W przedszkolu 24 sierpnia 2011

W czym do ludzi, w czym do piaskownicy?

Jakoś tak w połowie ciąży przyszło mi do głowy, że trzeba by pomyśleć o ubrankach dla mojej buszmenki. W założeniu miały być ładne, czyste, kolorowe, bo białych nie cierpię, i w ogóle cudne, no bo przecież dziecko będzie cudne to i ubranka też muszą. Pierwsze zakupy na wyprzedaży, więc hurtowo, no ok, sporo tego i ładne, na pierwsze dwa miesiące w sam raz.Potem przez nasz dom zaczęły przewijać się ciuszki używane, istna Niagara, nie nadążałam ich Duśce zakładać i już z nich wyrastała.

Właściwie do roku wszystko co nosiła było ładne, niezniszczone, niepoplamione, mogłam sobie myśleć, że jestem idealną matką, bo dziecko mam jak z obrazka. Też mi kryterium…

Mniej więcej w tym czasie kiedy Duśka miała pół roku, dostałam masę ubranek od koleżanki, właściwie wygarnęła z szafy co za małe, zapakowała do wora i mi przyniosła. Nie przebierała, wyraźnie powiedziała, że są różne i mam sobie wybrać. No to zaczęłam wybierać… To ładne, to też, to by było ładne ale plama, spodenki w kwiatki, ale tu dziura, na tych spodenkach to dwie dziury nawet… No ale ładne to nie wyrzucam, w końcu babcia nauczyła mnie szyć, na dziury się coś naszyje, na plamy też, albo coś wyhaftuje a ubranka śliczne to wyrzucać szkoda. Tiaaa, się naszyje, się wyhaftuje, no koń by się uśmiał a kobyła razem z nim! – Się jakoś samo nie chciało, a ja czasu nie miałam, może dlatego że chociaż umiem szyć to nie lubię. I tak sobie leżały w szafie i czekały na lepsze czasy, aż tu pewnego dnia moje dziecko radośnie zaczęło raczkować po podwórku genialnie niszcząc w błocie czyste eleganckie spodenki.  Podwórko jak to podwórko, tu błotko, tu korzeń bo w lesie mieszkamy, tu patyczek, tu szyszeczka, jest o co niszczyć,  oj jest.

Sytuacja prawie patowa, ubranek niszczyć szkoda, dziecku radości zakazać zbrodnia. I wtedy przypomniały mi się te wszystkie czekające na poprawki ubranka. A właściwie to po co mają czekać i na co? Na łaty? A kto teraz nosi połatane? I po co? Podarte dżinsy do dziś wspominam z sentymentem, to były moje ukochane spodnie. Niech i moje dziecko ma trochę radości z dziur.

Tak właśnie ubranka zostały podzielone nie według kategorii spodnie – spódniczki –  bluzeczki – bodziaki, tylko domowe i wyjściowe. I już mnie nie interesuje, jak bardzo moje dziecko wróci brudne z podwórka. Robi błoto? A niech sobie robi. Tapla się w tym błocie??? A to niech się tapla. W kałużę wlazła??? No i co z tego, widać lubi. Co prawda od lat różne mądre głowy krzyczą, że padają kwaśne deszcze, ale jakoś mi jeszcze dziecka nie rozpuściły, to chyba nieszkodliwy ten kwas, o ile w ogóle jest. Jeżeli dziecko rozpuszczone to przeze mnie, na podwórku wolno wszystko – dopóki jest bezpiecznie. Nic a nic mnie nie obchodzi, że plamy z błota ciężko schodzą, mogą sobie wcale nie schodzić, nie zależy mi. Sokiem się oblała, jogurtem umazała? Owocowym? No i co z tego? Będzie plama? To niech sobie będzie. Po to właśnie są domowe ubranka, żeby je spokojnie zniszczyć, a co się dziecku nie uda zniszczyć oddać młodszemu dziecku.

Nie mam już żadnych oporów przeciwko przyjmowaniu zniszczonych ubranek ani przekazywaniu ich dalej. Oczywiście to zniszczenie musi mieć jakieś rozsądne granice, rękawy muszą się trzymać bluzki, plecy przylegać do przodu, nogawki od spodni muszą być trwale połączone paskiem, ze sweterka nie mogą wychodzić nitki, zachowajmy jakieś minimum przyzwoitości.

Mamy ten luksus że mamy swoje podwórko, sąsiedzi nie oceniają jak ubieram dziecko. Nie wymyśliłam tego, usłyszałam, dziecko mieszkające w bloku przebiera się na każdy spacer bo sąsiedzi patrzą. Nie popatrzyłam na osobę, która mi to mówiła jak na wariatkę tylko dlatego, że była sporo starsza ode mnie, zwyczajnie mi nie wypadało. Młodszej bym poradziła żeby oddała mózg do renowacji.

Oddzielna półka to ubranka wyjściowe. Tam mieszkają wszystkie eleganckie spódniczki, sweterki, spodenki, sukieneczki, które zakładam dziecku do Kościoła, do lekarza czy na jakąkolwiek wizytę u znajomych. Tak samo piękne jak i nudne, nic w nich zrobić nie można, ciągle tylko: uważaj bo się ubrudzisz! –  nie sądzę, żeby Duśka je lubiła.

Mądrość ludowa głosi że dzieci dzielą się na brudne i nieszczęśliwe, moje dwuletnie dziecko wraca z podwórka brudne jak nieboskie stworzenie, ale z ogniem radości w oczach.

I od razu powiem, że nawet gdybym mieszkała w blokach, robiłabym tak samo, i niechby  sobie sąsiedzi gadali. Zapytajcie swoich rodziców albo dziadków jak się ubierało kiedyś dzieci na podwórko i kogo to naprawdę obchodziło. Nie odbierajmy dzieciom ich praw tylko dlatego, że w dobie nowoczesnych proszków do prania, dzieci mają być czyste. Wręcz przeciwnie, właśnie dlatego mogą być brudne!

12
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
Sabina KasońKatarzyna JaroszewiczAgata Sztoleanna(nie)Magda(lena) Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bombel
Gość
Bombel

Super text!!! Czytałam z uśmiechem na ustach!! :)
Z racji,że moje dziecko jest młodsze od Duśki ;) mogę wyciągnąć z tej opowieści pewną lekcję dla mnie,na przyszłość :)
Czekam na następny text!!! :)

Baby_55
Gość
Baby_55

popieram w 10000% mam to szczęście być mamą chłopca, co prawda młodszego od Duśki bo ma niecałe 5 mies ale chłopcy jak wszyscy wiedzą, grają w piłkę i biegaja po drzewach itp, więc szykujac garderobe na przyszłość, skorzystam z tej mądrości :)

Najszczęśliwsza mama
Gość
Najszczęśliwsza mama

My co prawda nie mamy podwórka, gdzie Mati mógł by się bawić ale za oknem mam plac zabaw. Gdzie prawie dziennie uczęszczamy nie ubieramy czystych, nowych ciuchów bo niby po co ? Ja mam zdanie takie jak autorka że najlepiej mieć szczęśliwe dziecko niż wiecznie czyste.Zdanie innych delikatnie pisząc mam gdzieś, wszyscy się dziwnie spoglądają że puszczam małego nie mal wszędzie. Niech raczkuje sobie, a co. Niby dlaczego miałam bym zabronić raczkowania po trawce, czy piasku bądź na brzegu jeziora ? Jadąc na spacer zawsze zabieram koc i gdy tylko znajdziemy miejsce zatrzymujemy się i rozkoszujemy się piękną zielenią :)… Czytaj więcej »

Magda
Gość
Magda

Super tekst. Borę do serca :D
Buziak

Sisunia
Gość
Sisunia

Świetny tekst :) napisany lekko i z humorem…ja jestem mieszkanką bloku i muszę przyznać,że ubieram ładnie małego tzn nic poplamionego ani zniszczonego. Oczywiście zasada jest jedna-robi co chce (w granicach rozsądku) chce do piasku czy w błoto??-nie ma sprawy!! dla mnie ubranie to tylko rzecz! Nie mam ubranek „w spadku” więc kupuję nowe czasem w lumpeksach ale raczej wybieram nie zniszczone. Siłą rzeczy ubranka są bez plam. Nie można przez ubrania zabierać dziecku radości z poznawania świata :)

Aga86
Gość
Aga86

Popieram w 100% i tez mam osobna szafke na „podworkowe” ciuszki :)

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

ja też mam kilka ciuszków do nauki jedzenia :) już z plamami i inne nowe i używane w stanie bardzo dobrym, ale nie ma tragedii jak coś się poplami nawet jeśli nie zdążyłam jeszcze dobrze metki oderwać :)- zawsze można spróbować sprać :) poza tym również należę do mam, które pozwalają chodzić (raczkować) dziecku po trawie, piasku itp i jeśli tylko Lusia nie próbuje tego zjeść, może robić co chce :)

anna
Gość
anna

100% prawdy podpisuję się pod nim obiema rękami i nogami

Agata Sztole
Gość

Amelcia ma 2 latka a ja kocham jak pięknie wygląda czy w piaskownicy czy w kościele nieważne. Wszędzie chodzi czyściutka i nieobtargana. Oczywiście tam gdzie może zniszczyć bardzo ubranka wybieram te tańsze ale zawsze mają wygląd. Nie wyobrażam sobie żeby córka miała potarganą bluzkę nawet w domu żal by mi było na nią patrzeć. Wole nie kupić sobie kolejnej bluzki a w zamian kupić jej. Wcale nie oznacza to że ciągle krzyczę Amelka nie rób tego bo sie ubrudzisz nie rób tak bo potargasz wszystko w granicach rozsądku.

Katarzyna Jaroszewicz
Gość

Miło jest jak dzieci (i nie tylko) wyglądają ładnie, kolorowo i czysto. Jednak najważniejsza jest wygoda i dobra zabawa!!!

Sabina Kasoń
Gość

Świetny tekst i super pomysł!!! Dziś jeszcze robię remanent w ubrankach i podzielę i też się przejmować nie będę :)

Na zakupach 21 sierpnia 2011

Tetra kontra pampers czyli o ekologicznym pieluchowaniu

Pewnego razu, kiedy byłam już w ciąży, stanęłam przed półką z pieluszkami jednorazowymi.
Ilość rożnych firm i rozmiarów mnie przeraziła – które wybrać, jaki rozmiar, czy mojemu maleństwu nie zaszkodzą, czy się w nich nie odparzy, bo przecież mamy lato w pełni. Po prostu jakaś czarna magia, a gdzie zwykła tetra?.

W tym momencie nie zawodne okazało się doświadczenie moich koleżanek, które swoje pociechy chowają ekologicznie na pieluszkach wielorazowych. To przecież takie logiczne, nasze mamy, babcie i prababcie miały tylko tetrę i flanelę, a nie było takich jak dziś pralek automatycznych, wszystko trzeba było gotować w garach. Dziś mamy pralki z najróżniejszymi opcjami. Jest to powrót do tego co bardziej naturalne, także dla skóry maluszka, po prostu zwykła tetra. Przecież dla siebie wybieramy jak najwygodniejszą bieliznę, z bawełny, satyny itd. Dlaczego skórę naszych milusińskich pakować nieustanie w gumę?

W ekologiczne pieluchowanie wkręciłam także mojego męża i naszych rodziców, choć mój ojciec entuzjazmem nie tryskał, cały czas powtarzał – „ po co się tak pakujecie w robotę, nie lepiej dać pampersa?” Dziś jestem już pewna, że nie. W krótkim czasie zebrałam sporą ilość tetry – to od babci (z dawnych paczek z zagranicy), od teściowej i od mojej mamy z jej wyprawki wojskowej dla mojego brata (czyli 35 letnią tetrę). Pozostałą część musiałam dokupić, i w tym dopomógł mi Internet. Początkowo wczytywałam się w rożne portale, fora, szukałam jak najlepszego rozwiązania. I znów mnie to wszystko przytłoczyło. Nie dość, że obok zwykłej tetry, jest jeszcze muślinowa, bambusowa, są pieluszki formowane, otulacze itd. Z pomocą przyszła mi przyjaciółka i poleciła abym miała ok. 30 pieluszek i 3 otulacze (najtańsza opcja – bo wydatek jest jednorazowy, ale się opłaca). Razem z mężem zdecydowanie wolimy tetrę i kiedy tylko możemy ubieramy w nią maluszka. I tak od pierwszych dni Marcinka (a kończy właśnie drugi miesiąc) używamy pieluszek wielorazowych. Nie oznacza to, że nie zrezygnowaliśmy z typowych pampersów, bo są naprawdę przydatne, zwłaszcza nocą i podczas wyjść. Wiele osób patrzy na nas jak na wariatów, no bo po co, przecież jest tyle jednorazowych pieluch. My na przekór innym z uśmiechem wychwalamy tetrę.

Po pierwsze – mały od razu sygnalizuje jak ma mokro i domaga się zmiany pieluchy (czasem nawet co pół godzinki – dziennie schodzi nam aż do 10 tetr). Po drugie – wszelkie odparzenia po jednorazówkach najlepiej wietrzą się w tetrze. Po trzecie – są ekologiczne dla naszego środowiska, i na koniec są ekonomiczne. Pieluchy jednorazowe to spory wydatek dla naszego budżetu, gdzie mamy kredyt mieszkaniowy do spłacenia. Dzięki pieluszkom wielorazowym wydajemy na jednorazówki nawet 5 razy mniej, więc dla nas jest to duża oszczędność.

Ktoś zapyta czy naprawdę jest to ekologiczne, przecież trzeba wyprać te pieluchy, użyć jakiś środków odplamiających, itd. Macie rację, ale wiedzcie, że są świetne środki naturalne do prania, takie jak łupiny orzechów indyjskich czy niezawodne szare mydło?  Pewnie się zastanawiacie, czy nam się chce, przecież tyle z tym roboty. Znów macie rację, każdą pieluszkę trzeba wyplukać, lub dobrze wymyć jeśli było coś więcej, kiedy zbierzemy całe wiaderko trzeba nastawić pralkę, wywiesić, wysuszyć, wyprasować, złożyć i na nowo. Mimo, że jestem mamą cycocholika, który cały czas chce być ze mną, dajemy sobie świetnie radę (dzięki pomocy mojej mamy i męża – lecz wkrótce będziemy już tylko we trójkę). Mój mąż jest bardzo pomocny bo ostatnio zamiast piwa i chipsów do filmu, rozkłada deskę do prasowania i zabiera się do roboty. Wcale nie muszę go nakłaniać, czy to nie jest świetna zaleta pieluszek wielorazowych? ;)

Mały pokochał tetrę. A i może szybciej siądzie na nocnik? Poczekamy, zobaczymy…

36
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Leniwa mama :)
Gość
Leniwa mama :)

Zazdroszczę determinacji i pracowitości :)

Hepik1
Gość
Hepik1

To się nazywa inwestycja w przyszłość.Przy pampersach tylko początkowo wygoda a w efekcie walenie kup w majty do 4 roku życia.A j kupy już dwulatka są mocno wymiotne,o czteroletnich nie wspominając ;)

(nie)Magda(lena)
Gość
(nie)Magda(lena)

znam papmersowe 2latki, które już ich nie używają, więc niekoniecznie będzie taki efekt- wszystko zależy od rodzica. ale odpieluchowanie to już inny temat :)

położna
Gość
położna

dla chłopców zdecydowanie lepsza jest tetra… bo jądra się nie przegrzewają… są już badania nt szkodliwości pampersów – u mężczyzn jest bardzo prwadopodobna niepłodność spowodowana przegrzaniem jąder w okresie noworodkowo-niemowlęcym, a u dziewczynek częstsze występowanie sklejenia warg sromowych również łączy się z pampersami

Smykowa
Gość
Smykowa

A czy to faktycznie tak ekonomicznie wychodzi? Przecież pranie i prasowanie też kosztuje…to prąd i woda…z ekologicznego punktu widzenia to tylko te łupiny są OK :)
Do tetry przekonałby mnie jedynie fakt, że pupa oddycha i łatwiej wyleczyć odparzenia. My jednak z jednorazowymi pieluchami nie mamy problemów :)

Jak poprzedniczka gratuluję determinacji :)
Oby wystarczyło sił jak najdłużej :)

divette
Gość
divette

jesteśmy wielo, bo jest taniej ;) korzystamy z kieszonek które wykorzystujemy jako otulacze-była to tańsza wersja, która zafundował nam ebay :) tetrę okupiłam, a dodatkowo mam pocięte najtańsze ręczniczki z ikea i wkładam je do środka ;) cudna sprawa- polecam. Czy jest taniej? jest. raz w miesiącu płacę za wodę, która zużyję. dzięki pralce A++ i automatycznemu poborowi wody nie jest to dużo. a za pampersy? moja córka nie lubi wilgoci, kręci się płacze, a jak nasika to nie nasika już drugi raz i ostatnio na 3 dni zeszła paczka 60 pieluch. kupuję najtańsze ale to i tak 27 zł.… Czytaj więcej »

alka
Gość
alka

A ja moje tetry najpierw gotuję w garze w normalnym proszku do białego…widzę różnicę w praniu w pralce a w garze. Z gara są czystsze i biel jest bielsza. Bo temperatura tu jest wyższa. A potem takie wygotowane wrzucam do pralki i piorę z resztą prania w dzieciowym już proszku. Wiem, że trochę z tym roboty ale kwestia przyzwyczajenia. Poza tym w ten sposób gotuję też śliniaki czy jakieś ubranka pobrudzone np. marchewką, sokiem, czekoladą. Jak nie zejdą za pierwszym razem, to za drugim murowane, że zejdzie…a w pralce nie zawsze chciały plamy wyprać. A też racją jest to, że… Czytaj więcej »

Agusiak
Gość
Agusiak

Gratuluję wytrwałości :)
Tetra z pewnością jest lepsza dla małej, delikatne pupki. Sama na początku także próbowałam ale poddałam się chyba na rzecz wygodnictwa ;)
Ale szczerze podziwiam i kibicuję :)

Rachela
Gość
Rachela

Smykowa dla mnie wychodzi to taniej. Pralke nastawiam co drugi lub trzeci dziń, piorę nie tylko tetre ale też ubranka malego a czasem i nasze. Dzięki temu później nie czeka mnie sterta koszul męża tylko pojedyncze sztuki:)}

Bombel
Gość
Bombel

Tak jak poprzedniczki -gratuluję wytrwałości ;)
Ja nie raz,nie dwa myślałam o ekologicznym pieluchowaniu ale jakoś jeszcze się nie zdecydowałam :| Trochę przerażają mnie niezbędne do tego akcesoria: otulacze,formowanki,kieszonki…wkłady z mikrofibry,bawełny,bambusa…-co tu wybrać?? Co jest najlepsze?? Co tańsze?? Co wygodniejsze??
Za dużo tego i trochę się w tym gubię :( :P Przydałby mi się jakiś dobry przewodnik ;)

Pati
Gość
Pati

podziwiam :) i proszę o więcej w tym temacie!!

Rachela
Gość
Rachela

Przyznam, że sama tylko korzystam tylko z otulaczy, ale chętnie poszperam i może jakiś mini przewodnik się utworzy w przyszłości.

Gadzetomama
Gość
Gadzetomama

O moich doświadczeniach pieluchowych tutaj: http://www.gadzetomama.pl/?cat=19

Robin
Gość
Robin

Nasza mała rodzinka używa pieluch wielorazowych. Ale nie tetry, tylko otulacz+wkład. Tak jak autorka – jednorazówek używamy na noc i na „bardziej skomplikowane” wyjścia (po rodzinie, gdzie wybieramy się z większym bagażem, również wielo).
@Smykowa – pieluchy pierzemy z rzeczami małego, które i tak trzeba wyprać, nie prasujemy. Czysta oszczędność. A jednorazówek kupujemy jedno opakowanie na miesiąc… Więc jest 2xeko – ekologicznie i ekonomicznie.

Rachela
Gość
Rachela
alka
Gość
alka

Serwis działa na terenie Warszawy i okolic http://serwis.pieluszkarnia.pl/index.php

Anna Cekiera
Gość

Też używamy tetry, ale nie przyszłoby mi do głowy prasowanie :)
Myślę że to strata czasu i prądu, w dodatku niewyprasowana tetra jest bardziej chłonna.

Co do prania pieluszek to zmieniłam orzechy na kule do prania lub proszek, bo po orzechach śnieżna biel tetry zniknęła.

Cieszę się że coraz więcej rodziców używa pieluszek wielorazowych :)

Na zachętę niezdecydowanym dodam , że z natury jestem okropnym leniem :P więc z tym nie może być aż tyle roboty jak piszą inni ( z reguły ci którzy używają jednorazówek)
Da się!

pozdrawiam

Iza Kasparek
Gość

zaczęłam tetrować syna jak skończył rok. połączyłam to z nauka nocnikowania. aktualnie jestesmy na dobrej drodze pożegnania sie z pieluszka ;) dalej jednak korzystamy z dobrodziejstwa papmersow na noc i na wyjścia.
tetre prasowalam tylko raz, po pierwszym praniu a teraz uwazam ze wystarczy jak poprostu dobrze rozwiesze i same sie wyprostuja ;)

milena
Gość
milena

dzięki tetrze mój syn bardzo szybko nauczył sie sygnalizować chęć skorzystania z toalety, oczywiście pampersy stosowaliśmy ale tylko na wyjscia

Aneta Wnuk
Gość

U nas pieluchy jednorazowe ☺

Beata Małachowska
Gość

Pieluchy jednorazowe

Joanna Szczyglowska
Gość

Bym się wykończyła chyba gdybym miała jesczce pieluchy prac.no thx

Marta Jò-Go
Gość

wydaje Ci się ,w rzeczywistości wcale nie jest to kłopotliwe, pieluchy wielorazowe są fantastyczne?

Joanna Szczyglowska
Gość

To pranie mnie przeraża … przy sikaniu i kupaniu mojego smarkula bym potrzebowała drugiej pralki

Zuzanna Szumińska
Gość

Pierwsze dziecko pampersy, drugie wielorazowe na zmianę z pampersami.

Marta Jò-Go
Gość

wielo

Wanda Sztabinska
Gość

mialysmy czas na pranie pieluch,gotowanie zupek,wyciskanie soczkow ,spacery i wszystko bylo na czas,dziecko karmione bylo systematycznie,w domu lub w parku,na uboczu,nie jak teraz oficjalnie wywali piers i podziwiajcie mamunie,wszyscy musza widziec to i owo…..ehhh

Joanna Szczyglowska
Gość

No ale karmienie piersią to raczej cos pozytywnego bym powiedziała….

Anetta Kowalczuk-Wieteska
Gość

Pampers majteczki

Ewa Klepczarek
Gość

Tetry się nie prasuje, go zaczyna gorzej chłonąć! Także już masz mniej roboty

Anna Guzy
Gość

Pierwsze – tetra i okazyjnie pampers. Drugie – tylko pampers. Trzecie – w wiekszosci wielo, czasem pampers.

MałZosia Gaweł
Gość

Wielorazowe

Ewa Klepczarek
Gość

Aj i jeszcze trzeba sprawdzić ile wody zabiera program płukania w pralce, zazwyczaj okazuje się, że o wiele mniej niż płukanie każdej pieluchy oddzielnie. Zbieram wiadro po 2 dniach nastawiam na płukanie i potem na zwykłe pranie, górą w 40 stopniach, najlepiej w 30. Tylko w proszku, orzechy i mydło też zatyka wszelki wielo , a już na pewno otulacze! Plus olejek z drzewa herbacianego – kilka kropel, to najlepszy odkazacz

Agnieszka Domańska Kosińska
Gość

to tak jak na zasadzie albo miec podgrzewacz do butelek albo wstawac w nocy po 50 razy gotowac wode.rozrabiac mleko.studzic itd.rownie dobrze mozna prac ubrania w rzece na tarce a noe do pralki wkladac .jak chcesz byc eko to badz w 100 %

Zabawa 18 sierpnia 2011

Mama wraca do pracy…

Coraz częściej głowę zaprząta mi myśl o powrocie do pracy, a tym samym zadaję sobie pytanie – co z moim maluchem?? Choć mam jeszcze czas do listopada, to jednak te myśli zaczynają mnie przerażać! No bo niby kto jest w stanie zastąpić mamę??

Pracujemy z mężem w systemie zmianowym 12`sto godzinnym, w tygodniu, weekendy i święta. Moi rodzice mieszkają 35 kilometrów od nas i już mają jedną wnuczkę pod opieką, a do teściów mamy jakieś 90 kilometrów. Pozostaje nam opcja niani… Obca osoba w domu, obca osoba usypiająca moje dziecko, oglądająca jej uśmiech, ocierająca łezkę…

To nie lada odwaga powierzyć komuś swoje dziecko, pozostawić sam na sam. Obdarzyć zaufaniem na tyle, by móc się skupić na swoich obowiązkach.

Właśnie dałam pierwsze ogłoszenie i… z duszą na ramieniu czekam na oferty. Czy ktoś, kto w pierwszym kontakcie wzbudzi nasze zaufanie i sympatię, nie okaże się świetnym aktorem i w rzeczywistości będzie „kimś innym”?

Czeka nas odpowiedzialne zadania, bo takim jest wybór niani. Najchętniej zostałabym z Kruszynką w domu, ale niestety nie możemy sobie na to pozwolić. Już przeminęły czasy, kiedy to ojciec – jako głowa rodziny – był w stanie ją utrzymać, a matka mogła się w pełni poświęcić wychowaniu potomstwa. Tak więc współczesne kobiety muszą pogodzić rolę mamy z aktywnością zawodową. I wydaje mi się, że przez to dużo tracą. Umykają nam najważniejsze chwile, bezpowrotnie tracimy możliwość obserwacji jak nasze dziecko stawia pierwsze kroczki, wypowiada pierwsze słowa, jak uczy się i poznaje świat….. Jak na razie bardzo się boję naszego rozdzielenia, chyba jeszcze nie dojrzałam do takiego kroku. Ale czy do tego w ogóle można dojrzeć?

Jest również pytanie, jak moja Kruszynka poradzi sobie z tą zmianą? Dotychczas nasz dzień był doskonale zorganizowany, przewidywalny – bezpieczny. Już poznałam moje dziecko, wiem co oznacza dana minka, grymas czy pojękiwanie. Mamy ustalone pory karmienia, zabawy i snu. Te chwile, kiedy Skarbek się budzi, patrzy swoimi kryształkami, obdarowuje uśmiechem i… serce się rozpływa. Nie wspomnę już o naszych chwilach, tych w których jesteśmy najbliżej siebie – chwilach podczas karmienia. To chyba najbardziej bliskie i intymne momenty, które spędza matka z dzieckiem. Z dniem mojego powrotu do pracy skończy się karmienie piersią. Nasze słodkie, wspólne leniuchowanie. W nasz ład i porządek wkradnie się pośpiech, a może nawet początkowo chaos!

Tekst może się wydać pełny obaw i znaków zapytania, ale właśnie tak się czuję. Próbuję się oswoić z sytuacją i zadaję sobie wiele pytań, które jeszcze pozostają bez odpowiedzi. Mam nadzieję, że z upływem czasu poznam odpowiedzi na wszystkie i… znajdę świetną nianię;-)

Niemniej jednak chciałaby podsumować wpis zgodnie ze swoim charakterem optymistki – razem  z moim Słoneczkiem przetrwamy, zaakceptujemy wszystkie zmiany, a wspólne chwile będziemy przeżywać podwójnie. Będą one cenniejsze, upragnione i wyczekane. I jak miłe będą powroty do domu… te spragnione naszego widoku oczka, radosne uśmiechy kiedy otwierają się drzwi, szeroko rozpostarte rączki gotowe do przytulenia. Tak będziemy się witać moje dziecko i ja – mama wracająca z pracy.

 

 

 

 

 

23
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Iwonaba85
Gość
Iwonaba85

no to jest dylemat każdej mamy, ja postanowiłam do roku zostac z kruszynką za długo na niego czekałam za dlugo sie starałam za duzo wycierpiałam aby teraz mi umkneły pierwsze kroki pierwsze słowa wszystko co pierwsze, najwyżej zaciśniemy pasa:)

divette
Gość
divette

życze powodzenia. ja nie mam dokąd wracać, więc mąż nie ma wyjścia i musi nas utrzymać choć nie kryję, że cieszę się z tego, że uniknę wybierania niani

Anonimowo
Gość
Anonimowo

Madziu dokładnie wiem co czujesz i jakie masz obawy. Ja tez niestety już musiałam wrócić do pracy ze względów finansowych i jest mi bardzo ciężko z tym :( lubię swoja prace ale wolałbym spędzić ten czas z dzieckiem. Małego zawożę do mojej szwagierki, która sie nim opiekuje. Na poczatku było bardzo trudno mały płakał nie mógł sie przyzwyczaić do nowego miejsca/osoby i na odmian z mężem musieliśmy co parę godzin tam jeździć. Teraz już jest lepiej ale dla mnie nadal jest źle. Codziennie tęsknie, myślę co robi, czy placze, czy się śmieje czy wszystko jest ok. Nie moge sie momentu… Czytaj więcej »

Basia
Gość
Basia

I ja drżałam na samą myśl o powrocie do pracy. Jak tylko zaczynałam o tym mówić głośno łzy ciekły mi po policzkach. Tak jak Natka86 pracę swoją lubiłam, ale w domu miał zostać ktoś mi najbliższy, najukochańszy i jedyny… Okazało się jednak, że nie taki diabeł straszny – synek poradził sobie z brakiem mojej obecności świetnie, ja na początku trochę gorzej. Ale potem przyzwyczaiłam się do nowej sytuacji.

Baby_55
Gość
Baby_55

ja póki co będe mogła sobie pozwolić na siedzenie w domu z moim maluszkiem, ale kiedy jeszcze byłam na etapie powrotu do pracy, ta myśl mnie przerażała… nie potrafie zostawić synka na dłużej z mamą a tymbardziej z teściową, z mamą został raz a z teściową w ogóle, obca osoba to tymbardziej koszmar…. byłam tym wszystkim załamana, na szczęście udało sie tak rozwiązać sytuację, że będę mogła póki co zajmować się moim bąbelkiem :)

Magda
Gość
Magda

I mnie to czeka już za chwilkę…jestem przerażona. Najchętniej nie wracałabym do pracy, tym bardziej że nie czeka mnie tam miła atmosfera :/ Z moim Skarbem zostanie moja mama, ale mimo tego przeraźliwie boję się rozłąki. Niestety ze względów finansowych nie mam wyjścia. Codziennie zadaję sobie pytanie: Dlaczego? Dlaczego taki Maluszek musi zostać drastycznie odseparowany od mamy? Dlaczego macierzyński trwa tak krótko? Dlaczego urlop wychowawczy jest niepłatny? Dlaczego odbiera mi się pierwsze słowa, pierwsze kroczki, pierwsze osiągnięcia mojego dziecka? Milion pytań, żadnych odpowiedzi. Boję się strasznie. Mam nadzieję, że damy z synkiem radę.

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Niestety nasze Państwo nie sprzyja rodzinie i rodzice muszą się rozstawać z dziećmi(( Chyba każda kobieta zadaje sobie miliony pytań przed taka decyzją. No ale trzeba dać radę@

mamuśka
Gość
mamuśka

A jak, drogie Mamy, oswajałyście swoje pociechy z nową sytuacją? Nas to dopiero czeka – na razie pracuję w domu.

Sisunia
Gość
Sisunia

Mnie to czeka dopiero za rok..czyli jak mój smyk będzie miał 2 latka… ale przy kolejnym nie będę mogła już sobie na to pozwolić i mnie to przeraża :( oddać dziecko obcej osobie po pół roku…

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Oj jakbym chciała posiedzieć z moją Kruszynką dłużej w domu!!!!! No ale niestety….((((

olka
Gość
olka

ja właśnie jestem na etapie powrotu do pracy :( i przyznam szczerze: JEST CIĘŻKO :(:( pierwsze dwa dni za nami… w piątek po powrocie usiadłam i sobie popłakałam… :( :(

Bombel
Gość
Bombel

Mamusie które musicie chodzić do pracy,chciałabym Was wszystkie mocno wyściskać!!! To tak może głupio brzmi,ale żal mi Was i mocno współczuję :( Ja póki co nie pracuję i bardzo się z tego cieszę! Na samą myśl o powrocie do pracy,o tym że miałabym zostawiać gdzieś syna,że miałabym go nie widywać przez 5dni w tyg. po 8h …..dostaję dreszczy ;/
Mamuśki pracujące -trzymajcie się i bądźcie silne!W końcu robicie to dla Was! ;-)

Magdalena446
Gość
Magdalena446

Został mi jeszcze tydzień do powrotu. Aaaaaaa……..!!!!!!!!!!!!!!

Iza
Gość
Iza

Naszą córką opiekuje się niania, wybraliśmy ją z innych 13 pań, które odpowiedziały na nasze ogłoszenie. Najważniejsze to dziecko musi nię polubić, to coś jak miłość od pierwszego wejrzenia i to widać od razu. No i przede wszystkim niania musi spędzić z mamą i dzieckiem kilka dni, żeby się oswoić i żebyśmy my widzieli jakie ma podejście do dziecka w codziennych sytuacjach (np. karmienie, usypianie). To jest bardzo ważne, bo w na tej podtsawie jedną Panią zdyskawalifikowaliśmy. Na szczęście pojawiła się Pani Basia, która wspaniale się opiekuje córką i jest dla niej jak babcia. Co do powrotu do pracy, to… Czytaj więcej »

Maria Ciahotna
Gość

Kochane mamy, wygląda na to, że państwo polskie chyba wreszcie zrobiło mały kroczek w stronę normalności, za kilka dni zaczyna obowiązywać prawo do rocznego urlopu macierzyńskiego, jeżeli się dobrze orientuję. Teraz niech jeszcze pomyślą nad dopłatami do wychowaczego, bo to naprawdę świetna sprawa móc być z własnymi kochanymi dziećmi w domu i nie musieć się tak okropnie zamartwiać wyborami, czy dotrwa się do kolejnego miesiąca…

Maria Ciahotna
Gość

Po macierzyńskim wychowawczy, potem macierzyński, potem wychowawczy, potem macierzyński i teraz znowu wychowawczy :) co jednak nie oznacza, że nie pracuję – wprawdzie z domu, ale jednak to praca zajmująca kilka godzin dziennie i pozwalająca dorzucić co nieco do domowego budżetu. W naszej sytuacji jednak nie było co się wahać – w Czechach urlop wychowawczy jest płatny, i to nawet całkiem fajnie, przynajmniej my nie widzimy powodu by narzekać…

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

u nas zasiłek wychowawczy to mniej niż czynsz za kawalerkę, a jak to u Was wypada?

Magdalena Marczuk
Gość

Pod warunkiem, że się na taki zasiłek załapiesz oczywiście.

Magdalena Gruszka
Gość

Na „płatny” wychowawczy to trzeba sobie „zasłużyć” a tak to figa z makiem. Ja to chciałabym wrócić do pracy szkoda że po porodzie dobre się skończyło…cóż pracodawcy robią co mogą żeby mamie ciut uprzykrzyć życie. I tak zamiast cieszyć się macierzyństwem obgryzam paznokcie bo pracy nie ma :-/

youkids.pl
Gość

wróciłam do pracy, ale w domu ;)

Joanna Szopińska
Gość

po macierzyńskim na 5 miesięcy obniżyłam wymiar etatu w ramach urlopu wychowawczego pracując najpierw na 3/4 etatu a później na 7/8 :-)

Kasik Kowalska
Gość

Mimo ze mialam wczesniaka wróciłam po macierzyńskim. Lekko nie bylo i nie jest.

Maria Ciahotna
Gość

Na pewno nie jest łatwo, ale masz do kogo wracać, na co się cieszyć, a jakaś pewność w rodzinie to też przecież jest na plus :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close