Niania na miarę dziecka


Jak ważny i trudny jest wybór odpowiedniej osoby lub placówki do opieki nad dzieckiem, wie każdy rodzic. Z racji wieku Bartek nie mógł jeszcze uczęszczać do przedszkola, a żłobków w mojej miejscowości nie ma. Obie babcie pracują, więc opieka najbardziej zaufanej osoby również nie wchodziła w rachubę, nie licząc pojedynczych dni, lub nagłego wypadku, gdy nie było innego wyjścia. Mając w planach powrót do aktywności zawodowej, już wcześniej rozejrzałam się za odpowiednią opiekunką dla dziecka.

Na szczęście długo nie musiałam szukać, na osiedlu mieszkała moja dobra koleżanka, opiekowała się wcześniej dziećmi, studiowała pedagogikę. Lepiej nie mogłam trafić.

Z Agą bez kłopotu ustaliłyśmy zasady współpracy, a wszystko to co sobie po niej obiecywałam spełniło się, nawet poza „plan”:) Żywiołowa, uśmiechnięta, kreatywna natychmiast złapała kontakt z Bartkiem. To czego się obawiałam – moje wyjścia z domu, nie były tak straszne, jak początkowo podpowiadała mi wyobraźnia. Nawet jeśli po zamknięciu za sobą drzwi, słyszałam awanturę syna, to nie trwało to długo, Aga była bardziej stanowcza i głośniejsza od małego awanturnika. Jej konsekwencja pokrywała się z moim wyobrażeniem na temat wychowywania dziecka, co było ważne z tego względu, że niania również bierze udział w kształtowaniu jego dobrych lub złych postaw.

Gdy po pracy wracałam do domu, mały był odkarmiony ( niania z uporem maniaka kupowała co dzień inne owoce dla Bartka ), przewinięty i szczęśliwy, na „do widzenia” posyłał buziaki, których również uczyła go niania. Wiedziałam że nie przepada za telewizorem, gros czasu spędzała więc z małym na świeżym powietrzu, czy czytaniu bajek, które wędrowały wielokrotnie dzięki niej na Bartkowe półeczki. To ona nauczyła dziecko pokazywać i nazywać kota, jak i wiele innych rzeczy. Zresztą, gdy spacerujemy i jesteśmy w pobliżu jej domu, mały pierwszy się wyrywa i krzyczy „kot!”. Aga była najlepszą nianią dla mojego dziecka i niezmiernie żałuję, że musiała przenieść się do innej miejscowości.

Jeszcze przed jej wyjazdem, pojawił się kłopot, kogo zatrudnić na jej miejsce? Nie miałam pomysłu, a co gorsza kandydatki na opiekunki chciałyby, aby Bartka dostarczać do ich mieszkań, a w moim przypadku nie wchodziło to w rachubę. Aga podsunęła nam bliską jej koleżankę, osobę zaufaną, więc umówiłam się na spotkanie jeszcze przed jej zajęciem się młodym. Pierwsze co pomyślałam na spotkaniu – Asia Agą na pewno nie jest – zupełnie inna, spokojna, wycofana i chyba odrobinę wystraszona, i jak się okazało z zerowym doświadczeniem w opiece nad dziećmi. Oczywiście miała też zalety – ciepła, uśmiechnięta i cierpliwa, na początek to już było coś, doświadczenie w końcu nabywa się wraz z praktyką.

Nie zawsze jak się okazało, dobre chęci jednej i drugiej strony wystarczą. Mój syn to żywe srebro, i tak jak temperament jednej niani współpracował z jego zapędami, tak dla drugiej opiekunki, Bartek po prostu był niegrzeczny. Moim zdaniem Asi zabrakło stanowczości w zderzeniu z pomysłami małego, po prostu wchodził jej na głowę, i chyba obawy przed szaleństwem synka, niania nie wychodziła z nim na dwór, co dla mnie było nie do zaakceptowania. Efekt był taki, że z domu do pracy wychodziłam ze ściskiem w żołądku, mały tak histeryzował, że czasem słyszałam go dobrych parędziesiąt metrów od bloku. Co gorsza nie miał apetytu i kiepsko spał, często budził się z płaczem, a sama Asia uciekała od nas jak tylko przekroczyłam próg domu. Z Agą, często po moim powrocie siadałyśmy do kawy, która na mój powrót pachniała już w filiżance. Złoto, nie niania!

Nie chcę być niesprawiedliwa,  Asia personalnie jest fajną dziewczyną, ale zdecydowanie opieka nad dzieckiem, to nie jest coś, do czego Pan Bóg ją stworzył. Asia zrezygnowała, już nie pracuje z małym, opiekę nad Bartkiem organizuję z babcią na jej urlopie, mężem w każdej wolnej chwili oraz sąsiadką, do której Bartek zastrzeżeń żadnych nie ma. Obecnie nie szukam niani, nie ma to sensu, został mi miesiąc do wakacji, a latem znów czekają mnie poszukiwania na wrzesień, i tylko modlę się żeby trafić na osobę, która zaskarbi sobie nie tylko moje zaufanie, ale przede wszystkim serce mojego dziecka.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja strasznie się obawiałam tego co będzie gdy będę zmuszona zatrudnić nianię… Przyznam, że unikałam tematu “Niania w domu…” Kiedy już nadszedł ten dzień zatrudniłam nianię z polecenia na ok 10h w tyg. Miło się zaskoczyłam bo Zuzia od samego początku ją pokochała więc się bardzo cieszę:):)

  2. Niania to musi być osoba z powołaniem do opieki nad dziećmi – to trzeba czuć. Ja nie stanęłam do tej pory przed taka decyzją, dlatego, że jestem z dziećmi w domu. pracowałam do tej pory tylko online, natomiast sama byłam nianią. Myślę, że odnajdywałam się w tej roli.

    1. Ja tez do tej pory nie musiałam szukać niani. Sama opiekuje się dziećmi. Jesteśmy razem w domu. Jeżeli była potrzeba zostawienia dzieci na kilka godzin np. z moją koleżanką, to nie było z ty problemu. Chłopaki z łatwością odnajdują się w nowym otoczeniu i chętnie zostają z osobami innymi niż mama.

      1. U nas różnie z tym bywa. Dawniej Julka chętnie zostawała np. z babcią czy ciocią, ale odkąd byłam w ciąży, a potem urodził się Szymek, za wszelką cenę chce być ze mną. Czasami mam więc problem. Najchętniej zostaje jeszcze z babcią.

      2. Mój starszy syn to niemal “cygańskie “dziecko:) Bez problemu zostawał bez mamy. Młodszy to taka “przylepa” . Teraz ma skończone 2 latka i jest juz lepiej. Wie, że mama wraca:)

  3. trzymam kciuki, zeby udało się znaleźć taką nianię która będzie odpowiadała Wam wszystkim :)

  4. Bardzo dużo zależy od charakteru niani.
    Życzę powodzenia w poszukiwaniach nowej niani, oby obie strony były zadowolone!

  5. Powodzenia! :D

  6. Powodzenia!

  7. Dobrą nianię trudno znaleźć, ponieważ jak jest dobra to zajęta. Ja na szczęście jestem z córeczką w domu i mam nadzieję że nie będę musiała prędko stawać przed takim dylematem. Sama szukałam pracy jako opiekunka, niestety pracy na umowę nie znalazłam (może przez to że mieszkam na wsi i musiałabym dojeżdżać, rodzice woleli znaleźć kogoś na miejscu). Za to byłam i mimo że mam już dziecko to nadal jestem nianią na telefon w bliskiej rodzinie, która jest ze mnie zadowolona :)

    1. Ja dzisiaj będę miała domowe przedszkole:) Dwóch moich łobuzów + dwie kuzynki. Szalony dzień się zapowiada:)

  8. Taka niania jak Aga to skarb!
    Mnie też nie dlugo czeka powrót do pracy i sen z powiek spędza z kim zostawić małą L. Jedna babcia pracuje, do drugiej mamy 50 km, do żłobka L. jest zapisana od wrzesnia 2013 roku więc też klapa. Mam nadzieje, że uda mi się wszystko dobrze zorganizować i zorganizować dobrą opiekę.

  9. Ja trafiłam na dwie dobre nianie dla moich synów. Panią Basię dla starszego – znalazłam przez ogłoszenie na niania.pl. Co dziwniejsze, po rozmowie wypadła bardzo dobrze, ale nie byłam do niej przekonana tuż przed rozpoczęciem przez nią pracy. Czas pokazał, jak bardzo się myliłam. Starszy syn chodził bardzo często na spacery, niania nauczyła go samodzielnie jeść, zaprzyjaźniła z koleżanką poznaną w parku. Gdy przychodziła rano, cieszył się i bez żalu żegnał z nami na całe 9 godzin. Była między nami zarówno sympatia, jak i poszanowanie, bo pani Basia była prawie 2-krotnie starsza ode mnie. Żałowałam tego, że przenieśliśmy się i musiałam posłać syna do żłobka, bo wolałabym zostawić go pod jej opieką. Młodszy syn ma wspaniałą nianię, starszą ode mnie jakieś 10-12 lat, która w wolnej chwili prawie prowadzi nam dom – wstawia pranie, prasuje, pieli. Sporadycznie zdarza się, że odpocznie i obejrzy jakiś program w telewizji. Znalazłam ją, zostawiając kontakt do siebie u właścicielki w naszym “wiejskim” sklepie spożywczym – zgłosiła się pani Mariola, bez zawodowego doświadczenia, z dwoma córkami w wieku szkolnym i na studiach. Bardzo radosna osoba, energiczna, kontaktowa, chętna do działania. Widzę, że ze swoimi córkami ma bardzo dobry kontakt – zdarza się, że przyjeżdżają w wolnej chwili, aby jej pomóc i pobawić się z moimi chłopakami (4 lata i 1 rok. :-)

  10. Znaleźć osobę godną za ufania, której powierzycie wasz największy skarb – bezcenna :)

  11. Kasia Skóra

    Bycie opiekunką to nie taka prosta sprawa i nie jest to na pewno praca, jaką można podjąć ot tak, z braku laku, bez żadnego przygotowania, a niestety niektórzy mają takie właśnie postrzeganie, z czym niejednokrotnie się spotkałam, kiedy sama zaczynałam przygodę z byciem nianią :)
    Uważam, że aby być opiekunką do dziecka trzeba mieć to “coś”! Na to “coś” składa się poczucie humoru, bycie zwariowanym, spontanicznym i pełnym radości, ale także bycie niesamowicie odpowiedzialnym, przewidującym to co może za chwilę się stać, mającym oczy wokoło głowy cały czas, bardzo bardzo energicznym i wiele innych cennych cech i umiejętności. To bardzo złożona praca.

  12. Zgadzam się, znaleźć odpowiednią osobę do dziecka- bezcenne. Wiadomo, każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojej pociechy, ja także mam dwulatka chciałabym wrócić do pracy, żłobek – nie dostaliśmy się, prywatnie nie stać nas:( Synek mój to przylepka, zostaje chętnie ze wszystkimi ale nie na długo, dziadki jedni- pracują, drudzy są 320 km od nas.:( Trzeba szukać i sprawdzać czy dana niania jest na tyle odpowiedzialna i czy odpowiada PRZEDE WSZYSTKIM dla naszych szkrabków. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Bo bycie Tatą, to życiowa rola


Dziś w święto wszystkich ojców – kolejny wpis jednego z tatusiów. Jan (mąż Racheli) pisze o tym, jak odnalazł się w swojej nowej życiowej roli – roli taty.

11 czerwca 2012. To już rok.

Nigdy nie zapomnę 12 godzin trzymania żony za rękę w oczekiwaniu na poród. Momentu przecinania pępowiny. Jego pierwszego krzyku. Ważenia tego małego chucherka. Pierwszych chwil tylko w trójkę. Pierwszej nocy, gdy musiałem powiedzieć dobranoc i wyjść. Oczekiwania do następnego ranka aby ponownie ich zobaczyć. Długich godzin gapienia się w skrzywiony nosek małej ludzkiej istoty. Żmudnych prób przykładania do piersi. Pierwszej śmierdzącej kupy i nader ostrożnej jazdy samochodem. Pierwszej kąpieli w misce z odrobiną wody. Pierwszego spaceru w wózku. Pierwszego kichnięcia i ziewnięcia. Noszenia na rękach leniwca i krzyku przy pierwszym szczepieniu. Pierwszego upadku i łez z obawy o jego zdrowie. Pierwszej zabawy w a kuku zainicjowaną przez niego. Pamiętam także pierwszy uśmiech na jego twarzy, tam wtedy, podczas karmienia. Pamiętam pierwsze wyciągnięte ręce, proszące – podnieś mnie. Pamiętam jego wtulanie się we mnie. Uśmiech na mój widok po powrocie z ciężkiej pracy. Ręce podnoszące książkę z prośbą – przeczytaj. Pierwsze wypowiedziane – tata. Pierwsze chwile raczkowania. Nie zapomnę pierwszego dnia, gdy musiałem zostawić go opiekunce. Ciężar bagaży przy każdym wyjeździe. Pierwszego święta w szerszym gronie. Wtulania się w sierść psa i gonitwy za ogonem kota. Nie zapomnę pierwszego zjedzonego mlecza i gołych rąk przemierzających po betonie. Wspólnych codziennych modlitw wieczorem i piosenek. Radości z huśtawki i każdego kęsa pokrojonego jabłuszka. Pisku szczęścia na widok zwierzaka mijanego na spacerze.

Ten rok odmienił moje życie. Początkowo bunt – praca, obowiązki – później zamienił się w spokój – chęć spędzania czasu z żoną i synem. Jest piękny. Mały dzielny odkrywca. Mam za co dziękować Bogu i żonie. Dziękuję.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Pięknie napisane!

  2. Pięknie :)

  3. Mężowie, macie nam za co dziękować! Za te nasze małe SKARBY! :)

  4. Takie niby zwykłe dziękuję, a jak wiele znaczy!:)

  5. C U D O W N E !!!! :))))

    Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Ojca :)

  6. Poezja dla uszu każdej mamy… Gratuluję!

  7. Pięknie napisane! Miło jest przeczytać coś napisanego przez tatusia. Też mam list do naszej ówcześnie 6 miesięcznej córeczki napisany przez tatusia. Coś cudownego, mam nadzieję że listów będzie więcej

  8. Aż łezka w oku mi sie zareciła podczas czytania.

  9. Czy naprawdę trzeba to komentować ? Szkoda, że tak mało mężczyzn chce w tym cudzie tak aktywnie uczestniczyć.

  10. Weronika Konopelska

    wspaniały tata, gratulacje http://www.zwyczajnamama.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Jak Marcin stał się Tatusiem…


Kolejny tata che się podzielić z Wami swoją historią – mąż jednej z naszych autorek – Marcin Kańczucki – napisał, jak rozpoczęła się jego przygoda z bycia ojcem.

Był wczesny zimowy poranek, za oknem ciemno i ponuro, a ja przez sen słyszę głos  żony „Marcin, zrobiłam test, wyszedł pozytywnie”. Z niedowierzaniem zapytałem chyba jeszcze ze trzy razy „Jesteś pewna?”. Staraliśmy się wprawdzie o dziecko, ale nie spodziewałem się, że tak szybko nam się uda osiągnąć ten cel. Ustaliliśmy, że następnego ranka powtórzymy test by mieć pewność. Faktycznie dwa kolejne testy wykazały to samo. Będziemy mieli dziecko, będę TATĄ. Ucieszyłem się ogromnie, choć tak naprawdę nie zdawałem sobie jeszcze sprawy co faktycznie (nie teoretycznie), znaczy być rodzicem, ojcem, na którym spoczywa ogromna odpowiedzialność za rodzinę. Mimo to byłem spokojny, nie bałem się nowej roli jaką przyjdzie mi pełnić. Od teraz nasze wspólne życie zmieniło orbitę, wokół której dotychczas krążyło. Pojawiły się nowe priorytety, które będą warunkować przez kolejne lata nasze życie.

Test testem, moją głowę absorbowało oczekiwanie na pierwsze USG. Na badanie Żaklina poszła sama, wróciła z mieszanymi uczuciami, nie było widać zarodka. Chwila konsternacji, stwierdziłem, że to niemożliwe, poczekajmy do kolejnej wizyty. Mijają dwa tygodnie, na kolejne badanie poszliśmy razem. Na szczęście wszystko jest, widać zarodek i słychać jak malutkie serce bije niczym dzwon…oczy mi się przeszkliły, pierwszy raz w życiu płakałem ze szczęścia. Po kolejnym badaniu dowiedziałem się, że będę miał syna…duma mnie rozpierała tak bardzo, że chwaliłem się przypadkowo napotkanym ludziom. Byłem tak szczęśliwy, że chciałem, aby cały świat się o tym dowiedział.

Mijają kolejne dni, tygodnie ciąży. Pierwsze skojarzenie z tym okresem to kaprysy żony…godzina 23 z „hakiem”, leżę w łóżku, zmęczone oczy gotowe, aby oddać się błogiej przyjemności snu. Nagle w oddali słyszę głos „Marcin mam ochotę na Twistera…„ Wstaję więc i jadę do miasta, by kupić mej ślubnej zimnego loda i zaspokoić jej/ich zachciankę, w końcu są najważniejsi!

Mniej przyjemne wspomnienia z tego okresu, to trzykrotna wizyta żony w szpitalu na podtrzymaniu ciąży. Pamiętam jak w duchu modliłem się, aby nie „rozsypała” się zanim mały Bartek (tak On miał już swoje imię, przestał być bezosobowy) się w pełni nie rozwinie. Szczęśliwie doczekaliśmy terminu 19 września, wszystko gotowe, wyprawka przyszykowana…a przekorny Bartek postanowił, że sprawdzi naszą cierpliwość. Mijają kolejne dni oczekiwania na rozwiązanie. Nadchodzi piątek 24 września 2010 rok. Utkwiło mi, że był to dla mnie wyczerpujący dzień w pracy i około godziny 22 padnięty zasnąłem bezszelestnie. Mija godzina, budzi mnie Żaklina i spokojnie oznajmia mi „Kochanie przykro mi, ale nie wyśpisz się dzisiaj bo zaczęło się”. Podczas gdy ja w nerwach, bezcelowo biegałem po domu, próbując zrobić coś pożytecznego by szybciej wyjść, moja żona spokojnie oznajmiła mi, że musi umyć i wysuszyć włosy, ubrać pościel do łóżeczka itp. Suma summarum się przeciągnęło i około godziny 1 w nocy pojawiliśmy się na porodówce. Towarzyszyłem mojej żonie dzielnie przez całą noc, nie wyobrażam sobie przecież, żeby mogło mnie w tym momencie zabraknąć przy niej. Chciałem być świadkiem narodzin mojego pierworodnego, powitać go, zobaczyć, usłyszeć… Nie rozumiem tych mężczyzn, którzy mówią, że  pot, krew, łzy i krzyki żony odstraszają i skutecznie gaszą ich zapał do porodów rodzinnych. Dla mnie to był kolejny etap w mojej drodze ku rodzicielstwu. Akt narodzin, za nic nie pozwoliłbym nikomu odebrać sobie tych wspomnień. Poród trwał do godziny 11:55, wtedy moja żona wydała wreszcie na świat małego Bartosza Ksawerego. Oto moim oczom ukazała się malutka istota, która już na zawsze odmieniła moje życie.

Nigdy nie byłem z niej tak dumny i jednocześnie tak jej wdzięczny jak wówczas. Potem wszystko potoczyło się szybko, pierwsze zdjęcie małego, ważenie, mierzenie i drugi raz w życiu płaczę ze szczęścia. Miałem w sobie tyle pozytywnej energii, że nawet nie odczuwałem zmęczenia po nieprzespanej nocy. Po kilku dniach miałem już moją rodzinkę w domu i mogłem zacząć poznawać nawyki mojego małego terrorysty :) Dziś nie potrafię sobie wyobrazić naszego domu, bez krzyków euforii, pisków zachwytu i…ataków histerii w wykonaniu mojego małego „Siwka”.

 Czuję się ojcem świadomym roli jaką mam odegrać w życiu mojego dziecka. Wiem, że na pewno nie wygram „rywalizacji” z mamą o „pole position” w oczach Bartusia, ale na dobrą sprawę nawet nie chcę takowej toczyć. Myślę, że jestem dopełnieniem macierzyństwa mojej żony, jestem  po to by ją wspierać w trudnych chwilach, dodawać otuchy…. Mamy przecież jeden wspólny cel – wychować Bartka najlepiej jak potrafimy.

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Pamiętam te wszystkie chwile :) I pamiętam jak w dzień porodu zostawiliście mnie wieczorem na sali z Bartkiem na rękach. To było moje najdłuższe 10 minut jak cały czas sprawdzałem czy oddycha bo się bałem. A zakwasy na ręku przez dwa dni miałem tak spiętą rękę miałem, trzymająć Tuśka.

  2. Po przeczytaniu poprzedniego wpisu, Pana Bartka, nie mogłam się oprzeć przeczytaniu, kolejnego wpisu kolejnego taty. I… wiem już napewno, że nie żałuję tego! Ciarki przeszywały całe moje ciało, czytając to! Piękne! Pozdrowienia dla Autora!!!

    1. Dziękuję w imieniu męża :)

  3. Panowie, naprawdę potraficie nas wzruszyć! Brawo! Pięknie mówicie i piszecie o swoich uczuciach i przeżyciach:)

  4. Czytanie i słuchanie tego typu opowieści z ust mężczyzny to coś NIESAMOWITEGO! PRZEPIĘKNEGO i niezwykle UROCZEGO!!

    Uwielbiam to!! :-) I chcę więcej!! :-)
    Może Panowie zechcą częściej dzielić się z nami swoimi emocjami i wspomnieniami? :-)

    Marcinie gratuluję – dzielnej żony i wspaniałego syna :-)
    A Wam, Żaklino i Bartusiu gratuluję cudownego Tatusia :-)

    Marcinie wszystkiego dobrego z okazji Dnia Ojca! ;-)

  5. Przepiękne!!! Dech w piersiach zapiera i łezka w oku się kręci..

  6. no i znowu się wzruszyłam :) cudownie jest czytać jak kolejny mezczyżna obnaża się przed nami pokazując swoje wnętrze, uczucia skrywane na codzień pod skorupą “męskości”
    gratuluję Marcinie :)

  7. To wspaniałe, że mężczyzna potrafi tak wzruszająco pisać o ojcostwie! Co do bycia z żoną przy porodzie – masz takie samo zdanie jak mój mąż:) Nas także jeszcze bardziej to do siebie zbliżyło.

  8. Może powinna powstać strona ” W Roli Taty :) Zazdroszczę porodów rodzinnych, my chcieliśmy rodzić razem, ale niestety nie było wtedy wolnej sali do porodu rodzinnego. Nasza ciąża też nie była łatwa, do 12 tyg ciąży byłam 3 razy w szpitalu. Niestety straciliśmy jedno dzieciątko -ciąża była mnoga, pojawił się krwiak i niestety jedna kruszynka zmarła. Do 16tc żyliśmy w strachu- oparcie miałam tylko w mężu i mojej rodzinie. Reszta , a nawet lekarz kazał sie przygotować na najgorsze. Dzisiaj obok mnie jest nasz najwspanialszy cud, którego nie zamieniłabym na nic innego. Często myślę też o drugim dzieciątku, czy byłby chłopcem, do kogo podobne, jak wyglądało by nasze życie w czwórkę?

    1. Takie momenty w życiu są wielkim egzaminem zarówno dla mamy jak i taty…

  9. Muszę koniecznie namówić mojego męża do spisania swoich wspomnień z okresu ciąży i samego porodu podczas którego dzielnie mi towrzyszyl. To będzie wspaniała pamiątka dla malutkiej.

  10. A przed nami jeszcze to wszystko :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

W roli taty…


Po raz pierwszy w historii bloga W Roli Mamy autorem wpisu jest tata. Nasz czytelnik – Bartek Wieczorek – tuż przed Dniem Ojca dzieli się z nami swoimi refleksami na temat roli, którą odgrywa od ponad 2,5 roku. Liczymy, że podobnie jak my, przyjmiecie z entuzjazmem debiut mężczyzny na naszym blogu.

Zastanawiałem się długo, jak bym mógł zacząć mój wpis gościnny – jestem przecież pierwszym facetem, który ma w ogóle przyjemność pisania na blogu, no i oczywiście trema mnie przez to zjada :-)

Początek zmieniałem już wiele razy, ale ostatecznie postanowiłem zostać przy słowach “W roli taty…”, może właśnie dlatego, że propozycję napisania tego wpisu otrzymałem jako wyróżnienie, dzięki temu, że udzieliłem się w konkursie, który zaczynał się od słów ” W roli mamy…” :-)

W roli taty… debiutowałem 14 października 2009 roku. Tak naprawdę poczułem się nim już 12 marca, zaraz po tym, kiedy to dostrzegłem na teście ciążowym drugą kreskę – na moment dosłownie przed wyrzuceniem go do śmietnika.

Śmieszna sprawa – byliśmy razem z Karoliną w domu moich rodziców i wychodziłem właśnie sam na spacer z psem bo ona nie czuła się najlepiej. Przy okazji zabrałem ze sobą śmieci bo był już pełen kosz. Zrobiliśmy jakieś 20 minut wcześniej test ciążowy i okazało się,że Karolina nie jest w ciąży mimo spóźniającego się prawie 2 tygodnie okresu.
Przed samym wyrzuceniem śmieci coś mnie tchnęło i raz jeszcze spojrzałem na test  – byłem w szoku kiedy to okazało się, że miejsce na drugą kreseczkę, które wcześniej było białe “zaczerwieniło się” ….

Nasz synek nie jest ani owocem wpadki, ani też zaplanowanym dzieckiem. Mama Michałka zawsze mówi o Nim, że został poczęty w “afekcie”. Było nam w tamtej chwili tak dobrze ze sobą i byliśmy tacy szczęśliwi, że nie myśląc o tym jakie mogą być tego konsekwencje na przyszłość, po prostu odłożyliśmy na bok racjonalne myślenie i….stało się :-)

Wiadomość o tym, że zostaniemy rodzicami to ja oznajmiłem jej, a nie jak w większości przypadków kobieta – swojemu partnerowi… i to dopiero po TYGODNIU czasu !!! :-)
Spanikowałem… miałem milion myśli na minutę. Byłem wtedy na spacerze sam, więc miałem czas na to by ochłonąć. Wróciłem do domu a Karolina niczego po mnie nie poznała. Nie wiem czemu tak zareagowałem, ale cały tydzień zajęło mi bym zebrał się na odwagę i wyznał jej prawdę. Ona niczego nie świadoma, myslała, że po prostu lada moment dostanie okres, który z resztą czasami się jej spóźniał.

Od kiedy na świat przyszed Michał – maluszek który ważył zaledwie 1550g cały mój świat wywrócił się do góry nogami.
Niezapomniane są dla mnie momenty, kiedy to miałem możliwość po raz pierwszy Go nakarmić czy utulić do snu. Uwielbiałem, gdy usypiał na mnie a ja czułem bicie jego małego serduszka. Nawet przewijanie sprawiało mi ogromną radość. Później zaczęło się raczkowanie, następnie pierwsze kroki, które miały miejsce przed pierwszym rokiem życia (co i tak było nie lada gratką jak na chłopca i jednocześnie wcześniaka, którym był).  Pierwszym słowem, które wypowiedział było słowo: TATA –  byłem dumny i szczęśliwy jak nigdy, kiedy taki właśnie prezent otrzymałem od Niego na moje urodziny. To zasługa mamy Michałka, gdyż potajemnie by zrobić mi przyjemność powtarzała mu to słowo częściej niż inne. Niesamowite przeżycie… choć teraz kiedy ma już te 2 latka i 8 miesięcy podoba mi się najbardziej. Jest dzieckiem bardzo wesołym i ciekawym świata. Wszystkiego musi dotknąć, spróbować, o wszystko pyta i nic nie umknie jego uwadze. Bardzo lubię i sprawia mi wielką przyjemność, kiedy przychodzi do mnie, przytula się i mówi: Tatusiu kocham Cię! Najpiękniejsze słowa jakie dziecko może powiedzieć rodzicowi :-)

Niestety, jestem tylko “weekendowym ojcem”. Pracuję w firmie, która większość zleceń ma poza miejscem mojego zamieszkania i niestety mojego synka widuję zazwyczaj tylko w soboty niedziele i święta – bardzo nad tym ubolewam… Wymaga tego ode mnie zawód jaki wykonuję i nie jestem w stanie nic z tym zrobić…cieszy mnie tylko kiedy się okazuje, że następna robota jest gdzieś na miejscu, ale zdarza się to naprawdę bardzo rzadko.
Wydaje mi się, że zrobię wszystko by jego dzieciństwo mimo tego, było jak najbardziej udane i szczęśliwe. Staram się dawać w te 2 dni tygodniu tyle z siebie, by Michał jak najmniej odczuwał brak taty w ciągu pozostałych pięciu dni.

Moje dzieciństwo było niezbyt udane. Gdybym mógł i miał wtedy na to jakiś wpływ to bym je zmienił. Wydaje mi się, że właśnie przez to, jakie relacje łaczą mnie z rodzicami, nie zawsze postępowałem słusznie. Nie chciałbym, żeby mój syn popełnił w życiu takie błędy jakie ja popełniłem i staram się, żeby Michał mógł kiedyś powiedzieć, że “DAŁEM RADĘ”.
Często jest tak, że syn chce być taki jak jego ojciec i właśnie na tym najbardziej mi zależy. Chcę by w przyszłości mówił, że “tata jest super i chcę być taki jak on”. Zrobię wszystko, żebym kiedyś był dla Niego przyjacielem, żebyśmy mogli rozmawiać na każdy temat. Chcę po prostu, by wiedział, że w każdej sytuacji, nie zawsze przyjemnej, może na mnie liczyć, i że zawsze będę starał się mu pomóc na tyle, na ile będę mógł i potrafił.  Wiadomo – życie nie składa się tylko z dobrych momentów, są też chwile trudne i ciężkie – zwłaszcza podczas dorastania. Ja często w trudnych dla mnie chwilach, jako dorastający chłopiec i później już nastolatek, zostawałem z problemami sam. Tłumiłem wszystko w sobie, nie mówiłem o swoich problemach i przez to wkroczyłem na złą drogę.

Dziś już mam ten okres życia za sobą. Pomagała mi Karolina przez wiele lat, z różnymi rezultatami – było raz lepiej raz gorzej. Dopiero obecność MICHAŁKA postawiła mnie definitywnie i raz na zawsze na nogi. To właśnie dziecko sprawiło, że zebrałem się w sobie i grubą kreską odciąłem się od przeszłości. Dziś jestem szczęśliwym człowiekiem. Z radością będę też obchodził dzień OJCA, który wypada na szczęście w tym roku w weekend. Będzie to mój PIERWSZY dzień ojca razem z synkiem, (mimo, że powinien być już trzeci) więc jestem z tego powodu potrójnie ZADOWOLONY.
Na pewno zapewnię synkowi dużo atrakcji, a on odpłaci mi się uśmiechem od ucha do ucha, który jest dla mnie cenniejszy niż cokolwiek innego na świecie.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Bez kitu… Ja też się poryczałam!!!! Na prawdę są na tym świecie jeszcze tacy mężczyźni, dla których ojcostwo jest tak ważne i którzy tak pięknie o tym piszą i nie wstydzą się tego?! Pogratulować małżonce i synkowi! Jestem pod wrażeniem;)))

  2. Ja również dołączał do grona szlochających.. :)
    Gratuluję Bartku odwagi podzielenia się z nami swoimi emocjami, odczuciami i przemyśleniami! :)
    Myślę, że zarówno Twój syn jak i partnerka są szczęściarzami, bo mają tak wspaniałego Tatusia :)

    Z okazji nadchodzącego Dnia Ojca życzę Ci samych radości w życiu, pociechy z syna, siły i wytrwałości w tej niemocy bycia “codziennym Tatusiem” oraz spełnienia marzeń, na początek tego, abyś mógł pracować bliżej domu i wracać każdego dnia do swej rodziny!! ;)
    Powodzenia!

    I jeszcze pozwolę sobie podziękować Ci za to, że tak dzielnie reprezentujesz tutaj płeć męską! :)

    WSZYSTKIEGO DOBREGO!

  3. Najpierw ciarki przeszły po plechach, a potem moje oczy zamieniły się w jeziora i popłynęły strumienie łez:)
    Tak trzymaj Tatusiu!
    Ojcem każdy może zostać (no prawie każdy), ale na bycie Tatą trzeba sobie zapracować!:) Tobie to wychodzi super!

  4. Witam wszystkie czytelniczki mojego wpisu i cieszę się ,że wpis się podoba.
    Dziekuję również za mile słowa – staram się być ojcem na 200% i zamierzam to robić zawsze!
    Uważam ,że każdy ojciec powinien ,bo dziecko tego potrzebuje i kiedyś wpłynie to na jego rozwój a okazywanie naszych uczuć (bo my mężczyźni też takie posiadamy! :-) ) nie jest czymś złym, (choć pewnie wielu tak uważa) a wydaje mi się ,że wręcz przeciwnie.
    POZDRAWIAM wszystkie wzruszone mamy ;-)

    1. Musi mi Pan zwrócić koszt za zużycie 10 opakowań chusteczek higienicznych;p
      A tak na prawdę to gratuluję!:)

    2. Okazywanie uczuć przez mężczyznę jest czymś wspaniałym, bo oni nie płaczą na telenowelach – oni płaczą w wyjątkowych chwilach. Widać to choćby w Twoim wpisie – bo przecież bycie tatą może wzruszać tak samo jak bycie mama i to jest cudowne!:)

  5. Bartku, wpis piękny. Jak i postawa jaką prezentujesz. Jesteś częścią fantastycznej rodziny i syn będzie z Ciebie dumny. Będzie mówił, że ma super tatę. Gwarantuję!

  6. Piękne… Aż popłakalam się jak bóbr! Trzeba nam takich właśnie ojców! Cieszę się, że też mam takiego męża i ojca swojego dziecka! Gratuluję Panu!

  7. cudowny, pełen emocji i uczuć tekst, co w wykonaniu mężczyzny jest często zaskakujące :) przynajmniej wg stereotypów, ale cieszę sie ze są mężczyźni którzy tak jak Ty Bartku przełamuja te stereotypy i dbają o dobre relacje z dziećmi, wzruszyłam sie niesamowicie i popłakałam, życzę Ci samych cudownych chwil spedzonych z synkiem :)

  8. Pięknie! I to jest wpis mężczyzny?! Wspaniały tekst, przeczytałam jednym tchem! Życzę jak najwięcej wolnych dni od pracy a spędzonych razem z Michałkiem! Pozdrawiam! :)

  9. I ja się popłakałam…. nie sądziłam ,że masz aż tak duże zdolności do pisania :p i ,że aż tak ładnie obierzesz w słowa to co czujesz… lepiej sama bym tego nie napisała! :)
    jestem z Ciebie dumna !!!! Cieszę się ,że jesteś takim wspaniałym tatą :*

  10. Super, oby więcej takich mężczyzn:-)

  11. Też jestem zdania, że bycie tatą to życiowa rola, tak samo, jak bycie mamą. A jeśli chodzi o czas spędzany z dzieckiem: to nie liczy się ilość, ale jakość. Synek jest dla ciebie najważniejszy na świecie i jestem pewna, że mały to czuje! Życzę Wam, aby Wasza relacja zawsze była tak fantastyczna jak teraz!

  12. I mi łezka poleciała. Na pewno Bartku DASZ RADĘ! Można to “wywróżyć” z Twojego wpisu! Pięknie napisane, chociaż nie wiem co bym zrobiła na miejscu Karoliny, gdyby mój maż tak ważna informację jak ciąża ukrywał przede mną tydzień czasu :) Mam nadzieję, że będziecie mogli spędzać więcej czasu ze sobą, mimo że jest tak jak Aleksandra pisze- nie liczy się ilość, ale jakość. Mój tata też był “weekendowy” i pamiętam że nie mogłam się doczekać soboty, kiedy przyjeżdżał bo wiedziałam że te 2 dni są tylko nasze!

  13. Znowu się wzruszylam, wspaniale, że mężczyzna potrafi się tak otworzyć i opowiedzieć o swoich uczuciach i ojcostwie. Brawo!

  14. Myślę, że do roli ojca tak samo jak do roli mamy trzeba dorosnąć. Nam kobietą jest łatwiej ponieważ nosimy maleństwo pod sercem przez 9 miesięcy, czując jego ruchy i widząc go na USG. Tatusiowi tego nie doświadczają przynajmniej nie w ten sposób, widzą tylko nasze powiększające się brzuchy. Dlatego zachęcam mojego męża aby jak najczęściej rozmawiał z maluszkiem i go podsłuchiwał. Dziś po raz pierwszy dostał od małego w ucho które miał przyłożone do brzucha :) sprawiło nam to dużo radości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku