człowieka fantazja ponosi, ale o wytrwałość w dążeniu do celu o wiele trudniej. Jednak teraz, gdy mam ponad trzydzieści lat, inaczej patrzę na moje marzenia i pragnienie ich realizacji. I przyznam szczerze, że są one dość karkołomne i wyjątkowo niepewne w kwestii dopięcia na ostatni guzik. Ale pal licho, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Ostatnie siedem lat mojego życia ze smutkiem mogę określić mianem “siedmiu lat chudych”. Sytuacja jednak się odwróciła i los się uśmiechnął do mnie całkiem szeroko, przynosząc mi stabilizację zawodową, a co za tym idzie finansową. Co prawda, na kasie jeszcze nie śpię, ale na chleb i rachunki mam, cholerny frankowy kredyt sobie spłacam małymi krokami z myślą, że jeszcze jakieś dwadzieścia jeden lat i stanę się wolnym człowiekiem.

Kredycik w szwajcarskiej walucie zaciągnęłam na mieszkanie w bloku. Trzy pokoje, ładna okolica, całkiem sensowni sąsiedzi, sklep, plac zabaw. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie stała tęsknota za własnym domem, będącym cały czas daleko poza naszym zasięgiem.

Życie zaskakuje, więc gdy nadarzyła się super okazja, za uciułane pieniądze kupiliśmy kawałek ziemi pod lasem. Wspomnieliśmy kilku osobom, że chcielibyśmy za kilka lat o własnych siłach i z bieżących oszczędności – owszem, jeszcze ich nie mamy – wybudować mały domek i wynieść się bliżej natury i z dala od sąsiadów.

I co? Zamiast -” spoko, dacie radę, a ten nieszczęsny kredyt przeniesiecie na dom i sprzedacie chałupę w bloku”, wylano na nas kubły – bo nie jeden!- zimnej, ba, wręcz lodowatej wody.

  • sami chcecie budować…?!
  • a do starości zdążycie…?
  • a co z kredytem…?
  • skąd weźmiecie kasę…?
  • a źle wam się tu mieszka…?
  • kto wam pomoże…?
  • NIE DACIE RADY!!!

No to co? Mam usiąść na dupie i nie ryzykować, bo życie było uprzejme obdarzyć mnie mało zamożnymi rodzicami? Bo muszę liczyć tylko na siebie, i jeszcze mam ten pieprzony kredyt na mieszkanie w bloku? Bo zajmie mi to 10 lat, jak nie lepiej?

Nie, dziękuję, nie zamierzam słuchać cudzego jęczenia, może nawet podyktowanego zawiścią. Jeśli sami boicie się zmian i ryzyka, nie róbcie nic, nie musicie. Nie musicie planować, nie musicie marzyć, nawet żyć nie musicie ze strachu przed nowym, jeśli nie chcecie.

A ja chcę marzyć, chcę sięgać sięgać wysoko, nawet jeśli ryzykuję przez to bolesny upadek z naprawdę dużej wysokości. Trudno się mówi. Jak coś się stanie, sprzedam działkę, pewnie jeszcze z zyskiem. Ale jeśli mi się uda, nawet za te dziesięć, piętnaście lat, i będę mogła zostawić coś wartościowego dzieciom, to ja spróbuję. Nie, nie boję się przyszłości. Bardziej bałabym się tego, że przez niezdecydowanie i brak wiary w siebie, zawsze będę tkwiła w jednym miejscu.

Nie marzysz? Nie żyjesz! Dla mnie to proste.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Tak mi się jakoś skojarzyło… ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Trzeci poród – zegar tyka, finał tuż tuż, a myśli w mojej głowie dosłownie świrują!


Wielkimi krokami zbliża się finał mojej trzeciej ciąży, w związku z czym w ostatnich tygodniach źle sypiam, coraz częściej narzekam na wystający brzuszek i rozpychającego się w nim maluszka. A do tego dużo rozmyślam o tym, co mnie niebawem czeka – o nieszczęsnym porodzie, o dodatkowej pracy jaką będę miała, nocnych pobudkach, pieluszkach, szczepieniach i o tym jak zareagują na nowego członka rodziny moje dzieci – szczególnie Pola, bo ona jest jeszcze na tyle mała, że nic z tej mojej ciąży nie kuma…? 

Nie będę jednak ukrywać, że najbardziej męczy mnie wizja zbliżającego się porodu. Na samą myśl o nim dostaję gęsiej skórki i silnej ochoty ucieczki. Sęk w tym, że odwrotu już nie ma i uciec się nie da! Trzeba więc będzie zacisnąć pięści i po raz kolejny stawić czoła temu wyzwaniu. I choć staram się nie myśleć negatywnie, wręcz przeciwnie, próbuję wierzyć w to, że tym razem pójdzie gładko, to jednak wspomnienia z poprzednich porodów siłą rzeczy mnie przerażają.

I sama nie wiem, który był gorszy? Pierwszy, który trwał przeszło 15 godzin, połowę z tego czasu rzygałam jak kot, co mnie totalnie wymęczyło, a  na koniec przyszło mi wypchnąć z siebie ponad 4-kilogramowego „kloca”? Czy może drugi, który rozpoczął się niespodziewanie, prawie miesiąc przed terminem z powodu odejścia wód, poganiany był oksytocyną i przyszło mi rodzić z niefajnym personelem (do dziś uważam, że ten poród popsuła mi położna, a na myśl o niej boli mnie krocze!!)?

Przyznać przy tym muszę, że nie należę do osób strachliwych i nadmiernie panikujących – poprzednich porodów się nie bałam. Prawdę powiedziawszy moja ciekawska natura wzięła górę nad strachem i z niecierpliwością czekałam na „godzinę zero”. Szczególnie za pierwszym razem, kiedy nie wiedziałam co mnie czeka, a możliwe scenariusze znałam tylko z opowieści. Za drugim razem, wiadomo, miałam już jedno własne wspomnienie – mało atrakcyjne, ale mimo wszystko motywujące, bo skoro jako pierworódka dałam radę urodzić dorodnego chłopca, to czemu nie miałabym dać rady i tym razem?!

No ale po drugim porodzie wiem, że nie tylko ode mnie zależy jaki on będzie miał przebieg. Stety niestety duży wpływ ma też personel na jaki się trafi, a ponieważ poprzednim razem nie miałam w tej kwestii szczęścia, teraz mam wielkie obawy z kim przyjdzie mi wydać na świat kolejne dziecko.

Z jednej strony chciałabym odwlec tę chwilę w czasie (jakby to miało w czymś pomóc! :P) , z drugiej, wolałabym żeby odbyło się to wcześniej niż przewiduje  „kalkulator ciąży” i mieć to szybciej z głowy. Bo im bliżej terminu, tym więcej o tym myślę i niepotrzebnie się nakręcam.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwestia rodzeństwa, któremu trzeba będzie zorganizować opiekę na czas samego porodu i pobytu w szpitalu (oby krótkiego!). Obie babcie nie dość, że mieszkają daleko, to jeszcze pracują, więc nie staną w progu mojego domu na zawołanie. I to też spędza mi w pewnym stopniu sen z powiek w ostatnim czasie…

Także reasumując, trzecia ciąża – zwłaszcza jej końcówka – przynosi mi najwięcej obaw i powoduje, że myśli w mojej głowie dosłownie świrują. Dlatego mimo wszystko wolałabym już mieć ten nieszczęsny poród za sobą i wrócić do siebie – bez tej całej burzy hormonów, która doprowadza mnie czasami do szału! ;-)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena Kamińska

    hmmm dokładnie nie pamiętam czy miałam więcej obaw przy drugim porodzie, na pewno bałam się bólu bo mam niski próg bólu i martwiłam się o syna którego będę musiała zostawić w domu :-) Za Ciebie trzymam mocno kciuki, będzie dobrze. Zobaczysz że już niedługo napiszesz tekst o tym że trzeci poród to pikuś, bułka z masłem. Tego Ci życzę z całego serca.

  2. Zupełnie Cię rozumiem! Wiadomo, że ciąża kończy się porodem, niby jest sporo czasu by się przygotować, jednak kiedy już się zbliża, to czasami mamy ochotę przed nim uciec :) Mam za sobą cztery, każdy inny, ale szczególnie trzeci i czwarty naprawdę szybciutkie. Mamy ogromny plus, że obie babcie mamy pod ręką, na emeryturze, więc zajęły się starszymi dziećmi. Samo przebywanie w szpitalu wspominam mile, choć szycie po trzecim porodzie gorsze było od wszystkich porodów razem wziętych… jeszcze teraz dostaję gęsiej skórki… Jednak ogólnie adrenalina i hormony szczęścia pozwoliły zapomnieć o drobnych dolegliwościach, pewnie u Ciebie też tak będzie! Trzymam kciuki!

  3. Ja urodzilam w lutym dokladnie 28 2017 po 11 latach i jedyne czego sie balam to samego porodu i bòli hehe bo mimo iz minelo 11 lat od drugiego porodu to bóle sie pamieta

    1. 11 lat różnicy – nieźle! :) Jaka była reakcja na wieść o ciąży i później po porodzie?? :)

    2. Lekkie zdziwienie bylo ale nastawialam ich wczesniej ze napewno bedzie jeszcze dzidzia w domu hehe a po porodzie najstarszy to skakal przy maly jak malpka (14lat)teraz sa bardzo za soba a sredni syn to dopiero teraz zaczyna sie bawic z malym hehe ale nie bylo problemow

  4. Ja rodzę co 3 lata Za każdym razem stres taki sam pomimo tego, iż wiem co mnie czeka. Chociaż odnoszę wrażenie, że nie samego porodu się boję a tego czy z dzieckiem będzie wszystko dobrze.

    1. Oj tak, o dziecko też się boję za każdym razem.

  5. Ja urodziłam 7.11.2017 trzecie dziecko najbardziej bałam się porodu opieka nad noworodkiem sama wraca choć przez 4 lata od poprzedniego porodu zminily się tylko zalecenia tak wszystko intuicyjnie się robi

    1. Opieki nad noworodkiem się nie boję bo moja córka kończy właśnie 2 lata więc jestem na świeżo 😉
      Ciekawa tylko jestem jak zareaguje na brata 🙂

    2. No u mnie są kłótnie kto ma się nią zajmować a czemu nie patrzy na brata tylko na siostrę kto roślina guziki w ubraniach itp

  6. Najgorszy z wszystkich. Blokada na maxa. Ale radość z maluszka bezcenna. Powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Kobieto, koniec z propagandą, że powinnaś być perfekcyjna


Niby mamy dwudziesty pierwszy wiek, a ciągle jeszcze słyszę, że kobieta – żona – matka powinna tamto, czy siamto! I wiecie co, najczęściej pada to z ust nas samych. Na szczęście nie wszystkich!

Czy aby Ty nie jesteś osobą, która podświadomie wyznaje poglądy wbijane kobietom przez pokolenia do głowy, a przeciw którymi nasza płeć się wciąż buntowała? Czujesz się w obowiązku wobec męża, dzieci, domu — być niczym perfekcyjna pani domu i superniania w jednej osobie – istota nie z tej ziemi? W pewnym momencie swojego życia weszłaś w role społeczne, które tak Cię zdominowały i wrosły w Ciebie tak mocno, że zamiast sobą jesteś żoną swojego męża i matką swoich dzieci? Czy jest Ci dobrze, gdy małżeństwo i macierzyństwo są jedynym słusznym punktem odniesienia?

Role społeczne, o których piszę, są piękne i sama dumnie je wypełniam każdego dnia. Ale nie dominują nad moim życiem i nie ograniczają dopływu tlenu. Nie jestem na każde zawołanie i to obojętnie, czy ktoś woła, czy wcale nie. Nie padam na twarz, by innym uchylić nieba, pozwalam sobie na nicnierobienie, gdy tego właśnie potrzebuję. Dzielę się domowymi zadaniami i nie ulegam przekonaniu, że jeśli sama czegoś nie zrobię, to nie będzie to porządnie wykonane. Praktyka czyni mistrza i dotyczy to każdego, więc dlaczego tak wiele kobiet wierzy, że ich mężowie mają dwie lewe ręce i lepiej wyręczyć dzieci niż czekać aż same coś zrobią? One — oddane i stale obecne, oni i potomstwo — cały ich świat!

Nie czekam każdego dnia z obiadem na mojego męża, bo oboje pracujemy. Raz gotuje on, raz ja, czasami wspólnie – ma to dodatkowe korzyści, bo nasze menu jest bardziej urozmaicone, każdy ma inne popisowe potrawy. Śmieci, jak w każdym domu, nie wynoszą się same – raz idę z nimi sama, raz mąż, raz syn – na kogo wypadnie (pełny kosz) na tego bęc. Wspólnie sprzątamy – tak jest nie tylko szybciej, ale i jakoś raźniej, weselej. Cieszę się, że w naszej rodzinie każdy ma też przestrzeń dla siebie, by się realizować, ale i odpocząć od siebie nawzajem, zatęsknić. A ile razy słyszałam od koleżanki – rówieśniczki, że bez męża to ona nigdzie, taki mają układ – zawsze razem. Trochę mi wtedy smutno, gdy w gronie innych koleżanek śmiejemy się lub żalimy, a jej nie ma, bo w jej życiu jest jedna główna rola, nie ma miejsca na inne. A przecież jak zaczynasz być żoną, to nie przestajesz z automatu być przyjaciółką. To tak nie działa, to jest wybór, który należy do nas.

Proszę Was, korzystajmy z tej wolności wyboru i nie dążmy do perfekcji za wszelką cenę, nie oczekujmy od siebie samych, byśmy były idealne. Żyjemy w społeczeństwie, w którym nie musimy nakrywać głowy burką, więc same nie narzucajmy sobie takiej niewidzialnej zasłony. Nie zamykajmy się, nie ograniczajmy, nie ulegajmy stereotypom. Bądźmy sobą – tą nieidealną sobą, zwyczajną, z prawem do chwili słabości, własnego zdania, czasu i przestrzeni dla siebie. I jeszcze jedno, zawsze jest dobry moment i nigdy nie jest za późno na to, aby coś w swoim życiu zmienić.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Czy jeszcze takie istnieja? moja mama zawsze taka byla , ja daje sobie troche wiecej luzu

    1. Cieszę się, że pytasz, czy jeszcze taka istnieje, bo to znaczy, że w Twoim najbliższym otoczeniu jej nie ma. I bardzo, bardzo dobrze!

    2. Istnieje i to nie jedna.Wstaje o 5 rano bo szkoda czasu a jest na emeryturze.Śniadanie dla męża emeryta i pracującego syna.Cały dzień spędza na sprzątaniu i gotowaniu.Bo obiad ma być na czas bo mąż będzie się dasal .Obiad oczywiście z dwóch dań .Nawet na zakupy nie wychodzi a nie mówiąc o tym żeby się przejść przewietrzyć Bo przecież szkoda czasu.Ale uważa że jest wzorem do naśladowania ze wszystkie kobiety powinny tak postępować.

    3. Aż ciarki przechodzą… ale tak niestety bywa.
      Często na własne życzenie.

  2. W pewnym momencie mając 2 malych dzieci pomyślałam tak ze w d…ie mam ze mój zlew jest pełny garnków wole z dziećmi iść na spacer. A naczynia umyje nawet w nocy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Odkrywamy tajemnice zmywarki. Ekspert odpowiada na wasze pytania


Nie wiem, czy to złośliwość sprzętu, że zawsze psuje się on w najmniej oczekiwanym momencie? W wigilijny wieczór zepsuł się bojler i z tego powodu nie mieliśmy ciepłej wody. A co z naczyniami, talerzami, garnkami? Przecież są święta, a jest nas wszystkich dziesięcioro? Kto będzie wszystko mył w zimnej wodzie?

Zmywarka uratowała nasze ręce przed myciem tej sterty naczyń.

Zmywarka to nieoceniona pomoc w każdej kuchni, więc warto wiedzieć, jak o nią dbać, by zachować w doskonałym stanie i jak sobie radzić w awaryjnej sytuacji. Zebraliśmy więc wasze pytania i przekazaliśmy do naszego eksperta. Gotowi na odpowiedzi?

Dlaczego tabletka w zmywarce nie rozpuszcza się cała?

Piotr Topa, ekspert Sharp Home Poland (PT):  Są trzy główne powody: niskiej jakości tabletka do zmywania, zbyt niska temperatura zmywania (zły dobór programu) oraz złe ustawienie twardości wody (woda jest zbyt twarda). Dodatkowo bardzo modne jest używanie programów krótkich, a niestety nie jest modne czytanie instrukcji obsługi, więc mało kto wie, że programy krótkie są przeznaczone do mniej zabrudzonych naczyń i najczęściej do mniejszej ilości kompletów niż maksymalna pojemność zmywarki.

Dlaczego zmywarka nie odprowadza wody?

PT: Są dwa główne powody, dla których sprawna zmywarka nie odprowadza wody: zatkany filtr (ten znajdujący się wewnątrz, należy go wykręcić, wyjąć i wyczyścić). Wyczyszczenie zmywarki powinno pomóc. Druga przyczyna to zbyt wysoko umiejscowiony odpływ nieczystości ze zmywarki. Jeżeli odpływ ścieków od zmywarki znajduje się za wysoko, nie będzie ona w stanie ich wypompować. Tu warto sprawdzić informacje zawarte w instrukcji obsługi.

Dlaczego moja zmywarka nie suszy naczyń i po skończonym myciu naczynia śmierdzą wilgocią? Wszystko jest: sól, nabłyszczacz i nawet jakiś zapach wisi, czyszczę ją raz na miesiąc i nie mam zielonego pojęcia co mogłoby być przyczyną?

PT: . Znów kilka powodów: niska temperatura zmywania, złe dopasowanie programu do załadowanych brudnych naczyń. Należy pamiętać, też, że naczynia z plastiku szybciej stygną i dlatego też mogą pozostawać bardziej mokre niż naczynia ceramiczne czy metalowe. Tu należy wspomnieć jak suszarki suszą naczynia. Otóż jest to prosta sprawa, czyli po myciu i płukaniu naczynia są polewane gorącą wodą przez co są nagrzewane, a potem ciepłe/gorące naczynia odparowują wodę. Skuteczność suszenia zależy od tego, jak szybko para zostanie usunięta z wnętrza zmywarki. Tu wW produktach SHARP oferujemy trzy systemy usuwania pary: Active Drying, Turbo Drying oraz AutoDoor. Active drying usuwa parę grawitacyjnie, Turbo Drying dodatkowo wymusza usuwanie pary poprzez pracę wentylarora. Autodoor to funkcja, która pod koniec suszenia otwiera drzwi i para jest usuwana na zewnątrz urządzenia. W temacie brzydkiego zapachu, warto pamiętać o czyszczeniu zmywarki oraz o niepozostawianiu naczyń po umyciu zbyt długo w zamkniętej zmywarce.

Czy zmywarkę też trzeba czyścić? – mycie, bez naczyń?

PT: Tak trzeba i tu podobnie jak w przypadku pralek częstotliwość mycia zależy od tego jak często myjemy naczynia w jakich temperaturach i jakich programów używamy. Zasada ta sama, im niższe temperatury, im bardziej brudne naczynia, im krótsze programy tym częściej należy myć/czyścić zmywarkę. Dobrze jest też używać raz na jakiś czas (np. tydzień) programu o wysokiej temperaturze. Modne ostatnio programy Eco także nie mają najlepszego wpływu na czystość zmywarki.

Czy pranie w zmywarce np. czapki z daszkiem lub butów jej nie zaszkodzi? Nie chcę prać ich w pralce, bo mogą się zniszczyć.

PT: Pranie w zmywarce… jak to ładnie brzmi ☺ W przypadku zmywarki używamy nieco innych detergentów niżeli w pralce, czyszczenie/pranie/mycie w nich butów czy czapki z daszkiem nie powinno zaszkodzić samej zmywarce. Jest natomiast duże prawdopodobieństwo, że uszkodzeniu ulegną buty lub czapka. W przypadku butów zdecydowanie lepiej je wyprać w pralce. Oczywiście należy pamiętać o sprawdzeniu zaleceń producenta obuwia, wyjęciu sznurówek ustawieniu odpowiedniego programu oraz dołożeniu czegoś do pralki, aby nie prać samych butów. Tu idealnie sprawdzą się stare bawełniane ręczniki. Oczywiste jest również, że wszelkiego rodzaju „grubsze” zabrudzenia, jak np. błoto należy usunąć wcześniej ręcznie. W przypadku czapki także lepiej jest wyprać ją w pralce. Także w tym przypadku należy stosować się do zaleceń producenta czapki. Daszki takich czapek są bardzo często tekturowe
i w takich przypadkach najlepszym rozwiązaniem jest pranie ręczne tak, aby nie namoczyć zbytnio daszka oraz go nie zdeformować.

Czy otwieranie zmywarki w trakcie mycia by dołożyć coś, nie szkodzi?

PT: Samo otwieranie zmywarek raczej jej nie szkodzi. Można także coś dołożyć. Znów należy pamiętać o zdrowym rozsądku. Zmywarka, podobnie jak pralka ma zaprogramowany tryb/przebieg mycia – używając dużego uproszczenia: namaczanie, mycie wstępne, mycie zasadnicze, płukanie, suszenie. Tu, jeżeli zapragniemy dodać coś do pralki po dłuższym okresie czasu od jej uruchomienia, może okazać się, że nasze „zapominalskie” brudne naczynie trafi do zmywarki już podczas fazy płukania
i po prostu nie zostanie domyte. W skrajnym przypadku „podzieli” się swoim zabrudzeniem z resztą naczyń i całość mycia będzie na nic. Niestety lub na całe szczęście zakup zmywarki kończy się powiększeniem ilości kompletów naczyń
w naszych domach. Szczerze powiedziawszy najlepszym rozwiązaniem jest pozostawienie takiego „zapominalskiego” naczynia do kolejnego mycia – chyba że zmywarka została dopiero co uruchomiona.

Czy tryb ekonomiczny naprawdę jest tak ekonomiczny, czy to ściema?

PT: Tryb ekonomiczny to realny program, którego zadaniem jest osiągnąć takie same efekty mycia jak programu standardowego, ale przy jednoczesnym zmniejszonym zużyciu wody, prądu. Jak to jest osiągane – otóż jest wydłużany nieco czas przez jaki naczynia są namaczane i myte. Do poprawnego umycia naczyń, generalizując, potrzebne są trzy rzeczy, woda, energia i czas. Jeżeli chcemy zużyć mniej wody i prądu musimy dać zmywarce więcej czasu. Niektóre urządzenia są także wyposażone w czujniki zabrudzenia wody. Dzięki nim zmywarka podczas mycia jest w stanie na bieżąco monitorować czystość wody i ewentualnie skrócić mycie oszczędzając czas, wodę i prąd. Kolejnymi rozwiązaniami ekonomicznymi są EcoBox czy Autodoor. EcoBox to funkcja ograniczająca zużycie wody. Woda
z ostatniego płukania wykorzystywana jest w kolejnym cyklu podczas mycia wstępnego. Autodoor umożliwia szybsze i sprawniejsze osuszenie naczyń. Po zakończeniu mycia drzwi zmywarki automatycznie się uchylają, aby uwolnić nagromadzoną parę. Pozwala to na zaoszczędzenie prądu potrzebnego do skutecznego suszenia, poprawia jakość samego suszenia i skraca czas całego cyklu.

Czy można za każdym razem myć w tym samym trybie? Czy trzeba np. raz na jakiś czas wybierać ten o 75 stopniach?

PT: Większość z nas kupując zmywarkę chce, aby urządzenie miało tysiące programów i funkcji. W rzeczywistości mało kto czyta instrukcje obsługi i używa jednej funkcji. W przypadku zmywarek sytuacja jest podobna. Dobre zmywarki wyposażone są w programy automatyczne. Te lepsze modele mają jeszcze komplety czujników sprawiając, że urządzenia robią się bardziej inteligentne – czy używając modnego słowa smart. I dobrze, jako producenci dokładamy wszelkich starań, aby urządzenia były łatwe, proste i miłe w obsłudze. Zmywarka w domu ma nas uwolnić od kłopotu, zmartwień z brudnymi naczyniami. Dziś modne jest używanie najkrótszych programów, niskich temperatur niezależnie od stopnia zabrudzenia naczyń. Takie postępowanie wpływa negatywnie na filtr zmywarki, czystość jej wnętrza czy serce całego systemu – pompę. Chyba pora na odpowiedź – Tak, pomimo automatyzacji zmywarek, ich inteligencji, należy jednak raz na jakiś czas uruchomić zmywarkę w programie Intense czy 75 stopni. Jest to dobre dla samej zmywarki. Wysoka temperatura umożliwia lepsze i bardziej dokładne nie tylko umycie naczyń, ale i samej zmywarki.

Czy używając tabletek “all in one” konieczne jest dodatkowe używanie nabłyszczacza i soli?

PT: Warto zacząć od początku. Przeczytać instrukcję obsługi lub dobry blog.  Sól
w zmywarce potrzebna jest do poprawnego działania systemu zmiękczania wody. Twarda woda obniża jakość i efektywność mycia. Ustawienie twardości wody
w zmywarce to bardzo ważny element wpływający nie tylko na to, jak dobrze zmywarka myje, ale i na to, czy zmywarka nie zacznie „niszczyć” szklanek i kieliszków. Ustawienie zbyt twardej wody powoduje uszkodzenie – demineralizację naczyń, najbardziej podatne na takie uszkodzenie są szklanki i kieliszki (im gorszej jakości szkło tym szybciej je uszkodzić). Natomiast ustawienie zbyt miękkiej wody może wpływać negatywnie na efekty mycia. Dlatego, też należy dobrze ustawić ten parametr, ewentualnie zaniżyć ustawienie.   

Nabłyszczacz natomiast odpowiada za brak „smug” czy „zacieków” na szklanych naczyniach. Dlaczego tyle tu o ustawieniach twardości – gdy już wszystko ustawimy poprawnie, zmywarka wie, z jaką wodą ma do czynienia i jest w stanie nie tylko dobrze umyć, ale także i nie matowić naszej zastawy. Wie też, ile i jak dozować sól i nabłyszczacz. Jeżeli mamy w zmywarce sól i nabłyszczacz, mamy już ją dobrze ustawioną, wybrany odpowiedni program i uruchomimy ją korzystając z tabletek 1000 w 1 to musimy się liczyć, że podczas mycia będzie więcej niż to potrzeba nabłyszczacza oraz woda będzie bardziej „zmiękczona” niż to potrzeba – możemy uzyskać efekt odwrotny od zamierzonego. Dlatego też, dobrze jest wybrać zmywarkę z trybem „tabletka”. Uruchamiając taki tryb zmywarka, wie, że dostanie „turbo” działkę zmiękczania i nabłyszczania. Druga ewentualność to sprawdzenie w instrukcji obsługi, jak należy ustawić twardość wody w przypadku takich tabletek.

Jakimi domowymi środkami można skutecznie myć zmywarkę omijając chemiczne środki dostępne na sklepowych półkach?

PT: Jak już była mowa, najlepiej uruchamiać zmywarkę raz na jakiś czas
w regularnym programie intensywnym w wysokiej temperaturze. Dodatkowo nie należy zapominać o czyszczeniu filtra (znajdującego się na dole, wewnątrz zmywarki). To powinno wystarczyć. Zmywarkę możemy także uruchomić „na pusto” – wtedy umyje się sama.

Przeczytaj też – Twoja pralka zostawia dziwne plamy na ubraniach? Nie jesteś sama, zobacz co możesz z tym zrobić

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Fajny tekst! Muszę podesłać teściowej :p

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku