Związek 25 stycznia 2016

Żona i matka na randce – czy to może się udać?

Pamiętasz ten czas, gdy na początku związku czułaś w brzuchu motyle? Ten piękny okres, gdy oboje byliście pełni energii i wiary, że możecie wszystko, kiedy cieszyliście się każda wspólną chwilą?

Teraz Wasz związek dryfuje w morzu codzienności, ocierając się o przyziemne sprawy i nierzadko różnego rodzaju góry lodowe w postaci mniejszych lub większych problemów. Kręci się wokół dzieci, pracy i tysiąca obowiązków. Każdy kolejny dzień podobny do tych co minęły, rutyna… jak w kołowrotku.

Swojego męża znasz na wylot i nie przypomina Ci już królewicza z bajki, którym był jeszcze całkiem niedawno. Przeżyłaś z nim dobre i złe chwile, więc znasz jego słabości i niedoskonałości. Zaabsorbowana szarą rzeczywistością nawet się nie zastanawiasz, że możesz coś zmienić, że wcale tak nie musi wyglądać Twoje/Wasze życie.

Stop! Uwaga! Każdy związek potrzebuje czasu dla siebie. Tylko dla siebie. Jednym słowem potrzebujecie randki! A w zasadzie randek! Regularnych i najlepiej poza domem. Bez dzieci, telewizora, laptopa i bez zmartwień i myśli o tym, że trzeba, że to i tamto.

Świadomość tego i chęć wprowadzenia w życie to już 80% sukcesu. Reszta zależy od zorganizowania się i znalezienia odpowiednich rozwiązań, które zmotywuje przeświadczenie, że randki po prostu potrzebujecie. Nie odkładajcie tego na lepsze czasy i kujcie żelazo póki (jeszcze) gorące.

Od czego zacząć – od znalezienia opieki nad dziećmi. Najtrudniejszy pierwszy krok – chwyć za telefon! Poproś babcię Twoich dzieci (siostrę, przyjaciółkę, opiekunkę) by została z maluchami. Zrób to z uprzedzeniem, żeby dana osoba mogła bez szkody dla własnych planów wpisać sobie taki dyżur w swój grafik. I nie miej poczucia winy!

Pamiętasz, jak kiedyś przygotowywałaś się na randki? Przypomnij sobie emocje, jakie towarzyszyły „szykowaniu się” – tę ekscytację, zniecierpliwienie i na fali tych miłych wspomnień działaj z muzyką w tle! Wydepiluj nogi, pomaluj oko, paznokcie, załóż fajny ciuch, zresztą sama wiesz – zrób tak, żebyś czuła się kobieco i atrakcyjnie.

A gdzie na randkę? Na pierwszą po miesiącach czy latach przerwy – wszystko jedno, byle daleko od dzieci ;) To może być kino, teatr, koncert… lub kolacja na mieście. Albo po prostu spacer po lesie. Pogadajcie (tylko może nie o dzieciach), pośmiejcie się, pomilczcie, potrzymajcie się za ręce (żadne małe łapki między Waszymi dłońmi się nie pojawią). Odkryjcie siebie na nowo. Złapcie dystans, nową siłę i napęd na wszystkie koła. Powtórzcie to za tydzień!

30
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
18 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
VershimaAnn IaMalgorzata Michalska-PacekMałgorzata Krupa-KurzSylwia Similska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Cedro
Gość

4 lata temu….

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Jej, strasznie dawno…

Anna Cedro
Gość

Niestety, odkąd urodziła się córka a po roku syn wszystko się zmieniło :(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Jest szansa, żebyście mogli z mężem czasem gdzieś sami wyskoczyć?

Anna Cedro
Gość

Hmmm… ciężko, zobaczymy może Walentynki…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Trzymam kciuki! Żeby się udało.
I za dobry początek :)

Anna Cedro
Gość

Nie dziękuję ;)

Patrycja Bzumowska
Gość

My z mężem w kinie byliśmy w grudniu ;) mała ostatnio nie chce sypiac u dziadków wiec chociaż tyle film i do domu :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

To też rozwiązanie. No i nadzieja, że za jakiś czas atrakcją dla niej będzie nocka u dziadków :)

Anna Szpak Marcinkiewicz
Gość

Czy to może się udać?
Może.
Ale zawsze jakimś kosztem :(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Aniu, ale czy nie warto?

Anna Szpak Marcinkiewicz
Gość

Nie wiem.
Mamy czworo dzieci, męża nie ma od świtu do zmierzchu. Nie jest obecny bo nie ma jak. A w weekend każdy próbuje odpoczywać po swojemu – ja na przykład, odsypiam. By być razem, na siłę?
Nie chcę tak. Więc trochę chyba to dwa światy, które się ze sobą przecinają ale nie idą ramię w ramię.

Aneta Wagner
Gość

Ta ostatnia „randka” to byl bal sylwestrowy, a wczesniej nie wiem ale chyba dobre miesiace temu. Odkad mlody jest w miare ogarniety miedzy ludzmi wszedzie zabieramy go ze soba- do restauracji, pizzeri, na mini wypady- zawsze jest z nami…

Milena Kamińska
Gość

Niestety było to baaardzo dawno

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Jest szansa, żeby sobie przypomnieć i powtórzyć?

Aniaa TW
Gość

W ubiegły piątek ☺️ i w każdy piątek podobnie od prawie 11 lat

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

To tak jak ja, choć nasz staż małżeński o połowę krótszy. Bardzo się cieszę!!!

Aniaa TW
Gość

To bardzo miło, że nie jestem sama, bo strasznie dużo widzę tu nieszczęśliwych kobiet? nigdy nie wolno odpuszczać, każdy dzień jest ważny, każdy piątek może wyglądać jak wymarzona pierwsza randka ? to naprawdę da się zrobić!

Ann Ia
Gość

Z dwójka małych dzieci? Tak co tydzień, a komu „podrzucac”?

Aniaa TW
Gość

Mam teściową dom dalej, albo jeżdżą do mojej mamy, nie są już takie małe- 4,5 i 8 lat ? a po za tym randkujemy tez w domu, dobra kolacja itp… Wszystko zależy od chęci i wyobraźni ?

Sylwia Similska
Gość

W listopadzie bylam z mężem tydzień w Paryżu :-) Syn został z babcią w domu

Zosia Sikorska
Gość

Wczoraj wróciliśmy z weekendu w spa, następna randka w walentynki. Pilnuję, żeby przynajmniej raz w miesiącu taką zaliczyć :)

Kinga Jurkiewicz
Gość

U nas niestety tylko domowe bo nie mamy komu Kuby podrzucić

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Ale w domu też może być przyjemnie – szczególnie, gdy dziecko słodko śpi ;)

Patrycja Arent
Gość

My ostatnio chyba w listopadzie :) byliśmy na pizzy :) mieliśmy iść ostatnio ale mały zachorował i nici z randki :( partner pracuje za granicą więc staramy się spędzać jak najwięcej czasu we trójkę :) w walentynki sobie odbijemy :) szykuje się romantyczny wieczór ;)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Zaciskam kciuki żeby się udało!

Vershima
Gość
Vershima

aby nauka mogła się rozwijać ..musi być przrstezeń nieodkryta ..więc nie wszystko da się wytłumaczyć, po prostu ludzie . nie są w stanie wytłumaczyć pewnych zjawisk zresztą nauka się zmienia ..to co było niepodważalną prawdą 10 lat temu dziś może być mitem

Patrycja Arent
Gość

Dzięki ;)

Malgorzata Michalska-Pacek
Gość

U mnie rutyna sie juz dawno wkradla. Maz przemeczony nie chce mu sie nigdzie wychodzic,a jak jecze to mowi ze to on zarabia i szkoda mu kasy na paby….

Małgorzata Krupa-Kurz
Gość

Na randki co prawda nie chodzimy,ale przynajmniej raz w miesiącu „pożyczamy” dzieci dziadkom na weekend. Zazwyczaj robimy sobie wieczór filmowy i długie piżamowe poranki ;) Śniadanie do łóżka, kawa itd.

Emocje 24 stycznia 2016

Gdy dzieci wolą spać z rodzicami niż u siebie…

Noc, nie wiem która godzina, mój zaspany wzrok nie ogarnia zaciemnionej tarczy zegara na ścianie. W sumie to nieistotne, bo czy to jest godzina 1.00 czy 6.00 wiem oto, że właśnie kończy się mój spokojny sen. Noc w noc do naszego małżeńskiego łóżka zakradają się dzieci. Jak sięgnę pamięcią wstecz, mieliśmy chyba tylko ze 3-4 noce, które od A do Z przespaliśmy we dwoje.

Gdy nasi synowie byli znacznie mniejsi, ich wędrówki przyjmowaliśmy jako oczywistość, dzieci mogą czuć strach same, czują się bezpieczniej z rodzicami. Jednak gdy tylko jedno dziecko rozpycha się między nami można to przeżyć, ale gdy dzieci jest dwójka lub więcej, wtedy się zaczyna. Jakby to w skrócie podsumować… ból pleców, pozycja  “na sardynkę”, a nawet przepychanki między rodzeństwem to zgroza, która czeka na nas każdej nocy.

I nic nie przyniosły wędrówki i odprowadzanie dzieci do łóżek. Zaciągałam jednego do pokoju, to robił tyle harmideru, że zaraz wstawał drugi. Po paru takich razach odpuściłam, bo moje towarzystwo było tak bardzo rozruszane w środku nocy, że z trudem, ich wyciszyliśmy. To było koszmarne, potwierdzą to pewnie sąsiedzi, którzy na bank nie umierali z zachwytu przy nieplanowanej pobudce. Pomijając troskę o dobre stosunki międzysąsiedzkie, my po prostu jesteśmy zbyt zaspani i zmęczeni, wolimy pisać się na ryzyko pokopanki z dziećmi, niż spacery po nocy. Ostatnio mąż mój wykazał desperację i gdy obaj synowie wpakowali się  do nas, ślubny zawinął się i wyszedł do pokoju chłopaków.

Inna wersja próby odnalezienia się w tej sytuacji polega na tym, że biorę poduszkę i kładę się – to nie żart- w nogach, bo przy głowach dzieci nie ma miejsca. I nawet nie chodzi o to że nie ma miejsca, bo łóżko jest spore. Problemem jest to, że ile by miejsca nie było, to i tak będzie za mało dla chłopaków. Niech zaświadczy o tym ich rozmowa z ostatniego czasu:

(Bartek do Woja)

  • posuń się grubasie
  • nie posunę się, nie jetem “grubasie”
  • no posuń się bo ja wolę tę poduszkę i masz mi ją oddać
  • nie dam  poduszki
  • posuń się, bo tata mnie w nocy przygniecie
  • nieeeeeeee – które zaczęło przeradzać się w krzyk…

Macie jakieś złote rady jak bezboleśnie wywalić ich raz na zawsze do swoich łóżek? To koniecznie się nimi podzielcie, jeszcze chwila moment a wygonią mnie na podłogę ;)

55
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Edyta Skrzydło
Gość

Sami ! :-D Od samego początku chłopaki śpią w swoich łóżkach , przychodzą do nas rano na poranne przytulaski

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

NAWET MI NIE PISZ TAKICH RZECZY :p JAK JA PRAGNĘ CHOĆ JEDNĄ NOC, TAK SAM NA SAM ;)

Edyta Skrzydło
Gość

Hahaha, oni nie chcą z nami spać :-P Bo ciasno ?

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

chyba muszę sama zacząć „rozwalać się” po całości ;)

Veronika Kate
Gość

U nas też tak było, ale nasza prawie już trzylatka przyłazi ostatnio prawie co noc. Odprowadzam tłumacząc, że każdy ma swoje łóżeczko, opatulam, całuje i jakoś działa.

Agnieszka Detyna
Gość

My śpimy sami :) W czerwcu się to jednak zmieni bo pojawi się Maluszek ;) Córka do nas w nocy nie wędrowała ale syn lubil przychodzic po polnocy… Troche to trwalo zanim go tego oduczylam – trzeba tlumaczyc i oczywiście konsekwentnie odprowadzać do jego łóżka :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

konsekwencja i duuuużo cierpliwości :) może i mnie sie uda :D

Agnieszka Detyna
Gość

Niestety trochę to trwa :) Najgorzej jak po jakimś czasie spania u siebie syn brak nas z zaskoczenia – nie czulam ze przyszedł i spał z nami do rana. I przez kilka kolejnych nocy trzeba było znowu go odprowadzać bo próbował się do nas wslizgnac… ;)

Iwona Wintonów
Gość

Mój nie przylazi, ale woła mnie KAŻDEJ nocy, jak nie idę to zaczyna płakać :-( też nie umiem sobie z tym poradzić

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

U mnie starszy przychodzi a młodszy najpierw płacz a dopiero później wędrówka :/

Iwona Wintonów
Gość

Ojoj :-/

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

i nie ma zmiłuj, tak co noc…

Malwina Szymańska
Gość

U mnie to samo… I brak pomysłów ;)

Sandra Władysiuk
Gość

Mam dokładnie ten sam problem. Synek na początku spał sam w swoim łóżeczku,później w swoim pokoiku,ale niestety skończył jakieś 2-3 lata i zaczął wędrować. Często zastanawiam się jak go oduczyć. Są pojedyncze noce kiedy przesypia je u siebie.

Joanna Ż-a
Gość

u nas to samo :/

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

u mnie z początku dzieci tez spały tylko u siebie, a im się wszystko poplątało, raz pozwoliliśmy, drugi i weszło w nawyk

Agata Ołówko-Bala
Gość

hm, a co sami chłopcy mają do powiedzenia? (w dzień?) Jak pytacie, dlaczego przychodzą? Próbowaliście kiedyś wytłumaczyć im, że jest wam po prostu za ciasno? Może warto przerobić tę sytuację w dzień i ustalić jakiś kompromis, stworzyć scenariusz – np. dzisiaj jedną noc chciałabym przespać tylko z tatą; jeśli do mnie przyjdziesz, to odprowadzę cię do łóżka i poczekam aż znowu zaśniesz – czy co tam chcecie :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

jasne, tłumaczyliśmy, prosiliśmy a i tak przychodzą. A ich tłumaczenie?… mniej więcej brzmi „bo tak”, po prostu przywykli obaj :/

Marta Sobczyk-Ziębińska
Gość

Ja spie z młoda, i wcale mi to nie przeszkadza. Spala sama do czasu aż ja poszlam do pracy, teraz widocznie brakuje jej mamy, a mnie brakuje jej, więc mam nadzieję, że jeszcze trochę sobie razem pospimy :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

jeśli obie się wysypiacie, to pewnie :) ja jestem notorycznie niewyspana a czasem i w siniakach

Marta Sobczyk-Ziębińska
Gość

Oj biedna, nam się super śpi :) Prawie całą noc jesteśmy przytulone, ale bywa, że młodej coś się śni i wierzga, na szczęście rzadko :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Marta a u mnie właśnie kopniak z lewej i prawej. Z początku lubiłam takie spanie, bo wiadomo – dzieci takie cieplutkie i kochane, ale im więcej miejsca sobie życzą a im bardziej ja jestem obita i niewyspana, tym mniej mam ochotę na takie towarzystwo ;)

Marta Białobrzewska
Gość

Mój śpi z nami ale mamy łóżko 2,20 na 2,40 wiec nie odczuwam dyskomfortu. Do tego mamy więcej przytulasow a w dzień dużo pracujemy wiec nie ma kiedy się naprzytulać :(

Patrycja Arent
Gość

Kurczę, a ja lubię kiedy mały śpi ze mną :) serio :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

byle było wygodnie :)

Patrycja Arent
Gość

Większość czasu jesteśmy sami, bo partner za granicą więc jest wygodnie :) ale jak jesteśmy we trójkę to też dajemy radę ;)

Kamila Gajowniczek
Gość

sama spie odkad skonczyly 5 miesiecy spia w swoich pokojach :)i nigdy nie przychodza do mnie do pokoju:)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

zazdrość ;)

Milena Kamińska
Gość

Moje dzieci bardzo szybko nauczyły się spać osobno jednak gdy syn poszedł do szkoły co było dla niego duzym przeżyciem przeszedl do nas. Czuje się bezpieczniej. Wiem ze potrzebuje tego i że nadejdzie moment ze powroci do swojego pokoju. I myślę że to nastąpi gdy jego mlodsza siostra otrzyma swoj pokój i tez będzie spala juz sama nie tylko w innym łóżeczku ale i pokoju

Asia Dobraś
Gość

Znam ten ból, dosłownie, nogi młodej to na mojej szyji to na brzuchu… I tak co noc od baaaaardzo dawna, taki mały budzik ma w sobie i koło 3 nad ranem juz sie gramoli :-/

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

zupełnie jak u mnie :/

Katarzyna Kujańska
Gość

mam to samo córka noc w noc przychodzi, albo mnie woła i nie mam pojęcia co z tym zrobić :(

Sylwia Busławska
Gość

Razem

Joanna Ż-a
Gość

u nas sam przychodzi albo woła żeby po niego przyjść ( ma 2,5 roku)

Olga Kloda
Gość

Moj maly przychodzi w nocy i tak nam pasuje ;)

Malgorzata Michalska-Pacek
Gość

Ooo kobietko duzo by pisac ile ja walczylam z corkami…ale wpadl mi pomysl do glowy taki ze poszlam z nimi na kompromis. Otoz pozwolilam im ogladac bajke przed snem u nas w sypialni w zamian za nie przychodzenie w nocy do nas na lozko i tak pomalu pomalu nabraly nawyku,ale lampka swieci cala noc im w pokoiku bo mialy tez wytlumaczenie ze sie boja choc maja swoj pokoik za nasza scianą. Kupilam fajna zarowke(30zl) kiedys w biedronce na ledach (bardzo malo prądu żre) z roznymi kolorami na pilota i tak co wieczor wlączą sobie inny kolor i zasypiają jak aniołki…mają… Czytaj więcej »

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

fajne rozwiązanie, warto wziąć pod uwagę, dzięki :)

:)
Gość
:)

jak mocno zasna ucieknijcie do ich lozek :)

Joanna Skorzynska
Gość

Walczyliśmy prośbami, nagrodami i .. nocnymi awanturami. Młodzi wygrali. Chodzą spać u siebie, ale w nocy kto pierwszy w łóżku rodziców ten wygrywa. Wówczas jedno z nas wstaje i przenosi się do pokoju dziecięcego. W sumie to nawet lubimy tam spać, bo chłopaki mają bardzo wygodne łóżka. Teoria swoje, a praktyka swoje. Jeśli starczy wam sił i konsekwencji to pewnie się uda.

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

oby wystarczyło, bo chwilami naprawdę mam dość

Ania Czapka-Moraniec
Gość

spimy sami…ale sie zdaza ze przychodza… zazwyczaj odprowadzamy…

Małgorzata Balcerzak
Gość

Też sami.od małego spał w swoim łóżeczku.nie powiem bo były noce gdy we śpiku przychodził,ale po kilku minutach był wynoszony do siebie.

domek za lasem
Gość
domek za lasem

U mnie też tak jest od miesiąca już się chyba poddałam !!! nie mam pomysłu jak sobie z tym poradzić .Moja Nati jeszcze mówi ,,Mamusiu chodź do mnie plose , kochasz mnie ” i rób tu co chcesz:(

Marta Grzegorz Dela-Breitbeck
Gość

Samo zawiniona nieodpowiedzialność – wszystko ma swoje konsekwencje, jak nauczysz tak mieć będziesz. Mój 4-latek przyszedł raz, bo się wystraszył huku na górze (blok z płyty). Pogłaskaliśmy, ukochaliśmy i z powrotem do siebie. Jak się dziecku powie, że ktoś mu może zabrać łóżko to poskutkuje na pewno :P a jak nie to trzeba konsekwentnie odprowadzać a jak zaczyna płakać i wydzierać się to przeżyć kilka razy, aż się nauczy, że dorosłego się poważa a nie ma w poważaniu. Także kobietki, życzę Wam, abyście były twarde do końca a nie miały twarde skurcze mięśni z rana :)

Agnieszka Kwiatkowska
Gość

Do mnie dzieci tez przybiegaly i tez to uwielbialam ,o ile starszy spal do rana mlodszy w pewnym momencie zwiewal bo mu ciasno hehe teraz czekam az malenstwo zacznie samo przychodzic ciagnac za soba koldreni poduszke i misia jak to robil sredniak nie wiem skad on mial tyle sily

Jagoda Duda
Gość

córka lat 4 przychodzi i uwielbiam to <3

Ola Sarna
Gość

Nasze 5letnie blizniaki Michasia iJanek bardzo często z nami śpią w weekend zawsze w jeden dzień i oboje z mężem to lubimy oczywiście obowiązkowo ktoś musi być z nimi przy zasypianiu i głaskać drapac itp itd. Niema nic przeciwko :-)

Ann Ia
Gość

Lubię bardzo, ale przy dwójce, zwłaszcza z małą różnica wieku, jest trudniej, to na pewno.

Ania Janiczek
Gość

E to ja nie mam się czym martwić, że moja osmiomiesieczna córeczka nie chce spać w łóżeczku za nic w świecie

Marta Kosieradzka
Gość

Mój 3,5 latek drepcze do nas regularnie kolo 4 rano i się wtula kocham to

Ewa Reszka
Gość

A ja nie lubię jak synek przychodzi przytulać się nie chce a mi jest za ciasno śpię sztywno i się nie wysypiam

Weronika Szczęśniak
Gość

Tia….. Owszem,fajne uczucie jest przytulic sie w nocy do wlasnego szkraba jak przyleci ale w chwili gdy tych Szkrabow jest juz czworka i noc w noc przylatuja wszystkie i wszystkie chca spac na naszym lozku i cudem jakos sie Ich ulozy miedzy nami to pozniej do rana jest juz tylko wkurzanie sie bo kazde marudzi ze mu za ciasno,rozpycha sie,kopie nastepne,kuksance pod zebra itd.to bedac rozespana w koncu wpadasz na pomysl polozenia sie w poprzek lozka i spisz w nogach wszystkich ale za to jestes na wygranej pozycji. Ktos zapyta dlaczego nie zaprowadzisz Wszystkich z powrotem do swoich lozek?-wierzcie mi-probowalam… Czytaj więcej »

Elżbieta Marcińczyk
Gość

Jak ja dobrze to znam. Ja mam syna w wieku prawie 16 lat i kiedy on był sam i przychodził do łóżka to było miłe. Zresztą w wieku ok.4 lat uznał ,że jednak będzie spał w swoim łóżeczku i można powiedzieć,że się tego trzymał. Teraz mam trójkę maluchów:7 lat,prawie 5 i roczek i to są wędrówki ludów! 7-letni syn to ma takie zrywy,przez jakiś czas przychodzi a później przez kilka nocy jest spokój. Kiedyś poświęciłam całą noc na odnoszenie tej dwójki do łóżek i nic to nie dało. Nie wiem kiedy to się skończy ale się skończy. Teraz mam pomysł… Czytaj więcej »

Weronika Szczęśniak
Gość

No to witam w klubie Matek wedrujacych? no,ja mowie jeszcze tylko z 15lat i bedzie mozna sie wyspac??? nie no taki zarcik sytuacyjny-kolezanka ma trojke,najstarsze w 1 podstawowki to juz nie przychodzi w nocy to perspektywa u mnie dwoch lat odnosnie jednego jeszcze jakos do wytrzymania? myslelismy nad lozeczkiem w ksztalcie samochodu ze moze to cos pomoze ale chyba zludne moje myslenie bo jak w nocy sie przebudzi to i super lozeczko Go nie powstrzyma? chyba trzeba sie modlic o poklady cierpliwosci do znoszenia niewygod?

Katarzyna Dudek-Krzykowska
Gość

Ja nie lubię, bo moja wedrowniczka strasznie sie krecia, wierzga i macha nogami i rekami i zwykle wstaje niewyspana, poobijana i zmeczona…..

W szkole 22 stycznia 2016

Rodzicu! Czy wiesz, że Twoje dziecko może być głodne w szkole?

– Mamusiu dałam serek Joli, a herbatniki Zosi, bo były głodne a już nie miały swojego jedzenia. To znaczy Jola już nie miała, a Zosia w ogóle nie przynosi bo chodzi na obiady a obiad był dawno.

Taki lub podobny tekst słyszę od mojego dziecka średnio co drugi dzień. Imiona i płeć dzieci zmieniają się jak w kalejdoskopie, jednak jest kilka dominujących. Za każdym razem chwalę, że ładnie się podzieliła, dobrze, że dba o koleżanki i takie tam. Duśka jest jedynaczką, a wiadomo – jedynacy z góry są obciążeni skłonnością do egoizmu. O ile w wielodzietnych rodzinach ciągłe dzielenie się jest naturalnym zjawiskiem, o tyle w domu jedynaka nie ma takiej potrzeby, nad umiejętnością dzielenia trzeba pracować. Tym bardziej cieszę się, że Duśce przychodzi to naturalnie. Czasem tylko się zastanawiam, czy aby ona nie wychodzi głodna ze szkoły skoro rozdaje połowę tego co zabiera, a na obiady nie chodzi. Ostatnio pakuję jej więcej, żeby i dla niej zostało.

Tylko, że ten medal ma dwie strony. Z tego co się orientuję ani Zosia ani Jola nie pochodzą z biednych rodzin i rodziców stać na to, by dziecku do szkoły coś do jedzenia dać. I z opowiadań Duśki wiem,że dają, tyle, że dzieci zjadają więcej niż rodzice im zapakują. Prawdopodobnie nie wynika to ze złej woli ani z zaniedbania, być może widok pustej śniadaniówki utwierdza rodziców w przekonaniu, że wszystko w porządku. Podobnie rzecz się ma z dziećmi jedzącymi w szkole obiady – rodzic ma prawo myśleć, że skoro opłaca obiady to dziecko głodne nie chodzi. A nie jest tajemnicą, że dzieci mają swoje preferencje kulinarne i nie każde zaserwowane przez stołówkę danie im zasmakuje. Efekt? Wolą nie zjeść wcale niż zjeść dajmy na to szpinak, czy kaszę gryczaną. Ba! – na widok nielubianej potrawy natychmiast czują się najedzone, byle tylko wyjść ze stołówki. Niestety zapisanie ucznia na obiady nie jest gwarancją ich zjadania.

Głód u dziecka rozwija się nagle i z zupełnie abstrakcyjnych powodów. Dziecko, które pół godziny temu zjadło obiad z dwóch dań i doprawiło deserem, może być głodne tylko dlatego, że kolega obok je. Albo dlatego, że kolega ma a on nie ma. I siła sugestii jest tak wielka, że dziecko naprawdę czuje głód i ssanie w żołądku. Dlatego bez sensu jest robienie założenia, że jak uczeń zje obiad w szkole to mu na te trzy godziny do końca lekcji wystarczy. W domu by wystarczyło, oczywiście,w końcu to nie noworodek, którego trzeba karmić co trzy godziny. Jednak przebywanie w grupie rówieśników rządzi się innymi prawami. Dlatego mimo wykupionych obiadów dobrze coś tam dziecku dorzucić, żeby miało na wszelki wypadek. Jak zje to zje, jak nie zje to odda komuś albo przyniesie do domu. Warto też zapytać dziecko czy to co miało mu wystarczyło. Ewentualnie co zrobiło, jak było głodne.

Maluchy to maluchy, są empatyczne, podzielą się i na ogół dużo nie potrzebują. W starszych klasach jest trudniej, zapotrzebowanie na energię rośnie. Rośnie też ilość metod, którymi można sprawę rozwiązać. Jedną z nich niestety jest zabieranie jedzenia młodszym kolegom. Problem zamiatany pod dywan, o którym głośno się nie mówi, a jednak przez dziesięciolecia wiele się nie zmieniło. Jak go uniknąć? Wydawałoby się, że nie jest to skomplikowane, wystarczy dawać dzieciom jedzenie do szkoły. Wydawałoby się…

Dane na temat głodujących dzieci w Polsce są niepełne, niedokładne i nie do końca wiadomo jaką metodą zdobyte. W zależności od okoliczności ich liczba waha się od dwustu tysięcy do miliona. Niezaprzeczalny jest jednak sam fakt – są w Polsce głodne dzieci. Działania systemowe są jakie są, mimo różnych programów pomocowych problem nie został do końca rozwiązany. Tak więc drogi rodzicu – po pierwsze ustal, czy Twoje dziecko było głodne w szkole, czy wystarczyło mu to, co mu dałeś, czy prosiło kolegę o podzielenie się. Bo jeśli stać Cię na karmienie swojego dziecka, to niech kolega dzieli się z naprawdę potrzebującym. Po drugie, jeśli wiesz, że Twoje dziecko ma z kim podzielić się jedzeniem, a stać Cię na to, dopakuj jedną kanapkę więcej. Tak po prostu.

10
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewa Gołębiewska
Gość

Moja córka chyba głodna nie jest bo obiad w szkole zjada ale śniadanie przynosi do domu. Czasem jak np pakuję jej babeczki, to wtedy sama prosi o więcej bo jeszcze chciała poczęstować kolegę i koleżankę ;)

Anka Wajs
Gość
Anka Wajs

Mój starszy z przedszkola zawsze wraca głodny. Więc zawsze czeka na niego drugi obiad w domu. :) Nie wiem, gdzie to wszystko mieści – bo od nauczycielek wiem, że wszystko ładnie zjada.

Agnieszka Detyna
Gość

Moja corka tez sie dzieli z kolezanka :)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Fajnie dzieciaki mamy :)

Agnieszka Detyna
Gość

Oj tak :)

Ania Drygalska
Gość

Moja też ma koleżankę do podkarmienia. Wiem nawet że Koleżanka nie przepada za humusem-woli dżem ;)

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Kanapka z dżemem do szkoły? :)

Ania Drygalska
Gość

Jako jedna z 2 plus owoc. Takie niespotykane? :p

Edyta Skrzydło
Gość

Zawsze pakuję, ale często wraca :- Bo nie było czasu zjeść, ale zjada obiad w szkole
……

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

przynajmniej tyle

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close