Zabawa 2 kwietnia 2012

Świat Bajek

To, że warto i należy czytać dzieciom, wiedzą już chyba wszyscy.  Czasami jednak, po długim dniu pracy czy w natłoku obowiązków domowych przychodzi zmęczenie i zastanowienie: czy czytanie na głos jest naprawdę takie ważne? Wszyscy specjaliści odpowiadają twierdząco.

Odkąd sięgam pamięcią w domu rodzinnym zawsze było dużo książek. Mama czytała mi i siostrze przeróżne bajki, uczyła wierszyków. Dziadek natomiast opowiadał historie ze swojej młodości. Mam w domowym archiwum kasetę magnetofonową, na której jako 3, 5 latka recytuję wierszyki, śpiewam kolędy i mówię pacierz. Do dziś pamiętam kilka wierszyków, których nauczyła mnie mama we wczesnym dzieciństwie. Swoją drogą to ciekawostka, że nie pamiętam, wierszy których uczyłam się w podstawówce a wierszyki z okresu 3-6 lat pamiętam.

Gdy nauczyłam się czytać byłam częstym gościem pobliskiej biblioteki, a książki pochłaniałam tonami z prędkością światła. Nie raz czytałam do późna w nocy, a gdy rodzice gasili światło (mówiąc bym szła spać, bo muszę być wypoczęta do szkoły) w zanadrzu miałam latarkę. Schowana pod kołdrą kontynuowałam wciągającą lekturę. To książki pomagały rozwijać wyobraźnie, zdobywać wiedzę  i udzielały odpowiedzi na nurtujące pytania. Kształtowały światopogląd. Pomagały kreować osobowość. Chciałabym by i mój synek doceniał wartość i wiedzę zamkniętą w papierowych kartkach a dom rodzinny kojarzył między innymi także z książkami i opowieściami do poduchy.

Pomimo, że synek niedawno skończył roczek czytam mu bajeczki. Zawsze w ciągu dnia znajdę czas na lekturę, chociażby 15 min. Mały wiercipiętek nie zawsze siedzi spokojnie na kolanach. Najczęściej schodzi wyciąga zabawki i zaczyna zabawę, gdy mu czytam bajkę. Wcale mnie to nie zniechęca. Zawsze, gdy czytam mu nawet w czasie jego zabawy widać, że mnie słucha. Gdy przestanę na chwilę, synek przestaje się bawić i patrzy na mnie wymownie jakby chciał powiedzieć: „Mamo, czemu przestałaś?”. Nie ważne jest, że nie ogląda obrazków książeczki a akurat jeździ samochodem po pokoju, nie ważne, że nie pomaga przerzucać kartek. Najważniejszą rzeczą jest widzieć, jaką frajdę sprawia mu słuchanie mnie. W czasie zabawy fajnie coś opowiada po swojemu jakby komentował czytaną bajkę..

Są momenty w ciągu dnia, kiedy daje mi znać, że czas poświęcony na czytanie jest dla niego ważny. Rozczula mnie, gdy chwyta swoje książeczki i drepcze do mnie. Mówi „mama” i podaje mi je. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że czas poświęcony na czytanie nie jest stracony. Że kiełkuje w nim miłość do książek.

Czasami wieczorem, gdy nie zasypia od razu po karmieniu kładę go obok siebie i przy przygaszonym świetle opowiadam mu jakieś wymyślone na poczekaniu historyjki a później śpiewam kołysanki. Busiek wtedy po swojemu odpowiada na zadawane pytania i śmieje się głośno. By po chwili w akompaniamencie kołysanki odfruwać do krainy Morfeusza.

Dla każdego dziecka ważna jest bliskość rodzica, zarówno fizyczna, jak i psychiczna. Ta potrzeba może być zaspokajana podczas czytania bajek, gdyż wymaga ono aktywności rodzica (a nie posadzenia samotnego dziecka przed telewizorem i zajęcia się sobą). Lektura to również dobry sposób na spędzanie czasu we dwoje. Bajki są też częścią kultury i tradycji, a więc czytając je dzieciom, uczymy je od najmłodszych lat, w sposób dla nich bezpieczny i odpowiedni, pewnych ideałów i norm obowiązujących w danych kręgach kulturowych. Dzięki bajkom w prosty i przystępny sposób dziecko poznaje otaczający go świat. Ponadto czytając dzieciom pokazujemy im, że czynność ta może być przyjemna i dawać satysfakcję, dzięki czemu modelujemy ich przyszłe zachowania. Cudownie zresztą mieć ulubionego bohatera z którym można się identyfikować, czy książkę do której wraca się po latach.

Mam nadzieję, że za kilka lat synek będzie rozkoszował się samodzielnym czytaniem a kolorowy i zaskakujący świat baśni i bajek będzie oderwaniem od szarej rzeczywistości.

Warto czytać dzieciom, bo:

  1. Książki pomagają kształtować charakter dziecka.

  2. Pomagają nabyć sprawność wysławiania się, która ułatwi dziecku wyrobienie sobie własnego zdania i pomoże bronić swojego poglądu.

  3. Czytanie pobudza wyobraźnię dziecka.

  4. Nie zabija zdolności dziecka do marzeń i widzenia świata oczami wyobraźni tak, jak dzieje się to w przypadku obcowania jedynie z filmami i grami komputerowymi.

  5. Książki pomagają dziecku w wyborze autorytetów i wzorców osobowych.

  6. Pokazują dziecku,  dlaczego ktoś jest dobry lub zły.   Wskazują, na kim warto się wzorować i z kim przyjaźnić.

  7. Książki uczą dziecko kreatywności.

  8. Dziecko staje się twórcze. Książki inspirują je do nowych zabaw i do tworzenia jego własnych dzieł.

  9. Lektura książek pokazuje problemy współczesnego świata i radzi, jak z nimi walczyć.

  10. Czytanie ostrzega dziecko przed problemami, z którymi może się zetknąć. Tłumaczy, dlaczego niektóre sytuacje, używki, przedmioty, osoby są złe i jak należy ich unikać.

  11. Czytanie uwrażliwia i  uczy dziecko empatii.

  12. Czytanie uzmysławia dziecku, że również inni ludzie mają problemy. Nie można się od nich odwracać, lecz należy wyciągnąć pomocną dłoń

  13. Czytanie zabija nudę.

  14. Jest dobrą rozrywką na wakacje, chorobę, każdą wolną chwilę. Książkę można z sobą zabrać wszędzie

  15. Książka uczy samodzielności.

  16. Pokazuje dziecku, że życie nie jest proste, ale mimo to w wielu sytuacjach można sobie poradzić.

  17. Wspólne czytanie buduje więź między rodzicem a dzieckiem.

  18. Dziecko, któremu czytają rodzice, czuje się ważne i kochane.

  19. Czytanie dziecku przygotowuje je do samodzielnego czytania.[1]


 

[1] http://miejsce-dla-kultury.org/index.php?dlaczego-warto-czytac-dzieciom

Źródło zdjęcia: Flickr

19
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
7 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Beata Kurgan-BujdaszpoemAleksandra GreszczeszynPaulina GarbieńFizinka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Julia Bąk Orczykowska
Gość

Ta historia trochę mi przypomina moje życie;-) Może nie czasy dzieciństwa, ale to jak bardzo kocha książeczki moja 13 miesięczna córa;-)

Sylwia Chojnowska
Gość

Ciesze się. Jak mówią czym skorupka za młodu nasiąknie tym się stanie, miejmy nadzieję, ze miłość do książek nie przeminie.

Anna Haluszczak
Gość

W naszym domu też od zawsze były książki. Kocha je mój tata i tą miłością zaraził mnie i brata. Kocha też książki mój mąż, więc miłością do nich zaraziliśmy córeczkę. Tylko synek wiercipiętek woli książki jeść niż czytać ;) Fakt, że ma niecałe 11 miesięcy. Może i on dorośnie wkrótce do czytania? Mam taką nadzieję :)

Sylwia Chojnowska
Gość

Mogę jeszcze dodać, że u nas książeczki sprawdzają się też w porze drzemki jako sposób na uspanie dziecka Wkładam kilka do łóżeczka, synek wchodzi do łóżeczka a ja zostawiam go wychodząc z pokoju. Mały „czyta” sobie je i się wycisza, po kilku min zasypia smacznie.

Anna Haluszczak
Gość

Mój synek w takiej sytuacji wyrzuca książeczki z łóżeczka ;)

Magda Kupis
Gość

ja nie lubiłam czytać będąc dzieckiem, a właściwie nie lubiłam czytać na wyznaczony termin (lektury), ale miłość do czytania przyszła z czasem. Lubię książki z czasów pozytywizmu i chyba od tego czasu się zaczęło :)
Tola ma już prawie 40 książek, „czyta” sama bardzo chętnie, ale nie lubi jak ktoś jej czyta

Anna Haluszczak
Gość

Ja też kocham pozytywizm – to była moja ulubiona epoka na studiach :)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Ja jednak preferuję współczesność. Czytanie lektur, szczególnie tych z minionych epok, zawsze było dla mnie trudne… Wolałam sięgnąć po Whartona, Marqueza czy Gretkowską… W efekcie mam wiele braków w klasyce:)

Anna Haluszczak
Gość

Ja mam wiele braków w innych dziedzinach ;) Zresztą teraz to jakoś brak mi weny albo czasu na czytanie nowości wydawniczych. Siedzę raczej w literaturze „dzieciowej”

mtoto wangu
Gość
mtoto wangu

my również czytamy Małej Czekoladce od pierwszych dni życia, uważam, że jest to bardzo ważne w rozwoju dziecka. Teraz poprosiłam Męża, żeby przywiózł nam z Tanzanii bajki w suahili :)

Anna Haluszczak
Gość

A będziecie potrafili to przeczytać? Wow!

Żaklina Kańczucka
Gość

Moje syniątko kocha bajki, i czytane jemu i przez niego „czytane”. Nieziemski widok, kiedy półtorej roczne dziecko ogląda bajeczkę i komentuje ją z zachwytem we własnym języku :) to prawda…czym skorupka za młodu nasiąknie… Czytanie to swoista inwestycja w przyszłość malucha :)

Fizinka
Gość
Fizinka

Sięgając pamięcią wstecz do czasów szkolnych, muszę przyznać, że czytać nie lubiłam z tego prostego względu, że nigdy nie lubiłam kiedy ktoś mi coś narzucał i mówił co mam robić..! Byłam dość zbuntowanym dzieckiem :) A poza tym tematyka lektur szkolnych mi nie odpowiadała :P Czytanie polubiłam kiedy dostałam od mamy książkę „Zapałka na zakręcie” – pochłonęłam ją jednym tchem i tak mi się spodobała, że zaczęłam szukać nowych lektur dla siebie :) Teraz kiedy mam dziecko, staram się codziennie mu czytać, jednak syn (chyba tak jak ja :P ) buntuje się i nie che mnie słuchać :( :P Może… Czytaj więcej »

Paulina Garbień
Gość

Zawsze lubiałam czytać ksiazki i podobnie jak Ty Sylwiu czytałam je nawet z latarką pod kołdrą :) nieco gorzej było z czytaniem lektur ;) nie lubię jak mnie ktoś do czegoś zmusza, dlatego w zamian za to czytałam sobie coś lżejszego :D Adiemu czytamy odkąd był jeszcze w btrzuszku :) dzięki temu teraz sam często bierze ksiązeczki, przynosi mi i wpycha sie na kolana, żeby mu poczytać, nie zawsze zostaje na kolanach do końca ale jak tylko przerwę to przychodzi dopomina sie po swojemu czytania :) ogląda ze mną rysunki i po swojemu tłumaczy co tam jest :) Dzięki czytaniu… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Moja Julka od małego jest „zaprzyjaźniona” z książkami. Mama – mól książkowy – o to zadbała;))) Często czytam jej książeczki, ale lubię też słuchać, kiedy sama „czyta” opowiadając obrazki albo daną historię z pamięci… W moim życiu książki znaczą bardzo wiele! Jako dziecko po prostu w nich „siedziałam” godzinami przenosząc się w niezwykłe światy i nigdy się nie nudziłam! Teraz, mimo codziennych obowiązków, staram się zawsze znaleźć czas na czytanie i sprawia mi to ogromną przyjemność. Zresztą, czytanie to nie tylko przyjemność, hobby, ale i okazja do poszerzenia horyzontów, rozwoju, refleksji…

Anna Haluszczak
Gość

Zazdroszczę, że masz codziennie czas na czytanie. Ja nie jestem chyba aż tak zorganizowana. A jak już mam czas, to nie chce mi się po prostu nic robić. Wtedy albo siadam przed komputerem, albo po prostu odpoczywam nie robiąc nic…

poem
Gość
poem

Moje początki jako „cioci od czytania” były ciężkie… Podeszłam do tematu ambitnie. Pierwszą książką jaką przeczytałam kilkumiesięcznej Alicji był Kubuś Puchatek i Chatka Puchatka. Kubuś jest przesympatyczny, ale nieco ciężki do czytania maleństwu. Lepiej sprawdzają się wierszyki :) No i jeszcze jedną rzecz muszę poprawić – nie próbować przytrzymać wiercipiętki na kolanach – niech się bawi w czasie kiedy czytam :)

Beata Kurgan-Bujdasz
Gość

u nas chłopcy sami wybierają kto ma czytać- raz wołają mnie raz tatę. Ważne że lubią:)

Dom 31 marca 2012

Jak dobrze mieć sąsiada!?

Jak dobrze mieć sąsiada,
Jak dobrze mieć sąsiada,
On wiosną się uśmiechnie,
Jesienią zagada…… ( fragment tekstu piosenki Alibabek)

Właśnie ta piosenka ciśnie mi się na usta, ilekroć mam przyjemność z owym towarzystwem na resztę kredytowego życia. Nie jednym z resztą, jeśli brać pod uwagę, iż mieszkam w bloku. Generalnie “dobry sąsiad nie jest zły“ jak mawia mój dziadek, a w szczególności dobra sąsiadka, co i na ploty wyciągnie, i jak trzeba to trunek z barku wyciągnie, nie wystawiając rachunku. Sąsiadka na wagę złota, i szklanki cukru, bo akurat zabrakło. Genialna sprawa mieć wokół siebie takich ludzi, bo w razie draki, zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże gdy się wali i pali. Przynajmniej mi daje to poczucie bezpieczeństwa, w co można włączyć również “babcie poduszkowce” czyli monitoring, którego czujnemu oku nie ujdzie żaden szczegół osiedlowego życia.

Mam też sąsiadów “cięższego kalibru”, na których odgłosy zdarza mi się niejednokrotnie zgrzytać zębami. Czasem nawet bywa pięść w górę uniesiona, szczególnie gdy po 22 sąsiadów najdzie nieposkromiona ochota na ostrą wymianę zdań. Wymieniają oni wtedy “poglądy” nie tylko między sobą, ale również z całym pionem, bo po ścianach echo wdzięcznie niesie. Moim ulubionym demotywatorem na pracowite wieczory, są kapcie “łup-łup-łup” walące ponad moją głową – zaręczam, takiego hałasu pułk wojska nie jest wstanie wygenerować. Za to ja w odpowiedzi na dudnienie, potrafię złapać miotłę i rozbijać trzon o sufit podążając krok w krok za dudnieniem. Żeby nie było – próbowałam też grzecznie i z kulturą – że  “…. proszę Sąsiada/ Sąsiadki, mam pewien kłopot….” ale to chyba tylko mój kłopot, wiec tylko ja się tym dudnieniem przejmuję.

Jestem również w posiadaniu sąsiadów “oddolnych”, których czepić się nie mogę, bo i nie ma o co. Uśmiechną się i porozmawiają, jakoś tak dobrze im z oczu patrzy, bo jak ja robiłam swego czasu tornado nad ich głowami, bawiąc się z psem w okolicy północy (przyganiał kocioł garnkowi :D) sąsiad tylko raz zwrócił mi żartem uwagę i jak dla mnie wystarczyło przyjąć za pewnik, że sama tu jednak nie mieszkam.

Podsumowując, słowa piosenki w większości przypadków to szczera prawda, o ile dobro sąsiedzkie stosunki są ogólnie przyjętą dla wszystkich normą, a my sami nie szukamy dziury w całym, oraz od czasu do czasu wspomnimy z przymrużeniem oka maksymę “ szanuj sąsiada swego, możesz mieć gorszego”.

Źródło zdjęcia: sxc.hu

30
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Julia Bąk Orczykowska
Gość

Ja mieszkam na wsi. Na przeciwko mieszka ciotka a obok ciotka i babcia;-) Także na sąsiadów narzekać nie mogę;-) W sumię reszty jeszcze za bardzo nie znam, bo jestem tu świeża;)

Anna Haluszczak
Gość

Ja mieszkam w domku jednorodzinnym, gdzie są 2 poziomy i na jednym mieszkają rodzice, na drugim my. Fajni tacy sąsiedzi – mam gwarancję, że nigdy nie zawiodą ;)

Paulina Garbień
Gość

my w Polsce mamy mieszkanie w bloku ogrodzonym i z sasiadami nie ma problemów bo jakby zakłocili ciszę nocna to wzywam ochronę i jest spokój a w dzień to zapracowani ludzie więc nikogo nie ma :) jakoś nie przeszkadza mi, ze prawie nikogo nie znam poza mamusiami z dziećmi :D
tutaj w Dunlinie jest troszkę gorzej bo mało sie tu szanuje innych :/ ale będziemy się przeprowadzać do domu więc już będzie dobrze :) tymbardziej, ze tak gdzie chcemy mieszkać jest cisza i spokój :)

Zaradna Mama
Gość
Zaradna Mama

Moim sąsiadom niestety przeszkadzają moje dzieci :-( To jedyne maluchy w bloku i często muszę wysłuchiwać, że za głośno się bawią, że klocek upał na podłogę… a nawet, że za często robię pranie :-( Niestety wokoło same zgorzkniałe emerytki, które zapomniały jak ich dzieci robiły raban. Co dziwne nie widzą nic złego w paleniu papierosów na klatce i wypuszczaniu dużych psów bez smyczy. Ale nie narzekam, zawsze można trafić gorzej ;-)

Anna Haluszczak
Gość

Dziwne, że tak wszystko wszystkim przeszkadza… Chyba dobrze, że wnosicie powiew świeżości i młodości do bloku!

Sylwia Chojnowska
Gość

My także mieszkamy w bloku na szczęście sąsiadów mam spokojnych i „oswojonych” bo znam ich od małego :) Miło jest jak sami teraz zaczepiają i zagadują synka. Podpytują czy już chodzi, pomogą znieść czy wnieść wózek :) Mały jest jedynym maluchem w klatce więc robi furorę. Wszystkie dzieciaki z klatki to już nastolatki. Nikomu nie przeszkadza płacz czy głośna zabawa synka, wręcz mówią że go w ogóle nie słychać- . Dziwne bo jak nie raz zastrajkuje to słyszę go na paterze :P

Anna Haluszczak
Gość

Super tacy sąsiedzi! Szkoda, że Zaradna Mama takich nie ma…

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Kiedy się mieszka na wsi tak, jak ja i to na uboczu, czasem sąsiadów brakuje:) Ale czasem, kiedy słyszy się różne dziwne historie, człowiek się cieszy, że do najbliższego sąsiada ma 500 metrów;)

Fizinka
Gość
Fizinka

Ja sąsiadów mam spoko, nikt mi nie wadzi :) ale za to moja mama….ona to ma przeboje!!!! Piętro niżej, albo nawet 2 piętra (już teraz nie pamiętam) mieszka taka stara baba z synem i ona się o WSZYSTKO czepia! Że muzyka za głośno, że szpilki głośno stukają po schodach, że rodzina czasem wpadnie na kawę (mi kiedyś mendy spuściły powietrze w kole, w aucie jak byłam w odwiedzinach!!!!! :[ ) …….no nie będę tu wszystkiego wypisywać bo szkoda czasu, ale „najlepsze” z tego wszystkiego jest to że ta stara prukwa wiecznie wydzwania z tymi swoimi „problemami” na POLICJĘ!!!!!! A oni… Czytaj więcej »

Sylwia Chojnowska
Gość

Ma chrapkę na mieszkanie by mieć synka pod ręką :P

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

I w takich sytuacjach, nawet mój sąsiad z góry wydaje się być „sensownym” towarzystwem ;p wole walenie jego kapciorów po suficie, niż mundurowych w drzwi, bo za głośno było;)

Mkanczucki
Gość
Mkanczucki

Fajny tekst, aczkolwiek zapomnialas Kochanie dodac ze sasiad potrafi rozwyc sie w srodku nocy do reklamy, u
raczajac nas slynnym tekstem „oreo, oreo”

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

OMG :) To może on do „Must be the music” się powinien zgłosić?:)

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

Raczej ” jak oni falszuja” :) albo lepiej”familiada” razem ze swoja rodzinka i nocnymi klotniami ;p

Rachela
Gość
Rachela

Od trzech lat mieszkamy w bloku. Niedawno poznaliśmy bliżej drugą sąsiadkę. Na szczęście pod nami nikt nie mieszka, więc rzucane z rana przez Marcina drewniane piłeczki nikomu nie przeszkadzają :)
Nasi sąsiedzi są spokojni, pomijając tylko rottweilera piętro wyżej :)

Magda Kupis
Gość

Wcześniej gdzie mieszkałam 1,5 roku mogłam razem z sąsiadami tworzyć listę zakupów, „pooglądać” tv o 6 rano, czy posłuchać sekretów- urok blokowisk z wielkiej płyty (nie chciejcie wiedzieć co mogłam usłyszeć w sypialni czy… toalecie ;) Poza tym wszystkim sąsiedzi byli całkiem fajni :)
Teraz mieszkam w nowym budownictwie i sąsiadów nie słychać w ogóle, rzadko też ich widać (jak sami przyznają- uroki kredytów, pracują do oporu :))

hedzia
Gość
hedzia

No u nas sąsiedzi to niezbyt przyjemni byli… Starsznie przeszkadzaly im dzieci. Nawet wzywali policję, że dzieciaki jeżdżą naa hulajnodze i rolka i, że przez to kostka na chodniku popęka! A o graniu w piłkę można było zapomnieć. Sąsiadka co chwilę wychodziła by uciszać dzieci…

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

U nas kilka lat temu’ tolerancyjni ‚sąsiedzi zlikwidowali plac zabaw na osiedlu, bo starszym mieszkancom ponoc za głośno było, a teraz syna pakuje w auto i wiozę na drugi koniec miasta do parku japońskiego na plac zabaw :/

hedzia
Gość
hedzia

Ach, szkoda słów…:(

Sylwia Chojnowska
Gość

Aż mnie zatkało…. głupota ludzka nie zna granic. Zapomniały stare zgredy jak dziećmi byli i musieli się gdzieś wyszumieć. Jakby teraz ktoś zwrócił ci uwagę, że dziecko głośne jest w mieszkaniu to powiedz, że gdzieś się musi wyszaleć skoro na podwórku nie ma gdzie bo zlikwidowano plac zabaw. I cierp ciało jak chciało :) a raczej uszy sąsiadów.

Magda Kupis
Gość

a u nas przed blokiem była tabliczka „zakaz gry w piłkę”, a dzieciom siedzącym pod blokiem uprzejme panie robiły zdjęcia i pokazywały w spółdzielni, które dzieci nie bawią się na placu zabaw w 40stopniowym słońcu, tylko siedzą sobie w cieniu i się śmieją.

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

W małych blokach i na osiedlach domków jednorodzinnych dużo łatwiej o znajomości sąsiedzkie. Wiekie blokowiska i kilkanaście pięter jakoś tak działają ,że każdy tylko pilnuje swojego i trudno o zaufanego sąsiada:(

sylwiagkap
Gość
sylwiagkap

Ja mam spoko sąsiadów, są starsi ale bardzo wyrozumiali co do mojego zwariowanego i szlonego dwu letniego synka. Umieją zrozumieć płacz, śmiech i zabawę o 5 rano z dzieckiem, taki ranny marek. Nie mamy zadnych problemów z nimi. :)

Maria Ciahotna
Gość

Dwa lata temu przenieśliśmy się z dwóch pokoi z kuchnią do prawdziwego domu (z 1928 r.), na takim starym osiedlu, więc spokój jest, kawałek ogródka, nikt nad głową nie człapie, nie naprzykrza się na klatce, ani nie zagląda z balkonu na balkon. A sąsiedzi? Wspaniali, ten po lewej stronie ma w garażu zainstalowaną beczkę piwa a jak pracujemy w ogródku (doprowadzając go do stanu normalności po poprzednich właścicielach, co lubili w beczce zbierać plastikowe butelki, polać benzyną i spalić, bo do kubłów mieli jakieś 200 m…), to raczy nas złocistym trunkiem :) Tak nas polubił od samego początku, że i… Czytaj więcej »

Milena Kamińska
Gość
Milena Kamińska

sąsiedzi są bardzo ważni, często możemy się z nimi spotkać, poimprezować, pośmiać, szukać u nich pocieszenia, podzielić się z nimi radościami i smutkami, pożyczyć trochę soli ale także często mogą uratować nasze życie. gdy mieszkałam u rodziców (wieżowiec 10 piętrowy) miałam świetnych sąsiadów. Jako dziecko pamiętam ze wszyscy w bloku sie znaliśmy i dzieci i dorośli, wspólnie bawiliśmy, odmalowywaliśmy pomazaną sprayem klatkę, wspólnie dbaliśmy o ogródek przed blokiem naprawdę super czasy. wszyscy byliśmy dla siebie uprzejmi, dzień dobry i do widzenia, rodzice zimą tzn tatusiowie odśnieżali wspolnie parking, nas dzieciaków zbliżył tez pies Puszek, który przybłąkał się pod nasz blok,… Czytaj więcej »

Magdalena Marczuk
Gość

Ja niestety nie trafiłam najlepiej z sąsiadami…:(

Magdalena Gruszka
Gość

Dziś jest też dzień bez stanika…
My mamy super sąsiadów

Bea Wawrzynowicz
Gość

Ja jestem najlepszym sasiadem a reszta to jakas porazka

Joanna Szczyglowska
Gość

Marzy mi się wolno stojący dom z dala od ludzi bez sąsiadów.jacy by nie byli zawsze są za ściana ludzie którzy chcąc nie chcąc maja wgląd w twoje życie…tak jak dzisiaj…nerwy mi puściły nadarlam się na chłopa dziecko…pół godz później babcia piętro niżej pyta czy wszystko ok… bomba…

Ciąża 28 marca 2012

Z pamiętnika ciężarówki

37 TC
Poniedziałek – standardowa wizyta kontrolna, badanie ginekologiczne, USG – maluch ułożony prawidłowo, szyjka gotowa, waga dziecka wg USG ok. 2500g – jeszcze 5 dni mam brać leki a potem odstawić i czekamy na decyzję malucha o wyjściu :) jeśli nie urodzę kolejna wizyta za 2 tyg.

39 TC
Piątek – za 3 dni wizyta, a ja nadal czuję skurcze, które na KTG nie wychodzą…
W akcie desperacji sprzątam całe mieszkanie łącznie z myciem okien i pastowaniem podłogi na kolanach!!! Dwa dni później Chrzciny u znajomych, dodatkowo długi spacer, żeby się rozruszać.

Poniedziałek – wizyta u lekarza. USG, badanie ginekologiczne. Uśmiechnięta mina lekarza mówi wszystko: „Pani Paulino mamy rozwarcie na 1cm”.
Jestem zadowolona, bo moje działania przyniosły efekt- mieszkanie na błysk i jeszcze rozwarcie ;)

Wtorek popołudniu – jedziemy do znajomych, mąż pomaga im skręcić meble dla córki.
Wracamy do domu ok. 23.00 biorę prysznic i kładę się do łóżka.

Środa 1:00 – budzi mnie dość mocny skurcz, sytuacja dość znajoma więc zasypiam, za chwilę kolejny… biorę zegarek i sprawdzam która godzina. Zanim zdążyłam zasnąć kolejny skurcz.
Sprawdzam odstępy, wynoszą mniej więcej 5 minut. Idę do wanny, żeby uspokoić skurcze, bo już to kilka razy przerabiałam.
Po wyjściu z wanny czuję kolejny, tym razem dużo mocniejszy i dłuższy. Biorę zegarek i mierzę czas… odstępy ok. 4 minut. Postanawiam obudzić męża, w między czasie zjadam coś na szybko włączam komputer i piszę koleżankom z forum, że jadę na porodówkę.

2:50 – Dojeżdżamy do szpitala, a ja czuję, że skurcze są coraz mocniejsze…
Przyjmuje nas położna i zaprasza mnie do gabinetu, a mężowi każe czekać na korytarzu. Wykonuje po kolei badania, zadaje mnóstwo pytań, a ja na nie odpowiadam milknąc na chwilę, gdy nadchodzi skurcz. Pojawia się lekarka i robi USG, przewidywana waga synka ok. 3200g rozwarcie na ponad 3 cm.

4:00 – Wreszcie przechodzimy do sali porodowej. Rozkładamy się z całym ekwipunkiem ;) Najważniejsze radio, przecież nie będę rodzić w ciszy ;)
Kolejna położna– bardzo miła– wita się i mówi, że będzie się nami zajmować do 7 rano jeśli tyle tu będziemy. Podpina KTG i proponuje się zdrzemnąć, żeby zebrać siły na poród. Potem zabiera sprzęt, a ja zaczynam przysypiać między skurczami.

7:00 – zmiana położnych. Rozwarcie na 4,5 cm.
Idę pod prysznic, żeby się trochę odświeżyć.
Już wiem, że mojego lekarza nie będzie, bo akurat wyjechał.
Zaczynam odbierać sms od koleżanek z forum, które pytają czy wszystko ok. Skurcze są częstsze i silniejsze, ale mimo to mam dobry humor i świetnie się czuję, bo drzemka bardzo mi pomogła. Podjadam czekoladę i odpisuję na wiadomości.
Położna radzi poskakać na piłce, żeby rozwarcie lepiej postępowało. Korzystam z jej rady i ćwiczę sobie tak jak uczono nas w Szkole Rodzenia.
Znowu idę pod prysznic, żeby rozgrzać brzuch i kręgosłup, podobno to przyspiesza poród.

13:00 – jest 8 cm :) jestem zadowolona z siebie i choć skurcze są już bardzo silne nadal skaczę na piłce.
Kolejne 2 godziny, jestem coraz bardziej zmęczona a rozwarcie utknęło na 8 cm i szyjka nie chce współpracować. Nie zgadzam się na Oxy, chcę jeszcze spróbować sama.

16:30 – staram się spacerować cały czas bo na piłce jest mi już niewygodnie. W końcu zgadzam się na podanie oksytocyny, bo rozwarcie nadal nie postępuje. Najpierw KTG potem kroplówka i nadal KTG. Skurcze zaczynają być nie do zniesienia. Przestaję kontaktować co dzieje się wokół, kojarzę tylko jakieś wycinki sytuacji.
Położna podtyka mi coś szumiącego, odpycham to, ale mąż trzyma nadal a położna każe głęboko oddychać, po chwili orientuję się, że to maska z tlenem, maleństwo reaguje przez chwilę niezbyt dobrze na Oksytocynę i trzeba je dotlenić. Po chwili jest już dobrze.

Jest prawie 18 – przyszedł lekarz, bada mnie, ból potworny, do tego co chwilę skurcze, czasem mam wrażenie, że jak kończy się jeden to zaczyna drugi. Na szczęście wreszcie jest 10 cm i zaczynają się bóle parte.

Jest 19 – nadal staram się przeć, ale maluch nie chce za bardzo współpracować ze mną tak jakby utknął. Kolejna zmiana położnych pytam czy jest Pani Jadzia-  położna, którą poznałam na zajęciach Szkoły Rodzenia. Pani Jadzia przychodzi i śmieje się, że chyba specjalnie na nią czekaliśmy. Zaczyna zwozić jakieś sprzęty do naszej sali i wzywa lekarza położnika oraz neonatologa. Zbiera się niezła grupka i wszyscy oglądają moje krocze… Ciekawe co tam widzą?

Za radą położnej zmieniam pozycję i zaczyna się poważne parcie. Położna pyta czy wyrażam zgodę na nacięcie krocza. Zgadzam się jeśli uważa, że to konieczne. Czuję tylko lekkie uszczypnięcie, bo robi to bardzo sprawnie.

Po następnym skurczu pytam męża i położną czy synek ma włoski, mówią mi żebym sama sprawdziła. Robię to i czuję maleńką, cieplutką, owłosioną główkę. Czuję napływ nowych sił i przy następnym skurczu rodzę synka.

19:50 – po raz pierwszy i na zawsze zostajemy rodzicami !!!!
Następuje cudowna błogość, położna kładzie mi mokre i ciepłe ciałko na brzuch, synek zaczyna płakać, a mąż w tym czasie przecina pępowinę i widzę jak łzy płyną mu po policzku.
Neonatolog bierze małego na stolik obok i bada go dokładnie, a ja w tym czasie rodzę łożysko. Pytam czy wyszło całe, bo ze szkoły rodzenia pamiętam, że to ważne. Wszystko jest ok i dostaję synka z powrotem na brzuch. Lekarz zakłada szwy w miejscu nacięcia krocza.

Mąż robi nam z synkiem zdjęcie a ja widzę, że nadal płacze choć stara się to ukryć. Synek szybko się uspokaja, a Ja próbuję go nieudolnie przystawić do piersi. Położna pomaga mi i po chwili Adi chwyta ładnie pierś i zaczyna łapczywie ssać. Zostajemy w tej sali z mężem jeszcze przez ponad godzinę.

Tuż przed 23 trafiam na zwykłą salę. Mąż jeszcze chwilę jest ze mną żebym mogła się odświeżyć pod prysznicem, a potem jedzie do domu się zdrzemnąć.
Jakaś pielęgniarka przynosi mi coś do jedzenia i herbatę. Zjadam szybko i kładę się z synkiem. Zasypiamy zmęczeni. Po 2 godzinach budzę się i już do rana leżę i obserwuję mojego Adrianka, jak śpi lub ssie moją pierś. Mąż odwiedza nas w czwartek i w piątek a ja marzę już, żeby wrócić do siebie.
Wreszcie w sobotę mąż przyjeżdża i zabiera nas z synkiem do domu.

Zaczynamy nową życiową rolę – rolę Rodzica z Naszym synkiem Adriankiem. Jak wypadniemy w tej roli nie wiem, ale wiem jedno – mąż i synek są moim całym życiem i bardzo ich Kocham.
Mąż był przy mnie cały ten czas i pomagał jak tylko mógł. Razem przywitaliśmy Adiego na świecie i razem będziemy o niego dbać, aby wyrósł na cudownego i wspaniałego mężczyznę jak jego Tata :)

184
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Haluszczak
Gość

Gratuluję – dzielna dziewczynka :) Poród widzę, że długi i ciężki… Ważne, że był z Tobą mąż. To naprawdę dużo daje. Dla mnie obecność męża przy porodzie była bezcenna. Dlatego wiedzieliśmy, że przy drugim też będzie – i był.
Zresztą drugi poród jest szybszy i łatwiejszy! Tak więc powodzenia w nowej życiowej roli! :)

Ania;)
Gość
Ania;)

Drugi poród szybszy i łatwiejszy..?? Oby to była prawda;)) Okaże się za 3 miesiące:))

Anna Haluszczak
Gość

Napiszę tak:
– pierwszy poród to skurcze od 1,40 w nocy. Urodziłam o 15,05. I do tego przetrzymali nas dodatkowy dzień w szpitalu, bo córeczka miała podwyższoną temperaturkę.
– drugi poród to sączenie się wód od ok. 5 rano, pół godz później skurcze i o 8,15 synek był na świecie :)
To chyba mówi samo za siebie :)

Powodzenia i trzymam kciuki za szybkie i bezproblemowe porody obecnych tu ciężarówek!

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Jeśli to miałaby być reguła, to aż się trochę boję, bo z córką do szpitala dojechałam ok. 10, a o 12: 15 już było po wszystkim:)

Anna Haluszczak
Gość

Reguła to pewnie nie jest, ale w wielu przypadkach tak było. Swoją drogą – Ty to miałaś w takim razie ekspres! :)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Oj tak! I z jednej strony boję się dłuższego porodu, a z drugiej obawiam się, że jak pójdzie szybciej, nie zdążę dojechać do szpitala:)

Anna Haluszczak
Gość

Aż tak szybko to przecież nie idzie, więc zdążysz na pewno ;)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Nigdy nie wiadomo:) Do szpitala prawie 30 km:)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Aniu, u mnie okaże się za miesiąc, a może wcześniej:)

Anna Haluszczak
Gość

To trzymam kciuki, żeby było wcześniej niż za miesiąc, bo najgorzej jest czekać po terminie (wiem z doświadczenia ;) )

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Aniu, córkę urodziłam 3 tyg. przed terminem, więc nie było mi dane poczuć tego stresu i mam nadzieję, że i teraz tak będzie:)

Anna Haluszczak
Gość

Tylko pozazdrościć! Ja córeczkę urodziłam tydzień po terminie – czekanie było męczarnią…

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Modlę się, żebym nie musiała tak długo czekać…

Paulina Garbień
Gość

no cóż mam nadzieję, że drugi faktycznie będzie łatwiejszy :) okaże sie w październiku :)

Anna Haluszczak
Gość

A na którego masz termin? Moja córeczka jest z października :>

Paulina Garbień
Gość

na 1.10 :) może się okazać, że będzie wrześniowy dzidziuś :)

Anna Haluszczak
Gość

To moja córeczka jest z 24 (termin miałam na 18). Ale październikowe dziewczyny są fajne :)

Paulina Garbień
Gość

ja mam przeczucie, ze to chłopiec, ciekawe czy trafne :)

Anna Haluszczak
Gość

U mnie było tak, ze w ciąży z córką strasznie popsuła mi się cera i włosy, przy synku nic. Może u Ciebie to też będzie jakiś wyznacznik? A czemu czujesz, ze to synek? :)

Paulina Garbień
Gość

takie przeczucie gdzieś w środku :) przy Adim tez czułam, ze to będzie synek :) choc na początku chciałam dziewczynkę

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Ja z córką miałam przeczucie ok. 6 m-ca ciąży. USG nic nie chciało pokazać, dopiero w 32 t.c. lekarz potwierdził, że prawdopodobnie córcia będzie. Teraz jak pierwszy raz zobaczyłam małego na USG, powiedziałam, że wygląda jak chłopiec:) Potem różnie mi się przeczucia zmieniały, ale okazało się, że pierwsza myśl była słuszna:)

Anna Haluszczak
Gość

Fajna taka intuicja :) U mnie przy pierwszym maleńśtwie szybko było wiadomo, że będzie córeczka. Przy drugim mąż stwierdził, że co by nie było- będzie syn. I jest :)

Julia Bąk Orczykowska
Gość

Moja mama 1 dziecko urodziła najłatwiej a czwarte najciężej;-) Tak stopniowo, więc to chyba kwestia indywidualna;-) Ja pojechałam do szpitala we wtorek, urodziłam w czwartek a do domku wróciłam w poniedziałek;-) Więc prawie tydzień w szpitalu;-) Za nim urodziłam to 2 dni męczyłam się ze skurczami, aż płakałam z bólu, a położne na to, że udaje, żeby mi pomogli przyśpieszyć akcje;/ Ehh…

Paulina Garbień
Gość

tak to jest z lekarzami i położnymi… kazdy inaczej odczuwa ból, ma inny próg bólu i nie można tego generalizować
Moja mama każde równie szybko rodziła kazde z trójki dzieci więc to faktycznie kwestia indywidualna :)
w każdym razie zdam relację w październiku :)

Anna Haluszczak
Gość

Pewne cechy są dziedziczne, więc może Tobie też pójdzie gładko – jak mamie :) U nas genetyczne było tycie w ciąży. Zarówno w 1 jak i w 2 przytyłam dokładnie tyle samo, co moja mama :P

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Ja z kolei urodziłam pierwsze dziecko znacznie szybciej niż moja mama którekolwiek z naszej 3 rodzeństwa:)

Paulina Garbień
Gość

u mnie pierwszy poród sie nie sprawdził bo jak widać jakieś 16 godzin a u mamy mimo wywoływania niecałe 8 i waga w ciąży też, mama przytyła ze mną w ciąży 32,5kg a ja 16kg więc połowę mniej, więc u nas ta dziedziczność nie działa ;)

Anna Haluszczak
Gość

To tylko się cieszyć :) Ja pierwsze dziecko też urodziłam łatwiej niż moja mama, bo ona miała poród kleszczowy, a ja naturalny.

Sylwia Chojnowska
Gość

U mnie się nie sprawdziło. Urodziłam szybciej niż mama ( mój poród – 2 godz 15 min) i przytyłam też mniej.

Fizinka
Gość
Fizinka

I się poryczałam :) Twoja historia bardzo przypomina moją :) też długo rodziłam, „obskoczyłam” 3 zmiany położnych!! :) i na koniec też spotkałam położną ze szkoły rodzenia :) co prawda nie przyjmowała mojego porodu ale siedziała z nami (ze mną i mężem) i nas dopingowała :)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Gratuluję:) Kurcze, ale dosyć długo się męczyłaś… U mnie pierwszy poród 4 godziny i 15 minut… Za chwilkę drugi… jak czytam Twoją historię, to mam ciarki – jak będzie tym razem????

Paulina Garbień
Gość

bedzie dobrze :) szybko i mało bolesnie :) trzymam kciuki i czekam na relację jak było :)

Anna Haluszczak
Gość

Ola – na pewno będzie dobrze :) I mamy nadzieję, że jak już wypoczniesz, to zdasz relację z tego, że wszystko poszło jak trzeba :)

Ania;)
Gość
Ania;)

Właśnie, właśnie dziewczyny..:) Mamy się tutaj wspierać, a nie straszyć;P;) Na pewno pójdzie, jak po maśle;P;)

Anna Haluszczak
Gość

Aniu – innej opcji nikt nie bierze pod uwagę ;)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Aniu, masz rację – musi być dobrze:)

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Paulina, Ania – nie dziękuję, żeby nie zapeszyć:) A relację na pewno zdam:)

Zaradna Mama
Gość
Zaradna Mama

Gratulacje dla rodziców i dużo zdrowia dla Adusia :-)

Angelika Ludwicka
Gość

aż sie popłakałam przypomniał mi sie mój poród choć o wiele krótszy bo tylko 2,5 h
Gratuacje dla rodziców

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close