Ciąża i dziecko 14 grudnia 2011

Plan działania

Zapewne nie raz, nie dwa zastanawialiście się – kim jestem? Czym się charakteryzuję? Jakie są moje wady i zalety? Czy jestem dobrym człowiekiem, godnym do podziwiania tudzież naśladowania? Podobnych pytań jest mnóstwo, a jeszcze więcej pojawia się ich gdy przychodzi moment refleksji… gdy staramy się o pracę i musimy napisać „ładne” CV :-) … oraz wtedy (szczególnie WTEDY),  gdy zostajemy RODZICAMI.

W jednej chwili stajemy się odpowiedzialni za inne życie. I to właśnie od nas – rodziców w dużej mierze zależy kim będą nasze dzieci, nowi obywatele?! Mówię „w dużej mierze” bo przecież osobowość kształtują również inne czynniki, jak choćby: temperament, środowisko czy społeczeństwo.

Nie mniej jednak, w myśl teorii mówiącej, że to JA jestem pierwszym i najważniejszym nauczycielem swego dziecka, stworzyłam listę cech charakteru, które są dla mnie ważne, którymi STARAM się kierować w życiu codziennym (idealna przecież nie jestem i też muszę nad sobą nieustannie pracować), oraz które chciałabym wpoić swemu potomstwu.

A oto one:

A jak Ambicja– jest  połową sukcesu,

B jak Bezinteresowność– to najmocniejszy wyraz miłości,

C jak Cierpliwość– jest kluczem do szczęścia,

H jak Honor– to połączenie silnego poczucia własnej wartości z wiarą w wyznawane zasady moralne, religijne lub społeczne,

O jak Odpowiedzialność– każdy powinien ją ponosić, za siebie i swoje czyny,

Odwaga– trzeba ją mieć by żyć zwyczajnie i w zgodzie z samym sobą,

Optymizm– niezbędny dla zdrowia ciała i duszy w otaczającej Nas szarej rzeczywistości

R jak Rozsądek– „ Zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje.”  Benjamin Franklin

S jak Skromność– bywa stratą czasu ;-) bywa oznaką szczerości, ale również oznaką obłudy,

        Szczerość–  najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa!

Szacunek– szanuj bliźniego swego jak siebie samego,

T jak Tolerancja– nie ma lepszych i gorszych; wszyscy jesteśmy RÓWNI; każdy ma prawo do odmienności i nie powinien być z tego tytułu dyskryminowany,

W jak Wierność– winno się być wiernym przede wszystkim- sobie samemu, swoim poglądom i  ideom,

         Wyrozumiałość– jest owocem znajomości własnych błędów.

Nie wiem czy uda mi się w pełni zrealizować mój plan, czy przekażę potomstwu wszystko to, co sobie założyłam i w końcu czy wychowam dzieci na „dobrych” ludzi? Ale grunt to mieć pomysł i cel! A następnie uparcie do niego dążyć!

Czas zweryfikuje moje starania i poczynania. Kto wie, może za kilka lat wrócę TU i podzielę się z Wami swoimi doświadczeniami, sukcesami  bądź też porażkami..? A może nawet moje dzieci pokuszą się o „chwilę prawdy” dla mnie? :-)

Ciekawi mnie, jak to jest w Waszym przypadku? Czy macie jakiś pomysł na swoje życie? Czy macie plan jak wychowywać swoje dzieci? A może w ogóle się nad tym nie zastanawiacie i „idziecie” na żywioł?

 

Subscribe
Powiadom o
guest
9 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Magda Kupis
9 lat temu

Ja dodałabym I jak Intuicja :) myślę, że jest bardzo ważna. Chyba właśnie intuicyjnie staram się wychowywać, choć to jest intuicja oparta na doświadczeniu (oczywiście nie na byciu rodzicem, ale dzięki temu, że pełnię całą masę innych ról) i wiedzy, która pozwala mi zweryfikować swoje wcześniejsze poglądy o wychowaniu. Czy mi się uda wychować dobrego człowieka? Dowiem się za kilkadziesiąt lat :)

Fizinka
Fizinka
9 lat temu
Reply to  Magda Kupis

„…i wiedzy, która pozwala mi zweryfikować swoje wcześniejsze poglądy o wychowaniu.”
Niesamowite jest to jak człowiek/kobieta zmienia się kiedy przychodzi na świat potomstwo :) Ja przyznaję, że w wielu kwestiach dotyczących wychowania miałam inne poglądy zanim zaszłam w ciążę, później kiedy byłam już w ciąży :) no a po porodzie „wyszło” zupełnie coś innego i nowego :) Powiedziałabym – świeższego ;)

Marysia
Marysia
9 lat temu

A ja dodałabym do swojego alfabetu U jak uczciwość, nie tylko względem siebie, ale także innych ludzi :)

Magdalena446
Magdalena446
9 lat temu

Można jeszcze dorzucić D – dobroć, S – szczęście, Z – zasady. Mam nadzieję, że wychowamy szczęśliwych ludzi z zasadami.

Anna Kopeć
9 lat temu

Ja zdecydowanie idę na żywioł. Żyję chwilą, staram się nimi cieszyć jak tylko można. Traktuję życie tak, jak miałoby się zaraz skończyć. Staram się zarazić Kubę tą miłością do życia. Staram się by poznał i zobaczył jak najwięcej, nie zapominam oczywiście także o najważniejszych rzeczach czyli „o ogólnym pojęciu dobrego zachowania”, szacunku dla innych, także braci mniejszych. To kim będzie pokaże czas, ja mogę się tylko starać pokazywać mu właściwą drogę.

Patrycja Zych
9 lat temu

Z jak zaradność w każdej sytuacji :)

Maria Ciahotna
7 lat temu

Może być też E jak empatia – bo warto starać się wczuć w skórę innycj, czasami od nas „zależnych” dzieci czy bliskich, mają przecież swoje rozumienie świata :)

Natalia
Natalia
6 lat temu

hmm… szczerze to nie zastanawiałam sie nad tym, tak naprawdę głęboko. Chyba czas na przemyslenia. :)

Fizinka
Fizinka
6 lat temu
Reply to  Natalia

Na szczęście, na przemyślenia i konstruktywne wnioski nigdy nie jest za późno ;-)

Ciąża 8 grudnia 2011

Niedziela – czyli jak zaplanować sobie poród

    Jechać? Może pojadę. Albo lepiej nie. Nie jadę. Chociaż… Przecież nigdy nie pisałam egzaminu w drugim terminie, żadnej poprawki, żadnych poślizgów. Jadę. To tylko jakieś 40 kilometrów, po drodze 3 szpitale. Postanowione. W sobotę jadę na egzamin!

Termin porodu mam przecież na środę, ja jestem pierwiastką, więc mamy jeszcze czas. Jedziemy, mamy lekki poślizg czasowy, ale się nie stresuję, bo tak naprawdę jesteśmy przed czasem, ale pewnie cała grupa już zajęła najlepsze miejsca. No tak, ten egzamin niczym się nie różni od poprzednich. Dziękuję za uprzejmość kolegów i koleżanek, że mogłam przynieść sobie sama krzesło w piętra wyżej, bo nie było już wolnych. Egzamin napisany. Jeszcze tylko siusiu na drogę. Oł noł, czop! Tylko spokojnie, to jeszcze nic nie znaczy. Niech tylko Tatuś omija większe dziury. – Córeczko, grzecznie poczekaj, aż dojedziemy do domu. Uff, dojechaliśmy. Dobrze mi idzie to wychowywanie.

– Kochanie tylko dziś nic nie pij, bo będziesz mnie wiózł do szpitala. W niedzielę, najdalej w poniedziałek urodzę.

– No jasne, ale do środy jeszcze czas. Poza tym pewnie urodzisz po terminie.

    Wykąpałam się, przygotowałam na wypadek, gdyby to było dziś to “JUŻ”. Idziemy spać. Taki fajny sen i znów mnie skurcz pozbawił zakończenia. Eh, dziś są jakieś mocniejsze. Skoro się już obudziłam to pójdę do toalety. To chyba nie było siusiu! Tylko spokojnie. Gdzie jest lusterko? O, jest. Ewidentnie to nie było siusiu! Co ja mam robić?! Co teraz! Tylko spokój nas uratuje – tak Tatuś powtarza w trudnych chwilach!

– Wstawaj! Wstawaj, jedziemy do szpitala!
– Ha, ha. No jasne. 
– No wstawaj!
– Nie żartuj tak sobie.  
– To, że się śmieję nie znaczy, że żartuję! Wody mi odeszły.
– Dobra, dobra. Dobranoc.
– Szymon!!!
– O &%#@ ! Tobie naprawdę odeszły wody! Co ja mam teraz robić!!!  
– Jak to co? Zawieź mnie do szpitala!.

Jedziemy. W sumie to już nie boli, ale położna kazała jechać w takiej sytuacji, więc jedziemy.

– Dobry wieczór. Chyba się zaczęło, odeszły jej wody.  
– Zapraszam.

Jedziemy na odział. Gdzie ten lekarz. Idzie. O rany, ale młody. I przystojny! A ja nie zdążyłam się pomalować! Co ja gadam! Przecież przyjechałam tu rodzić! Jak to mam iść na salę, dlaczego Tatuś ma jechać do domu? Przecież mieliśmy rodzić razem. No i mnie zostawił. Skurcze już co 4 minuty. Idziemy na porodówkę. Trzeba zadzwonić po Tatusia. Żeby tylko nie zasnął na dobre. Pierwszy sygnał.

– Przyjeżdżaj, jestem na porodówce.
Przyjechał. Skaczemy na piłce. Już nie chcę skakać. Już tak boli. Wytrzymam. Jak to dopiero 3 cm rozwarcia?! Przecież ma być 10! Kochany masuje mi plecy, bo bóle krzyżowe są nie do wytrzymania. Nie masuj! Głaszcz mnie. Dlaczego nie masujesz?! Ja chcę do domu. Już nie chce rodzić. Nigdy więcej. Co ja mówię. Boże dziękuję Ci, że tu jestem.

– Czy mogę już przeć? Jakoś samo się prze. Już rodzę!
– Jeszcze chwilę trzeba zaczekać.
– Nie! Już rodzę!
– Och, ma pani rację. Rodzimy!

Skąd ich tu tyle się wzięło? Tatuś miał wyjść, ale stoi. Płacze. Jak on wspaniale wygląda z tymi łzami. Ach, przeć! Przecież ta główka jest za duża! Nie dam rady. Czekam na kolejny skurcz. I jeszcze jeden. O rany, ale ulga!

– Jesteś Gladiatorka! Słyszysz! Normalnie Gladiarotka! Kocham Cię!

Jaka ona mała i płacze. Płacze! Całe szczęście! Tatuś też płacze i ja płaczę. Ze szczęścia.

Nasza mała Córeczka chyba będzie politykiem – 21 listopada 2010 roku odbyły się wybory samorządowe. Niedziela. A z egzaminu dostałam 5 :)

Subscribe
Powiadom o
guest
19 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Asiersa
Asiersa
9 lat temu

no i się popłakałam :P

Madzia_85
Madzia_85
9 lat temu
Reply to  Asiersa

Ja również

Iwona Wajs-Gorgoń
9 lat temu
Reply to  Madzia_85

ja też, jak bóbr :) świetnie napisane :)

Magda Kupis
9 lat temu

Dziękuję :)

Asiersa
Asiersa
9 lat temu

to przez te wspomnienia :D

Marysia
Marysia
9 lat temu

A mi od razu przyszło na myśl, kiedy łapały mnie skurcze, że po kilku godzinach, gdy się rozkręciły o pierwszej nad ranem , wysyczałam do męża „wstawaj, dłużej sobie nie pośpisz”. Ale zanim wybraliśmy się na porodówkę, kazałam jeszcze „ubrać” z mężem łóżeczko małego, bo nie mogłam pozwolić, aby ominęła mnie taka przyjemność:)

Magda Kupis
9 lat temu

a ja „bałam się” spakować torbę do szpitala, żeby przypadkiem nie „wywołać” porodu ;)
A łóżeczko już dawno było gotowe- stwierdziłam, że musi porządnie wywietrzeć (mimo, ze była wyprana) :D

Marysia
Marysia
9 lat temu
Reply to  Magda Kupis

A ja nie chciałam, żeby się zakurzyła :D

Kobiecym_okiem
Kobiecym_okiem
9 lat temu

Ja przy pierwszym synu z kolei zareagowałam bardzo spokojnie, skurcze zaczęły się powoli ok 2 w nocy, więc stwierdziłam, że przenoszę się na kanapę, bo jeszcze trochę to potrwa, a mąż niech sobie pośpi. Próbowałam zasnąć i chyba udało mi się na jakąś godzinę. Zadzwoniłam do położnej ok. 4:30, ale jeszcze kazała mi czekać na częstsze skurcze. Kolejny telefon ok 7 – umówiłyśmy się w szpitalu na 9:30. Czułam się bardzo spokojna. Ok 8:00 zjedliśmy śniadanie – pamiętam, że konsumowaliśmy serek wiejski. :-) Mąż chciał już jechać, ale ja mu powiedziałam mega spokojnym tonem – poczekaj, zjedz spokojnie. Ale ja… Czytaj więcej »

Sprytna Mama
Sprytna Mama
9 lat temu

Mój pierwszy skurcz dostałam o 2 w nocy, pomyślałam poczekam na następny jak będzie za godzinę to pomału się zaczyna, oczy przetarłam ze zdziwienia jak minęło zaledwie 7 minut:). szybko do szpitala i po 4 h Wojtuś był na świecie:). to było 10 dni przed terminem, w domu remont istne szaleństwo:)
pozdrawiam

ifka
ifka
9 lat temu

a ja się uśmiechnełam a później poplakalam :):P

Patrycja Zych
9 lat temu

Czytałam Twój tekst ze łzami w oczach :) przypomniał mi się mój poród :)
To były piękne chociaż bolesne chwile :)

Madziu tekst super-lekki i z humorem :)

_aga86_
_aga86_
9 lat temu

Super Magda- naprawde wzruszajace :)) Oh… jak milo sobie powspominac ten najpiekniejszy dzien w zyciu!!! :)))

Anonimowo
Anonimowo
9 lat temu

I mi napłynęły łzy do oczu :) Świetny tekst :) I jak miło było wrócić wspomnieniami do dnia porodu:) I proszę kolejny raz okazało się , ze kobieca intuicja nie zawodzi :)
A niedowierzający Tatuś wywołał uśmiech na mojej twarzy :):):):)

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

Gratuluję 5 z egzaminu! ;-)

Karolinka61
Karolinka61
8 lat temu

hehe moj porod wygladal podobnie tylko ze skurcze zlapaly mnie rano maz pojechal do pracy a pozniej tylko telefony ze jestem gotowa mozna jechac na porodowke ;d

Anna Cekiera
8 lat temu

Świetna relacja !
Pełna humoru i wzruszająca;)

Iza Kasparek
8 lat temu

ja przenosiłam i miałam wywoływany poród. 2 dni z kroplówkami ale udało sie urodzic nasze „malenkie” szczęście naturalnie mimo iż miało 62cm i 4,5kg ;D

Zabawa 5 grudnia 2011

Spotkanie z Super Nianią – Panią Dorotą Zawadzką

Kto z nas nie widział choć jednego odcinka, bądź fragmentu ”Super Niani” z Dorotą Zawadzką w roli głównej. Jako jedna z wielu osób miałam możliwość spotkać panią Dorotę na spotkaniu organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Żyrardowie. Sala Centrum Kultury bardzo szybko się zapełniła, mamami, tatusiami i babciami i dziadkami.

Przyznam, że doznałam niewielkiego szoku. Super Niania – ekspert w sprawach wychowania – kojarzyła mi się z osobą ostrą w swoich wypowiedziach, nawet trochę niemiłą i niesympatyczną – czyżby wykreowany obraz telewizji? Byłam ciekawa, jaka Dorota Zawadzka jest naprawdę, z dala od telewizyjnych fleszy. Przyznam, że od razu podbiła moje serce. Ciepła, sympatyczna, otwarta osoba, będąca na wyciagnięcie ręki. Kobieta taka jak my, która chętnie wysłucha drugiej osoby.

Pani Dorota – psycholog i pedagog z wykształcenia – opowiadała o sobie i o tym, na czym najlepiej się zna – jak sama powiedziała – czyli o rodzinie. Spotkanie rozpoczęła min. od słów, iż “musimy pamiętać, że dziecko to też człowiek”. Podkreślała, że jako mamy, powinnyśmy wierzyć sobie, swojej intuicji, słuchać naszych dzieci, obserwować je, uczyć się ich rozumieć.

„Dziecko ma identyczne potrzeby takie ja my”, chce być kochane, chce czuć się bezpieczne. Maluszka interesują, ramiona mamy i taty, to że będzie nakarmione, a pupa nie będzie odparzona. Dziecko potrzebuje miłości, czułości, dotyku, głaskania. Kto z nas nie lubi głaskania po plecach? Drodzy Rodzice dzieci też to LUBIĄ!

„Tatuś” także jest ważny dla dziecka od samego początku. Tatusiowie korzystajcie z możliwości przebywania z waszymi dziećmi, nie tylko podczas zabawy, ale także podczas pielęgnacji.

„Nie rób tego, bo zobaczysz” – kto z nas nie powiedział tego swojemu dziecku. A czy później nie dziwimy się dlaczego dziecko to zrobiło? To zdanie jest prostym komunikatem, w  umyśle dziecka pojawia się myśl – co zobaczę? – więc to robi. Pamiętajmy, że dzieci potrzebują samodzielności – my także nie lubimy kiedy nam się mówi co mamy robić.

„Dzieci powinny mieć swoje obowiązki” – już trzy latek może po jedzeniu zanieść talerzyk i podać go mamie. Nie czekajmy na moment kiedy będziemy sprzątać talerze po 25 latku.

To tylko kilka ciekawych i cennych porad Super Niani, jednak nie sposób wszystkie tutaj wymienić. Drogie Czytelniczki pozostaje więc, zaproszenie Super Niani do swojego miasta na spotkanie.

W imieniu redaktorek bloga W Roli Mamy pragnę serdecznie podziękować Pani Dorocie za uwagi, rozmowę i spostrzeżenia. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

A Was drogie Czytelniczki zachęcić, jeśli tylko będziecie miały okazję, do udziału w spotkaniach z Super Nianią. Polecamy też profil Doroty Zawadzkiej na facebooku.

Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Mrhepik
Mrhepik
9 lat temu

Patrząc na zdjęcie ,Super Niania powinna zdradzić tajemnicę ,jak mozna sie tak odmłodzić.O ile to tylko fotoszop,nie ma sprawy ale jeśli real to sam jestem zainteresowany ;)

Mrhepik
Mrhepik
9 lat temu

Idąc tym tropem,mozna dojś do wniosku,że wszystkie mamusie z tego forum,były mocno niepełnoletnie ,kiedy rodziły a ich męzowie(partnerzy)mogli by sie spodziewać sporych kłopotów ;)

Fizinka
Fizinka
9 lat temu

W życiu codziennym zawsze staram się działać w myśl zasady – Nie rób drugiemu co tobie niemiłe!
Więc jeśli JA czegoś nie lubię,nie robię „tego” bliźniemu, a jeśli JA coś lubię to biorę pod uwagę fakt że ktoś inny też może to lubić i daję mu TO ;-)
Dla przykładu powiem,że JA – uwielbiam być głaskana po głowie i delikatnie drapana po ramionach czy plecach,….. :-) Uwielbiam się przytulać i być blisko tych których kocham! :-)
Dlatego też od początku oddaję te „uwielbienia” memu dziecku :-) Głaszczę je,drapię,miziam,kiziam…przytulam i całuję – tak często jak tylko mogę!!!! :-)

Gosia1
Gosia1
9 lat temu

Z wielu rad i zasad Doroty Zawadzkiej korzystam. W jednym z programów w którym występowała, zwróciła uwagę, by nie mówić, do dziecka w liczbie mnogiej! A do wtedy zwracałam się do córki – choć zjemy, zrobimy siusiu itp. Od tam tej pory tak nie mówię.
Nie zgadzam się natomiast z teorią, żeby usypiając nie kłaść się z dzieckiem. To przecież taki cudowny czas na przytulanki i wieczorne czułości.

Marysia
Marysia
9 lat temu

Zawsze jak mówię do mojego synka, że idziemy, zjemy, przewiniemy, od razu mam w głowie obraz Super Niani, która kiwa mi palcem, że tak nie wolno ;)

Sylwia
Sylwia
9 lat temu

Moja przylepka uwielbia głaskanie po pleckach, całusy, podrzucanie, bujanie… Często sam podchodzi, np. gdy zmywam naczynia łapie za noge i wspina się by wziąć go na rączki i przytlić czy jak siedzi u mnie kładzie głowke na piersiach i tak wtulony leży lub zasypia. Uwielbiam to :) Czasem też sie łapię na mówieniu w liczbie mnogiej. Z drugiej str. nasi rodzice nie znali rad Super Niani i zapewne nie raz mówil, zjemy, pobawimy się czy nam to zaszkodziło…. nawet nie pamiętamy tego :)

Patrycja Zych
9 lat temu

Mogę tylko pozazdrościć spotkania :) każda mama popełnia błędy…Też jestem mamą która mówi zjemy,idziemy itd…itd..

Magda Kupis
9 lat temu
Reply to  Patrycja Zych

ja (może nawet dzięki pani Dorocie) używam odpowiedniej liczby, ale w przypadku idziemy i zjemy to właśnie tak mówię- bo razem jemy, razem wychodzimy, ale już ja ubieram a nie ubieramy się :D
A jak u Was jest w takim przypadku, np : „co (ty) zrobiłeś?” czy „co Wojtuś zrobił?” ?

Agnieszka Jelinek
9 lat temu
Reply to  Patrycja Zych

staram się mówić poprawnie, ale nie zawsze mi to wychodzi, staramy się także nie zdrabniać słów, a najbardziej nas irytuje jak obcy ludzie na widok małego od razu zaczynają: śrutu tutu, itd =p

Magdalena446
Magdalena446
9 lat temu

Na mnie wszystkie śruty, tuty działają jak płachta na byka!!!

Magda Kupis
9 lat temu
Reply to  Magdalena446

oj, tak! też tego nie rozumiem. dziecko w danym wieku może zapamiętać kilkadziesiąt słów, więc po co „marnować” tę ilość, dziecko 2 razy misi uczyć się danego słowa. pytanie, po co?

Sylwia
Sylwia
9 lat temu
Reply to  Magdalena446

mam dokładnie to samo.

Paulina Garbień
9 lat temu
Reply to  Magdalena446

mnie też to doprowadza do szału, nie potrafię tego wybić z głowy niektórym osobom… oczywiście głównie chodzi o teściową…

Marysia
Marysia
9 lat temu

Oł maj… a mi się zdarza śrutować-tutować mojemu małemu synkowi, choć wiem że ie wolno ;p a moja teściowa jedyne „ale ” które popełnia to słodycze dla roczniaka, który ich tak naprawdę nie potrzebuje ;p

Mrhepik
Mrhepik
9 lat temu

A prawda nie koniecznie leży w pośrodku ;)
http://www.facebook.com/photo.php?fbid=209059335840857&set=a.155832104496914.40385.155767741170017&type=1&theater

Pytanie- co wpływa na wiarygodność Pani od dobrych rad?

Marysia
Marysia
9 lat temu

Ktoś tu nie przepada za p. Dorotą…
Ale spokojnie Super Niania może pomóc i Tobie ;P

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close