Związek 6 stycznia 2012

Seks w trójkącie

Dzwoni komórka… wyciągam z torebki… odbieram…

Cześć Kiciu, stęskniłem się za Tobą… za godzinę będę w domu i mam ochotę Cię schrupać ;) co Ty na to?” – pyta mąż.
Myślałam o tym samym Słonko” – odpowiadam i idę wziąć prysznic… potem zakładam jakąś sexi bieliznę i czekam w sypialni na powrót ukochanego…

To była u nas dość częsta sytuacja, czasem w innej formie, a czasem niespodziewanie, bez telefonu, spontanicznie. Seks zawsze był ważnym elementem naszego życia.

Był…  No właśnie wydawało nam się, że tak już będzie zawsze, że nic tego nie zmieni.

Nagle pewnego słonecznego, letniego dnia zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym.  Niedługo potem pojawiły się nudności, wymioty, zmiany nastroju i złe samopoczucie. Nasze zbliżenia były nadal cudowne ale już rzadsze. Pewnego dnia w pracy pojawiło się plamienie… telefon do lekarza, ma dyżur w szpitalu, mam przyjechać. Badanie, potem USG, diagnoza – łożysko blisko szyjki, proszę ograniczyć współżycie…

Mija kilka tygodni leki działają i wszystko jest na dobrej drodze. Kolejna wizyta, USG, badanie i słyszę, że nadal mam na siebie uważać, leżeć i unikać współżycia. Lekarz widząc moja minę mówi, że wszelkie inne sposoby dozwolone, mamy tylko unikać stosunku… Dobra wiadomość, ale jakoś oboje z mężem boimy się i przez pewien czas nadal nic. W końcu przekonaliśmy się i spróbowaliśmy pieszczot. Było cudownie, oboje się odprężyliśmy, maluszkowi nic nie zagrażało a ja nadal czułam się kobietą – piękną, spełnioną i kochaną.

Mijają kolejne tygodnie ciąży, moje ciało coraz bardziej się zmienia, brzuch i piersi rosną. Ciąża sprawia też, że miejsca intymne stają się jeszcze bardziej wrażliwe na wszelkie bodźce. Jest nam ze sobą cudownie a na dodatek mąż na każdym kroku daje mi do zrozumienia, że jestem piękna mimo ciążowej, niezbyt idealnej figury ;) całuje brzuszek i przytula się ciągle do niego. 38 tydzień – maleństwo jest bezpieczne więc aby pomóc mu podjąć decyzję o wyjściu lekarz doradza seks… Korzystamy stęsknieni z okazji, oczywiście jest inaczej ale delikatnie poznajemy się na nowo i znowu jest nam cudownie.

W kwietniu pojawia się Adi. Mąż jest przy porodzie, przez cały czas jest przy mnie, a gdy pojawia się na świecie nasz synek – przecina pępowinę. Potem okres połogu, kiedy nacięcie się zrasta, wchłaniają szwy a ja dochodzę do siebie. Z niecierpliwością czekamy kiedy lekarz da nam zielone światło. Niektóre koleżanki są zdziwione i mówią, że one bardzo się bały drugiego – pierwszego razu… że było niezbyt przyjemnie a poza tym były skrępowane, bo ich ciało po porodzie bardzo się zmieniło. Inne pytały czy nie boje się, że mąż nie będzie chciał się ze mną kochać po tym jak był przy porodzie. Jestem trochę zdziwiona, bo mnie nawet nie przeszło to przez myśl, to oczywiste, że narodziny dziecka wiele zmieniają a skoro mąż zdecydował się być przy tym to oboje musimy odnaleźć się w tej nowej dla nas sytuacji.

Po 6 tygodniach od porodu wizyta u lekarza, wszystko jest dobrze, pięknie się zagoiło. Jeśli chcemy możemy rozpocząć współżycie. Oczywiście chcemy, czekamy na to od dawna. Lekarz radzi na początku korzystać z żeli intymnych bo po porodzie często pojawia się suchość w pochwie. Korzystamy z rady i mamy w pogotowiu żel. Planujemy wieczór zawczasu, kąpiemy synka, karmię go, żeby opróżnić piersi i uniknąć niespodzianki, potem prysznic. Synek śpi jak przystało na grzeczne dziecko a my baraszkujemy w drugim pokoju. Jest super, choć zupełnie inaczej niż kiedyś.

Mijają dni, tygodnie i miesiące. Nasze życie intymne mimo małego dziecka rozkwita na nowo. Poznajemy się powoli od nowa, nie ma już tej spontaniczności co wcześniej bo przecież maluch nie zawsze na to pozwala, ale i tak seks daje nam tyle samo satysfakcji co kiedyś. Jest inny a jednak nadal cudowny.

Kochane Mamy czy Wasze życie intymne zmieniło się kiedy zaszłyście w ciążę a potem urodziło się dziecko? Jak na zmiany zareagowali Wasi partnerzy?

172
Dodaj komentarz

avatar
21 Comment threads
17 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
Małgorzata Kidacka TabiszPaulina GarbieńBudująca MamaGagaAsiersa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Kopeć
Gość

Tak. od 3 lat i mc straciłam prawie zupełnie zainteresowanie tą sferą. Czasem o tym mi się przypomni, ale bardzo rzadko. Zazwyczaj wieczorem, po całym dniu z synkiem marzę tylko o tym by mieć święty spokój, usiąść, wreszcie zjeść ze spokojem, poczytać, posiedzieć przed tv, netem, zrobić coś dla siebie – długą kąpiel, maseczkę czy farbowanie włosów. Gdy uda mi się wykonać którąś z tych rzeczy przykładam głowę do poduszki obok czekającego wiecznie męża i… zasypiam… by po godzinie czy dwóch być znów na usługi dziecka – budzącego się z powodu kaszlu, chęci przytulenia się czy koszmaru – co zdarza… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

Może warto byłoby porozmawiac o tym z mężem, omówić wspólnie jak temu zaradzić, może mąż mógłby przejąć niektóre obowiązki i wtedy szytuacja by sie poprawiła… Życzę aby wszystko się ułożyło z korzyścią dla Was obojga :) trzymam kciuki
ps: zdarzały sie i u nas chwile dłuzszych przerw ale powrót to takich przerwach był jeszcze przyjemniejszy ;) takie oderwanie od rzeczywistości i codzienności na pewno się przyda :)

Anna Kopeć
Gość

ps. mąż również był przy porodzie, choć na początku ciąży mówił, że nie ma nawet takiej opcji. Zrobił to z własnej, nie przymuszonej woli. Mam wrażenie, że po porodzie stałam się dla niego jeszcze bardziej atrakcyjna niż przed.

Paulina Garbień
Gość

Mój mąż również z własnej woli zdecydował się na obecność przy porodzie, choć na początku nie był pewien a terazwszystkim kolegom mówi, ze powinni sie zdecydować bo to najpiękniejszy moment w życiu i później będą to całe życie wspominać :)

Ewa Kamińska
Gość

Interesujący wpis ;-) Gratuluje wyjścia obronną ręką z tej wielkiej życiowej próby ;-) U nas granice zmęczenia sięgają zenitu i raczej spychamy te sferę życia na dalszy plan – po Twoim blogowym wpisie zaczynam myśleć, że chyba niesłusznie :-)

Ciepłe pozdrowienia w Nowym Roku :-)
Ewa

Paulina Garbień
Gość

Miło mi, że natchnęłam do przemyśleń tego tematu :) Jak już wyżej wspomniałam dłuższe przerwy się zdarzają pewnie w każdym związku bo okres, potem coś się nie składa i jakoś nie ma kiedy ale potem jest jeszcze przyjemniej :) zmęczenie i stres robia swoje ale miły wieczór z mężem czy partnerem pomaga odreagować to wszystko

Pozdrawiam cieplutko

Małgosia
Gość
Małgosia

Ja po 6 tygodniach od porodu zupełnie nie wyobrażałam sobie współżycia. Przeciągałam ten moment, aż w końcu uległam namowom męża. Było dziwnie. Oczywiście w użycie poszedł też żel nawilżający. I do tego to chroniczne zmęczenie…
Oj wiele czasu musiało minąć zanim wszystko wróciło do normy. Ale wróciło! I znów cieszę się seksem :)

Paulina Garbień
Gość

Fajnie, że wszystko sie ułożyło :) gratuluję :)

Sylwia
Gość
Sylwia

U nas są dni że wygrywa zmęczenie i po położeniu głowy na poduszke odlatuje. Jednakze staramy się pielęgnować tę intymna sfere naszego małżeństwa. Podobie jak U Ciebie Paulino mąz napisze smska że ma ochote na małe co nieco i pyta jak się zachowuje synek czy spokojny i szybko pójdzie spać by dac czas rodzicom. Mamy ten komfort że synek od początku spi sam w swoim łóżeczku a od 3 mies. zycia zostawał na noc sam w pokoiku. My mogliśmy dowoli się przylulać u siebie :) Również obawiałam się pierwszego razu po porodzie, czy bedzie bolał jak nacięcie… na szczęscie było… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

Cudownie mieć takiego Kochanego i wyrozumiałego męża :) wiem coś o tym ;)

Sylwia
Gość
Sylwia

Po porostu każdy mężczyzna musi dojrzeć do roli męża i ojca :)

Anna Kopeć
Gość

U nas jest tak, że mąż został wychowany w sposób, którego w dzisiejszych czasach nie da się normalnie akceptować – czyli mama ma być mamą, sprzątaczką, kucharką itd. Ma mieć jeszcze siłę i ochotę na seks i żeby nie marudziła, że jest jej ciężko, bo przecież mąż pracuje i po tej pracy nie ma czasu na nic innego jak odpoczynek. Nie podoba mi się to, toczę z mężem bitwy o to (co nie podoba się teściowi, ale to inna historia). Dodatkowo oczekuje ode mnie, że gdy Kuba wreszcie będzie zdrowy będzie chodził do przedszkola a ja znajdę sobie pracę i… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

Powiem Ci, że nie jesteś jedyna :) jest Nas już dwie :) na początku mnie troche martwiły ale potem stwierdziłam, że nie są przez to, ze o siebie nie dbałam tylko to znak, ze nosiłam pod serduszkiem mojego małego szkraba i cieszę się nimi :) byłam na basenie w kostiumie dwuczęsciowym i wcale się nie przejmowałam :) Co do męża to mój również był tak wychowany, teść nic nie robił nigdy w domu a teściowa wszystko ale ja sobie na to nie pozwoliłam od początku i dlatego teraz mąż potrafi zrobić wszystko, posprząta, wyprasuje, wypierze a nawet ugotuje :) Mam… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Super wpis, który uświadomił mi kilka spraw. Nie zwracałam na nie uwagi. Nasz okres ciążowy to okres sexualnej stagnacji. Zdrowie synka było dla nas najważniejsze. Po porodzie było dziwnie i raczej rzadko. Za to teraz odkrywamy się na nowo. Mimo pracy zawodowej, opieki nad dzieckiem znajdujemy dla siebie czas. Najczęściej wieczorne zabawy odsypiamy z dzieckiem w ciągu dnia i zawsze tylko jedno może mieć taki luksus, gdyż drugie pracuje ;) Mimo tego nie narzekamy…jest cudownie :D

Paulina Garbień
Gość

Cieszę się, że i w tej sferze wszystko się układa :)

Spokogosc
Gość
Spokogosc

I taki to POrtal jest przeznaczony dla… DZIECI! Czy to nie za wczesnie zajmowac DZIECI problematyka seksu i to w wydaniu przez zboczencow niewyżytych? Tak tylko pytam…..

Magda Kupis
Gość

A ja myślałam, że tworzymy portal między innymi O dzieciach a nie DLA dzieci :)
To taka mała subtelna różnica. Ale dziękujemy, każda wypowiedź jest cenna :)

Marysia
Gość
Marysia

Spokogość, portal przeznaczony dla dzieci? Interesujące. Sam chyba jesteś dziecko, skoro masz tak nietypowe postrzeganie powyższego i bloga i wpisu.

Fizinka
Gość
Fizinka

Po 1-sze: Tak sobie myślę, że z Tobą to chyba rodzice nie rozmawiali o seksie..??? Bo jeśli uważasz że seks jest tematem TABU i nie można o nim rozmawiać z dziećmi to gdzieś skrywa się tego przyczyna. Po 2-gie: Mianem DZIECKA określa się osobę, która nie osiągnęła pełnoletności – 18lat. Można wyszczególnić tutaj jeszcze – młodzież, wówczas dzieckiem nazwiemy człowieka w przedziale wiekowym 0-12lat – sumą sumarów nie uważam że o seksie nie można rozmawiać z 15-latkiem, 12-latkiem, 10-latkiem,8-latkiem..etc. Błędem jest właśnie NIE ROZMAWIANIE z dziećmi o seksie, co często gęsto ma swoje niechciane i nieplanowane skutki (niestety) :/ Po… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

Szanowny Spokogosciu Jeśli uważasz, że zarówno Ja jak i mój mąż jesteśmy niewyżytymi zboczeńcami to podejrzewam, że sam jesteś pruderyjnym samotnikiem, który nie wie co to seks, bo nigdy nikt mu tego nie wytłumaczył. Dlatego bardzo mi Cię żal. Jeśli potrzebujesz, żeby Ci wyjaśnić jakieś niezrozumiałe kwestie – proszę pytaj, chętnie odpowiem. Nawiązując do kwestii dzieci, to jeśli poczytasz nieco dokładniej naszego bloga, a zwłaszcza adres http://www.wrolimamy.pl to prędzej czy później zorientujesz się, że to blog dla Mam i o Mamach i ich sprawach a tymi sprawami są mężowie, dzieci, życie rodzinne i małżeńskie. Właśnie z seksu biorą sie dzieci… Czytaj więcej »

Asiersa
Gość
Asiersa

hehe, SPOKOGOŚĆ – fajne masz przemyślenia ;) rozśmieszyłeś mnie troszkę i to na zakończenia dnia :D:D
ps: przeczytaj jeszcze raz o czym jest teks i ogólnie cały blog ;)
pozdrawiam :)

Patrycja Zych
Gość

Spokogość brak słów żeby się odnieść do Twojego komentarza… Chyba Ci się musi bardzo nudzić:)

Agnieszka Fimiak
Gość

Co tu dużo mówić, dobrze napisane. Każdy musi znaleźć swój sposób na „bycie razem”

Gaga
Gość
Gaga

Myśmy zaczęli 4 tygodnie po porodzie, bo szew się zagoił a ja czułam się dobrze. Fizycznie było całkiem super, żadnych dolegliwości ani narzekań ze strony męża. Z perspektywy 1,5 roku od porodu widzę że jednak dużo się zmieniło psychicznie – brakuje nam spontaniczności, takiej pasji jak była kiedyś, czasem przerywa nam płacz małej z pokoiku i z tym trzeba się zawsze liczyć.
Osobiście myślę, że faceci mogą nas nadal kochać i pożądać po porodzie, ale odchodzi na zawsze dawna świeżość tych emocji, rąbek tajemnicy, beztroska.

Budująca Mama
Gość
Budująca Mama

U nas nie jest najgorzej, choć wiadomo – jesteśmy zmęczeni, ale? To poprawia nastrój i jest lepsze niż niejedno lekarstwo :D

W ciąży kochaliśmy się normalnie – nie było przeciwwskazań, a w ostatnim tygodniu – codziennie. Dobrze, bo po połogu też już doczekać się nie mogliśmy :D u mnie był lekki dyskomfort, ale przeszliśmy i to.

Teraz najbardziej nie pasuje mi konieczność wymykania się do innego pokoju :P Ale popieram autorkę – seks jest ważny w każdym związku! Każdy z nas potrzebuje takiego resetu co jakiś czas. Polecam jako najlepsze spa.

Paulina Garbień
Gość
Paulina Garbień

Spa w domowym zaciszu :) świetne porównanie :)

Małgorzata Kidacka Tabisz
Gość
Małgorzata Kidacka Tabisz

u mnie wszystko się zmieniło. Jest rzadziej. Zawsze jestem zmęczona i zasypiam wcześniej niż mąż. A i czasem ja nie mam ochoty no często się to zdarza.

Agnieszka Mach
Gość

Tak, nie ma kiedy bo dzieciaki nie śpią, a jak już śpią to padamy na pysk:(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

:(

Agnieszka Mach
Gość

Ale powoli ogarniamy naszą bandę i … :) czasem znajdzie się chwilka :D

Teresa Tokarska
Gość

nooo Aga to moze trzecie malenstwo zmajstrujecie :)

Barbara Fajfer Krzemkowska
Gość

Co to jest pożycie intymne? :-D

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Już nie pamiętasz? :D

Jagoda Polak-Wątor
Gość

No coz…bywało lepiej. Problem jednak jest we mnie. Ciągle czuje się zmęczona i nie mam ns nic ochoty. Przyloze glowe do poduszki i Usypiam:(

Karolina Kałuska
Gość

U nas jest jak przed powiekszeniem – wszystko po staremu:)

Barbara Fajfer Krzemkowska
Gość

Coś mi tam świta, tak jakbym kieeedyś, coś miała z tym wspólnego… :-D

Beata Baziak
Gość

A co to jest ? Jak nie dziecko które akurat się obudzi, tak wiecznie coś do zrobienia . A jak już coś ten tego to padam na pysk .

szczypiorki.pl
Gość

Nieeeee :P

Ciąża 3 stycznia 2012

Karmienie piersią miało być łatwe…, czyli kłopoty ssaka

Od początku ciąży byłam przekonana o tym, że będę karmić piersią. W zasadzie nie brałam pod uwagę innej możliwości. W końcu karmienie piersią nie jest takie trudne – myślałam. Niestety, nie brałam też pod uwagę trudności, jakie mogę napotkać…

Moje karmienie piersią od początku było trudne. Mój wczesniaczek nie umiał dobrze ssać piersi. Nie potrafił jej złapać na dłużej niż kilka sekund. Im dłużej próbował złapać tym bardziej się denerwował, a co z tym idzie coraz trudniej było mu ją uchwycić. Istne błędne koło. Dziecko krzyczało niemiłosiernie z głodu i zdenerwowania. Ja próbowałam różnych pozycji: na leżąco, na siedząco – pomimo bólu, spod pachy i nic. Walczyliśmy tak po 20-40 min zanim prawidłowo załapał by po chwili znów puścić. Ja wyczerpana bezradnością, mały swoim krzykiem, który niósł się po cały oddziale i denerwował niektóre położne. Prosiłam o pomoc położne, pomagały, ale niekiedy i im ręce opadały z bezradności. Brodawki idealne, a tu nici z ssania (synek tylko zagryzał brodawki dziąsłami i wargami). Sutki miałam całe poranione, obolałe, krwawiące. Tygodniowy pobyt w szpitalu minął na codziennej prośbie o pomoc. Niektóre położne twierdziły, że po tylu dniach w szpitalu powinnam już umieć karmić. Faktycznie, umiałam jak dzieciaczek dobrze się przyssał. Postanowiłam sama uczyć go ssania podając mały palec. I tak się nawzajem uczyliśmy.

Pobyt w szpitalu wiązał się ze „stresem laktacyjnym”. Otóż niektóre połóżne były zwolennikami tzw. dokarmiania. Sztuczne mleko dostawały prawie wszystkie noworodki na oddziale – bo płakały – „bo na pewno głodne”, bo słabo przybierały. Wystarczyło, że mama pojechała w nocy do pokoju pielęgniarek odpowiedzialnych za opiekę nad noworodkami. Nie chciałam by mojemu dziecku podawano mleko modyfikowane. Pokarmu miałam pod dostatkiem, chwilami myślałam, że i dwójkę bym wykarmiła. Za radą jednej młodej położnej mąż przyniósł mi laktator. Mój synek z powodu żółtaczki nie przybierał szybko na wadze, ponadto miał spory spadek wagi, dlatego musiałam pilnować by się najadał. Gdy próba przystawienia do piersi się nie udawała, odciągałam swój pokarm i podawałam małemu strzykawką. Mleko lałam na palec, który znajdował się w buzi synka i imitował sutek, tak by mały go ssał. Jak przestawał wówczas i ja robiłam przerwę w dostarczaniu mleczka. Neonatolog na każdym obchodzie mówiła, że nie wyjdziemy ze szpitala póki mały się nie nauczy ssać piersi, bo w domu sobie z tym nie poradzę. Tu, mam kogo prosić o pomoc. Faktycznie, jak prosiłam o pomoc, to im częściej, tym bardziej podirytowane były położne. Denerwowałam się po każdym obchodzie, ale mocno zaciskałam zęby i pomimo krwawiących sutków często przystawiałam synka do piersi.

Po powrocie do domu „ból” związany z karmieniem nie mijał, zaczęłam więc, szukać informacji – pytałam mamę, teściową, koleżanki, szperałam w Internecie. Płakałam razem z moim dzieckiem. Mężowi mówiłam, że mam już dość ciągłego dokarmiania, zamartwiania się, że mały nie umie ssać. Na zmianę próbowaliśmy przystawiać synka do piersi a następnie dokarmialiśmy. Mleko podawaliśmy strzykawką (nie chciałam by od razu odrzucił pierś na rzecz butelki). Na licznych forach dla młodych mam wyczytałam, że ratunkiem mogą być silikonowe kapturki. To był strzał w 10-tkę. Maluch lepiej radził sobie z ssaniem piersi. Łapał od razu a jeśli jeszcze chciał a mleko już słabiej przez nie płynęło, odciągałam resztę i podawałam już (po rozmowie z położną) butelką. Z czasem coraz częściej zdejmowałam kapturki, aż któregoś dnia synek wypił mleczko bez nich. Radość i wzruszenie nie do opisania.

Kolejnym problemem były ciągłe zastoje pokarmu. Likwidowałam jeden pojawiał się kolejny. Ból niesamowity, mleko rozsadza piersi, które są twarde jak kamień. Bez pomocy męża się nie obyło. Mąż ściągał ręcznie mleczko, bo synek, laktator czy ja nie dawaliśmy rady. Niekiedy zator robił się tuż po karmieniu. Zawodził ciepły prysznic, kapusta czy masowanie. Nie wiedziałam, czemu tak się dzieje. Pomogła wizyta w Poradni Laktacyjnej. Konsultantka pokazała mi pozycję, która uratowała moja piersi przed zapaleniem a męża przed oralną pomocą. Jeśliby pozycja zawiodła, mój kochany małżonek musiałby sam zassać pierś i wyssać deko mleczka a później przekazać pierś synkowi. Na szczęście dla ślubnego, który oswoił się z myślą takiej pomocy, pozycja zadziałała. Później za każdym razem, gdy czułam grudki w piersi od razu ją stosowałam. Kładłam synka na dywanie na kocu. Sama klękałam na czworaka i ustawiałam się tak by żuchwa synka była skierowana na miejsce, w którym miałam zator. Kilka zassań i nie było śladu po „korku” na mlecznej autostradzie.

Dzisiaj – w prawie 11 miesięcy od tamtej chwili – mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa z powodu karmienia piersią. Laktacja się unormowała, minęły liczne zastoje. Synek ślicznie ssie. Rozbraja mnie tym, iż gdy tylko położę go obok siebie kładzie się na boczku, otwiera buźkę i łapie za bluzkę, jakby chciał powiedzieć – Mamo szybciej, już jestem gotowy. Nie wiem, skąd miałam tyle siły, żeby walczyć ze wszystkimi przeciwnościami, ale teraz mogę być z siebie dumna i mam pewność, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby dać mojemu dziecku to, co mam najlepszego. Nieoceniona była pomoc i wsparcie mojego kochanego męża, który podtrzymywał mnie na duchu, pomagał przystawiać synka do piersi, dokarmiał strzykawką. Kłopoty z przystawieniem synka do piersi zrewidowały mój pogląd na temat naturalnego karmienia. Kiedyś myślałam, że to proste jak budowanie z klocków Lego. Wystarczy wygodnie usiąść, wystawić pierś, wziąć malucha, który sam się przysysa i cieszyć się tą chwilą.

Nie ukrywam, miałam chwile zwątpienia. Rozważałam opcję przejścia na butelkę. Dałam sobie czas i jeśli po tym okresie nadal byłyby kłopoty chciałam przeskoczyć na butelkę. Jednakże nie musiałam jej wtedy wprowadzać. Teraz, po wprowadzeniu większej ilości stałych pokarmów, poziom laktacji się obniżył. Karmię piersią rano, wieczorem i czasami w nocy. W ciągu dnia podaję dodatkowo mleko modyfikowane, gdyż sama pierś nie wystarcza. Najważniejsze, że synek jest zadowolony, bo jego szczęście jest najważniejsze.

23
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
krecik
Gość
krecik

Ciesze sie, ze Ci sie udało. My niestety nie miałyśmy tyle szcześcia.
MAła niby odruch ssania miala bardzo mocny , ale ja mam kiepskie sutki- jak sie dowiedzialam w szpitalu- i niestety karmimy butla.

Karolinamagda
Gość
Karolinamagda

To swietnie że u Was skończyło się dobrze. U nas niestety z powodu choroby piersi dziecko karmione było 2 miesące. Powiem aż dwa miesiące i jestem dumna z tego czasu, mimo łez i przeróżnych z tym związanych kłopotów. Może dla niektórych to śmieszne ale dla mnie te dwa miesiące są naprawdę wyczynem.

Sylwia
Gość
Sylwia

Nie ważne jak długo karmiłaś samą piersią, ważne że przeciwstawiłaś się wszelkim przeciwnościom które staneły na drodze tych 2 mies. i jesteś z tego dumna. Tak trzymaj :)

Karolinamagda
Gość
Karolinamagda

Dzięki za dobre słowo :) TAK JESTEM DUMNA

Patrycja Zych
Gość

Sylwia moje gratulacje,że Ci się udało :) podziwiam za determinację bo mało która mama w Twojej sytuacji by się nie poddała(znam takie które po 2-3 dniach dawały za wygraną) Mój synek też był wcześniakiem i miał problemy ze ssaniem. Na szczęście już w szpitalu „załapał”o co chodzi :) Z nawałem pokarmu też się wymęczyłam bardzo-o metodzie jaką opisujesz nie słyszałam. Wiem jedno jak ciężko by nie było -WARTO!! bo karmienie piersią to cudowne doświadczenie :)

Sylwia
Gość
Sylwia

Polecam na przyszłość, tę metodę. Uratowała mi pierś przed wprowadzeniem leków. Jakby nie pomogła miałam już recepte na antybiotyk.

Paulina Garbień
Gość

U nas pojawił się inny problem, Adi nie dojadał bo miałam za mało pokarmu, już w szpitalu chcieli go dokarmiać, bo nawet nie miałam co odciągnąć ale udało się i tylko raz dostał mm ale kolejny raz problem był w domu, Adi płakał po nocach a przy piersi wisiał całymi godzinami, mimo to nie przybierał prawidłowo, w końcu zadzwoniłam i zaprosiłam do nas doradcę laktacyjnego, pani po rozmowie doradziła częste przystawianie w nocy, bo wtedy jest najtłustszy pokarm więc Adi będzie dobrze przybierał a poza tym organizm kobiety produkuje wtedy najwięcej prolaktyny która odpowiada za pokarm i to pozwoliło na… Czytaj więcej »

Madzia_857
Gość
Madzia_857

Sylwia gratuluje wytrwałości. Nasze maleństwo ma przyjść na świat w marcu i nie wyobrażam sobie, że nie mogłabym karmić piersią. Z tego co piszecie napotykałyście się na różne problemy, które mnie naprawdę niepokoją :(. Ciekawa jestem czy w moim mieście jest poradnia laktacyjna bądź osoba, która mogłaby w razie czego pomóc, doradzić. Muszę koniecznie się zorientować :) Pozdrawiam

Sylwia
Gość
Sylwia

Zadzwoń do szpitala w którym bedziesz rodzić i zapytaj. Przeważnie Poradnia Znajduje się w Szpitalu i współpracuje z Oddziałem Noworodkowym. U mnie w mieście czynna jest całą dobę, mozna też uzyskać informacji telefonicznej. Na pierwszą wizytę potrzebne jest skioerowanie od lekarza rodzinnego. W poradni zakładają kartę i w umówionym dniu nalezy pokazać się z maluszkiem bu konsultantka sprawdziła jak dziecko jest przystawiane do piersi, jak ssie. Oglada piersi i ogólnie przeprowadza wywiad. Po tym wszystkim tłumaczy i pokazuje co jest nie tak.

Sprytnamama
Gość
Sprytnamama

Gratuluje wytrwałości, karmienie piersią to piękne przeżycie, które ma swoje minusy, jakby więcej o nich mówić to byłoby Mamom chcących karmić naturalnie łatwiej:)
http://blog.sprytnamama.pl/2011/02/kilka-sow-o-karmieniu-naturalnym.html

Anonimowo
Gość
Anonimowo

Sylwia cudownie , ze Wam sie udało :) Determinacja , chęci i sukces murowany . Dodatkowo miałaś wsparcie w Mężu a to jest budujące :) U Nas też początki karmienia były bardzo trudne . Poród odbył się 15 dni przed terminem i organizm nie był na niego gotowy , więc i mleczko się nie pojawiło . Przez pierwsze 3 dni nie miałam mleka wcale . Maleńka płakała z głodu , ssała pięknie , ale nic nie leciało . Wszystkie położne już na mnie krzywo patrzyły i kwitowały ,” ze chyba mi się po prostu nie chce „.Szlag mnie trafiał jeszcze… Czytaj więcej »

Beata
Gość
Beata

Naprawdę gratululę Ci wytrwałości!!! Nie chcę nikogo obrażać, ale wiele mam bardzo szybko rezygnuje z walki i przechodzi na mleko modyfikowane (nie mówię o tych mamach, które naprawdę nie mogły karmić piersią). Ja karmię już synka 9 miesięcy i jestem z tego bardzo dumna. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przestać lub karmić MM. Ta bliskość jest nie do opisania – jest cudowna :) Teraz mieliśmy mały problem z karmieniem, bo mój synek zaczął mnie gryźć ząbkami, a jest to ból nie do opisania. Kilka krzyków i zabieranie piersi rozwiązało sprawę :) Dzieci to mądre istotki :) Kocham mojego synka i… Czytaj więcej »

Sylwia
Gość
Sylwia

U nas za każdym razem, gdy synek mnie gryzł mówiłam nie gryź i tak do znudzenia. Po kilku razach zrozumiał, że nie mozna mamy podgryzać. Masz rację dzieci to mądre istotki, takie małe cwaniaki :) Również gratuluję samozaparcia i wytrwałości w „cycowym postanowieniu”

Pablo
Gość
Pablo

Nie ma jak „poszpreać” w kompie żony i przeczytać miłe słowa o sobie :) Moja pomoc to nic w porównaniu z jej determinacją :D

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Pierwsze dziecko karmiłam 5 miesięcy – dużo czy mało? – zależy od punktu widzenia. Ja mam niedosyt i czuję, ze mogłam karmić dłużej. Zabrakło wytrwałości i wiedzy. Drugiego maluszka chciałabym karmić przynajmniej do roku. Bogatsza o doświadczenie i znacznie silniejsze przekonanie, że warto jestem dobrej myśli:)

Julia Bąk Orczykowska
Gość

Aż mi teraz głupio. Ja mojej niuni dawałam butle gdy skończyła niecałe 2 msc. Poddałam się… teraz żałuję. Tęsknie za tym… Iga miała kolki i tylko z butelki antykolkowej mogła pić, a kiedy posmakowała, że z butelki łatwiej leci to mowy nie było o cycu… A mogłam się uprzeć… Cóż może kiedyś będę miała 2 dziecko i w tedy będę mądrzejsza;)))

Sylwia Chojnowska
Gość

Julio najważniejsze, że córeczka szczęśliwa była i wyrosła na radosnego szkraba :) Nie zarzucaj sobie nic.

Rachela
Gość
Rachela

Julio zgodzę się z Sylwią nie zarzucaj sobie nic. Jesteś najlepszą matką dla swojej kochanej Igi. Może uda się przy 2 dziecku, czego z całego serca życzę :)

Aga
Gość
Aga

Cześć, ja też jestem zdania że w grę wchodzi jedynie karmienie naturalne, szczególnie w pierwszych etapach życia dziecka. Przeczytałam pare artykułów na ten temat : http://vivalavita.pl/artykul/pierwszekarmieniepraktyczneradydla-838.html ogólnie o karmieniu oraz ponadto tutaj macie wszystkie korzyści związane z karmieniem piersią: http://vivalavita.pl/artykul/korzyscizkarmieniapiersia-836.html fajny jest podpunkt, że pokarm zawsze dostepny i gotowy;) Można powiedzieć, że to jest pójście na łatwiznę, ale jakie zdrowe;)
Aga

milena
Gość
milena

tylko matka jest w stanie tak walczyć, jest to makabrycznie trudne.Gratulacje Ja bardzo chciałam karmić piersią ale mój syn gardził nią. Pielęgniarki i położne wmawiały mi, że to pewnie ja nie chce, bo przecież dziecko z natury chce ssać pierś. Rzucały jego główką o moją pierś, a ja leżałam ledwie żywa, zapłakana. Jedna nawet powiedziała ze da sobie rękę uciąć ze to ja nie chce, i gdy próbowała ok. 40 min poddała się i stwierdziła że by rękę straciła. zakrwawione brodawki, ból nie do opisania, ale zaciskałam zęby i nieustannie próbowałam. Syn tracił na wadze, nie chcieli go dokarmiać więc… Czytaj więcej »

Olga Kłoda
Gość

U nas rowniez nieumiejetnosc ssania zastoje i bol brodawek… Dalismy rade karmilam 2 lata

Emocje 30 grudnia 2011

Matka – była wariatka

Nigdy nie byłam spokojna – nie potrafiłam usiedzieć długo w jednym miejscu, ciągle gdzieś coś mnie gnało, za czymś goniłam. Za czym? A kto to wie… Nigdy nie byłam typem pokornej pensjonarki, wręcz przeciwnie, podarte jeansy z milionem agrafek, oczywiście tych największych z możliwych (nie wiem po co takie robią, chyba tylko do tych podartych spodni, bo spiąć coś tym nie sposób).

Początki WOŚP, więc oczywiście własnoręcznie wyhaftowane na owych spodniach serducho Orkiestry. Dziś to pewnie szczyt obciachu, wtedy było trendy. (Tak na marginesie, mamusie dziewczynek, planujecie je nauczyć szyć, haftować, robić na drutach lub szydełku?)
Milion warkoczyków na głowie, albo przeciwnie, natapirowane i wylakierowane, rozjaśnione jak tylko się dało. Paznokcie obowiązkowo na czarno, wymierzone równo 6 milimetrów, właściwie nie wiem dlaczego akurat 6, makijaż fioletowy, ciuchy byle jakie byle czarne.
Co dwa tygodnie w klubie koncert rockowy, oczywiście moja obecność obowiązkowa. Początkujące nikomu nieznane zespoły, czasem jakaś gwiazda, atmosfera zawsze tak samo świetna, ehhh, to se ne vrati….
Owszem przyznaję, czasem tęsknię za tym co było, brakuje mi tego pędu, wiatru we włosach, szczypty szaleństwa, taaak, czasem bym chciała wrócić do tamtych dni, ale tyko czasem.

Dziś, no coż, dziś… Makijażu zero, włosy proste, farby nie widziały od… właściwie nie wiem odkąd, może od liceum? Paznokcie góra dwa milimetry, tak na oko, już nie mierzę. Ciuchy? Byle jakie byle nie żal, dziecko robi co może żeby mi garderobę wykończyć, jak to dziecko. Na koncerty nie chodzę, podartych spodni nie noszę. Wieczory spędzam w domu.

Myślicie, że czuję się uwięziona? Oszukana przez los? Nic z tych rzeczy! Mam Duśkę, co mi więcej do szczęścia potrzeba? Banał? Być może, ale jakże prawdziwy!

Duśka nie jest dzieckiem przypadku, jest dzieckiem chcianym, wyczekanym, wymodlonym, jest dla mnie ósmym cudem świata i najpiękniejszym darem od Boga. Pojawiła się w moim życiu i wywróciła to życie do góry nogami. I wiecie co jest najciekawsze? Ja tych zmian kompletnie nie zauważyłam, ich świadomość dotarła do mnie jak zaczęłam wspominać, a wspominać zaczęłam przy okazji porządków w szafie :))

W podarciuchy już dawno się nie mieszczę, ale nigdy ich nie wyrzucę, są dla mnie symbolem fajnej młodości i sympatyczną pamiątką. No i jeszcze dowodem na to, że kiedyś było całkiem inaczej i że wcale mnie nie boli, że już nie jest. Powolnych zmian się nie widzi, a chociaż dziecko pojawia się nagle to dziewięć miesięcy to wystarczająco długi czas na zmiany, zmiany w pełni akceptowalne przez nas, przez nas powodowane, oczekiwane, wymuszane na innych, i co najśmieszniejsze, w ogóle nie zauważane. Wydaje się że nic się nie zmienia kiedy tak naprawdę zmienia się wszystko.

Przyznajcie się drogie mamusie, też macie tak jak ja? Bo ja nie potrafię odtworzyć żadnych wspomnień sprzed ciąży zgodnie z prawdą. Wszędzie widzę przy sobie dziecko, nawet w szkolnej ławie :)) Patrzyłam na Duśkę jak się urodziła i nie wierzyłam, że ma jeden dzień. W moim pojęciu była od zawsze, czyli na tych koncertach rockowych też musiała być… jak ona to wytrzymała?

Dziecko wywróciło całe moje życie do góry nogami i zrobiło to tak subtelnie, że w ogóle tego nie zauważyłam, czyż to nie cudowne? Czyż nie pięknie natura to urządziła?

Dziecko nauczyło mnie opanowania i cierpliwości, muszę taka być, bo im bardziej ja się denerwuję tym bardziej Duśka jest niespokojna. Nie wolno mi wybuchnąć nawet jeśli potrzebuję. Kiedyś bym eksplodowała, dziś biorę głęboki oddech i przywołuję uśmiech na twarz. I dobrze mi z tym.

A napisałam to wszystko po to, żeby nikt nigdy nie powiedział, że dziecko może komuś zrujnować życie. Nie może, to fizycznie niemożliwe, nie ma w przyrodzie takiej opcji.

Myślę, że mamusie się ze mną zgodzą, a przyszłe mamusie muszą uwierzyć na słowo. Albo… sprawdzić :))

11
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda Kupis
Gość

ja czuję, że moje życie nie przewróciło się do góry nogami, przecież jest tak od zawsze ;)
A tak na serio to nie brakuje mi tego co było kiedyś, dowodem jest to, że o niektórych rzeczach myślę jakbym robiła je wczoraj, a w rzeczywistości minął kawał czasu :)
Co do szydełkowania, szycia czy innych robótek- jasne, że będę ją uczyła- jak tylko sama się nauczę ;) hihi

divette
Gość
divette

Coś w tym jest. Część sytuacji brakuje. Moja rewolucja zaczęła się od straty pracy, więc nie bylo to takie płynne ;) ale też mam wrażenie, ze lutek jest od zawsze ;)

Fizinka
Gość
Fizinka

Pomijając ten króciutki wątek o rozjaśnianych włosach,czarnych paznokciach i rockowych koncertach ;) mogłabym się pod tym tekstem podpisać!! :)
Przelałaś moje myśli i odczucia na tę stronę Mirello ;) :*

Paulina Garbień
Gość

ja aż taką rockmenką nie byłam, ale też moje życie się zupełnie przewróciło do góry nogami a mimo to ciężko mi przypomnieć sobie chwile bez Adiego … seks bez myślenia o tym czy zaraz sie nie obudzi … kąpieli bez czekania czy nie będę musiała iść go nakarmić czy gotowania obiadu bez „wisielca” przy nogawce spodni ;) to jest takie oczywiste i normalne, że już nie pamiętam jak było wcześniej … tego po prostu nie ma ;)

Lacrijka
Gość
Lacrijka

Świetny artykuł, czytałam to jak swój pamiętnik, oczywiście do slowa Duśka :)

Agusiak
Gość
Agusiak

Bardzo fajny tekst. Moje życie także się zmieniło ale nie zamierzam rezygnować z tego co naprawdę lubię. Ja nadal chodzę na koncerty rockowe, mam zamiar pozostać przy wypadach z T na zloty motocyklowe czy też jeździć na Przystanek Woodstock. Nie będą to już tak częste wypady jak kiedyś, gdy jeździło się na każdy zlot i tylko przeszukiwało internet w poszukiwaniu kolejnych koncertów, ale na tych ulubionych, wybranych mamy zamiar nadal się pojawiać. Glany zostały już tylko jako pamiątka (zrobiły się jakoś zbyt ciężkie ;) ) ale w szpilki też raczej nie wskoczę, nie mój styl. Powyciągałam kolczyki ze wszystkich 6… Czytaj więcej »

Patrycja Zych
Gość

Mirella kolejny super tekst :) Moje życie też bardzo się zmieniło..ale niczego nie żałuję…przeżyłam to co swoje i po prostu przyszedł czas na zmiany. Zostaną mi piękne wspomnienia-te szalone i cudowne czasy na zawsze zostaną w mojej głowie. Teraz spełniam się jako mama i dobrze mi z tym :)

Anna Kopeć
Gość

Mi nie brakuje niczego z przed pojawienia się Kuby nawet jako fasolki, bo nie ma tak na prawdę czego brakować. Nigdy nie byłam typem imprezowiczki, ale za to robiłam dużo rzeczy na raz i ciągle pracowałam. Może jedynie tęsknie za dniem oddechu dla siebie, nie godzinki, czy dwóch, bo od 3 lat i trochę jestem praktycznie 24 h na posterunku, nie przespałam ani jednej nocy. Prosiłabym tylko o jeden dzień w którymś ktoś by mnie wyręczył w wielu obowiązkach… Po za tym zawsze twierdziłam – ku zaskoczeniu wszystkich, szczególnie koleżanek na studiach, że jak dla mnie mogła by powstać szkoła… Czytaj więcej »

krecik
Gość
krecik

JAk czytalam to mi sie geba smiala od ucha do ucha :) Ty biegalas w podarciuchach a ja zkrokiem przy kostkach i wielkimi kolami w uszach :P

Agnesssa
Gość
Agnesssa

Super artykuł, oczywiście się wzruszyłam, nie mogę się doczekać kiedy mój świat się wywróci :D

Beata
Gość
Beata

Jakbym czytała częściowo o sobie. Ja też byłam szalona, chodziłam w podarciuchach, glanach lub trampkach ;) Chodziłam na rockowe koncerty, sporo imprezowałam ;) Zmiany nastąpiły i ich nie żałuję, choć czasem wspomienia wracają i chciałoby się wrócić do tamtych czasów :) Ja nadal się maluję, nadal imprezuję, nadal wychodzę, ale już nie w takim wydaniu jak kiedyś – z umiarem :) W życiu przychodzi taki czas, kiedy trzeba przystopować. Ja tak zrobiłam, choć nie w całości. Uwilebiam spędzać wieczory w domu, ale lubię od czasu do czasu wyjść :) I nie widze w tym niczego złego, dziecko przecież smacznie śpi,… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close