Emocje 17 października 2013

Bo rowy będziesz kopał…

Kiedy słyszycie określenie „planowanie kariery zawodowej” i od razu przychodzi Wam na myśl student, uczeń szkoły ponadgimnazjalnej, ewentualnie gimnazjalista to popełniacie podstawowy błąd. Oczywiście planowanie kariery ich wszystkich już dotyczy, ale cały proces zaczyna się dużo wcześniej. Właściwie dotyczy dzieci z którymi wchodzimy w interakcję, czyli od pierwszych miesięcy życia. Po tych słowach pewnie część z Was stuka się w czoło i uważa to za grubą przesadę, ale od razu dementuję Wasze przypuszczenia – nie chodzi tu o wybór zawodu dla naszych pociech na początku ich drogi życiowej.

To, że dzieci jak gąbka chłoną od nas emocje i poglądy jest chyba na tyle oczywiste, że przekonywać do tego nie trzeba. I waśnie to jest kluczem i ścisłym powiązaniem z planowaniem kariery. Rodzice czy dziadkowie (często nieświadomie, a jeszcze częściej z powodu wychowywania w podobnym stylu) straszą dzieci dając za przykład pewne zawody jako rodzaj niepowodzenia i porażki życiowej, a inne znów stawiają na piedestał, tym samym dając początek owemu planowaniu kariery. Kto z Was nie usłyszał słów skierowanych do dziecka (lub do nas samych) „jak nie będziesz się uczył to będziesz kopał rowy”, „skończysz na kasie w supermarkecie”, – odbieramy takim podejściem należny szacunek tym zawodom i konkretnym osobom trudniącym się tym zajęciem. Uczymy dzieci, że „ten” jest gorszy, a już na pewno głupszy, a „tamten” to już jest ktoś, bo jest prawnikiem, lekarzem, dziennikarzem… Rozumiem, że mamy jakieś plany czy marzenia wobec naszych dzieci, ale nie możemy kierować ich życiem na tyle, by wybierać za nich ich drogę zawodową.

Chyba żaden rodzic nie chciałby, by jego dziecko (nawet to dorosłe) czuło się niedowartościowane. Dlaczego więc wychowujemy je (jako społeczeństwo) w przeświadczeniu, że jakiś zawód jest gorszy od innego, co gorsza uznajemy jego wykonywanie za karę. Tak więc już w szkole dziecko, które ma kłopoty z nauką traci poczucie własnej wartości i żyje z myślą, że będzie nieudacznikiem – w końcu rodzice go tego nauczyli. A co jeśli dziecko nie spełni oczekiwań swoich opiekunów lub jeśli jego największym marzeniem będzie praca w „spożywczaku” i właśnie to da mu poczucie spełnienia zawodowego? Pewnie towarzyszyć będzie mu poczucie winy, bo z domu wyniósł zupełnie inne wartości. Pamiętajmy też, że dzieci najefektywniej uczą się poprzez obserwację. Kiedyś byłam świadkiem jak rodzice idąc z dzieckiem komentowali niekompetencje pewnej ekspedientki słowami: „tylko takie tępaki pracują podając normalnym ludziom buty” – takie komentarze chyba powinni zachować na zupełnie inną okazję.

Uważam, że powinniśmy pozwolić naszym dzieciom na zbudowanie własnych poglądów i podejmowanie decyzji. Nie ma ludzi gorszych czy lepszych tylko dlatego, że pracują w takim czy innym charakterze. Jednemu poczucie spełnienia daje jego praca, inny pracuje tak, bo zmusiła go do tego sytuacja życiowa, jeszcze inny dopiero szuka swojego miejsca w świecie zawodów. Zamiast je stygmatyzować pokażmy naszym dzieciom ten świat, by same, bez żadnych uprzedzeń mogły zaplanować swoją karierę zawodową.

A Wy kim chcieliście zostać będąc dzieckiem?

Źródło zdjęcia: Flickr

 

Subscribe
Powiadom o
guest

4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Milena Kamińska
8 lat temu

myślę o ich przyszłości ale im nie planuje jedyne co mogę zrobić to wspierać ich w marzeniach i celach życiowych, dawać wsparcie finansowe itd

Edyta Skrzydło
8 lat temu

Ja nie planuję, to ich życie i niech idą swoją drogą. Ja jedynie mogę ich wspierać i dopingować, nie mogę im wskazać konkretnej drogi. Ale ukierunkować bez nacisku ;-)

Katarzyna Moskała-Czernek

O to ja chce Duśkę na synową ;)

W roli mamy - wrolimamy.pl

Jesteś pewna, że chcesz żebym była teściową Twojego syna? ;)

Desery 13 października 2013

Szarlotka – ciasto pachnące jesienią

Lubię, gdy po domu unosi się zapach ciasta, wtedy roztacza się od razu ciepła, rodzinna atmosfera. A jeśli pachnie jabłkami z cynamonem, to jest to dla mnie szczególny zapach – zapach jesieni.

Zawsze wydawało mi się, że szarlotka jest pracochłonnym i skomplikowanym ciastem. Mit ten obaliłam w zeszłym roku, kiedy to po raz pierwszy wzięłam się za własnoręczne upieczenie tego pysznego jabłkowego ciasta. Teraz, gdy znowu mam nieograniczony dostęp do jabłek w ogródku, często umilam domownikom i gościom popołudniowe chwile.

Przepisów na szarlotkę jest niezliczona ilość – ja wypracowałam taki, który wg mnie z jednej strony jest najprostszy w wykonaniu, z drugiej – najsmaczniejszy.

Jeśli kupujecie w sklepie jabłka z przeznaczeniem na szarlotkę, wybierzcie szarą renetę lub antonówkę. Ale jeżeli macie w domu jakiekolwiek inne jabłka, śmiało możecie je również wykorzystać do ciasta.

Składniki:

3 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 i 1/4 szklanki drobnego cukru
kostka masła (lub margaryny)
3 jajka
1 – 1,5 kg jabłek
cynamon
cukier puder

Wykonanie:

1. W misce łączę mąkę, masło, cukier (3/4 szklanki), żółtka, proszek do pieczenia i zagniatam dłońmi. Dobrze wyrobione ciasto zawijam w folię i wstawiam do lodówki. Wystarczy by w lodówce schłodziło się przez 30 minut, ja często zostawiam je dłużej.

2. Jabłka obieram ze skórki, wycinam gniazda nasienne i kroję w ósemki. Następnie lekko podsmażam dodając ½ szklanki cukru i cynamon.

3. Wyciągam ciasto z lodówki i dzielę na dwie połowy. We wszystkich przepisach z jakim się spotkałam – następny krok to rozwałkowanie ciasta. Ja nie używam wałka, tylko zwyczajnie kroję jedną część schłodzonego ciasta nożem i wykładam pokrojonymi kawałkami formę, a następnie palcami rozgniatam ciasto tak, aby wypełniło dokładnie całe dno.

4. Wykładam podsmażone jabłka, a na nie ubitą pianę z białek. Z drugiej części schłodzonego ciasta robię ostatnią warstwę szarlotki trąc je na grubych oczkach tarki.

5. Tak przygotowane ciasto wkładam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika – i wyjmuję po ok 45 minutach, gdy ciasto z wierzchu wyraźnie się zrumieni.

Po ostudzeniu posypuję cukrem pudrem.

Polecam szarlotkę na ciepło z lodami waniliowymi. Smacznego!

DSC_4655

DSC_4657

DSC_4661

DSC_4667

Zdjęcia: Basia Heppa – Chudy

Subscribe
Powiadom o
guest

7 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Rachela
Rachela
8 lat temu

Droga koleżanko mam pytanie ile dokładnie oddajesz masła? Bo kostka masła ma 200g a kostka margaryny 250g. Jest to duża różnica przy kruchym cieście.

Basia
Basia
8 lat temu
Reply to  Rachela

Nigdy nie robiłam z margaryną – tylko wiem, że jest też taka opcja.

Polecam kostkę masła, czyli 200g.

Rachela
Rachela
8 lat temu
Reply to  Basia

Mi ciasto ładnie się zagniotło przy całej kostce margaryny, czyli 250 g.

sylwia
sylwia
6 lat temu

A podpiekasz spód? Z opisu to calowc odrazu.

Basia Heppa-Chudy
Basia Heppa-Chudy
6 lat temu
Reply to  sylwia

Piekę całość
(także w serniku na kruchym ;))
Pozdrawiam!

Teresa Pecka
Teresa Pecka
6 lat temu

wlasnie sie piecze ,ciekawe co wyjdzie ???

Związek 10 października 2013

3 minuty…

Czy Wasi faceci też czasami myślą, że są pępkami świata, czy tylko mojego dopadła taka przypadłość?

Przeżyłam właśnie sytuację, w której 3 minuty okazały się dla niego warte moich łez, milczenia i atmosfery, w której siekiera wisiała w powietrzu.

Ale po kolei, wszystko zaczęło się od jedzenia. Jak wiadomo jeść każdy musi i mniej więcej stałe pory posiłków są wskazane dla zdrowia i kondycji fizycznej. Toteż mój Pan i Władca ma takie pory – 18.00 to dla niego czas kolacji. Z racji, że coś tam “dłubał” na podwórku, zapytałam co zje, nastawiając się, że mu to przygotuję.

Już miałam wziąć się do roboty, gdy nagle mój syn stwierdził, że akurat chce być noszony, że pomarudzi mi do ucha, a nawet odśpiewa parę arii operowych. Niestety dzieci mają tę „wspaniałą” cechę, że nie zawsze chcą współpracować a nasze plany mają… gdzieś! Mimo przeciwności losu w międzyczasie udało mi się jednak przygotować składniki kolacji, które czekały na połączenie, wymieszanie i przyprawienie.

I tu do akcji wkroczył Pan – popatrzył, rozejrzał się i … zrobił krzywą minę. Jeszce raz przyjrzał się i  zobaczył zalążki jego kolacji, więc rzucił tekst, że “nic nie przygotowane!” Przecież jest 18.00!!!!!!! Parę słów po łacinie usłyszałam, ale że nie znam tego języka :) to puściłam kątem ucha. Po tym jak przystało na służebnicę oddelegowałam Śpiewaka do łóżka i zabrałam się wreszcie za krojenie. Wtedy usłyszałam, że teraz to sobie już Pan sam zrobi! Jak wspomniałam, nie było już zbyt wiele do zrobienia, więc 3 minuty były w tym przypadku na wagę złota.

Ale co tam… Pan siedzi obrażony, a ja  mam wypucowaną łazienkę i kuchnię, którą mi jutro fachowcy zapaskudzą montując kaloryfery. Zrobiony dżem gęstnieje, sok z jabłek czeka w lodówce. A i jeszcze energii starczyło mi na dobry trening wybranych partii ciała. Jak się wkurzę to zawsze dostaję powera i mogę działać na zwiększonych obrotach. Z dwojga złego przynajmniej mam gniazdko ogarnięte :)

A że miał być wieczór miły, bo chata prawie pusta – jedno dziecię stacjonuje u dziadków – to się zrobił wieczór ciszy, mijania i jego fochów.

Tylko kto tu się powinien fochać????

 

P.S. Normalnie to wspaniały mąż, cudowny ojciec, ale jak się na coś uprze, to klękajcie narody:) A Ty kobieto znoś to wszystko.

A jak to wygląda u Was? Czy Waszym partnerom zdarza się zagotować w Was krew? I czy długo potem atmosfera jest napięta?

Źródło zdjęcia: Flickr

 

Subscribe
Powiadom o
guest

5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
kikuriku
kikuriku
8 lat temu

U nas

Renata Wojtysiak
8 lat temu

Oj tak, czasem jedym slowem. Albo gestem :-)

Ala Zielonka
8 lat temu

moj mąż wlasnie tez mi cisnienie podniosl… od tego oni chyba są :p

Anna Rozborska
8 lat temu

w ulamku sekundy….

Ewelina Mąkosa-Salamon

U mnie to samo,tylko,ze w ułamku sekundy :D

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close