Zdrowie 20 czerwca 2021

Ryby zdrowe, ale… z niektórymi nie przesadzaj. Winne skażenie środowiska

Generalnie, owoce morza i ryby są zgodnie zalecane przez lekarzy i dietetyków jako ważny element zdrowej diety, głównie ze względu na zawartość kwasów tłuszczowych omega-3. Jednocześnie, w związku z coraz większym skażeniem środowiska, eksperci ostrzegają przed nadmiernym spożyciem niektórych gatunków. Dowiedz się, których konkretnie.

„Wielonienasycone kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 są składnikiem niezbędnym do prawidłowego rozwoju w okresie pre- i postnatalnym oraz do zapewnienia zdrowia w wieku późniejszym. Wykazano, że odpowiednie spożycie długołańcuchowych, wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 jest istotnym czynnikiem w prewencji wielu chorób żywieniowozależnych oraz skutecznie wspomaga leczenie. Najlepszym źródłem kwasu alfa-linolenowego (ALA), prekursora rodziny omega-3, są oleje roślinne, w tym przede wszystkim olej rzepakowy oraz orzechy i nasiona. Podstawowym źródłem długołańcuchowych kwasów tłuszczowych omega-3, przede wszystkim DHA, są tłuste ryby morskie” – czytamy w najnowszej edycji norm żywienia dla populacji polskiej, opracowanych przez ekspertów Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH).

Warto odnotować fakt, że sporo miejsca we wspomnianym wyżej opracowaniu (w rozdziale o kwasach omega-3) poświęcono kwestii spożycia ryb i owoców morza, ale nie tylko w kontekście ich walorów odżywczych, lecz także i zagrożeń dla zdrowia, wynikających z ich nadmiernego spożycia, w związku z potencjalnym skażeniem.

Zacznijmy jednak od pozytywów. Po pierwsze, w aktualnej edycji norm specjaliści NIZP-PZH zalecają regularne spożywanie ryb: co najmniej 2 razy w tygodniu – zarówno osobom zdrowym, a także osobom zmagającym się z przewlekłymi chorobami sercowo-naczyniowymi.

„Spożycie 2 porcji ryb morskich odpowiada pobraniu DHA + EPA na poziomie 250 mg/dobę” – czytamy w normach żywienia.

Wyjaśnijmy od razu, że EPA to kolejny kwas tłuszczowy z rodziny omega-3, który jest niezbędny do zachowania zdrowia.

Regularne spożywanie ryb i owoców morza ma jednak, poza dostarczaniem organizmowi zdrowych tłuszczów, także wiele innych walorów. Ryby są również dobrym źródłem m.in. wysokiej jakości białka oraz witamin z grupy B, a ryby morskie stanowią dodatkowo cenne źródło jodu i witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (A i D).

Czym są najczęściej skażone ryby?

Niestety, postępujące zanieczyszczenie środowiska naturalnego negatywnie odbija się na jakości zdrowotnej ryb i owoców morza.

„Pamiętać należy, że ryby i owoce morza mogą być zanieczyszczone metalami ciężkimi, m.in. rtęcią, kadmem, ołowiem oraz zanieczyszczeniami organicznymi, przede wszystkim dioksynami i polichlorowanymi bifenylami o działaniu podobnym do dioksyn (dl-PCB). Maksymalne poziomy ww. zanieczyszczeń w rybach są regulowane w aktualnych przepisach prawnych” – czytamy w znowelizowanych normach.

Eksperci NIZP-PZH podkreślają, że z tego względu istnieje konieczność ograniczania spożycia ryb pochodzących z akwenów wodnych o wysokim stopniu zanieczyszczenia metalami ciężkimi oraz gatunków ryb drapieżnych. Ostrzeżenie to jest szczególnie istotne dla kobiet w ciąży, kobiet karmiących piersią i małych dzieci (tzw. grup wrażliwych). Nie znaczy to jednak wcale, że wspomniane grupy powinny przestać jeść ryby i owoce morza.

„Wyniki licznych badań na temat wpływu spożycia ryb i owoców morza (źródło omega-3) a rozwojem neurologicznym dzieci wskazują, że korzyści zdrowotne spożywania umiarkowanych ilości ryb przez kobiety ciężarne przeważają nad ryzykiem” – czytamy w normach.

Jak to rozumieć w praktyce? Otóż, specjaliści z NIZP-PZH wyjaśniają, że biorąc pod uwagę stwierdzany w Polsce poziom metylortęci i dioksyn, większość ryb i produktów rybnych można spożywać w ilościach przekraczających 1 kg tygodniowo. Wyjątek od tej reguły stanowią m.in.:

  • łosoś,
  • szprot,
  • śledź,
  • a także sardynka,

których spożycie w ciągu tygodnia powinno być ograniczone.

Poniżej wskazujemy konkretne przykładowe porcje wybranych gatunków ryb i produktów rybnych, które może zjeść tygodniowo dorosły człowiek, aby nie przekroczyć określonej przez ekspertów EFSA (Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności) tzw. tymczasowej tolerowanej dawki pobrania (PTWI), w odniesieniu do dioksyn i dioksynopochodnych polichlorowanych bifenyli:

  • Szprot wędzony: 120 g
  • Łosoś bałtycki: około 105 g
  • Sardynka w oleju: 330 g
  • Śledź bałtycki: około 400 g
  • Łosoś norweski wędzony: 575 g
  • Marynowane płaty śledziowe: 475 g
  • Makrela wędzona: ponad 1 kg
  • Tuńczyk w oleju: ponad 2 kg
  • Sola: ponad 32 kg
  • Mintaj: ponad 67 kg.

Dodatkowo, aby ułatwić osobom ze wspomnianych wyżej grup wrażliwych optymalny i bezpieczny dla zdrowia wybór ryb i owoców morza, NIZP-PZH opublikował też w omawianych normach listę gatunków:

  • zalecanych,
  • dopuszczalnych,
  • niezalecanych.

Zacznijmy od zalecanych. Są na niej m.in.: łosoś norweski (hodowlany), pstrąg (hodowlany), dorsz, makrela atlantycka, morszczuk, homar, kałamarnica, krab, a także krewetki.

Na liście gatunków dopuszczalnych są m.in.: karp, halibut, okoń, żabnica i śledź.

Jeśli chodzi o gatunki niezalecane, to warto wymienić m.in. takie jak: miecznik, rekin, makrela królewska, tuńczyk, węgorz amerykański, szczupak, panga i tilapia.

Generalnie więc, jak wynika z opracowania NIZP-PZH, ryby i owoce morza należy spożywać regularnie, jednak bacząc na to, aby nie jeść zbyt dużych ilości gatunków pochodzących z Morza Bałtyckiego, gatunków dużych ryb drapieżnych, a także produktów rybnych wędzonych i głęboko przetworzonych. 

Na koniec, w omawianym kontekście warto dodać, że w przypadku niektórych osób dobrym rozwiązaniem może się okazać zażywanie suplementów diety z kwasami omega-3. Decyzję w tej sprawie warto jednak najpierw skonsultować z lekarzem, dietetykiem klinicznym lub farmaceutą, ponieważ niewłaściwe stosowanie suplementów diety może być szkodliwe dla zdrowia.

Więcej szczegółowych informacji na temat kwasów omega-3, ich znaczenia oraz najlepszych źródeł można znaleźć w omawianym opracowaniu NIZP-PZH.

Źródło:

„Normy żywienia dla populacji Polski i ich zastosowanie” (wyd. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego-Państwowy Zakład Higieny, 2020). Publikacja dostępna na stronie Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej.

Wiktor Szczepaniak

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Zdrowie i uroda 19 czerwca 2021

Pijawki lekarskie – dawna metoda stosowana i dziś

Te zwierzątka u niewielu budzą przyjazne uczucia, ale medycynie znane są od setek lat – także współczesnej. Mowa o pijawkach lekarskich, które wspomagają terapię po zabiegach mikrochirurgicznych, rekonstrukcyjnych, plastycznych czy onkologicznych. Mogą mieć też inne zastosowania.

Lekarze ze Szpitala św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy, który specjalizuje się w replantacjach kończyn i mikrochirurgii, wprowadzili pijawki lekarskie do standardowego postępowania przy replantacjach kończyn.„Okazały się niezastąpione w chirurgii rekonstrukcyjnej, gdzie płaty skórne są zagrożone procesem niedokrwiennym i martwiczym z powodu zakrzepicy, a leki nie mogą dopłynąć z krwią do miejsc zagrożonych. Sięgamy po nie przede wszystkim w przypadkach dynamicznie postępującej, pomimo stosowania leków, zakrzepicy naczyniowej i obrzęku tkanek po zabiegach replantacji. Szpitalne wskazania do terapii pijawkami dotyczą chorych po zabiegach mikrochirurgicznych, w chirurgii ręki, chirurgii rekonstrukcyjnej i plastycznej czy onkologicznej” – mówi chirurg dr Maciej Paruzel, prezes Polskiego Towarzystwa Hirudologicznego.

Zastosowanie pijawek lekarskich

Przy okazji wykorzystywania pijawek w trakcie rekonwalescencji po zabiegach replantacji odkryto wiele innych zastosowań dla tej formy wspomagania terapii, np. u pacjentów z zespołami algodystrofii czy z zapaleniem stawów towarzyszącym osteoartrozie.

Liczba chorób, w których pijawki lekarskie mogą przynieść pozytywne efekty, jest ogromna. Problem w tym, że jednak trudno stworzyć jednolitą listę wskazań, bo każda sytuacja wymaga uwzględnienia schorzeń towarzyszących, zażywanych leków, stanu chorego, oczekiwań stawianych terapii.

„Terapii pijawkami lekarskimi nie nazywajmy jednak leczeniem – to metoda wspomagająca leczenie właściwe, terapia uzupełniająca. Jest jak najbardziej legalna, wpisana na listę procedur medycznych i wykorzystywana przez środowisko lekarskie jako metoda uzupełniająca, ale mówienie o leczeniu pijawkami jest nadużyciem” – podkreśla dr Paruzel, który jest prekursorem stosowania pijawek w Polsce.

Kurs z pijawki

Od lat prowadzi też szkolenia – wzięło w nich udział w sumie już ponad 1500 osób. Poza techniką ich stosowania, a także takich kwestii, jak prawidłowo przystawiać pijawkę, jak o nie dbać, kursanci uczą się także, w jakich sytuacjach się je stosuje, kto może, a kto nie powinien korzystać z tej terapii, jak często ją zalecać. A nie jest to takie proste, bo nie ma jednoznacznych wytycznych, według których w danym schorzeniu pacjent powinien przejść pięć takich terapii, a w innych siedem lub trzy.

„Dostosowuje się to do danej sytuacji, objawów chorobowych i do tego co chcemy uzyskać. Bo na przykład, jeżeli mamy amputacje palców ręki, które chcemy ratować, to pijawki przykładamy najpóźniej 6-8 godzin od zabiegu, później nie miałoby to już sensu. Natomiast przy przewlekłych schorzeniach zapalnych, czy w stanie uporczywego przewlekłego bólu, taką terapię stosujemy np. raz w tygodniu przez 5 tygodni” – wyjaśnia chirurg i hirudolog.

Kiedy pijawek nie można stosować

Na kursie mówi się także o przeciwwskazaniach i niebezpieczeństwach tej metody – bo i takie są. Według lekarza błędem jest dostosowywanie hirudoterapii do konkretnych chorób. Jednocześnie warto sobie zdawać sprawę z tego, że istnieją bezwzględne przeciwwskazania, np. niewydolność zastawki serca, hemofilia lub małopłytkowość.

„Zanim zalecimy komuś taką terapię trzeba uwzględnić stan pacjenta, wyniki badań krwi, określić cel terapii. Podstawą jest wykluczenie stosowania przez pacjenta silnych leków przeciwzakrzepowych, infekcji, spadku odporności. Trzeba określić stopień zaawansowania choroby, z którą przyszedł. I pamiętać, że pijawki nie są na wszystko, np. niewydolność wątroby czy nerek może spowodować powikłania” – wylicza specjalista.

Pijawek nie stosuje się też u kobiet w ciąży i małych dzieci.

Kiedy pijawki mogą pomóc

Według lekarzy stosujących pijawki hirudoterapię można nazwać metodą łagodzenia objawów chorobowych. Największą grupą chorób, w których pijawki mogą pomóc, są choroby układu ruchu: wszelkiego rodzaju obrzęki, stany zapalne, wysięki, bóle stawowe, bóle kręgosłupa.

Drugą grupę stanowią choroby układu krążenia: uporczywe, niepoddające się leczeniu nadciśnienie tętnicze, choroby układu żylnego związane głównie z procesami zakrzepowymi.

Jest też mnóstwo innych wskazań: neurologicznych, ginekologicznych, laryngologicznych, okulistycznych, a nawet stomatologicznych.

Zawsze jednak pacjent jest indywidualnie kwalifikowany przez lekarza.

Jak pomaga pijawka

Zapomnijmy o najczęściej powtarzanych mitach, że pijawki wypijają „złą krew” i to stąd bierze się ich wspomagająca leczenie moc.

„Pijawka pobiera krew jako swój pokarm. W przyssawce ma substancję, którą wpuszcza w momencie pobierania krwi do organizmu, do którego się przyssała. Najwięcej >>wypuszcza<< jej w miejscu przystawienia, jednak ok. 30-40 proc. tej substancji rozchodzi się po całym organizmie. Można więc powiedzieć, że przystawienie pijawki powoduje lecznicze działanie zarówno w zakresie zmian zapalnych, jak i w zakresie układu krążenia” – mówi dr Paruzel.

Choć hirudoterapia należy do procedur medycznych wg Międzynarodowego Spisu Procedur ICD-9, z rozliczaniem jej przez Narodowy Fundusz Zdrowia wciąż bywa różnie. Zdarza się, że NFZ płaci za terapię pijawkami w szpitalach, jednak w większości przypadków nie jest to terapia refundowana, jak to dzieje się np. w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy w Rosji.

Nie każda pijawka może być stosowana

Pijawki do terapii muszą pochodzić z legalnej hodowli laboratoryjnej, będącej pod kontrolą weterynaryjną, a ich źródło pochodzenia jest udokumentowane stosownym certyfikatem. To ważne, bo te niewiadomego pochodzenia, zwykle pozyskiwane z natury, mogą przenosić groźne dla człowieka drobnoustroje.

W Polsce terapię pijawkami prowadzić mogą osoby, które nie są lekarzami, jednak warto, aby współpracowali z lekarzem. Pomogłoby to zmazać z tej pożytecznej metody piętno pseudoterapii i szamaństwa.

Monika Wysocka, zdrowie.pap.pl

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Sport 18 czerwca 2021

Jutro mecz o wszystko. Przeczytaj koniecznie, jeśli jesteś żoną kibica

Mecz otwarcia za nami, jutro mecz o wszystko. Jak zwykle. Jeśli chodzi o polską piłkę nożną, to niestety jest przewidywalna do bólu. Macie w domu kibiców? Powiem Wam, jak sobie z nimi poradzić. Bo łatwo nie będzie…

 

Wykreujcie się na ekspertki – to na pewno ułagodzi niejednego mężczyznę

Moje drogie, ponieważ w Waszych domach mogą dziać się rzeczy różne, a instrukcja jak przetrwać mundial może nie do końca zadziałać, mam dla Was tylko jedną dobrą radę – weźcie byka za rogi i nie przejmujcie się za bardzo. Euro minie. Cokolwiek by się nie działo, wzruszajcie ramionami, mówcie, że to było do przewidzenia, z miną ekspertek twierdźcie, że i tak nie mieliśmy szans, a jeśli ktoś uważał inaczej, to jest zwyczajnie głupi, co mecz ze Słowacją dobitnie udowodnił. Aha, podbijecie Wasze notowania, jeśli zauważycie, że w owym meczu nie było żadnego spalonego. Sam fakt, iż wiecie, co to jest spalony, sprawi, że urośniecie w oczach partnerów.

No bo jak ten mecz się prezentował, no jak? Brak wykończenia akcji wręcz kłuł w oczy, od początku nasi kopacze grali tak, jakby im brakowało jednego zawodnika po drugiej stronie pola, podania były niecelne, albo robione na pamięć, niestety ta pamięć szwankowała, bo w miejscu, w którym zawodnik teoretycznie miał być, było powietrze. Wyraźnie widać było brak ogrania i wzajemnego zrozumienia. Nie wiem, czy można tych naszych piłkarzy nazwać drużyną. Jakoś mało drużynowo się zachowywali.

Nie zapomnijcie wypowiedzieć się o bramkarzu, w końcu to on dwa razy wyjmował piłkę z siatki. Ja akurat za Szczęsnym nie przepadam, chociaż ogólnie jest ceniony. Osobiście wolę Fabiańskiego, na moje oko broni lepiej, niestety moje zdanie nie ma znaczenia. Widzę tu powtórkę z rozrywki, niegdyś też Dudek był numerem jeden a Majdan rezerwowym. Ja wolałam Majdana.

No ale o Szczęsnym można odważnie mówić, że jest Nie-Szczęsny. Nic Wam nie grozi.

 

Nie dajcie sobie wmówić, że wszystko byłoby inaczej, gdyby nie czerwona kartka

Nie byłoby, bo ten mecz i tak był słaby od samego początku. Za to Krychowiak zwyczajnie przeszarżował, bo widać było, że sędzia się nie patyczkuje, a kolorowe kartoniki wyciąga nader chętnie. Nie wiem, czemu trener go nie zdjął, jak był jeszcze na to czas.

No ale jak znam naszych panów, to będą się tego argumentu trzymać niczym pijany płotu, więc przypomnijcie im uprzejmie (tu możecie naprawdę błysnąć wiedzą), jak to było w 1991 roku we włoskiej Genui, kiedy to Legia grała z tamtejszą Sampdorią. Niewtajemniczonym zdradzę, że sędzia naprawdę robił, co mógł, żeby Legia ten mecz przegrała. W tamtej sytuacji nawet remis oznaczał zwycięstwo i awans do dalszych rozgrywek w Pucharze Zdobywców Pucharów. Dla Sampdorii, obrońcy tytułu, był to niewyobrażalny cios. Sęk w tym, że Legia była naprawdę drużyną, a nie zlepkiem gwiazd. Dowiozła remis, chociaż czerwoną kartkę dostał sam bramkarz, ni mniej, ni więcej tylko Maciej Szczęsny, ojciec pierwszego bramkarza naszej reprezentacji. Obrońca w bramce? Toż to niby jak przepustka do strzelania gola za golem prawda? Nic z tego. Tamten mecz przeszedł do historii, mówiło się o nim jeszcze długo i wspomina do tej pory. Więc nie dajcie sobie wmówić, że czerwona kartka coś zmienia. Jak drużyna trzyma poziom, to nic nie zmienia.

 

Na Lewandowskiego za bardzo nie plujcie, bo to świętość narodowa

Też do końca nie rozumiem dlaczego, bo w meczu się jakoś specjalnie nie popisał, no ale niech będzie. Możecie poprzestać na stwierdzeniu, że sam całego meczu wygrać nie mógł, nie miał okazji, pomocnicy się nie spisali, a brak Piątka i Milika był wyraźnie widoczny. Z czym ja osobiście się nie zgadzam, ale czasem trzeba zdobyć się na jakąś dyplomację.

Żeby nie było, ogólnie Roberta Lewandowskiego lubię. Wiem, że dla drużyny zrobił dużo i że gdyby go nie było, to byśmy w ogóle do Euro 2020 nie awansowali. No ale teraz wyraźnie ma gorszy okres. Albo naprawdę ten Piątek z Milikiem są potrzebni. Niestety na ich pojawienie się nie ma szans.

 

Czy jest sens oglądać mecz z Hiszpanią?

Powiem szczerze, że zbyt wielu przystojniaków nie dostrzegłam, więc jeśli liczycie na walory estetyczne, to może być słabo (chyba że Hiszpanie nadrobią), natomiast sam mecz ze Słowacją dostarczył mi sporo emocji. No ale ja naprawdę lubię piłkę nożną, nie próbuję się podlizywać mojemu mężowi i potrafię wyciągać z zakamarków pamięci różne ciekawe fakty niczym magik królika z kapelusza. Uważam na przykład, że każdy mecz da się wygrać, nawet ten skazany na klęskę. Skoro Lewandowski potrafi strzelić pięć goli w dziewięć minut, to niby czemu nie na Euro? Wystarczy, że się postara, prawda? Kocopały? To sobie przypomnijcie finał Ligi Mistrzów z 2005 roku. No, znajdą się panowie, którzy powiedzą, co się wtedy wydarzyło? A może Wy pamiętacie?

Jak będzie jutro? A skąd ja to mogę wiedzieć? Zapas chipsów mam, jeśli mąż zadba o piwo, to na pewno będzie miło. Czy wygramy? Pewnie nie, bo Hiszpania to trudny przeciwnik. Ale co tam, mecz otwarcia już był, jutro mecz o wszystko, w środę mecz o honor i można wracać do domu. Przynajmniej nie będzie takiej sytuacji, że nie da się na urlop normalnie jechać, bo Polacy grają o puchar i trzeba siedzieć przed telewizorem zamiast na plaży. To nam nie grozi :-P

 

Zobacz inne wpisy o tej tematyce:
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close