To prostsze niż myślisz – najlepsze przepisy na wodę smakową


W upalne letnie dni powinniśmy pić znacznie więcej wody niż normalnie, a jednak niewielu z nas wyrabia normę, czyli około dwóch litrów dziennie. Sama w sobie ma nijaki smak, dlatego pewnie uciekamy do używek typu kawa, herbata, a dzieci do wód smakowych. Problem w tym, że wypłukują one z naszego organizmu ważne substancje jak np. potas odpowiedzialny za prawidłową pracę mięśni i serca. Woda stanowi około 60-70% masy dorosłego człowieka, u dziecka nawet 80%. Jej niedobór wpływa destrukcyjnie na nasze komórki, organy. Jak zatem przekonać siebie i dziecko do picia wody?

Razem z dzieckiem zróbcie doświadczenie. Będziecie potrzebować kapustę pekińską, barwniki spożywcze w proszku lub w płynie, szklanki i wodę. W szklankach rozmieszajcie barwniki spożywcze z wodą i do każdej z nich włóżcie po liściu sałaty. W krótkim czasie zauważycie, jak liście pobierają wodę, a wraz z nimi barwnik – będą się przebarwiać. Poprzez to doświadczenie możecie pokazać jak roślina “pije” wodę i wyjaśnić dlaczego jest ona taka ważna w naszym życiu.

Źródło: Dziecięca Fizyka

Gotowi do zrobienia własnej, domowej smakowej wody, która orzeźwi w ten letni czas i ugasi pragnienie? To naprawdę nie jest trudne, wystarczą owoce, których, zwłaszcza latem, mamy pod dostatkiem, a ich wybór zależy tylko od nas.

Cytrusowe orzeźwienie. Do dużego dzbanka wlejcie wodę, włóżcie kilka plasterków pokrojonej cytryny, pomarańczy, grejpfruta. Dodajcie sok z wyciśniętej jednej lub dwóch cytryn – według uznania. Sok możecie dosłodzić łyżeczką miodu. Na koniec dodajcie kostki lodu i listki mięty. Zamiast kostek lodu, możecie wykorzystać zamrożone kawałki mandarynek.

Ogórkowe odświeżenie. Ogórek sam w sobie składa się z wody i jest znany ze swoich nawilżających i odświeżających właściwości. Dlatego możecie spotkać go w wielu kosmetykach. Pokrójcie ogórek w plasterki i wstawcie razem z dzbankiem z wodą na kilka godzin do lodówki. Później wyjmijcie je i dodajcie świeże plasterki i kostki lodu – np. z miętą.

Świąteczny relaks – czyli jabłko i cynamon. To nie tylko jesienno-zimowe połączenie. Latem może was bardzo zaskoczyć. Do dzbanka z wodą wrzućcie 2-3 laski cynamonu, dodajcie pokrojone w kawałki jabłka i odstawcie na 2-3 godziny do lodówki. Na koniec dodajcie kostki lodu – np. z soku jabłkowego.

Arbuzowe orzeźwienie. Do wody dodajcie kawałki arbuza, np. w postaci kosteczek, kulek. Dołóżcie odrobinę listków świeżej mięty i kostki lodu. Woda zniknie ze stołu w ekspresowym tempie. Zapewniam.

Bazyliowy świat. Nie tylko listki mięty świetnie nadają smak wodzie, ale także bazylia. Do wody dodajcie pokrojonego pomidora, listki bazylii i kostki lodu. Zostawcie na chwilę w lodówce. I jak, smakuje wam?

Melonowy chłód. Obierzcie i pokrójcie melona w kostkę, dodajcie go do wody i włóżcie do lodówki. Szklanki włóżcie do zamrażalnika na maksymalnie godzinkę, i po ich wyjęciu wlejcie do nich schłodzony sok z melona. Czujecie to ochłodzenie?

Powiew leśnego wiatru. Maliny, jeżyny, jagody zalejcie zimną wodą, lub wodą gazowaną. Do tego listek mięty. Nic więcej nie trzeba.

To tylko kilka przykładów na domowe wody smakowe. Zachęcam was do eksperymentowania i wrzucania różnych kombinacji owoców i warzyw. Dziś do mojej wody wrzuciłam jagody, winogrona i listki mięty – bo je uwielbiam. A co wy dorzucicie?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. I ja kocham mięte :p a z bazylią muszę jutro spróbować!

  2. W gorące dni przydają się: kostki lodu, kolorowe słomki i fajne szklanki, słoiki :)

  3. Nie lubię takich upałów

    1. To spróbuj jutro jeden z naszych przepisów!

    2. dziś wypróbowałam arbuzową

    3. Mniam, zrobiłam też troszkę inaczej wrzuciłam arbuza do blendera pozniej do lodowki pychota

  4. ogórek i mięta… pycha nie ma nic lepszego na ochłodzenie :-) a wszystko zerwane w ogródku babci ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Przeziębienie u dziecka – 5 prostych i sprawdzonych sposobów jak sobie z nim radzić


Przeziębienie u dziecka to częsty problem pojawiający się głównie w okresie od jesieni do wiosny. Wywołują je wirusy, rozprzestrzeniające się drogą kropelkową, a więc poprzez kichanie i kasłanie. Zarazki, które znajdą się na skórze dziecka mogą przetrwać wiele godzin, a objawy pojawiają się zwykle ok. 48-72 godziny po kontakcie z wirusem. Jak je rozpoznać i co zrobić by szybko pomóc maluchowi? Przeczytajcie. 

Objawy przeziębienia u dziecka

Wirusowe zakażenie górnych dróg oddechowych, bo tak właściwie nazywane jest przeziębienie, daje różne symptomy, ale najczęściej zaobserwować u dziecka możemy:

– częste kichanie i katar – początkowo wodnisty, lecz w kolejnych dniach może zgęstnieć i zmienić barwę na żółtą lub zieloną,

– kaszel – najpierw suchy, później mokry,

– ból gardła,

– podwyższona temperatura ciała,

– ogólne osłabienie i rozdrażnienie dziecka,

– szkliste oczy,

– wypieki na twarzy,

– brak apetytu.

Leczenie przeziębienia polega głównie na łagodzeniu dolegliwości, a sukces w dużej mierze zależy od szybkości reakcji – im szybciej zadziałamy, tym większa szansa, że nie dopuścimy do rozwoju infekcji.

Do walki możemy wykorzystać gotowe specyfiki, dostępne w aptekach, bądź dobrodziejstwa natury i pozbyć się niechcianych wirusów domowymi sposobami. A do tego przydadzą się nam:

– witamina C – najlepiej naturalna, z pożywienia. Jej źródło to m.in.: natka pietruszki, pomidory, papryka, kapusta, truskawki,kiwi, cz.porzeczka, brokuły, cytrusy, brukselka, owoce dzikiej róży, acerola, żurawina, …

– miód,

– syrop z czosnku, miodu i cytryny,

– syrop z cebuli,

– sok z malin,

– ciepłe mleko z masłem i miodem, ewentualnie z dodatkiem czosnku,

– sok z aronii,

– syrop z kwiatów i/lub owoców czarnego bzu,

– syrop z lipy.

Choć niektóre dzieci nie przepadają za smakiem (lub zapachem) syropów z udziałem cebuli czy czosnku, zawsze warto spróbować podać. Mój syn o syrop z cebuli sam prosi (tak jak i ja w dzieciństwie;-)), a tego z czosnku niby nie lubi, ale jednak pije, a potem zdrowieje w oczach!

Ponadto, z domowych sposobów, można również zaserwować dzieciom:

Rozgrzewające herbaty z cytryną i miodem lub sokiem z malin. Starszym dzieciom można przygotować napój na bazie ciepłej wody, z odrobiną startego imbiru i/lub kurkumy, cytryną oraz miodem na osłodę. Należy jednak przy tej miksturze uważać z ilością imbiru i kurkumy gdyż mają ostry smak i dzieciom mogą nie przypaść do gustu.

Ochładzające kompresy lub kąpiele w przypadku podwyższonej temperatury. Warto przy tym wiedzieć, że objaw ten to dobry znak, ponieważ świadczy o tym, iż organizm uruchomił już swoje siły obronne i podjął walkę z wirusami. Jednakże temperaturę należy regularnie kontrolować gdyż zbyt wysoka może stanowić zagrożenie dla dziecka. Nie ma przy tym jednej reguły kiedy należy zbijać gorączkę ponieważ każde dziecko jest inne. Trzeba więc bacznie je obserwować – są takie, które stosunkowo dobrze czują się przy temp. sięgającej 38-38,5 stopni, a są takie, które będą apatyczne przy niższej i wówczas należy zbijać gorączkę wcześniej.

Inhalacje z soli fizjologicznej bądź ziół typu: rumianek, szałwia i tymianek – świetnie działają na całe górne drogi oddechowe. Jeśli nie macie w domu inhalatora, zabieg można wykonać starym sposobem, tj. podgrzać wodę w garnku, dodać do niej sól lub zioła, nachylić twarz nad garnkiem i wdychać parę.

Oczyszczanie nosa – należy robić to tak często, jak jest to konieczne. U maluchów opróżniamy nos specjalną gruszką lub aspiratorem, starsze dzieci mogą wydmuchiwać katar do chusteczki jednorazowej. Ewentualne podawanie kropli najlepiej skonsultować z pediatrą, gdyż mogą one wysuszać śluzówkę nosa i w efekcie zwiększać ilość wydzieliny. Lepszą więc opcją jest po prostu czyszczenie i inhalowanie.

Nawilżanie nosa od wew. rozrzedza płyny ustrojowe i ułatwia ich wydalanie. W tym celu można stosować sól fizjologiczną lub sól morską. Dodatkowo, skórę pod nosem, można smarować maścią majerankową. Ponadto, istotne jest również nawilżanie powietrza w pomieszczeniach, w których przebywa dziecko. Dlatego, że suche powietrze wysusza zalegające wydzieliny (w nosie i gardle), co znacznie utrudnia oddychanie.

Profilaktyka przeziębień u dzieci

Przeziębieniom sprzyja nieodpowiedni ubiór, a konkretnie przegrzewanie dziecka – mówi się, że lepiej jest trochę zmarznąć niż przegrzać organizm. Dlatego ubierajcie dzieci z głową – maluszki jeżdżące w wózkach powinny być ubrane tak jak rodzice lub mieć jedną warstwę więcej. Natomiast dzieci, które chodzą już samodzielnie, zazwyczaj są w ciągłym ruchu, dlatego mogą mieć o jedną warstwę ubrań mniej.

Spędzanie czasu na dworze – minimum 30 minut, a najlepiej 2-3 godziny dziennie. Spacery i zabawy na świeżym powietrzu powinny się odbywać nie tylko przy pięknej pogodzie, ale nawet wtedy kiedy jest zimno.

Wystawianie dzieci na słońce ponieważ odpowiada ono za produkcję witaminy D3, której organizm nie jest w stanie sam syntetyzować, a jest ona niezbędna dla zdrowia i odporności. Dlatego w słoneczne dni, każde dziecko powinno spędzić na dworze – na słońcu, nie w cieniu! – około 20-30 minut.

Odpowiednio zbilansowana dieta, bogata w różne owoce i warzywa, a zatem w witaminy, minerały i inne składniki odżywcze, konieczne do prawidłowego rozwoju, budowy i wzmocnienia odporności, stanowią klucz do sukcesu.

Więcej o przeciwdziałaniu przeziębieniu u dzieci przeczytacie tutaj.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. U nas cały rok króluje tran, a jesienią i zimą dodatkowo syrop z kwiatów dzikiego bzu

  2. U nas cały lipiec chorowania, ale już starczy.. chcemy koniec!

  3. Na szczescie moja nie choruje :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Chcesz mieć szczęśliwy związek? Wiesz, jak to zrobić?


Udanych związków wcale nie trzeba szukać ze świecą. Uśmiecham się, gdy obserwuję znajome pary i cieszę, że jest między nimi dobrze. Owszem są też takie małżeństwa, którym się nie udaje, w których ludzie cierpią i w ostateczności rozstają się. Czy można tego uniknąć? Skupmy się na tych relacjach, gdzie jest miłość, przyjaźń, wzajemny szacunek i zrozumienie. Spójrzmy na związki, w których ludzie czują się szczęśliwi. Jak im się to udaje?

Oto kilka podpowiedzi, jak budować stały, udany związek:

Po pierwsze – rozmawiać

Nie chodzi o taką, podczas której dyktujemy listę zakupów i informujemy, kto odbierze dziecko z przedszkola. Rozmawiamy o swoich potrzebach, uczuciach, oczekiwaniach i o tym co trudne. Jeśli nie będziemy mogli ze sobą szczerze pogadać, zwierzyć się – będziemy czuli się samotni. Jeżeli nie powiemy, czego chcemy i dlaczego, to druga osoba się nie domyśli. Komunikacja to fundament dobrego związku!

Po drugie – nie upokarzać

W każdym związku są kłótnie – to jest normalne. Ale kłócić się trzeba umieć – bez atakowania, histeryzowania, dotykania czułych punktów, poniżania i używania słów: ty zawsze, ty nigdy. Kłótnia to szukanie rozwiązania problemu satysfakcjonującego obie strony, a nie szukanie zwycięzcy w danej bitwie.

Po trzecie – czasem odpuścić

Szkoda życia na podtrzymywanie przykrych emocji. Czasem trzeba odpuścić, „być mądrzejszym”, wyjść z inicjatywą, wyciągnąć rękę, przytulić się.

Po czwarte – dbać o siebie nawzajem

Chodzi o te wszystkie małe rzeczy, które tworzą codzienne relacje: zaparzenie kawy, powitanie po powrocie z pracy, rozmasowanie ramion, ciepłe słowo…

Po piąte – przymykać oko

Warto nieraz ugryź się w język zamiast skupiać na tym, czego mąż nie zrobił po naszej myśli. Chodzi o błahostki, które w zasadzie nic nie znaczą, a wypominanie ich, nie tylko podnosi ciśnienie, ale może sprawić, że druga osoba ma ochotę wyjść trzaskając drzwiami. Nie czepiajmy się o bzdury, nie zrzędźmy, nie krytykujmy się.

Po szóste – doceniać

Nawiązując do wcześniejszego punktu – zamiast osłabiać nasz związek ciągłymi pretensjami, lepiej umacniać miłość. Jak? Zauważajmy starania, szukajmy pozytywów, doceniajmy osobę, którą kochamy. Nikomu w naszym domu nie powinno brakować komplementów i podziwu. Sami wiemy, jak przyjemnie, gdy ktoś zauważy i doceni nasze starania.

Po siódme – spędzać razem czas

To co najpiękniejszego można dać drugiej osobie, to czas – chwila skupienia na ukochanym, momenty, które spędza się razem. Porozmawiajmy, pośmiejmy się, pomilczmy, spójrzmy sobie głęboko w oczy. Róbmy razem coś fajnego, co sprawia nam przyjemność – pamiętajmy o radości z przebywania razem. Twórzmy piękne wspomnienia – zafundujmy sobie czasem coś wyjątkowego – kolację w ulubionej knajpce, spływ kajakami, lot balonem albo weekend bez dzieci? A to wszystko by naładować akumulatory na kolejne dni wspólnego życia.

Po ósme – mieć swój świat

Niezależnie od tego, jak bardzo lubimy ze sobą przebywać i jak bardzo się kochamy, każdy potrzebuje czasu tylko dla siebie. Chodzi o to, by mieć też swoją prywatną przestrzeń, pasje, chwili tylko dla własnych potrzeb. Pozwólmy za sobą zatęsknić.

Po dziewiąte – szanować się

Po latach bycia razem znamy swoje słabe punkty i wiemy, co zrobić, by się zranić. I dlatego nie wykorzystujmy tego!

