Zabawa 26 czerwca 2012

Niania na miarę dziecka

Jak ważny i trudny jest wybór odpowiedniej osoby lub placówki do opieki nad dzieckiem, wie każdy rodzic. Z racji wieku Bartek nie mógł jeszcze uczęszczać do przedszkola, a żłobków w mojej miejscowości nie ma. Obie babcie pracują, więc opieka najbardziej zaufanej osoby również nie wchodziła w rachubę, nie licząc pojedynczych dni, lub nagłego wypadku, gdy nie było innego wyjścia. Mając w planach powrót do aktywności zawodowej, już wcześniej rozejrzałam się za odpowiednią opiekunką dla dziecka.

Na szczęście długo nie musiałam szukać, na osiedlu mieszkała moja dobra koleżanka, opiekowała się wcześniej dziećmi, studiowała pedagogikę. Lepiej nie mogłam trafić.

Z Agą bez kłopotu ustaliłyśmy zasady współpracy, a wszystko to co sobie po niej obiecywałam spełniło się, nawet poza „plan”:) Żywiołowa, uśmiechnięta, kreatywna natychmiast złapała kontakt z Bartkiem. To czego się obawiałam – moje wyjścia z domu, nie były tak straszne, jak początkowo podpowiadała mi wyobraźnia. Nawet jeśli po zamknięciu za sobą drzwi, słyszałam awanturę syna, to nie trwało to długo, Aga była bardziej stanowcza i głośniejsza od małego awanturnika. Jej konsekwencja pokrywała się z moim wyobrażeniem na temat wychowywania dziecka, co było ważne z tego względu, że niania również bierze udział w kształtowaniu jego dobrych lub złych postaw.

Gdy po pracy wracałam do domu, mały był odkarmiony ( niania z uporem maniaka kupowała co dzień inne owoce dla Bartka ), przewinięty i szczęśliwy, na „do widzenia” posyłał buziaki, których również uczyła go niania. Wiedziałam że nie przepada za telewizorem, gros czasu spędzała więc z małym na świeżym powietrzu, czy czytaniu bajek, które wędrowały wielokrotnie dzięki niej na Bartkowe półeczki. To ona nauczyła dziecko pokazywać i nazywać kota, jak i wiele innych rzeczy. Zresztą, gdy spacerujemy i jesteśmy w pobliżu jej domu, mały pierwszy się wyrywa i krzyczy „kot!”. Aga była najlepszą nianią dla mojego dziecka i niezmiernie żałuję, że musiała przenieść się do innej miejscowości.

Jeszcze przed jej wyjazdem, pojawił się kłopot, kogo zatrudnić na jej miejsce? Nie miałam pomysłu, a co gorsza kandydatki na opiekunki chciałyby, aby Bartka dostarczać do ich mieszkań, a w moim przypadku nie wchodziło to w rachubę. Aga podsunęła nam bliską jej koleżankę, osobę zaufaną, więc umówiłam się na spotkanie jeszcze przed jej zajęciem się młodym. Pierwsze co pomyślałam na spotkaniu – Asia Agą na pewno nie jest – zupełnie inna, spokojna, wycofana i chyba odrobinę wystraszona, i jak się okazało z zerowym doświadczeniem w opiece nad dziećmi. Oczywiście miała też zalety – ciepła, uśmiechnięta i cierpliwa, na początek to już było coś, doświadczenie w końcu nabywa się wraz z praktyką.

Nie zawsze jak się okazało, dobre chęci jednej i drugiej strony wystarczą. Mój syn to żywe srebro, i tak jak temperament jednej niani współpracował z jego zapędami, tak dla drugiej opiekunki, Bartek po prostu był niegrzeczny. Moim zdaniem Asi zabrakło stanowczości w zderzeniu z pomysłami małego, po prostu wchodził jej na głowę, i chyba obawy przed szaleństwem synka, niania nie wychodziła z nim na dwór, co dla mnie było nie do zaakceptowania. Efekt był taki, że z domu do pracy wychodziłam ze ściskiem w żołądku, mały tak histeryzował, że czasem słyszałam go dobrych parędziesiąt metrów od bloku. Co gorsza nie miał apetytu i kiepsko spał, często budził się z płaczem, a sama Asia uciekała od nas jak tylko przekroczyłam próg domu. Z Agą, często po moim powrocie siadałyśmy do kawy, która na mój powrót pachniała już w filiżance. Złoto, nie niania!

Nie chcę być niesprawiedliwa,  Asia personalnie jest fajną dziewczyną, ale zdecydowanie opieka nad dzieckiem, to nie jest coś, do czego Pan Bóg ją stworzył. Asia zrezygnowała, już nie pracuje z małym, opiekę nad Bartkiem organizuję z babcią na jej urlopie, mężem w każdej wolnej chwili oraz sąsiadką, do której Bartek zastrzeżeń żadnych nie ma. Obecnie nie szukam niani, nie ma to sensu, został mi miesiąc do wakacji, a latem znów czekają mnie poszukiwania na wrzesień, i tylko modlę się żeby trafić na osobę, która zaskarbi sobie nie tylko moje zaufanie, ale przede wszystkim serce mojego dziecka.

Subscribe
Powiadom o
guest
161 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Hedzia
Hedzia
8 lat temu

Ja strasznie się obawiałam tego co będzie gdy będę zmuszona zatrudnić nianię… Przyznam, że unikałam tematu „Niania w domu…” Kiedy już nadszedł ten dzień zatrudniłam nianię z polecenia na ok 10h w tyg. Miło się zaskoczyłam bo Zuzia od samego początku ją pokochała więc się bardzo cieszę:):)

Aleksandra Greszczeszyn

Niania to musi być osoba z powołaniem do opieki nad dziećmi – to trzeba czuć. Ja nie stanęłam do tej pory przed taka decyzją, dlatego, że jestem z dziećmi w domu. pracowałam do tej pory tylko online, natomiast sama byłam nianią. Myślę, że odnajdywałam się w tej roli.

Katarzyna Jaroszewicz

Ja tez do tej pory nie musiałam szukać niani. Sama opiekuje się dziećmi. Jesteśmy razem w domu. Jeżeli była potrzeba zostawienia dzieci na kilka godzin np. z moją koleżanką, to nie było z ty problemu. Chłopaki z łatwością odnajdują się w nowym otoczeniu i chętnie zostają z osobami innymi niż mama.

Aleksandra Greszczeszyn

U nas różnie z tym bywa. Dawniej Julka chętnie zostawała np. z babcią czy ciocią, ale odkąd byłam w ciąży, a potem urodził się Szymek, za wszelką cenę chce być ze mną. Czasami mam więc problem. Najchętniej zostaje jeszcze z babcią.

Katarzyna Jaroszewicz

Mój starszy syn to niemal „cygańskie „dziecko:) Bez problemu zostawał bez mamy. Młodszy to taka „przylepa” . Teraz ma skończone 2 latka i jest juz lepiej. Wie, że mama wraca:)

Paulina Garbień
8 lat temu

trzymam kciuki, zeby udało się znaleźć taką nianię która będzie odpowiadała Wam wszystkim :)

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Bardzo dużo zależy od charakteru niani.
Życzę powodzenia w poszukiwaniach nowej niani, oby obie strony były zadowolone!

Formulaka83
Formulaka83
8 lat temu

Powodzenia! :D

Grymułka
Grymułka
8 lat temu

Powodzenia!

Paulina Zawadzka
8 lat temu

Dobrą nianię trudno znaleźć, ponieważ jak jest dobra to zajęta. Ja na szczęście jestem z córeczką w domu i mam nadzieję że nie będę musiała prędko stawać przed takim dylematem. Sama szukałam pracy jako opiekunka, niestety pracy na umowę nie znalazłam (może przez to że mieszkam na wsi i musiałabym dojeżdżać, rodzice woleli znaleźć kogoś na miejscu). Za to byłam i mimo że mam już dziecko to nadal jestem nianią na telefon w bliskiej rodzinie, która jest ze mnie zadowolona :)

Katarzyna Jaroszewicz

Ja dzisiaj będę miała domowe przedszkole:) Dwóch moich łobuzów + dwie kuzynki. Szalony dzień się zapowiada:)

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Taka niania jak Aga to skarb!
Mnie też nie dlugo czeka powrót do pracy i sen z powiek spędza z kim zostawić małą L. Jedna babcia pracuje, do drugiej mamy 50 km, do żłobka L. jest zapisana od wrzesnia 2013 roku więc też klapa. Mam nadzieje, że uda mi się wszystko dobrze zorganizować i zorganizować dobrą opiekę.

Kobiecym_okiem
8 lat temu

Ja trafiłam na dwie dobre nianie dla moich synów. Panią Basię dla starszego – znalazłam przez ogłoszenie na niania.pl. Co dziwniejsze, po rozmowie wypadła bardzo dobrze, ale nie byłam do niej przekonana tuż przed rozpoczęciem przez nią pracy. Czas pokazał, jak bardzo się myliłam. Starszy syn chodził bardzo często na spacery, niania nauczyła go samodzielnie jeść, zaprzyjaźniła z koleżanką poznaną w parku. Gdy przychodziła rano, cieszył się i bez żalu żegnał z nami na całe 9 godzin. Była między nami zarówno sympatia, jak i poszanowanie, bo pani Basia była prawie 2-krotnie starsza ode mnie. Żałowałam tego, że przenieśliśmy się i… Czytaj więcej »

Marta Ulińska
8 lat temu

Znaleźć osobę godną za ufania, której powierzycie wasz największy skarb – bezcenna :)

Kasia Skóra
Kasia Skóra
8 lat temu

Bycie opiekunką to nie taka prosta sprawa i nie jest to na pewno praca, jaką można podjąć ot tak, z braku laku, bez żadnego przygotowania, a niestety niektórzy mają takie właśnie postrzeganie, z czym niejednokrotnie się spotkałam, kiedy sama zaczynałam przygodę z byciem nianią :) Uważam, że aby być opiekunką do dziecka trzeba mieć to „coś”! Na to „coś” składa się poczucie humoru, bycie zwariowanym, spontanicznym i pełnym radości, ale także bycie niesamowicie odpowiedzialnym, przewidującym to co może za chwilę się stać, mającym oczy wokoło głowy cały czas, bardzo bardzo energicznym i wiele innych cennych cech i umiejętności. To bardzo… Czytaj więcej »

sylwiagkap
sylwiagkap
8 lat temu

Zgadzam się, znaleźć odpowiednią osobę do dziecka- bezcenne. Wiadomo, każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojej pociechy, ja także mam dwulatka chciałabym wrócić do pracy, żłobek – nie dostaliśmy się, prywatnie nie stać nas:( Synek mój to przylepka, zostaje chętnie ze wszystkimi ale nie na długo, dziadki jedni- pracują, drudzy są 320 km od nas.:( Trzeba szukać i sprawdzać czy dana niania jest na tyle odpowiedzialna i czy odpowiada PRZEDE WSZYSTKIM dla naszych szkrabków. Pozdrawiam

Natalia Legieć
8 lat temu

:)

Emocje 22 czerwca 2012

Bo bycie Tatą, to życiowa rola

Dziś w święto wszystkich ojców – kolejny wpis jednego z tatusiów. Jan (mąż Racheli) pisze o tym, jak odnalazł się w swojej nowej życiowej roli – roli taty.

11 czerwca 2012. To już rok.

Nigdy nie zapomnę 12 godzin trzymania żony za rękę w oczekiwaniu na poród. Momentu przecinania pępowiny. Jego pierwszego krzyku. Ważenia tego małego chucherka. Pierwszych chwil tylko w trójkę. Pierwszej nocy, gdy musiałem powiedzieć dobranoc i wyjść. Oczekiwania do następnego ranka aby ponownie ich zobaczyć. Długich godzin gapienia się w skrzywiony nosek małej ludzkiej istoty. Żmudnych prób przykładania do piersi. Pierwszej śmierdzącej kupy i nader ostrożnej jazdy samochodem. Pierwszej kąpieli w misce z odrobiną wody. Pierwszego spaceru w wózku. Pierwszego kichnięcia i ziewnięcia. Noszenia na rękach leniwca i krzyku przy pierwszym szczepieniu. Pierwszego upadku i łez z obawy o jego zdrowie. Pierwszej zabawy w a kuku zainicjowaną przez niego. Pamiętam także pierwszy uśmiech na jego twarzy, tam wtedy, podczas karmienia. Pamiętam pierwsze wyciągnięte ręce, proszące – podnieś mnie. Pamiętam jego wtulanie się we mnie. Uśmiech na mój widok po powrocie z ciężkiej pracy. Ręce podnoszące książkę z prośbą – przeczytaj. Pierwsze wypowiedziane – tata. Pierwsze chwile raczkowania. Nie zapomnę pierwszego dnia, gdy musiałem zostawić go opiekunce. Ciężar bagaży przy każdym wyjeździe. Pierwszego święta w szerszym gronie. Wtulania się w sierść psa i gonitwy za ogonem kota. Nie zapomnę pierwszego zjedzonego mlecza i gołych rąk przemierzających po betonie. Wspólnych codziennych modlitw wieczorem i piosenek. Radości z huśtawki i każdego kęsa pokrojonego jabłuszka. Pisku szczęścia na widok zwierzaka mijanego na spacerze.

Ten rok odmienił moje życie. Początkowo bunt – praca, obowiązki – później zamienił się w spokój – chęć spędzania czasu z żoną i synem. Jest piękny. Mały dzielny odkrywca. Mam za co dziękować Bogu i żonie. Dziękuję.

Subscribe
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Uherba
Uherba
8 lat temu

Pięknie napisane!

Madzia_857
Madzia_857
8 lat temu

Pięknie :)

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Mężowie, macie nam za co dziękować! Za te nasze małe SKARBY! :)

Katarzyna Jaroszewicz

Takie niby zwykłe dziękuję, a jak wiele znaczy!:)

Bombel
Bombel
8 lat temu

C U D O W N E !!!! :))))

Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Ojca :)

ania
ania
8 lat temu

Piękne!!

Aleksandra Greszczeszyn

Poezja dla uszu każdej mamy… Gratuluję!

Paulina Zawadzka
8 lat temu

Pięknie napisane! Miło jest przeczytać coś napisanego przez tatusia. Też mam list do naszej ówcześnie 6 miesięcznej córeczki napisany przez tatusia. Coś cudownego, mam nadzieję że listów będzie więcej

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Aż łezka w oku mi sie zareciła podczas czytania.

Marta Ulińska
8 lat temu

Czy naprawdę trzeba to komentować ? Szkoda, że tak mało mężczyzn chce w tym cudzie tak aktywnie uczestniczyć.

Weronika Konopelska
Weronika Konopelska
8 lat temu

wspaniały tata, gratulacje http://www.zwyczajnamama.blogspot.com

Emocje 22 czerwca 2012

Jak Marcin stał się Tatusiem…

Kolejny tata che się podzielić z Wami swoją historią – mąż jednej z naszych autorek – Marcin Kańczucki – napisał, jak rozpoczęła się jego przygoda z bycia ojcem.

Był wczesny zimowy poranek, za oknem ciemno i ponuro, a ja przez sen słyszę głos  żony „Marcin, zrobiłam test, wyszedł pozytywnie”. Z niedowierzaniem zapytałem chyba jeszcze ze trzy razy „Jesteś pewna?”. Staraliśmy się wprawdzie o dziecko, ale nie spodziewałem się, że tak szybko nam się uda osiągnąć ten cel. Ustaliliśmy, że następnego ranka powtórzymy test by mieć pewność. Faktycznie dwa kolejne testy wykazały to samo. Będziemy mieli dziecko, będę TATĄ. Ucieszyłem się ogromnie, choć tak naprawdę nie zdawałem sobie jeszcze sprawy co faktycznie (nie teoretycznie), znaczy być rodzicem, ojcem, na którym spoczywa ogromna odpowiedzialność za rodzinę. Mimo to byłem spokojny, nie bałem się nowej roli jaką przyjdzie mi pełnić. Od teraz nasze wspólne życie zmieniło orbitę, wokół której dotychczas krążyło. Pojawiły się nowe priorytety, które będą warunkować przez kolejne lata nasze życie.

Test testem, moją głowę absorbowało oczekiwanie na pierwsze USG. Na badanie Żaklina poszła sama, wróciła z mieszanymi uczuciami, nie było widać zarodka. Chwila konsternacji, stwierdziłem, że to niemożliwe, poczekajmy do kolejnej wizyty. Mijają dwa tygodnie, na kolejne badanie poszliśmy razem. Na szczęście wszystko jest, widać zarodek i słychać jak malutkie serce bije niczym dzwon…oczy mi się przeszkliły, pierwszy raz w życiu płakałem ze szczęścia. Po kolejnym badaniu dowiedziałem się, że będę miał syna…duma mnie rozpierała tak bardzo, że chwaliłem się przypadkowo napotkanym ludziom. Byłem tak szczęśliwy, że chciałem, aby cały świat się o tym dowiedział.

Mijają kolejne dni, tygodnie ciąży. Pierwsze skojarzenie z tym okresem to kaprysy żony…godzina 23 z „hakiem”, leżę w łóżku, zmęczone oczy gotowe, aby oddać się błogiej przyjemności snu. Nagle w oddali słyszę głos „Marcin mam ochotę na Twistera…„ Wstaję więc i jadę do miasta, by kupić mej ślubnej zimnego loda i zaspokoić jej/ich zachciankę, w końcu są najważniejsi!

Mniej przyjemne wspomnienia z tego okresu, to trzykrotna wizyta żony w szpitalu na podtrzymaniu ciąży. Pamiętam jak w duchu modliłem się, aby nie „rozsypała” się zanim mały Bartek (tak On miał już swoje imię, przestał być bezosobowy) się w pełni nie rozwinie. Szczęśliwie doczekaliśmy terminu 19 września, wszystko gotowe, wyprawka przyszykowana…a przekorny Bartek postanowił, że sprawdzi naszą cierpliwość. Mijają kolejne dni oczekiwania na rozwiązanie. Nadchodzi piątek 24 września 2010 rok. Utkwiło mi, że był to dla mnie wyczerpujący dzień w pracy i około godziny 22 padnięty zasnąłem bezszelestnie. Mija godzina, budzi mnie Żaklina i spokojnie oznajmia mi „Kochanie przykro mi, ale nie wyśpisz się dzisiaj bo zaczęło się”. Podczas gdy ja w nerwach, bezcelowo biegałem po domu, próbując zrobić coś pożytecznego by szybciej wyjść, moja żona spokojnie oznajmiła mi, że musi umyć i wysuszyć włosy, ubrać pościel do łóżeczka itp. Suma summarum się przeciągnęło i około godziny 1 w nocy pojawiliśmy się na porodówce. Towarzyszyłem mojej żonie dzielnie przez całą noc, nie wyobrażam sobie przecież, żeby mogło mnie w tym momencie zabraknąć przy niej. Chciałem być świadkiem narodzin mojego pierworodnego, powitać go, zobaczyć, usłyszeć… Nie rozumiem tych mężczyzn, którzy mówią, że  pot, krew, łzy i krzyki żony odstraszają i skutecznie gaszą ich zapał do porodów rodzinnych. Dla mnie to był kolejny etap w mojej drodze ku rodzicielstwu. Akt narodzin, za nic nie pozwoliłbym nikomu odebrać sobie tych wspomnień. Poród trwał do godziny 11:55, wtedy moja żona wydała wreszcie na świat małego Bartosza Ksawerego. Oto moim oczom ukazała się malutka istota, która już na zawsze odmieniła moje życie.

Nigdy nie byłem z niej tak dumny i jednocześnie tak jej wdzięczny jak wówczas. Potem wszystko potoczyło się szybko, pierwsze zdjęcie małego, ważenie, mierzenie i drugi raz w życiu płaczę ze szczęścia. Miałem w sobie tyle pozytywnej energii, że nawet nie odczuwałem zmęczenia po nieprzespanej nocy. Po kilku dniach miałem już moją rodzinkę w domu i mogłem zacząć poznawać nawyki mojego małego terrorysty :) Dziś nie potrafię sobie wyobrazić naszego domu, bez krzyków euforii, pisków zachwytu i…ataków histerii w wykonaniu mojego małego „Siwka”.

 Czuję się ojcem świadomym roli jaką mam odegrać w życiu mojego dziecka. Wiem, że na pewno nie wygram „rywalizacji” z mamą o „pole position” w oczach Bartusia, ale na dobrą sprawę nawet nie chcę takowej toczyć. Myślę, że jestem dopełnieniem macierzyństwa mojej żony, jestem  po to by ją wspierać w trudnych chwilach, dodawać otuchy…. Mamy przecież jeden wspólny cel – wychować Bartka najlepiej jak potrafimy.

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Matt
Matt
8 lat temu

Pamiętam te wszystkie chwile :) I pamiętam jak w dzień porodu zostawiliście mnie wieczorem na sali z Bartkiem na rękach. To było moje najdłuższe 10 minut jak cały czas sprawdzałem czy oddycha bo się bałem. A zakwasy na ręku przez dwa dni miałem tak spiętą rękę miałem, trzymająć Tuśka.

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Po przeczytaniu poprzedniego wpisu, Pana Bartka, nie mogłam się oprzeć przeczytaniu, kolejnego wpisu kolejnego taty. I… wiem już napewno, że nie żałuję tego! Ciarki przeszywały całe moje ciało, czytając to! Piękne! Pozdrowienia dla Autora!!!

Żaklina Kańczucka
8 lat temu

Dziękuję w imieniu męża :)

Katarzyna Jaroszewicz

Panowie, naprawdę potraficie nas wzruszyć! Brawo! Pięknie mówicie i piszecie o swoich uczuciach i przeżyciach:)

Fizinka
Fizinka
8 lat temu

Czytanie i słuchanie tego typu opowieści z ust mężczyzny to coś NIESAMOWITEGO! PRZEPIĘKNEGO i niezwykle UROCZEGO!!

Uwielbiam to!! :-) I chcę więcej!! :-)
Może Panowie zechcą częściej dzielić się z nami swoimi emocjami i wspomnieniami? :-)

Marcinie gratuluję – dzielnej żony i wspaniałego syna :-)
A Wam, Żaklino i Bartusiu gratuluję cudownego Tatusia :-)

Marcinie wszystkiego dobrego z okazji Dnia Ojca! ;-)

ania
ania
8 lat temu

Przepiękne!!! Dech w piersiach zapiera i łezka w oku się kręci..

Paulina Garbień
8 lat temu

no i znowu się wzruszyłam :) cudownie jest czytać jak kolejny mezczyżna obnaża się przed nami pokazując swoje wnętrze, uczucia skrywane na codzień pod skorupą „męskości”
gratuluję Marcinie :)

Aleksandra Greszczeszyn

To wspaniałe, że mężczyzna potrafi tak wzruszająco pisać o ojcostwie! Co do bycia z żoną przy porodzie – masz takie samo zdanie jak mój mąż:) Nas także jeszcze bardziej to do siebie zbliżyło.

Paulina Zawadzka
8 lat temu

Może powinna powstać strona ” W Roli Taty :) Zazdroszczę porodów rodzinnych, my chcieliśmy rodzić razem, ale niestety nie było wtedy wolnej sali do porodu rodzinnego. Nasza ciąża też nie była łatwa, do 12 tyg ciąży byłam 3 razy w szpitalu. Niestety straciliśmy jedno dzieciątko -ciąża była mnoga, pojawił się krwiak i niestety jedna kruszynka zmarła. Do 16tc żyliśmy w strachu- oparcie miałam tylko w mężu i mojej rodzinie. Reszta , a nawet lekarz kazał sie przygotować na najgorsze. Dzisiaj obok mnie jest nasz najwspanialszy cud, którego nie zamieniłabym na nic innego. Często myślę też o drugim dzieciątku, czy byłby… Czytaj więcej »

Katarzyna Jaroszewicz

Takie momenty w życiu są wielkim egzaminem zarówno dla mamy jak i taty…

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Muszę koniecznie namówić mojego męża do spisania swoich wspomnień z okresu ciąży i samego porodu podczas którego dzielnie mi towrzyszyl. To będzie wspaniała pamiątka dla malutkiej.

Marta Ulińska
8 lat temu

A przed nami jeszcze to wszystko :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close