Emocje 22 stycznia 2018

Niania. Na co zwrócić uwagę, gdy chcesz zatrudnić opiekunkę do dziecka

W życiu młodych rodziców przychodzi taki moment, gdy trzeba podjąć decyzję o powrocie do aktywności zawodowej. Dzięki zmianom w zasadach udzielania urlopów: macierzyńskiego i rodzicielskiego, wiele osób ma możliwość korzystania z nich przez pierwszy rok życia dziecka, ale co później? Kto zajmie się maluchem, gdy rodzice wrócą do pracy? Dziadkowie bywają jeszcze aktywni zawodowo, często mieszkają daleko albo chcą realizować swoje osobiste plany będąc na emeryturze. Opieka żłobkowa, choć bardzo się zmieniła po 2011 roku, też nie zawsze przekonuje rodziców. Pozostaje zatem wynajęcie niani.

Ustawa z dnia 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 reguluje kwestie wynajęcia opiekunki. Stworzono możliwość zatrudnienia zgodnego z prawem, na podstawie tzw. Umowy uaktywniającej. Dzięki temu rozwiązaniu składki na ubezpieczenia emerytalne, rentowe, wypadkowe oraz na ubezpieczenie zdrowotne opłaca Zakład Ubezpieczeń Społecznych (od podstawy stanowiącej kwotę nie wyższą niż wysokość minimalnego wynagrodzenia). Natomiast rodzic wypłaca wynagrodzenie. Co ważne, na takich zasadach może pracować także członek rodziny malucha, to znaczy, można zatrudnić, np. babcię.

Jakie kwalifikacje powinna mieć niania? Niestety ustawodawca tego nie określił (poza tym, że jest to osoba pełnoletnia). Niania nie musi nawet posiadać zaświadczenia o niekaralności za przestępstwa popełnione umyślne, nie wymaga się od niej przedstawienia żadnych zaświadczeń dotyczących odbytych kursów czy stażu. Natomiast w ramach Umowy uaktywniającej niania jest zobowiązana do:

  1. zapewnienia bezpieczeństwa dziecku;
  2. zagwarantowania wypoczynku dziecka;
  3. zapewnienia dziecku codziennego przebywania na świeżym powietrzu;
  4. zagwarantowania właściwej opieki pielęgnacyjnej dziecku;
  5. zapewnienia higienicznych warunków przygotowywania posiłków.

Te podstawowe kwestie regulowane przez prawo są oczywiście ważne, ale to rodzic podejmuje ostateczną decyzję, zatrudniając opiekunkę. Musi zatem zwrócić uwagę na to, z jaką osobą ma do czynienia:

– czy przychodząc do pracy, jest ubrana wygodnie, tak by móc swobodnie bawić się z dzieckiem,

– czy jej paznokcie nie są zbyt długie, co mogłoby zagrażać bezpieczeństwu dziecka, ale też z pewnością nie sprzyja organizowaniu ciekawych zabaw, np. plastycznych;  

– czy przypadkiem nie jest za bardzo zainteresowana swoim telefonem, którego nie odstępuje na krok (pewnie będzie się nim zajmować z większą pieczołowitością niż powierzonym dzieckiem);

– czy chętnie mówi o dziecku, o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia;

– czy interesuje się dzieckiem, pyta rodziców o to, co ono lubi, w co chętnie się bawi, itp.

– czy reaguje od razu na potrzeby dziecka, jego płacz, czy smutek;

– czy ma pomysły na zabawy;

– czy chętnie wychodzi na spacery;

– czy jest życzliwa i spokojna.

Jak znaleźć odpowiednią nianię? To nie łatwe zadanie. Najlepiej, jeśli skorzystamy z usług osoby znanej, która opiekowała się dziećmi znajomych, ale przecież nie zawsze jest taka możliwość. Można po prostu popytać wśród sąsiadów (może podjęliby się opieki nad dzieckiem) albo rodziców, których spotykamy na placu zabaw (może znają kogoś godnego polecenia). Rozwiązaniem są też agencje trudniące się pośrednictwem w zatrudnianiu opiekunek.

Można też zastanowić się, w jakim wieku powinna być niania. Patrząc stereotypowo: młodsze panie (często studentki), mają wiele ciekawych nowatorskich pomysłów, są aktywniejsze i sprawniejsze. Starsze natomiast mają więcej doświadczeń w pracy z dziećmi. W praktyce wcale nie musi tak być. Zatem nie wiek jest istotny, ale to jak niania podchodzi do swojej pracy, a przede wszystkim, czy dobrze zaopiekowała się dzieckiem.

Rodzice zatrudniający opiekunkę zadają pytanie o jej zakres obowiązków. Czego mogą od niej wymagać? Najprościej mówiąc – rzetelnej opieki nad dzieckiem. Niania powinna je nakarmić, zadbać o stronę higieniczną, zapewnić mu odpoczynek, wyjść z nim na spacer, pobawić się. To dużo zadań. Opieka nad małym dzieckiem to praca wymagające nieustannej uwagi, jest zatem wyczerpująca. Dokładanie niani zadań, np. w czasie gdy dziecko śpi, nie jest dobrym rozwiązaniem. Ona też powinna chwilę odpocząć, a gdy maluch się obudzi, powinien ją przy sobie zobaczyć. Warto zadać sobie pytanie, na czym nam zależy: na dobrej opiece nad dzieckiem czy pomocy domowej – łączenie funkcji w dłuższej perspektywie nie jest korzystnym rozwiązaniem.       

Wybór niani to trudne zadanie, zwłaszcza jeśli nie mamy wsparcia w postaci osoby zaprzyjaźnionej lub sprawdzonej przez naszych bliskich. Z pewnością warto zwrócić uwagę na jej referencje (jeśli pracowała wcześniej), spontaniczny stosunek do dziecka, trzeba też pozostać wrażliwym na to, co sygnalizują sąsiedzi (może zauważyli jakieś niestosowne zachowanie). Przede wszystkim jednak warto wziąć pod uwagę to, jak reaguje samo dziecko. Jeśli czeka z niecierpliwością na swoją opiekunkę, dobrze się z nią bawi, cieszy się na jej widok, to znaczy, że najprawdopodobniej ją akceptuje i lubi.     

 

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Karolina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina
Gość
Karolina

Na szczęście ja już posiadam nianie – mamę (emerytowana przedszkolanka). Widzę jak świetnie potrafi bawić się z moją córeczką.

Ale teraz, każda dziewczyna chce być opiekunką, myśląc, że praca łatwa i szybko można zarobić.

Trzeba konkretnie zastanowić się nad odpowiednią kandydatką. Pozdrawiam! – zyciewpieluszkach.pl

Emocje 19 stycznia 2018

Ja nie narzekam. Ja oczekuję!

– Wy młodzi to tylko narzekać potraficie. Na wszystko narzekacie. A wy przecież macie dobrze, wy nie wiecie, co to bieda. Co innego ja, która za komuny musiałam dzieci wychowywać. Myśmy proszę pani, nie mieli nic i musieliśmy sobie radzić!

Tyle się człowiek pociągami najeździł i jeszcze nie nauczył, że lepiej słuchawki w uszy wsadzić, niż ze starszym pokoleniem w rozmowę się wdawać. Ehhh, czy ja kiedyś zmądrzeję?

– Wy jak dzieci rodzicie, to możecie robić, co chcecie, do samego końca chodzić, nikt wam nawet rodzić na łóżku nie każe! A ja to co? Ja proszę pani, to leżeć musiałam! Tyle godzin! Łóżko takie wysokie było, bałam się, że spadnę i co? I mnie przywiązali, proszę pani i do końca tak leżałam!

No dobra, ale czy to kurcze moja wina, że kiedyś na porodówkach było gorzej niż w rzeźni? Nie. Nie moja. Tak było i dobrze, że nie jest. Ale czy to znaczy, że jest idealnie? Nie. Do ideału to nam jeszcze daleko. I naprawdę mam nadzieję, że kiedy przyjdzie pora na Duśkę, to w standardzie będzie znieczulenie na życzenie. A kiedy moja wnuczka pójdzie rodzić mi prawnuki, to może oprócz znieczulenia dostanie w pakiecie lekarza i położną, którzy będą z nią do samego końca porodu, a nie tylko do końca zmiany. I mówiąc: „będą z nią” mam na myśli to, że naprawdę będą do jej wyłącznej dyspozycji. A fundacja „Rodzić po Ludzku” wreszcie przestanie być potrzebna. Doceniam, że tak wiele zmieniło się na plus, ale widzę, ile jeszcze można zrobić. Narzekam?

 

– Teraz w sklepach to wszystko jest, nic tylko kupować. Kiedyś to nic nie było. Szło się do sklepu i był ocet. A czasem to i octu nie było, tylko puste półki.

Tak było. Pamiętam. Tylko jakoś nie pamiętam, żeby ktokolwiek głodny chodził. Życie kolejkowe kwitło chyba nawet lepiej niż dziś na portalach społecznościowych. Ludzie się znali, zamawiali sobie kolejki, rozmawiali. I pomagali, jak było trzeba. Każdy miał jakąś rodzinę na wsi i wracał z tej wsi obładowany bardziej niż współczesne „Słoiki”. A jak ktoś nie miał rodziny na wsi, to miał kogoś, kto tę rodzinę miał. Do tego były jakieś przydziały w zakładach pracy. Fakt, nie było lekko. Ale głodu jakoś nie pamiętam. Za to jedzenie, jak już było, nie było naszpikowane chemią.

 

Chlapnęłam nieopatrznie, że owszem, można kupować. Tylko pieniądze trzeba mieć.

– Pani nie narzeka na pieniądze. Teraz to ludzie zarabiają, widzę przecież. I te 500+ dostają. Ja nic nie dostawałam. I trzeba sobie było radzić.

Ludzie zarabiają? No w sumie tak. Tylko niestety coraz więcej jest rodzin żyjących od pierwszego do pierwszego bez żadnych oszczędności. Rodzin, które z ołówkiem w ręku podliczają, ile w danym miesiącu mogą wydać na jedzenie. I czy najpierw zapłacić gaz, czy prąd.

Zaopatrzenie w sklepach jest, fakt. Tylko dlaczego te same produkty w Niemczech czy Anglii są tańsze? Jeśli weźmiemy pod uwagę, że przeciętny Europejczyk ze starej UE zarabia grubo więcej niż przeciętny Polak, to różnice cenowe jeszcze bardziej biją po oczach. Dlaczego przeciętnego Niemca stać na to, by na kredyt kupić domek z ogródkiem i jeszcze pojechać na wakacje do Włoch (tak żyje w Niemczech pewna samotna matka, nie wyssałam tego z palca), a przeciętny Polak spłaca całe życie trzypokojowe mieszkanie? Mamy pieniądze? No, na przeżycie mamy.

Chciałabym przynajmniej pod koniec życia zobaczyć, że można w Polsce kupić mały domek z ogródkiem i nie spłacać kredytu więcej niż dziesięć lat. Chciałabym doczekać czasów, kiedy trzypokojowe mieszkanie będzie standardem dla osoby samotnej (salon, gabinet, sypialnia) a nie dla pięcioosobowej rodziny. I chciałabym doczekać tych czasów, w których na bieżące potrzeby będziemy wydawać tylko pół pensji. Narzekam?

 

– W szkołach to też się dzieciakom w głowach przewraca. Do czego to doszło, żeby nauczyciele się uczniów bali? Za moich czasów to było nie do pomyślenia!

Za moich też. Za to uczniowie bali się nauczycieli, co także nie było dobrym rozwiązaniem. System edukacji mamy w Polsce taki, jaki mamy. Do ideału mu daleko. Duśka co prawda nie boi się swoich nauczycieli, ale jej nauka polega na zapamiętywaniu. Ciągle słyszę:

– Wiesz, o czym uczyliśmy się dziś w szkole?

A chciałabym w końcu usłyszeć:

– Wiesz, co ROBILIŚMY dziś w szkole?

Spotkałam kiedyś kobietę z pięcioletnią córeczką. Powiedziała, że jej córka czyta, liczy, mnoży. Jak to możliwe?

– Bo my proszę pani, to w Anglii mieszkamy, tam te dzieci jakoś inaczej uczą. Nauka przez zabawę, a nie przez powtarzanie w kółko tego samego. Ja nie wiem, kiedy ona się tego nauczyła. Ona się w ogóle nie uczyła. Samo jej weszło do głowy przy tych zabawach.

Czyli można. Narzekam?

 

Nie, nie narzekam. Publicznie mówię: dość! Przestańmy w końcu dawać sobie wmawiać, że ciągle narzekamy. Bo mamy prawo oczekiwać lepszego. Jeśli porównamy nasz kraj do krajów naprawdę wysoko rozwiniętych, to jesteśmy nawet nie w lesie, ale ciągle jeszcze przed lasem. I ja nie mówię o żadnych cudach, ale o rzeczach, które w innych krajach są na wyciągnięcie ręki. No, może poza tym lekarzem na cały poród.

 

1
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Basia | Smart Nest
Gość
Basia | Smart Nest

No to prawda, że do ideału nam daleko. Mnie najbardziej boli edukacja, bo poród to jest ułamek życia. Mi ból, brzydki pokój i głupie komentarze nie popsuły narodzin synka, po prostu starałam się skupić na tym co dla mnie ważne. Choć fakt byłoby fajniej w lepszych warunkach. A starsi ludzie są często rozżaleni i ja to rozumiem. Szkoda tylko, że te frustracje często wylewają na Bogu ducha winnych młodszych ;)

Znad kołyski 18 stycznia 2018

Wymioty u dziecka. Jak przetrwać trudne chwile?

Ostatnio miałam czas lekkiego chorowania u dzieci. A to któryś kaszlał, a to jakiś katar dokuczał, czasem zagorączkowali. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że mamy zimę. Tymczasem skończyły się choróbska i myślałam, że chyba to, co najgorsze, już za nami. Wykonane badania krwi i moczu potwierdziły nasz spokój.

Za każdym razem, gdy wieczorami odprawiam dzieci spać i napawam się chwilami tylko dla mnie, w duchu dziękuję, że mam zdrowe dzieci. I tak też było do soboty.

W niedzielę planowałam wyprawić najmłodszemu synowi roczek. Wszystko dopięte na ostatni guzik –  goście, tort, ozdoby i dobry humor zagwarantowane. Do czasu. O 21:30 usłyszałam w pokoju Bartka dziwny dźwięk. Nawet nie musiałam specjalnie kombinować, co to było. To charakterystyczne “plaśnięcie” o wykładzinę było mi już znane. I oto spełnił się najgorszy koszmar matki, czyli wymioty u dziecka. Niestety miałam pecha, bo wymiotował najstarszy, który zajmuje piętro łóżka. Wiecie jak fajnie trzyma się miskę wyciągniętą do góry, próbując zachęcić dziecko, by celowało do środka, a nie wokół? Jeśli nie wiecie, to nie bądźcie ciekawi. Jeśli znacie, to dobrze zrozumiecie mój dramat — samo pranie wykładziny nie należy do moich ulubionych czynności…

Myślałam najpierw, że to może kwestia tego, że najadł się pazernie ciasta z kremem, borówkami i galaretką. Zjadł tego aż cztery kawałki, w dodatku zimne, prosto z lodówki. Żołądek miał więc prawo zaprotestować. Jednak kilka dni wcześniej zwymiotował młodszy, więc mniej kusząca opcja wirusówki stała się całkiem realna. Ostatecznie nie wiem, co to było, a kryzys trwał “tylko”do 5:30 rano. Przeżycie nie było sympatyczne, zostałam w domu sama z trójką dzieci, w tym jednym wymiotującym, bo mój ślubny trafił do szpitala. Na szczęście mam kilka patentów, które pomogły w miarę opanować sytuację i nie oszaleć.

Oto sprawdzone przeze mnie sposoby, jak przetrzymać wymioty u starszego dziecka, spowodowane zwykłym zatruciem lub wirusami:

  • trzeba pilnować, by dziecko się nie odwodniło i podawać płyny o temperaturze pokojowej, małymi porcjami, po łyżeczce z przerwami co kilka minut. Większa ilość na raz może nasilić wymioty,
  • gdy wymioty trwają już jakiś czas, warto sięgnąć po elektrolity, by uzupełnić ich niedobór. Ewentualnie można lekko osolić ciepłą wodę w szklance – im lepsza sól, tym skuteczniej uzupełnimy niezbędne minerały oraz elektrolity, konieczne do prawidłowego przyswajania wody w organizmie,
  • termofor lub ciepły okład dobrze przykładać do brzucha, by podziałał lekko rozkurczowo i zmniejszył ból,
  • miska, aby była pod ręką – dzieci nie zawsze zdążają do toalety,
  • nawilżane chusteczki lub papier, by dziecko mogło po wymiotach przecierać buzię,
  • woda do przepłukania ust, gdyby dziecko nie miało siły myć zębów.

Nie jest tego dużo, ale wszystko, co przynosi ulgę dziecku, jest warte zastosowania. Słyszałam jeszcze o soku ze świeżego imbiru na wymioty i biegunkę u dziecka, ale nie wiem, jak to stosować, nigdy nie próbowałam. Wiem, że istnieją środki hamujące wymioty, ale moja pediatra uważa, że gdy wymioty i biegunkę u dziecka da się zwyczajnie przetrwać, lepiej jest pozwolić organizmowi na całkowite oczyszczenie się ze szkodliwej substancji, niż hamowanie przykrych dolegliwości.

Oczywiście gdy objawy utrzymują się przez ponad dobę, towarzyszy im wysoka gorączka, bóle głowy, światłowstręt, utrata świadomości, odwodnienie i inne, niepokojące sygnały, nie eksperymentujcie na dziecku i pokażcie je lekarzowi. Przyczyna może tkwić gdzie indziej niż w zwykłej “wirusówce”.

P.S. Jeśli macie swoje sprawdzone sposoby na wymioty u dzieci, koniecznie zostawcie je w komentarzu! Pomożecie i mnie i innym mamom w potrzebie :)

9
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marta M.
Gość
Marta M.

Duza ilosc ręczników papierowych. Ja wykladam poduszke z przyleglosciami recznikami-latwiej zmienic niz całą pościel. Sprawdza sie u maluszkow, ktore wymiotuja z nienacka:) przedszkolaki raczej już zdazaja do miski. Moi chetnie dosc jedzą kisiel. Dosc przyjemnie sie nim tez wymiotuje ;p Wiem, bo raz chorowalismy zbiorczo całą rodziną… Nie cierpię.

Magdalena Marczuk
Gość

Aktualnie przerabiam u swoich:(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

współczuję, moja siostra też walczy u swoich dzieci:/

Radek Paulinka
Gość

ja przerabiam u mojej Julki gdy astma się zaostrzy,Julia ma kaszel a jeśli ma kaszel to wymiotuje a tak mnie to drażni bo jest zdrowa Chodzi mi o to ze żadne przeziębienie ani wirus … Czyli trzeba przeczekać masakra….

Dorota Woźny
Gość

Ja z moją Natalką to przerabialam w zeszlym tygodniu. Nie lubie gdy wymiituje w zaostrzonej astmie ale wien ze to jej pomize lepiej oddychac i spokojnie zasnac ?

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

o rany, tego nie zazdroszczę!

Dorota Woźny
Gość

Zeby bylo smieszniej od 3 dni flegmą wymioruje mlodsza corka 8 miesiecy ?

Radek Paulinka
Gość

tak masz racje …spokojnie spala aż do rana bo Wieczorem i nad ranem ma najgorsze ataki kaszlu..

Agata Koba
Gość

Można podawać przygotowany sok z marchwi ze szklanką wody. Żeby był rzadszy. Przygotować, wystudzić, podawać. Po troszku.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close