Idealny związek! Mieli szczęście, że na siebie trafili – idealna kobieta i idealny mężczyzna. To nieprawda! Nie ma ani takich facetów, ani dziewczyn. Jest za to ciągłe staranie się i systematyczna praca nad sobą, wzajemnymi relacjami, związkiem. I oby nam się chciało, każdego dnia, nie tylko od święta! Tego życzę Wam, mojemu mężowi i sobie.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. 6 ! ;) i obeszło się bez większych kłótni, cichych dni czy innych.

  2. U nas 19 lat razem
    Kłótni nie ma i nie było, ale mała wymiana zdań .

  3. Ale z tą przestrzenią dla siebie najtrudniej, bo ludziom się wydaje, że jak są razem, to muszą wszystko razem. A to nieprawda trzeba wlasnie od siebie odpocząć, trzeba mieć coś tylko dla siebie, według mnie cały czas ze sobą, nikomu nie wyjdzie na dobre.

  4. 19 lat. Różnie bywało ale kochać się nigdy nie przestaniemy ❤

  5. A ja jestem szczęśliwą rozwodką

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Rozszerzanie diety niemowlaka jest proste. Trzymaj się tylko sprawdzonych zasad


Dopóki jesteś mamą, która swoją pociechę karmi piersią lub mlekiem modyfikowanym, nie musisz specjalnie martwić się o dietę malca. Jeśli sama jesz zdrowo i unikasz alkoholu lub podajesz dziecku poleconą przez pediatrę mieszankę, raczej nie ma tu miejsca na niemiłe niespodzianki. Ale gdy dziecko kończy odpowiedni wiek, nadchodzi czas na rozszerzanie diety.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca karmienie dziecka piersią przez pierwsze półrocze. Najczęściej jest tak, że mleko matki przez pierwsze 6 miesięcy zaspokaja zapotrzebowanie dziecka na składniki odżywcze. Jednak po tym czasie, samo mleko staje się niewystarczające. W konsekwencji dziecko może mieć kłopot z przybieraniem na masie, wolniejszym rozwojem, a w niektórych przypadkach i spadkiem odporności. Wprowadzanie różnorodnego pożywienia do diety maluszka, działa na jego korzyść.

Jeśli czytasz ten wpis, wierzę, że chcesz dla swego dziecka mądrego i bezpiecznego działania. Ja, jako mama trójki synów, mam dla ciebie garść sprawdzonych porad. Ale najpierw, zanim sięgniesz po różnorodne produkty i podasz je dziecku, porozmawiaj z pediatrą. Mimo że to ty znasz najlepiej swoje dziecko, pediatra fachowym okiem oceni stan zdrowia i gotowość malca na żywieniową rewolucję. Gdy pediatra da ci zielone światło na rozszerzanie diety (nawet już po ukończeniu 4 miesiąca życia), obserwuj swoją pociechę, bo to dziecko kieruje sygnały, które wskażą, że nadszedł dobry czas na zmiany. Jeśli dziecko interesuje się tym, co ląduje na twoim talerzu, nie odrywa oczu od ciebie, kiedy zjadasz swoje posiłki i chętnie zlizuje odrobinę jedzenia z łyżeczki, możesz śmiało próbować wprowadzać nowe produkty.

Nie zawsze rozszerzanie diety to temat łatwy i oczywisty dla rodziców. Możesz mieć obawy, czy podając nowe produkty nie spowodujesz u dziecka alergii, problemów z trawieniem lub nie zniechęcisz do nowych smaków małego uparciucha.

Rozszerzanie diety niemowlaka musi być działaniem przemyślanym, bo dziecko tym różni się od dorosłego, że jego delikatny układ pokarmowy nie poradzi sobie ze wszystkim tym, co nam nie sprawia problemu. Pierwsze warzywa czy owoce powinny być z początku jak najbardziej rozdrobnione, o gładkiej konsystencji. Z biegiem czasu papki zamienisz na konsystencję z małymi grudkami, które następnie zostaną zastąpione większymi kawałkami.

7 zasad, o których powinnaś pamiętać podczas rozszerzania diety:

  1. Przestrzegaj higieny. To nie żart, że o tym piszę! Higiena przygotowania i podania posiłku to podstawa, jeżeli nie chcesz zafundować dziecku na sam początek przygody z innymi pokarmami niestrawności. Pamiętaj o myciu rąk, czystości przyborów potrzebnych do przygotowywania posiłków i świeżości składników.
  2. Gotuj na bieżąco. Jeśli nie możesz gotować każdego dnia, część posiłku od razu odłóż na następny dzień do lodówki lub zamroź. Nie przechowuj jedzenia dla maluszka dłużej niż 2 dni w lodówce, by było jak najświeższe. To samo dotyczy otwartych, gotowych dań w słoiczkach. Poza tym pamiętaj, że im dłużej przechowujesz jedzenie, tym więcej wartości odżywczych ono traci.
  3. Mądrze wybieraj produkty, które chcesz podać dziecku. Warzywa i owoce, które podajesz maluchowi, najlepiej, by były swojskie lub ekologiczne, nie podsypane nawozami czy nie pryskane środkami ochrony roślin. Chemiczne związki szkodzą dorosłemu organizmowi, a co dopiero maleńkiemu człowiekowi. Gdy nie masz pewności, skąd pochodzą dane produkty, bez wyrzutów sumienia sięgnij po gotowe słoiczki. Są one wygodną alternatywą, bo nie tylko oszczędzają czas, ale zawierają najlepsze gatunkowo składniki przebadane przez specjalistów.
  4. Nie podawaj kilku różnych produktów na raz. Jeśli kusi cię, by na sam początek podać dziecku pyszną wiosenną zupkę z wielu warzyw, powstrzymaj się. Mnie doświadczenie nauczyło, że gdy pojawiają się kłopoty, tak jak u mojego najstarszego syna, nie łatwo jest dojść, co dziecko np. uczuliło. Wprowadzaj nowości do diety pojedynczo i przez kilka dni obserwuj dziecko. Jeżeli nie zdarzy się nic niepokojącego, możesz śmiało podać kolejny produkt.
  5. Wprowadzaj nowości w odpowiedniej kolejności. Nie wszystkie produkty można wprowadzić na sam początku w trakcie rozszerzania diety. Nie każdy pokarm z puli owoców, warzyw, mięs, ryb oraz produktów mlecznych, nadaje się dla dziecka 6 miesięcznego. Są produkty, które mają wysoki potencjał uczulający i te można wprowadzić dopiero po drugim roku życia dziecka. Poza tym, są też takie produkty, typu zwykłe parówki, które mają tak marny skład, że ja omijam szerokim łukiem i wcale nie mam ochoty podawać tego starszakom, a co dopiero mojemu maleństwu. Jeśli chcesz wiedzieć dokładnie, od czego zacząć przygodę z “dorosłym jedzeniem” u niemowlaka, zajrzyj tutaj -> https://www.zdrowystartwprzyszlosc.pl/jak-madrze-i-zdrowo-rozszerzac-diete-dziecka-0
  6. Zaczynaj od warzyw. To jest rada mojej pediatry i ja tego się trzymam. Pamiętaj, że owoce zawierają w sobie naturalne cukry, które sprawiają, że np. musy przygotowane z owoców są słodkie i dzieci bardzo chętnie zjadają. Niestety bardzo szybko przyzwyczajają się do słodkiego smaku i mogą wcale nie mieć ochoty na zwykłego ziemniaczka czy brokuły z rybą. Jeśli zaczniesz od warzyw, twoje dziecko będzie miało szansę poznać i zaakceptować różne smaki.
  7. Nie doprawiaj potraw dla niemowlaka. Jeśli gotujesz dla malucha, czy też sięgasz po gotowe słoiczki i stwierdzasz, że smak jest mdły i masz ochotę sięgnąć po sól i przyprawy, nie rób tego. Ten delikatny smak pierwszych potraw maluchowi odpowiada, przecież mleko, które do tej pory pił, również nie smakowało intensywnie.

I moja rada na sam koniec. Nie zniechęcaj się porażkami, bo nie każde dziecko z radością będzie otwierać buzię, by trafiła tam łyżeczka. Dziecko potrzebuje czasu i spokoju rodzica, a nie nerwów i wciskania na siłę czy zabaw typu “leci samolocik”.  Co ciekawe, maluch potrzebuje niekiedy aż ośmiu prób smaku danego produktu, żeby się do niego przyzwyczaić! Uwierz mi, na wszystko musi być dobry czas i pozytywne nastawienie. Ja mam dzieci otwarte na nowości i żaden z synów nie odmawiał jedzenia różnorodnych produktów, na moje szczęście i ich zdrowie. Tego również tobie życzę.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. My jemy według BLW i tyle w temacie.

    1. Można i tak :) mimo różnic, są też cechy wspólne takie jak punkt nr 1, 2, 3 lub 7. Ważne, by maluch miał chęć i był gotowy na nowości

    2. Jak zaczął samodzielnie siadać i zwinął pierwszą moją kromkę z talerza przy śniadaniu, to go zaczęłam sadzac do posiłków ?

    3. Ewa to jest fantastyczne, jak dzieciątko samo sygnalizuje swoją gotowość. Nic na silę a mama będzie dumna i dziecko zadowolone :)

  2. A jeśli maluch sporo przybiera na piersi i nie chce jeść nic innego. Co wtedy. Dodam, że ma już 8 miesięcy.

    1. zacytuję fragment tekstu :) “maluch potrzebuje niekiedy aż ośmiu prób smaku danego produktu, żeby się do niego przyzwyczaić! Uwierz mi, na wszystko musi być dobry czas i pozytywne nastawienie.”

    2. Moj syn do roku czasu byl praktycznie na piersi. Rozszerzenie diety u nas to bylo probowanie a nie jedzenie jako takie. Moja córka widzę że idzie w ślady brata. Nie chce jesc za duzo. Ale parę łyżeczek spróbuje.

    3. Sylwia zawsze to coś.Ważne, że choć próbują , bo znam 16 miesięcy dziewuszkę, która je tylko z piersi plus rano kaszka smakowa. Poza tym nic innego.

    4. Moj syn taki nie jadek byl jak byl maly a jako jedyny w przedszkolu zjadal zupy z dokladkami. Warzywa mu nie obce. Mi lekarz powiedziała jedna dobrą rzecz. Jak dziecko jest zdrowe ma dostęp do jedzenia to się nie zaglodzi samo.

    5. Sylwia to samo powtarza moja pediatra i tez tak uważam. Niestety u najstarszego syna, apetyt po skończeniu 2 r.ż. poszedł w las… Gdyby nie powyższe, że sam się nie zagłodzi, mogłabym osiwieć

  3. My też od paru dni wprowadzamy nowości. Na razie wszystko na dobrej drodze. Trzeciego dnia buzia się już sama otwierała

  4. Bardzo wartościowy wpis! Cieszymy się, że polskie mamy mają za darmo dostęp do takich treści:)

  5. Marcin miał 5 miesięcy a Lusia prawie 7 :)

  6. Coś koło 4 miesiąca poszła w ruch pierwsza marcherwka :p

  7. U mnie Bartek skończył 4 (był na mleku modyfikowanym), Woju 6 mcy a Oli tyle samo, bo też na piersi :)

  8. Julka majac 5 i pół m-ca zaczęła od marchewki

  9. Przy całej trójce stosowałam zasadę powoli, spokojnie, bez pośpiechu i zgodnie z potrzebami malucha. Wyszło im na dobre. Najmłodszy jest jedynym dzieckiem w żłobku, które zjada wszystkie warzywa i owoce 😉

  10. U mnie trzy razy koło 6. Miesiąca. Niśka nieco wcześniej bo zabierała nam jedzenie z talerzy

  11. Janek 4 miesiące i pierwsze było jabłko

  12. Przydatny artykul na start! Karmimy się piersią. Za niecałe 2 miesiace zaczynamy przygode z rozszerzaniem diety

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku