Znad kołyski 8 września 2011

Taniec z gwiazdami, czyli jak Bartek nie chciał spać

Noc to czas przyjemności snu, na który czeka z utęsknieniem każdy styrany rodzic. Odpoczynek- słowo klucz. Z reguły nie wiem jak wygląda noc, ponieważ mam zamknięte oczy, podobnie jak reszta mojej familii. Niestety jak to w moim życiu bywa,  czasem nawet w nocy nie brakuje niespodzianek. I nie chodzi mi o zabrudzoną pieluszkę, czy nagły głód karmionego przed godziną smyka.

Gdy jak co noc zawlekałam się powłócząc nogami do sypialni i z ulgą runęłam jak długa na łóżko, zza szczebelków łóżeczka dobiegło mnie radosne „ma-ma”. Zazwyczaj gdy moje syniątko mówi do mnie to cudowne słowo, jest dzień. W nocy dnia nie było, wiec dając całusa w czółko Młodego odłożyłam go na poduszkę. I tak było raz, piąty, dziesiąty. Przy setnym razie „ma- ma” i skakania po łóżeczku zerknęłam na zegarek – 1 nad ranem, zgroza, od godziny powinnam spać, a nie śpię. Ani ja, ani Bartek. Odkładanie nie pomogło, czas na zmianę taktyki. Ignorowanie, oto moja nowa broń w walce z wygłupami syna. Ignoruję, zamykam oczy, a Bartek na odwrót. Ignorowałam tak Młodego do 2 nad ranem. W tym czasie moje dziecię samodzielnie nakręcało karuzelę nad łóżeczkiem, do momentu aż jej nie rozkręciłam, szarpało baldachimem, który zdjęłam w akcie rozpaczy.

W trzeciej godzinie bartkowej zabawy należało po raz kolejny zmienić taktykę. Myślę sobie: Ja Matka – Ja każę, Ty Synek – Ty robisz. Gdy tym razem Młody wstawał, ja go odkładałam, kładłam się do łóżka, on wstawał, ja wstawałam, on rzucał się ze śmiechem na poduszkę. I tak w kółko. Pewnie pękła bym z dumy, że mam takie bystre dziecko, gdyby nie minęła tak kolejna godzina. Mimo heroicznej walki  poniosłam klęskę, nawet wiedza z mądrych poradników nie pomogła okiełznać mojego syna, więc łamiąc wszelkie zasady położyłam dziecko do siebie. Padł jak kawka, a ja chwilę później musiałam wstać. Jawna niesprawiedliwość, jednak tak jest, Ty Synek –Ty każesz- Ja Matka – Ja robię. Póki co.

I nie chcę tu nikogo straszyć worami pod oczami po takiej imprezie, takie uroki rodzicielstwa, i czy ktoś lubi „tańczyć z gwiazdami” czy nie ma na to najmniejszej ochoty, to właśnie rodzic tańczy, jak mu dziecko zagra. A trzeba pamiętać, że nie zawsze gra czysto

14
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Edyta SkrzydłoMonika StradzakatyjaMarysiaGrymułka :) Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Dzieci czasem mają inne plany od naszych. Właściwie to przeważnie są to inne plany :)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Super tekścik. Dzieciaki czasem potrafią zaskoczyć;-)

Bombel
Gość
Bombel

Mimo że Mamie-autorce,do śmiechu zapewne wtedy nie było,to ja się uśmiałam czytając to wspomnienie z bezsennej nocy :-)
Bardzo podoba mi się puenta -„..to właśnie rodzic tańczy, jak mu dziecko zagra.” :-) Zgadzam się z tym i uważam,że nie należy z tym walczyć :-) do pewnego momentu oczywiście.. !! ;-)

alka
Gość
alka

Ooo!! Jakieś 15 min temu miałam kryzys…bo synuś marudzi i marudzi a śpiący jak nie wiem co…patrzę na zegarek…powinnam już starszą córcię budzić bo jak teraz nie wstanie, to będzie skakać do późnego wieczora…dziś oboje marudni…i mnie się udzieliło bo aura za oknem deszczowa…
i tak raz jedno na mnie wisi raz drugie…a bywa, że oboje :D bo dwa kolana mam więc na jednym jedno a na drugim drugie dziecię :D
synuś w końcu zasnął…córci dam jeszcze chwilę pospać…no cóż…muszę choć na chwilę pobyć sama i wyciszyć się by mieć siłę do dalszego działania :)

alka
Gość
alka

no i już sobie odpoczęłam…synuś już wstał! i córcia też :)
miłego deszczowego popołudnia!

m...
Gość
m...

Tak tak Bartosz potrafi zmieniac plany, pokazuje że chce spać a jak kładziesz to on wstaje :) Musisz go rano mocno wymęczyć, żeby jak przyjdę poszedł spać :)

mamax4
Gość
mamax4

nie raz wylądowałam o 3 rano z wózkiem na ganku ,bo mój mały szef nie chciał spać:(

Enigma26
Gość
Enigma26

Pocieszające jest to, że nie tylko moje dziecko funduje podobne przyjemności ;)

SISUNIA
Gość
SISUNIA

Kolejny fajny tekst :) czekam na więcej bo znowu czytałam z uśmiechem..u mnie taniec z gwiazdami już 2 noce pod rząd także mam dość….pozdrawiam!!

Grymułka :)
Gość
Grymułka :)

Ale się uśmiałam!! Przekorny ten Twój Synek! Zupełnie jak mamusia… czasami :D

Marysia
Gość
Marysia

Oj tam, niby że jak robi po złości, to od razu po mnie ;)?

katyja
Gość
katyja

Moje dzieci nie śpią już zamknięte w łóżeczkach, więc walą od razu do mamy, wywalają tatę i dyskusji nie ma :P Potem to mi się nawet nie chce tego, któremu się akurat śniły duch/potwory/wilkołaki/lisy etc. odnosić…

Monika Stradza
Gość

oj jak ja to doskonale znam… no nic trzeba przeczekać

Edyta Skrzydło
Gość
Edyta Skrzydło

Trzeba przeczekać, zapewne z czasem się unormuje :-)

Uroda 5 września 2011

Mam(a) PCOS

Od kiedy tylko zaczęłam myśleć abstrakcyjnie, od kiedy zaczęłam marzyć o przyszłości, jej obraz zarysowany był dość wyraźnie. Ja – mama, żona. I właściwie tylko tyle. Niczego więcej nie potrzebowałam. I przyszedł dzień kiedy obraz miał zostać zburzony jak wieża z klocków, miał zniknąć jak bańka mydlana. Ale co ja takiego zrobiłam, żeby usłyszeć taki wyrok? Wszystko to co było najważniejsze miało ulecieć lub  pozostać tylko w sferze moich myśli? Jak się okazało było to AŻ tyle….

            Jesteśmy ze sobą kilka dobrych lat, raz było lepiej, raz gorzej – jak to w związku. I nagle przyszedł dzień wizyty u ginekologa. Miała być zupełnie zwyczajna wizyta. Ten cholerny okres się spóźniał – stres? Jednak to nie stres, też nie ciąża. Więc co? PCOS. Dlaczego mnie przyczepił się ten zespół? Dlaczego JA mam policystyczne jajniki? O nic nie zapytałam lekarza. Wyszłam i szłam przed siebie. Nie pytałam, bo problem jest mi doskonale znany. Ktoś bardzo mi bliski też „jest w posiadaniu” PCOS. Po wykonanych badaniach poszłam na kolejną wizytę. Lekarz obejrzał wszystkie świstki i spojrzał spod okularów – Chce mieć Pani dzieci? – no jasne! Co za pytanie! – pomyślałam. A co w zamian usłyszałam? – Będzie poważny problem z naturalnym zajściem w ciążę. Owulacja może być nawet co kila lat, jajeczka się nie rozwijają, poziom pani hormonów jest bliski kobiety karmiącej, więc może pojawić się laktacja. To było najgorsze co mogłam usłyszeć. Kiedy podjęliśmy decyzję o założeniu rodziny staliśmy w kolejce do wyciągu narciarskiego. To było tak naturalne jak to, że nie zjeżdża się na „krechę” na czarnym stoku, kiedy ma się trzeci raz narty na nogach. I tak staraliśmy się, staraliśmy i wciąż brak miesiączki, co wcale nie było pożądanym objawem. Pozostało mi tylko powiedzieć głośno, że nie mogę mieć dzieci. Początkowo przez gardło przejść mi to zdanie nie mogło, ale to kwestia czasu i prób. Tak sobie żyłam ze świadomością, że jestem nieudanym egzemplarzem, że nie mi wyjść za mąż, bo sumienie nie pozwoliłoby mi „skazać” tak jakiegokolwiek mężczyznę, wolałabym być sama. Mijały miesiące i zaczynałam żyć „normalnie”. Zajęłam się sobą, swoim osobistym rozwojem. I tak skończyłam jedne studia, zaczęłam kolejne, pracowałam, nadrabiałam zaległości w lekturze, towarzysko się realizowałam, żeby tylko zapełnić pustkę po czymś czego przecież nie miałam. Któregoś dnia przechodząc koło apteki, przeszła mnie myśl, żeby kupić test (nie pierwszy w mym życiu). Kilka minut później byłam już w łazience. Zajęłam się porządkami. Kątem oka, od niechcenia spojrzałam na wynik. Dwie kreski!! Sprawdziłam w instrukcji, którą dobrze znałam. Tak, wynik pozytywny. Następnego dnia byłam już u lekarza. Lekarz potwierdził. Data niesamowita : 01.04! Prima Aprilis. Ale to nie był żart. Lekarz powiedział, że to niewiarygodne i że to jakiś cud (tak to określił). I tak chodziłam z moim cudem pod sercem przez 9 miesięcy, a dziś uwierzyć nie mogę że cud ten jest mój, nasz już na zawsze. I tak oto jestem ja – MAMA.

Czasem trzeba przestać wierzyć, żeby to co oczekiwane przyszło do nas ze zdwojoną siłą.

12
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Paulina2209
Gość
Paulina2209

rozumiem doskonale. my dostaliśmy wyrok. nie będziecie mieć dzieci. nawet próby zapłodnienia nie udawały się. po 3 latach płaczów, wyrzutów dlaczego akurat my pogodziliśmy się z tym faktem i pewnego dnia po wizycie u lekarza dowiedziałam się….8 tydzień ciąży!!! co dzień patrzę na moje serduszko i dziękuje za ten dar. dostaliśmy wyrok i mamy cud

Baby_55
Gość
Baby_55

popłakałam się… jednak cuda się zdarzają i trzeba w nie wierzyć :)

Bombel
Gość
Bombel

Czasem szczęście idzie bardzo długą i okrężną drogą..ale w końcu przychodzi ;-)

alka
Gość
alka

„Czasem trzeba przestać wierzyć, żeby to co oczekiwane przyszło do nas ze zdwojoną siłą.”
Piękne i prawdziwe słowa.

anka
Gość
anka

bardzo często jak pary bardzo chcą i traktują zadaniowo ciążę to nic z tego nie wychodzi… a jak się poddają i kochają się ze sobą dla przyjemności z zaskoczenia okazuje się, że pojawi się w rodzinie nowy ktoś…

Paulina2209
Gość
Paulina2209

czasami trzeba się poddać żeby coś dostać. tak było w moim przypadku i u Magdy po trochę też

Magda
Gość
Magda

Dokładnie tak, choć gdzieś zawsze tli się iskierka nadziei :)

Sisunia
Gość
Sisunia

Niestety zdarza się i tak – dobrze,że poruszyłaś ten temat…myślę,że to problem który dotyka coraz więcej kobiet. Dobrze,że u Was się skończyło tak wielkim cudem jakim jest bobasek :)

Paulina2209
Gość
Paulina2209

w moim przypadku było podwójne uderzenie, u męża też był problem. o tym też się nie mówi a jest ogrom mężczyzn, którzy są chorzy.

Ingaki
Gość
Ingaki

moja przyjaciolka ma PCOS i jest szczesliwa mama 3 dzieci. Nadzieje trzeba miec zawsze :)

Migotka
Gość
Migotka

w upragniona ciaze naturalna zaszlam w drugim cyklu staran , pojawily sie plamienia i bole,mimo lekow w 3cim miesiacu mialam zabieg, ciaza sie nie rozwijala i obumarla, ,,,wpadlam w depresje, zaczelam robic wszystkie badania, wydalam kilka tys zlotych, dopiero po 1,5 roku trafilam na lekarza ktory stwierdzil pcos, do drugiej ciazy podeszlam na lekach clo, w pierwszym cyklu sie nie udalo, pecherz urosl na giganta ale nie pekl, owulacji nie bylo za to byla torbiel ktora musialam leczyc, podejscie drugie zrobilam po 6 miesiacach, zaszlam i urodzilam synka :) oprocz pcos mam minusowa grupe krwi, psychicznie nie jestm gotowa na… Czytaj więcej »

Jagoda Polak-Wątor
Gość
Jagoda Polak-Wątor

Tez mam PCOS tylko ze ja leczylam sie 6 lat az w koncu uslyszalam ze pozostaje mi in vitro. Nie dawalam juz rady psychicznie odpuscilam chcialam odpoczac i wrocic do tematu po pol roku. Odstawilam leki pozegnalam sie z dr i ot tak w pierwszym mcu zaszlam w ciaze. Ot tak .. cud? I to jaki! Dzis synek ma 3,5 roku a ja zaczynam druga walke o maluszka.liczac znowu na kolejny CUD

Ciąża 2 września 2011

Być czy nie być – oto jest pytanie?

Takie pytanie stawia sobie każdy przyszły Tatuś. Przed niemniejszym problemem staje również każda przyszła Mamusia. Chcę być sama podczas tej wielkiej chwili, jaką jest poród,  czy z nim – „winowajcą” i przyszłym Tatą w jednej osobie?

Zawsze twierdziliśmy z mężem, że ten moment będziemy przeżywali wspólnie, przecież oboje chcemy powitać na świecie naszego potomka. Jednak, gdy zobaczyłam na teście dwie kreski, w naszych głowach zaczęły pojawiać się wątpliwości:

– może lepiej żeby nie widział mnie w takim momencie…

– a jak będę krzyczała to co on sobie o mnie pomyśli…

– na pewno będę wyglądać brzydko, więc po co ma mnie taką oglądać…

– „tam” wszystko będzie wyglądać inaczej niż zwykle… będzie takie nieciekawe… i mało erotyczne ;) o ile można to tak nazwać…

– czy będę potrzebny…

– może będę tylko przeszkadzał…

– czy zniosę ból ukochanej…

– czy chcą w ogóle to widzieć…

Podobne myśli piętrzyły się w naszych głowach i nie bardzo wiedzieliśmy oboje co zrobić.

Żadne z Nas nie potrafiło przyznać się do tego, że mamy jakieś wątpliwości. Zgodnie twierdziliśmy podczas rozmów ze znajomymi czy rodziną: oboje będziemy obecni w tak ważnym dla Nas momencie życia.

Kiedy pojawiły sie komplikacje i ciąża okazała się zagrożona, przestaliśmy o tym myśleć, bo nasze głowy zaprzątnięte były ciągłymi wizytami u lekarza, badaniami i lekami, których brałam całą masę…  Wróciliśmy do tematu, kiedy po kilku tygodniach sytuacja nieco się ustabilizowała a my wykorzystując to, że mogłam chodzić, zdecydowaliśmy się zapisać na zajęcia do Szkoły Rodzenia. Jedne z pierwszych zajęć dotyczyły roli partnera w czasie porodu. Położna, która prowadziła zajęcia pokazała nam jak ważne jest, by ktoś towarzyszył Mamie w tej trudnej i niesamowitej chwili, jaką jest poród. Przecież Mama tak naprawdę jest wtedy sama. Położna przychodzi, co jakiś czas sprawdzić tętno czy rozwarcie, lekarz prawie wcale a zza ścian, dobiegają krzyki innych rodzących. Istny koszmar zaczął kreować się w mojej głowie, pomyślałam, że gdyby coś się zaczęło dziać niepokojącego albo potrzebowałabym iść do toalety lub chciałoby mi się pić, to nie byłoby przy mnie nikogo, kto mógłby mi pomóc i na kogo mogłabym liczyć.

Wróciliśmy po zajęciach do domu, zjedliśmy kolację i mąż zaczął rozmowę. Przyznał się, że miał wątpliwości i nie bardzo wiedział czy chce być obecny przy porodzie i czy poradzi sobie z tym wszystkim. Bał się do tego przyznać przed sobą i przede mną. Powiedział, że po zajęciach zdał sobie sprawę z tego, że nie może mnie tak zostawić. Jego obecność jest konieczna i dlatego na pewno będzie ze mną. Kamień spadł mi z serca, bo czułam to samo, bardzo chciałam by był przy mnie, wspierał no i obowiązkowo przeciął pępowinę.

Do dnia porodu nie poruszaliśmy tego tematu. Dla każdego z nas sprawa była jasna, będziemy razem i już… Kiedy nadszedł moment wyjazdu do szpitala, nie wahaliśmy się, byliśmy pewnymi, że niedługo wspólnie przywitamy naszego synka J

Sam poród był ciężki. Na sali porodowej spędziliśmy blisko 16 godzin, oboje byliśmy niewyspani.  Do szpitala pojechaliśmy o 3 w nocy, ale mimo to mąż dzielnie trwał przy mnie do samego końca. Podawał wodę, zaprowadzał do toalety i pod prysznic, masował plecy i pomagał, gdy skakałam na piłce. Przyznaję się, krzyczałam na niego z byle powodu, zmęczona ciągłymi skurczami i przedłużającym się porodem… a on trzymał mnie za rękę i głaskał po głowie. Kiedy koleżanki pisały dziesiątki sms-ów, odpisywał im w moim imieniu, informując co się dzieje, bo ja nie miałam już na to siły. Dodawał mi otuchy, jak tylko potrafił, a kiedy pojawił się na świecie nasz synek dzielnie przeciął pępowinę. Zobaczyłam łzy spływające po jego policzkach.
Nigdy nie zapomnę tej chwili, gdy na moim brzuchu leżała mała, ciepła i mokra istotka a mój twardy i dzielny mężczyzna płakał na jej widok jak dziecko. Patrzyliśmy sobie w oczy i wiedzieliśmy już ,że od tego momentu jesteśmy rodziną

Teraz, kiedy o tym pomyślę wiem, że nie mogło być inaczej, bo sama chyba nie dałabym sobie rady w tych trudnych chwilach. Oboje wiemy, że to była nasza najlepsza decyzja, dzięki temu jeszcze bardziej zbliżyliśmy się do siebie. Kiedy zdecydujemy się znów powiększyć naszą rodzinę na pewno będziemy razem.

13
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Również uważam, że mąż/partner jest potrzebny kobiecie rodzącej. Ja mimo tego, że miałam cesarskie cięcie wiedziałam, że ON czeka na nas za drzwiami. Wiedziałam, że jak urodzi się synek, to nie będzie tam sam. Wiedziałam, że będzie pod czujnym okiem Tatusia. Ta świadomość uspokaja, dodaje otuchy. Pamiętam jak wywieźli mnie z sali operacyjnej, to cały czas był przy mnie, jedną ręką prowadził wózek z synkiem a drugą trzymał moją dłoń :D Ta więź wywołała w nas uczucie wspólnoty, czułości, radości przez dotyk, przez spojrzenie :) JESTEŚMY RODZINĄ!

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

ja zawsze chciałam rodzinne rodzić, Tatuś nie. Nie chciałam go zmuszać i nie zmuszałam. Jedynie położna wytłumaczyła mu jak to wszystko naprawdę wygląda, że są 2 fazy porodu, że przy końcowej może wyjść. przemyślał to i postanowił być ze mną, bo wiedział jak ważna rola na niego spoczywa- liczenie skurczów, przypominanie o oddychaniu (tak, tak kobieta może czasem o tym zapomnieć :)), podawanie picia, trzymanie za rękę, wspieranie podczas spacerów, czy pomaganie skakać na piłce, itd. no i robienie zdjęć :D. miał być tylko na początku- został do końca. nie żałuje i będzie za każdym razem :D Ja czułam się… Czytaj więcej »

Marta_iwona
Gość
Marta_iwona

Akcja porodowa rozpoczęła się w nocy 18 marca 2011 dokładnie o 2:55 w nocy obudziłam się do toalety, poszłam i wróciłam ale za chwile znowu mi się zachciało siusiu, juz do toalety nie doszłam bo zaczęło mi się lać po nogach. Dostałam jakiś drgawek z nerwów, obudziłam męża i spokojnie wyruszyliśmy do szpitala. Torba była juz od dawna spakowana wiec tylko ubrać się i wyjść. W szpitalu na izbie mnie zbadali a wody cały czas mi się sączyły. Pielęgniarka przygotowała mnie do zbliżającej się akcji porodowej i zaprosiła na sale porodów. Początkowo wybrałam salę ogólną, ale przeleżałam tam tylko do… Czytaj więcej »

Bombel
Gość
Bombel

Mój mężuś towarzyszył mi przy porodzie i jestem mu za to bardzo wdzięczna!! Jego obecność bardzo mi pomogła!! Gdyby nie On,chyba nie dałabym rady.
I mimo iż poród mieliśmy ciężki,nie zraził się :-) ! Wręcz przeciwnie -chce być ze mną następnym razem! :-)

alka
Gość
alka

Mój mężuś był przy porodzie córci i synusia. Cieszę się bardzo, że mogliśmy być razem w tych chwilach. Pomagał jak tylko można było…od podania wody, poprzez zwykłe trzymanie za rękę, głaskanie po głowie aż do pomagania mi przy różnych pozycjach jakie położna proponowała no i na koniec- przecięcie pępowiny.
Choć ‚obsługę’ miałam świetną, to jednak raźniej mi było mając go przy swoim boku.

Sisunia
Gość
Sisunia

Ja byłam sama i bardzo żałuję ale to przez zagrożoną ciąże…oby przy kolejnym bobasku mąż mógł być ze mną :)

Młoda mama
Gość
Młoda mama

Mój mąż był ze mną ”prawie” cały czas, wyszedł tylko w chwili jak maluszek zaczął wychodzić, ponieważ cały zbladł i wrócił spowrotem jak jeszcze pępowina nei była odcięta .Przyznał mi sie pózniej że poprostu się przestraszył, ale nie zraził czy coś , nie mam mu tego za złe”parłam tylko 15 minut” więc na długo nie wyszedł .ale przez całutki dzień był przy mnie

Paulinko pięknie to napisałaś :)

Paulina Korpus
Gość

My chcieliśmy rodzić razem, ale niestety obie sale do porodów rodzinnych były zajęte w dodatku byliśmy drudzy w kolejce, a ja urodziłam zanim jakakolwiek sala się zwolniła. Ale powiedziałabym coś do rozumu pewnej koleżance mojego męża (osobiście jej nie znam, ale mąż ją spotkał kiedy ja byłam w ciąży) i powiedziała mu, że nie on nie wie co to znaczy poród i nie chce przy tym być, do tego tak „ładnie” to porównała – nie będę tu pisała jak. Wrrr aż się gotuję na wspomnienie tego. A mąż podczas porodu z niewiedzy dzwonił co chwilę na porodówkę pytając się o… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Wyglądałam niezbyt atrakcyjnie, krzyczałam, o erotyce miałam zamiar zapomnieć na wieki…Ale dzięki mojemu mężowi dałam radę! Wiem, że to jego obecność dodała mi sił! Ten moment to był nasz wspólny cud… Oczekujemy na drugi…:)

Ania Stanczak
Gość

ja niechciałam rodzić razem ale krzysiek nie widział innej opcji i na szkole rodzenia strasznie do tego zachęcali… teraz sobie nie wyobrażam jakby było jakbym miała tam być sama dramat… jestem mu wdzięczna za to że był obok trzymał za rękę pomagał i dawał wode;)

Maria Ciahotna
Gość

Świetnie napisane :) Mój mąż był ze mną podczas narodzin córeczki (prawie trzy lata temu) oraz tak samo przed pół rokiem, kiedy wspólnie urodziliśmy synka. Po odwiezieniu mnie do szpitala i pierwszyc badaniach został wysłany jeszcze do domu, bo mogło to chwilę potrwać. Do szpitala mamy jakieś 20 minut spokojnej jazdy, więc był na telefonie cały czas. Gdy go wezwałam, od razu przyjechał. Za pierwszym razem miałam znieczulenie, poród był trudny, zbierało mi się na wymioty, byłam w pewnym momencie bardzo zmęczona, ale z perspektywy czasu i tak było bardzo fajnie. Mąż podawał wodę, po przekłuciu wód płodowych robił porządki,… Czytaj więcej »

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close