Pragnienia – Ilona Gołębiewska

Tytuł: Pragnienia
Autor: Ilona Gołębiewska
Oprawa: miękka
Liczba stron: 477
Rok wydania: 2020
Wydawnictwo: Muza

Literatura obyczajowa nie jest może tym, co kocham najbardziej, niemniej zdarza mi się po takową od czasu do czasu sięgać. Nie tylko dla odpoczynku od soczystych kryminałów, ale też po to, by zagłębić się w tajniki skomplikowanego ludzkiego umysłu. Liczę na wyraziście zarysowane postaci, akcję, która może nie będzie trzymała w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, niemniej nie pozwoli się nudzić i drobny dreszczyk emocji. Dobrym przykładem jest W sieci zła Wendy James.

Niestety Pragnienia nie były do końca tym, czego szukałam. Albo może od początku nie były tym, czego szukałam. Zbyt ckliwie, melodramatycznie i tandetnie. Nie będę oszukiwać, to książka, co do której totalnie się pomyliłam. Opis sugerował, przynajmniej mnie, pogłębioną analizę psychologiczną kobiety i mężczyzny, którzy mimo przeciwności losu i niesprzyjających okoliczności, postanawiają zawalczyć o swoje szczęście. Czyli miało być romantycznie, ale niekoniecznie ckliwie. Było ckliwie, natomiast niekoniecznie romantycznie. Albo moja definicja słowa „romantycznie” jest inna niż autorki.

Janek jest gwiazdą studenckiej drużyny koszykówki. Wysoki, przystojny, wysportowany, umięśniony. Marzenie nastolatek i nie tylko. Pochodzi z tzw. dobrej rodziny, matka jest panią mecenas, ojciec budowlaniec. Własny dom w Warszawie ma być dowodem na wysoki status materialny. Jest jedynakiem, ukochanym synem kochających się rodziców.

Wiktoria na pierwszy rzut oka ma podobne korzenie. Bogata rodzina, ona sama studiuje i pracuje w firmie ojca. Jest piękna, ale i charakterna. Chyba tylko dlatego ją polubiłam. Praca w rodzinnym biznesie nie jest spełnieniem jej marzeń, ale Wiktoria nie umie się postawić ojcu. Kochana też się nie czuje. Ojciec jest tyranem i alkoholikiem. Matka sponiewierana przez życie i męża, zamiast być dla córki oparciem, szuka u niej poczucia bezpieczeństwa.

Przypadkowe spotkanie tych dwojga w modnym klubie na warszawskiej Woli kończy się tak samo szybko, jak się zaczęło. Bez żadnych szans na powtórkę, bo do tradycyjnej wymiany numerów telefonów nie dochodzi.

Mija rok. Rok, który w życiu Janka zmienił dosłownie wszystko. W życiu Wiktorii – właściwie niewiele. Kolejne przypadkowe spotkanie w zupełnie innej scenerii też jest mało sympatyczne, ale już następne wygląda dużo lepiej. I tak ta miałka nieco ckliwa historia toczy się mniej więcej trzysta stron, a ja czytałam to niejako z obowiązku. Żeby uczciwie zrecenzować książkę, trzeba ją przeczytać do końca. Sielanka małej wsi pod Warszawą owszem jest urokliwa, ale jakby nudna i nawet lokalny komik, niejaki Czarny, i jego powiedzonka, nie do końca ratowały sytuację. Niemniej wniosły trochę miejscowego kolorytu i chwała im za to. Najbardziej zainteresowała mnie babcia Janka i trudna historia jego rodziny.

No i końcówka wreszcie była tym, co lubię najbardziej. Akcja znacząco przyspieszyła i nie mam tu na myśli wyrafinowanych scen seksualnych. Jest ich trochę w książce, ale do wyrafinowania im daleko. Czytałam lepsze opisy takowych. I nie mam tu na myśli słynnego Greya :P
Niemniej zrobiło się jakby emocjonująco i to nie zawsze w tym kierunku, którego można sobie życzyć. Bohaterowie przestali być tacy bezbarwni, wreszcie nabrali w moich oczach ludzkich cech, zaczęli okazywać uczucia, inne niż te związane z zauroczeniem. Akcja stała się bardziej realistyczna, wręcz namacalnie wiarygodna.

Szkoda, że autorka to, co najlepsze zostawiła na sam koniec. Gdyby nie kazała akcji rozwijać się tak długo, pewnie moje wrażenia z lektury byłyby inne. Niemniej obiektywnie muszę powiedzieć, że to całkiem sprawnie napisana książka, może nie porywająca, ale mniej wymagającym czytelnikom, a raczej czytelniczkom, zapewne się spodoba. Biorąc pod uwagę, że to dziesiąta powieść Ilony Gołębiewskiej, można zakładać, że ma ona wierne grono czytelników, które za takie słowa by mnie zjadło. Trudno. W mój gust ta pozycja nie trafiła.

Komu bym poleciła Pragnienia? Myślę, że właśnie po takie książki sięgają te starsze panie, które przed pandemią widywałam w bibliotekach i które cierpliwie przeglądały półki z romansami, by znaleźć tam coś, czego jeszcze nie czytały. Nie wykluczam też, że książka trafi w gusta licealistek, dla których ma być przede wszystkim romantycznie, nawet na poziomie Harlequinów. Miłośnicy nieco ambitniejszej literatury mogą tę książkę przeczytać co najwyżej jako ciekawostkę wydawniczą.

 

Dziękuję Wydawnictwu Muza za przekazanie egzemplarza recenzenckiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close