Trochę na bakier…


Jestem trochę buntowniczką z wyboru. Nigdy nie zgadzam się na coś, co ktoś chce mi narzucić. Mimo, że czasem życie weryfikuje nasze  decyzje, tego jednego nie zmieniło.  Wiele się już w moim życiu wydarzyło, ale wszystko wzmacniało moja wiarę w to, że  jeśli decyduję o czymś sama, to sama do siebie mogę mieć pretensje o porażki, ale też sama cieszę się sukcesami i nie muszę ich z nikim dzielić. Jak zapewne wiecie zwykle  sukces ma wielu ojców, za to porażka żadnego…

W związku z moją buntowniczą naturą miałam zawsze problem z wiarą, bo kiedy próbowała mi coś narzucić ja chciałam wiedzieć dlaczego? po co? kto to wymyślił? Dopóki były to sprawy błahe, wszystko jakoś dało się wytłumaczyć, ale kiedy zaczęłam dorastać pojawiły się poważniejsze problemy…

Kiedy w wieku 15 lat wykryłam guza w piersi, dostałam pierwsze leki hormonalne, które rozregulowały mi cykle miesiączkowe. Okazało się, że bez dłuższego brania tabletek antykoncepcyjnych w celu wyregulowania cyklu nigdy nie będę miała normalnie miesiączki…
Życie samo zdecydowało w porozumieniu z lekarzami, że dla mnie ta metoda antykoncepcji będzie najlepsza. Okazało się jednocześnie, że jestem bezbożnicą, bo zabezpieczam się w ten sposób przed ciążą, mimo że jeszcze nie rozpoczęłam współżycia. Kiedy to uległo zmianie i rozpoczęłam współżycie tabletki zostały ze mną jako faktyczne zabezpieczenie. Nigdy mi to nie przeszkadzało… nie czułam, ze robię coś złego, bo biorę tabletki, bo czasem używamy prezerwatywy… Uważałam i nadal uważam to za normalne.

Seks przed ślubem to przecież też straszny grzech – trudno, nikt w końcu mi nie zabroni, a mnie to nie przeszkadzało, że tak miło grzeszę ;)
Kolejny krok, czyli wspólne mieszkanie przed ślubem był dla nas oczywisty, chcieliśmy być razem, a ślub nie był nam do niczego potrzebny. Stanowisko kościoła w tej kwestii jest jednoznaczne – robimy źle, grzeszymy. My natomiast traktowaliśmy to jako taką swoistą próbę. Chcieliśmy sprawdzić siebie nawzajem.
Czy jesteśmy gotowi na bycie razem w codziennym życiu?
Czy proza życia codziennego nie zabije naszej miłości?
Czy poradzimy sobie razem w tych dobrych ale i tych złych momentach?
Życie pokazało, że razem potrafimy poradzić sobie ze wszystkim, żaden problem, czy trudna sytuacja nie są dla Nas straszne. Jesteśmy dla siebie oparciem. Jak w każdym związku zdarzały się kłótnie, chwile lepsze i gorsze, „prawie rozstania”. Wspólnie daliśmy radę i dzięki temu świadomie podjęliśmy decyzję o ślubie. Jesteśmy ze sobą już prawie 15 lat i z każdym dniem kochamy się bardziej :)

Wśród moich znajomych są zarówno pary hetero- jak i homoseksualne, wyrobiłam sobie więc pogląd na temat takich związków. Uważam, że każdy ma prawo żyć tak jak chce. Ma prawo do szczęścia i poszanowania swoich poglądów. Kościół mojego zdania nie popiera, tak samo jak nie uznaje związków homoseksualnych i uważa ludzi o odmiennej orientacji za chorych i grzeszących. Jest to dla mnie jako wychowywanej na katoliczkę powód do wstydu. Tak – wstydzę się, że wiara w której byłam wychowywana, nie potrafi być tolerancyjna wobec innych ludzi. Choć raczej powinnam powiedzieć, że księża i cała instytucja kościoła czyli “men in black” którzy sądzą najwyraźniej, że wolno im decydować o tym jak my  – “wierni” będziemy żyć, myśleć i co będziemy czuć.

No i wreszcie kwestia zapłodnienia in vitro, którą całym sercem popieram, bo wiem jakie to szczęście mieć własne upragnione maleństwo. Móc nosić je pod sercem, czuć tę bliskość. Oczywiście nie mam nic przeciwko adopcji, ale nie każdy potrafiłby pokochać dziecko adoptowane i dlatego in vitro jest wspaniałą pomocą dla par które naturalnie nie mogą począć dziecka. Kiedy w czasie jednej z mszy w kościele usłyszałam na kazaniu, że popierając in vitro grzeszę – wyszłam z kościoła. Zrozumiałam, że instytucja, która miała być dla mnie wsparciem w trudnych chwilach w życiu, okazała się czymś zupełnie innym.  Jest niejako moim przeciwnikiem. Wprowadza coraz to nowe zakazy i nakazy, których ja nie akceptuję. Może trochę na przekór, ale tak już jest.

Reasumując, moje poglądy i życiowe decyzje sprawiły, że jestem trochę na uboczu, że kościół i wiara stały się mi obce, bo nie akceptują mojego stanowiska w wielu sprawach. Moje poglądy są dla kościoła nie do przyjęcia.
Czy jest mi z tym źle? Nie, wcale mi to nie przeszkadza. Czuję, że żyję w zgodzie ze sobą i to jest dla mnie najważniejsze.
Chciałabym tylko wiedzieć, dlaczego w Polsce, religia katolicka rządzi całym życiem kraju łącznie z polityką? Dlaczego “panowie w czerni” wciskają swoje nosy tam gdzie nie powinni, a w kościołach zamiast wspierać duchowo wiernych, wygłaszają swoje przekonania polityczne? Czemu w wielu krajach księża katoliccy są po prostu “ludźmi” zamiast uważać się za wszechwiedzących i bezprawnych? Czy tylko w Polsce jesteśmy skazani na tzw. “konserwę”?
Niedawno przeczytałam artykuł, w którym wspomniano o malejącej liczbie przeszczepów serca w Krakowie (moim rodzinnym mieście) czy jak sugerują autorzy artykułu jest to wina księży głoszących swoje opinie na temat oddawania organów po śmierci? Czyżby i w tym temacie chcieli mieć ostatnie słowo? Oby to nie okazało się prawdą…

Czy Wy macie lub mieliście problem z wiarą i poglądami? Czy jedno z drugim gryzło się i nie wiedzieliście jak postąpić? Jestem ciekawa Waszego stanowiska w tej kwestii i czekam na komentarze :)

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja to w zasadzie mogłabym się podpisać pod Twoimi słowami Paulino :)

    Również wychowywana byłam w wierze katolickiej – zostałam ochrzczona, w szkole uczęszczałam na lekcje religii, przystąpiłam do komunii św., następnie do bierzmowania, co niedz. chodziłam do kościoła i przynajmniej raz w roku spowiadałam się.

    Zachwianie, że tak to ujmę – mojego “kościelnego życia” nastąpiło wówczas gdy jeden z proboszczy mojej parafii zobaczył mnie raz w towarzystwie “niegrzecznych” (wg niego) chłopców.. Nie wiedzieć czemu i po co, proboszcz puścił na całą dzielnicę mojego miasta famę, że palę papierosy i chleję alkohol z ów towarzystwem, co oczywiście było wierutnym kłamstwem!!!
    I wtedy właśnie nastąpił przełom w moim “kościelnym życiu”, można by rzec że obraziłam się na kościół i wszystko co z nim związane.

    Zaczęłam się baczniej przyglądać tej instytucji i ludziom w niej pracującym.
    Pewnie Was nie zaskoczę jak powiem, że w mojej parafii księża jeździli drogimi samochodami, w murach kościoła palili papierosy i popijali alkohol (mój brat i koledzy byli wówczas ministrantami, stąd wiem o wszystkim) i co jakiś czas jeździli sobie na wakacje z różnymi, młodymi kobietami……..

    Krótko mówiąc – nie zgadzam się by tacy ludzie mówili mi JAK mam żyć! Co mogę a czego nie!

    Ach! I jeszcze jedno! Moja bardzo dobra znajoma jest pedagogiem w szkole i opowiadała mi jak kiedyś w “jej” szkole jeden taki “wspaniały” ksiądz raczył nauczycieli opowieściami pt. “z czego spowiadają się wierni”!
    On miał z tego niezły ubaw i chyba myślał że będzie dzięki temu cool, jednak nikogo poza nim to NIE bawiło…… ;/

    Obecnie do kościoła nie chodzę i generalnie rzecz biorąc w nosie mam cały kościół i tych co tam “mądrują” co niedzielę i UDAJĄ świętych!

  2. Paulina, Bombel zgadzam się z wami w 100%. Ja też odsunełam się od kościoła, nie chodzę na msze. Żyję bez slubu kościelnego(mamy tylko cywilny) bo poprostu mnie na niego nie stać, mamy wspaniałą córeczkę niestety dla kościoła jestem grzesznicą.

  3. Kasia Kowalska

    A ja dla odmiany chodzę co tydzień do kościoła, wiara i Bóg są dla mnie bardzo ważne, a do tego jestem nauczycielem religii. To wszystko nie przeszkadza mi jednak w stosowaniu antykoncepcji, oficjalnym popieraniu in vitro i sypianiu w jednym łóżku… z księdzem :-)

    Jestem protestantką, żoną ewangelickiego księdza (lub jak niektórzy uporczywie podkreślają – pastora) i nie muszę wybierać między wiarą a współczesnymi przekonaniami, bo Bóg nie każe nam wybierać między dobrym a Dobrym.

    1. Pod wszystkim, poza mężem pastorem się podpisuję. To do Boga należy decyzja czy in vitro się uda, czy zadziała antykoncepcja. Jak ktoś twierdzi, że kawałek lateksu czy jakaś substancja chemiczna jest w stanie powstrzymać życie zsyłane przez wszechmocnego Boga to sam sobie zaprzecza albo jego bóg nie jest tym samym co mój Bóg.

  4. Wiara to coś co wynosimy z domu – takie jest moje zdanie. Ja pamiętam i dalej widzę moich rodziców głęboko praktykujących. Teraz ja chce być takim wzorem dla naszego maleństwa, bo wierze, że warto. I właśnie na tym się to wszystko opiera :) ( moim zdaniem)

  5. A ja popieram Martę. Choć w sprawie in vitro zgadzam się z Tobą Paulino.

  6. Znów ciekawy temat, który w prosty i bardzo przystępny sposób obrazuje naturę człowieka. Naturę, która wybiera to co dla niej wygodne, a co trochę wadzi – odrzuca.
    Nie można wierzyć w Jezusa Chrystusa (specjalnie nie piszę o przynależności do jakiegoś Kościoła, w sensie jakiegoś wyznania) nie akceptując bez wyjątku wszystkiego, co nam przekazał. A wszystko to jest zapisane w Biblii.
    To nie duchowni winni definiować zasady! Zasady zdefiniował sam Bóg w Piśmie Świętym.

    2Tym 3:16-17
    “Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany.”

    Do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany. Dobrego, a nie złego. A co jest złem w oczach Boga?

    III Mojżeszowa 18:22-23
    “Nie będziesz cieleśnie obcował z mężczyzną jak z kobietą. Jest to obrzydliwością. Nie będziesz obcował z żadnym zwierzęciem, bo przez to stałbyś się nieczysty. Także kobieta nie będzie się kładła pod zwierzę, aby się z nim parzyć. Jest to ohyda.”

    Jak widać homoseksualizm w oczach Boga jest tuż przed zoofilią.

    A, że zoofilia jest czymś złym nikt nie ma do tego wątpliwości. Dlaczego więc w dzisiejszych czasach homoseksualizm nie szokuje równie podobnie jak zoofilia?
    Wybiórczość?

    To może na tyle, jak na pierwszy komentarz ;)
    Tych, którzy mnie nie pamiętają, informuję że nie jestem katolikiem.
    Światkiem Jehowy, ani Mormonem również ;)

    Pozdrawiam serdecznie i jednak konserwatywnie.

    1. Witam Kamilu, ponownie :) Dawno cię tutaj nie było (widać) :)

      Czytam Twój komentarz i tak się zastanawiam – czy nie można wierzyć po swojemu? Czy Bogu nie wystarcza fakt, że człowiek w Niego PO PROSTU wierzy? Że myśli o Nim, że z Nim rozmawia.., że nie popełnia tzw. grzechów ciężkich….? Że żyje w zgodzie z samym sobą, że stara się być dobrym człowiekiem – nie czyni złego bliźniemu, stara się pomagać potrzebującym…?

      Czy Bóg akceptuje i uważa za “swoich” tylko tych, którzy chodzą co niedz. do kościoła, przyjmują komunię św., dają na ofiarę, spowiadają się w każdy pierwszy pt. miesiąca, przyjmują kolędę w okresie świąt Bożego Narodzenia, święcą jajka, uznają wszelkie posty i nie pracują w niedz. i inne święta………??

      1. Bombel – “czy nie można wierzyć po swojemu?”
        absolutnie nie

        Bombel – “Czy Bogu nie wystarcza fakt, że człowiek w Niego PO PROSTU wierzy?”
        absolutnie nie

        List Jakuba 2:19-20
        “Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz; demony również wierzą i drżą. Chcesz przeto poznać, nędzny człowieku, że wiara bez uczynków jest martwa?”

        Jak widać, demony również wierzą, że Bóg jest a mimo to nie są z Nim.
        Nasza wiara musi być podparta czynami (nie uczynkami typu: przeprowadziłem babcię przez ulicę). Czynami, to znaczy, że jeśli w Niego wierzę, to czynię to co On chce bym czynił, a nie to co mi jest wygodnie i to co jest w zgodzie ze mną.
        Bo w zgodzie ze mną bardzo często jest właśnie grzech.

        Bombel – “Czy Bóg akceptuje i uważa za “swoich” tylko tych, którzy chodzą co niedz. do kościoła, przyjmują komunię św., dają na ofiarę, spowiadają się w każdy pierwszy pt. miesiąca, przyjmują kolędę w okresie świąt Bożego Narodzenia, święcą jajka, uznają wszelkie posty i nie pracują w niedz. i inne święta………?? ”

        Oczywiście, że nie. Mało tego. Większość tych rzeczy, które wymieniłaś, nie ma nawet w Biblii! To wymysł duchowieństwa.
        Nie trzeba chodzić co niedzielę do kościoła, to nie jest nakaz. Dla tych, którzy są w Chrystusie jak mówi Biblia, wspólne zgromadzenia są czymś przyjemnym i człowiek z radością chce do tego dążyć, a nie dlatego, że tak wypada.

        Komunia święta. Fakt w Kościele Katolickim. W Kościele Zielonoświątkowym jest “Pamiątka Wieczerzy Pańskiej” podczas której spożywa się chleb i wino.
        Jest ona raz w miesiącu, nie raz częściej i ponownie wspomnę, że nie jest nakazem. Ale dla osoby wierzącej jest nagrodą, łaską, wyróżnieniem do którego podchodzę z wielką radością.

        Spowiedź w każdy pierwszy piątek miesiąca. Hmm, również i w tym temacie Biblia milczy. Dodatek duchowieństwa.
        Mało tego. Nie ma nic o spowiedzi “usznej” Spowiadać się należy owszem, ale Bogu bezpośrednio. I to najlepiej po każdym zanieczyszczeniu sumienia. Jeśli jest to dwa razy dziennie, to dwa razy dziennie. Tak, by non stop być pogodzonym z Bogiem.

        Kolędy, święcenia jaj i sztywnych postów również w Biblii nie znajdziesz. ;)
        A co do pracy w niedzielę. Owszem, należy się powstrzymać. Ale nie należy popadać w chore myślenie. Wszak duchowni też w niedzielę pracują na chwałę Boga.

        Odnośnie Sabatu, czyli dnia świętego polecam lekturę poniższego fragmentu Słowa Bożego. Jasno, przejrzyście i po problemie :)

        Ewangelia Mateusza 12:1-12

        Pozdrawiam

      2. Hanna Szczygieł

        nie mogę sie z Panem zgodzić, wierzyć można po swojemu – bo wiara to wiara – bez względu na to czy wierzę w Boga, czy wierzę inne bóstwa czy też że nęka mnie zła karma. Jest wręcz odwrotnie do tego co Pan napisał – czyli mogę nazywać siebie człowiekiem wierzącym i moja wiarę interpretować wedle uznania- ale nie mogę mówić o przynależności do jakiegos kościoła jeśli nie repektuje jego praw. Nie ma w kontekście np. kościoła rzymsko-katolickiego pojęcia “wierzączy-niepraktykujący” bo przynaleznośc do tego kościoła zależy własnie m.in od tego praktykowania swojej wiary,
        Reasumując mogę wierzyć w Jezusa Chrystusa, nie będąc równocześnie członkiem wspólnoty tegoż kościoła- ale nie mogę siebie nazywać wtedy katolikiem.

        A co do zasad sporo jednak jest autorstwa duchowieństwa – które w dzisiejszych czasach przezywa kryzys i bynajmniej nie jest kryształowe.

        uważam, ze bez względu na wyznanie człowiek myślący ma w obowiązku poddawać w wątpliwość różne tezy i zasady – a te zmieniają się wraz z rozwojem ludzi, świata i obowiązujących realiów.

        Ubolewam nad tym, że kościół rzymsko-katolicki działa często pod sztandarem sloganów i wybiórczej interpretacji różnych faktów – zbyt dużo mitów i współczesnych stosów czarownic ( niestety często będących wymysłem nie tyle instytucji co pewnych jednostek- jednak nie ganionych przez wyższych hierarchią)

      3. W tym rozumieniu to owszem, można wierzyć po swojemu.
        Można wierzyć w makaron lubella na przykład.

        Ale jeśli chodzi o wiarę w Jezusa Chrystusa, to nie można wierzyć po swojemu tylko tak jak głosi jedyna natchniona księga dotycząca Jezusa, tj. Biblia.
        Wiele denominacji chrześcijańskich coś dodaje od siebie, wierzy “po swojemu”. A to nie tak. Wykładnia jest tylko jedna – Biblia.

        Ale choćbym napisał tutaj pięćdziesiąt stron komentarzy i dorzucił ze trzy traktaty teologiczne to nic to nie zmieni w myśleniu innych ludzi.
        Tylko i wyłącznie dotknięcie Ducha Świętego może przekonać o grzechu, o prawdzie i o wierze w Boga Jahwe, Boga Abrahama, Izaaka, Jakuba – mojego Boga.

        Pozdrawiam

      4. Drogi Kamilu, dziękuję za odpowiedź na moje pytania.

        Ale teraz zastanawia mnie coś innego – o jakich czynach mówisz? Poproszę o podanie choć 1 przykładu by nakierować mnie na twój tok myślenia..:
        “Nasza wiara musi być podparta czynami (nie uczynkami typu: przeprowadziłem babcię przez ulicę). Czynami, to znaczy, że jeśli w Niego wierzę, to czynię to co On chce bym czynił, a nie to co mi jest wygodnie i to co jest w zgodzie ze mną.”

        I jeszcze jedno – czym się różni kościół zielonoświątkowy od katolickiego??
        Swego czasu czytałam trochę na temat różnych religii chcąc dowiedzieć się właśnie – czym się od siebie różnią i dlaczego różni ludzie przynależą do różnych kościołów/instytucji? Jednak wszystko to co wpadło mi w rękę było napisane takim językiem i w taki sposób, że absolutnie nic z tego nie rozumiem :| :P
        Czy możesz nieco przybliżyć mi temat, jak najbardziej “łopatologicznie” ?? :)

        Pozdrawiam

      5. Uczynki o których mowa w liście Jakuba to robienie tego, w co się wierzy.
        Jeśli wierzę, że Bóg uzdrawia przez modlitwy, przez nakładanie rąk na chore miejsca to praktykuję to, w co wierzę.
        Nie mogę mówić, że wierzę iż Bóg uzdrawia tak właśnie jak nam powiedział w Słowie Bożym, a nie praktykować tego. Bo wówczas moja wiara jest martwa.

        Jeśli wierzę, że to Bóg mnie zaopatruje dając mi pracę i dba o mnie jak o swojego syna, bo tak jest napisane w Słowie Bożym, to nie powinienem się martwić czy mi pracodawca przedłuży umowę. Bo wówczas poddaję pod wątpliwość to, w co wierzę. Powinienem z wiarą oczekiwać tego co Bóg ma dla mnie i nie martwić się pieniędzmi. Wiem, że to jest najtrudniejsze, kiedy matematyka mówi, że nie starczy a my mamy wierzyć, że Bóg w odpowiednim czasie pobłogosławi nam sowicie. Ja jednak wierzę i nie zawodzę się na Bogu.
        Nie głoszę ewangelii sukcesu typu: uwierz w Jezusa, a będziesz mieszkać w willi. Chodzi o to by ufać Bogu.

        Czym się różni Kościół Katolicki od Zielonoświątkowego?

        Otóż tak “łopatologicznie”.
        Kościół Zielonoświątkowy żyje według takich zasad:

        sola Scriptura – tylko Biblia,
        solus Christus – tylko Chrystus,
        sola fide – tylko wiara,
        sola gratia – tylko łaska,
        soli Deo gloria – tylko Bogu należy się chwała.

        Naszym źródłem poznania jest tylko i wyłącznie Biblia. Jest niezmienna od tysiącleci i tylko z niej czerpiemy zasady naszej wiary.

        Tylko Chrystus jest jedynym pośrednikiem między mną, a Bogiem. Nie ma innego. (W KK Maria i święci)

        Tylko z łaski jesteśmy zbawieni, a nie z uczynków (przeprowadzanie babci przez ulicę, zapalenie świeczki na grobie czy bycie ministrantem)

        Tylko Bogu należy się chwała. Nikomu innemu.

        W KK oprócz Biblii, a może na pierwszym miejscu jest tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. Stąd te święconki, procesje, różne kolory ornatów o różnych porach roku. I tak dalej.

        W KK oprócz modlitw do Boga praktykuje się również kult Maryjny i kult świętych. A Biblia mówi wyraźnie, że tylko Panu Bogu swemu pokłon oddawać będziesz. Nie ludziom, świętym.

        KK dużą wagę przywiązuje to uczynków, obrzędów. Msze za zmarłych w czyśćcu cierpiących (Biblia nic nie mówi o czyśćcu), właśnie pierwsze piątki miesiąca itd,

        W KK chwałę odbierają też duchowni przez wielkie ukłony, całowanie pierścieni etc.

        W KZ pastor ma żonę i dzieci. KZ nie uznaje zwierzchności Biskupa Rzymu czyli Papieża. Bo to nie Papież jest głową kościoła, a Jezus.

        Mam nadzieję, że choć trochę rozjaśniłem Ci ten temat. W razie pytań, jestem otwarty na dalsze odpowiedzi.

        Pozdrawiam

      6. Dziękuję Kamilu.

        Wniosek z tego taki, że te wszystkie rzeczy (święconki, kolędy, gwiazdkowe święta,…..etc.) nie czynią z nikogo katolika i w zasadzie każdy może “to” robić, nie będąc przy tym nawet wierzącym..

        Mówię o tym, bo kiedyś przy okazji innego, podobnego tematu pojawił się komentarz, w którym czytelniczka napisała (nie zacytuję bo dokładnych słów nie pamiętam, ale mniej więcej brzmiało to tak..): – “jak można nie chodzić do kościoła a później obchodzić święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocne, to hipokryzja…”
        …… :)

      7. Teraz jest kolejne pytanie. ;)
        Co dla danej osoby oznacza “obchodzenie” świąt Bożego Narodzenia czy Wielkiejnocy.
        Ale to już rozważania na inny temat ;)

        Pozdrawiam gorąco (taki żart pogodowy)
        Kamil

  7. A mnie to się jeszcze jedno pytanie zrodziło, apropo np. homoseksualistów..
    – Dlaczego w Biblii jest napisane “Szanuj bliźniego swego jak siebie samego” skoro jednak sam Bóg nie toleruje i nie szanuje wszystkich bliźnich.. ??
    A może źle to interpretuję?

    1. No źle, źle ;)

      Bóg kocha każdego człowieka, a jednocześnie nienawidzi grzechu. Nie pozwala na grzech, nie chce mieć z grzechem nic do czynienia. Boża miłość jest doskonała i On najlepiej wie, kiedy i co z nami zrobić.
      Nie raz jest tak, że rodzice wyrzucają swojego syna narkomana z domu. Robią to nie dla tego, że go nie kochają! Wręcz odwrotnie. Kochają go bardzo i chcą mu pomóc. Dlatego dokonują takich drastycznych kroków.
      Tak robią ludzie. A Bóg jest doskonały i sprawiedliwy. O ileż bardziej Jego działanie jest uzasadnione i na pewno właściwe.

      Możesz zobaczyć sobie takie dwa teksty:
      http://www.gotquestions.org/Polski/Gniew-Boga.html

      http://www.gotquestions.org/Polski/Bog-kocha-wszystkich.html

      Pozdrawiam i nadal z przyjemnością jestem do dyspozycji.
      Jeśli tylko Bóg pozwoli, odpowiem na twoje kolejne pytania.
      Miłego wieczoru.

      Kamil

      1. Dziękuję!
        I pozdrawiam ;)

  8. Kiedyś chodziłam do Kościoła, czytałam na Mszy, śpiewałam psalmy, byłam w chórze kościelnym, później z wielu powodów przestałam tam chodzić, początkowo ze względów zdrowotnych, gdyż po 15 minutach stania traciłam przytomność, a przecież nie godzi się dziecku zajmować miejsca siedzącego, kiedy to dorosły stoi. Później chodziło bardziej o światopogląd- stałam się bardziej świadomą osobą i przestało mi się podobać to co głosił Kościół, czułam się ograniczana i pozbawiana możliwości samodzielnego myślenia. Czytając powyższe posty, z każdym z nich moje kroki kierowane są w przeciwną stronę…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Niania na miarę dziecka


Jak ważny i trudny jest wybór odpowiedniej osoby lub placówki do opieki nad dzieckiem, wie każdy rodzic. Z racji wieku Bartek nie mógł jeszcze uczęszczać do przedszkola, a żłobków w mojej miejscowości nie ma. Obie babcie pracują, więc opieka najbardziej zaufanej osoby również nie wchodziła w rachubę, nie licząc pojedynczych dni, lub nagłego wypadku, gdy nie było innego wyjścia. Mając w planach powrót do aktywności zawodowej, już wcześniej rozejrzałam się za odpowiednią opiekunką dla dziecka.

Na szczęście długo nie musiałam szukać, na osiedlu mieszkała moja dobra koleżanka, opiekowała się wcześniej dziećmi, studiowała pedagogikę. Lepiej nie mogłam trafić.

Z Agą bez kłopotu ustaliłyśmy zasady współpracy, a wszystko to co sobie po niej obiecywałam spełniło się, nawet poza „plan”:) Żywiołowa, uśmiechnięta, kreatywna natychmiast złapała kontakt z Bartkiem. To czego się obawiałam – moje wyjścia z domu, nie były tak straszne, jak początkowo podpowiadała mi wyobraźnia. Nawet jeśli po zamknięciu za sobą drzwi, słyszałam awanturę syna, to nie trwało to długo, Aga była bardziej stanowcza i głośniejsza od małego awanturnika. Jej konsekwencja pokrywała się z moim wyobrażeniem na temat wychowywania dziecka, co było ważne z tego względu, że niania również bierze udział w kształtowaniu jego dobrych lub złych postaw.

Gdy po pracy wracałam do domu, mały był odkarmiony ( niania z uporem maniaka kupowała co dzień inne owoce dla Bartka ), przewinięty i szczęśliwy, na „do widzenia” posyłał buziaki, których również uczyła go niania. Wiedziałam że nie przepada za telewizorem, gros czasu spędzała więc z małym na świeżym powietrzu, czy czytaniu bajek, które wędrowały wielokrotnie dzięki niej na Bartkowe półeczki. To ona nauczyła dziecko pokazywać i nazywać kota, jak i wiele innych rzeczy. Zresztą, gdy spacerujemy i jesteśmy w pobliżu jej domu, mały pierwszy się wyrywa i krzyczy „kot!”. Aga była najlepszą nianią dla mojego dziecka i niezmiernie żałuję, że musiała przenieść się do innej miejscowości.

Jeszcze przed jej wyjazdem, pojawił się kłopot, kogo zatrudnić na jej miejsce? Nie miałam pomysłu, a co gorsza kandydatki na opiekunki chciałyby, aby Bartka dostarczać do ich mieszkań, a w moim przypadku nie wchodziło to w rachubę. Aga podsunęła nam bliską jej koleżankę, osobę zaufaną, więc umówiłam się na spotkanie jeszcze przed jej zajęciem się młodym. Pierwsze co pomyślałam na spotkaniu – Asia Agą na pewno nie jest – zupełnie inna, spokojna, wycofana i chyba odrobinę wystraszona, i jak się okazało z zerowym doświadczeniem w opiece nad dziećmi. Oczywiście miała też zalety – ciepła, uśmiechnięta i cierpliwa, na początek to już było coś, doświadczenie w końcu nabywa się wraz z praktyką.

Nie zawsze jak się okazało, dobre chęci jednej i drugiej strony wystarczą. Mój syn to żywe srebro, i tak jak temperament jednej niani współpracował z jego zapędami, tak dla drugiej opiekunki, Bartek po prostu był niegrzeczny. Moim zdaniem Asi zabrakło stanowczości w zderzeniu z pomysłami małego, po prostu wchodził jej na głowę, i chyba obawy przed szaleństwem synka, niania nie wychodziła z nim na dwór, co dla mnie było nie do zaakceptowania. Efekt był taki, że z domu do pracy wychodziłam ze ściskiem w żołądku, mały tak histeryzował, że czasem słyszałam go dobrych parędziesiąt metrów od bloku. Co gorsza nie miał apetytu i kiepsko spał, często budził się z płaczem, a sama Asia uciekała od nas jak tylko przekroczyłam próg domu. Z Agą, często po moim powrocie siadałyśmy do kawy, która na mój powrót pachniała już w filiżance. Złoto, nie niania!

Nie chcę być niesprawiedliwa,  Asia personalnie jest fajną dziewczyną, ale zdecydowanie opieka nad dzieckiem, to nie jest coś, do czego Pan Bóg ją stworzył. Asia zrezygnowała, już nie pracuje z małym, opiekę nad Bartkiem organizuję z babcią na jej urlopie, mężem w każdej wolnej chwili oraz sąsiadką, do której Bartek zastrzeżeń żadnych nie ma. Obecnie nie szukam niani, nie ma to sensu, został mi miesiąc do wakacji, a latem znów czekają mnie poszukiwania na wrzesień, i tylko modlę się żeby trafić na osobę, która zaskarbi sobie nie tylko moje zaufanie, ale przede wszystkim serce mojego dziecka.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Ja strasznie się obawiałam tego co będzie gdy będę zmuszona zatrudnić nianię… Przyznam, że unikałam tematu “Niania w domu…” Kiedy już nadszedł ten dzień zatrudniłam nianię z polecenia na ok 10h w tyg. Miło się zaskoczyłam bo Zuzia od samego początku ją pokochała więc się bardzo cieszę:):)

  2. Niania to musi być osoba z powołaniem do opieki nad dziećmi – to trzeba czuć. Ja nie stanęłam do tej pory przed taka decyzją, dlatego, że jestem z dziećmi w domu. pracowałam do tej pory tylko online, natomiast sama byłam nianią. Myślę, że odnajdywałam się w tej roli.

    1. Ja tez do tej pory nie musiałam szukać niani. Sama opiekuje się dziećmi. Jesteśmy razem w domu. Jeżeli była potrzeba zostawienia dzieci na kilka godzin np. z moją koleżanką, to nie było z ty problemu. Chłopaki z łatwością odnajdują się w nowym otoczeniu i chętnie zostają z osobami innymi niż mama.

      1. U nas różnie z tym bywa. Dawniej Julka chętnie zostawała np. z babcią czy ciocią, ale odkąd byłam w ciąży, a potem urodził się Szymek, za wszelką cenę chce być ze mną. Czasami mam więc problem. Najchętniej zostaje jeszcze z babcią.

      2. Mój starszy syn to niemal “cygańskie “dziecko:) Bez problemu zostawał bez mamy. Młodszy to taka “przylepa” . Teraz ma skończone 2 latka i jest juz lepiej. Wie, że mama wraca:)

  3. trzymam kciuki, zeby udało się znaleźć taką nianię która będzie odpowiadała Wam wszystkim :)

  4. Bardzo dużo zależy od charakteru niani.
    Życzę powodzenia w poszukiwaniach nowej niani, oby obie strony były zadowolone!

  5. Powodzenia! :D

  6. Powodzenia!

  7. Dobrą nianię trudno znaleźć, ponieważ jak jest dobra to zajęta. Ja na szczęście jestem z córeczką w domu i mam nadzieję że nie będę musiała prędko stawać przed takim dylematem. Sama szukałam pracy jako opiekunka, niestety pracy na umowę nie znalazłam (może przez to że mieszkam na wsi i musiałabym dojeżdżać, rodzice woleli znaleźć kogoś na miejscu). Za to byłam i mimo że mam już dziecko to nadal jestem nianią na telefon w bliskiej rodzinie, która jest ze mnie zadowolona :)

    1. Ja dzisiaj będę miała domowe przedszkole:) Dwóch moich łobuzów + dwie kuzynki. Szalony dzień się zapowiada:)

  8. Taka niania jak Aga to skarb!
    Mnie też nie dlugo czeka powrót do pracy i sen z powiek spędza z kim zostawić małą L. Jedna babcia pracuje, do drugiej mamy 50 km, do żłobka L. jest zapisana od wrzesnia 2013 roku więc też klapa. Mam nadzieje, że uda mi się wszystko dobrze zorganizować i zorganizować dobrą opiekę.

  9. Ja trafiłam na dwie dobre nianie dla moich synów. Panią Basię dla starszego – znalazłam przez ogłoszenie na niania.pl. Co dziwniejsze, po rozmowie wypadła bardzo dobrze, ale nie byłam do niej przekonana tuż przed rozpoczęciem przez nią pracy. Czas pokazał, jak bardzo się myliłam. Starszy syn chodził bardzo często na spacery, niania nauczyła go samodzielnie jeść, zaprzyjaźniła z koleżanką poznaną w parku. Gdy przychodziła rano, cieszył się i bez żalu żegnał z nami na całe 9 godzin. Była między nami zarówno sympatia, jak i poszanowanie, bo pani Basia była prawie 2-krotnie starsza ode mnie. Żałowałam tego, że przenieśliśmy się i musiałam posłać syna do żłobka, bo wolałabym zostawić go pod jej opieką. Młodszy syn ma wspaniałą nianię, starszą ode mnie jakieś 10-12 lat, która w wolnej chwili prawie prowadzi nam dom – wstawia pranie, prasuje, pieli. Sporadycznie zdarza się, że odpocznie i obejrzy jakiś program w telewizji. Znalazłam ją, zostawiając kontakt do siebie u właścicielki w naszym “wiejskim” sklepie spożywczym – zgłosiła się pani Mariola, bez zawodowego doświadczenia, z dwoma córkami w wieku szkolnym i na studiach. Bardzo radosna osoba, energiczna, kontaktowa, chętna do działania. Widzę, że ze swoimi córkami ma bardzo dobry kontakt – zdarza się, że przyjeżdżają w wolnej chwili, aby jej pomóc i pobawić się z moimi chłopakami (4 lata i 1 rok. :-)

  10. Znaleźć osobę godną za ufania, której powierzycie wasz największy skarb – bezcenna :)

  11. Kasia Skóra

    Bycie opiekunką to nie taka prosta sprawa i nie jest to na pewno praca, jaką można podjąć ot tak, z braku laku, bez żadnego przygotowania, a niestety niektórzy mają takie właśnie postrzeganie, z czym niejednokrotnie się spotkałam, kiedy sama zaczynałam przygodę z byciem nianią :)
    Uważam, że aby być opiekunką do dziecka trzeba mieć to “coś”! Na to “coś” składa się poczucie humoru, bycie zwariowanym, spontanicznym i pełnym radości, ale także bycie niesamowicie odpowiedzialnym, przewidującym to co może za chwilę się stać, mającym oczy wokoło głowy cały czas, bardzo bardzo energicznym i wiele innych cennych cech i umiejętności. To bardzo złożona praca.

  12. Zgadzam się, znaleźć odpowiednią osobę do dziecka- bezcenne. Wiadomo, każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojej pociechy, ja także mam dwulatka chciałabym wrócić do pracy, żłobek – nie dostaliśmy się, prywatnie nie stać nas:( Synek mój to przylepka, zostaje chętnie ze wszystkimi ale nie na długo, dziadki jedni- pracują, drudzy są 320 km od nas.:( Trzeba szukać i sprawdzać czy dana niania jest na tyle odpowiedzialna i czy odpowiada PRZEDE WSZYSTKIM dla naszych szkrabków. Pozdrawiam

  13. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka?

  14. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka?

  15. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka?

  16. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | WebStart

  17. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Oferty

  18. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Artykuły pozycjonujące – SEO Blog

  19. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Sportowy blog

  20. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Opole

  21. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Tosia

  22. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Kasia

  23. Pingback: Merkury» Blog Archive » Szukałyście kiedyś niani dla dziecka?

  24. Pingback: Wenus» Blog Archive » Szukałyście kiedyś niani dla dziecka?

  25. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Wykonczeniowka

  26. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Remonty trojmiasto

  27. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Budowy domow

  28. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Knx

  29. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Wielkogabarytowe

  30. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Strychy

  31. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Izolacje pionowe

  32. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Konstrukcje reklamowe

  33. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Teleinformatyczne

  34. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Kotly gazowe i olejowe

  35. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Broetje

  36. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Tynki renowacyjne

  37. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Exam1pass

  38. Pingback: Tu i Tam » Blog Archive » Szukałyście kiedyś niani dla dziecka?

  39. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? · Kamila

  40. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Tosia

  41. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | ABS - Zaplecze

  42. Pingback: Szukałyście kiedyś niani dla dziecka? | Wodno kanalizacyjne

  43. Pingback: Ashnetia » Archiwum bloga » Szukałyście kiedyś niani dla dziecka?

  44. Pingback: Ashley Hastie

  45. Pingback: how to get edu backlinks

  46. Pingback: registered nurse salary in florida

  47. Pingback: asset protection trust maryland

  48. Pingback: edu backlink service

  49. Pingback: jewelry atlanta show

  50. Pingback: hostgator coupon code september 2012

  51. Pingback: sherman oaks hospital

  52. Pingback: dynex portable dvd player

  53. Pingback: c28 christian clothing

  54. Pingback: Sana Lisbey

  55. Pingback: portable dvd player reviews

  56. Pingback: buy edu backlinks

  57. Pingback: hostgator discount code

  58. Pingback: win a free ipad

  59. Pingback: best 55 led tv

  60. Pingback: buy penis advantage

  61. Pingback: cheap backlinks

  62. Pingback: xbox 360 for free

  63. Pingback: Fletcher Erholm

  64. Pingback: cheap edu links

  65. Pingback: hostgator discount

  66. Pingback: free ipads

  67. Pingback: best 60 led tv

  68. Pingback: buy penis advantage

  69. Pingback: backlinks services

  70. Pingback: cheap xbox 360

  71. Pingback: Lynwood Marszalek

  72. Pingback: penis advantage reviews

  73. Pingback: buy penis advantage

  74. Pingback: cheap edu backlinks

  75. Pingback: host gator coupon

  76. Pingback: how to get a free ipad

  77. Pingback: best 40 inch led tv

  78. Pingback: penis advantage reviews

  79. Pingback: backlink service

  80. Pingback: xbox giveaway

  81. Pingback: portable dvd player for kids

  82. Pingback: edu link building service

  83. Pingback: hostgator discount

  84. Pingback: get a free ipad

  85. Pingback: best led tv

  86. Pingback: penis advantage scam

  87. Pingback: free xbox 360

  88. Pingback: portable dvd player for car

  89. Pingback: edu backlinks

  90. Pingback: hostgator promo code

  91. Pingback: free ipad

  92. Pingback: best led tv brand

  93. Pingback: buy penis advantage

  94. Pingback: backlinks services

  95. Pingback: xbox 360 giveaway

  96. Pingback: dual screen portable dvd player

  97. Pingback: mike geary

  98. Pingback: penis advantage reviews

  99. Pingback: hostgator coupon code

  100. Pingback: free xbox

  101. Pingback: kids portable dvd player

  102. Pingback: Mardell Summer

  103. Pingback: edu backlink service

  104. Pingback: Pamula Heep

  105. Pingback: how to get a free ipad

  106. Pingback: cheap backlinks

  107. Pingback: best led tv deals

  108. Pingback: penis advantage reviews

  109. Pingback: does penis advantage work

  110. Pingback: Angelina Himmelsbach

  111. Pingback: Isaiah Axelsen

  112. Pingback: buy edu backlinks

  113. Pingback: free ipad

  114. Pingback: led televisions

  115. Pingback: penis advantage reviews

  116. Pingback: buy backlinks

  117. Pingback: Bertie Sauter

  118. Pingback: Cedric Nesspor

  119. Pingback: Andy Watson

  120. Pingback: Rory Coin

  121. Pingback: Ethan Koets

  122. Pingback: Rico Vadlamudi

  123. Pingback: Al Robberson

  124. Pingback: Kris Smarr

  125. Pingback: Delmer Turli

  126. Pingback: Cristobal Boenisch

  127. Pingback: Wesley Chevrier

  128. Pingback: William Pak

  129. Pingback: Horace Badua

  130. Pingback: Odell Schmoll

  131. Pingback: Georgine Diez

  132. Pingback: Ciara Jurkovich

  133. Pingback: Sabrina Iamiceli

  134. Pingback: Jan Antigua

  135. Pingback: Catrice Galletti

  136. Pingback: Wilber Kitten

  137. Pingback: Isabel Fitzgibbons

  138. Pingback: Jarod Biglin

  139. Pingback: http://hoiberghosting.macminicolo.net/groups/mediashout/wiki/c3ec8/Just_what_Every_one_Must_Find_out_about_the_Truth_about_Six_Pack_Abs.html

  140. Pingback: Evelia Merschman

  141. Pingback: Bernardo Brendel

  142. Pingback: Denis Courton

  143. Pingback: Thomas Winker

  144. Pingback: Deb Leberte

  145. Pingback: http://axdiserve.toaxdi.com/groups/work/wiki/fe3d0/Unlock_your_excellent_audio_expertise_aided_by_the_perfect_conquer_producing_program.html

  146. Pingback: Kerrie Lemme

  147. Pingback: Shonta Dante

  148. Pingback: http://community.mrcs.ca/groups/islamb1/wiki/0cf20/What_precisely_All_and_sundry_Really_should_Find_out_about_the_Truth_about_Six_Pack_Abs.html

  149. Pingback: Norbert Feger

  150. Pingback: Karissa Sobczynski

  151. Pingback: http://smtp.mercuryseattle.com/groups/test/wiki/7c5ce/What_exactly_One_and_all_Has_to_Understand_about_the_Truth_about_Six_Pack_Abs.html

  152. Pingback: http://exmachina.tv/groups/notesdecarl/wiki/e8db71/Unlock_your_fantastic_songs_expertise_using_the_recommended_defeat_doing_application.html

  153. Pingback: Hayley Duberstein

  154. Pingback: Pablo Mcclair

  155. Pingback: Creola Hixenbaugh

  156. Pingback: Gdy mama wychodzi z domu - czy i jak pożegnać się z dzieckiem? - W Roli Mamy : W Roli Mamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Bo bycie Tatą, to życiowa rola


Dziś w święto wszystkich ojców – kolejny wpis jednego z tatusiów. Jan (mąż Racheli) pisze o tym, jak odnalazł się w swojej nowej życiowej roli – roli taty.

11 czerwca 2012. To już rok.

Nigdy nie zapomnę 12 godzin trzymania żony za rękę w oczekiwaniu na poród. Momentu przecinania pępowiny. Jego pierwszego krzyku. Ważenia tego małego chucherka. Pierwszych chwil tylko w trójkę. Pierwszej nocy, gdy musiałem powiedzieć dobranoc i wyjść. Oczekiwania do następnego ranka aby ponownie ich zobaczyć. Długich godzin gapienia się w skrzywiony nosek małej ludzkiej istoty. Żmudnych prób przykładania do piersi. Pierwszej śmierdzącej kupy i nader ostrożnej jazdy samochodem. Pierwszej kąpieli w misce z odrobiną wody. Pierwszego spaceru w wózku. Pierwszego kichnięcia i ziewnięcia. Noszenia na rękach leniwca i krzyku przy pierwszym szczepieniu. Pierwszego upadku i łez z obawy o jego zdrowie. Pierwszej zabawy w a kuku zainicjowaną przez niego. Pamiętam także pierwszy uśmiech na jego twarzy, tam wtedy, podczas karmienia. Pamiętam pierwsze wyciągnięte ręce, proszące – podnieś mnie. Pamiętam jego wtulanie się we mnie. Uśmiech na mój widok po powrocie z ciężkiej pracy. Ręce podnoszące książkę z prośbą – przeczytaj. Pierwsze wypowiedziane – tata. Pierwsze chwile raczkowania. Nie zapomnę pierwszego dnia, gdy musiałem zostawić go opiekunce. Ciężar bagaży przy każdym wyjeździe. Pierwszego święta w szerszym gronie. Wtulania się w sierść psa i gonitwy za ogonem kota. Nie zapomnę pierwszego zjedzonego mlecza i gołych rąk przemierzających po betonie. Wspólnych codziennych modlitw wieczorem i piosenek. Radości z huśtawki i każdego kęsa pokrojonego jabłuszka. Pisku szczęścia na widok zwierzaka mijanego na spacerze.

Ten rok odmienił moje życie. Początkowo bunt – praca, obowiązki – później zamienił się w spokój – chęć spędzania czasu z żoną i synem. Jest piękny. Mały dzielny odkrywca. Mam za co dziękować Bogu i żonie. Dziękuję.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Pięknie napisane!

  2. Pięknie :)

  3. Mężowie, macie nam za co dziękować! Za te nasze małe SKARBY! :)

  4. Takie niby zwykłe dziękuję, a jak wiele znaczy!:)

  5. C U D O W N E !!!! :))))

    Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Ojca :)

  6. Poezja dla uszu każdej mamy… Gratuluję!

  7. Pięknie napisane! Miło jest przeczytać coś napisanego przez tatusia. Też mam list do naszej ówcześnie 6 miesięcznej córeczki napisany przez tatusia. Coś cudownego, mam nadzieję że listów będzie więcej

  8. Aż łezka w oku mi sie zareciła podczas czytania.

  9. Czy naprawdę trzeba to komentować ? Szkoda, że tak mało mężczyzn chce w tym cudzie tak aktywnie uczestniczyć.

  10. Weronika Konopelska

    wspaniały tata, gratulacje http://www.zwyczajnamama.blogspot.com

  11. Pingback: Poród rodzinny, jego zalety : W Roli Mamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Jak Marcin stał się Tatusiem…


Kolejny tata che się podzielić z Wami swoją historią – mąż jednej z naszych autorek – Marcin Kańczucki – napisał, jak rozpoczęła się jego przygoda z bycia ojcem.

Był wczesny zimowy poranek, za oknem ciemno i ponuro, a ja przez sen słyszę głos  żony „Marcin, zrobiłam test, wyszedł pozytywnie”. Z niedowierzaniem zapytałem chyba jeszcze ze trzy razy „Jesteś pewna?”. Staraliśmy się wprawdzie o dziecko, ale nie spodziewałem się, że tak szybko nam się uda osiągnąć ten cel. Ustaliliśmy, że następnego ranka powtórzymy test by mieć pewność. Faktycznie dwa kolejne testy wykazały to samo. Będziemy mieli dziecko, będę TATĄ. Ucieszyłem się ogromnie, choć tak naprawdę nie zdawałem sobie jeszcze sprawy co faktycznie (nie teoretycznie), znaczy być rodzicem, ojcem, na którym spoczywa ogromna odpowiedzialność za rodzinę. Mimo to byłem spokojny, nie bałem się nowej roli jaką przyjdzie mi pełnić. Od teraz nasze wspólne życie zmieniło orbitę, wokół której dotychczas krążyło. Pojawiły się nowe priorytety, które będą warunkować przez kolejne lata nasze życie.

Test testem, moją głowę absorbowało oczekiwanie na pierwsze USG. Na badanie Żaklina poszła sama, wróciła z mieszanymi uczuciami, nie było widać zarodka. Chwila konsternacji, stwierdziłem, że to niemożliwe, poczekajmy do kolejnej wizyty. Mijają dwa tygodnie, na kolejne badanie poszliśmy razem. Na szczęście wszystko jest, widać zarodek i słychać jak malutkie serce bije niczym dzwon…oczy mi się przeszkliły, pierwszy raz w życiu płakałem ze szczęścia. Po kolejnym badaniu dowiedziałem się, że będę miał syna…duma mnie rozpierała tak bardzo, że chwaliłem się przypadkowo napotkanym ludziom. Byłem tak szczęśliwy, że chciałem, aby cały świat się o tym dowiedział.

Mijają kolejne dni, tygodnie ciąży. Pierwsze skojarzenie z tym okresem to kaprysy żony…godzina 23 z „hakiem”, leżę w łóżku, zmęczone oczy gotowe, aby oddać się błogiej przyjemności snu. Nagle w oddali słyszę głos „Marcin mam ochotę na Twistera…„ Wstaję więc i jadę do miasta, by kupić mej ślubnej zimnego loda i zaspokoić jej/ich zachciankę, w końcu są najważniejsi!

Mniej przyjemne wspomnienia z tego okresu, to trzykrotna wizyta żony w szpitalu na podtrzymaniu ciąży. Pamiętam jak w duchu modliłem się, aby nie „rozsypała” się zanim mały Bartek (tak On miał już swoje imię, przestał być bezosobowy) się w pełni nie rozwinie. Szczęśliwie doczekaliśmy terminu 19 września, wszystko gotowe, wyprawka przyszykowana…a przekorny Bartek postanowił, że sprawdzi naszą cierpliwość. Mijają kolejne dni oczekiwania na rozwiązanie. Nadchodzi piątek 24 września 2010 rok. Utkwiło mi, że był to dla mnie wyczerpujący dzień w pracy i około godziny 22 padnięty zasnąłem bezszelestnie. Mija godzina, budzi mnie Żaklina i spokojnie oznajmia mi „Kochanie przykro mi, ale nie wyśpisz się dzisiaj bo zaczęło się”. Podczas gdy ja w nerwach, bezcelowo biegałem po domu, próbując zrobić coś pożytecznego by szybciej wyjść, moja żona spokojnie oznajmiła mi, że musi umyć i wysuszyć włosy, ubrać pościel do łóżeczka itp. Suma summarum się przeciągnęło i około godziny 1 w nocy pojawiliśmy się na porodówce. Towarzyszyłem mojej żonie dzielnie przez całą noc, nie wyobrażam sobie przecież, żeby mogło mnie w tym momencie zabraknąć przy niej. Chciałem być świadkiem narodzin mojego pierworodnego, powitać go, zobaczyć, usłyszeć… Nie rozumiem tych mężczyzn, którzy mówią, że  pot, krew, łzy i krzyki żony odstraszają i skutecznie gaszą ich zapał do porodów rodzinnych. Dla mnie to był kolejny etap w mojej drodze ku rodzicielstwu. Akt narodzin, za nic nie pozwoliłbym nikomu odebrać sobie tych wspomnień. Poród trwał do godziny 11:55, wtedy moja żona wydała wreszcie na świat małego Bartosza Ksawerego. Oto moim oczom ukazała się malutka istota, która już na zawsze odmieniła moje życie.

Nigdy nie byłem z niej tak dumny i jednocześnie tak jej wdzięczny jak wówczas. Potem wszystko potoczyło się szybko, pierwsze zdjęcie małego, ważenie, mierzenie i drugi raz w życiu płaczę ze szczęścia. Miałem w sobie tyle pozytywnej energii, że nawet nie odczuwałem zmęczenia po nieprzespanej nocy. Po kilku dniach miałem już moją rodzinkę w domu i mogłem zacząć poznawać nawyki mojego małego terrorysty :) Dziś nie potrafię sobie wyobrazić naszego domu, bez krzyków euforii, pisków zachwytu i…ataków histerii w wykonaniu mojego małego „Siwka”.

 Czuję się ojcem świadomym roli jaką mam odegrać w życiu mojego dziecka. Wiem, że na pewno nie wygram „rywalizacji” z mamą o „pole position” w oczach Bartusia, ale na dobrą sprawę nawet nie chcę takowej toczyć. Myślę, że jestem dopełnieniem macierzyństwa mojej żony, jestem  po to by ją wspierać w trudnych chwilach, dodawać otuchy…. Mamy przecież jeden wspólny cel – wychować Bartka najlepiej jak potrafimy.

Źródło zdjęcia: Flickr

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Pamiętam te wszystkie chwile :) I pamiętam jak w dzień porodu zostawiliście mnie wieczorem na sali z Bartkiem na rękach. To było moje najdłuższe 10 minut jak cały czas sprawdzałem czy oddycha bo się bałem. A zakwasy na ręku przez dwa dni miałem tak spiętą rękę miałem, trzymająć Tuśka.

  2. Po przeczytaniu poprzedniego wpisu, Pana Bartka, nie mogłam się oprzeć przeczytaniu, kolejnego wpisu kolejnego taty. I… wiem już napewno, że nie żałuję tego! Ciarki przeszywały całe moje ciało, czytając to! Piękne! Pozdrowienia dla Autora!!!

    1. Dziękuję w imieniu męża :)

  3. Panowie, naprawdę potraficie nas wzruszyć! Brawo! Pięknie mówicie i piszecie o swoich uczuciach i przeżyciach:)

  4. Czytanie i słuchanie tego typu opowieści z ust mężczyzny to coś NIESAMOWITEGO! PRZEPIĘKNEGO i niezwykle UROCZEGO!!

    Uwielbiam to!! :-) I chcę więcej!! :-)
    Może Panowie zechcą częściej dzielić się z nami swoimi emocjami i wspomnieniami? :-)

    Marcinie gratuluję – dzielnej żony i wspaniałego syna :-)
    A Wam, Żaklino i Bartusiu gratuluję cudownego Tatusia :-)

    Marcinie wszystkiego dobrego z okazji Dnia Ojca! ;-)

  5. Przepiękne!!! Dech w piersiach zapiera i łezka w oku się kręci..

  6. no i znowu się wzruszyłam :) cudownie jest czytać jak kolejny mezczyżna obnaża się przed nami pokazując swoje wnętrze, uczucia skrywane na codzień pod skorupą “męskości”
    gratuluję Marcinie :)

  7. To wspaniałe, że mężczyzna potrafi tak wzruszająco pisać o ojcostwie! Co do bycia z żoną przy porodzie – masz takie samo zdanie jak mój mąż:) Nas także jeszcze bardziej to do siebie zbliżyło.

  8. Może powinna powstać strona ” W Roli Taty :) Zazdroszczę porodów rodzinnych, my chcieliśmy rodzić razem, ale niestety nie było wtedy wolnej sali do porodu rodzinnego. Nasza ciąża też nie była łatwa, do 12 tyg ciąży byłam 3 razy w szpitalu. Niestety straciliśmy jedno dzieciątko -ciąża była mnoga, pojawił się krwiak i niestety jedna kruszynka zmarła. Do 16tc żyliśmy w strachu- oparcie miałam tylko w mężu i mojej rodzinie. Reszta , a nawet lekarz kazał sie przygotować na najgorsze. Dzisiaj obok mnie jest nasz najwspanialszy cud, którego nie zamieniłabym na nic innego. Często myślę też o drugim dzieciątku, czy byłby chłopcem, do kogo podobne, jak wyglądało by nasze życie w czwórkę?

    1. Takie momenty w życiu są wielkim egzaminem zarówno dla mamy jak i taty…

  9. Muszę koniecznie namówić mojego męża do spisania swoich wspomnień z okresu ciąży i samego porodu podczas którego dzielnie mi towrzyszyl. To będzie wspaniała pamiątka dla malutkiej.

  10. A przed nami jeszcze to wszystko :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku