Gdzie twoja ambicja? Czyli słów kilka o motywacji


Miewacie problemy ze zmotywowaniem dzieci do sprzątania albo czytania lektur? A może sami potrzebujecie czasami motywacyjnego kopa do działania? Normalka, myślę, że wszyscy mamy lepsze i gorsze chwile.

Jak radzić sobie ze spadkiem motywacji? U dorosłych sprawa jest prostsza, bo wiem co mnie motywuje. Czasami jest to wizja sukcesu, którym może być czyste mieszkanie, innym razem wizja podwyżki albo awansu zawodowego, ciężki dzień w pracy wynagradza mi wizualizacja końca dnia i możliwości jakie daje mi praca w lepszych chwilach – ciekawe szkolenia, miła atmosfera etc.

A jak motywujecie dzieci do działania, gdy dopadnie je wszechogarniający “mitowisilizm”? Ja stosuję wzmocnienia pozytywne, czyli mówiąc wprost, daję im nagrody…

Wiem, wiem, najważniejsza jest motywacja wewnętrzna i wielkie chapeau bas dla tych wszystkich, którzy nigdy nie wzmacniają pozytywnie i nie nagradzają. To wspaniale, ja jednak stosuję nagrody a jedyne usprawiedliwienie jakie mam na swoją obronę to hedonizm, bo nagradzanie dzieci po prostu sprawia mi przyjemność.

Możemy być zmotywowani z wielu powodów. Może być to motywacja wewnętrzna — potrzeba, pragnienie samodoskonalenia, zdobywania wiedzy, ciekawość świata, lub motywacja zewnętrzna, czyli wpływ otoczenia, czasami wizja oceny w szkole, auto sąsiada, do którego aspirujemy itp.

Skąd się bierze brak motywacji – hmm w moim przypadku z wycieńczenia, ale wiecie, jak to jest z gromadką latorośli przyczepioną do stopy niczym Mord do stopy króla Juliana…

Jak dobić resztki motywacji?

Ale tak na poważnie, skąd się bierze to poczucie, że mi się nie chce, że mam dosyć, że nie czuję potrzeby? Podobno taka rezygnacja wynika z braku widocznych celów, natłoku obowiązków, strachu przed porażką, zniechęcenia przez osoby trzecie – ta sytuacja występuje czasami w szkole, gdy dziecko po serii porażek zniechęca się do dalszej nauki, a czasami nawet do całego przedmiotu. Rodzice też mogą mieć wpływ na motywację dzieci (tak, my też nie jesteśmy bez winy)

– Posprzątałeś klocki, a czemu nie schowałeś butów do szafy? Czy to brzmi jak wzmocnienie pozytywne? – no niestety nie, to brzmi jak niezadowolenie, zamiast pomagać, deprymuje.

– Dostałeś czwórkę – to słabo, a Konrad dostał piątkę, przecież nie jesteś głupszy. W takiej sytuacji dziecko słyszy „jesteś … głupszy”.

Czy można zachęcić? – można.

Na przykład poprzez zabawę i luźne podejście do tematu. Baw się wszystkim – można bawić się w sprzątanie, gotowanie, chowanie ubrań do szuflady… Bywają jednak dzieci niereformowalne, np. moje, które uwielbiają wyrzucać z szuflady, bo wkładanie nie jest już takie zabawne. Ale na szufladzie świat się nie kończy. Lubią za to zbierać klocki do pudełka na kółkach, a później zawozić pudło do swojego pokoju.

Ciężko komuś kazać się motywować, tak się nie da. Mózg to taki skubaniec, że jak sam się czymś nie zainteresuje, albo nie uzna czegoś za przydatne, to będzie nam ciężko namówić owy mózg do współpracy. Są jednak sposoby, które wspierają proces motywacji.

Lubicie, jak szef was klepie po ramieniu mówiąc „dobra robota”? Ja bardzo lubię, nawet jeśli nie wiąże się to z podwyżką czy glorią i chwałą na wieki.

Warto wzmacniać. Warto wspomnieć, że trzeba rozmawiać i wyrażać aprobatę w sposób konstruktywny, chwalić wysiłek – „świetnie dobrałeś kolory, bardzo oryginalnie”. Na początku możemy mieć z tym problem, bo najprościej powiedzieć „super, ale ładnie”, ale warto wyrobić w sobie nawyk odpowiedniego chwalenia. Z czasem będzie coraz łatwiej.

Co jeszcze możesz zrobić?

  • Nie wyręczaj – o tak, to zmora rodziców. „Daj mama ci ściągnie buty”, „Zostaw, bo się wybrudzisz, mama cię nakarmi”. Czasami dobrze jest wyjść 5 minut wcześniej i pozwolić samodzielnie się dziecku ubrać.
  • Nie krytykuj – to bardzo demotywuje.
  • Motywuj postaciami osób, do których dziecko może aspirować – każdy powinien mieć jakieś autorytety w życiu.
  • Nie zniechęcaj.
  • Nie używaj słów „w końcu”, „nareszcie”, bo podkreślają porażkę zamiast sukcesu.
  • Pokaż widoczny, osiągalny cel – czemu dzieci nie lubią robić niektórych rzeczy? – bo nie wiedzą, po co je robią, dokładnie tak jak my, dorośli.

Sztuczki motywacyjne?

Osobiście jestem bardzo ciekawa jakie macie sposoby na motywowanie swoich dzieci, zastanawiam się nad istotą tablic motywacyjnych.

To system wzmacniania pozytywnych zachowań. Wspólnie z dzieckiem warto określić cel, do którego dążymy. Jeżeli jesteście przeciwnikami nagród rzeczowych, to dobrym rozwiązaniem może być wspólna kreatywna zabawa, budowa szałasu, wyjście na basen, lub coś wyjątkowego co możecie zrobić razem, a na co nie macie czasu na co dzień.

Skąd wziąć tablicę motywacyjną?

  • Można zrobić samodzielnie
  • Można kupić gotową
  • Można wydrukować szablon z Internetu

Ja bym optowała za samodzielnym zrobieniem tablicy, ponieważ kupne gotowe do użytku mają często zbyt wiele umiejętności i nie są dostosowane do konkretnego wieku i potrzeb dziecka. Sama właśnie pracuję nad naszą — a moim celem jest nauczyć panie odkładania rzeczy na miejsce. Wiem, że w przedszkolu nie mają tym problemu, za to w domu graniczy to z cudem. Czas zakasać rękawy. Życzcie nam powodzenia!

A może macie własne tablice motywacyjne? Wrzućcie zdjęcia w komentarzach :-)

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Zastanawiałam się już nad tablicą motywacyjną, tylko musimy zrobić swoje, by dostosować je właśnie do naszych dzieciaków. Najstarsza jest w drugiej klasie i czasami nieźle walczymy z odrabianiem lekcji. Niestety z moją cierpliwością nie jest najlepiej, szczególnie gdy na ręku trzymam najmłodszą córcię i wiem, że za chwilę trzeba nam ruszać na jakieś dodatkowe zajęcia albo po dwójke pozostałych do przedszkola. Może właśnie tablica pomoże nam się zmotywować i skupić na pozytywnych aspektach? Trzeba spróbować :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Łap za cycki i wygraj!


Październik to międzynarodowy miesiąc walki z rakiem piersi. Myślisz, że ciebie to nie dotyczy? Rak piersi jest najczęściej diagnozowanym nowotworem u kobiet, a 35% z nich nie ma szansy na wyleczenie. W Polsce nadal jest on wykrywany za późno. Więc łap za cycki i wygraj swoje życie. Nie wiesz, jak się za to zabrać? Wystarczy sześć kroków. Gotowa?

Raz w miesiącu przyjrzyj się swoim piersiom i dosłownie złap się za cycki, lub poproś męża, on chętnie ci pomoże. Piersi badaj dokładnie między szóstym, a dziewiątym dniem cyklu. Stań przed lustrem lub mężem, lub połóż się w łóżku.

  1. Stój bo strzelam, czyli podnieś obie ręce do góry. Sprawdź, czy nie widzisz zmian w kształcie twoich piersi, kolorze skóry. Zwróć uwagę, czy brodawki nie są wciągnięte, a skóra się nie marszczy.
  2. Stań jak bohater, czyli połóż swoje ręce na biodrach i przyjrzyj się swoim piersiom, tak jak przed chwilą.
  3. Ściśnij najpierw jedną brodawkę, a potem drugą i zwróć uwagę, czy nie wycieka z nich wydzielina.
  4. Czas na macanko, czyli to, co mężowie lubią najbardziej. Podnieś prawą rękę i połóż ją za głowę, a lewą rękę połóż na prawej piersi.  Zacznij od obojczyka i kieruj się wokół piersi, przesuwaj palce do jej środka, naciskając trzema środkowymi, i zataczaj drobne kręgi wokół piersi. Staraj się nie ominąć żadnego miejsca.
  5. Zbadaj również lewą ręką prawą pachę, sprawdź, czy węzły chłonne nie są powiększone.
  6. Zmiana ręki i czas na skontrolowanie drugiej piersi. Sprawdź, czy nie wyczuwasz zgrubień lub guzków.

Jeśli coś cię niepokoi udaj się do lekarza i opowiedz mu o swoich obawach. Nie czekaj, nie przekładaj na później. Wcześnie zdiagnozowany rak piersi daje większe szanse na powrót do zdrowia.

Brawo, a teraz mam dla ciebie nagrodę, chcesz? Weź udział w szóstej edycji kampanii dotykam=wygrywam, w ramach której oddając swój stary biustonosz dostaniesz bon o wartości 20 zł na zakup nowego jeśli upewnisz się, że jest dobrze dopasowany do twojej figury i potrzeb. Do tego wesprzesz Polskie Amazonki Ruch Społeczny. Pełną listę sklepów biorących udział w akcji znajdziesz tutaj.  

Chcesz więcej? To mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Niedawno odbyła się promocja książki Izabeli Sakutovej, której autorkę ostatnio można zobaczyć w programie „Supermodelka Plus Size”, jako specjalistkę od braffitingu. W książce „Braffiting. Lifting piersi bez skalpela” autorka  zasypie cię wskazówkami jak prawidłowo dobrać biustonosz, jaki krój będzie dla ciebie najlepszy, dlaczego powinnaś mieć minimum 3 biustonosze w swojej szafie, oraz co to oznacza, że stanik ma odpoczywać. Ta książka może być twoja. Wystarczy, że w komentarzu napiszesz dlaczego chcesz ją dostać?

Na zgłoszenia czekamy do czwartku, 19.10.2017. Redaktorki bloga wybiorą najlepszą odpowiedź, a wyniki opublikujemy do końca tego tygodnia na naszym profilu fb :) Powodzenia!

Zdjęcia: Materiały Prasowe Panache

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Oglądałam Panią Izę na Polsacie. Książka pomogłaby mi postawić moje cyce na właściwym miejscu :p

    1. Bardzo dziękuję za oglądanie Supermodelki i słuchanie moich porad :)

  2. Tak szczerze mówiąc…i ze wstydem sie przyznawszy…nigdy nie potrafiłam dobrać odpowiedniego biustonosza do swoich piersi…trochę wstyd sie przyznać ale ta książka rozwiązała by mój problem z niewiedzą!

  3. Moja mama przegrała walkę :(
    Tym bardziej warto mówić o takiej akcji. Super dziewczyny, że poruszacie ten temat!

  4. Czeka na was książka! Do czwartku czekamy na wasze komentarze!

  5. Jak dobrać odpowiedni biustonosz??? Bardzoooo długo nie miałam o tym pojęcia! Zawsze kupowałam go bez przymierzania i po prostu nosiłam. Wszystko zmieniło się, gdy przed ślubem trafiłam do prawdziwej profesjonalistki, która sprzedawała biustonosze nie tylko w rozmiarach A, B, C, ale i o dziwo D, E, F, G, H i niem wiem ile jeszcze :) Wtedy też dowiedziałam się, że nie mam miseczki C ale E/F!!! Od tej pory polegam już tylko na tej cudownej Pani. Z ogromną przyjemnością przeczytam książkę „Braffiting. Lifting piersi bez skalpela” i sama poszerzę swoją wiedzę na ten temat!
    P.S. Wspaniale, że o tym piszecie, bo jeszcze dużoooo kobiet nie ma świadomości jak ważne jest, aby biustonosz był prawidłowo dobrany.

  6. Co znaczy że stanik ma odpoczywać? Pierwszy raz o tym słyszę… Czemu ograniczyć się do 3? ;-) Jako posiadaczka dużego biustu i szczupłej postury chętnie bym się dowiedziała jak najwięcej o moim biuście. Jestem młoda i w przyszłości myślałam że czeka mnie skalpel aby moje piersi nie witaly się z podłogą.
    Może jednak nie? Pozdrawiam

  7. Mimo że jestem facetem to temat naprawdę jest mi bliski. Moja wieloletnia partnerka ma obfity biust i zawsze miała problemy z doborem biustonoszy. Bardzo często byłem świadkiem jak z ulgą zdejmuje z siebie tą niewygodną część garderoby, która nawet potrafiła kaleczyć to co ja bardzo lubię ;) W końcu w przypływie emocji postanowiłem że nie ma co. Jedziemy kupować odpowiednią odzież dla jej (moich?) piersi. Wizyta w odpowiednim salonie (nie wymienię marki) załatwiła sprawę na tyle dobrze, że nie widzę takiego grymasu na Jej twarzy, a i biust wygląda o niebo lepiej niż w przypadku poprzednich biustonoszy z czego bardzo się cieszę. Na koniec dodam że tanio nie było, ale czy facet powinien oszczędzać na tym co najbardziej kocha???

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Fobia szkolna – nowomoda, czy prawdziwy problem?


Nie jest niczym niezwykłym, że dzieci odczuwają lęk przed pierwszym pójściem do szkoły. Nie do końca wiedzą, co je czeka, nie są gotowe na zmiany, stąd może pojawiać się płacz i prośby o pozostanie w domu. Nie jest to niczym niezwykłym. Problem pojawia się w momencie, gdy dziecko oswojone ze szkołą, nagle zaczyna przejawiać objawy fobii szkolnej.

Co to jest fobia szkolna

Fobia szkolna to zjawisko opisane stosunkowo niedawno. Jest to zaburzenie nerwicowe i nie ma nic wspólnego z lenistwem, o które często posądza się uczniów unikających chodzenia do szkoły. Silnemu lękowi przed pójściem do szkoły mogą towarzyszyć objawy typowe dla innych chorób: gorączka, ból głowy i brzucha, wymioty. Charakterystyczne dla tych objawów jest to, że nigdy nie pojawiają się w weekendy, a prawie zawsze pojawiają się w dni nauki szkolnej. Mogą być przypisane do różnych chorób i dlatego lekarzowi ciężko jest postawić jednoznaczną diagnozę. Stąd biorą się nieporozumienia, bo fobia szkolna jest ostatnia na liście potencjalnych zaburzeń.

Przyczyny fobii szkolnej

Nie ma jednej konkretnej przyczyny pojawienia się fobii szkolnej. Powody są uzależnione nie tylko od wieku dziecka, ale jego sytuacji wśród rówieśników, a także w domu.

Strach przed klasówką – to najczęstszy powód ataku fobii szkolnej. Jej objawy mijają, gdy tylko uczeń dostanie pozwolenie na pozostanie w domu, lub gdy… klasówka skończy się. Jednak nie należy bagatelizować nawet tak błahego powodu, strach przed klasówką jest sygnałem problemów z nauką, a te potrafią się nawarstwiać. Dlatego warto szczerze porozmawiać z uczniem, ustalić, czy jest w stanie samodzielnie nadrobić braki w edukacji, a jeśli jest możliwość i potrzeba– zaproponować korepetycje.

Lęk przed porażką może także może być przyczyną fobii szkolnej. Z tym problemem zmagają się uczniowie, którzy uważają, że zawsze we wszystkim muszą być najlepsi i panicznie boją się, że sobie nie poradzą. Często jest to winą rodziców powtarzających dziecku, że musi być najlepsze, że tylko pierwsze miejsce się liczy, itd.

Strach przed nauczycielem jest równie częstym powodem fobii szkolnej. Charakterystyczne jest to, że niechęć do szkoły pojawia się tylko w dni lekcji z nielubianym nauczycielem. Lęk przed nauczycielem jest problemem trudnym do opanowania, w skrajnych przypadkach warto pomyśleć o zmianie klasy, czasem nawet szkoły.

Kontakty z rówieśnikami, chociaż bardzo wskazane, także mogą być źródłem problemów. Powody odrzucenia przez grupę mogą być bardzo różne, od błahych po bardzo poważne. Tutaj może pomóc wychowawca lub pedagog szkolny. Czasem powodem problemów w kontaktach z rówieśnikami mogą być kompleksy.

Dziecko jako ofiara przemocy w szkole także może przejawiać objawy fobii szkolnej. W bardzo wielu przypadkach dzieci ukrywają fakt, że padły ofiarą prześladowcy, są zastraszone, często czują się winne zaistniałej sytuacji. Takie problemy pojawiają się nie tylko w szkole podstawowej, są częste również w szkołach średnich. Jeśli mamy choćby cień podejrzeń, że dziecko może być ofiarą przemocy, trzeba koniecznie znaleźć okazję do szczerej rozmowy, można porozmawiać także z innymi uczniami z klasy i wychowawcą. W skrajnych przypadkach prześladowanie (jeśli da się je udowodnić) można zgłosić na policję.

Lęk przed tłumem nie jest tak rzadki, jakby się mogło wydawać. W tym przypadku fobia szkolna jest niejako wtórna, wynika ze strachu przed przebywaniem w tłumie. W tej sytuacji najczęstszym i najlepszym rozwiązaniem jest indywidualne nauczanie.

Lęk separacyjny także może być przyczyną fobii szkolnej. Jeśli dziecko stanowczo odmawia chodzenia do szkoły, przejawia objawy chorobowe, warto się zastanowić czy nic nie zmieniło się w sytuacji domowej. Rozwód rodziców, choroba w rodzinie czy śmierć, to częste powody, dla których dzieci bronią się nie tyle przed pójściem do szkoły, co przed rozstaniem z rodzicami.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Wszystko ok ale indywidualne nauczanie jako lek na fobie społeczną??? Czyj to pomysł? W leczeniu fobii podstawą jest “unikanie unikania”. Unikanie źródła lęku to najgorsza opcja, może tylko pogłębić problemy. Praca małymi krokami jest najlepszym lekiem na
    fobie i lęki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Gry i zabawy, które już zawsze będą kojarzyły mi się z dzieciństwem


Jaka ja muszę być już stara, skoro sentymenty każą mi wykopywać wspomnienia? Nie, to nie kwestia wieku, a smutnej konkluzji, że współczesne dzieciaki w większości nie będą miały takiej przyjemności z gier i zabaw, jakie były moim udziałem jakieś trzy dekady temu!

Patrzę na moich synów i uśmiecham się do siebie. Po części ze wzruszenia, a po części z tęsknoty do tego, co minęło. Dresy ortalionowe, gumy Turbo czy Donald, Kukuruku (czymkolwiek ten smakołyk był, bo przyznam, że nie mogę sobie tego przypomnieć), spotkania pod trzepakiem i zabawa nożami. Ja nie grałam w xboxa, nie miałam zdalnie sterowanych zabawek i elektronicznych psiaków, które w sposób jak najmniej zajmujący mają udawać prawdziwego przyjaciela.

Postanowiłam więc odświeżyć pamięć i przypomnieć synom te zajęcia, które mnie, jako kilkuletnią dziewczynkę pochłaniały bez reszty. Nie opisuję tu oczywistych zabaw, takich jak zabawa w klasy, chowanego, czy berka, bo to znają współczesne dzieciaki.

Byliśmy tak pochłonięci zabawą, że matki wołały nas jedynie na obiady i kolacje, nikt nie siedział w domu. Teraz jest odwrotnie, bo trudno dzieci przepędzić na dwór. Ciekawa jestem, ile z tych “przedpotopowych” zabaw było waszymi ulubionymi?

3…2…1… zaczynamy podróż do przeszłości!

  1. Szaleństwa na trzepaku. No kto z pokolenia lat 80 tych powie, że nie wie do czego służył trzepak? To było istne centrum dowodzenia, bo tam omawiało się plany na każdą zabawę, nie wspominając o tym, że fikaliśmy na nim lepiej, niż chińskie gimnastyczki na swoich przyrządach. Fikołki, obroty, zwisy i nie wiem co jeszcze. I nikt na nas nie krzyczał, że nie wolno bo niebezpieczne. Wyobrażacie sobie to teraz?
  2. Gra w grzybki. Teraz rodzice chyba by popadali na zawał, a opieka społeczna weszła z kuratorem do domu ;). Pamiętam, że szczególnie po deszczu, gdy ziemia była mokra i fajnie się po niej rysowało, graliśmy właśnie w “grzybki”. Zabawa polegała na tym, by z punktu głównego dojść kolejnymi krokami jednocześnie rzucając nożem w dany punkt na ziemi, by ten się wbił i nie upadł. Jak się udało, to rysowało się nożem grzybka i robiło się kolejny krok i wbijało nóż w następne miejsce, byle dalej.
  3. Podchody. Ale nie takie grzeczne wokół podwórka, o nie! Podchody wieczorami po lesie, po piwnicach i wszędzie, byle dalej od domu. Jedna grupa uciekała, znacząc po sobie ślady, a  druga miała na celu namierzyć ich, zanim wrócili do tzw. bazy. Zostawianie śladów drużynie tropiącej było nie lada zabawą, a i trzeba było wykazać się sprytem i spostrzegawczością, by umieć wypatrzyć np. strzałki namalowane kredą na pniu drzewa. Aleśmy byli dotlenieni po całym dniu takiego ganiania po lesie! I nikt się nie bał.
  4. Guma. Szczerze mówiąc, nie spotkałam jeszcze dziewczynek, które pod blokiem grałyby w gumę… Skakanki i owszem, ale guma chyba odeszła do lamusa. A szkoda, bo to niezła gimnastyka i ćwiczenie rytmicznego poruszania się. Do zabawy gumą była potrzeba trzech osób – dwie stawały naprzeciw siebie rozciągając gumę swoimi nogami, a jedna skakała. Grę można było dowolnie modyfikować, w zależności od ilości uczestników. Skakało się na wysokości kostek, łydek, kolan a nawet i wyżej! To było wesołe szaleństwo i pozytywnie męcząca zabawa. No i można było się “kasować” na to, kto ma bardziej szałową, kolorową gumę :) Wówczas królowały tzw “żarówki” i kolory tęczy.
  5. Kapsle. Każdy gracz miał po jednym kapslu, a na ziemi wytyczało się dwiema liniami tor z przeszkodami. Zadaniem zawodników było pstrykanie w kapsle palcami od linii startu do mety tak, aby trafić tam jak najszybciej. Jednocześnie nie wolno było wypchnąć kapsla z trasy.
  6. Zbijak (dwa ognie). Im więcej bawiących się, tym lepiej. Na placu lub boisku oznaczało się prostokąt podzielony na dwie równe części. Uczestnicy dzielili się na dwa zespoły, które miały na celu uderzanie piłką w osoby będące w drużynie przeciwnej, a ci musieli uniknąć uderzenia. Gracze nie mogli wychodzić poza obręb swojej części boiska. Trafiony zawodnik schodził z boiska, a przeciwnicy uzyskiwali punkt.
  7. Badminton (rakietki). Kiedyś to był szał! Każdy grał w badmintona, wystarczył kawałek placu i zabawa była przednia w podbijaniu lotki rakietkami. Co sprytniejsi wkładali do lotek kamyki, by dalej leciały.

Działo się, oj działo. Do tego jeszcze strzelanie pistoletami na kapiszony, gra w palanta, kolekcjonowanie i wymiana karteczek czy obrazków z gum Turbo! A w domu? A w domu prym wiodły drewniane zabawki, które znów powróciły do łask rodziców. Nie byle chiński plastik, ale wytrzymałe drewno gościło na dywanach w dziecięcych pokojach pod postacią domino czy łamigłówek oraz puzzli. W sumie teraz dzieci nie są tak bardzo pokrzywdzone, bo mają do dyspozycji te same zabawki, tylko 30 lat młodsze.

Np. taki Find the way, czyli zestaw do treningu logicznego myślenia. Dziecko musi ułożyć drogę z puzzli, tak aby jeden przyjaciel dotarł do drugiego. Gra posiada dwa warianty: pierwszy łatwiejszy – dziecko bawi się samodzielnie oraz drugi wariant – dziecko gra z dorosłym i tutaj pojawia się możliwość blokowania sobie drogi.

Inna doskonale znana zabawa to Macro Domino, czyli drewniane obrazki, które dzieci uwielbiają układać. Zadaniem dziecka jest dopasowanie dwóch identycznych obrazków na dwóch elementach. Znacie? No pewnie, że znacie! A czy bawicie się nimi z dziećmi? Mam nadzieję, że tak. Warto trzymać się tego, co dobre, nawet, jeśli pomysł jest stary jak węgiel kamienny :)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. W podchody bawimy się do dzisiaj! Aż mi się łezka zakręciła :)

    1. Mnie też, dzieciaki były dotlenione i wyganiane :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku