Trudna sztuka chwalenia, czyli o słowach, które mają moc


Zacznijmy od tego, czy w ogóle chwalisz swoje dziecko? Niestety tak już jest, że łatwiej dostrzegać błędy, niedociągnięcia, słabości, to co nie zostało zrobione, lub wykonano źle. O ile chwalenie maluszka jest proste (Brawo! Jak ładnie stoisz!), o tyle z każdym rokiem trudniej zauważyć pozytywne zachowania dziecka.

Tymczasem pochwała jest bardzo ważna w życiu małego człowieka. Jest sygnałem, że zauważyliśmy to, co dobre. Nie tylko wzmacnia zachowania pozytywne, ale i motywuje oraz wpływa na samoocenę dziecka, wiarę we własne możliwości. A badania wykazują, że każdy potrzebuje dziesięć „głasków” dziennie, by odbiło się to na jego dobrym nastroju.

By chwalenie odnosiło pozytywny skutek, trzeba robić to umiejętnie – co nie jest sztuką trudną, jeśli jest się tego świadomym (nie każdy potrafi robić to intuicyjnie).

Pułapki trudnej sztuki chwalenia:

  1. Niestety jeśli dziecko zrobiło coś dobrze, traktujemy to jako normę i pomijamy milczeniem.
    Kieruj swoją uwagę na to co pozytywne, także na drobiazgi i sprawy z pozoru oczywiste, a zrobienie których wymagało od Twojego dziecka wysiłku.

 

  1. „Jesteś dobrym chłopcem” – Ale co to znaczy? Myślisz, że Twoje dziecko wie, co masz na myśli, co Ci się w nim podoba, co doceniasz?
    Pochwal konkretne zachowanie, wysiłek.

 

  1. „Dostałeś piątkę! Jesteś taki inteligentny” – podkreśl, że widać efekty pracy dziecka, pochwal za włożony wysiłek (to motywuje do działania), a nie za inteligencję czy zdolności.

 

  1. „Super!”, „Ekstra!”, „Ładnie” – nie używaj ogólników.Patrz punkt 2.
    Opisz to, co widzisz, słyszysz i jakie uczucie w Tobie to wywołuje.

 

  1. „Zrobiłeś to prawie tak dokładnie jak Jaś” – nie porównuj z kimś innym.

 

  1. „W końcu ci się udało” lub „Widzę, że dokładnie pościeliłeś łóżko. Szkoda, że nie zrobiłeś tego wczoraj” – nie przypominaj o wcześniejszych porażkach i niepowodzeniach.

 

  1. Chwaląc rysunek, budowlę z klocków, zrobiony porządek… popatrz na to, o czym mówisz, czyli bądź autentycznie zainteresowany osiągnięciem dziecka. Niech nic drugorzędnego nie sprawi, że nawet nie spojrzysz na to, co chwalisz.

 

  1. „Co się stało, że dziś wyniosłeś śmieci” – nie ironizuj.

 

  1. „Nie zapomniałeś posprzątać zabawek” – mów o tym, co dziecko zrobiło (pamiętało, posprzątało), a nie o tym czego nie zrobiło (nie zapomniało).

 

  1. Nie okłamuj, pochwała musi być wiarygodna.

 

  1. „Cieszę się, że poskładałeś piżamę, ale szkoda, że nie zrobiłeś tego w kostkę” – „Ale” zniszczy najlepszą pochwałę. Chwaląc podkreśl to co doceniasz, a nie zwracaj uwagi na to, co ci się nie podoba.

Dobre chwalenie na pewno wymaga świadomości i treningu. Nie mam wątpliwości, że warto poświęcić na to swój czas, bo efekty są tego warte.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Niektórym krytyka łatwiej ciśnie się na usta niż pochwała. Sami podcinają swoim dzieciom skrzydła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Zabawki na kilka lat


Sklepy z zabawkami, bazary czy internet oferują tyle różnych tanich i drogich zabawek, że można dostać zawrotu głowy. Ponieważ zbliżają się święta i zapewne wiele z Was wyruszy na poszukiwania idealnej zabawki, przedstawiamy wam kilka propozycji zabawek, którymi nasze dzieci bawiły się (niektórymi nadal bawią) kilka lat.

 

Kasa Fisher Price

i-fisher-price-kasa-sklepowa-p7914

Dwuipółletnia Duśka zadowalała się bezmyślnym klikaniem w przyciski. Kasa wydawała dźwięki i to było ważne. Nic to, że co chwila można było usłyszeć: „błąd, spróbuj jeszcze raz”. Z czasem świadomie klikała w poszczególne „towary”, prawidłowo reagowała na polecenia głosowe kasy: „znajdź owoce koloru żółtego” „znajdź mięso”. Później pojawiła się nauka cyfr (w końcu to kasa) oraz liter – w zabawce zainstalowane są proste gry, przykładowo: „napełnij koszyk literą W”. Trzeba wtedy „łapać” wśród przesuwających się na wyświetlaczu literek tę właściwą. Kasa oczywiście umie liczyć, dziś jest pierwszą pomocą w nauce matematyki. Oczywiście zabawki tej nie mogło zabraknąć przy żadnej zabawie w sklep. W końcu to… kasa. Ma nawet pieniążki i skaner do skanowania towarów ;)

 

Książeczka Smily Play

smily-play-ksiazeczka-edukacyjna-polsko-angielska-m-iext17265075

Właściwie wyglądem nie przypomina książki, ale ogromny staroświecki budzik. No ale powiedzmy, że faktycznie ma kartki do przekładania. Na obrazkach znajdziemy instrumenty muzyczne, owoce, zwierzęta, pojazdy, kolory i cyfry. Obok każdego obrazka przycisk, który w zależności od trybu ma różne działanie. Kiedy kupowałam ją Duśce miała mniej więcej dwa i pół roku. Na początku używała tylko trybu melodyjek. Później pojawiły się nazwy, a zaraz potem gra w „znajdź…” Dziś w zasadzie Duśka nadal bawi się w szukanie odpowiednich obrazków, tyle, że w języku angielskim.

Mirella

 

Edukacyjna książeczka Smily Play

kasišżeczka 2

Książeczka edukacyjna pojawiła się w naszym domu, jako prezent na 2 urodziny i do dziś jest jedną z ulubionych zabawek. Dzięki wielu opcjom mogła rosnąc razem z Kubą. Solidne wykonanie pozwoliło jej przetrwać liczne upadki z wysokości. Książeczka dzięki suwakowi umożliwia wybór 1 z 5 trybów zabawy. W pierwszym uczy liter, podstawowych kształtów oraz godzin W drugim nazywa to, co dziecko widzi na obrazkach opisując kształt lub na jaką literę rozpoczyna się dany wyraz. Trzeci tryb jest muzyczny, dziecko usłyszy dźwięki kojarzące się z obrazkami np. zwierząt czy instrumentów muzycznych a na stronach z zegarem różnych melodii. Czwarty tryb to zabawa Zgaduj-Zgadula, książeczka prosi o wskazane obrazków lub literek. Ostatni piąty tryb to quiz „Jaki to dźwięk?” Należy wskazać obrazek, z którym kojarzony jest słyszany dźwięk. Książeczka zachęca dziecko do aktywnej zabawy zarazem ćwicząc jego pamięć, spostrzegawczość i mowę. Opcja regulacji głośności niesie ukojenie dla uszu rodziców.

Sylwia

Sklep/kramik – rozszerzenie Duśkowej zabawy kasą.

17304060774d63e1ab7f22c

Poza tym co powyżej, sklep to świetna nauka przez zabawę dla każdego wieku. Maluszki bardzo chętnie wkładają i wyciągają produkty z koszyczka (ćwiczenie małej motoryki). Później uczą się nazw produktów (a jest ich całe mnóstwo – plastikowe marchewki, jajka, jabłuszka…, słowem wszystko to co w sklepie znaleźć się powinno). Średniaki bardzo chętnie bawią się w sklep, co rusz zamieniając się rolami. A starszaki? Etap ten trwa najdłużej, śmiało mogę napisać, że kilka lat. Kto z Was pamięta zabawę w zakupy, gotowanie, opieka nad dziećmi – jednym słowem w mamę ;)? Potrzeba przybierania wielu ról społecznych przez przedszkolaki z wiekiem wrasta, więc sklepik na długo zadomowi się w pokojach naszych dzieci. A co ważne – to zabawka uniseks. Chłopcy równie chętnie stają za ladą. Rodzajów tej zabawki jest wiele – od małych, plastikowych półeczek (w zupełności wystarczy), po spore drewniane kramiki.

(nie)Magda(lena)

 

Dla chłopca zdecydowanie małe autka – resoraki.

12346586_1076289875723959_7006312733923412520_n

Pierwsze Marcin zaczął zbierać mając roczek, a do dziś uzbierał ich około 100. Nie ma dnia i godziny by się nimi nie bawił. Początkowo starannie układał je obok siebie, a teraz ulubionymi autkami bawi się w pościg za złodziejem, czy tworzy na dywanie gigantyczne korki, w których zapewniam Was nie chcielibyście stać.

Ponadto niezastąpione są drewniane klocki. Początkowo najlepszą zabawą było burzenie wież wybudowanych przez mamusię lub tatusia, a teraz stają się częścią zabawy tematycznej – miasto,  a w nim parkingi, na których parkują oczywiście autka :).

Rachela

 

Klocki Lego

81aQuXVJ4OL._SL1500_


W pokoju Aleksa zabawki mieszkają krótko – dosyć szybko zmieniają właściciela na młodszego. Wyjątek stanowią klocki lego, których ciągle tylko przybywa. Mój syn ma komplety kilkunastu a nawet kilkudziesięcioletnie (które pamiętają półki Pewexów) oraz od lat gromadzi już własne.

Lego to zabawka ponadczasowa, cały czas na topie pod względem atrakcyjności i chęci posiadania, wysokiej jakości, a wybór klocków jest przeogromny – do wieku, płci, zainteresowań. Radość można czerpać z budowania, ale i z zabawy tym, co się stworzyło. Jest to zabawka, która rośnie razem z dzieckiem – elementy zestawów dla młodszych idealnie pasują do tych bardziej zaawansowanych i to samo tyczy klocków sprzed 30 lat, które pasują do najnowszych. Na pewno też łączy pokolenia – dobrze bawi się nimi zarówno dziecko jak i dorosły. Poza tym to typ zabawki łączący zabawę i naukę – kształtują zdolności manualne, rozwijają twórcze myślenie ale też umiejętność odwzorowywania i korzystania z instrukcji, wpływają na wyobraźnię i spostrzegawczość.

Jednym słowem klocki lego są fantastycznym prezentem dla dziecka w każdym wieku (także dla młodzieży) i dużym plusem jest to, że kupując jako prezent możemy wybrać zestaw za kwotę, jaką chcemy na niego przeznaczyć – są zarówno dostępne w mniejszych, a więc proporcjonalnie tańszych kompletach, jak i większych, a tym samym droższych.

Basia

Moi chłopcy kochają klocki Lego. Starszy od ponad dwóch lat kolekcjonuje różne zestawy klocków Lego dla starszaków. Uwielbia je! Są solidne, ładne i powstają z nich wyjątkowe konstrukcje. Teraz klocki trzymamy w dużym plastikowym pudle, bo ich ilość stała się naprawdę potężna. Teraz mały marzy o Lego Star Wars, kto wie, może św. Mikołaj spełni i to dziecięce marzenie:) Młodszy często bawi się lego razem z Bartkiem. Niestety małe elementy i zamiłowanie Wojtka do smakowania różnych przedmiotów sprawia, że dla bezpieczeństwa posiada on własne zestawy Lego Duplo. Ładne, kolorowe, z nadrukami, bez kłopotu mieszczą się w drobnej rączce, a są na tyle duże, że Wojowi nie wpada do głowy żeby próbować je wetknąć do ust. One są praktycznie nie do zniszczenia. A moi pomysłowi synowie, nawet z Duplo potrafią stworzyć od zagrody leśnej po mega groźny wóz opancerzony :)

Żaklina

Szczeniaczek Uczniaczek Fisher Price 

fisher-price-szczeniaczek-uczniaczek-k0422-prezent_0_b

Z racji, że moje dzieci należą jeszcze do tych małoletnich latorośli, to śmiało mogę powiedzieć, że u nas Szczeniaczek Uczniaczek Fisher Price, od początku do teraz jest na topie. Raz używany cały dzień, innym razem odpoczywa kilka dni by znów móc zabawiać młodzież. Moim zdaniem super zabawka i świetny przyjaciel dzieciaków. Nie tylko można się do niego poprzytulać, ale i wiele nauczyć. Wspólne wierszyki i piosenki na długo zapadają dzieciom w pamięci. A dodatkowa angielska wersja sprawia, że to nie tylko zabawka ale i nauczyciel.

Magdalena

Kolejka drewniana

pol_pl_Kolejka-drewniana-dla-dzieci-140-elementow-16790_1

Dla mnie i moich dzieci hitem od lat (trzech co prawda ale w życiu pięciolatka to dużo ;) ) jest kolejka drewniana. Pierwszy zestaw składający się z kilkunastu torów, pociągu i mostu kupiliśmy przy okazji w ikei. To był strzał w dziesiątkę. Adi miał wtedy nieco ponad półtora roku, więc zabawa polegała na budowaniu przez nas i jeżdżeniu przez synka. Później w miarę jak rósł dokupywaliśmy kolejne zestawy. Do zabawy powoli dołączyła Nisia. Teraz nasz stan posiadania to niezliczona ilość torów, rozjazdów, parowozów, wagonów, mostów, tuneli, podpór i innych. Zajmuje to trzy duże pudła a i tak co chwilę poszerzamy kolekcję o nowe atrakcje. Najnowszy nabytek to prezent od Mikołaja ;) – podwójny tor na którym od kilku dni odbywają się wyścigi parowozów z pasażerami :)

Paulina

 

Większość zdjęć została “wyguglana” jednakże mamy nadzieję, że ze względu na reklamowy charakter wpisu nikt nie poczuje się dotknięty ;)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U nas numerem jeden są autka , ale i LEGO , kolejka drewniana , parking policyjny 3 poziomów , a zabawką która u nas jest już kilka lat jest miś z książeczką. Jestem z niego bardzo zadowolona .foto allegro .

  2. My kupiliśmy teraz Lego Duplo. Syn dostanie je na 2 urodziny, już niedługo :) mam nadzieję, że będzie tym zachwycony.

  3. Artykul troche niechlujny, lego 2x.
    Fajna kasa jest tez w ikei. Kuchenka, wozek dla lalek, instrumenty, klocki drewniane, zabawki udajace jedznie, naczynia – to wszystko u nas sluzy od lat. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Zły Mareczek czyli nauka tańca dla dzieci


Zajęcia dodatkowe dla dzieci, jak sama nazwa wskazuje – są dodatkowe. Czyli jak dziecko nie chce na nie chodzić to nie musi, nie ma takiego obowiązku, w przeciwieństwie do obowiązku szkolnego. Problem pojawia się w momencie, gdy rodzic ma więcej ambicji niż dziecko chęci.

U nas jest dokładnie odwrotnie, to Duśka ma więcej ambicji niż ja chęci (i możliwości finansowych) i jak tylko usłyszy o jakichkolwiek zajęciach od razu pyta, czy ona też może chodzić. Gdybym wyrażała zgodę na wszystko jak leci, doba musiałaby mieć przynajmniej sto godzin, a ja jakiś magiczny portfel, w którym pieniądze same by się rozmnażały. W rzeczywistości moje dziecko chodzi w szkole na dodatkowy angielski, bo oczywiście chce, a my uznaliśmy, że to ma sens i pewnie jej się przyda, oraz na tańce, bo chciała, a my nie widzieliśmy w tym problemu. Na szczęście tak się złożyło, że nauka tańca dla dzieci w klubie odbywa się w godzinach popołudniowych w te dni, w których Duśka wcześnie kończy lekcje w szkole. Jest czas na zjedzenie obiadu i chwilę oddechu. Nie ma pośpiechu, nerwów, przymusu, jest sama radość. Nooo, prawie sama radość. Jeden mały detal psuje nam obu humor.

Detal ma na imię… nieważne, nazwijmy go Mareczek. Po co Mareczek chodzi na tańce nie mam pojęcia. Ponoć chce. Szczerze w to wątpię, jakoś nie widać po nim chęci i zapału do nauki kroków. Nie oszukujmy się, nauka tańca to jednak co innego niż swobodne skakanie w rytm muzyki, szczególnie tańca klasycznego. Bez odrobiny skupienia nie da się opanować walca, czy samby. A co robi Mareczek? Biega. Wygłupia się. Ucieka podczas ustawiania w pary. Odmawia tańczenia z dziewczynkami. Chowa się za zasłonką. Chowa się pod sceną. Wychodzi pod pretekstem pójścia do łazienki. Czasem da się ustawić w pary i namówić do tańczenia. Wróć. Da się ustawić w pary i namówić do aktywności ruchowej, która jednak z tańcem ma niewiele wspólnego. Duśka mówi, że nie lubi tańczyć z Mareczkiem bo on się wygłupia, a nie tańczy. Jednym słowem Mareczek skutecznie rozwala każde zajęcia, na których się pojawi. Niestety pojawia się prawie na wszystkich, rodzice bardzo tego pilnują.

Dlaczego Mareczek nie został usunięty z grupy mimo wielu ostrzeżeń? Nie mam pojęcia. Pewnie to niepedagogiczne, bo mimo wszystko nie wierzę, że chodzi tylko o pieniądze. Opłata za tańce jest odczuwalna dla domowego budżetu, ale nie aż tak wygórowana, by szkoła tańca zbiedniała przy usunięciu Mareczka z grupy.

Ja wiem, że dzieci są różne, są spokojne, nerwowe, zdyscyplinowane i nadpobudliwe ruchowo. Są anielsko grzeczne i diabelsko niegrzeczne. Wiem, że dzieci wysyła się na zajęcia dodatkowe w różnych celach, by się czegoś nauczyły, ale również by spaliły nadmiar energii, czasem zajęcia traktowane są przez rodziców jako swoista terapia. Być może Mareczek mimo wszystko odnosi jakieś korzyści z bywania w klubie, ale umówmy się – to nie są zajęcia indywidualne tylko grupowe, czyli korzyść powinna odnosić cała grupa. Rodzice Mareczka płacą? No płacą, tyle że rodzice reszty dzieci też płacą, a ich dzieci chodzą na naukę tańca bo naprawdę tego chcą. I krew mnie zalewa, jak przez połowę zajęć uwaga instruktora skupiona jest na jednym dziecku. Nie, nie jestem zazdrosna. Gdyby to dziecko wykazywało talent, który należy rozwijać – w porządku. O talenty trzeba dbać. Ale jeśli to dziecko wykazuje jedynie chęć przeszkadzania to przykro mi – mam ochotę osobiście sprowadzić je ze schodów i wystawić na ulicę.

Drodzy rodzice, jeśli macie w domu takiego Mareczka, jeśli jakikolwiek instruktor, trener czy inny prowadzący regularnie skarży się na dziecko – zabierzcie je z tych zajęć, widocznie nie są dla niego. Nie narażajcie się na ciągłe wyrzuty, nie narażajcie dziecka na nieustanne zwracanie mu uwagi. Nie narażajcie też siebie na nieprzychylne spojrzenia innych rodziców.

Moim prywatnym zdaniem Mareczkowi lepiej by zrobił sport indywidualny, na przykład pływanie.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Polecam zajęcia w MDK, opłata, przynajmniej u nas nieodczuwalna dla budżetu, no może na początku roku, kiedy opłat jest dużo, to może zaboleć, ale opłata jest za rok i miesięcznie wychodzi kilkanaście złotych.

    Natomiast z takimi rodzicami zawsze jest problem, bo nauczyciel tak do końca nie może usunąć dziecka z grupy. Nawet jak sam ma ochotę się pozbyć kłopotu. Jedynie nacisk wszystkich pozostałych rodziców na rodziców Mareczka może spowodować, że się obrażą i pójdą gdzieś indziej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Wychowywanie utalentowanego dziecka


Utalentowane dziecko to powód do dumy dla rodziców a zarazem kłopot. Problem stanowią zdolności, które pociecha posiada i ich rozwój. Nie ma skutecznej recepty na wychowywanie takiego dziecka. Szkoda, bo nie raz przydałby się gotowy plan, ukazujący krok po kroku jak należy postępować. Znacznie ułatwiłoby to proces wychowawczy i edukacyjny.

Jestem mamą utalentowanego matematycznie 4,5-latka i ten mały człowiek to wyzwanie dla mnie, jako rodzica chcącego podtrzymywać ten dar. Nieustanna walka o to, by pielęgnować zdolności a zarazem nie zabierać czasu beztroskiej zabawy. Staram się więc, by talent syna był dla niego przyjemnym przeżyciem. Zachęcam go do osiągania tego, co rzeczywiście chce osiągnąć, budowania poczucia własnej wartości i doceniania posiadanych umiejętności (w końcu nie każdy czterolatek wykonuje w pamięci obliczenia do 1000) pozwalając jednocześnie odpoczywać i bawić się – tak jak to robią inne dzieci w jego wieku. Kto ma przedszkolaka ten wie, że to wulkany w stanie erupcji. Wiele zdolności w początkowym okresie można rozwijać poprzez łączenie nauki z zabawą to bardzo upraszcza pracę. Nie ma nic lepszego niż kreatywna zabawa z własnym dzieckiem i takie były nasze początki. Wszystko zaczęło się w wieku 2,5 lat, gdy zauważyłam wzmożone zainteresowanie literami i cyframi. Mały bardzo szybko nauczył się alfabetu układając puzzle (drewniany pociąg z literkami). Liczenie poznał dzięki schodom na klatce liczonym codziennie przy okazji spaceru. Zresztą  liczyć można było wszystko począwszy od samochodów kończąc na zwierzętach i kamykach. Jednak takie zadania (liczenie konkretów) z czasem przestały wystarczać. Zaczęło się liczenie, co 2, co 10, czy co 100 by trochę urozmaicić liczenie przedmiotów. Z wiekiem coraz częściej zaczęły pojawiać się pytania, od standardowego ile to jest 2+2, po rozwiązywanie opisowych zadań (Na polu pasło się 100 owieczek, 22 z nich porwał wilk. Ile pozostało na pastwisku?) czy odczytywanie godziny ze wskazówkowego zegara bądź rozkładów jazdy na przystankach autobusowych. Pierwszą pomocą dydaktyczną były zwykłe klocki, puzzle z działaniami obrazującymi dodawanie i odejmowanie, gry planszowe, (których fanem jest po dzień dzisiejszy) czy małe paluszki, ale ba krótko w końcu ma się ich tylko dziesięć :). Super zabawą okazało się także płacenie za zakupy (błyskawiczna nauka wartości pieniądza i wstęp do podstaw ekonomi w jednym). Prawdę mówiąc nie wiem, kiedy synek zaczął liczyć w pamięci. Przeszedł do tego tak naturalnie, że nie zapamiętałam tego momentu. Początkowo były to proste działania jednak z czasem nasza zabawa „w zagadki”- jak ją nazywamy, nabrała tępa. Przyznam z nieukrywanym podziwem, że on ma chyba w głowie  kalkulator – nie raz potrafi wykonać obliczenie szybciej niż ja. Ostatnio Kuby biblioteczka wzbogaciła się nawet o słownik matematyczny z którego obecnie zgłębia tajniki matematyki a kolekcja gier wymagających analitycznego myślenia wciąż rośnie. Na swoim stoliczku zawsze musi mieć pod ręką czyste kartki bym mogła zapisać na nich działania do rozwiązania. Zdecydowanie bardziej lubi pisać i liczyć niż rysować szlaczki.

Moment pójścia do przedszkola rozpoczął nowy okres w życiu Kuby. Zdolne dziecko to w późniejszym okresie także pośredni kłopot dla całego systemu edukacji przedszkolnej i szkolnej. Wychodzi poza przyjęte ramy edukacyjne, ramy, które uśredniają umiejętności a dzieci uzdolnione często postępują nieszablonowo, nie raz cechuje je egocentryzm. Ich umiejętności przewyższają kompetencje rówieśników, przez co nudzą się na zajęciach dydaktycznych. Sukcesem jest trafienie na odpowiedniego pedagoga, który dostrzeże potencjał drzemiący w dziecku i pomoże mu się rozwijać. Rozbudzi tlący się ogień pielęgnowany przez rodziców. Powiem szczerze,  utalentowane dzieci szybko się nudzą przy powtarzaniu tych samych czynności – zatem przed ich rodzicami i nauczycielami stoi kolejne zadanie: trzeba poszerzać i wzbogacać program oraz indywidualizować wymagania. W pewnym momencie kończy się rola rodzica, jako „kompendium wiedzy” i wskazana jest pomoc specjalisty w danej dziedzinie by iść do przodu. Ich wzajemna praca oraz chęci ze strony dziecka połączone z jego indywidualnymi predyspozycjami przyniosą wymierny sukces. By potwierdzić umiejętności synka i umożliwić nauczycielkom dodatkową pracę z nim udaliśmy się na diagnozę do Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej. Dzięki otrzymanej opinii nauczycielki posiadają wytyczne dotyczące pracy z dzieckiem uwzględniając jego indywidualne predyspozycje i zdolności a ja, jako rodzic uzyskałam wiele cennych rad dotyczących wychowania, pielęgnowania zdolności wpływających na wyjątkowość mojego syna.

Przy wychowaniu utalentowanego dziecka potrzeba wiele siły by walczyć o stworzenie możliwości dogodnego rozwoju swojej pociechy, samozaparcia w działaniu i nieskończonych pokładów cierpliwości Cytując klasyka i swoje doświadczenie mogę rzec: “Tylko spokój może nas uratować”. Wiele czasu trzeba też poświęcić na zgłębianie wiedzy w danej dziedzinie i programów nauczania początkowego, by w atrakcyjnej dla dziecka formie rozwijać jego indywidualne uzdolnienia a za razem nie szkodzić mu wykładając wiedzę w niekompetentny sposób. Trzeba mu tłumaczyć, że talent i inteligencja to połowa sukcesu. To dar i siła napędowa działań, ale bez pracy i skrupulatności na niewiele one się zdadzą. Pokazać mu, że świat stoi przed nim otworem, ale trzeba go przyjmować z pokorą, bez postawy roszczeniowej i pracować na swój sukces. Małymi kroczkami budować naturalny pęd ku wiedzy, chwalić, ale również pozwolić popełniać błędy, przeżyć gorycz porażki, ponieważ nauka na własnych błędach jest kluczowym elementem procesu edukacyjnego. Nigdy nie pozostawiać pytań bez odpowiedzi, nie zbywać jak natręta i nie zabijać naturalnej chęci poznawania świata – nie ma głupich pytań (nawet jeśli słyszymy je już po raz setny) a gdy nie znamy odpowiedzi zawsze razem można poszukać jej w internecie czy poczciwej encyklopedii. Jednak w tym wszystkim najważniejsze to zrozumieć i zapamiętać, że dziecko jest przede wszystkim dzieckiem, a dopiero potem dzieckiem utalentowanym!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Dominika Mrozek

    Życzę wytrwałości. Oszlifowany diament będzie jeszcze bardziej błyszczał.

    1. Dziękuję :)

  2. Matka Prowincjonalna

    myślę podobnie, jak Ty i wiem, też poniekąd jako nauczyciel, że z dziećmi zdolnymi jest “ciężko” i trzeba włożyć dużo pracy i wysiłku, by je uczyć, zainteresować, a nie zniechęcić. Fajny wpis i gratuluję mądrego synka :)

    1. Dlatego potrzebna jest współpraca ze strony rodziców jak i nauczycieli. Każdy ze swojej strony dołoży cegiełkę i pomoże wydobyć talent. Mam nadzieję, że na swej drodze syn spotka nauczycieli z zapałem do działania :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku