Żona i matka na randce – czy to może się udać?

Żona i matka na randce – czy to może się udać?


Basia Heppa-Chudy

25 stycznia 2016

Pamiętasz ten czas, gdy na początku związku czułaś w brzuchu motyle? Ten piękny okres, gdy oboje byliście pełni energii i wiary, że możecie wszystko, kiedy cieszyliście się każda wspólną chwilą?

Teraz Wasz związek dryfuje w morzu codzienności, ocierając się o przyziemne sprawy i nierzadko różnego rodzaju góry lodowe w postaci mniejszych lub większych problemów. Kręci się wokół dzieci, pracy i tysiąca obowiązków. Każdy kolejny dzień podobny do tych co minęły, rutyna… jak w kołowrotku.

Swojego męża znasz na wylot i nie przypomina Ci już królewicza z bajki, którym był jeszcze całkiem niedawno. Przeżyłaś z nim dobre i złe chwile, więc znasz jego słabości i niedoskonałości. Zaabsorbowana szarą rzeczywistością nawet się nie zastanawiasz, że możesz coś zmienić, że wcale tak nie musi wyglądać Twoje/Wasze życie.

Stop! Uwaga! Każdy związek potrzebuje czasu dla siebie. Tylko dla siebie. Jednym słowem potrzebujecie randki! A w zasadzie randek! Regularnych i najlepiej poza domem. Bez dzieci, telewizora, laptopa i bez zmartwień i myśli o tym, że trzeba, że to i tamto.

Świadomość tego i chęć wprowadzenia w życie to już 80% sukcesu. Reszta zależy od zorganizowania się i znalezienia odpowiednich rozwiązań, które zmotywuje przeświadczenie, że randki po prostu potrzebujecie. Nie odkładajcie tego na lepsze czasy i kujcie żelazo póki (jeszcze) gorące.

Od czego zacząć – od znalezienia opieki nad dziećmi. Najtrudniejszy pierwszy krok – chwyć za telefon! Poproś babcię Twoich dzieci (siostrę, przyjaciółkę, opiekunkę) by została z maluchami. Zrób to z uprzedzeniem, żeby dana osoba mogła bez szkody dla własnych planów wpisać sobie taki dyżur w swój grafik. I nie miej poczucia winy!

Pamiętasz, jak kiedyś przygotowywałaś się na randki? Przypomnij sobie emocje, jakie towarzyszyły „szykowaniu się” – tę ekscytację, zniecierpliwienie i na fali tych miłych wspomnień działaj z muzyką w tle! Wydepiluj nogi, pomaluj oko, paznokcie, załóż fajny ciuch, zresztą sama wiesz – zrób tak, żebyś czuła się kobieco i atrakcyjnie.

A gdzie na randkę? Na pierwszą po miesiącach czy latach przerwy – wszystko jedno, byle daleko od dzieci ;) To może być kino, teatr, koncert… lub kolacja na mieście. Albo po prostu spacer po lesie. Pogadajcie (tylko może nie o dzieciach), pośmiejcie się, pomilczcie, potrzymajcie się za ręce (żadne małe łapki między Waszymi dłońmi się nie pojawią). Odkryjcie siebie na nowo. Złapcie dystans, nową siłę i napęd na wszystkie koła. Powtórzcie to za tydzień!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

    1. Niestety, odkąd urodziła się córka a po roku syn wszystko się zmieniło :(

    2. Jest szansa, żebyście mogli z mężem czasem gdzieś sami wyskoczyć?

    3. Hmmm… ciężko, zobaczymy może Walentynki…

    4. Trzymam kciuki! Żeby się udało.
      I za dobry początek :)

  1. My z mężem w kinie byliśmy w grudniu ;) mała ostatnio nie chce sypiac u dziadków wiec chociaż tyle film i do domu :)

    1. To też rozwiązanie. No i nadzieja, że za jakiś czas atrakcją dla niej będzie nocka u dziadków :)

  2. Czy to może się udać?
    Może.
    Ale zawsze jakimś kosztem :(

    1. Nie wiem.
      Mamy czworo dzieci, męża nie ma od świtu do zmierzchu. Nie jest obecny bo nie ma jak. A w weekend każdy próbuje odpoczywać po swojemu – ja na przykład, odsypiam. By być razem, na siłę?
      Nie chcę tak. Więc trochę chyba to dwa światy, które się ze sobą przecinają ale nie idą ramię w ramię.

  3. Ta ostatnia „randka” to byl bal sylwestrowy, a wczesniej nie wiem ale chyba dobre miesiace temu. Odkad mlody jest w miare ogarniety miedzy ludzmi wszedzie zabieramy go ze soba- do restauracji, pizzeri, na mini wypady- zawsze jest z nami…

  4. Niestety było to baaardzo dawno

    1. Jest szansa, żeby sobie przypomnieć i powtórzyć?

  5. W ubiegły piątek ☺️ i w każdy piątek podobnie od prawie 11 lat

    1. To tak jak ja, choć nasz staż małżeński o połowę krótszy. Bardzo się cieszę!!!

    2. To bardzo miło, że nie jestem sama, bo strasznie dużo widzę tu nieszczęśliwych kobiet? nigdy nie wolno odpuszczać, każdy dzień jest ważny, każdy piątek może wyglądać jak wymarzona pierwsza randka ? to naprawdę da się zrobić!

    3. Z dwójka małych dzieci? Tak co tydzień, a komu „podrzucac”?

    4. Mam teściową dom dalej, albo jeżdżą do mojej mamy, nie są już takie małe- 4,5 i 8 lat ? a po za tym randkujemy tez w domu, dobra kolacja itp… Wszystko zależy od chęci i wyobraźni ?

  6. W listopadzie bylam z mężem tydzień w Paryżu :-) Syn został z babcią w domu

  7. Wczoraj wróciliśmy z weekendu w spa, następna randka w walentynki. Pilnuję, żeby przynajmniej raz w miesiącu taką zaliczyć :)

  8. U nas niestety tylko domowe bo nie mamy komu Kuby podrzucić

    1. Ale w domu też może być przyjemnie – szczególnie, gdy dziecko słodko śpi ;)

  9. My ostatnio chyba w listopadzie :) byliśmy na pizzy :) mieliśmy iść ostatnio ale mały zachorował i nici z randki :( partner pracuje za granicą więc staramy się spędzać jak najwięcej czasu we trójkę :) w walentynki sobie odbijemy :) szykuje się romantyczny wieczór ;)

      1. aby nauka mogła się rozwijać ..musi być przrstezeń nieodkryta ..więc nie wszystko da się wytłumaczyć, po prostu ludzie . nie są w stanie wytłumaczyć pewnych zjawisk zresztą nauka się zmienia ..to co było niepodważalną prawdą 10 lat temu dziś może być mitem

  10. U mnie rutyna sie juz dawno wkradla. Maz przemeczony nie chce mu sie nigdzie wychodzic,a jak jecze to mowi ze to on zarabia i szkoda mu kasy na paby….

  11. Na randki co prawda nie chodzimy,ale przynajmniej raz w miesiącu „pożyczamy” dzieci dziadkom na weekend. Zazwyczaj robimy sobie wieczór filmowy i długie piżamowe poranki ;) Śniadanie do łóżka, kawa itd.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Gdy dzieci wolą spać z rodzicami niż u siebie…

Gdy dzieci wolą spać z rodzicami niż u siebie…


Żaklina Kańczucka

24 stycznia 2016

Noc, nie wiem która godzina, mój zaspany wzrok nie ogarnia zaciemnionej tarczy zegara na ścianie. W sumie to nieistotne, bo czy to jest godzina 1.00 czy 6.00 wiem oto, że właśnie kończy się mój spokojny sen. Noc w noc do naszego małżeńskiego łóżka zakradają się dzieci. Jak sięgnę pamięcią wstecz, mieliśmy chyba tylko ze 3-4 noce, które od A do Z przespaliśmy we dwoje.

Gdy nasi synowie byli znacznie mniejsi, ich wędrówki przyjmowaliśmy jako oczywistość, dzieci mogą czuć strach same, czują się bezpieczniej z rodzicami. Jednak gdy tylko jedno dziecko rozpycha się między nami można to przeżyć, ale gdy dzieci jest dwójka lub więcej, wtedy się zaczyna. Jakby to w skrócie podsumować… ból pleców, pozycja  “na sardynkę”, a nawet przepychanki między rodzeństwem to zgroza, która czeka na nas każdej nocy.

I nic nie przyniosły wędrówki i odprowadzanie dzieci do łóżek. Zaciągałam jednego do pokoju, to robił tyle harmideru, że zaraz wstawał drugi. Po paru takich razach odpuściłam, bo moje towarzystwo było tak bardzo rozruszane w środku nocy, że z trudem, ich wyciszyliśmy. To było koszmarne, potwierdzą to pewnie sąsiedzi, którzy na bank nie umierali z zachwytu przy nieplanowanej pobudce. Pomijając troskę o dobre stosunki międzysąsiedzkie, my po prostu jesteśmy zbyt zaspani i zmęczeni, wolimy pisać się na ryzyko pokopanki z dziećmi, niż spacery po nocy. Ostatnio mąż mój wykazał desperację i gdy obaj synowie wpakowali się  do nas, ślubny zawinął się i wyszedł do pokoju chłopaków.

Inna wersja próby odnalezienia się w tej sytuacji polega na tym, że biorę poduszkę i kładę się – to nie żart- w nogach, bo przy głowach dzieci nie ma miejsca. I nawet nie chodzi o to że nie ma miejsca, bo łóżko jest spore. Problemem jest to, że ile by miejsca nie było, to i tak będzie za mało dla chłopaków. Niech zaświadczy o tym ich rozmowa z ostatniego czasu:

(Bartek do Woja)

  • posuń się grubasie
  • nie posunę się, nie jetem “grubasie”
  • no posuń się bo ja wolę tę poduszkę i masz mi ją oddać
  • nie dam  poduszki
  • posuń się, bo tata mnie w nocy przygniecie
  • nieeeeeeee – które zaczęło przeradzać się w krzyk…

Macie jakieś złote rady jak bezboleśnie wywalić ich raz na zawsze do swoich łóżek? To koniecznie się nimi podzielcie, jeszcze chwila moment a wygonią mnie na podłogę ;)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Sami ! :-D Od samego początku chłopaki śpią w swoich łóżkach , przychodzą do nas rano na poranne przytulaski

    1. NAWET MI NIE PISZ TAKICH RZECZY :p JAK JA PRAGNĘ CHOĆ JEDNĄ NOC, TAK SAM NA SAM ;)

    2. Hahaha, oni nie chcą z nami spać :-P Bo ciasno ?

    3. chyba muszę sama zacząć „rozwalać się” po całości ;)

    4. U nas też tak było, ale nasza prawie już trzylatka przyłazi ostatnio prawie co noc. Odprowadzam tłumacząc, że każdy ma swoje łóżeczko, opatulam, całuje i jakoś działa.

  2. My śpimy sami :) W czerwcu się to jednak zmieni bo pojawi się Maluszek ;) Córka do nas w nocy nie wędrowała ale syn lubil przychodzic po polnocy… Troche to trwalo zanim go tego oduczylam – trzeba tlumaczyc i oczywiście konsekwentnie odprowadzać do jego łóżka :)

    1. konsekwencja i duuuużo cierpliwości :) może i mnie sie uda :D

    2. Niestety trochę to trwa :) Najgorzej jak po jakimś czasie spania u siebie syn brak nas z zaskoczenia – nie czulam ze przyszedł i spał z nami do rana. I przez kilka kolejnych nocy trzeba było znowu go odprowadzać bo próbował się do nas wslizgnac… ;)

  3. Mój nie przylazi, ale woła mnie KAŻDEJ nocy, jak nie idę to zaczyna płakać :-( też nie umiem sobie z tym poradzić

    1. U mnie starszy przychodzi a młodszy najpierw płacz a dopiero później wędrówka :/

    2. U mnie to samo… I brak pomysłów ;)

  4. Mam dokładnie ten sam problem. Synek na początku spał sam w swoim łóżeczku,później w swoim pokoiku,ale niestety skończył jakieś 2-3 lata i zaczął wędrować. Często zastanawiam się jak go oduczyć. Są pojedyncze noce kiedy przesypia je u siebie.

    1. u mnie z początku dzieci tez spały tylko u siebie, a im się wszystko poplątało, raz pozwoliliśmy, drugi i weszło w nawyk

  5. hm, a co sami chłopcy mają do powiedzenia? (w dzień?) Jak pytacie, dlaczego przychodzą? Próbowaliście kiedyś wytłumaczyć im, że jest wam po prostu za ciasno? Może warto przerobić tę sytuację w dzień i ustalić jakiś kompromis, stworzyć scenariusz – np. dzisiaj jedną noc chciałabym przespać tylko z tatą; jeśli do mnie przyjdziesz, to odprowadzę cię do łóżka i poczekam aż znowu zaśniesz – czy co tam chcecie :)

    1. jasne, tłumaczyliśmy, prosiliśmy a i tak przychodzą. A ich tłumaczenie?… mniej więcej brzmi „bo tak”, po prostu przywykli obaj :/

  6. Ja spie z młoda, i wcale mi to nie przeszkadza. Spala sama do czasu aż ja poszlam do pracy, teraz widocznie brakuje jej mamy, a mnie brakuje jej, więc mam nadzieję, że jeszcze trochę sobie razem pospimy :)

    1. jeśli obie się wysypiacie, to pewnie :) ja jestem notorycznie niewyspana a czasem i w siniakach

    2. Oj biedna, nam się super śpi :) Prawie całą noc jesteśmy przytulone, ale bywa, że młodej coś się śni i wierzga, na szczęście rzadko :)

    3. Marta a u mnie właśnie kopniak z lewej i prawej. Z początku lubiłam takie spanie, bo wiadomo – dzieci takie cieplutkie i kochane, ale im więcej miejsca sobie życzą a im bardziej ja jestem obita i niewyspana, tym mniej mam ochotę na takie towarzystwo ;)

  7. Mój śpi z nami ale mamy łóżko 2,20 na 2,40 wiec nie odczuwam dyskomfortu. Do tego mamy więcej przytulasow a w dzień dużo pracujemy wiec nie ma kiedy się naprzytulać :(

  8. Kurczę, a ja lubię kiedy mały śpi ze mną :) serio :)

    1. Większość czasu jesteśmy sami, bo partner za granicą więc jest wygodnie :) ale jak jesteśmy we trójkę to też dajemy radę ;)

  9. sama spie odkad skonczyly 5 miesiecy spia w swoich pokojach :)i nigdy nie przychodza do mnie do pokoju:)

  10. Moje dzieci bardzo szybko nauczyły się spać osobno jednak gdy syn poszedł do szkoły co było dla niego duzym przeżyciem przeszedl do nas. Czuje się bezpieczniej. Wiem ze potrzebuje tego i że nadejdzie moment ze powroci do swojego pokoju. I myślę że to nastąpi gdy jego mlodsza siostra otrzyma swoj pokój i tez będzie spala juz sama nie tylko w innym łóżeczku ale i pokoju

  11. Znam ten ból, dosłownie, nogi młodej to na mojej szyji to na brzuchu… I tak co noc od baaaaardzo dawna, taki mały budzik ma w sobie i koło 3 nad ranem juz sie gramoli :-/

  12. mam to samo córka noc w noc przychodzi, albo mnie woła i nie mam pojęcia co z tym zrobić :(

  13. u nas sam przychodzi albo woła żeby po niego przyjść ( ma 2,5 roku)

  14. Moj maly przychodzi w nocy i tak nam pasuje ;)

  15. Ooo kobietko duzo by pisac ile ja walczylam z corkami…ale wpadl mi pomysl do glowy taki ze poszlam z nimi na kompromis. Otoz pozwolilam im ogladac bajke przed snem u nas w sypialni w zamian za nie przychodzenie w nocy do nas na lozko i tak pomalu pomalu nabraly nawyku,ale lampka swieci cala noc im w pokoiku bo mialy tez wytlumaczenie ze sie boja choc maja swoj pokoik za nasza scianą. Kupilam fajna zarowke(30zl) kiedys w biedronce na ledach (bardzo malo prądu żre) z roznymi kolorami na pilota i tak co wieczor wlączą sobie inny kolor i zasypiają jak aniołki…mają 8 i 6 lat.
    Takze powodzenia i wytrwalosci zycze.

    1. fajne rozwiązanie, warto wziąć pod uwagę, dzięki :)

  16. jak mocno zasna ucieknijcie do ich lozek :)

  17. Walczyliśmy prośbami, nagrodami i .. nocnymi awanturami. Młodzi wygrali. Chodzą spać u siebie, ale w nocy kto pierwszy w łóżku rodziców ten wygrywa. Wówczas jedno z nas wstaje i przenosi się do pokoju dziecięcego. W sumie to nawet lubimy tam spać, bo chłopaki mają bardzo wygodne łóżka. Teoria swoje, a praktyka swoje. Jeśli starczy wam sił i konsekwencji to pewnie się uda.

    1. oby wystarczyło, bo chwilami naprawdę mam dość

  18. spimy sami…ale sie zdaza ze przychodza… zazwyczaj odprowadzamy…

  19. Też sami.od małego spał w swoim łóżeczku.nie powiem bo były noce gdy we śpiku przychodził,ale po kilku minutach był wynoszony do siebie.

  20. domek za lasem

    U mnie też tak jest od miesiąca już się chyba poddałam !!! nie mam pomysłu jak sobie z tym poradzić .Moja Nati jeszcze mówi ,,Mamusiu chodź do mnie plose , kochasz mnie ” i rób tu co chcesz:(

  21. Samo zawiniona nieodpowiedzialność – wszystko ma swoje konsekwencje, jak nauczysz tak mieć będziesz. Mój 4-latek przyszedł raz, bo się wystraszył huku na górze (blok z płyty). Pogłaskaliśmy, ukochaliśmy i z powrotem do siebie. Jak się dziecku powie, że ktoś mu może zabrać łóżko to poskutkuje na pewno :P a jak nie to trzeba konsekwentnie odprowadzać a jak zaczyna płakać i wydzierać się to przeżyć kilka razy, aż się nauczy, że dorosłego się poważa a nie ma w poważaniu. Także kobietki, życzę Wam, abyście były twarde do końca a nie miały twarde skurcze mięśni z rana :)

  22. Do mnie dzieci tez przybiegaly i tez to uwielbialam ,o ile starszy spal do rana mlodszy w pewnym momencie zwiewal bo mu ciasno hehe teraz czekam az malenstwo zacznie samo przychodzic ciagnac za soba koldreni poduszke i misia jak to robil sredniak nie wiem skad on mial tyle sily

  23. córka lat 4 przychodzi i uwielbiam to <3

  24. Nasze 5letnie blizniaki Michasia iJanek bardzo często z nami śpią w weekend zawsze w jeden dzień i oboje z mężem to lubimy oczywiście obowiązkowo ktoś musi być z nimi przy zasypianiu i głaskać drapac itp itd. Niema nic przeciwko :-)

  25. Lubię bardzo, ale przy dwójce, zwłaszcza z małą różnica wieku, jest trudniej, to na pewno.

  26. E to ja nie mam się czym martwić, że moja osmiomiesieczna córeczka nie chce spać w łóżeczku za nic w świecie

  27. Mój 3,5 latek drepcze do nas regularnie kolo 4 rano i się wtula kocham to

  28. A ja nie lubię jak synek przychodzi przytulać się nie chce a mi jest za ciasno śpię sztywno i się nie wysypiam

  29. Tia….. Owszem,fajne uczucie jest przytulic sie w nocy do wlasnego szkraba jak przyleci ale w chwili gdy tych Szkrabow jest juz czworka i noc w noc przylatuja wszystkie i wszystkie chca spac na naszym lozku i cudem jakos sie Ich ulozy miedzy nami to pozniej do rana jest juz tylko wkurzanie sie bo kazde marudzi ze mu za ciasno,rozpycha sie,kopie nastepne,kuksance pod zebra itd.to bedac rozespana w koncu wpadasz na pomysl polozenia sie w poprzek lozka i spisz w nogach wszystkich ale za to jestes na wygranej pozycji. Ktos zapyta dlaczego nie zaprowadzisz Wszystkich z powrotem do swoich lozek?-wierzcie mi-probowalam sto razy…efekt?-przysna na chwile a w efekcie i tak wracaja wiec takie pielgrzymki ludow przez cala noc nie wplywaja potem optymistycznie na moj stan nastepnego dnia pozdrawiam Wszystkich Kochajacych do granic Rodzicow wiecznie niewyspanych

    1. Jak ja dobrze to znam.
      Ja mam syna w wieku prawie 16 lat i kiedy on był sam i przychodził do łóżka to było miłe. Zresztą w wieku ok.4 lat uznał ,że jednak będzie spał w swoim łóżeczku i można powiedzieć,że się tego trzymał. Teraz mam trójkę maluchów:7 lat,prawie 5 i roczek i to są wędrówki ludów!
      7-letni syn to ma takie zrywy,przez jakiś czas przychodzi a później przez kilka nocy jest spokój.
      Kiedyś poświęciłam całą noc na odnoszenie tej dwójki do łóżek i nic to nie dało. Nie wiem kiedy to się skończy ale się skończy.
      Teraz mam pomysł żeby najmłodszego eksmitować do pokoju córki. Zobaczymy?

    2. No to witam w klubie Matek wedrujacych? no,ja mowie jeszcze tylko z 15lat i bedzie mozna sie wyspac??? nie no taki zarcik sytuacyjny-kolezanka ma trojke,najstarsze w 1 podstawowki to juz nie przychodzi w nocy to perspektywa u mnie dwoch lat odnosnie jednego jeszcze jakos do wytrzymania? myslelismy nad lozeczkiem w ksztalcie samochodu ze moze to cos pomoze ale chyba zludne moje myslenie bo jak w nocy sie przebudzi to i super lozeczko Go nie powstrzyma? chyba trzeba sie modlic o poklady cierpliwosci do znoszenia niewygod?

  30. Ja nie lubię, bo moja wedrowniczka strasznie sie krecia, wierzga i macha nogami i rekami i zwykle wstaje niewyspana, poobijana i zmeczona…..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Rodzicu! Czy wiesz, że Twoje dziecko może być głodne w szkole?

Rodzicu! Czy wiesz, że Twoje dziecko może być głodne w szkole?


Mirella

22 stycznia 2016

– Mamusiu dałam serek Joli, a herbatniki Zosi, bo były głodne a już nie miały swojego jedzenia. To znaczy Jola już nie miała, a Zosia w ogóle nie przynosi bo chodzi na obiady a obiad był dawno.

Taki lub podobny tekst słyszę od mojego dziecka średnio co drugi dzień. Imiona i płeć dzieci zmieniają się jak w kalejdoskopie, jednak jest kilka dominujących. Za każdym razem chwalę, że ładnie się podzieliła, dobrze, że dba o koleżanki i takie tam. Duśka jest jedynaczką, a wiadomo – jedynacy z góry są obciążeni skłonnością do egoizmu. O ile w wielodzietnych rodzinach ciągłe dzielenie się jest naturalnym zjawiskiem, o tyle w domu jedynaka nie ma takiej potrzeby, nad umiejętnością dzielenia trzeba pracować. Tym bardziej cieszę się, że Duśce przychodzi to naturalnie. Czasem tylko się zastanawiam, czy aby ona nie wychodzi głodna ze szkoły skoro rozdaje połowę tego co zabiera, a na obiady nie chodzi. Ostatnio pakuję jej więcej, żeby i dla niej zostało.

Tylko, że ten medal ma dwie strony. Z tego co się orientuję ani Zosia ani Jola nie pochodzą z biednych rodzin i rodziców stać na to, by dziecku do szkoły coś do jedzenia dać. I z opowiadań Duśki wiem,że dają, tyle, że dzieci zjadają więcej niż rodzice im zapakują. Prawdopodobnie nie wynika to ze złej woli ani z zaniedbania, być może widok pustej śniadaniówki utwierdza rodziców w przekonaniu, że wszystko w porządku. Podobnie rzecz się ma z dziećmi jedzącymi w szkole obiady – rodzic ma prawo myśleć, że skoro opłaca obiady to dziecko głodne nie chodzi. A nie jest tajemnicą, że dzieci mają swoje preferencje kulinarne i nie każde zaserwowane przez stołówkę danie im zasmakuje. Efekt? Wolą nie zjeść wcale niż zjeść dajmy na to szpinak, czy kaszę gryczaną. Ba! – na widok nielubianej potrawy natychmiast czują się najedzone, byle tylko wyjść ze stołówki. Niestety zapisanie ucznia na obiady nie jest gwarancją ich zjadania.

Głód u dziecka rozwija się nagle i z zupełnie abstrakcyjnych powodów. Dziecko, które pół godziny temu zjadło obiad z dwóch dań i doprawiło deserem, może być głodne tylko dlatego, że kolega obok je. Albo dlatego, że kolega ma a on nie ma. I siła sugestii jest tak wielka, że dziecko naprawdę czuje głód i ssanie w żołądku. Dlatego bez sensu jest robienie założenia, że jak uczeń zje obiad w szkole to mu na te trzy godziny do końca lekcji wystarczy. W domu by wystarczyło, oczywiście,w końcu to nie noworodek, którego trzeba karmić co trzy godziny. Jednak przebywanie w grupie rówieśników rządzi się innymi prawami. Dlatego mimo wykupionych obiadów dobrze coś tam dziecku dorzucić, żeby miało na wszelki wypadek. Jak zje to zje, jak nie zje to odda komuś albo przyniesie do domu. Warto też zapytać dziecko czy to co miało mu wystarczyło. Ewentualnie co zrobiło, jak było głodne.

Maluchy to maluchy, są empatyczne, podzielą się i na ogół dużo nie potrzebują. W starszych klasach jest trudniej, zapotrzebowanie na energię rośnie. Rośnie też ilość metod, którymi można sprawę rozwiązać. Jedną z nich niestety jest zabieranie jedzenia młodszym kolegom. Problem zamiatany pod dywan, o którym głośno się nie mówi, a jednak przez dziesięciolecia wiele się nie zmieniło. Jak go uniknąć? Wydawałoby się, że nie jest to skomplikowane, wystarczy dawać dzieciom jedzenie do szkoły. Wydawałoby się…

Dane na temat głodujących dzieci w Polsce są niepełne, niedokładne i nie do końca wiadomo jaką metodą zdobyte. W zależności od okoliczności ich liczba waha się od dwustu tysięcy do miliona. Niezaprzeczalny jest jednak sam fakt – są w Polsce głodne dzieci. Działania systemowe są jakie są, mimo różnych programów pomocowych problem nie został do końca rozwiązany. Tak więc drogi rodzicu – po pierwsze ustal, czy Twoje dziecko było głodne w szkole, czy wystarczyło mu to, co mu dałeś, czy prosiło kolegę o podzielenie się. Bo jeśli stać Cię na karmienie swojego dziecka, to niech kolega dzieli się z naprawdę potrzebującym. Po drugie, jeśli wiesz, że Twoje dziecko ma z kim podzielić się jedzeniem, a stać Cię na to, dopakuj jedną kanapkę więcej. Tak po prostu.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Moja córka chyba głodna nie jest bo obiad w szkole zjada ale śniadanie przynosi do domu. Czasem jak np pakuję jej babeczki, to wtedy sama prosi o więcej bo jeszcze chciała poczęstować kolegę i koleżankę ;)

  2. Mój starszy z przedszkola zawsze wraca głodny. Więc zawsze czeka na niego drugi obiad w domu. :) Nie wiem, gdzie to wszystko mieści – bo od nauczycielek wiem, że wszystko ładnie zjada.

  3. Moja corka tez sie dzieli z kolezanka :)

  4. Moja też ma koleżankę do podkarmienia. Wiem nawet że Koleżanka nie przepada za humusem-woli dżem ;)

    1. Jako jedna z 2 plus owoc. Takie niespotykane? :p

  5. Zawsze pakuję, ale często wraca :- Bo nie było czasu zjeść, ale zjada obiad w szkole
    ……

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Nie pytaj mnie, kiedy zajdę w kolejną ciąże!

Nie pytaj mnie, kiedy zajdę w kolejną ciąże!


Sylwia

21 stycznia 2016

Nie pytaj mnie, kiedy zajdę w kolejną ciąże! Nie dopytuj mojego syna czy wolałby brata, a może siostrzyczkę. To mnie złości i krępuje. Nie musisz wszystkiego o mnie wiedzieć, a takie śledztwo świadczy o twoim nietakcie.

Ludzie nieustannie lubią ingerować w życie innych, nawet obcych sobie osób. Być może życie innych jest ciekawsze niż ich własne, dostarcza nuty rozrywki, a poprzez liczne rozważania pozwala rozwijać ukryty talent detektywistyczny niczym u Sherlocka Holmesa.

Spotkałam niedawno koleżankę, choć to może za dużo powiedziane, niech będzie dawną znajomą. Gadka szmatka i nagle patrząc na mojego pierworodnego pyta: Kiedy kolejne dziecko by rodzina pełna była? dorzucając – Latka lecą. Odparłam, że jedno wystarcza mi za dwoje a rodzinę pełną posiadam. Co to w ogóle za stwierdzenie? Moja rodzina nie jest dysfunkcyjna a jedynaka nikt nie powinien stygmatyzować.

Nie lubię słyszeć po raz kolejny pytania o rodzeństwo dla swojego jedynaka. Nie czuję się zobowiązana informować postronnych o tym, czy staramy się o kolejnego potomka, a może coś stoi ku temu na przeszkodzie. Nie powinno cię interesować, czy nie mam kolejnego dziecka z powodu sytuacji zdrowotnej, osobistej, finansowej, mieszkaniowej, czy zawodowej. Ty, zadając to pytanie i tak zapewne masz gotową teorię spiskową. Oceniasz mnie przez swój własny pryzmat. Gdy słyszę po raz setny to samo pytanie mam wtedy ochotę odpowiedzieć w sposób dosadny i nieuprzejmy. Jednak moja wrodzona skromność i dobre wychowanie, jakie wyniosłam z rodzinnego domu, nie pozwalają mi spławić ciebie w taki sposób, jaki kłębi mi się w głowie. Kulturalnie, żartobliwie lub dyplomatycznie odpowiadam „Mam jeszcze czas” czy po prostu „Nie czuję się zobowiązana udzielać odpowiedzi.”  

Zastanowiłeś się, choć raz, czy może osoba, którą wypytujesz najnormalniej w świecie nie jest skrępowania twoimi pytaniami? Może nie mieć ochoty opowiadać Ci, że ma problemy zdrowotne czy zmaga się z niepłodnością,  żałobą po poronieniu lub że już czuje się spełniona w roli mamy jedynaka. Pomyślałeś, choć raz, jak ty czułbyś się w takim krzyżowym ogniu pytań? Jeśli nie, to kolejnym razem zanim kogoś zaczniesz dopytywać o szczegóły jego pożycia, planów rodzicielskich i dawać cenne złote rady cudowny wykład na temat tego, jak źle być jedynakiem i jaką wyrządzam mu krzywdę postaw się na miejscu przesłuchiwanej osoby. To nic nie boli, a uzmysłowi ci, jakie faux pas popełniasz. Ugryź się czasem w język! To nie twoja sprawa, nawet, jeśli kierują tobą dobre chęci i troska. „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła” a dobrymi chęciami ono jest wybrukowane. Trzymaj swoją ciekawość w ryzach a nie pozostawisz niesmaku po spotkaniu z tobą.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja za to słyszę „a może już starczy co?” Hehe Niektórzy ludzie lubią mieszać się tam gdzie nie powinni

    1. Cudze życie zawsze jest ciekawsze.

    2. Ja mam trójkę i często słyszę, gdy źle się czuję, że może w ciąży jestem… Durnota

    3. U nas podobnie.. glupie teksty jak nie o nastepne to inni o tym ze wystarczy wszyscy dobre rady i uwagi … Ale to tak jest jak ktos ma nudne zycie swoje to interesuje sie wszystkimi w koło.. Szkoda takich ludzi…

    4. Ja też mam trójkę i nie dość że słucham że już chyba starczy to jeszcze nikt nie jest w stanie uwierzyć że trzecia córcia jest bo tak chcieliśmy. Każdy nam wmawia wpadkę bo przecież nikt nie zdecydował by się na trójkę dzieci z własnej woli ;) I najlepsze pytania ostatnich miesięcy „to ile ci państwo daje na dzieci”

    5. Ewa nasze Państwo w tej materii bardzo hojne jest :D

    6. Noo strasznie :) W końcu zdecydowałam się na trójkę dzieci po to żeby mi je państwo utrzymało :D :D :D

  2. Święta prawda. Dobry tekst.

  3. Najpierw będąc panną słyszysz „Kiedy wyjdziesz za mąż?” A jak już jesteś mężatką to znowu „Kiedy będą dzieci?” Kiedy szczęśliwie doczekasz potomka to znowu „Kiedy będzie miał rodzeństwo?” I tak wkółko, pytaniom nie ma końca :)

    1. Jak masz syna, kiedy córka i na odwrót. Dwóch chłopców to pytanie o dziewczynkę. A później stwierdzenie, że trójka to już na bogato :P

  4. u mnie w pracy jest kącik gdzie siedza starsze panie, nie przepuszcza nikomu, a zwlaszcza mi konkubinie z dzieckiem. Masakra jakas,staram sie grzecznie je uciszac ale nie raz idzie mi juz para z uszu, nienawidze tlumaczyc sie dlaczego slubu miec niechce i dlaczego bede miec tylko 1 dziecko.

    1. Życie bez ślubu i jedno dziecko to przecież świętokradztwo ;) :P

    2. masakra jakas z mojej strony :D

    3. ? uwielbiam takie ” psiochy”! Wszystko wiedzą najlepiej. Nawet życie seksualne ci ułożą i plany prokreacyjne na najbliższe lata. Musisz mieć dużo panowania nad sobą żeby tam pracować .

    4. Mam bo wśród nich jest moja kierowniczka. Ale też już usłyszałam że.nie powinnam mu dawać bez slubu

  5. nienawidzę jak mnie ktoś o to pyta, poza tym nie planuję 2 dziecka a potem słyszę godzinne kazania, że dziecko powinno mieć rodzeństwo!

  6. O jeju, znam to dobrze :-) a w swieta przy dzieleniu sie oplatkiem lub w urodziny zawsze slysze zyczenia typu: „…I rodzenstwa dla oliwiera”:-) :-) :-)

  7. U mnie bardzo długo było pytanie o dzieci. W pewnym momencie moja nama nawet „postawiła na mnie krzyżyk”. Ale przyszedł czas i mam 2 dzieci. Pierwsze urodziłam po 35 roku życia. Tak miało być. Na wszystko przychodzi kolej ;)

    1. Życie pisze różne scenariusze :)

  8. Uwielbiam to pytanie. Ostatnio nawet fryzjerka mnie ostrzegała przed zgubnymi konsekwencjami posiadania tylko jednego potomka. Niestety z opinii publicznej wynika że mój syn będzie samolubny, rozpieszczony i baaaardzo samotny. Wyrodna matka ze mnie

    1. O taAakk bardzo wyrodna ! ;) ludzie sa wprost niesamowici ha ;)

  9. U mnie jest podobnie tylko ze ja jeszcze nie urodziłam ;) i ciagle jakieś głupie „gadki”
    „Taka młoda a już dziecko bedzie miała” no tak bardzo młoda jestem ,nastolatka nie jestem ;) albo „tylko nie myśl o drugim dziecku zaraz bo bedzie ci cieżko” aha ;) haha ja to odpowiadam zawsze w ten sposób „moje zycie moja sprawa a ty sie w nie mi nie wpierd**** .” Dziękuje xd

  10. Ja uwazam ze niektore mamy sa za bardo przewrazliwione na pytania o dzieci

    1. Nie każdy musi wiedzieć czemu nie mają dzieci lub kolejnego. Nie każdy ma tyle taktu by nie drążyć dalej tematu po odpowiedzi na pytanie.

    2. Ja walczyłam 5 miesięcy o przeżycie mojej nienarodzonej córki i na szczęście się udało ale ktoś kto nie przeżył czegoś takiego nie powiem wypowiadać się na taki temat i osadza innych o przeraźliwienie

    3. Ja stravilam dziecko a zdania nie zmienie kazdy ma prawo do swojego zdania

    4. Najlepiej odpowiadać ze produkujesz i wytknac język. Co to kogo kiedy chcesz mieć drugie.

  11. A kto w ogóle powiedział że chce 2 xd. Życie pokaże.

  12. Po drugim sa pytania o trzecie takze to sie nigdy nie konczy …

  13. A ja zawsze odpowiadam ze produkuje a czy będzie za rok czy za 5 lat co to kogo. Jeden ma jedno za drugim, inny woli mieć po 5 latach, a niektórzy jedynaka. Każdego rodzica trzeba uszanować

  14. Ta po trzecim tez sie nie konczy mam trzech synów i wieczne a kiedy córka do kompletu ojej jaka tragedia trzech chłopców dziewczynki wam sie nie udalo oj a mąż pewnie chcial dziewczynke itp dramat

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku