Postanowienia noworoczne…


Postanowienia noworoczne, kto ich nie miał? Kto je dotrzymał i szczerze się z nich rozliczył, przed samym sobą, wraz z końcem roku? Ja nie. Ale prawda jest taka, że nigdy się w to nie bawiłam. Jakoś nie czułam potrzeby. Ale naszła mnie takowa właśnie dziś, gdy zaczęłam rozmyślać o tym co mnie czeka w najbliższych miesiącach, czego pragnę, o czym marzę i czego sobie życzę. 

I tak oto moja lista postanowień na 2016 rok wygląda tak:

  1. Pozostanę aktywna fizycznie
    Ideałem byłoby, gdyby udało mi się przejechać rowerem, przebiec i przemaszerować dwa razy tyle kilometrów ile zrobiłam w 2015 roku, ale wiem, że z niemowlakiem pod pachą (wszak w lutym zostanę podwójną mamą!) może być to trudne do zrealizowania. Dlatego nie zakładam konkretnych liczb, lecz obiecuję sobie, że postaram się utrzymać swe statystyki co najmniej na takim samym poziomie, jak w ubiegłym roku, który notabene uważam, za bardzo udany. Tym bardziej, że przyszło mi zabierać ze sobą ciążowy brzuszek i niejednokrotnie 4-letniego towarzysza rowerowych podróży ;-)
  1. Będę zdrowo się odżywiać
    Tyczy się to głównie regularnego jedzenia (pięciu posiłków) i nie wychodzenia z domu bez śniadania! Poza tym, w dalszym ciągu będę się objadać warzywami i owocami.
  1. Będę dbać o zdrowie mojej rodziny
    Nie poddam się i w dalszym ciągu będę walczyć: z mężem o eliminację śmieciowego jedzenia, słodkich gazowanych napojów, nadmiaru cukru oraz soli, a także z synem by przekonał się do smaku lekceważonych przez niego warzyw.
    Będę również nadal, do znudzenia, zachęcać ich do regularnej aktywności fizycznej, na świeżym powietrzu, bo w zdrowym ciele, zdrowy duch!
  1. Przeczytam więcej książek
    Mam spisaną listę, a także zebraną i odłożoną całkiem sporą kupkę książek, które niecierpliwie czekają aż wezmę je w swoje ręce. Chcę więc w tym roku wygospodarować dla siebie nieco więcej wolnego czasu i poświęcić go właśnie na czytanie.
  1. Odwiedzę dentystę
    Wstyd się przyznać, ale nie pamiętam kiedy ostatnio byłam u dentysty! Fakt faktem, o zęby dbam od zawsze i nigdy na nie nie przyszło mi narzekać (odpukać!), ale wiadomo – specjalistę odwiedzać trzeba, podobno raz na pół roku… ;-) Najwyższy więc czas ruszyć tyłek!
  1. Nie będę sobie wiecznie wszystkiego żałować
    Tak to już niestety ze mną jest, że zazwyczaj odkładam swoje potrzeby i zachcianki na bok (na rzecz innych, najczęściej dziecka). A potem wkurzam się na siebie, że znowu sobie czegoś odmówiłam, a przecież tego potrzebowałam, była akurat dobra okazja, albo najzwyczajniej w świecie – coś mi się bardzo podobało! Chciałabym pozbyć się tego wrednego uczucia i tym samym częściej obdarowywać się prezentami, bez zbędnych wyrzutów sumienia.
    P.s. Poczyniłam już nawet pierwszy krok i kupiłam sobie ostatnio torebkę! A co! =)
  1. Zaprzyjaźnię się z żelazkiem
    Nie lubię prasować. W zasadzie to wręcz nie cierpię! Uważam, że to jedno z nudniejszych czynności jakie muszę czasem wykonywać. I z przykrością stwierdzam, że nawet zakup nowego, porządnego żelazka nie poprawił mojego nastawienia. Choć z drugiej strony wiem, że recepta na to jest prosta – wystarczy nie odkładać ubrań i czekać aż urosną w pokaźną stertę, a prasować na bieżąco, po kilka sztuk za jednym posiedzeniem. Wtedy nie jest aż tak strasznie. I tak właśnie sobie postanawiam. ;-)
  1. Nie będę tracić nerwów na błahostki
    Taki ze mnie brzydal, że lubię się czasem przesadnie czymś poirytować, za dużo rozmyślać i rozkładać na czynniki pierwsze to, co tak naprawdę nie jest istotne. Nie chcę tego robić, szkoda mojego czasu i nerwów.
  1. Nie będę strzelać fochów
    Albo raczej (mierząc możliwości na zamiary) zmniejszę ich ilość…. ;-)
  1. Będę szczęśliwa
    Ot tak, po prostu, bo lubię być w dobrym humorze i cieszyć się tym co mam!

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja dziewięć lat temu zerwałem z nałogiem palenia papierosów. Motywowałam syna w postanowieniach noworocznych. Powiedział jasno i dosadnie – a ty czy potrafisz? Zawsze uważał że nie panuję nad nałogiem palenia papierosów , których był wielkim wrogiem.Tak!. – nie wypadało pokazać swojej słabości. Czego nie zrobisz dla swojego syna? Nie palę do dziś . A syn – już wie ,że matka nie rzuca słów na wiatr

    1. Gratuluję wytrwałości i rzucenia tego paskudnego nałogu! ;)

  2. Ewa Zielińska

    Podpisuję się pod tą listą :)

  3. I ja się podpisuję :)

  4. Ja też się podpisuję pod tą listą! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Ale to nie ja! Bujanie czy kłamstwo – jak sobie z tym radzić


Ale to nie ja!, Nie pamiętam.- jak często słyszycie z ust swoich pociech te słowa lub inne kłamstwo? Bo przecież szklanka z sokiem rozlała się sama, kredki same się wysypały, ubranie samo się pobrudziło, młodsza siostra płacze bez powodu. Po prostu to wszystko przez to SAMOSIĘ, to ono jest winne wszystkiemu.

Kiedy przyłapiemy nasze dzieci na kłamstwie reagujemy zazwyczaj na cztery sposoby:

  • przeprowadzamy z dzieckiem poważną rozmowę, mówimy o odpowiedzialności, o tym, jak ważne jest mówienie prawdy. Na koniec grozimy karą za następne kłamstwo
  • nie robimy wokół tego wiele hałasu, machamy ręką obojętnie bo wszystko będzie dobrze, przecież to było pierwszy (drugi, trzeci) raz i na pewno się już nie powtórzy, przecież on się kiedyś zmieni, bo on ma dopiero trzy latka i nie wie co to kłamstwo
  • nie potrafimy zrozumieć dlaczego nasze dziecko kłamie nam w żywe oczy. Próbujemy jednak zrozumieć jego zachowanie wczuwając się w sytuację jego małymi oczami, jego małymi rączkami, nóżkami, bo świat z perspektywy dziecka nie jest przecież taki sam
  • wpadamy w furię, złość, czujemy, że moglibyśmy uderzyć dziecko. Wrzeszcząc na dziecko każemy mu iść do kąta, lub swojego pokoju

Kłamstwa dzieci nie są takimi samymi kłamstwami jak dorosłych dlatego nie należy traktować i oceniać ich jednakowo. Dziecięce kłamstwa to mechanizm obronny, wtedy stwierdzenie “to nie ja” jest odpowiedzią między innymi na lęk przed karą, niewspółmierną reakcją bliskiej mu osoby. Jeśli dziecko świadomie kłamie, to nie dlatego, że jest złe, tylko nie widzi innego wyjścia z danej sytuacji. Często dzieci mają nadzieję, że być może prawda nie wyjdzie na jaw, a przynajmniej nie za szybko. Wg Jeana Piageta dzieci w wieku przedszkolnym charakteryzuje myślenie magiczne, gdzie zwierzętom, przedmiotom, dzieci nadają cechy ludzkie. Niektóre dzieci tworzą historię o sobie, swoich bliskich, które mijają się z prawdą. Fantazjowanie to naturalny etap w rozwoju dzieci, gdzie granica pomiędzy tym co rzeczywiste a nierealne jest bardzo cienka, a czasem jej nie ma. Mój czterolatek, często opowiada mi o swoim wymyślonym przyjacielu, można rzec, że razem z nim “buja” w obłokach. To jeszcze nie powód by go karcić za kłamstwo. Problem pojawia się wtedy kiedy nasze dziecko notorycznie kłamie nam w żywe oczy. Warto wtedy się zastanowić nad przyczyną jego kłamstw. Wbrew powszechnej opinii szybkie karcenie za kłamstwo może spotęgować tylko to zachowanie. Warto zatem wysłuchać dziecka i jego wyjaśnienia dlaczego skłamało. Może ono naprawdę nie pamięta? Trudno w to uwierzyć, ale małe dzieci potrafią zapominać, często też mają trudności by rozgraniczyć i wyczuć wszystko co stało się w określonym czasie.

Ze swojego dzieciństwa pamiętam także jak rodzice strofowali mnie “nie bujaj”. Czasem bardziej trafnym określeniem na kłamstwo dziecka jest właśnie bujanie. Dzieci tworzą swój świat, w który wierzą. Nie mają złych intencji. Dlatego nie warto pochopnie osądzać odpowiedzi naszych dzieci.

Z prędkością światła potrafimy odpowiedzieć dziecku podniesionym tonem Kłamiesz! Zanim krzykniesz na dziecko, skarcisz je gestem czy wzrokiem, zastanów się chwilkę i przypomnij sobie te małe rady:

  • Pamiętaj rozmowa z dzieckiem w cztery oczy jest bardziej wartościowa niż stek wykrzyczanych wyrzutów. Traktuj dziecko jak równoprawnego partnera w rozmowie.
  • Spróbuj zrozumieć swoje dziecko, dlaczego ta szklanka “sama się” wylała. Czasem może zaskoczyć cię prawdziwy powód tej sytuacji.
  • Nie rób wokół tego zbyt wiele hałasu. Spokojnym tonem z opanowaniem wyjaśnij dziecku, że mówi nieprawdę i nie dasz się oszukać.
  • Nie wyśmiewaj go. Dziecko ufa najbardziej swoim rodzicom, niestety łatwo możemy zniszczyć to zaufanie, którego nie można już tak łatwo odbudować.
  • Bądź przykładem dla dziecka, nie oszukuj, nie okłamuj go.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Mam tyle szczęścia, że moi chłopcy nie kłamią. Jak np coś stłucze to mówi , że nie chciał i tyle …..

  2. U mnie wszystko samo sie przemieszcza ;)

  3. to nie ja zjadlam czekolade z buzia cala umorusana

  4. Mam 3dzieci i jak ktorej cos narobi i pytam kto jest winny odpowiedz pada jednoglosnie”mamo to cala trojka,my to zepsulismy…”haha

    1. Nie ma to jak odpowiedzialność zbiorowa :p

  5. U nas albo samo coś się robi, albo Antek- młodszy brat, który nie chce uczyć się mówić.

  6. Zdecydowanie wszystko samo się :)
    Świetny tekst :)

  7. Nasza córka ostatnio notorycznie idąc do babci (mieszka piętro niżej) – mówi jej, że mama nie dała jej nic jeść i ona jest głodna…. możecie sobie wyobrazić minę Teściowej….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Książeczka zdrowia dziecka wraca do gry


Od stycznia 2016 każdemu noworodkowi przy wypisie ze szpitala zostanie wydana książeczka zdrowia dziecka, która będzie obowiązkową dokumentacją medyczną. Tę książeczkę rodzice będę okazywać podczas wszelkich badań, zostaną w niej odnotowane szczepienia, przebyte choroby zakaźne, hospitalizacja, sposoby żywienia, informacje o tym, na co dziecko jest uczulone i inne ważne informacje o jego stanie zdrowia.

Dawno, dawno temu…

Książeczka zdrowia dziecka była wydawana zgodnie z Rozporządzenia Ministra Zdrowia od 1959 roku rodzicom nowo narodzonych dzieci. Była ważnym i obowiązkowym dokumentem, w którym zapisywano informacje o stanie zdrowia i rozwoju dziecka od dnia jego narodzin do ukończenia osiemnastego roku życia. Książeczki oficjalnie „zniknęły” w 2002 roku.

Jeszcze wczoraj…

Gdy sześć lat temu urodził się Aleks, wyszliśmy ze szpitala z książeczką zdrowia dziecka. Owa książeczka towarzyszy nam do dziś podczas wszystkich szczepień, bilansów i wizyt u specjalistów. Nie wiedziałam nawet, że jest nieobowiązkowa i wynika z dobrych praktyk szpitala i lekarzy. Jestem ciekawa, czy Wasze dzieci też takie książeczki posiadają?

Dotychczasowo funkcjonujące książeczki były krytykowane za to, że nie są ujednolicone (określony ich wzór na pewno ułatwi sprawę) i przepełnione reklamami (osobiście jakoś mi to nie przeszkadzało – może książeczka Aleksa nie ma ich tak wiele). Ale najistotniejsze są wyniki badań społecznych – choć większość rodziców otrzymało książeczki dla swoich dzieci, to nie wszyscy lekarze czy pielęgniarki z nich korzystali. Nie musieli – nie był to oficjalny dokument medyczny, a więc NFZ nie wymagało uzupełniania takich informacji.

Wraz z przyjściem nowego roku…

Od stycznia tego roku status Książeczki Zdrowia Dziecka został prawnie uregulowany – zapisywanie informacji o zdrowiu dziecka będzie teraz dla lekarzy, pielęgniarek i położnych obowiązkowe, a jej wzór został ujednolicony. Sama wiem, jakie to ważne, gdyż ja akurat większość potrzebnych danych mam w niej zawartych i wiem, gdzie mogę je łatwo znaleźć. Jeśli nie wszystkie szpitale położnicze praktykowały wydawanie książeczek, a lekarze i pielęgniarki w przychodniach nie uzupełniali książeczkowych rubryk, to cieszę się, że to się zmieni. Rodzice  macie już prawo oczekiwać, aby rubryki Książeczki Zdrowia Dziecka były rzetelnie wypełniane. Jedynie szkoda, że książeczka nadal będzie w formie papierowej – sprawniejsze i praktyczniejsze pewnie byłoby wprowadzenie systemu informatycznego, w którym w razie potrzeby lekarz mógłby sprawdzić historię leczenia małego pacjenta. Ale może i na to wkrótce przyjdzie czas.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja dla mojego syna 3,5 roku temu dostałam :) Myślę, że w Cieszynie to norma, przynajmniej w przychodni, do której chodzę pytają o nią. Wpisują tam szczepienia, przebyte choroby zakaźne itp

    1. Różnica polega na tym że teraz bezwzględnie muszą wszystko tam pisać a teraz nie musieli ją chodzę przeważnie bez tej książeczki do lekarza i jest ok teraz tak jak kartę będzie trzeba książeczkę ;)

    2. Mysle ze takie zwyklej wizyty z powodu choroby to chyba nie… Tylko ważne, mające znaczenie w dalszym zyciu informacje… Bo miejsca im braknie? w tych”naszych” starych książeczkach” tez grypy nie pisali…?

    3. Wszystkie przeziębienia leki które dziecko dostało bo to jest ważne

  2. Moji synowie maja 12 i 9 lat i nosze je na kazde szczepienie i bilans

  3. My mamy rodziłam na Wyspiańskiego 4,5 roku temu i 5 miesięcy temu obaj mają książeczki o zawsze mamy je na wizytach u lekarza ale.nie zawsze ja chcą mają swoje zeszyty z dokumentacją

  4. Nam w ksiazeczke wpisywali tylko szczepienia i bilanse , chorob nie i teraz jak sie przeprowadzilam to nowy lekarz mojego synka kompletnie nie zna jego historii ..

  5. Ja nie mam dla moich dzieci ( 3,5 i 18m ). Tutaj gdzie mieszkam wszystko jest w komputerze.

  6. My również posiadamy, choć nie wszystko jest w niej notowane, lekarz tez prowadzi własny zeszyt.

  7. Moje dzieci maja 4 i 2 i tez nie wiedzialam ze jest nieobowiazkowa

  8. Syn ma 8 lat a córka 3 i oboje mają książeczkę

  9. My też mamy i towarzyszy nam na każdym szczepieniu i wizycie. Nie wiedziałam nawet że nie jest obowiązkowa.

  10. My mamy książeczki. Szczepienia, bilanse i pierwsze wizyty u specjalistów były wpisywane, ale wolałabym żeby była dokładniej uzupełniana.

  11. Mój ma ale tylko tam są szczepienia i np jak byliśmy badać bioderka a wolałabym jak by była dokładnie uzupełniana bo lekarze nie wiedzą jakie leki były tym bardziej jak się jest na jakimś dyżurze czy coś

    1. Zgadzam się. Znajduje się tam zbyt mało istotnych informacji, które mogą być przydatne w różnych np. nagłych sytuacjach. Moja córeczka (6,5 lat) ma taką książeczkę. Dostałam ją po urodzeniu małej, przed wyjściem ze szpitala. Wpisywane są właśnie tylko informacje dotyczące szczepień i bilansu. W przychodni córeczka ma swoją kartę gdzie zapisywane są inne informacje np. dotyczące zdiagnozowanej choroby, przepisanych leków itp.

  12. My mamy i wszystko jest tam wpisywane. Szczepionki, bilanse, wizyty u pediatry itd

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Ile księdzu do koperty?


Święta, święta i po świętach, zbliża się więc czas w którym ksiądz i ministranci zaglądają do parafian “po kolędzie”. Przy okazji można od paru lat zaobserwować ciekawy trend i ze strony zwykłych ludzi i ze strony towarzyszy księdza. W ogóle wizyta duszpasterska powoduje niezrozumiały dla mnie popłoch. I zaczynają padać pytania “przyjmujecie księdza?” no i nieodzowne “ile dajecie do koperty, a ile na rękę ministrantom?”. 

A ci którzy nie przyjmują, zamykają drzwi na zamek i za tymi drzwiami nawet się nie poruszą, by nie dać poznać że jednak są, tyle że nie życzą sobie wizyty. Bo właśnie w kopertę trzeba dać, a nie mają i głupio, bo wody święconej w domu brak no i obrus taki niewyprasowany. Bo nie chodzą do kościoła i nie wiedzą, że w ogóle ksiądz po kolędzie chodzi. Ja też nie wiedziałam, mnie powiedziała to Bardzo Ważna Osoba dla mojej rodziny, naciskając jednocześnie że księdza TRZEBA przyjąć, bo dziecko niedługo(?!) do komunii i jak to tak!

Zaopatrzeni w niezbędne “akcesoria”, przygotowaliśmy się na tę wizytę także pod kątem “koperty”. Pech chciał, że mąż kończył pracę o 15.30, a tego popołudnia musieliśmy jechać na miasto, i nie było zmiłuj. Ksiądz chodził od 16, my po 17 zaryzykowaliśmy, zostawiając w pełni przygotowany stół, szybkim wypadem na miasto. Tym razem ksiądz był wcześniej niż przez wszystkie lata, minęliśmy się, chyba sąsiedzi nie przyjmowali kolędy bo po godzinie wszystko się skończyło, nie trafiliśmy na księdza nawet w klatkach obok (w latach poprzednich taki obchód to była kwestia ok 3 godzin z okładem).

Pomyślałam, że trudno, tak jak księdza od paru lat przyjmujemy z sympatii, tak teraz nie dało rady. Niestety cięgi jakie spadły na mnie w rozmowie telefonicznej z Bardzo Ważną Osobą, mnie powaliły. No tak, prawie jak bezbożnicy, księdza nie przyjęliśmy, koperty nie daliśmy, na pewno nas sobie zapisze i zapamięta… Aż mnie złość wzięła, bo od kiedy to ja mam OBOWIĄZEK przyjmować kolędników?  Nie mam, innym do domów nie zaglądam, i sama też sobie nie życzę by robili to bliżsi czy dalsi krewni, a nawet i rzeczony ksiądz z ministrantami.

Ale o co mnie jeszcze chodzi z tą kolędą? Z roku na rok można zauważyć że nawet ministrantom nie chce się za bardzo wysilać, bo kolędy na odwal a jak się da wcześniej kasę i powie “ok, nie śpiewajcie”, to dla nich i lepiej – wybaczcie, kasę mnożna przeliczyć –  i śpiew z marszu milknie. Ale młodych nie ma co się czepiać, dla nich to nie tylko opcja zarobku ale i atrakcja.

Za to jeśli idzie o księdza, tak jak wspominałam, przyjmowałam bardziej z sympatii niż z poczucia obowiązku. Mieliśmy świetnego kapelana, ksiądz Jan udzielał nam ślubu, błogosławił moim dzieciom tuż po porodzie i chrzcił je gdy przyszła pora. Był nie tylko księdzem z powołania, takim który nie rozbijał się super autami i rzeczywiście dbał o swoich parafian, ale przede wszystkim w moim odczuciu jest dobrym człowiekiem. Księdza Jana już nie ma, został przeniesiony do nowej parafii, a my mamy nowego duszpasterza, który mówiąc oględnie raczej mi nie podpasował. Bywa, ksiądz nie zupa pomidorowa, nie musi wszystkim smakować i pewnie dlatego nie rwę włosów z głowy że nie spotkaliśmy się podczas kolędy.
Nie jestem hipokrytką, nie chodzę do kościoła co tydzień, nie będę też ganiać za księdzem po mieście, albo czekać z kołkiem w tyłku  trzech godzin aż i do mnie zawita. Powala mnie jednak fakt, że dla samego “wypada” ludzie są wstanie wiele zrobić, co gorsza zmuszając do tego innych. Czy to się kiedyś zmieni?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Przyjmuję księdza i ministrantów. Nie robię z tego jakiegoś niepotrzebnego popłochu. Daję ile uważam bo wiem na co idą pieniądze w mojej parafii.

    1. Ja rowniez. I smiesza mnie artykuly typu “ile dac ksiedzu w koperte”!!!

    2. Aneta ale zwróć uwagę, że to tylko tytuł, a tekst dotyczy czego innego, raczej kwestii robienia sztucznego problemu z tego, a nie ile faktycznie trzeba włożyć do koperty. Pozdrawiam /Żaklina/

    3. Wiem. Ale jak dla mnie to zupelnie normalne ze za kolede daje sie wolne datki. I uwaga- w mojej parafii koperty rzuca sie po wizycie ksiedza w niedziele na tace a nie daje ksiedzu do reki podczas wizyty. Nie mniej jednak nie rozumiem dlaczego to teraz taki modny temat. Nawet I u was na portalu dla osob posiadajacych dzieci a nie na portalu koscielnym czy politycznym :-) :-)

    4. Aneta bo te dzieci dotyka “gniew” księdza. Dorzucam to w cudzysłowie, bo mnie straszono tym , że ksiądz dzieci do komunii nie dopuści jak nie będziemy przyjmować. Więc wpuścić księdza wypada a wręcz trzeba. Właśnie stąd jestem ciekawa, jak wygląda sytuacja gdzie indziej. A temat koperty… gdybym sama nie słyszała takich pytań, to tematu by nie było. A jednak….

    5. Poza tym, “w mojej parafii koperty rzuca się po wizycie księdza w niedziele na tace a nie daje księdzu do reki podczas wizyty.” To jest dobre, ja natomiast byłam świadkiem jak ksiądz podpisywał ile dostał w kopercie i numer mieszkania w swoim kajecie. Po co to jemu? Nie chcę wiedzieć.

    6. Dla mnie sprawa jest prosta- jestem katoliczka, jestem wierzaca I praktykujaca(uwaga! Nie uznaje czegos takiego jak wierze ale nie modle sie bo kosciol I ksiadz nie sa mi do niczego potrzebni), no I swoje dziecko tak samo wychowuje w wierze. Oczywiste jest dla mnie rowniez to, ze jezeli ktos nie wierzy, nie chodzi do kosciola to I nie chrzci swoich dzieci ani nie chce dla niego zadnych innych sakramentow typu komunia czy bierzmowanie- no bo po co? Od ludzkiego oka?! Bo z musu tez nie bo musu nie ma tu zadnego. Wiec nir rozumiem straszenia dzieci typu”do komuni cie ksiadz nie dopusci”. I jeszcze jedno, tak samo dziwne jest dla mnie to, ze ci “niepraktykujacy” zawsze maja najwiecej do powiedzenia w kwestii kosciola I religi. No a jak moga sie wypowiadac tak ochoczo w tej kwestii skoro nie widza nic na wlasne oczy( no bo w kosciele ich nie ma to jak maja widziec), tylko wszystkie informacje jakie maja biora z mediow I z tego typu artykulow. To tak samo jakbym ja-katoliczka najezdzala na islam czy jakakolwiek inna religie nie interesujac sie nia I nie uczestniczac w ich obrzedach…

    7. Aneta gdyby ktoś chciał posądzić mnie że nie wiem o czym piszę, lub sama robię coś dla poklasku- ale nie twierdzę że Ty tak uważasz- do pewnego czasu byłam wierząca i praktykująca. Na własnej skórze odczułam czym jest działalność księdza, który z powołaniem się minął. Więc poprawiam – wierzę i praktykuję tylko wtedy gdy potrzebuję iść do kościoła, w sensie rozmowy z Bogiem , bez pośredników. Działania pewnych przedstawicieli Kościoła zniechęciły mnie skutecznie. Ale prawda jest taka, że podziwiam tych, którzy trwają. Rozpisałam się, choć nie o o to w tej dyskusji chodzi ;) Wszystkiego dobrego!

    8. Hmmm, czyli w mysl powiedzenia “jak trwoga to do boga”?? No bo jak inaczej podsumowac pani wypowiedz “wierze I praktykuje tylko wtedy gdy potrzebuje isc do kosciola, w sensie rozmowy z bogiem, bez posrednikow”. Czyli jak Pani cos potrzeba to idzie sie Pani pomodlic a jak wszystko jest ok to wtedy omija Pani kosciol szerokim lukiem?! :-) raz jest pani wierzaca I praktykujaca a raz nie? :-) hmmm, ciekawa teoria, z taka jeszcze sie nie spotkalam :-) rowniez zycze wszystkiego naj w nowym roku!! :-)

      1. Aneta Wagner no właśnie nie, Twoja nadinterpretacja jest daleko posunięta i krzywdząca dla mnie. Nigdzie tego nie napisałam, ani w kontekście nie stwierdziłam -zacytuję “czyli w mysl powiedzenia “jak trwoga to do boga”?? ” odnośnie “No bo jak inaczej podsumowac pani wypowiedz “wierze I praktykuje tylko wtedy gdy potrzebuje isc do kosciola, w sensie rozmowy z bogiem, bez posrednikow”. ” Jak podsumować? W prosty sposób- wierzę cały czas, jeśli chcę być w świątyni, przychodzę jeszcze przed mszą. To proste. A nie dzieje się to gdy mam problemy, nie biegnę do kościoła, -bo przepraszam, ale te rozwiązuję sama, bez pośrednictwa duszpasterza. W dalszą dyskusję nie chcę wchodzić, bo boję się kolejnych, niesprawiedliwych Pani wniosków. To nie po chrześcijańsku…

    9. Dlaczego ksiądz podpisuje kopertę? A no może dlatego, że np u mnie w parafii kasa idzie na: 1. Caritas diecezjalna 2. Potrzeby kościoła 3. Dla kolędujacego księdza. Kiedyś po wizytach ksiądz wpisywal wszystko w specjalny zeszyt razem z datkami danymi przez cały rok na kościół, bo dając cegiełkę na kościół można było sobie to odliczyć od podatku. Ale to lata temu było. Poza tym u mnie w parafii jest czytane ile zostało dane na kościół. Także fajnie, że ksiądz przy mnie zapisze, że w kopercie jest 30zł dzielone na 3grupy niż, że np 10 zł..

    10. W roli mamy – wrolimamy.pl ja mam tak samo ide jak potrzebuje a nie jak nakazują chodzic co tydzien bo tak trzeba dzieci tez tak wychowuje ze jak czuje potrezbne to idziemy a nie ze mus bo nie zamierzam do niczego ich zmuszać chce zeby świadomie miał wybor mi niestety go nie dano i efekt był odwrotny

    11. Justyna Wilczyńska u nas podpisywał a potem wyczytywał kto ile dał albo potrafil wieszac liste na ogłoszeniach kto ile dal po to podpisywał koperty

    12. Katarzyna Kuboszek mialam dokladnie ta sama sytuacje ksiadz podczas ogloszen parafialnych na mszy czytal z ambony kto ile dal co wczesniej zapisywal na koledzie tak bylo w mojej parafii.
      I tez zgadzam sie co do chodzenia do kosciola chodze kiedy czuje taka potrzebe.

    13. i tak powinno byc nie ze musisz isc w niedziele i koniec na zmuszaniu nic sie nie osiagnie a tak bedzie znał dwie strony i potem sam zdecyduje co dalej

    14. Aneta Wagner no właśnie nie, Twoja nadinterpretacja jest daleko posunięta i krzywdząca dla mnie. Nigdzie tego nie napisałam, ani w kontekście nie stwierdziłam -zacytuję “czyli w mysl powiedzenia “jak trwoga to do boga”?? ” odnośnie “No bo jak inaczej podsumowac pani wypowiedz “wierze I praktykuje tylko wtedy gdy potrzebuje isc do kosciola, w sensie rozmowy z bogiem, bez posrednikow”. ” Jak podsumować? W prosty sposób- wierzę cały czas, jeśli chcę być w świątyni, przychodzę jeszcze przed mszą. To proste. A nie dzieje się to gdy mam problemy, nie biegnę do kościoła, -bo przepraszam, ale te rozwiązuję sama, bez pośrednictwa duszpasterza. W dalszą dyskusję nie chcę wchodzić, bo boję się kolejnych, niesprawiedliwych Pani wniosków.

    15. Ale przeciez publikujac cokolwiek, jakakolwiek wypowiedz w internecie musimy sie liczyc z tym, ze nie kazdemu ona sie spodoba I ze zawsze znajdzie sie ktos kto nie bedzie mial takiego samego zdania na dany temat niz ja :-) wiec o co ten strach, o krytyke wlasnego siebie?:-) podsumowujac mimo wszystko uwazam, ze “katolik” ktory nie praktykuje to nie katolik a co do niedzielnej mszy sw. To obowiazkowe uczestnictwo katolika w niej jest zapisane w dekalogu… chodze bo jako katolik mam taki obowiazek a nie chodze tylko “jak mam taka potrzebe a jak nie to nie”…

    16. Kazdy ma prawo do wlasnego zdania na dany temat :)
      Ja pomimo tego ze nie chodze teraz do kosciola i nie uczestnicze we mszy swietej czuje sie katoliczka.Wierzaca ale nie praktykujaca.Zostalam wychowana w tej wierze,chodzilam do kosciola co niedziele kiedys ale przestalam.Dla mnie wierzyc w Boga mozna bez udzialu kosciola.Kosciól i Bog to jak dla mnie dwie oddzielne sprawy a jedynie laczace sie w pewnych kwestiach.
      Sakramenty wszystkie mam ,w tym roku urodzilam corke ,ochrzcilam ja i nie bylo to na pokaz a dlatego ze czulam taka potrzebe.
      Chcielismy z partnerem przy chrzcie sie wyspowiadac i przyjac komunie ale nie moglismy a wszystko dlatego ze zyjemy w wolnym zwiazku…nie jestem zla z tego powodu aczkolwiek jest to dla mnie troche abstrakcja bo dlaczego ktos bedzie mi nakazywal jak mam zyc bo w pewien sposob jest to nakazywanie.
      Skoro katolik niepraktykujacy to nie katolik to w takim razie powinnam tez zaprzestac swietowac Boze Narodzenie ,czy chocby Wszystkich Swietych bo to katolickie swieta a ja katolikiem nie jestem.Bynajmniej wedlug opini pani Aneta Wagner :)

    17. W roli mamy – wrolimamy.pl – u nas – w Zabrzu niestety księża Franciszkanie robią problemy jeśli się kolędy nie przyjmuje. Ja nie przyjmowałam przed urodzeniem syna z racji pracy na zmiany, praca po 12 godz. 7 dni w tygodniu na zmiany, jak urodziłam syna to usłyszałam że kolędy to nie przyjmowałam ale dziecko to chcę ochrzcić… Podobnie jest z komunią, jak się kolędy nie przyjmuje to do komuni nie dopuszczają…

  2. przyjmuje bez problemu,kasy nie daje bo nie rozumie tego zwyczaju, mi tez ksiadz pieniedzy nie daje gdy sie widzimy.

    1. :D świetne podsumowanie”mi tez ksiadz pieniedzy nie daje gdy sie widzimy.”

    2. Dziekuje :) za chrzest syna tez nie dalam pieniedzy.

  3. U mnie w domu to jest zupełnie oczywista sprawa. Co roku przyjmujemy księdza,ministrantów nie mamy żadnego dylematu w tej kwestii. Podobnie jak Pani Izabela dajemy ile uważamy za stosowne dać i nie widzimy powodu pytać innych ile wkładają do koperty czy też ile dają ministrantom.

  4. Ja Tez.przyjmuje i nie dajemy nic księdzu a ministranton parę zł bo.i tak.powoła z tego.co.mają.idzie do.księdza.a.resztę dziela między sobą a.szkoda bo.powinni.mieć całość z.woreczka.dla.siebie a przychodzi.pogadać zobaczyć i o dziwo nas poznał.sam.proboszcz ze chrzcilismy ostatnio i Stwierdził że.jesteśmy twardzi ze zostaliśmy w pl.i odwazylismy się.mieć 2 dzieci a nie ucieklismy.na.zachód ale cóż.jak.się chce to.się da

  5. rowniez przyjmuje ksiedza ale nic nie daje do koperty;)

    1. Kiedyś planowałam tak zrobić

  6. Przyjmuję księdza i daje kopertę.

  7. Znalezione gdzies kiedys….i cos w tym jest. Osobiscie przyjmuje kolede ale nie daje ksiedzu.

  8. W tym roku ksiadz widzac koperte na stole podczas wizyty duszpasterskiej kilka razy zapytal czy oby na pewno wystarczy nam pieniedzy. Czy my nie potrzebujemy ich bardziej?

    1. Nigdy nie spotkałam się z czymś takim. Ale tak być powinno, prawda?

    2. u mnie w mieście w parafii obok też jest taki ksiądz, nigdy nie bierze pieniędzy od biednych a czasem jak na stole jest koperta to nie weźmie

    3. Tak to powinno wygladac :-) bylam milo zaskoczona :-)

    4. A u mnie ksiadz tez od rodzicow raz nie wzial

    5. Kiedy budowaliśmy dom i ksiądz po raz pierwszy był to także powiedział, że nam teraz bardziej potrzebne i damy jak skończymy.

    6. U nas raz był.taki.ale yo gościnnie ksiądz.był.franciszkanim i tez.koperty nie wziął a był.w z zeszłym.roku taki co szukał.po.meblach.koperty ale nie.znalazł .bo.nawet jej.nie było

    7. To budujące, co piszecie o takich księżach :)

    8. niestety niektórzy sa nastawieni tylko na kase a nie na to zeby faktycznie odwiedzić

    9. Ja spotkalam sie z takim ksiedzem ktory zapisywal kto ile dal a potem podczas mszy czytal to z ambony ten dal tyle a ten tyle i po co to tak …? Niektorzy licza tylko na pieniadze

  9. Niestety wizyta kojarzy mi sie z koperta;( ile Ta rodzina dała. Nie przyjmuje kolędy. Ps ale znam księdza co od młodych nie wziął bo sa na dorobku – to godne pochwały.

  10. My chodzimy do kościoła, przyjmujemy też księdza, mój mąż jak tylko może zwalnia się na nią z pracy :P ale nie o to chodzi, szkoda, że w informacjach o kolędzie na pierwszym miejscu jest koperta… ale tak szczerze to jeśli Wam na tym nie zależy to nic na siłę, ja też nie zapraszam ludzi których wizyta nie jest dla mnie ważna, a Ci którzy są dla nas istotni zawsze przyjmowani są tak jak chcemy. :D Konkludując jeśli nie macie ochoty to nie przyjmujcie :D

  11. Nie mieszkam w Pl, ale gdybym mieszkała i przyjmowała kolede ksiądz nie dostałby nawet grosza… !

  12. teściowie przyjmuja ja u siebie nie mam zamiaru

  13. My przyjmujemy księdza ale koperty nie dajemy…

  14. Nie przyjmuje ksiedza po koledzie

  15. ja przyjmuję i owszem, ale mój mąż bardzo ciężko pracuje na każdą złotówkę… w ciągu roku ksiądz nie zajdzie bez powodu i nie zapyta jak się żyje i czy dziecko zdrowe….

    1. A dodam jeszcze, że żeby te złotówki mieć nie widzimy się po kilka tygodni, toteż oglądam każdą złotówkę dwa razy zanim ją wydam…

  16. Przyjmujemy ale nic nie dajemy. A u nas nawet na kazaniu była mowa żeby nie dawać księdzu a jak chcesz dać to w kopercie na tace w kościele…

  17. Zdarzyło mi się, że przyjęłam księdza po kolędzie a on odmiwił przyjęcia koperty “bo dzieci małe i na pieluszki się przyda”.
    Jak widać ksiądz też człowiek… przynajmniej czasami ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku