Jak nauczyć dzieci szacunku do zwierząt?


Według przekazywanej od pokoleń tradycji, w noc wigilijną zwierzęta mówią ludzkim głosem. Pamiętam, że jako dziecko długo wierzyłam, że tak naprawdę się dzieje. A dziś pomyślałam, że okres przedświąteczny to dobry czas na poruszenie tematu zwierząt.

I nie mam zamiaru, przekonywać Was, że piesek jest dobrym pomysłem na prezent pod choinkę. Broń Panie Boże przed takimi nieprzemyślanymi i spontanicznymi upominkami! Chodzi mi o refleksję nad szacunkiem do zwierząt i nad obowiązkiem rodziców, by przekazać tę wartość dzieciom.

Niestety w mediach często pokazane są drastyczne sytuacje i przejmujące historie, jak człowiek potrafi unieszczęśliwić, czy dręczyć zwierzęta. Mam też wrażenie, że w naszym społeczeństwie panuje znieczulica na ich los. A czy wpajamy dzieciom od maleńkości, jak je traktować?

Dziecko musi wiedzieć, że zwierzę to nie jest rzecz. Tak jak człowiek odczuwa – chłód, głód, ból i cierpienie. Nie można go szarpać, ciągnąć za ogon, krzywdzić i należy o nie dbać, troszczyć się, a gdy jest powód – współczuć.

Jako rodzice powinniśmy pielęgnować i rozwijać naturalną miłość dziecka do zwierzaków, wszak wszystkie dzieci je kochają. Pierwszymi słowami maluszków, zaraz po „mama” i „tata”, są zazwyczaj dźwiękonaśladowcze: hau, miau, ko-ko, muuuu… Dzieci nie mają natomiast wrodzonego szacunku do zwierząt, więc tej umiejętności my musimy ich nauczyć. Przychodzi więc czas na rozmowy i wyjaśnianie otaczającego świata – tłumaczenie, że ciągnięcie za ogon kota zaboli, drażnienie psa machając mu kością przed psim pyskiem, jest złośliwym, ale i niebezpiecznym postępowaniem, że chomik schował się do domku, bo potrzebuje samotności, a warczenie psa oznacza, że jest niezadowolony, gdy zabiera mu się miskę. Nie tylko objaśniajmy, że zwierzęta tak jak ludzie, muszą regularnie jeść i pić, ale i pokazujmy np. dokarmiając zimą ptaki i wystawiając miskę z wodą dla bezdomnych czy dzikich zwierząt latem. Zwracajmy uwagę na przyrodę podczas spacerów – latające motyle, pełzające ślimaki po deszczu, rechot żab. Zbudujmy wspólnie budkę dla jeża, karmnik dla ptaków czy domek dla owadów. Na pewno zarazicie dziecko chęcią pomagania zwierzętom, jeśli sami będziecie wolontariuszami w schronisku.

Natomiast nigdy nie lekceważmy złego traktowania zwierząt, nawet jeśli wiemy, że jest to zachowanie nieświadome. Brak naszej reakcji przyniesie tylko negatywne skutki. I mam tu na myśli także zachowania względem tych najmniejszych – zabraniajmy deptania mrówek i  obrywania skrzydeł owadom.

Nie izolujmy dzieci od zwierząt, bo mogą w przyszłości nie wiedzieć, jak się przy nich zachować. To z kolei może doprowadzić do niebezpiecznych sytuacji, a w konsekwencji do zrażenia się do zwierząt, a nie o to nam przecież chodzi.

Fajnym sposobem na pokazywanie dzieciom świata fauny jest wspólne oglądanie filmów przyrodniczych, czy czytanie książek, z których twoje dziecko dowie się też, czemu warto adoptować psa ze schroniska albo dlaczego zwierzę nie powinno być tresowane w cyrku.  Tak spędzony czas połączony z mądrą rozmową z dzieckiem, uwrażliwi je na krzywdę zwierząt.
A teraz trochę prywaty – w moim rodzinnym w domu zawsze były zwierzęta, które się kochało.  Mam wrażenie, że w tamtych czasach nie było głośnych akcji o prawach zwierząt, ale mimo tego, nie trzymaliśmy psa na łańcuchu, tylko był on członkiem naszej rodziny, a nasze koty miały jak u Pana Boga za piecem.

W pierwszych chwilach swojego dorosłego życia, gdy zamieszkałam we własnym mieszkaniu, przyszło mi do głowy, żeby nie pakować się w dodatkowe obowiązki i nie mieć żadnego czworonoga. Bo zwierzę to nie tylko mięciutkie futerko, to duży obowiązek, większy bałagan w domu i spore wydatki. Myśl o wygodzie trwała krótko i szybko została wyparta chęcią adopcji kota. Najpierw pierwszej, a potem kolejnej. Tak więc i moje dziecko od swoich pierwszych dni żyło w domu, gdzie są i gdzie kocha się zwierzęta. Wszystkim, którzy kiedyś podjęli decyzję o posiadaniu pupili, będzie łatwiej we wpojeniu dzieciom szacunku do zwierząt. Będzie to dla niego coś zupełnie naturalnego, gdy na co dzień będzie obserwowało nasz dobry stosunek do braci mniejszych.

Na zakończenie filmik, który w magiczny sposób łączy dzisiejszy temat ze zbliżającymi się świętami ;)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U nas w domu są dwa psiaki, fakt – jest więcej sprzątania ale ile dodatkowej radości dla nas wszystkich

  2. Dzieci wychowane ze zwierzątami są mniej podatne na choroby mają więcej empatii. My mamy dwa psy, dużo spacerujemy. Dziecko wie ze pies to obowiązki nie tylko przyjemności i to na lata. Edukacja w tym temacie bardzo ważna to istota żywa nie zabawka warto o tym pomyśleć zanim się zdecydujemy.

  3. Tu córka z naszą suczka Nana tez adoptowana zresztą;)

  4. U nas jest tak, ze bez siebie dlugo nie wytrzymają. Dzien musi zaczac sie przytulaniem swojej małej panci i obudzeniem jej do przedszkola :) zresztą na moim instagramie też często widać tych dwoje :)

  5. U nas dwa koty, zdecydowanie jestem za “wychowywaniem” dzieci ze zwierzętami; głupio brzmi ale wiecie o co chodzi :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Mirella kontra Mężczyzna Szczery Do Bólu


Rzadko wchodzę w polemikę z innymi blogerami, ale czasem nie mogę sobie odmówić. Dziś na tapetę biorę tekst Szczerego do Bólu Marcina i rozprawiam się z jego teorią na temat wychowania chłopców, chociaż sama jestem mamą dziewczynki i o wychowaniu chłopców nic nie wiem… To bardzo kobiece, prawda?

Tak, jestem mamą dziewczynki, a mimo to ośmielam się zabrać głos. Dlaczego? Bo ta dziewczynka kiedyś będzie kobietą i pewnie wyjdzie za mąż. I fajnie by było, gdyby trafiła w życiu na prawdziwego faceta, a nie jakieś ciepłe kluchy.

Przeczytajcie najpierw tekst Marcina, potem wróćcie do mnie.

 

Młotek i wiertarka

Zgoda, facet nie musi znać się na wszystkim i umieć wszystkiego, ale na litość, tę wiertarkę powinien jednak posiadać i powinien umieć się nią posłużyć. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której dzwonię po fachowca za każdym razem, jak trzeba kołek w ścianę wbić. W dużym skupisku ludności może znajdzie się jakiś sąsiad „Złota rączka”, ale jak się pod lasem albo w lesie mieszka to już trochę trudniej o takiego. Pomijam czas i koszty takiej imprezy. Zanim ten fachowiec dojedzie i zrobi, co trzeba, upłynie co najmniej kilka godzin. A i policzy jak za zboże, bo chociaż kołek wbija się kilka minut, to dojazd kosztuje… Dlatego ten przysłowiowy gwóźdź w ścianę wbić czy uszczelkę w kranie wymienić mężczyzna powinien umieć. Nawet jeśli na co dzień jest prezesem banku.

 

Szacunek do kobiet

Nie. Szacunek do ludzi w ogóle. Kobietom nie należy się porcja szacunku z urzędu, tylko dlatego, że są kobietami. Natomiast okazywanie szacunku wymaga kultury i tego wypadałoby uczyć nie tylko chłopców, dziewczynki też.

(…)to ona przejmuje w głównej mierze na siebie ciężar urodzenia i wychowania(…) Serio wychowania? Na mój gust wychowaniem dziecka zajmują się oboje rodzice, jeśli mężczyzna się z tego wymiksowuje z wygody, to nie jest mężczyzną. Jednak wolałabym, żeby mój przyszły zięć miał wbite do głowy, że jest tak samo jak jego żona odpowiedzialny za wychowanie dzieci.

 

Nie ustępuj dziewczynkom

No… zależy kiedy. Od mężczyzny oczekuję, że przepuści mnie w drzwiach, bo jestem kobietą, ale nie życzę sobie, żeby z tego powodu wycofywał się z rywalizacji ze mną np. o awans w pracy. Jak świat światem mężczyźni ustępowali kobietom w sprawach błahych (tak, tak, właśnie w błahych), natomiast jeśli szło o sprawy wielkiej wagi, załatwiali je po męsku, a kobiety miały się nie wtrącać. I nie wtrącały. Co wcale nie było takie dobre.

(…)W czasach prehistorycznych siła fizyczna owszem decydowała o przetrwaniu. Jeżeli Kobieta przespała się (oj chyba to nie było w łóżku :P) się mężczyzną to tylko z takim, który był silny bo to zapewniało jej przetrwanie oraz potencjalnej rodziny. (…) – obawiam się, że w czasach prehistorycznych kobieta nie miała nic do powiedzenia w kwestii wyboru mężczyzny, z którym się „przespała”. Nikt też nie dociekał ojcostwa. Odpowiedzialność za młode spoczywała na całym plemieniu. 

 

Trudna sztuka komunikacji

Z tym się zgodzę, faceci nie umieją rozmawiać… z kobietami. Swoimi kobietami. Albo nie chcą. Bo jakoś nie mają problemu, żeby zwierzyć się siostrze czy przyjaciółce, a czasem nawet koleżance z pracy. Skąd wiem? Nooo… mam kolegów. Tylko to nie kobieta nauczy swojego syna, że w małżeństwie potrzebna jest komunikacja. On musi to zobaczyć. Czyli po prostu rodzice muszą ze sobą rozmawiać. Nie ma obojga rodziców? No to faktycznie klops, ale można poszukać przykładów w najbliższym otoczeniu. Bo co z tego, że facet będzie umiał rozmawiać o emocjach, skoro gdzieś na poziomie podświadomości nauczy się, że przed żoną ma te emocje ukrywać?

 

Samodzielność

(…)Miłość matczyna jest ogromna i pokusa także, aby:

  • posprzątać za niego w pokoju
  • odrobić za niego lekcję
  • wynieść za niego śmieci
  • zawiązać mu buty po raz setny, zaraz pokazać mu po raz setny jak to się robi(…)

Nie mam syna, mam córkę. I teraz nie wiem, złą matką jestem, czy też tylko posiadanie syna wyzwala w kobietach nadopiekuńczość? Bo mnie jakoś nie korci, żeby sprzątać za dziecko czy też nie daj Bóg odrabiać lekcje. Zresztą moje dziecko by mi na to nie pozwoliło. Jej lekcje – jej sprawa. Ja tylko sprawdzam. Sprzątać też mi nie pozwala, bo „potem nic nie może znaleźć”.

 

Nauka czułości

(…)Jeżeli nie otrzyma tej czułości od Ciebie to nie będzie w stanie jej przekazać matce swoich dzieci, Twojej przyszłej synowej i jego ukochanej Kobiety w życiu.(…)

I znowu się nie zgodzę. Jeśli chłopiec doświadczy czułości tylko ze strony matki, to nauczy się, że tylko kobiety powinny ją okazywać. Tu na scenę powinien wkroczyć ojciec i przekazać synowi jak ważna jest codzienna porcja ciepłych gestów. Nie ma ojca? W rodzinie na pewno są inni mężczyźni. Jeśli mały chłopiec nie doświadczy czułości ze strony mężczyzny, to choćby matka dzień w dzień pocałunkami go zasypywała, sam nie będzie tego wzorca powielał, bo niby czemu? Raczej będzie oczekiwał, że to żona przejmie rolę matki i będzie go w jej imieniu hołubiła.

 

Finanse i odpowiedzialność

W tych sprawach całkowicie zgadzam się z Mężczyzną Szczerym Do Bólu. I nawet potrafię się do tego przyznać ;)

 

I na koniec…

Drogi Szczery Do Bólu Marcinie… Nie wiem, czy wiesz, ale przeklinanie w towarzystwie kobiet jest… mało męskie, by nie rzec – w ogóle nie jest męskie. Ja wiem, że raz czy drugi rzuciłeś „mięsem” dla podkreślenia wagi swoich słów, ale mnie jako kobietę po prostu to zniesmaczyło. Znajoma powiedziała mi kiedyś: „Nigdy w życiu nie słyszałam, jak mój tata przeklina. Po prostu nigdy. Myślałam, że on w ogóle nie przeklina, dopiero jak mój mąż zaczął z nim pracować, to mi zdradził, że w pracy to mój tata klnie jak przysłowiowy szewc. No, ale tam nie ma kobiet…” I tak właśnie moim zdaniem postępuje stuprocentowy mężczyzna.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Milena Kamińska

    Super tekst z którym się zgadzam w 100 procentach. Owszem nie musi facet być hydraulikiem czy elektrykiem ale podstawowe majsterkowanie domowe powinien mieć opanowane i u mnie tą umiejętność dzieci się uczą i syn i córka, przyglądają się co robi tata, pomagają a nawet sami próbują na miarę swoich możliwości wiekowych. Szanować ma wszystkich czy to kobietę, czy dziecko, czy inne osoby dorosłe, osobę straszą.Jeśli chodzi o relacje z kobietami uważam że dobrze świadczy o facecie gdy otworzy drzwi, ustąpi miejsca itp to świadczy o jego kulturze a rywalizacja w pracy to co innego.Rozmowa trudna sztuka, ludzie coraz większy mają problem z rozmową, a nauczyć się można tego tylko i wyłącznie czerpiąc autorytet z domu. Ja mam syna i córkę i sprzątamy całą rodziną cały dom, dzieci lubią pomagać mi a ja im. Lekcje tylko sprawdzam i nie wyobrażam sobie inaczej. Jeśli chodzi o przeklinanie nie powiem że nigdy mi się nie zdarzyło (ale nigdy przy dzieciach), ale nie nawidzę gdy facet bluźni w towarzystwie przy kobietach i to nie tak że mu się wymsknęło tylko traktuje bluzgi jako przerywniki. Nie boję się zwrócić uwagi.:-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Nie chcę fit papki o smaku błota. Wolę prawdziwe ciastko! (Mój punkt widzenia)


Średnio się nadaję na tę super modę z byciem fit. Owszem, lubię aktywność fizyczną i to, że wokół brzucha nie rośnie pulchna oponka. Lubię wiedzieć, co jest dobre dla mojego organizmu, a co z pewnością skróci mój byt o kilka lat. I okay, biorę to na klatę. Natomiast kiepsko się mam, gdy znów słyszę z każdej strony czego nie jeść, a po co sięgać, by z radością i błogim uśmiechem pracować na figurę godną bezdzietnej dwudziestki.

Jestem zwykłą kobietą, matką! W dodatku dobrze po 30-stce i mam prawo odstawać od kanonów nowoczesnej, superekstra wysportowanej matki. Moja babka i matka nie miały takich dylematów, a ja podzielam ich zdanie. Jeśli coś robię, robię to dla siebie. Czasem sobie pobiegam, chętnie sięgam po warzywa i kasze, ale żeby od razu mieszkać w siłowni i wykreślać ze słownika słowo “czekolada”, a później kasować się na ilość mięśnia w sześciopaku? I jeszcze gdzie się nie obrócę, tam nowe “ikony” namawiają mnie na zmiany. Ja dziękuję, naprawdę.

To nie dla mnie. Lubię ciastka z kremem, eklerki z budyniem, pączki z nadzieniem różanym. Uwielbiam ciastka z nadzieniem cytrynowym, których zamiast zaplanowanych kilku sztuk, pochłaniam na raz całe opakowanie. Nawet jak siadam do czekolady, to nie po to by ją powąchać, ale zjeść niczym batona. Bez lęku i poczucia przegranego życia. Czasem sięgam po słodycze zapchane tłuszczami oraz niezliczoną ilości cukru, przełamaną ilością soli, której pozazdrościłaby sama kopalnia w Wieliczce.

Tak, wiem, ile to ma kalorii, ale nie przesadzajmy, nie grzeszę codziennie. Wiem, że cukier mnie postarzy, zeżre moje zęby i zafunduje cukrzycę typu 2, jeśli przesadzę. Zapewne wstrętny tłuszcz rozepcha i rozwali moje tętnice, więc będę cicho dogorywała z nadgryzionym zakazanym ciastkiem w ręku pod taboretem w kuchni. Nie będę mogła swobodnie spać (nadmiar energii z cukrów prostych), sr*ć (zaparcia murowane od braku błonnika) oraz bić rekordów w biegu na 10 km (bo pewnie nogi mi się zaplączą o tę nieszczęsną oponkę). Ale bez przegięcia –  każdy ma swój rozum i umiar.

Ja wiem, że nie będę fit, nie będę fun, nie zarobię fortuny na dawaniu dobrych porad oraz zamieszczaniu ponętnych zdjęć w internetach. Szkoda mi czasu na rozmyślanie, który batonik “mocy” od od jednej czy drugiej fitnesski takiego kopa mi w dupsko zasadzi, że będę fruwać na wysokości lamperii.

Dobre i świadome życie wymaga pewnych wyrzeczeń, ale skoro wyrzekam się wolnego czasu na rzecz pracy, przyjemności z nic nierobienia na rzecz codziennego zapierdalingu w domu oraz wokół niego, mogę sobie darować totalną ascezę.

Nie będę liczyć kalorii, bo nie muszę, nie będę zaczynać dnia od jogi, bo nie lubię. A zamiast modlitwy nad kęsem arcyzdrowej przekąski, wygrzebię w porywie serca z szafki coś prawdziwie słodkiego na ząb.

I najpewniej zrobię to w konspiracji przed dziećmi, bo wiadomo, ja już swoje przeżyłam to mogę ryzykować, ale o ich zdrowie zadbać muszę ;)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Uwielbiam czekoladę mleczną nussbeisera z orzechami

    1. Moja ukochana! Orzechy najlepsze bo całe :D

    2. w pierwszej ciąży co noc ok godz 2 wstawałam i musiałam choć kaneczkę zjeść inaczej nie usnęłam

    3. oczywiście lubię też szyszki, kinder country, snicers, kinder boueno, itd

    1. Lindt pistacjowa 👍Polecam!

  2. Jestem bardzo elastyczna pod tym kątem. Lubię miśki i czekoladę i domowe ciasta i ciasteczka. Teraz królują piernikowe smaki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Dorośli, ogarnijcie się trochę!


Temat ten wraca do mnie jak bumerang, cyklicznie, kilka razy w roku. Przy każdej okazji, gdy przedszkolaki zapraszają dorosłych – rodziców i dziadków – na swój występ. To co można wtedy zaobserwować niezmiennie mnie irytuje i zadziwia, bo niewiarygodne jest dla mnie to, że ”starzy” ludzie potrafią zachowywać się gorzej od swoich kilkuletnich dzieci.

Są Mikołajki, więc przedszkole zorganizowało z tej okazji przedstawienie, połączone ze spotkaniem z Mikołajem i prezentami. Dzieci tradycyjnie nauczyły się różnych wierszyków, piosenek i układów tanecznych. Przyodziały kolorowe stroje i z mniejszą bądź większą tremą, dzielnie wyszły na scenę, przed całkiem spory tłum, jaki stworzyli ich rodzice, rodzeństwo oraz dziadkowie.

Występu byłam bardzo ciekawa, jak zawsze zresztą, ale niestety niewiele było mi dane zobaczyć. Właściwie to nie widziałam NIC! Słyszałam tylko jak moje dziecko recytuje swój wierszyk i tyle. I wcale nie dlatego, że zgubiłam okulary – miałam je na własnym nosie – a dlatego, że zdecydowana większość publiczności urządziła sobie standing party, mimo że miejsc siedzących było wystarczająco dużo. Tak więc ławki stały puste, a rodzice i dziadkowie wzajemnie zasłaniali sobie widoczność, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że za nimi ktoś siedzi i wolałby oglądać występ swojego dziecka, a nie czyjś tyłek!

Standing party to jednak nie był główny problem, większym okazała się (po raz kolejny) zabawa w fotoreporterów! Bo przecież każdy rodzic, babcia i dziadek (noo z małymi wyjątkami) koniecznie musi mieć milion zdjęć i filmików z występu swojego dziecka czy wnusia. Tak więc wyciągają w górę te swoje smartfony i cykają. Błyskają po oczach fleszami. Przeciskają się jeden przed drugiego, żeby mieć lepszą widoczność, wzajemnie się popychając – jak bydło jakieś! Pchają się coraz bardziej do przodu, zapychając przejście (dla występujących przedszkolaków czy wyjście do wc) i włażąc wręcz na scenę!

Nikt na nikogo nie zwraca uwagi – ani na tych co zamiast pstrykać i kręcić telefonem, chcieliby w spokoju obejrzeć przedstawienie, ani na te biedne dzieci, które włożyły mnóstwo pracy w swój występ i chciały zrobić na swoich bliskich wrażenie, nierzadko przełamując silną tremę. O nich mało kto tak naprawdę myśli. Ważniejsza okazuje się walka o lepsze miejsce i zdjęcie, które zapewne po fakcie wyląduje gdzieś w czeluściach archiwum i zostanie tam głęboko zakopane.

Tak więc podsumowując tegoroczne Mikołajki, uważam że była to jedna wielka żenada, którą zgotowali sobie wzajemnie rodzice i dziadkowie, zniżając się swoim zachowaniem do poziomu nieokrzesanych dzieci. Z ich powodu nie dość, że nic nie widziałam, to jeszcze przez prawie cały występ musiałam walczyć z tym dzikim tłumem, żeby nie zdeptał mi Poli i nie zmiażdżył mojego ciążowego brzuszka, na który nikt nie zwracał uwagi.

Dlatego na koniec, mam mały apel, przed zbliżającymi się jasełkami, Dniem Babci i Dziadka…  – dorośli, ogarnijcie się trochę! Skupcie się na swoich dzieciach, nie na telefonach i przepychankach!

A w naszym przedszkolu temat zamierzam poruszyć przy najbliższej możliwej okazji, może ktoś zdoła zrobić z tym porządek i następnym razem uda nam się obejrzeć występ dzieci w spokoju.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Może i był to niewypał… Ale idąc dalej raczej nie była to wina rodziców czy dziadków lecz porostu organizatorów tejże imprezy… Każdy chciał zobaczyć swoje dziecko czy wnuczka bądz wnuczkę… ” Bydło” to raczej mocne słowa pomimo że się nie podobało… Fakt jest taki że jest to za mała sala na tyle dzieci…

    1. Nie zwalałabym winy za zachowanie rodziców na organizatorów. Miejsc siedzących było dużo, a połowa z nich świeciła pustkami bo ludzie woleli stać i przepychać się pod samą “scenę”.

      A “bydło” idealnie dla mnie odzwierciedla zachowanie co poniektórych – pchali się jeden na drugiego, zupełnie nie zwracając na innych uwagi. Dla przykładu – mały chłopczyk, który próbował przecisnąć się do swojej mamy, prawie został zduszony i zdeptany! Krzyczał i płakał, ale w tym chaosie nikt go nie słyszał. Dobrze, że znalazł się koło mnie, to w porę mogłam zareagować!

      1. To skoro było tyle miejsc siedzących to oczywiście siedziałas tam z tyłu tak? I tam znalazłaś tego chłopczyka… Czy jak to tzw. ” Bydło” stałas z przodu… Czegoś tu nie rozumiem skoro były wolne miejsca to po co się cisnąć… I jeszcze miec pretensje do całego świata…

    2. Ale ja się nigdzie nie cisnęłam :) I nie uczestniczyłam w tej całej przepychance :)

      A temat poruszyłam nie po to by wytykać kogoś palcami i toczyć słowną bitwę. Lecz po to by zwrócić uwagę na problem, który pojawia się niemal przy każdej tego typu okazji. W wielu przedszkolach i szkołach. A przedstawione we wpisie mikołajki to był tylko (klasyczny) przykład i impuls.
      Pozdrawiam!

  2. Mnie czeka przepychanka juz w piątek ✌zobaczymy czy nas nie zgniotą pozdrawiam

  3. Milena Kamińska

    Tak chyba jest wszędzie, zero przykładu dla dzieci. Do tego denerwuje mnie ubiór. Nie chodzi mi tu o to aby przychodzić w strojach wieczorowych ale na taki występ z szacunku do dzieci i pań wypadałoby ubrać się na galowo z czym większość ma problem

  4. Zgadzam się! Też mnie to denerwuje,a dzieci biedne się stresują,rodzice zamiast ogladac swoje dziecko,skupiają się na nagraniu filmu i robieniu zdjęć. Żenada.

  5. Fajnie tak pisać blogi, w internecie o tym krzyczeć, a nie można na zebraniu poruszyć tego problemu. Mam wrażenie że mamy w dzisiejszych czasach problem z komunikacją, na fb obcym osobą piszemy co nam nie pasuje a nie potrafimy tego zakomunikować grupie osób w której jest dany problem.

    1. Jak będzie jakieś zebranie, albo poruszany taki temat to chętnie o tym powiem – nie mam z tym problemu. A w Internecie piszę o tym po to, by niektórym ludziom uzmysłowić, że jest taki problem i warto byłoby się nad tym zastanowić. Bo wydaje mi się, że wielu ludzie nawet nie zdaje sobie sprawy z tego co robi. Dlatego trzeba o tym mówić, za pośrednictwem mediów również.

    2. W przedszkolu gdzie chodzi syn są takie jak i inne problemy, próba rozmowy, zaproponowanie innego rozwiązania zostało zduszone tekstem: Proszę nie być problematyczną tak było u nas od lat i tak będzie…

  6. W szkole córki obowiązuje zakaz robienia jakichkolwiek zdjęć i filmow podczas przedstawien. Rodzice to przestrzegają i o dziwo nie ma sprzeciwów. Argumenty szkoły odnośnie pedofilii porwań i polityki prywatności innych osób a takze konsekwencjami praenymi skutecznie zamykają buzię takim rodzicom ale to UK :) dziś było przedstawienie i wszyscy byli skupieni na dzieciach – super !

    1. No i fajnie!
      Ja muszę kiedyś (przed następnym tego typu przedstawieniem) poruszyć taki temat i zaproponować nauczycielom/dyrektorom by zwrócili rodzicom uwagę.

  7. Jeszcze trzeba dodać zamieszanie jakie rodzina wprowadza po występie swojej pociechy .nie liczac sie z resztą wystepujacych dzieci.i przeszkadzając wręcz w dalszej części przedstawienia .To co Pani opisała to łagodne słowa.Ci ludzie są bez kultury.Zachowują się jak bydło.Zero szacunku dla innych

  8. Strzał w dziesiątkę z tym artykułem. Niestety, rodzice nie mądrzeją nawet, gdy dziecko pójdzie już do szkoły.
    W październiku odbyło sie pasowanie na ucznia, w ktorym brał udział mój syn. Nasza klasa jest zgrana również jeśli chodzi o rodziców, dzieci chodziły razem do zerówki przez 2 lata (nie chcieliśmy posylac 6ciolatkow do szkoly), później napisaliśmy podanie, aby razem tworzyly klase i sie udalo. Doszlo kilka nowych osób, ale szybko wciagnelismy nowych rodzicow w nasz swiatek :)
    Wracając do pasowania. Ustalilismy, ze od nas 3 rodzicow bedzie robic zdjecia, później wrzucamy je na nasza klasowa grupe fb lub do zalozonej na potrzeby klasy wirtualnej chmury. Wszyscy sa zadowoleni, moga spokojnie ogladac wystem i jest super. Niestety, klas pierwszych jest jeszcze 4 oprocz naszej. Tamci rodzice sie nie dogadali. Nikt nie pomyslal o profesjonalnym fotografie, ktory kosztowalby grosze na taka ilosc ludzi. Mam wrazenie, ze nikt w ogole nie myslal. Bez ogródek osobiscie przeganialam rodzicow ze srodka sali, ale oni nie widzieli w swoim zachowaniu nic zlego latajac z tymi smartfonami jak pajace.

    1. Bardzo dobry pomysł! Też pomyślałam o tym, że w takich przypadkach przydałby się ktoś (jedna, dwie lub tak jak piszesz trzy osoby) kto robiłby zdjęcia dla wszystkich.
      Brawo dla Was! ;)

    2. Dziękuję. Tak jak pisałam, my rodzice jesteśmy bardzo dogadani. Każdy temat przegadujemy na grupie fb i mailowo (dla tych co nie maja fb). Non stop robimy jakies ankiety i sondaże. Dlatego potrafimy zrobić tak, żeby każdy był zadowolony. Początki szkoły, a wcześniej przedszkole i zerówka leży w rekach rodziców i tylko ich. Za kilka lat dzieciaki same sie dogadają i będziemy mogli usunąć się na boczny plan, ale teraz to my działamy i podejmujemy decyzje tak, aby naszym dzieciom było miło i łatwo.
      A propos dogadania. Zaproponowałam, że dla naszych dzieciaków osobiście spakuje swiateczne prezenty :) Podobno wyszlo super. Fotka poniżej ;)

    3. Pięknie :)

      Zazdroszczę kontaktów z rodzicami,u nas tego nie ma niestety…

    4. Sprobuj wprowadzic taki system u siebie. Jak chcesz podpowiem jak to zrobić :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku