Nie zapomnij o naszym konkursie z okazji Dnia Dziecka - Sprawdź szczegóły »

Targi Mamaville Gdańsk vol. 3


14 października to Dzień Nauczyciela i… niedziela. Dnia wolnego dla uczniów nie będzie. Jednak to dzień wyjątkowy i trzeba go jakoś uczcić, nieprawdaż? Mieszkańcy Trójmiasta i okolic mogą tego dnia wybrać się na Targi Mamaville dla Mamy i Dziecka.

Chociaż historia Targów Mamaville w Gdańsku jest krótka, przed nami dopiero trzecia edycja, już można śmiało powiedzieć, że zbliża się ważne wydarzenie w handlowym kalendarzu Trójmiasta. Targi Mamaville dla Mamy i Dziecka to impreza skierowana do rodziców małych dzieci i tych, którzy dopiero oczekują narodzin pierwszego potomka.

Jesień to dobra pora na zakupy, zazwyczaj przed zimą niezbędne jest uzupełnienie garderoby, szczególnie najmłodszych członków rodziny. Targi Mamaville oferują coś wyjątkowego: unikatowe ubrania i akcesoria od polskich projektantów, nieszablonowe wzory i zestawienia kolorystyczne, produkty z najwyższej jakości tkanin i tworzyw. Tego nie znajdziecie na bazarach i w sieciówkach. Targi Mamaville już od wejścia zachwycają atmosferą wyjątkowości. Potem jest już tylko lepiej. Nawet zwykłe spinki do włosów to małe dzieła sztuki.

Dzień spędzony na Targach byłby katorgą, gdyby nie można było czegoś zjeść. Dlatego jak zawsze, tak i tym razem, Targom towarzyszy dobrze przygotowana strefa kulinarna, gdzie bez problemu pożywią się także wegetarianie i weganie. UWAGA! Nowość na Targach Mamaville. Tym razem organizatorzy obiecują połączenie strefy kulinarnej ze strefą chillout, gdzie będzie można spokojnie odpocząć. To nowatorskie jak na Targi Mamaville rozwiązanie zapewne przyda się szczególnie rodzicom, którzy odwiedzą Stadion Energea z małymi dziećmi oraz kobietom w ciąży.

Tradycyjnie na Targach Mamaville nie może zabraknąć strefy edukacyjnej i rozrywkowej. Wykłady i warsztaty dla rodziców będą się przeplatały z ciekawymi warsztatami dla dzieci. Ilość miejsc jest ograniczona, obowiązują zapisy za pomocą tego formularza.

 

Więcej informacji oraz szczegółową listę wszystkich wystawców można poznać, klikając tutaj.

 

Miejsce akcji: Stadion Energa Gdańsk, ul. Pokoleń Lechii Gdańsk 1

Termin: 14 października 2018

Godziny otwarcia: 10 – 17

Wstęp wolny

 

Blog W Roli Mamy po raz kolejny obejmuje Targi Mamaville patronatem medialnym.

 

Mamaville Gdańsk

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Mirella
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Anemia w III trymestrze ciąży – jak jej zaradzić? Podpowiadamy


III trymestr to kolejny etap ciąży, w którym kobieta może się zmagać z wieloma uciążliwymi dolegliwościami. Poza bólami kręgosłupa, obrzękami i zaparciami często pojawia się anemia. Takiego stanu nie można bagatelizować – należy jak najszybciej skonsultować się z lekarzem i podjąć odpowiednie działania. Sprawdź, co możesz zrobić.

III trymestr to kolejny etap ciąży, w którym kobieta może się zmagać z wieloma uciążliwymi dolegliwościami. Poza bólami kręgosłupa, obrzękami i zaparciami często pojawia się anemia. Takiego stanu nie można bagatelizować – należy jak najszybciej skonsultować się z lekarzem i podjąć odpowiednie działania. Sprawdź, co możesz zrobić.

Zapotrzebowanie przyszłych mam na żelazo jest większe niż kobiet niebędących w ciąży – wiąże się to m.in. ze znacznym wzrostem liczby erytrocytów oraz transportem żelaza do płodu i łożyska. Niedostateczna rezerwa pierwiastka sprzed zapłodnienia przy jednoczesnym braku suplementacji w okresie ciąży prowadzi najczęściej do niedokrwistości spowodowanej niedoborem tej ważnej substancji.

Zapotrzebowanie na żelazo – normy
Zgodnie ze stanowiskiem Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) całkowita ilość potrzebnego żelaza wynosi dla pojedynczej ciąży 835 mg[1]. Jeżeli stężenie ferrytyny w surowicy krwi sięga 30 μg/l przy poczęciu, rezerwa żelaza pozwalająca na wspieranie ciąży to ok. 120 mg. Oznacza to, że całkowite zapotrzebowanie wynosi ok. 715 mg.

Szacuje się, że dzienne zapotrzebowanie na żelazo u kobiet ciężarnych o masie ciała 55 kg przekracza w II trymestrze 6 mg – taką ilość pierwiastka organizm powinien otrzymywać mniej więcej od 27.-28. tygodnia ciąży. W ostatnich 6-8 tygodniach zapotrzebowanie zwiększa się do 10 mg[2]. O anemii można mówić, gdy stężenie hemoglobiny wynosi po 28. tygodniu mniej niż 11 g/dl.

Anemia – jak ją rozpoznać?
Anemia to wśród przyszłych mam bardzo powszechna dolegliwość. Jej rozpoznanie odbywa się przede wszystkim w oparciu o wyniki badań, na które kobieta powinna regularnie się zgłaszać. Można także wskazać kilka charakterystycznych objawów, które świadczą o niedostatecznej ilości żelaza i spadku poziomu hemoglobiny.

Na niedokrwistość mogą wskazywać takie symptomy jak:

osłabienie,
bóle głowy,
uczucie ciągłego zmęczenia,
szybsze męczenie się,
problemy z zapamiętywaniem,
zawroty głowy,
kłopoty z koncentracją.

Jeżeli anemia ma ciężki przebieg, pojawia się m.in. tachykardia (przyspieszona akcja serca), zaburzenia czucia i widzenia, bóle brzucha oraz niedociśnienie.

Skuteczne sposoby na walkę z anemią
Walka z niedokrwistością powinna koncentrować się na wyeliminowaniu przyczyny problemu. Łykanie bezpiecznych środków przeciwbólowych, odpoczynek i unikanie intensywnego wysiłku fizycznego mogą przynieść tylko chwilową poprawę.

Niezależnie od tego, czy anemia dotknęła Cię w 28. tygodniu ciąży czy na kolejnych etapach III trymestru, możesz zastosować się do poniższych wskazówek.

  • Prawidłowo zbilansowana dieta

W utrzymaniu właściwego poziomu żelaza we krwi pomoże odpowiednio skomponowany jadłospis. W okresie zwiększonego zapotrzebowania na ten pierwiastek należy przede wszystkim zwrócić uwagę na produkty spożywcze dostarczające największą jego ilość. Jak wskazuje EFSA, stosunkowo wysokie stężenie żelaza zawierają ryby, mięso, fasola, zboża, orzechy, ciemnozielone warzywa, ziemniaki i żółtka jaj.

Warto także pamiętać, że wchłanianie niehemowego żelaza poprawia witamina C, dlatego w codziennym menu nie powinno zabraknąć m.in. natki pietruszki, czerwonej papryki, brokułów, brukselki, pomarańczy, kiwi i czarnych porzeczek.

  • Niezbędna suplementacja

W związku z tym, że wchłonięciu ulega zaledwie ok. 10-15% żelaza z pożywienia, kobiety ciężarne dziennie dostarczają sobie średnio 12-16 mg tego pierwiastka. Najczęściej taka ilość jest zbyt mała, by ustrzec się przed niedokrwistością – szczególnie jeśli organizm nie zgromadził dostatecznej rezerwy żelaza przed ciążą.

Aby uniknąć anemii oraz jej negatywnych skutków, warto sięgnąć po suplementację – zaleca ją Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oraz inne instytucje naukowe i zdrowotne. Rekomendowana dzienna dawka wynosi 30 mg[3] i nie należy jej zwiększać bez konsultacji z lekarzem.

Suplementacja obowiązuje wszystkie przyszłe mamy – także te, u których badania nie stwierdzają niedoboru tego składnika mineralnego.

  • Unikanie pokarmów zmniejszających wchłanianie żelaza

By nie dopuścić do rozwoju anemii w 28. tygodniu ciąży i na jej kolejnych etapach, nie wystarczy spożywać posiłków bogatych w żelazo – należy też unikać produktów mogących zmniejszać jego ilość. Z codziennego jadłospisu warto zatem wykluczyć m.in. otręby, kakao i przetwory mleczne.

Pamiętaj o rutynowych badaniach

W ramach działań profilaktycznych ciężarna kobieta powinna regularnie zgłaszać się na badania laboratoryjne. Istotną rolę odgrywa jednak nie tylko morfologia, ale również oznaczenie poziomu ferrytyny.

[1] https://www.efsa.europa.eu/sites/default/files/2017_09_DRVs_summary_report.pdf
[2] https://ciaza.mp.pl/przebiegciazy/61951,zapotrzebowanie-na-zelazo-u-ciezarnych
[3] https://ciaza.mp.pl/przebiegciazy/61951,zapotrzebowanie-na-zelazo-u-ciezarnych

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Wpis Sponsorowany
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Ciąża prywatnie – ile kosztuje i czy wogóle warto?


W pierwszej ciąży poszłam do prywatnego ginekologa, którego poleciła mi teściowa. Innego i tak nie znałam, bo byłam świeżo po przeprowadzce z rodzinnego miasta, więc w zasadzie więcej opcji nie miałam. Na moje szczęście doktorek okazał się bardzo fajnym człowiekiem, miłym, ciepłym i z ogromnym doświadczeniem – dzięki niemu donosiłam ciążę, pomimo zagrażającego przedwczesnego porodu. 

W każdej sytuacji był spokojny i opanowany, nigdy nie siał zbędnej paniki (jak niektórzy). Podczas wszystkich wizyt dużo ze mną rozmawiał, opowiadał co mnie czeka w danym etapie ciąży, omawiał wyniki badań, cierpliwie słuchał i odpowiadał na moje pytania.

Poza tym, pracował wówczas jako ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego, w szpitalu, w którym planowałam rodzić. A to było dla mnie ważne, tym bardziej, że leżałam na patologii ciąży i mogłam być niemal pod stałą jego opieką.

Wizyty w tamtym czasie kosztowały 60 zł, plus usg 20 zł. Lekko licząc na same wizyty wydałam około 800 zł. Do tego badania i różnego rodzaju farmaceutyki. Nie prowadziłam wtedy notatek, ale myślę, że plus/ minus 1000 zł poszło.

Mimo ogólnego zadowolenia ze współpracy z doktorem, drugą ciążę (po czterech latach) postanowiłam spróbować prowadzić mniejszym kosztem, czyli na NFZ Szybko jednak mi się odbiło tą decyzją.

Ten ginekolog, w przeciwieństwie do poprzedniego, okazał się bowiem bardzo oszczędnym w słowach. Właściwie w rozmowach ograniczał się do minimum, nie odpowiadając mi nawet na “dzień dobry”. Nic nie mówił na temat wykonywanych badań, nie tłumaczył, nie zgłębiał żadnego tematu. A szczytem ignorancji było dla mnie przeoczenie wielkiego krwiaka, przez którego z obfitym krwawieniem i zagrażającym poronieniem trafiłam do szpitala.

Wtedy nie miałam już żadnych wątpliwości, że oszczędzanie na opiece w ciąży to nie jest dobry pomysł. Dlatego wróciłam do mojego pierwszego ginekologa i do samego końca zostałam pod jego skrzydłami, spokojna o swoje i mojego dzieciątka zdrowie.

W trzeciej ciąży już nie eksperymentowałam i od razu zadzwoniłam do mojego doktorka mimo, że przeszedł już na zasłużoną emeryturę i opuścił szpital. Nie zniechęcił mnie też fakt, że z biegiem lat wzrosła cena i teraz wizyta kosztuje 100 zł (z usg). Co przez 9 miesięcy wyciągnęło ze mnie 1000 zł. Do tego doszły badania – tym razem prowadziłam notatki ? – na które wydałam prawie 300 zł.

Jak widać końcowy rachunek wyszedł spory – becikowe nie zwróci całych kosztów ?

Ale wiecie co, nie żałuję, bo przynajmniej byłam dobrze traktowana i właściwie zaopiekowana, a przez to też spokojna i pewna, że wszystko będzie dobrze. I gdyby przyszło mi nosić pod sercem kolejnego dzidziusia, poszłabym po raz kolejny do mojego prywatnego (dosłownie i w przenośni ;-) ) doktorka. 

A jakie są Wasze doświadczenia z ginekologami – stawiacie na prywatną opiekę, czy NFZ? I ile złotówek wyciągnęło z Was prowadzenie ciąży?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Fizinka
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
zosia
zosia
3 lat temu

A u mnie akurat było odwrotnie. W pierwszej ciąży chciałam chodzić prywatnie do lekarza, wydawało mi się ze lepiej poprowadzi ciążę. Znalazłam wydawało mi sie fajną panią ginekolog. U nas w okolicy akurat żaden lekarz nie bierze za wizytę mniej niz 130 zl + koszt usg. Wizyta ci miesiac wiec koszty ogromne. Niestety poroniłam. Gdy zadzwonilam do pani doktor co robić, kazała jechac do szpitala ale potem ani razu nie zadzwonila czy wszystko ok. Szczytem wszystkiego była ostatnia wizyta u niej. Ja zapłakana po poronieniu a ona odbiera telefon od architekta budującego jej dom i wszystko przy mnie omawia z… Czytaj więcej »

Karolina Barcikowska
Karolina Barcikowska
3 lat temu

Oczywiście,że tylko i wyłącznie lekarze prywatni! Na NFZ nic nie da się załatwić.. A lekarze są bez serca i w ogóle nie mają czasu dla nas. Szkoda gadać. Może prywatni trochę kosztują ale warto wydać „trochę” kasy, żeby dziecko było zdrowe.

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Miejsce, które wycisza i koi zmysły


Właśnie wróciłam z wieczornej przechadzki wokół domu i pomyślałam, że koniecznie muszę się z Wami podzielić swoją radością. Dziś opowiem Wam o miejscu, które wywołuje we mnie same pozytywne emocje – o ogrodzie.

Ogródek – duży czy mały, przydomowy czy działkowy, zaaranżowany czy dziki – KAŻDY może w cudowny sposób poprawić nasze samopoczucie oraz sprawić, że będziemy czuć się szczęśliwsi. Kontakt z przyrodą daje siłę i energię, korzystnie wpływa na zdrowie i odporność. Dla mnie jest miejscem, gdzie mojej duszy udaje się wreszcie dogonić zabiegane ciało.

Ogród jest też doskonałą przestrzenią dla dzieci. Uczy je wrażliwości i uważności w poznawaniu przyrody i otaczającego świata. I to wielozmysłowo – zaangażowany jest przecież wzrok, dotyk, słuch i węch. Tutaj natura działa na wszystkie zmysły – przyglądanie się kwiatom, dotykanie stopami trawy, wąchanie przeróżnych zapachów, słuchanie śpiewu ptaków, bzyczenia owadów… Zapomniałabym o smaku – a przecież zjadanie owoców prosto z krzaczka, to dopiero fascynujące przeżycie. To w ogrodzie w naturalny sposób można obserwować zmieniające się pory roku. Tutaj dziecko może uczyć się konsekwencji swoich działań lub ich braku (niepodlana roślina więdnie) oraz cierpliwości w oczekiwaniu na rezultaty.

Mam to szczęście, że posiadam ogródek wokół w domu. To w nim najefektywniej pozbywam się zmęczenia, nawet jeśli pracuję fizycznie. Lubię pielęgnować, przycinać, przesadzać, kosić, a nawet plewić chwasty. To daje mi mnóstwo satysfakcji, bo dobrze jest widzieć konkretne efekty swojej pracy. Czasem bezpośrednie, jak skoszenie trawnika, a czasami oddalone w czasie, gdy zasiana roślina wreszcie zakwita. Uwielbiam też ogrodowy chillout – wylegiwanie się na leżaku, spacery, słuchanie ogrodowych dźwięków, grillowanie i podwórkowe zabawy z rodziną. Kocham relaks w czasie długich letnich wieczorów, gdy rozpalamy ognisko i czekamy na spadające perseidy. Mocno wierzę w to, że rodziny spędzające czas blisko natury, są szczęśliwsze.

Będąc mamą, zależy mi, by moje dziecko spędzało w ogrodzie wiele czasu, nie tylko na zabawie. Opowiadam mu o tym, co u nas rośnie, co rozkwitło, dojrzało, dzięki temu stale poszerza zasób swojego słownictwa. Zachęcam do pomocy przy ogrodowych pracach, np. grabieniu liści. Zwracam jego uwagę na wszystko, co dla mnie samej jest niezwykłe – zapach ziemi po deszczu, kąpiącego się ptaka w oczku. Obecnie wiele dzieci cieszy się z rzeczy materialnych, a nie potrafi zauważyć tego, co dzieje się wokół nich. A w ogrodzie dzieje się bardzo dużo. Zależy mi, by mój syn nie stał się człowiekiem oddalonym od przyrody, którego nudzi i męczy przebywanie na jej łonie. Będę się cieszyć, jeśli w przyszłości będzie umiał dostrzegać subtelne piękno i będzie wrażliwym na otaczającą go naturę.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Subscribe
Powiadom o
Basia Heppa-Chudy
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close