Emocje 15 grudnia 2017

Książka, po której nic nie będzie takie samo

Właściwie nie wiem, na co liczyłam, wypożyczając tę książkę. Na jakieś pikantne sekrety? Na krew w żyłach mrożące tajemnice? Na ciekawostki ze świata, który jest mi całkowicie obcy? Pewnie na wszystko po trochu. Ale na to, co mnie spotkało, nie byłam ani trochę przygotowana.

Zaczęło się w małej wiosce w Indiach, co samo w sobie trochę mnie zaskoczyło, bo książka jest napisana w pierwszej osobie, a autorka jest ponoć Polką. Ponoć, bo pisze pod arabskim pseudonimem. Ale to nieważne.

No więc zaczęło się w małej wiosce w Indiach. Bieda, głód i obyczaje całkowicie obce naszym. Kobieta nie ma nic do powiedzenia do tego stopnia, że jej córkę wydał za mąż jakiś wujek. Bez wiedzy i zgody matki! I nie dało się tego odkręcić. Dziewczynka też nie miała nic do powiedzenia. Chyba nawet nie do końca wiedziała, co się dzieje i po co ten cały cyrk. Miała dwanaście lat. Dwa lata później została matką. Ale to i tak nic.

W Indiach nie ma pracy. Po prostu nie ma. Kobiety, żeby utrzymać rodzinę, wyjeżdżają do pracy do Kuwejtu. Pół biedy jak są dorosłe. Jakoś przetrwałam opis rozpaczy pięciolatki, która musiała pożegnać się z mamą na kilka lat. Jakoś, bo łatwo nie było. Ale gdy ta sama pięciolatka pięć lat później została wysłana z domu do Kuwejtu na służbę, coś we mnie pękło. Dziesięć lat! Niewiele więcej niż Duśka! Małe, żałosne dziesięć lat. Do pracy! Do obcego kraju, bez języka, bez znajomych twarzy, bez pieniędzy, bez… no bez niczego w sumie. Przecież to jeszcze dziecko!

Powiem wam, że serce mnie bolało, jak to czytałam. W głowie rodził się bunt, że przecież to niemożliwe, że tak się nie robi, że nieprawda, wymyślone! Niestety nie. Byłam bliska odłożenia tej książki gdzieś na półkę, byle dalej ode mnie. Ale to nie takie proste. Tak naprawdę nie mogłam się od niej oderwać.

Arabskie obyczaje są skrajnie różne od naszych. Przekaz, jaki do nas dociera na ich temat, też mocno różni się od tego, co można przeczytać w książce. Dość powiedzieć, że w kraju, w którym za cudzołóstwo kobiety karze się śmiercią, bogobojne muzułmanki prowadzą bogate życie erotyczne. Tak, te fragmenty były nawet ciekawe. Podobnie jak opis obyczajów panujących w kuwejckich pałacach. Ale już to, co działo się na pustyni i pod nią, mroziło krew w żyłach. Pod nią znaczy dokładnie pod nią, piachy pustyni skrywają wiele tajemnic, o których się nie mówi.

Hinduskie małżeństwa są kojarzone przez rodziny. Nawet jeśli państwo młodzi uczciwie sobie powiedzą, że się nie kochają i mają inne plany, to to i tak nie ma znaczenia. Podporządkowanie się obyczajom i rodzinie jest bardzo głęboko zakorzenione w świadomości mieszkańców Indii. I właśnie dlatego nasza bohaterka wychodzi za mąż za człowieka, który jest jej kompletnie obojętny. Mało tego. Którego nawet nie zna! Chociaż i tak trzeba jej przyznać, że wykazuje przy tym sporą odwagę, bo poślubia nie tego, którego wybrała jej rodzina. Za to potem musi być mu posłuszna, utrzymywać go i oddawać mu wszystkie zarobione pieniądze. Musi także oczywiście z nim współżyć, czy jej się to podoba, czy nie.

Wojnę w Iraku i Kuwejcie nawet pamiętam. Telewizja i gazety sporo na ten temat trąbiły. Internetu jeszcze nie było, a jeśli był, to niedostępny przeciętnym zjadaczom chleba, więc może i faktycznie nie wiedziałam za dużo. Ale wystarczyła ta jedna mała książeczka, żebym zaczęła widzieć prawdziwą tragedię dotkniętych nią ludzi. Masakra nad masakrami. Koszmar. Dramat. Tragedia. Nie, nie znam odpowiedniego słowa.

Kiedy kobieta wyjeżdża z Indii do pracy w Kuwejcie, nigdy nie wie, gdzie trafi. Może do domu dobrych i uczciwych ludzi, a może do kogoś, kto ją zamknie w komórce bez okien i będzie noc w noc gwałcił. Jest ryzyko, są pieniądze. Albo ich nie ma. A jak nie ma pieniędzy, to rodzina w Indiach głoduje. Czasem staje się bezdomna. I to nie są bajki wyssane z palca.

I jak się po tym wszystkim trafia na taki cytat:

to w pierwszym odruchu człowiek myśli, że przecież to prawda, mamy powody do narzekania. Ale zaraz po tym przychodzi refleksja. Może i żyjemy w trudnych czasach, może i sytuacja polityczna nie jest najciekawsza, może jest trudno związać koniec z końcem. Ale póki co, nie musimy wysyłać małych dzieci do pracy tysiące kilometrów dalej. Nie musimy ich sprzedawać pośrednikom bez gwarancji, że kiedykolwiek wrócą do domu. Nie traktujemy garstki ryżu w kategoriach luksusu. I nie jesteśmy niczyimi niewolnikami.

Przeczytajcie jeszcze przed świętami. Inaczej popatrzycie na otaczający was świat i na cały ten marketingowy bełkot dokoła. Laila Shukri „Byłam służącą w arabskich pałacach”.  

 

P.S. Kiedy pokazałam ten tekst moim redakcyjnym koleżankom, Fizinka w rewanżu pokazała nam to. Zaskoczone byłyśmy wszystkie jednakowo. Ale to tylko dowodzi prawdziwości mojej teorii. Po tej książce nic nie jest takie samo.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Targi 15 grudnia 2017

Targi Mamaville vol. 13 Xmas Edition Warszawa

Święta są co roku dokładnie w tym samym czasie. I co roku zaskakują! Wiele osób z konieczności lub roztargnienia odkłada zakupy prezentów świątecznych na ostatnią chwilę. I właśnie naprzeciw spóźnialskim i zapominalskim wychodzą organizatorzy XIII edycji Targów Mamaville Xmas Edition.

Mamaville to marka sama w sobie i każdy, kto był na ich Targach choć raz, na pewno wróci po więcej. Ja też wrócę, jeśli nie po gadżety dla Duśki, bo robi się za duża, to dla innych dzieci, których w rodzinie nie brakuje. Bo na Targach Mamaville można znaleźć wszystko: ubranka, akcesoria, zabawki, pościel, łóżeczka, wózki, kocyki, otulacze i… właściwie sama nie wiem, co jeszcze. Spokojnie zrobicie zakupy dla dzieci do rozmiaru 122. Lista wystawców jest bardzo długa.

Z okazji zbliżających się świąt na Targach Mamaville vol. 13 Xmas Edition nie zabraknie okazji do zakupu prezentów dla najmłodszych, zrobienia okolicznościowej fotki oraz przyjemnego spędzenia czasu. Dzieci nie będą się nudzić, mogą przyjemnie spędzić czas na specjalnie dla nich przygotowanych zajęciach. Jeśli nie, to po prostu mogą się dobrze bawić w przygotowanej specjalnie dla nich strefie rozrywkowej. Dorośli mogą wziąć udział w warsztatach na tematy bliskie rodzicom. Tym razem będzie o karmieniu piersią, chustowaniu, nocnych pobudkach, oraz o uprawnieniach pracowniczych dla mam i prowadzeniu działalności gospodarczej na macierzyńskim.

Jak zawsze w strefie kulinarnej każdy będzie mógł smacznie zjeść. Nie brak jedzenia dla wegetarian i wegan.

Podobnie jak poprzednim razem, organizatorzy zapraszają do Warszawy, do Areny Ursynów, ul. Pileckiego 122 w Warszawie. Targi odbędą się 16 grudnia w sobotę, w godzinach 10 -17. Obiekt dysponuje dużą ilością miejsc parkingowych.

 

Blog W Roli Mamy jak zwykle obejmuje Targi Mamaville patronatem medialnym.

plakat mamaville

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Zabawa 14 grudnia 2017

G*wno, to g*wno, co za różnica?

  • Co pan?
  • A sram, jak pani pies! – kojarzycie ten nieśmiertelny dialog z kultowego “Dnia Świra”???

Jeśli tak, domyślacie się już chyba, co nie po raz pierwszy wyprowadziło mnie z równowagi…

Nie do pomyślenia. Cywilizowany kraj, XXI wiek a mentalność rodem z zabitej dechami peerelowskiej wsi… Niezależnie od pory roku i dnia, kochani właściciele wyprowadzają swoje równie kochane małe psy na trawnik pod oknami bloków. To porażające, gdy leniwy właściciel oparty o klatkę schodową, albo pali papierosa relaksując się na świeżym powietrzu, albo zwyczajnie otwiera kundlowi drzwi i znika w czeluściach klatki schodowej.

A co dalej? Łatwo się domyślić – pieseczek szcza i sra pod oknem, na zielonej trawce. Dobry Boże, ja też mam psa, ale zawsze, choćby nie wiem co, zabieram go na drugą stronę, do lasu albo na łąki (40m od osiedla!) tam pies załatwia swoje potrzeby. Nie na trawniku, nie na chodnikach. Dzięki temu nikt w gówna po moim psie się nie pakuje, a ja nie dokładam kupki smrodu, której być nie powinno.

Ale… lenistwo wygrywa z dobrym wychowaniem i zasadami współżycia społecznego. Jeśli wydaje się wam, że szanowny właściciel schyla się po gówno swojego pupilka, by je uprzątnąć, jesteście w błędzie. Ja sprzątałam ze dwa, czy trzy razy odchody plus wymiociny, i szybko nauczyłam psa higieny poza trawnikami. Poza tym są woreczki na psie odchody i nie kosztują one majątku! Nawet sikać pod blokiem nie pozwalam, wystarczy mi, że inne psy nagminnie obszczywają ławki i śmietniki, co wybitnie czuć latem, gdy opary unoszą się w powietrzu.

Co ciekawe, zauważyłam, że właściciele większych psów są o niebo bardziej zdyscyplinowani. Zwierzak na smyczy jest  wyprowadzany poza osiedle, tam załatwia swoje potrzeby. Właściciele małych psów tego zdają się w większości nie zauważać. Szkoda dupy ruszyć dalej, to wypuszczają psy na trawnik pod oknem i dawaj, poranna toaleta.

A ja mam takie pytanie do “swobodnych” posiadaczy Yorków i im podobnych – czy gówno małego psa śmierdzi mniej, niż gówno dużego wyprowadzanego gdzieś dalej??? A może inaczej ląduje w nim stopa małego dziecka, które nieopatrznie wejdzie na zielony trawniczek czy pobliski chodniczek? A może rower, który nie wyminął tej mini bomby biologicznej, zostawia mniej syfiasty ślad po małym gównie małego psa? Nie, nie musicie odpowiadać, wystarczy, żebyście pomyśleli.

P.S. Przy okazji dedykuję tę kultową scenę z Dnia Świra wszystkim leniwym właścicielom kundli i rasowców, które srają i sikają nagminnie pod oknami bloków na moim osiedlu.Może znajdzie się ktoś odważny i też wam nasra na trawnik. Gówno, to gówno, co za różnica? :)

https://www.youtube.com/watch?v=WUgI6XPK22A

 

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
milena Kaminska
milena Kaminska
4 lat temu

Ja niejednokrotnie miałam ochotę pozostawić odchody sąsiadowi pod bramą. Mieszkam w domku jednorodzinnym, wokół mnie domki.jednorodzinne a psy wypuszczane a nawet wyprowadzane. Niejednokrotnie przed bramą było brzydko mówiąc nasrane. Dzwonienie do gminy mało daje. Złapali jednego psa który był wielki i agresywny przeskakiwal przez siatkę strach było dzieci na podwórko puścić. Problem też z kotami, których osobiście nie lubie, ale gdy przebieglby mi raz na jakiś czas jeden kotek byłabym wstanie to znieść. No ale sąsiad dobra dusza postanowił dokarmiac kotki z całej wsi i czasami w ogrodku gdzie rosły zdrowe warzywka dla moich dzieci wylegiwalo się ok 10 kotów,… Czytaj więcej »

Natalia
Natalia
5 miesięcy temu

Tez mam tego dość, powinien być zakaz sprzedaży zwierząt ludziom bez kultury i poczucia obowiązku. Niech ich pupile staraj i leja im na podwórka bramy dywany a nie wyprowadzają pod Bogu ducha winnych sąsiadów aby im się załatwiały..

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close