Emocje 30 czerwca 2012

Trochę na bakier…

Jestem trochę buntowniczką z wyboru. Nigdy nie zgadzam się na coś, co ktoś chce mi narzucić. Mimo, że czasem życie weryfikuje nasze  decyzje, tego jednego nie zmieniło.  Wiele się już w moim życiu wydarzyło, ale wszystko wzmacniało moja wiarę w to, że  jeśli decyduję o czymś sama, to sama do siebie mogę mieć pretensje o porażki, ale też sama cieszę się sukcesami i nie muszę ich z nikim dzielić. Jak zapewne wiecie zwykle  sukces ma wielu ojców, za to porażka żadnego…

W związku z moją buntowniczą naturą miałam zawsze problem z wiarą, bo kiedy próbowała mi coś narzucić ja chciałam wiedzieć dlaczego? po co? kto to wymyślił? Dopóki były to sprawy błahe, wszystko jakoś dało się wytłumaczyć, ale kiedy zaczęłam dorastać pojawiły się poważniejsze problemy…

Kiedy w wieku 15 lat wykryłam guza w piersi, dostałam pierwsze leki hormonalne, które rozregulowały mi cykle miesiączkowe. Okazało się, że bez dłuższego brania tabletek antykoncepcyjnych w celu wyregulowania cyklu nigdy nie będę miała normalnie miesiączki…
Życie samo zdecydowało w porozumieniu z lekarzami, że dla mnie ta metoda antykoncepcji będzie najlepsza. Okazało się jednocześnie, że jestem bezbożnicą, bo zabezpieczam się w ten sposób przed ciążą, mimo że jeszcze nie rozpoczęłam współżycia. Kiedy to uległo zmianie i rozpoczęłam współżycie tabletki zostały ze mną jako faktyczne zabezpieczenie. Nigdy mi to nie przeszkadzało… nie czułam, ze robię coś złego, bo biorę tabletki, bo czasem używamy prezerwatywy… Uważałam i nadal uważam to za normalne.

Seks przed ślubem to przecież też straszny grzech – trudno, nikt w końcu mi nie zabroni, a mnie to nie przeszkadzało, że tak miło grzeszę ;)
Kolejny krok, czyli wspólne mieszkanie przed ślubem był dla nas oczywisty, chcieliśmy być razem, a ślub nie był nam do niczego potrzebny. Stanowisko kościoła w tej kwestii jest jednoznaczne – robimy źle, grzeszymy. My natomiast traktowaliśmy to jako taką swoistą próbę. Chcieliśmy sprawdzić siebie nawzajem.
Czy jesteśmy gotowi na bycie razem w codziennym życiu?
Czy proza życia codziennego nie zabije naszej miłości?
Czy poradzimy sobie razem w tych dobrych ale i tych złych momentach?
Życie pokazało, że razem potrafimy poradzić sobie ze wszystkim, żaden problem, czy trudna sytuacja nie są dla Nas straszne. Jesteśmy dla siebie oparciem. Jak w każdym związku zdarzały się kłótnie, chwile lepsze i gorsze, „prawie rozstania”. Wspólnie daliśmy radę i dzięki temu świadomie podjęliśmy decyzję o ślubie. Jesteśmy ze sobą już prawie 15 lat i z każdym dniem kochamy się bardziej :)

Wśród moich znajomych są zarówno pary hetero- jak i homoseksualne, wyrobiłam sobie więc pogląd na temat takich związków. Uważam, że każdy ma prawo żyć tak jak chce. Ma prawo do szczęścia i poszanowania swoich poglądów. Kościół mojego zdania nie popiera, tak samo jak nie uznaje związków homoseksualnych i uważa ludzi o odmiennej orientacji za chorych i grzeszących. Jest to dla mnie jako wychowywanej na katoliczkę powód do wstydu. Tak – wstydzę się, że wiara w której byłam wychowywana, nie potrafi być tolerancyjna wobec innych ludzi. Choć raczej powinnam powiedzieć, że księża i cała instytucja kościoła czyli “men in black” którzy sądzą najwyraźniej, że wolno im decydować o tym jak my  – “wierni” będziemy żyć, myśleć i co będziemy czuć.

No i wreszcie kwestia zapłodnienia in vitro, którą całym sercem popieram, bo wiem jakie to szczęście mieć własne upragnione maleństwo. Móc nosić je pod sercem, czuć tę bliskość. Oczywiście nie mam nic przeciwko adopcji, ale nie każdy potrafiłby pokochać dziecko adoptowane i dlatego in vitro jest wspaniałą pomocą dla par które naturalnie nie mogą począć dziecka. Kiedy w czasie jednej z mszy w kościele usłyszałam na kazaniu, że popierając in vitro grzeszę – wyszłam z kościoła. Zrozumiałam, że instytucja, która miała być dla mnie wsparciem w trudnych chwilach w życiu, okazała się czymś zupełnie innym.  Jest niejako moim przeciwnikiem. Wprowadza coraz to nowe zakazy i nakazy, których ja nie akceptuję. Może trochę na przekór, ale tak już jest.

Reasumując, moje poglądy i życiowe decyzje sprawiły, że jestem trochę na uboczu, że kościół i wiara stały się mi obce, bo nie akceptują mojego stanowiska w wielu sprawach. Moje poglądy są dla kościoła nie do przyjęcia.
Czy jest mi z tym źle? Nie, wcale mi to nie przeszkadza. Czuję, że żyję w zgodzie ze sobą i to jest dla mnie najważniejsze.
Chciałabym tylko wiedzieć, dlaczego w Polsce, religia katolicka rządzi całym życiem kraju łącznie z polityką? Dlaczego “panowie w czerni” wciskają swoje nosy tam gdzie nie powinni, a w kościołach zamiast wspierać duchowo wiernych, wygłaszają swoje przekonania polityczne? Czemu w wielu krajach księża katoliccy są po prostu “ludźmi” zamiast uważać się za wszechwiedzących i bezprawnych? Czy tylko w Polsce jesteśmy skazani na tzw. “konserwę”?
Niedawno przeczytałam artykuł, w którym wspomniano o malejącej liczbie przeszczepów serca w Krakowie (moim rodzinnym mieście) czy jak sugerują autorzy artykułu jest to wina księży głoszących swoje opinie na temat oddawania organów po śmierci? Czyżby i w tym temacie chcieli mieć ostatnie słowo? Oby to nie okazało się prawdą…

Czy Wy macie lub mieliście problem z wiarą i poglądami? Czy jedno z drugim gryzło się i nie wiedzieliście jak postąpić? Jestem ciekawa Waszego stanowiska w tej kwestii i czekam na komentarze :)

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
21 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bombel
Bombel
8 lat temu

Ja to w zasadzie mogłabym się podpisać pod Twoimi słowami Paulino :) Również wychowywana byłam w wierze katolickiej – zostałam ochrzczona, w szkole uczęszczałam na lekcje religii, przystąpiłam do komunii św., następnie do bierzmowania, co niedz. chodziłam do kościoła i przynajmniej raz w roku spowiadałam się. Zachwianie, że tak to ujmę – mojego „kościelnego życia” nastąpiło wówczas gdy jeden z proboszczy mojej parafii zobaczył mnie raz w towarzystwie „niegrzecznych” (wg niego) chłopców.. Nie wiedzieć czemu i po co, proboszcz puścił na całą dzielnicę mojego miasta famę, że palę papierosy i chleję alkohol z ów towarzystwem, co oczywiście było wierutnym kłamstwem!!!… Czytaj więcej »

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Paulina, Bombel zgadzam się z wami w 100%. Ja też odsunełam się od kościoła, nie chodzę na msze. Żyję bez slubu kościelnego(mamy tylko cywilny) bo poprostu mnie na niego nie stać, mamy wspaniałą córeczkę niestety dla kościoła jestem grzesznicą.

Kasia Kowalska
Kasia Kowalska
8 lat temu

A ja dla odmiany chodzę co tydzień do kościoła, wiara i Bóg są dla mnie bardzo ważne, a do tego jestem nauczycielem religii. To wszystko nie przeszkadza mi jednak w stosowaniu antykoncepcji, oficjalnym popieraniu in vitro i sypianiu w jednym łóżku… z księdzem :-)

Jestem protestantką, żoną ewangelickiego księdza (lub jak niektórzy uporczywie podkreślają – pastora) i nie muszę wybierać między wiarą a współczesnymi przekonaniami, bo Bóg nie każe nam wybierać między dobrym a Dobrym.

Joanna Pawlińska
8 lat temu
Reply to  Kasia Kowalska

Pod wszystkim, poza mężem pastorem się podpisuję. To do Boga należy decyzja czy in vitro się uda, czy zadziała antykoncepcja. Jak ktoś twierdzi, że kawałek lateksu czy jakaś substancja chemiczna jest w stanie powstrzymać życie zsyłane przez wszechmocnego Boga to sam sobie zaprzecza albo jego bóg nie jest tym samym co mój Bóg.

Marta Ulińska
8 lat temu

Wiara to coś co wynosimy z domu – takie jest moje zdanie. Ja pamiętam i dalej widzę moich rodziców głęboko praktykujących. Teraz ja chce być takim wzorem dla naszego maleństwa, bo wierze, że warto. I właśnie na tym się to wszystko opiera :) ( moim zdaniem)

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

A ja popieram Martę. Choć w sprawie in vitro zgadzam się z Tobą Paulino.

Kamil Serafin
8 lat temu

Znów ciekawy temat, który w prosty i bardzo przystępny sposób obrazuje naturę człowieka. Naturę, która wybiera to co dla niej wygodne, a co trochę wadzi – odrzuca. Nie można wierzyć w Jezusa Chrystusa (specjalnie nie piszę o przynależności do jakiegoś Kościoła, w sensie jakiegoś wyznania) nie akceptując bez wyjątku wszystkiego, co nam przekazał. A wszystko to jest zapisane w Biblii. To nie duchowni winni definiować zasady! Zasady zdefiniował sam Bóg w Piśmie Świętym. 2Tym 3:16-17 „Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
8 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Witam Kamilu, ponownie :) Dawno cię tutaj nie było (widać) :) Czytam Twój komentarz i tak się zastanawiam – czy nie można wierzyć po swojemu? Czy Bogu nie wystarcza fakt, że człowiek w Niego PO PROSTU wierzy? Że myśli o Nim, że z Nim rozmawia.., że nie popełnia tzw. grzechów ciężkich….? Że żyje w zgodzie z samym sobą, że stara się być dobrym człowiekiem – nie czyni złego bliźniemu, stara się pomagać potrzebującym…? Czy Bóg akceptuje i uważa za „swoich” tylko tych, którzy chodzą co niedz. do kościoła, przyjmują komunię św., dają na ofiarę, spowiadają się w każdy pierwszy pt.… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
8 lat temu
Reply to  Bombel

Bombel – „czy nie można wierzyć po swojemu?” absolutnie nie Bombel – „Czy Bogu nie wystarcza fakt, że człowiek w Niego PO PROSTU wierzy?” absolutnie nie List Jakuba 2:19-20 „Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz; demony również wierzą i drżą. Chcesz przeto poznać, nędzny człowieku, że wiara bez uczynków jest martwa?” Jak widać, demony również wierzą, że Bóg jest a mimo to nie są z Nim. Nasza wiara musi być podparta czynami (nie uczynkami typu: przeprowadziłem babcię przez ulicę). Czynami, to znaczy, że jeśli w Niego wierzę, to czynię to co On chce bym czynił, a nie to… Czytaj więcej »

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

nie mogę sie z Panem zgodzić, wierzyć można po swojemu – bo wiara to wiara – bez względu na to czy wierzę w Boga, czy wierzę inne bóstwa czy też że nęka mnie zła karma. Jest wręcz odwrotnie do tego co Pan napisał – czyli mogę nazywać siebie człowiekiem wierzącym i moja wiarę interpretować wedle uznania- ale nie mogę mówić o przynależności do jakiegos kościoła jeśli nie repektuje jego praw. Nie ma w kontekście np. kościoła rzymsko-katolickiego pojęcia „wierzączy-niepraktykujący” bo przynaleznośc do tego kościoła zależy własnie m.in od tego praktykowania swojej wiary, Reasumując mogę wierzyć w Jezusa Chrystusa, nie będąc… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
8 lat temu

W tym rozumieniu to owszem, można wierzyć po swojemu. Można wierzyć w makaron lubella na przykład. Ale jeśli chodzi o wiarę w Jezusa Chrystusa, to nie można wierzyć po swojemu tylko tak jak głosi jedyna natchniona księga dotycząca Jezusa, tj. Biblia. Wiele denominacji chrześcijańskich coś dodaje od siebie, wierzy „po swojemu”. A to nie tak. Wykładnia jest tylko jedna – Biblia. Ale choćbym napisał tutaj pięćdziesiąt stron komentarzy i dorzucił ze trzy traktaty teologiczne to nic to nie zmieni w myśleniu innych ludzi. Tylko i wyłącznie dotknięcie Ducha Świętego może przekonać o grzechu, o prawdzie i o wierze w Boga… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
8 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Drogi Kamilu, dziękuję za odpowiedź na moje pytania. Ale teraz zastanawia mnie coś innego – o jakich czynach mówisz? Poproszę o podanie choć 1 przykładu by nakierować mnie na twój tok myślenia..: „Nasza wiara musi być podparta czynami (nie uczynkami typu: przeprowadziłem babcię przez ulicę). Czynami, to znaczy, że jeśli w Niego wierzę, to czynię to co On chce bym czynił, a nie to co mi jest wygodnie i to co jest w zgodzie ze mną.” I jeszcze jedno – czym się różni kościół zielonoświątkowy od katolickiego?? Swego czasu czytałam trochę na temat różnych religii chcąc dowiedzieć się właśnie –… Czytaj więcej »

Kamil Serafin
8 lat temu
Reply to  Bombel

Uczynki o których mowa w liście Jakuba to robienie tego, w co się wierzy. Jeśli wierzę, że Bóg uzdrawia przez modlitwy, przez nakładanie rąk na chore miejsca to praktykuję to, w co wierzę. Nie mogę mówić, że wierzę iż Bóg uzdrawia tak właśnie jak nam powiedział w Słowie Bożym, a nie praktykować tego. Bo wówczas moja wiara jest martwa. Jeśli wierzę, że to Bóg mnie zaopatruje dając mi pracę i dba o mnie jak o swojego syna, bo tak jest napisane w Słowie Bożym, to nie powinienem się martwić czy mi pracodawca przedłuży umowę. Bo wówczas poddaję pod wątpliwość to,… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
8 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Dziękuję Kamilu.

Wniosek z tego taki, że te wszystkie rzeczy (święconki, kolędy, gwiazdkowe święta,…..etc.) nie czynią z nikogo katolika i w zasadzie każdy może „to” robić, nie będąc przy tym nawet wierzącym..

Mówię o tym, bo kiedyś przy okazji innego, podobnego tematu pojawił się komentarz, w którym czytelniczka napisała (nie zacytuję bo dokładnych słów nie pamiętam, ale mniej więcej brzmiało to tak..): – „jak można nie chodzić do kościoła a później obchodzić święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocne, to hipokryzja…”
…… :)

Kamil Serafin
8 lat temu
Reply to  Bombel

Teraz jest kolejne pytanie. ;)
Co dla danej osoby oznacza „obchodzenie” świąt Bożego Narodzenia czy Wielkiejnocy.
Ale to już rozważania na inny temat ;)

Pozdrawiam gorąco (taki żart pogodowy)
Kamil

Bombel
Bombel
8 lat temu

A mnie to się jeszcze jedno pytanie zrodziło, apropo np. homoseksualistów..
– Dlaczego w Biblii jest napisane „Szanuj bliźniego swego jak siebie samego” skoro jednak sam Bóg nie toleruje i nie szanuje wszystkich bliźnich.. ??
A może źle to interpretuję?

Kamil Serafin
8 lat temu
Reply to  Bombel

No źle, źle ;) Bóg kocha każdego człowieka, a jednocześnie nienawidzi grzechu. Nie pozwala na grzech, nie chce mieć z grzechem nic do czynienia. Boża miłość jest doskonała i On najlepiej wie, kiedy i co z nami zrobić. Nie raz jest tak, że rodzice wyrzucają swojego syna narkomana z domu. Robią to nie dla tego, że go nie kochają! Wręcz odwrotnie. Kochają go bardzo i chcą mu pomóc. Dlatego dokonują takich drastycznych kroków. Tak robią ludzie. A Bóg jest doskonały i sprawiedliwy. O ileż bardziej Jego działanie jest uzasadnione i na pewno właściwe. Możesz zobaczyć sobie takie dwa teksty: http://www.gotquestions.org/Polski/Gniew-Boga.html… Czytaj więcej »

Bombel
Bombel
8 lat temu
Reply to  Kamil Serafin

Dziękuję!
I pozdrawiam ;)

Kamil Serafin
8 lat temu
Reply to  Bombel
Magda Kupis
8 lat temu

Kiedyś chodziłam do Kościoła, czytałam na Mszy, śpiewałam psalmy, byłam w chórze kościelnym, później z wielu powodów przestałam tam chodzić, początkowo ze względów zdrowotnych, gdyż po 15 minutach stania traciłam przytomność, a przecież nie godzi się dziecku zajmować miejsca siedzącego, kiedy to dorosły stoi. Później chodziło bardziej o światopogląd- stałam się bardziej świadomą osobą i przestało mi się podobać to co głosił Kościół, czułam się ograniczana i pozbawiana możliwości samodzielnego myślenia. Czytając powyższe posty, z każdym z nich moje kroki kierowane są w przeciwną stronę…

Kamil Serafin
8 lat temu
Reply to  Magda Kupis
Zabawa 26 czerwca 2012

Niania na miarę dziecka

Jak ważny i trudny jest wybór odpowiedniej osoby lub placówki do opieki nad dzieckiem, wie każdy rodzic. Z racji wieku Bartek nie mógł jeszcze uczęszczać do przedszkola, a żłobków w mojej miejscowości nie ma. Obie babcie pracują, więc opieka najbardziej zaufanej osoby również nie wchodziła w rachubę, nie licząc pojedynczych dni, lub nagłego wypadku, gdy nie było innego wyjścia. Mając w planach powrót do aktywności zawodowej, już wcześniej rozejrzałam się za odpowiednią opiekunką dla dziecka.

Na szczęście długo nie musiałam szukać, na osiedlu mieszkała moja dobra koleżanka, opiekowała się wcześniej dziećmi, studiowała pedagogikę. Lepiej nie mogłam trafić.

Z Agą bez kłopotu ustaliłyśmy zasady współpracy, a wszystko to co sobie po niej obiecywałam spełniło się, nawet poza „plan”:) Żywiołowa, uśmiechnięta, kreatywna natychmiast złapała kontakt z Bartkiem. To czego się obawiałam – moje wyjścia z domu, nie były tak straszne, jak początkowo podpowiadała mi wyobraźnia. Nawet jeśli po zamknięciu za sobą drzwi, słyszałam awanturę syna, to nie trwało to długo, Aga była bardziej stanowcza i głośniejsza od małego awanturnika. Jej konsekwencja pokrywała się z moim wyobrażeniem na temat wychowywania dziecka, co było ważne z tego względu, że niania również bierze udział w kształtowaniu jego dobrych lub złych postaw.

Gdy po pracy wracałam do domu, mały był odkarmiony ( niania z uporem maniaka kupowała co dzień inne owoce dla Bartka ), przewinięty i szczęśliwy, na „do widzenia” posyłał buziaki, których również uczyła go niania. Wiedziałam że nie przepada za telewizorem, gros czasu spędzała więc z małym na świeżym powietrzu, czy czytaniu bajek, które wędrowały wielokrotnie dzięki niej na Bartkowe półeczki. To ona nauczyła dziecko pokazywać i nazywać kota, jak i wiele innych rzeczy. Zresztą, gdy spacerujemy i jesteśmy w pobliżu jej domu, mały pierwszy się wyrywa i krzyczy „kot!”. Aga była najlepszą nianią dla mojego dziecka i niezmiernie żałuję, że musiała przenieść się do innej miejscowości.

Jeszcze przed jej wyjazdem, pojawił się kłopot, kogo zatrudnić na jej miejsce? Nie miałam pomysłu, a co gorsza kandydatki na opiekunki chciałyby, aby Bartka dostarczać do ich mieszkań, a w moim przypadku nie wchodziło to w rachubę. Aga podsunęła nam bliską jej koleżankę, osobę zaufaną, więc umówiłam się na spotkanie jeszcze przed jej zajęciem się młodym. Pierwsze co pomyślałam na spotkaniu – Asia Agą na pewno nie jest – zupełnie inna, spokojna, wycofana i chyba odrobinę wystraszona, i jak się okazało z zerowym doświadczeniem w opiece nad dziećmi. Oczywiście miała też zalety – ciepła, uśmiechnięta i cierpliwa, na początek to już było coś, doświadczenie w końcu nabywa się wraz z praktyką.

Nie zawsze jak się okazało, dobre chęci jednej i drugiej strony wystarczą. Mój syn to żywe srebro, i tak jak temperament jednej niani współpracował z jego zapędami, tak dla drugiej opiekunki, Bartek po prostu był niegrzeczny. Moim zdaniem Asi zabrakło stanowczości w zderzeniu z pomysłami małego, po prostu wchodził jej na głowę, i chyba obawy przed szaleństwem synka, niania nie wychodziła z nim na dwór, co dla mnie było nie do zaakceptowania. Efekt był taki, że z domu do pracy wychodziłam ze ściskiem w żołądku, mały tak histeryzował, że czasem słyszałam go dobrych parędziesiąt metrów od bloku. Co gorsza nie miał apetytu i kiepsko spał, często budził się z płaczem, a sama Asia uciekała od nas jak tylko przekroczyłam próg domu. Z Agą, często po moim powrocie siadałyśmy do kawy, która na mój powrót pachniała już w filiżance. Złoto, nie niania!

Nie chcę być niesprawiedliwa,  Asia personalnie jest fajną dziewczyną, ale zdecydowanie opieka nad dzieckiem, to nie jest coś, do czego Pan Bóg ją stworzył. Asia zrezygnowała, już nie pracuje z małym, opiekę nad Bartkiem organizuję z babcią na jej urlopie, mężem w każdej wolnej chwili oraz sąsiadką, do której Bartek zastrzeżeń żadnych nie ma. Obecnie nie szukam niani, nie ma to sensu, został mi miesiąc do wakacji, a latem znów czekają mnie poszukiwania na wrzesień, i tylko modlę się żeby trafić na osobę, która zaskarbi sobie nie tylko moje zaufanie, ale przede wszystkim serce mojego dziecka.

Subscribe
Powiadom o
guest
161 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Hedzia
Hedzia
8 lat temu

Ja strasznie się obawiałam tego co będzie gdy będę zmuszona zatrudnić nianię… Przyznam, że unikałam tematu „Niania w domu…” Kiedy już nadszedł ten dzień zatrudniłam nianię z polecenia na ok 10h w tyg. Miło się zaskoczyłam bo Zuzia od samego początku ją pokochała więc się bardzo cieszę:):)

Aleksandra Greszczeszyn

Niania to musi być osoba z powołaniem do opieki nad dziećmi – to trzeba czuć. Ja nie stanęłam do tej pory przed taka decyzją, dlatego, że jestem z dziećmi w domu. pracowałam do tej pory tylko online, natomiast sama byłam nianią. Myślę, że odnajdywałam się w tej roli.

Katarzyna Jaroszewicz

Ja tez do tej pory nie musiałam szukać niani. Sama opiekuje się dziećmi. Jesteśmy razem w domu. Jeżeli była potrzeba zostawienia dzieci na kilka godzin np. z moją koleżanką, to nie było z ty problemu. Chłopaki z łatwością odnajdują się w nowym otoczeniu i chętnie zostają z osobami innymi niż mama.

Aleksandra Greszczeszyn

U nas różnie z tym bywa. Dawniej Julka chętnie zostawała np. z babcią czy ciocią, ale odkąd byłam w ciąży, a potem urodził się Szymek, za wszelką cenę chce być ze mną. Czasami mam więc problem. Najchętniej zostaje jeszcze z babcią.

Katarzyna Jaroszewicz

Mój starszy syn to niemal „cygańskie „dziecko:) Bez problemu zostawał bez mamy. Młodszy to taka „przylepa” . Teraz ma skończone 2 latka i jest juz lepiej. Wie, że mama wraca:)

Paulina Garbień
8 lat temu

trzymam kciuki, zeby udało się znaleźć taką nianię która będzie odpowiadała Wam wszystkim :)

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Bardzo dużo zależy od charakteru niani.
Życzę powodzenia w poszukiwaniach nowej niani, oby obie strony były zadowolone!

Formulaka83
Formulaka83
8 lat temu

Powodzenia! :D

Grymułka
Grymułka
8 lat temu

Powodzenia!

Paulina Zawadzka
8 lat temu

Dobrą nianię trudno znaleźć, ponieważ jak jest dobra to zajęta. Ja na szczęście jestem z córeczką w domu i mam nadzieję że nie będę musiała prędko stawać przed takim dylematem. Sama szukałam pracy jako opiekunka, niestety pracy na umowę nie znalazłam (może przez to że mieszkam na wsi i musiałabym dojeżdżać, rodzice woleli znaleźć kogoś na miejscu). Za to byłam i mimo że mam już dziecko to nadal jestem nianią na telefon w bliskiej rodzinie, która jest ze mnie zadowolona :)

Katarzyna Jaroszewicz

Ja dzisiaj będę miała domowe przedszkole:) Dwóch moich łobuzów + dwie kuzynki. Szalony dzień się zapowiada:)

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Taka niania jak Aga to skarb!
Mnie też nie dlugo czeka powrót do pracy i sen z powiek spędza z kim zostawić małą L. Jedna babcia pracuje, do drugiej mamy 50 km, do żłobka L. jest zapisana od wrzesnia 2013 roku więc też klapa. Mam nadzieje, że uda mi się wszystko dobrze zorganizować i zorganizować dobrą opiekę.

Kobiecym_okiem
8 lat temu

Ja trafiłam na dwie dobre nianie dla moich synów. Panią Basię dla starszego – znalazłam przez ogłoszenie na niania.pl. Co dziwniejsze, po rozmowie wypadła bardzo dobrze, ale nie byłam do niej przekonana tuż przed rozpoczęciem przez nią pracy. Czas pokazał, jak bardzo się myliłam. Starszy syn chodził bardzo często na spacery, niania nauczyła go samodzielnie jeść, zaprzyjaźniła z koleżanką poznaną w parku. Gdy przychodziła rano, cieszył się i bez żalu żegnał z nami na całe 9 godzin. Była między nami zarówno sympatia, jak i poszanowanie, bo pani Basia była prawie 2-krotnie starsza ode mnie. Żałowałam tego, że przenieśliśmy się i… Czytaj więcej »

Marta Ulińska
8 lat temu

Znaleźć osobę godną za ufania, której powierzycie wasz największy skarb – bezcenna :)

Kasia Skóra
Kasia Skóra
8 lat temu

Bycie opiekunką to nie taka prosta sprawa i nie jest to na pewno praca, jaką można podjąć ot tak, z braku laku, bez żadnego przygotowania, a niestety niektórzy mają takie właśnie postrzeganie, z czym niejednokrotnie się spotkałam, kiedy sama zaczynałam przygodę z byciem nianią :) Uważam, że aby być opiekunką do dziecka trzeba mieć to „coś”! Na to „coś” składa się poczucie humoru, bycie zwariowanym, spontanicznym i pełnym radości, ale także bycie niesamowicie odpowiedzialnym, przewidującym to co może za chwilę się stać, mającym oczy wokoło głowy cały czas, bardzo bardzo energicznym i wiele innych cennych cech i umiejętności. To bardzo… Czytaj więcej »

sylwiagkap
sylwiagkap
8 lat temu

Zgadzam się, znaleźć odpowiednią osobę do dziecka- bezcenne. Wiadomo, każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojej pociechy, ja także mam dwulatka chciałabym wrócić do pracy, żłobek – nie dostaliśmy się, prywatnie nie stać nas:( Synek mój to przylepka, zostaje chętnie ze wszystkimi ale nie na długo, dziadki jedni- pracują, drudzy są 320 km od nas.:( Trzeba szukać i sprawdzać czy dana niania jest na tyle odpowiedzialna i czy odpowiada PRZEDE WSZYSTKIM dla naszych szkrabków. Pozdrawiam

Natalia Legieć
8 lat temu

:)

Emocje 22 czerwca 2012

Bo bycie Tatą, to życiowa rola

Dziś w święto wszystkich ojców – kolejny wpis jednego z tatusiów. Jan (mąż Racheli) pisze o tym, jak odnalazł się w swojej nowej życiowej roli – roli taty.

11 czerwca 2012. To już rok.

Nigdy nie zapomnę 12 godzin trzymania żony za rękę w oczekiwaniu na poród. Momentu przecinania pępowiny. Jego pierwszego krzyku. Ważenia tego małego chucherka. Pierwszych chwil tylko w trójkę. Pierwszej nocy, gdy musiałem powiedzieć dobranoc i wyjść. Oczekiwania do następnego ranka aby ponownie ich zobaczyć. Długich godzin gapienia się w skrzywiony nosek małej ludzkiej istoty. Żmudnych prób przykładania do piersi. Pierwszej śmierdzącej kupy i nader ostrożnej jazdy samochodem. Pierwszej kąpieli w misce z odrobiną wody. Pierwszego spaceru w wózku. Pierwszego kichnięcia i ziewnięcia. Noszenia na rękach leniwca i krzyku przy pierwszym szczepieniu. Pierwszego upadku i łez z obawy o jego zdrowie. Pierwszej zabawy w a kuku zainicjowaną przez niego. Pamiętam także pierwszy uśmiech na jego twarzy, tam wtedy, podczas karmienia. Pamiętam pierwsze wyciągnięte ręce, proszące – podnieś mnie. Pamiętam jego wtulanie się we mnie. Uśmiech na mój widok po powrocie z ciężkiej pracy. Ręce podnoszące książkę z prośbą – przeczytaj. Pierwsze wypowiedziane – tata. Pierwsze chwile raczkowania. Nie zapomnę pierwszego dnia, gdy musiałem zostawić go opiekunce. Ciężar bagaży przy każdym wyjeździe. Pierwszego święta w szerszym gronie. Wtulania się w sierść psa i gonitwy za ogonem kota. Nie zapomnę pierwszego zjedzonego mlecza i gołych rąk przemierzających po betonie. Wspólnych codziennych modlitw wieczorem i piosenek. Radości z huśtawki i każdego kęsa pokrojonego jabłuszka. Pisku szczęścia na widok zwierzaka mijanego na spacerze.

Ten rok odmienił moje życie. Początkowo bunt – praca, obowiązki – później zamienił się w spokój – chęć spędzania czasu z żoną i synem. Jest piękny. Mały dzielny odkrywca. Mam za co dziękować Bogu i żonie. Dziękuję.

Subscribe
Powiadom o
guest
12 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Uherba
Uherba
8 lat temu

Pięknie napisane!

Madzia_857
Madzia_857
8 lat temu

Pięknie :)

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Mężowie, macie nam za co dziękować! Za te nasze małe SKARBY! :)

Katarzyna Jaroszewicz

Takie niby zwykłe dziękuję, a jak wiele znaczy!:)

Bombel
Bombel
8 lat temu

C U D O W N E !!!! :))))

Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Ojca :)

ania
ania
8 lat temu

Piękne!!

Aleksandra Greszczeszyn

Poezja dla uszu każdej mamy… Gratuluję!

Paulina Zawadzka
8 lat temu

Pięknie napisane! Miło jest przeczytać coś napisanego przez tatusia. Też mam list do naszej ówcześnie 6 miesięcznej córeczki napisany przez tatusia. Coś cudownego, mam nadzieję że listów będzie więcej

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Aż łezka w oku mi sie zareciła podczas czytania.

Marta Ulińska
8 lat temu

Czy naprawdę trzeba to komentować ? Szkoda, że tak mało mężczyzn chce w tym cudzie tak aktywnie uczestniczyć.

Weronika Konopelska
Weronika Konopelska
8 lat temu

wspaniały tata, gratulacje http://www.zwyczajnamama.blogspot.com

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close