Emocje 6 marca 2013

W krainie cienia… Wywiad z psychologiem Dorotą Gromnicką

Zostać mamą, często wyczekiwać właśnie na ten moment – jak można się smucić czy popaść w melancholię w tak doniosłych i radosnych okolicznościach?! Choć macierzyństwo i ojcostwo to życiowe role wnoszące w nasze życie światło, radość i miłość, to nowa droga życia „rodzica” nie zawsze – ba, prawie nigdy – nie jest usłana tylko różami… nawet te najpiękniejsze róże z rodzinnego ogrodu mają swoje kolce!

Czy można obronić się przed smutkiem? To pytanie kierujemy do eksperta, Doroty Gromnickiej – psychologa i autorki poradnika „Depresja. Jak pomóc sobie i bliskim”

Ciąża i okres połogu są bogate w emocje. Niestety również te negatywne – burza hormonów skutecznie rzuca nas na karuzelę nastrojów.  Czy można się obronić przed smutkiem?

Dorota Gromnicka: Smutek jest naturalną i normalną emocją człowieka, to reakcja na trudności, niepowodzenia, straty czy rozczarowania, a czasami zmęczenie.  Również w czasie ciąży i podczas połogu smutek może się pojawiać, także z powodu większej wrażliwości naszego nastroju spowodowanej zmianami hormonalnymi. Jeśli chcemy ograniczyć czas jego trwania czy częstotliwość występowania w czasie ciąży czy połogu, trzeba uważnie wsłuchiwać się w siebie, dbać o swoje dobro, nie żałować czasu na odpoczynek, zachowanie równowagi między pracą a przyjemnościami i na rozmowy z bliskimi osobami.

Baby blues – tzw. „syndrom 3-go dnia” po porodzie, spowodowany jest głównie spadkiem poziomu hormonów, jego  objawy to płaczliwość, huśtawka i obniżenie nastroju. Większość kobiet doświadcza tego zjawiska. Skoro wiemy o „baby blues”, czy można się jakoś przygotować „na zapas”?

D.G.: Dobrze, że o nim wiemy, przynajmniej aż tak bardzo nas nie zaskoczy, a to już jakaś linia obrony – świadomość. Choć zdarza się, że kobiety inaczej go sobie wyobrażają, trudno im zrozumieć swoje emocje w tym czasie i po prostu przyjąć je jako stan przejściowy. Nikt do końca nie jest w stanie przewidzieć intensywności swoich reakcji zarówno związanych ze zmianami hormonalnymi, ale także będących wynikiem mieszanki radości, zmęczenia, początkowego, normalnego zagubienia w nowej roli, dlatego trudno się całkowicie zabezpieczyć przed wystąpieniem syndromu 3-go dnia. Natomiast to, co możemy zrobić zanim pojawi się „baby blues” to oswajać się z myślą, że początki są radosne i zarazem wymagające, możemy być zmęczone i zagubione, ale to minie. Warto porozmawiać o tym z mężem, partnerem, aby on także wiedział, co się dzieje.

Depresja poporodowa jest groźnym zjawiskiem, czy można jej uniknąć?

D.G.: Depresja poporodowa jest chorobą i tak jak inne poważne choroby, trzeba ją leczyć i zająć się sobą w tym czasie w sposób szczególny. Warto zaznaczyć, że pojawia się u 10-15% kobiet. Znając swoje predyspozycje, dotychczasowy sposób reagowania można dość szybko zauważyć, że dzieje się coś niepokojącego i poprosić o pomoc i wsparcie bliskich, odciążenie z obowiązków, dowartościowanie. Dobrą profilaktyką jest zachowanie równowagi w obowiązkach, rozmowa o swoich stanach emocjonalnych, dbanie nie tylko o dziecko, ale także o siebie, więź z partnerem. Są osoby, które mogą mieć pewne predyspozycje do pojawienia się depresji, ma to zazwyczaj związek z innymi jej epizodami, które już przeżywały albo z cechami charakteru, które w powiązaniu z nową sytuacją, dodatkowymi czynnikami wyzwalającymi stres i lęk (np. choroba dziecka, nieplanowana ciąża, rozstanie z partnerem) mogą negatywnie wpływać na funkcjonowanie kobiety.

Często nie brakuje również innych trosk: kłopoty zdrowotne mamy lub dziecka, problemy z przystosowaniem się do nowej rzeczywistości, lęk przed nieznanym czy problemy chociażby z nakarmieniem. Co poradziłaby Pani przyszłym i świeżo upieczonym rodzicom, czy jest sposób jak w tym całym zamieszaniu nie „zwariować”?

D.G.: Przede wszystkim trzeba stawiać sobie realne wymagania i oczekiwania. Jesteśmy kobietami, silnymi, wrażliwymi, ale też mającymi swoje lęki, ograniczenia, potrzeby, a niektóre sytuacje mogą nas po prostu zaskoczyć. Bycie dobra matką nie oznacza bycie perfekcyjną, „Zosią Samosią”, chodzącą encyklopedią. W tym wyjątkowym czasie warto dać sobie przestrzeń na naukę nowych umiejętności, możliwość popełniania błędów, troszczyć się o każdy promyk radości płynący z więzi z dzieckiem i z bycia rodzicem. Rozmowa, wsparcie i zadbanie o siebie nawzajem pomagają w lepszej adaptacji do tego, co nowe, piękne i czasami trudne.

Jak mogę być nieszczęśliwa będąc mamą? Jaką jestem matką skoro miewam „dość” spędzania dni z moim dzieckiem, tęsknię do innych zajęć? – wiele mam doświadcza takich wyrzutów, czy słusznie?

D.G.: Kobiety bardzo często są dla siebie surowe i karzą się za to, co nie jest zgodne z ich idealną wizją bycia matką. Często oznacza ona bycie nieomylnym, zawsze wypoczętym, pełnym energii… to nie jest możliwe. Gnębienie siebie, toksyczna krytyka są bardzo szkodliwe i w niczym nie pomagają, stają się kolejnym kneblem na ustach, kolejną raną, zamiast przynosić ulgę, potęgują frustrację. Warto pamiętać, że złość, bezradność, tęsknota ubierają się w różne myśli, również w takie, że ma się wszystkiego dość. Wtedy trzeba zastanowić się czego potrzebuję, co jest dla mnie ważne i jak to pogodzić z aktualnymi obowiązkami. Musi być na to miejsce, inaczej kobieta staje się wyczerpana, a „z pustego to nawet Salomon nie naleje”.

Pani Doroto, rodzice wydają się być idealnym celem dla potworów z krainy cienia. Ich emocje i uczucia – szczególnie te trudne – negatywne, zawsze rozlewają się w całym rodzinnym kręgu. Poczucie winy za własną słabość dokłada zmartwień do często już pełnej czary. Czy mama może mieć gorszy dzień, czy też w imię dobra dzieci nie może pozwalać sobie na słabości i smutek?

D.G.: Oczywiście, nawet powinna miewać gorsze dni, bo w ten sposób daje przestrzeń sobie, jak również ważny przekaz dorastającym dzieciom, które uczą się swoich emocji i czytania uczuć innych ludzi, że to normalny stan. Natomiast ważne jest, co robi podczas gorszych dni, jak mówi o swoim smutku, czy daje się do siebie zbliżyć. Ukrywanie go aż do momentu, kiedy nie jest w stanie utrzymać uczuć na wodzy i wybucha, może przynieść dodatkowe napięcia i stres. Na słabości czy błędy najlepszym lekarstwem nie jest poczucie winy. Najlepsze lekarstwo to wzięcie odpowiedzialności, tam gdzie sprawiło się ból należy przeprosić, poszukać rozwiązań i spojrzeć na siebie w całości, nie tylko przez pryzmat błędów. Błędy i słabości są w nas wpisane, ale nie tylko one nas definiują, sprawiamy także radość, dajemy miłość, uczymy wielu rzeczy, wielokrotnie reagujemy dobrze, ciepło i z cierpliwością.

Gdy tracimy siły – pogłaskać się po głowie i wypłakać, czy też w głębi serca nakrzyczeć na siebie, postawić się do pionu?

D.G.: To czas, kiedy na pewno musztra i twarda dyscyplina przysporzą więcej kłopotów. Rozmowa z bliską osobą, wypłakanie się pomogą obniżyć napięcie, a stąd już szybsza droga do odzyskania równowagi. To czas, kiedy zamiast na siebie krzyczeć trzeba się zrozumieć. Zrozumieć, co doprowadziło mnie do takiego stanu, czego potrzebuję od siebie, bliskich i jakie zmiany są konieczne w moim postępowaniu, planowaniu, aby nie doprowadzać siebie do „jechania na rezerwie”.

„Będę idealną mamą”, czy „będę najlepszą mamą jaką potrafię być”. Czy zbyt wysoko zawieszona poprzeczka może szkodzić?

D.G.: Zbyt wysoka poprzeczka nie pomaga nam być dobrymi, ale sfrustrowanymi i niezadowolonymi, bo każdy skacząc za wysoko spada, a to boli. Warto mieć oczekiwania wobec siebie, wymagania, stawiać sobie cele, zastanawiać się nad swoimi zachowaniami, po to by się rozwijać, rozumieć, dobrze funkcjonować, na pewno nie po to, by się musztrować i gnębić. Bycie rodzicem nie jest egzaminem, jest procesem, wiele się w nim może wydarzyć, wiele można poprawić, niektóre rzeczy przychodzą z czasem i są nie do końca zależne od nas. 

Nie zapominajmy o sobie, o swoich ludzkich słabościach i o naszych bliskich – gotowych podać nam pomocną dłoń. Serdecznie dziękuję Pani Dorocie za rozmowę, a wszystkim rodzicom życzę samych radości z macierzyństwa i ojcostwa!

Z  Dorotą Gromnicką rozmawiała Hanna Szczygieł

Dorota Gromnicka – psycholog i doświadczona psychoterapeutka. Studiowała na UKSW w Warszawie, Uniwersytecie La Sapienza w Rzymie oraz Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Ukończyła Szkołę psychoterapii w podejściu integracyjnym. Prowadzi psychoterapię indywidualną oraz grupową w Warszawskim Ośrodku Psychoterapii i Rozwoju „Strefa Zmiany”

Przeczytaj recenzję książki „Depresja. Jak pomóc sobie i bliskim”

 

Subscribe
Powiadom o
guest

3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Iza Kasparek
9 lat temu

od grudnia 2011r chodzę na terapie. walczę o siebie, swoje zdrowie, życie i choć odrobinę szczęścia… jeśli czujecie że coś dzieje sie nie tak z Wami czy waszymi znajomymi szukajcie pomocy bo WARTO ;)

milena
milena
9 lat temu

ja jestem osoba, która wszystkie złe emocje tłumi w sobie, nie pokazuje bliskim że jest mi źle, coś mnie gnębi. Nie umiem choć nie raz sobie obiecałam że to zmienię ponieważ rzutuje to na moje zdrowie. Ostatnio tych negatywnych emocji jest bardzo dużo a mimo to nie myślę o sobie tylko o bliskich jak oni sobie z tymi emocjami poradzą. Jednak niejednokrotnie myślałam o spotkaniu z psychologiem nigdy nie zrobiłam pierwszego kroku. moim zdaniem w szpitalach powinna byc oferowana pomoc psychologa.Ostatnio jak leżałam na ginekologii obok mnie leżała kobieta która dowiedziała się że dziecko które nosi pod sercem nie zyje.… Czytaj więcej »

Guest
Guest
9 lat temu

ja moze depresjii poporodowej niemialam ale 2miesiace po porodzie odszedl od nas „tata” poniewaz chcial byc wolnym..zostalam sama z dala od ojczyzny bez rodziny i pezyjaciol..ciezko bylo i niepowiem ze nieodczulam tego na zdrowiu psychicznym…. byl pewiem czas kiedy myslalam ze on chce do nas wrocic..wrocil..na miesiac.Zaszlam w kolejna nieplanowana ciaze i teraz jestem sama z roczna corcia i dzidzia w brzuchu.Stan psychiczny….na wyczerpaniu:-(

Mama Bloguje 5 marca 2013

[Wpis konkursowy] Mama z pomysłem

Wiele mam w Polsce zajmuje się prowadzeniem blogów i z roku na rok przybywa blogujących matek. Ideą konkursu jest  promowanie blogów pisanych przez mamy oraz uhonorowanie i nagrodzenie autorki najciekawszego wpisu.

Oto praca konkursowa jednej z mam blogerek.

Autorka: Beata – Mama z pomysłem
Blog: Mama z pomysłem

W roli mamy nie chciałam być od zawsze. Wyszłam za mąż, o dzieciach nie myślałam. Każde święta odbywały się pod znakiem życzeń – „… no i żebyście się dzieciaczka w końcu doczekali”, już nawet mnie to nie denerwowało, z uśmiechem dziękowaliśmy, a życie toczyło się rytmem bezdzietnego małżeństwa. Praca nie pochłaniała nas bez reszty, aczkolwiek sporo czasu jej poświęcaliśmy, prowadziliśmy aktywny towarzysko tryb życia, planowaliśmy wakacje, spotkania, standard.

Nadszedł czas kiedy coś się zmieniło, nagle poczułam, że może by tak… wątpliwości miałam pełno, mąż chciał, lecz też ostrożnie. Pomysł zawisł bez ruchu na jakiś czas, a my wróciliśmy do rzeczywistości. Jednak nie dawało nam to spokoju. Jak co roku zaplanowaliśmy wakacje nad Bałtykiem, pojechaliśmy i wtedy zadecydowaliśmy, że już czas. W sumie staraliśmy się 4 miesiące, a ja musiałam już mieć dziecko, musiałam tu i teraz, bo instynkt szalał. Co miesiąc test i co miesiąc nic. Drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, bladziutka druga kreska i szaleństwo, radość. Jak już pierwsze emocje opadły, stanęłam przy oknie… – co teraz ? Zapytałam nie oczekując właściwie żadnej odpowiedzi. Mąż tylko mnie przytulił, uśmiechnął się i powiedział – wiesz, że poradzimy sobie.

W roli mamy pół roku po urodzeniu mojej córeczki czuję się jakbym od zawsze była powołana do bycia mamą. Serce mi pęka, kiedy ona płacze, uśmiech sam się pojawia kiedy ona się śmieje. Odkryłam w sobie nieznane mi dotąd pokłady miłości, których nie mogę, nie umiem opisać.

W roli mamy, czyli kocham wysokie krawężniki i nierówne chodniki. Cóż, jak nie mam wpływu na otaczający mnie świat, muszę go zaakceptować i wszelkie przeszkody dla wózków przestały być dla mnie problemem, cieszę się, że mogę być mamą. Mąż się cieszy, że jest tatą, oszalał na punkcie córeczki, stanowimy bardzo szczęśliwą rodzinę.

„… i pociechy z córci” takie życzenia teraz otrzymujemy

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zagłosuj na niego! Głosować możesz klikając “Lubię to” lub “Google +” pod wpisem.

Weź udział w konkursie
Przeczytaj pozostałe prace biorące udział w konkursie

Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Joanna
Joanna
9 lat temu

dziękuję za te refleksje, wiele wspólnego i jakoś miło mi się zrobiło na sercu, gdy czytałam Pani słowa.. szczególnie te o odkrywaniu w sobie pokładów, które do momentu zostania mamą były jak gdyby ukryte, pozdrawiam :)

Beata - Mama z pomysłem
Beata - Mama z pomysłem
9 lat temu

Bardzo dziękuję za tak miły komentarz. To miłe i bardzo mnie cieszy. Pozdrawiam serdecznie :)

Mama Bloguje 5 marca 2013

[Wpis konkursowy] Krople Szczęścia

Wiele mam w Polsce zajmuje się prowadzeniem blogów i z roku na rok przybywa blogujących matek. Ideą konkursu jest  promowanie blogów pisanych przez mamy oraz uhonorowanie i nagrodzenie autorki najciekawszego wpisu.

Oto praca konkursowa jednej z mam blogerek.

Autorka: Mama Meipu
Blog: Krople Szczęścia

Na  karuzeli  życia

Gdy mam napisać coś o sobie, zaczynam od tekstu:

 Jestem mamą na pełen etat … a właściwie na cztery etaty.

Jestem młodą 29 letnią mamą. Tak – dalej czuję się młoda. Szalona i spokojna, rozważna i romantyczna, dzisiejsza i żyjąca przeszłością. Przyszłość tworzę na bieżąco. Dopiero po urodzieniu dzieci, rozwinęłam skrzydła. Wciąż się rozwijam, wciąż czegoś szukam. Jestem bardziej otwarta i bardziej ostrożna. Teraz dopiero żyję, teraz czuję się spełniona. Choć wiele osób lubi mi wypomnieć. Nie mogłaś zaczekac ze ślubem? I z dziećmi? Nie mogłaś skończyć studiów? Nie mogłam? Mogłam, oczywiście że mogłam. Ale nie chciałam. Pragnęłam tego, co mam teraz.

Nie jestem obrazową Super Mamą, z umalowanymi paznokciami, w pięknej sukience, i modnej fryzurce prosto od fryzjera. Nie mam w domu super porządku, nie wszystkie zabawki leżą na swoim miejscu  a i prania sterta wciąż czeka na swoją kolejkę. Moje dzieci nie biegają w białych ubrankach, cichutko i spokojnie bawiąc się w swoim kąciku. Lubię pomarudzić, ponarzekać i popsioczyć. Mówię otwarcie, że jest mi ciężko i czasem nie wyrabiam. Często padam na twarz, myśląc, że już nie wstanę, że nie dam rady. Ale daję radę. I jestem z tego dumna.

Wciąż na pierwszym miejscu jest dla mnie rodzina. Najważniejsze, by dzieci byłe szczęśliwe. Nie ważne, że dziennie przebieram je czasem po cztery razy, jeżeli szczęśliwe bawią się, tworząc pejzaże miłości – farbami, kredkami lub kredą, często wyjeżdżając poza wytyczone ramy kartki. Gdy dzieci są szczęśliwe, uśmiechnięte, najedzone i mają dobre samopoczucie – wtedy dopiero jest czas na inne sprawy. Dopiero wtedy sprzątam, wtedy piorę i prasuję. Obowiązki domowe wykonuję w czasie wolnym, a bloga piszę w „międzyczasie”. Gdy karmię, lub późnym wieczorem, w ciszy, w spokoju. Kiedyś, po kryjomu pisałam wierszyki, teraz – piszę bloga. Piszę bo to kocham, piszę – by pamiętać, by da upust moim uczuciom. By poczuć się do końca spełnioną. Chwile, ukradzione tylko dla siebie, traktuję jak największy skarb. Mój blog, to moja chwila. To mój czas. To moja uczucia, moje przemyślenia , moje myśli.

Rola mamy to rola mojego życia. Czy dobrze ją zagram, okaże się w przyszłości. Na razie żyję chwilą, łapiąc każdą kroplę uśmiechu moich Skarbów. Planowanie – to dla mnie abstrakcja. To strata czasu, który mogę poświęcić moim bliskim. Więc nie planuję. Więc żyję.

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zagłosuj na niego! Głosować możesz klikając “Lubię to” lub “Google +” pod wpisem.

Weź udział w konkursie
Przeczytaj pozostałe prace biorące udział w konkursie

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close