Serca dwa…


Wielkiego bum nie było. Grom z jasnego nieba nie strzelił. Strzała Amora nie trafiła nas nagle, ot tak.
Nasze drogi prowadziły przed siebie, tuż obok, czasem się splatały, czasem mijały.

Znaliśmy się już jakiś czas, bardzo lubiliśmy wręcz przyjaźniliśmy. Miłość, bo o niej mowa, przyszła jakoś tak – ni stąd ni zowąd, bezszelestnie, potajemnie… W zasadzie, nawet nie wiem kiedy zapukała do bram naszych serc?

Wiem natomiast, że kiedy w końcu ją odkryliśmy, pochłonęła nas bez reszty, wywróciła życie do góry nogami i sprawiła, że nawet pochmurny, chłodny dzień był czymś wyjątkowym.

Doskonale pamiętam jak rozpierała mnie wtedy energia, krążące motyle w brzuchu, zaburzenia łaknienia, kłopoty z koncentracją i ten nie schodzący z twarzy uśmiech.
Telefon, jak nigdy nie odstępował mnie na krok (albo odwrotnie :-) ), wciąż niecierpliwie wyczekiwałam na kolejny dźwięk dzwonka, następną wiadomość,….. aż cud, że klawiatura nie spłonęła wówczas pod rozpędzonymi i rozgrzanymi  palcami :-)

Każda chwila spędzona razem była lepsza od poprzedniej i gorsza od następnej. Z dnia na dzień uczucie rosło, coraz bardziej nas do siebie przywiązywało i uzależniało, a jakby
tego było mało – wciąż nie mogliśmy się sobą nacieszyć.

Życie nabrało tempa – zaręczyny, wspólne mieszkanie, ślub i w końcu wymarzony potomek – NASZ wspólny, prywatny :-)
Brzmi trochę  jak bajka, albo słodka komedia romantyczna, prawda?

Jednak prawdziwe życie przytłoczone codziennymi obowiązkami, problemami i ciągłą gonitwą za pieniądzem, od tematyki bajki nieco odbiega. I choć długo się przed tym broniłam, Nas również dotknęła ciemniejsza strona miłości (jeśli można tak to nazwać?).

Po wielkiej namiętnej miłości, ustawione grzecznie w kolejce pojawiały się: złości, przykre słowa, ciche dni  i momenty zwątpienia. Czasem już chciało się machnąć ręką i odejść, bo po co się męczyć?

Ale przecież nie o to chodzi! Nie sztuką jest spakować walizki i uciec. Sztuką jest zostać i przetrwać. Nawet jeśli będzie to nas kosztować wiele wysiłku – bo czasem docieranie się dwojga ludzi może przypominać obóz survivalowy :-)

I choć dziś moja brzydsza połówka wybitnie gra mi na nerwach – tak, że mam ochotę ją udusić, wiem, że jutro będzie lepiej! A jak nie jutro, to… kiedyś na pewno będzie! :-) W końcu po burzy zawsze wychodzi słońce.

Korzystając z okazji – Święta Zakochanych, powracam pamięcią do przeszłości i wspominam ten czas kiedy zegary stały w miejscu, serca biły jak szalone a świat nie istniał, prócz nas.

To były piękne chwile! Tęsknie za nimi. Mam nadzieję, że jeszcze będę mogła je przeżyć. Postaram się.. Oby tylko mój Brzydal zechciał się również postarać.. :-)

Szczęśliwych Walentynek!!

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

[Wpis konkursowy] Esy floresy elemele dudki


Wiele mam w Polsce zajmuje się prowadzeniem blogów i z roku na rok przybywa blogujących matek. Ideą konkursu jest  promowanie blogów pisanych przez mamy oraz uhonorowanie i nagrodzenie autorki najciekawszego wpisu.

Oto praca konkursowa jednej z mam blogerek.

Autorka: Ewelina
Blog: Esy floresy elemele dudki  

W roli mamy

Była młoda, piękna, pełna pozytywnej energii. Od dzieciństwa marzyła by zostać aktorką i zagrać na deskach znanego teatru. Gdy dowiedziała się o przesłuchaniach do głównej roli w spektaklu o  macierzyństwie bez większego namysłu postanowiła spróbować swych sił. „Każda kobieta wyczułaby instynktownie jak zagrać matkę, na pewno sobie poradzę” – pomyślała.

***

Gdy poproszono ją o prezentację, pewna siebie wkroczyła na scenę. Reżyser przyjrzał się jej dokładnie, po czym powiedział „Wyobraź sobie, że masz kilkumiesięczne dziecko. Wstajesz po nieprzespanej nocy, nie masz na nic siły i jedyne o czym marzysz to uciec. Ta myśl powoduje, że czujesz się sfrustrowana i masz wyrzuty sumienia bo kochasz swoje dziecko jak nikogo innego na świecie… Pokaż mi uczucia jakie tobą targają, wyraź je tu, na tej scenie…”. No to umarł w butach, tego się nie spodziewała, prędzej poradziłaby sobie z odegraniem sceny zmiany pełnej pieluchy. Próbowała zebrać myśli, wykrztusić z siebie cokolwiek, jednak nie zdołała powiedzieć nic oprócz „mhmmm … no cóż… ja… chyba nie potrafię … szczerze mówiąc do dziś nie zdawałam sobie sprawy, że matka może się czuć w ten sposób. Widać  niewiele wiem o macierzyństwie….i nie nadaję się do tej roli”.
„Myślę, że za wcześnie na taką ocenę” – odpowiedział reżyser – „Może za jakiś czas, gdy sama zostaniesz matką i to będzie główna rola, jaką przyjdzie odegrać w życiu, poczujesz w czym rzecz. Pamiętaj jednak by wówczas dać z siebie wszystko i nie poddać się tak łatwo jak teraz. Tymczasem dziękuję. Powodzenia.”

***

Kilka lat później spacerowała ze śpiącym w wózku maleństwem. Została mamą.  Życie obsadziło ją w roli, która jak się okazało była ogromnym wyzwaniem. I choć sumiennie przygotowywała się do niej całe dziewięć miesięcy, w chwili narodzin nie czuła się w pełni gotowa na debiut w teatrze życia. Często wracała do słów reżysera, które utkwiły głęboko w pamięci i były jej drogowskazem. Dlatego zaraz po porodzie, gdy pojawiły się pierwsze problemy z karmieniem, nie poddała się, mimo przeciwności.  Co więcej, wiedziała, że chce to zrobić dla dziecka, a nie by udowodnić coś sobie samej. Dopiero będąc mamą zrozumiała przesłanie pamiętnej sceny z przesłuchania. To był prawdziwy obraz trudów macierzyństwa, jakiego doświadcza każda matka, a o którym tak wiele osób zwyczajnie nie ma pojęcia. Nieprzespane noce, poczucie bezsilności wobec płaczu maleństwa, brak czasu dla siebie często były powodem frustracji i przygnębienia. Jednak jakaś ogromna siła nie pozwalała jej poddać się w takich chwilach. Czuła, że tym razem nie może zawieść. Uśmiech dziecka był dla niej największą nagrodą, wiedziała, że warto … Może to zabrzmi banalnie, ale chciała być dobrą mamą, nic więcej. To była rola jej życia, która nadała sens, nauczyła pokonywać własne słabości i cieszyć się z małych rzeczy. Choć nie raz słyszała głosy krytyki ze strony widzów, robiła swoje, nie oczekując gromkich oklasków. A co z marzeniami o aktorstwie? Zainspirowana macierzyństwem znalazła inną pasję. To właśnie w roli mamy rozkwitła, poczuła spełnienie i odkryła dotychczas ukryte w niej możliwości.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zagłosuj na niego! Głosować możesz klikając “Lubię to” lub “Google +” pod wpisem.

Weź udział w konkursie
Przeczytaj pozostałe prace biorące udział w konkursie

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. czymzajacmalucha.blogspot.com

    Bardzo fajny tekst :) Niestety nie mam konta na fb, do google+ też nie należę, więc nie mogę zagłosować, chyba że komisja zaliczy mój komentarz jako głos :)

  2. MatkaTylkoJedna

    Głosik poszedł :)

  3. głosik oddany

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

[Wpis konkursowy] Tere fere kuku


Wiele mam w Polsce zajmuje się prowadzeniem blogów i z roku na rok przybywa blogujących matek. Ideą konkursu jest  promowanie blogów pisanych przez mamy oraz uhonorowanie i nagrodzenie autorki najciekawszego wpisu.

Oto praca konkursowa jednej z mam blogerek.

Autorka: Takatycia
Blog: TERE FERE KUKU

Synku,

Patrzę na Ciebie jak spokojnie śpisz, leżąc tuż obok mnie.

Przytulasz główkę do mojej piersi i leciutko posapujesz oddychając. Patrzę na Ciebie i nie mogę uwierzyć w swoje szczęście.

Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że tak będzie wyglądać moje życie pewnie bym nie uwierzyła. A przecież staraliśmy się o Ciebie… W Bazylice Św. Piotra łzy ciekły mi strumieniem po twarzy gdy modliłam się, aby i na nas Bóg zesłał szczęście i obdarzył malutkim dzieciątkiem. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, ale Ty już byłeś.

Malutką kropeczką, fasolką w moim brzuszku. Już wtedy ktoś, gdzieś tam na górze napisał scenariusz zwany „Macierzyństwo”, a ja dostałam w nim główną rolę.

Cudowny był moment, w którym dowiedziałam się, że zostanę mamą. Chwile spędzone wspólnie przez 9 miesięcy, przygotowania i niecierpliwość, kiedy w końcu Cię zobaczę.

Twój ciepły dotyk, gdy położna kładzie Cię na moim brzuchu. Całuję Twoją główkę powtarzając w kółko jak bardzo Cię kocham i jak bardzo na Ciebie czekałam.

 Pierwszy krzyk, zaciśnięta piąstka na moim palcu, pierwszy grymas na buzi.

Droga do domu ze szpitala pełna pytań kłębiących się w głowie- „jak to będzie?”, „czy damy radę”. Obawa przed zrobieniem Ci krzywdy, strach przed nieznanym.

Jesteś. I nagle się okazuje, że nic poza Tobą nie istnieje. Rozterki dnia codziennego, dylematy, którymi dotąd zaprzątałam sobie głowę odeszły w niepamięć.

Wszystko dzieje się naturalnie, automatycznie.

Jakby ktoś w ciągu jednej nocy zaprogramował mnie na tryb macierzyństwo, jakby w kilka chwil rola mi powierzona sama wskoczyła do mojej podświadomości.

Instynkt. Poddałam mu się i wiem co robić.

Bez obawy biorę Cię na ręce, bez strachu zmieniam pieluszkę, przytulam.

Jedyny strach jaki się pojawia to ten, że mogłoby Cię zabraknąć.

I że mogłaby Ci się stać jakaś krzywda.

Mijają dni.

Spędzamy je ucząc się siebie nawzajem.

Jesteś stale przy mnie, wtulony w mą pierś słyszysz bicie mojego serca.

Wiem, że dzięki temu czujesz się bezpiecznie.

Widzę spokój na Twej buzi i nic więcej mi nie potrzeba.

Poza uśmiechem, którym pewnego dnia obdarzasz mnie znienacka.

Potem każdego ranka, na dzień dobry uśmiechasz się do mnie w ten sposób.

Gdyby moje serce miało skrzydła na pewno pofrunęłoby bardzo wysoko.

Leżę i patrzę na Ciebie. Wkrótce skończysz trzy miesiące.

Jesteś pięknym niemowlaczkiem.

Dla mnie najpiękniejszym na świecie.

Delikatnie dotykam Twojego policzka, czule gładzę włoski na Twojej główce.

Poruszasz się lekko wybudzony moim dotykiem, posyłając przez sen cudowny uśmiech.

Zasypiasz na nowo.

A ja?

Patrzę i wiem, że kocham Cię bezgranicznie, jak nigdy nikogo przedtem.

Jesteś całym moim światem.

Niepojęte jak łatwo to wszystko przychodzi.

Jak lekko gram swoją rolę.

Rolę mamy.

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zagłosuj na niego! Głosować możesz klikając “Lubię to” lub “Google +” pod wpisem.

Weź udział w konkursie
Przeczytaj pozostałe prace biorące udział w konkursie

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ale się wzruszyłam.. :-)
    Piękne!

    I mogłabym się pod tym podpisać, bo czuję to samo :-)

  2. MatkaTylkoJedna

    Głos poszedł :)

  3. dziękuję :)

  4. przez lzy ciezko czytac:P przepieknie napisane:))

  5. bardzo wzruszające, głosik oddany

  6. Przepiękny ten wpis,mam oczy rozmazane od łez,wrażliwość Twoja powinna być wynagrodzona.Pozdrawiam**b

  7. ech… żeby tylko macierzyństwo było cały czas taką sielanką…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

[Wpis konkursowy] Matka! Jest tylko jedna!


Wiele mam w Polsce zajmuje się prowadzeniem blogów i z roku na rok przybywa blogujących matek. Ideą konkursu jest  promowanie blogów pisanych przez mamy oraz uhonorowanie i nagrodzenie autorki najciekawszego wpisu.

Oto praca konkursowa jednej z mam blogerek.

Autorka: Sedna
Blog: Matka! Jest tylko jedna!

Kiedy lekarz mi powiedział, że z takim cyklem, jaki mam, prawdopodobieństwo, że zajdę w ciążę jest bardzo nikłe, kiedy zaczął mi tłumaczyć, że powinnam się zacząć starać, bo mogę się próbować nawet dwa lata, a potem to już tylko in vitro, a gdy skończył już swe wywody i wręczył mi skierowanie na badanie jajników, ja już wiedziałam – będę się starać o dziecko. I myślałam, że starać się będę „obiecane” dwa lata. A traf chciał, że zamiast badania jajników miałam pierwsze w swoim życiu badanie USG ciąży.

I szok. Bo w zasadzie to ja nie jestem przygotowana, w sumie nawet nie chcę, przecież ja nawet dzieci nie lubię za bardzo… No i nie zdążyłam papierosów rzucić. Jak ja mam tak nagle pożegnać się z fajkami? Na szczęście szybko mi się to udało.

Czy roniłam łzy i uśmiechałam się czule za każdym kopniakiem, ruchem, uśmiechem zapisanym na dyskietce z USG? Nie. Czy roztkliwiałam się, jakie to maleństwo słodkie przyjdzie, jak ja go czekam, jak tęsknię, jak kocham? Nie. Czy wyobrażałam sobie, jak będzie cudownie, jak słodko? Nie. A nawet jeśli jakaś cieplejsza myśl mi przeszła przez głowę, zaraz ulatniała się w długaśnej kolejce, w której stałam jak zapłodniona maciora z wielkim brzuchem, wielkim koszem, obszczekana przez starszą panią, dla której byłam „siksą, co se postać może”.

I tak przechodziłam dziewięć miesięcy w kompletnym otumanieniu, pogrążona w pesymistycznych myślach, wyobrażając sobie potwora małego, który przyjdzie i roztrzaska mój świat na kawałki. MÓJ ŚWIAT. Wielki brzuch torował mi drogę, ale i przeszkadzał, uwierał, nie pozwalał spać, zwracał pokarmy i utrudniał nawet zawiązanie butów.

Niemniej z zainteresowaniem co i rusz oglądałam filmiki z USG, patrzyłam się na odciski nóżek na brzuchu, raz po raz przeglądałam przygotowane już ubranka, dziwiąc się, że takie małe toto może być.

Ale to chyba te pesymistyczne myśli mnie uratowały, bo kiedy Kosmyk wylazł wreszcie z brzucha ze zdumieniem odkryłam, że on wcale nie ma rogów, wcale nie jest brzydki i ten poród to całkiem ciekawe przeżycie było.

I jakoś mnie nie odrzucały śmierdzące pieluchy, nocne niespanie, płacz, ślinienie, sikanie, rzucanie, wrzaski przy ubieraniu. Przecież mam dziecko – nie może być inaczej!

A na pytanie – jak się czujesz w roli mamy, otwierałam szeroko oczy i pytałam ze zdumieniem – a jak mam się czuć? Normalnie się czuję!

Bo ja nie czuję się w żadnej roli i żadnej nie chcę przybierać. Ja po prostu jestem kobietą, której dziecko robi kupę, ślini się, płacze, rzuca, wypluwa, sika, rozwala, wrzeszczy, ale też uśmiecha się, przytula, mówi mama i tata, robi “a kuku”, do tego z cudowną naiwnością wsadza ci do buzi klocek i przekonany, że zjadłeś, kiwa potakująco głową, a gdy wreszcie nauczy się chodzić, biegnie do ciebie, jakbyś była najważniejszą osobą na świecie. I jesteś. Dla niego jesteś.

I dlatego dla mnie bycie mamą, to bycie przez najbliższe lata najważniejszą osobą na świecie dla mojego syna. Taka moja rola. Rola mamy.

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zagłosuj na niego! Głosować możesz klikając “Lubię to” lub “Google +” pod wpisem.

Weź udział w konkursie
Przeczytaj pozostałe prace biorące udział w konkursie

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ale się uśmiałam! :) Bardzo fajny tekst!
    A ostatnie zdanie – piękne! ;)

  2. I to jest szczere właśnie, nie żadne słodko-pierdzące ach i och. Matka jest tylko jedna, jej imię to Sedna! Yeah.

    1. Ale przecież “słodko-pierdzące ach i och” również może być szczere.
      To że jedna mama nie wychwala w niebiosa ciąży i macierzyństwa, nie znaczy że inna nie może tego robić – szczerze i prosto z serca.

  3. jeah. Mocno trzymam kciuki!
    Moc-cynamonu – AguQ

  4. i mój głosik jest, widzę, że duuuuża szansa na nagrodę publiczności, powodzenia :D

  5. zgadzam się, że matka jest dla dziecka najważniejszą osobą na świecie, kocha ja bezkrytycznie i bezsprzecznie, dopóki nie zacznie dorastać, bardzo szczery i niebanalny wpis, pozdrawiam serdecznie

  6. Matka tylko jedna górą! Uwielbiam tego bloga!:)

  7. No właśnie! NORMALNIE się czułam, czuję… Bo to nie żadna rola, tylko samo życie! Tu nie można się odwrócić na pięcie i uciec. Masz dziecko, to już je masz do końca życia i jak amen w pacierzu ;) Nie ma zmiłuj, ale tyle jest wspaniałych chwil, że one wszystko rekompensują :)

    Odrobinkę mam wrażenie, że autorki bloga “W roli mamy” bardzo chciały jeszcze bardziej go wypromować tym tematem prac konkursowych, prawda? Ale to nic nagannego! Ogólnie pomysł świetny, a i konkurs jest ok!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku