Na zakupach 27 lutego 2013

[Wideo Sponsorowane] Powiało chłodem – czyli mama kontra lodówka

Każda mama ma pewne niezbędne w swoim życiu przedmioty i urządzenia. Niewątpliwie do jednego  nich możemy zaliczyć lodówkę! O tym jak jest ważna, przypominamy sobie, gdy pobliska elektrownia ma awarię lub gdy jesteśmy zmuszeni „przesiąść” się na gorszy model. A jaka jest lodówka idealna dla mamy… czy istnieje?
Zacznijmy od rzeczy oczywistych – przynajmniej dla nas – płci pięknej. Lodówka musi być ładna i oszczędna. Sporo czasu spędzamy w kuchni, więc nie chcemy potwora, który zajmie jej 50% przestrzeni oraz pochłonie energię elektryczną wystarczającą do zasilania małej łodzi podwodnej. Musi być też – a nawet przede wszystkim – funkcjonalna!

Co tak naprawdę kryję się pod kuszącym słowem funkcjonalność?
Dla mnie to synonim równowagi, mądrości i sprytu. Urządzenie nie tylko ma działać, ma ułatwiać nam życie, a czasem wręcz poprawiać humor.
Łatwość dostępu do każdego zakamarka – to rzadka cecha. Trzymając dziecko na rękach lub chuście nie mam ochoty siłować się z szufladą lub robić remanentu całej zawartości lodówki, po to by wyjąc jeden słoiczek.
Idealnym rozwiązaniem może pochwalić się  w swojej lodówce Bottom Mounted Freezer, firma Samsung. Mocno wysuwające się szuflady oraz duża przestrzeń na drzwiach lodówki ułatwiają układnie produktów, szczególnie tych ciężkich i nieporęcznych (np.: duże butelki). Organizacja to klucz do sukcesu – taki mały detal ułatwi nam codzienne życie, np. planowanie zakupów (szybki rzut okiem pozwoli bezstresowo ocenić nasze zapasy).

Łatwość w obsłudze – sporo rzeczy musimy wiedzieć, pamiętać i nauczyć się. Jednak czy nie byłoby miło gdyby nasza lodówka pomyślała czasem w naszym imieniu? Być może nie napisze za nas rozprawy doktorskiej, ale  z powodzeniem mogłaby z własnej inicjatywy pilnować odpowiedniej temperatury. Ile to razy nasz „kilkulatek” uchylał drzwiczki w poszukiwaniach pingwinów, które gaszą w niej światło! I znów nasza bohaterka błyszczy na wybiegu – lodówka Bottom Mounted Freezer sama odkryje spadek lub wzrost temperatury i w razie potrzeby szybko uruchomi kompresor.

Łatwość w czyszczeniu – jakość materiałów oraz zagospodarowanie przestrzeni znacząco wpływają na nasz komfort podczas czyszczenia lodówki.

Utrzymanie świeżości produktów – wydajność i praca lodówki oprócz rachunków za energię przekłada się również na jakość i świeżość przechowywanej w niej żywności. Specjalna szuflada do przechowywania warzyw, dzięki kontroli wilgotności, opóźni ich więdnięcie i wysychanie.
Samsung proponuje również specjalną strefę CoolSelect – do przechowywania mięs i wędlin oraz warzyw. Innowacją jest możliwość regulacji temperatury tej części lodówki za pomocą specjalnego przycisku.
Optymalne warunki pozwolą dłużej przechowywać nasze produkty bez utraty świeżości. Świeżość oznacza zdrowe posiłki i rzadsze zakupy – oszczędzamy czas i dbamy o nasze zdrowie! Prawda, że brzmi bajkowo?

Można powiedzieć pełną piersią: „O, O, O!” czyli Oszczędność energii, Organizacja i Optymalna świeżość!
Jak widać wybierając lodówkę dla siebie i rodziny warto posłużyć się iście „małpim sprytem”. Zwinne małpki doskonale udowodniły, że nie mają nic wspólnego z „małpim rozumem” – jeszcze lepiej poprawiają humor, gdy oddamy się obserwacji ich szybkobrania! Zobaczcie sami, czy obsługa nie jest dziecinnie prosta?

Serdecznie zapraszam Was do obejrzenia szybkobrania małych złodziejskich małpek i życzę Wam tylko tak przyjaznych lodówek!

Ten post jest sponsorowany przez firmę Samsung, ale zawarta treść jest mojego autorstwa.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Mama Bloguje 26 lutego 2013

[Wpis konkursowy] Lea’s little world

Wiele mam w Polsce zajmuje się prowadzeniem blogów i z roku na rok przybywa blogujących matek. Ideą konkursu jest  promowanie blogów pisanych przez mamy oraz uhonorowanie i nagrodzenie autorki najciekawszego wpisu.

Oto praca konkursowa jednej z mam blogerek.

Autorka: Mama nieCierpiąca
Blog: Lea’s little world

Matka Cierpiąca.

Godzina 6:00 :   ma-ma, ma-ma ! Jak obuchem w głowę.

Najchętniej zarzuciłaby poduszkę na głowę i udała, że nie słyszy.

No nic to. Wstaje, z dzieckiem pod pachą sterylizuje butelkę, podgrzewa wodę, robi mleko, karmi – wszystko ciężko sapiąc, z jednym okiem wciąż jeszcze zamkniętym.

Śnidanie, mleko zjedzone, dla mamy dwie kropelki pozostałe w butelce,  w głowie  krzyk – kaaawy !  Malec się pręży i stęka. To będzie  COŚ grubszego.  Pieluchy jednorazowe, wielorazowe, tetrowe, najlepiej wszystkie na raz, będzie bezpieczniej.  W głowie wciąż straszny krzyk.

Nie ma czasu, trzeba pozałatwiać milion spraw, odstać swoje w kolejkach.  Szybki makijaż -nadal z dzieckiem pod pachą. Krwisto czerwoną szminką  trafia prosto w oko, tuszem do rzęs maluje tłuste kosmyki włosów. Prawie gotowe, jeszcze tylko trzeba wcisnąć się w ulubiony worek na ziemniaki.

Jest! W drogę! Ah nie, dziecko trzeba jeszcze wyszykować, torbę zapakować, i drugą torbę, i wózek. Czapka, szalik, rękawiczki, sandałki, parasolka, folia przeciwdeszczowa, butelki, pieluchy, kożuszek, kurteczka, sukieneczka –  bo niewiadomo co ją zastanie w ciągu dnia, lepiej się zabezpieczyć.

Pędem do pierwszej kolejki, odstać swoje, posprzeczać się z panią w urzędzie, pomarudzić na kolejkę na poczcie, bo nikt nie chce ustąpić pierwszeństwa, a jej tak śpieszno !  Szybko do domu, obiad dla męża, kotlecik schabowy, albo pulpeciki ze słoika, szybciej i taniej. Niech ma !

Dziecko położyć spać, pranie zrobić, pranie powiesić, odkurzyć mieszkanie, umyć okna. Pomalować ostanio pomazaną ścianę farbkami… A w głowie wciąż… spokoju, odpoczynku, kawy… i w gruncie rzeczy nie robi tak na prawdę nic , bo nie ma siły, bo za dużo na głowie i nie wiadomo za co się złapać… Mąż wraca z pracy, wiecznie zły,  wiecznie głodny, wiecznie zmęczony…  A ona ? Ropacz i płacz razem z głodnym dzieckiem i głodnym mężem…. Świat się jej wali…

 

A gdyby tak z innej strony?

Gdyby założyć sobie, że dziecko to samo szczęście, że wczesne wstawanie daje nam więcej czasu na realizację naszych planów. Przekonać siebie do lepszej organizacji, bo bycie mamą to przecież wykonywanie miliona zadań na raz,  jednak szybciej i efektywniej niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić.  I dobrze!  Jednak od czasu do czasu wypadałoby zwolnić, zrobić coś dla siebie, przełożyć część  robótek na jutro i pobawić się z maleństwem, a gdy śpi  – włączyć cicho ulubioną muzykę, złapać za książkę, gazetę, albo nawet obejrzeć dawno niewidziany serial.  Przytulić męża, powiedzieć, że obiadu dzisiaj nie będzie, bo jest się zbyt zmęczonym, ale jutro za to, urządzi się mu królewską ucztę.  Zapytać o jego dzień w pracy. Sprawić, że rozlana kaszka na dywan staje się mniej ważna.

Bo macierzyństwo to pełen etat, 48 godzin na dobę!  Cudowne 48 godzin, w czasie których nie powinnyśmy zapominać o sobie.

Bo mama, która nie jest szczęśliwa sama ze sobą, nie będzie szcześliwą mamą. Nie jest to łatwe, ale niezawodną receptą na wszelkie trudy i niedogodności macierzyństwa to znaleść kompromis w byciu matką, żoną, ale  i kobietą.  I pozbyć się łatki Matki Cierpiącej, na nic nie majączej czasu, zapominającej o samej sobie.

Bo przecież szczęśliwa mama, to dobra mama !

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zagłosuj na niego! Głosować możesz klikając “Lubię to” lub “Google +” pod wpisem.

Weź udział w konkursie
Przeczytaj pozostałe prace biorące udział w konkursie

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Tatiana
Tatiana
7 lat temu

Mi się podoba :) Też tak miałam i też tak chciałam – nie być mamą cierpiącą! Czy mi się udało? Nie wiem – mam nadzieję, że chociaż trochę. Bo co to za mama/żona/baba, która tylko jęczy, cierpi i wzdycha? Choć czasem trzeba sobie powzdychać tak dla samej siebie, ale żeby zaraz otoczenie tym epatować… Ha – no różnie bywało ;) Ode mnie głosik – jak najbardziej:)

Mama Bloguje 26 lutego 2013

[Wpis konkursowy] Malinowy Excel

Wiele mam w Polsce zajmuje się prowadzeniem blogów i z roku na rok przybywa blogujących matek. Ideą konkursu jest  promowanie blogów pisanych przez mamy oraz uhonorowanie i nagrodzenie autorki najciekawszego wpisu.

Oto praca konkursowa jednej z mam blogerek.

Autorka: Malina
Blog: Malinowy Exel

Znacie może kołysankę „Bajki Iskierki (Na Wojtusia)”? Zaczyna się ona od słów: „Na Wojtusia z popielnika…”. Do muzyki z tej kołysanki ułożyłam nowe zwrotki – o mojej córeczce. Tak oto powstała piosenka „O Kamilce”.

Była sobie raz Kamilka
słodka i kochana.
Wszystkich wokół czarowała,
8 zębów miała.

Ta nasza Pani Kochana
indianina robi.
Przy kanapie granatowej
Wstaje na dwie nogi.

Na spacerach z dziadkiem Edziem
Do piekarni chodzą,
A tam Piekarz z Cukiernikiem
ciastka dla nich słodzą.

Z dziadkiem Leszkiem na gitarze
bardzo lubi grywać.
A w niedzielę z rodzicami
na basenie pływać.

Gdzie nie pójdzie, gdzie nie spojrzy
wnet roztacza czary.
Samą swoją obecnością
i bez „czary mary”.

I największy nawet twardziel
mięknie, gdy Kamilka
swym uśmiechem go obdarzy
i powie słów kilka.

A jako porządna mama – co wieczór śpiewam to Małej na dobranoc :)

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zagłosuj na niego! Głosować możesz klikając “Lubię to” lub “Google +” pod wpisem.

Weź udział w konkursie
Przeczytaj pozostałe prace biorące udział w konkursie

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Paweł
Paweł
7 lat temu

Bardzo fajna kołysanka!

Jagoda_c
Jagoda_c
7 lat temu

Ale super kołysanka. Proszę o następne zwrotki :)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close