Książka, po której nic nie będzie takie samo


Właściwie nie wiem, na co liczyłam, wypożyczając tę książkę. Na jakieś pikantne sekrety? Na krew w żyłach mrożące tajemnice? Na ciekawostki ze świata, który jest mi całkowicie obcy? Pewnie na wszystko po trochu. Ale na to, co mnie spotkało, nie byłam ani trochę przygotowana.

Zaczęło się w małej wiosce w Indiach, co samo w sobie trochę mnie zaskoczyło, bo książka jest napisana w pierwszej osobie, a autorka jest ponoć Polką. Ponoć, bo pisze pod arabskim pseudonimem. Ale to nieważne.

No więc zaczęło się w małej wiosce w Indiach. Bieda, głód i obyczaje całkowicie obce naszym. Kobieta nie ma nic do powiedzenia do tego stopnia, że jej córkę wydał za mąż jakiś wujek. Bez wiedzy i zgody matki! I nie dało się tego odkręcić. Dziewczynka też nie miała nic do powiedzenia. Chyba nawet nie do końca wiedziała, co się dzieje i po co ten cały cyrk. Miała dwanaście lat. Dwa lata później została matką. Ale to i tak nic.

W Indiach nie ma pracy. Po prostu nie ma. Kobiety, żeby utrzymać rodzinę, wyjeżdżają do pracy do Kuwejtu. Pół biedy jak są dorosłe. Jakoś przetrwałam opis rozpaczy pięciolatki, która musiała pożegnać się z mamą na kilka lat. Jakoś, bo łatwo nie było. Ale gdy ta sama pięciolatka pięć lat później została wysłana z domu do Kuwejtu na służbę, coś we mnie pękło. Dziesięć lat! Niewiele więcej niż Duśka! Małe, żałosne dziesięć lat. Do pracy! Do obcego kraju, bez języka, bez znajomych twarzy, bez pieniędzy, bez… no bez niczego w sumie. Przecież to jeszcze dziecko!

Powiem wam, że serce mnie bolało, jak to czytałam. W głowie rodził się bunt, że przecież to niemożliwe, że tak się nie robi, że nieprawda, wymyślone! Niestety nie. Byłam bliska odłożenia tej książki gdzieś na półkę, byle dalej ode mnie. Ale to nie takie proste. Tak naprawdę nie mogłam się od niej oderwać.

Arabskie obyczaje są skrajnie różne od naszych. Przekaz, jaki do nas dociera na ich temat, też mocno różni się od tego, co można przeczytać w książce. Dość powiedzieć, że w kraju, w którym za cudzołóstwo kobiety karze się śmiercią, bogobojne muzułmanki prowadzą bogate życie erotyczne. Tak, te fragmenty były nawet ciekawe. Podobnie jak opis obyczajów panujących w kuwejckich pałacach. Ale już to, co działo się na pustyni i pod nią, mroziło krew w żyłach. Pod nią znaczy dokładnie pod nią, piachy pustyni skrywają wiele tajemnic, o których się nie mówi.

Hinduskie małżeństwa są kojarzone przez rodziny. Nawet jeśli państwo młodzi uczciwie sobie powiedzą, że się nie kochają i mają inne plany, to to i tak nie ma znaczenia. Podporządkowanie się obyczajom i rodzinie jest bardzo głęboko zakorzenione w świadomości mieszkańców Indii. I właśnie dlatego nasza bohaterka wychodzi za mąż za człowieka, który jest jej kompletnie obojętny. Mało tego. Którego nawet nie zna! Chociaż i tak trzeba jej przyznać, że wykazuje przy tym sporą odwagę, bo poślubia nie tego, którego wybrała jej rodzina. Za to potem musi być mu posłuszna, utrzymywać go i oddawać mu wszystkie zarobione pieniądze. Musi także oczywiście z nim współżyć, czy jej się to podoba, czy nie.

Wojnę w Iraku i Kuwejcie nawet pamiętam. Telewizja i gazety sporo na ten temat trąbiły. Internetu jeszcze nie było, a jeśli był, to niedostępny przeciętnym zjadaczom chleba, więc może i faktycznie nie wiedziałam za dużo. Ale wystarczyła ta jedna mała książeczka, żebym zaczęła widzieć prawdziwą tragedię dotkniętych nią ludzi. Masakra nad masakrami. Koszmar. Dramat. Tragedia. Nie, nie znam odpowiedniego słowa.

Kiedy kobieta wyjeżdża z Indii do pracy w Kuwejcie, nigdy nie wie, gdzie trafi. Może do domu dobrych i uczciwych ludzi, a może do kogoś, kto ją zamknie w komórce bez okien i będzie noc w noc gwałcił. Jest ryzyko, są pieniądze. Albo ich nie ma. A jak nie ma pieniędzy, to rodzina w Indiach głoduje. Czasem staje się bezdomna. I to nie są bajki wyssane z palca.

I jak się po tym wszystkim trafia na taki cytat:

to w pierwszym odruchu człowiek myśli, że przecież to prawda, mamy powody do narzekania. Ale zaraz po tym przychodzi refleksja. Może i żyjemy w trudnych czasach, może i sytuacja polityczna nie jest najciekawsza, może jest trudno związać koniec z końcem. Ale póki co, nie musimy wysyłać małych dzieci do pracy tysiące kilometrów dalej. Nie musimy ich sprzedawać pośrednikom bez gwarancji, że kiedykolwiek wrócą do domu. Nie traktujemy garstki ryżu w kategoriach luksusu. I nie jesteśmy niczyimi niewolnikami.

Przeczytajcie jeszcze przed świętami. Inaczej popatrzycie na otaczający was świat i na cały ten marketingowy bełkot dokoła. Laila Shukri „Byłam służącą w arabskich pałacach”.  

 

P.S. Kiedy pokazałam ten tekst moim redakcyjnym koleżankom, Fizinka w rewanżu pokazała nam to. Zaskoczone byłyśmy wszystkie jednakowo. Ale to tylko dowodzi prawdziwości mojej teorii. Po tej książce nic nie jest takie samo.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

G*wno, to g*wno, co za różnica?


  • Co pan?
  • A sram, jak pani pies! – kojarzycie ten nieśmiertelny dialog z kultowego “Dnia Świra”???

Jeśli tak, domyślacie się już chyba, co nie po raz pierwszy wyprowadziło mnie z równowagi…

Nie do pomyślenia. Cywilizowany kraj, XXI wiek a mentalność rodem z zabitej dechami peerelowskiej wsi… Niezależnie od pory roku i dnia, kochani właściciele wyprowadzają swoje równie kochane małe psy na trawnik pod oknami bloków. To porażające, gdy leniwy właściciel oparty o klatkę schodową, albo pali papierosa relaksując się na świeżym powietrzu, albo zwyczajnie otwiera kundlowi drzwi i znika w czeluściach klatki schodowej.

A co dalej? Łatwo się domyślić – pieseczek szcza i sra pod oknem, na zielonej trawce. Dobry Boże, ja też mam psa, ale zawsze, choćby nie wiem co, zabieram go na drugą stronę, do lasu albo na łąki (40m od osiedla!) tam pies załatwia swoje potrzeby. Nie na trawniku, nie na chodnikach. Dzięki temu nikt w gówna po moim psie się nie pakuje, a ja nie dokładam kupki smrodu, której być nie powinno.

Ale… lenistwo wygrywa z dobrym wychowaniem i zasadami współżycia społecznego. Jeśli wydaje się wam, że szanowny właściciel schyla się po gówno swojego pupilka, by je uprzątnąć, jesteście w błędzie. Ja sprzątałam ze dwa, czy trzy razy odchody plus wymiociny, i szybko nauczyłam psa higieny poza trawnikami. Poza tym są woreczki na psie odchody i nie kosztują one majątku! Nawet sikać pod blokiem nie pozwalam, wystarczy mi, że inne psy nagminnie obszczywają ławki i śmietniki, co wybitnie czuć latem, gdy opary unoszą się w powietrzu.

Co ciekawe, zauważyłam, że właściciele większych psów są o niebo bardziej zdyscyplinowani. Zwierzak na smyczy jest  wyprowadzany poza osiedle, tam załatwia swoje potrzeby. Właściciele małych psów tego zdają się w większości nie zauważać. Szkoda dupy ruszyć dalej, to wypuszczają psy na trawnik pod oknem i dawaj, poranna toaleta.

A ja mam takie pytanie do “swobodnych” posiadaczy Yorków i im podobnych – czy gówno małego psa śmierdzi mniej, niż gówno dużego wyprowadzanego gdzieś dalej??? A może inaczej ląduje w nim stopa małego dziecka, które nieopatrznie wejdzie na zielony trawniczek czy pobliski chodniczek? A może rower, który nie wyminął tej mini bomby biologicznej, zostawia mniej syfiasty ślad po małym gównie małego psa? Nie, nie musicie odpowiadać, wystarczy, żebyście pomyśleli.

P.S. Przy okazji dedykuję tę kultową scenę z Dnia Świra wszystkim leniwym właścicielom kundli i rasowców, które srają i sikają nagminnie pod oknami bloków na moim osiedlu.Może znajdzie się ktoś odważny i też wam nasra na trawnik. Gówno, to gówno, co za różnica? :)

https://www.youtube.com/watch?v=WUgI6XPK22A

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. milena Kaminska

    Ja niejednokrotnie miałam ochotę pozostawić odchody sąsiadowi pod bramą. Mieszkam w domku jednorodzinnym, wokół mnie domki.jednorodzinne a psy wypuszczane a nawet wyprowadzane. Niejednokrotnie przed bramą było brzydko mówiąc nasrane. Dzwonienie do gminy mało daje. Złapali jednego psa który był wielki i agresywny przeskakiwal przez siatkę strach było dzieci na podwórko puścić. Problem też z kotami, których osobiście nie lubie, ale gdy przebieglby mi raz na jakiś czas jeden kotek byłabym wstanie to znieść. No ale sąsiad dobra dusza postanowił dokarmiac kotki z całej wsi i czasami w ogrodku gdzie rosły zdrowe warzywka dla moich dzieci wylegiwalo się ok 10 kotów, moja wycieraczka przed domek to wychodek no i oczywiście piaskownica przeznaczona tylko i wyłącznie dla moich dzieci. A najlepsze gdy wieczorkiem leżąc na kanapie siedzi na tarasie kilka kotow i świeci swoimi.oczetami patrząc na mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Faceci z pewnymi cechami się rodzą. Takie geny…


Od przeszło 6 lat jestem mamą chłopca.  Fajnego chłopca – (z reguły) grzecznego, mądrego i całkiem ładnego. Od początku jestem w nim zakochana i cieszę się każdym spędzonym z nim dniem, ale muszę przyznać, że im jest starszy tym częściej mnie irytuje i doprowadza do szału, coraz bardziej przypominając mi typowego – dorosłego faceta.

Serio, są takie dni, takie momenty, kiedy patrzę na tego młodego człowieka i myślę sobie, że faceci z pewnymi cechami po prostu się rodzą. Dostają je w pakiecie, wraz z innymi męskimi genami. Prędzej czy później one się ujawniają, pozbawiając tym samym matkę złudzeń, że jej potomek będzie (nieco) inny.

I tu nie chodzi o to, że chłopcy są źle wychowywani, że czegoś im nie wpojono za młodu, że matka i teściowa (bo zwykle na nie zwala się całą winę) dały ciała i nie nauczyły swoich synów  tego i owego. Choć  w jakimś stopniu, w niektórych przypadkach zapewne tak właśnie jest. Ale z autopsji wiem, że można temu synusiowi mówić, wbijać do głowy, powtarzać codziennie, a to jak grochem o ścianę. Jednym uchem wleci, drugim wyleci i masz babo pozamiatane.

Weźmy na przykład kwestię sprzątania.

Każdego dnia powtarzam swojemu dziecku, że trzeba po sobie sprzątać. Że jak się coś weźmie z jednego miejsca, to później w to samo miejsce należy to coś odłożyć. Że jak się nakruszy pieczywem, albo rozleje mleko, wypadałoby te okruchy pozamiatać, a rozlane mleko wytrzeć.  

Każdego dnia powtarzam też, że po skończonej zabawie, wszystkie powyciągane auta, misie i inne klocki, trzeba posprzątać. Że po skończonym posiłku, należy wynieść swój talerz do kuchni i włożyć do zmywarki – bo ona sama się nie napełnia! Że szczotka obok klopa nie stoi na ozdobę i spłuczka również na stanowi elementu dekoracji.

Te i wiele innych zdań wymawiam w ciągu tygodnia miliony razy, a one wciąż odbijają się echem, nie przynosząc pożądanych – trwałych efektów. Bo ja nie twierdzę, że mój mały chłopczyk nigdy nic w domu nie robi, wręcz przeciwnie  – nie ma innego wyjścia ;-) Ale ile ja się przy tym nagadam, a on nasapie i „najezusuje” to moje.

Druga kwestia, w pewnym sensie łączy się ze sprzątaniem, bo dotyczy ubierania się i rozbierania.

Generalnie wśród chłopców panuje zasada – rzucę gdzie popadnie, ewentualnie – gdzie stoję tam rzucę. A później matka w różnych zakątkach swojego domu znajduje to skarpetki, a to czapkę, a to jeszcze co innego… Po wieczornej kąpieli, brudna odzież najczęściej ląduje na podłodze obok prysznica, zamiast w koszu na pranie, a piżama zwykle leży  rozwalona NA łóżku, a nie W nim, schowana razem z pościelą.

No i jest jeszcze temat cudownego wieszaka w postaci krzesła, choć wiem, że u starszych przedstawicieli męskiego gatunku tę funkcję lubi pełnić też jakiś przyrząd do ćwiczeń, typu bieżnia. W każdym razie, faceci (niezależnie od wieku) lubią wyszukiwać sobie swoje indywidualne miejsca do rozwieszania garderoby (w skrajnych przypadkach jest to podłoga). Bo przecież składanie i odkładanie do szuflady czy na półkę w szafie zajmuje zdecydowanie więcej cennego dla nich czasu.  

Trzecia kwestia dotyczy widzenia, albo raczej NIEwidzenia – jak palcem nie pokażesz to nie zobaczy!

Przyznajcie mamuśki, ile razy zdarzyło wam się usłyszeć pytanie „Gdzie są moje rzeczy?”, albo „Kto zjadł mój kawałek kotleta, czy ciasta, które wsadziłem do lodówki?!”, a wystarczyło, że ty tylko rzuciłaś okiem i już mogłaś wskazać zgubę, hę?! ;-)

To samo jest ze sprzątaniem (znowu! :P ) – jak nie powiesz, palcem nie pokażesz, albo jak się nie potknie o bałagan, to sam nie zauważy, że trzeba by było ogarnąć przestrzeń wokół siebie. No więc po raz kolejny wskazujesz, informujesz i wysłuchujesz „O Jezuu..” , „Zaraz”, albo „Nie chce mi się” – jakby tobie się chciało tak ciągle gadać, w kółko to samo powtarzać i robić wszystko za wszystkich!

Więc jakby na to nie patrzeć, wniosek nasuwa się sam – faceci z pewnymi cechami po prostu się rodzą! I one są tak silnie w nich zakorzenione, że ciężko jest je wyplewić. A nam nie pozostaje chyba nic innego, jak dalej robić swoje i się z tym pogodzić (w pewnym stopniu)? Wierząc przy tym, że jednak COŚ z tego naszego marudzenia, zapamiętają i kiedyś to zaowocuje. A nasza przyszła synowa nie będzie nas gromić spojrzeniami z piorunami przy każdym spotkaniu, że nie wychowałyśmy dobrze jej męża ;-)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Też mam wspaniałego kochanego synka, ale to facet więc te geny ma ;) nagadam się więc nie raz

    1. A pomyśleć ile lat jeszcze przed nami.. 😅

    2. Tym bardziej że z wiekiem to sie nasila, patrząc na te starsze osobniki ;)

  2. Nie załamuj mnie, mój ma dopiero rok, strach pomyśleć co będzie dalej

    1. Dalej będzie coraz trudniej… 😉😛😅😀
      Oszczędzaj cierpliwość! 😉😁

    2. Do cierpliwych osób niestety nie należę 😂

  3. Ja w sumie mam trzech chłopaków. Jeden duży i dwa klony tego dużego duży i ten jeden mały to jak grochem….natomiast jeden syn jest inny. Pozamiata jak nabrudzi, odstawi talerz po obiedzie, posprząta po zabawie. I wystarczy powiedzieć raz i ustalić co robić i gra. Zastanawiam się więc czyje on ma geny dodam, że ma dopiero 6 lat

    1. No to dbaj o tego “rodzynka”! 😉😁😅

  4. Ej no mój mąż to nie zawsze ale sprząta , z ubraniami się zgadza , ale chłopaki obaj to raczej wszystko sprzątają bez przypominania . Ale z tym , że czegoś nie widzi bo na nosie nie leży to wszyscy trzej tak mają

    1. Mój też sprząta, ale jemu się nie spieszy, a ja lubię mieć na bieżąco wysprzątane ;) :P

  5. Skąd ja to znam? Jakby ze mnie pisane. Wciąż gadam i gadam. Chociaż mąż wszystko sprząta i bardzo mi pomaga. Starszy synek prawie 6l i jest tak, jak napisano. Młodszy – to jeszcze się okaże, bo dopiero 2 latka ma.

    1. Ja jestem ciekawa drugiego syna, ale zanim wyjdzie szydło z worka to jeszcze minie sporo czasu…. bo najpierw musi przyjść na świat (w lutym :D ) :P 😂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Jak nauczyć dzieci szacunku do zwierząt?


Według przekazywanej od pokoleń tradycji, w noc wigilijną zwierzęta mówią ludzkim głosem. Pamiętam, że jako dziecko długo wierzyłam, że tak naprawdę się dzieje. A dziś pomyślałam, że okres przedświąteczny to dobry czas na poruszenie tematu zwierząt.

I nie mam zamiaru, przekonywać Was, że piesek jest dobrym pomysłem na prezent pod choinkę. Broń Panie Boże przed takimi nieprzemyślanymi i spontanicznymi upominkami! Chodzi mi o refleksję nad szacunkiem do zwierząt i nad obowiązkiem rodziców, by przekazać tę wartość dzieciom.

Niestety w mediach często pokazane są drastyczne sytuacje i przejmujące historie, jak człowiek potrafi unieszczęśliwić, czy dręczyć zwierzęta. Mam też wrażenie, że w naszym społeczeństwie panuje znieczulica na ich los. A czy wpajamy dzieciom od maleńkości, jak je traktować?

Dziecko musi wiedzieć, że zwierzę to nie jest rzecz. Tak jak człowiek odczuwa – chłód, głód, ból i cierpienie. Nie można go szarpać, ciągnąć za ogon, krzywdzić i należy o nie dbać, troszczyć się, a gdy jest powód – współczuć.

Jako rodzice powinniśmy pielęgnować i rozwijać naturalną miłość dziecka do zwierzaków, wszak wszystkie dzieci je kochają. Pierwszymi słowami maluszków, zaraz po „mama” i „tata”, są zazwyczaj dźwiękonaśladowcze: hau, miau, ko-ko, muuuu… Dzieci nie mają natomiast wrodzonego szacunku do zwierząt, więc tej umiejętności my musimy ich nauczyć. Przychodzi więc czas na rozmowy i wyjaśnianie otaczającego świata – tłumaczenie, że ciągnięcie za ogon kota zaboli, drażnienie psa machając mu kością przed psim pyskiem, jest złośliwym, ale i niebezpiecznym postępowaniem, że chomik schował się do domku, bo potrzebuje samotności, a warczenie psa oznacza, że jest niezadowolony, gdy zabiera mu się miskę. Nie tylko objaśniajmy, że zwierzęta tak jak ludzie, muszą regularnie jeść i pić, ale i pokazujmy np. dokarmiając zimą ptaki i wystawiając miskę z wodą dla bezdomnych czy dzikich zwierząt latem. Zwracajmy uwagę na przyrodę podczas spacerów – latające motyle, pełzające ślimaki po deszczu, rechot żab. Zbudujmy wspólnie budkę dla jeża, karmnik dla ptaków czy domek dla owadów. Na pewno zarazicie dziecko chęcią pomagania zwierzętom, jeśli sami będziecie wolontariuszami w schronisku.

Natomiast nigdy nie lekceważmy złego traktowania zwierząt, nawet jeśli wiemy, że jest to zachowanie nieświadome. Brak naszej reakcji przyniesie tylko negatywne skutki. I mam tu na myśli także zachowania względem tych najmniejszych – zabraniajmy deptania mrówek i  obrywania skrzydeł owadom.

Nie izolujmy dzieci od zwierząt, bo mogą w przyszłości nie wiedzieć, jak się przy nich zachować. To z kolei może doprowadzić do niebezpiecznych sytuacji, a w konsekwencji do zrażenia się do zwierząt, a nie o to nam przecież chodzi.

Fajnym sposobem na pokazywanie dzieciom świata fauny jest wspólne oglądanie filmów przyrodniczych, czy czytanie książek, z których twoje dziecko dowie się też, czemu warto adoptować psa ze schroniska albo dlaczego zwierzę nie powinno być tresowane w cyrku.  Tak spędzony czas połączony z mądrą rozmową z dzieckiem, uwrażliwi je na krzywdę zwierząt.
A teraz trochę prywaty – w moim rodzinnym w domu zawsze były zwierzęta, które się kochało.  Mam wrażenie, że w tamtych czasach nie było głośnych akcji o prawach zwierząt, ale mimo tego, nie trzymaliśmy psa na łańcuchu, tylko był on członkiem naszej rodziny, a nasze koty miały jak u Pana Boga za piecem.

W pierwszych chwilach swojego dorosłego życia, gdy zamieszkałam we własnym mieszkaniu, przyszło mi do głowy, żeby nie pakować się w dodatkowe obowiązki i nie mieć żadnego czworonoga. Bo zwierzę to nie tylko mięciutkie futerko, to duży obowiązek, większy bałagan w domu i spore wydatki. Myśl o wygodzie trwała krótko i szybko została wyparta chęcią adopcji kota. Najpierw pierwszej, a potem kolejnej. Tak więc i moje dziecko od swoich pierwszych dni żyło w domu, gdzie są i gdzie kocha się zwierzęta. Wszystkim, którzy kiedyś podjęli decyzję o posiadaniu pupili, będzie łatwiej we wpojeniu dzieciom szacunku do zwierząt. Będzie to dla niego coś zupełnie naturalnego, gdy na co dzień będzie obserwowało nasz dobry stosunek do braci mniejszych.

Na zakończenie filmik, który w magiczny sposób łączy dzisiejszy temat ze zbliżającymi się świętami ;)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U nas w domu są dwa psiaki, fakt – jest więcej sprzątania ale ile dodatkowej radości dla nas wszystkich

  2. Dzieci wychowane ze zwierzątami są mniej podatne na choroby mają więcej empatii. My mamy dwa psy, dużo spacerujemy. Dziecko wie ze pies to obowiązki nie tylko przyjemności i to na lata. Edukacja w tym temacie bardzo ważna to istota żywa nie zabawka warto o tym pomyśleć zanim się zdecydujemy.

  3. Tu córka z naszą suczka Nana tez adoptowana zresztą;)

  4. U nas jest tak, ze bez siebie dlugo nie wytrzymają. Dzien musi zaczac sie przytulaniem swojej małej panci i obudzeniem jej do przedszkola :) zresztą na moim instagramie też często widać tych dwoje :)

  5. U nas dwa koty, zdecydowanie jestem za “wychowywaniem” dzieci ze zwierzętami; głupio brzmi ale wiecie o co chodzi :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku