Mama Bloguje 25 lutego 2013

[Wpis konkursowy] Kamaszkowo

Wiele mam w Polsce zajmuje się prowadzeniem blogów i z roku na rok przybywa blogujących matek. Ideą konkursu jest  promowanie blogów pisanych przez mamy oraz uhonorowanie i nagrodzenie autorki najciekawszego wpisu.

Oto praca konkursowa jednej z mam blogerek.

Autorka: aguska798
Blog: Kamaszkowo  

Czy matka musi zawsze czuć się winna?

Kto te poczucie winy nam matkom wpaja? Czy to nasz mały świat, dla którego zawsze mamy być idealną, uśmiechniętą i zadowoloną z uroku bycia matką i żoną?

Mały świat, dla każdej z nas oznacza coś innego: dom, rodzina, szkoła, praca, zakupy.

Czy to matka jest temu winna, że pieniędzy zawsze brak?  Jak w końcu kupi sobie bluzkę to żałuje, że nie kupiła dziecku zabawki. I na odwrót.  Dziecko zachoruje? Matka zaczyna żałować, że kupiła córce/synowi zabawkę i nie ma na leki. Do tego pieluchy się skończyły, jak na złość! Co matka robi? Wykupuje receptę, pieluchy kupuje na sztuki i żałuje, że nie przewidziała! Żałuje, że nie jest wszechwiedząca, bo gdyby widziała to konto w banku miałaby pełne!

Czy jest to matki winą, że chce się realizować zarówno zawodowo jak i edukacyjnie? Żadna kobieta mi chyba nie powie, że tak nie jest. Ale bezrobocie i wciąż drożejące szkoły nie ułatwiają tego zadania. Matka jest winna, że nie poradziła sobie na studiach. Przecież mogła się więcej starać. Zamiast siedzieć na facebooku i pisać głupiego bloga mogła wziąć książkę w ręce. Matka nie może mieć żadnej rozrywki, nawet takiej ogłupiającej. Ma być na pełnych obrotach od rana do nocy.

Czy to matki wina, że buty jej się rozkleiły po całym tygodniu noszenia?  Nie! Matki winą jest to, że nie wzięła paragonu ze sklepu. Matka miała godzinę czasu (czyste szaleństwo!:-D) na zakup nowych spodni i butów i nie wzięła w tym czasie paragonu! Teraz nie odwiedzałaby szewca i 10 zł miałaby w kieszeni!

Czy to matki wina, że nie ma kto się dzieckiem/dziećmi zająć podczas jej nieobecności? Tak, bo dlaczego mają dzieckiem opiekować się dziadkowie z jednej strony? Niech powie dziadkom z drugiej strony, aby na czas jej wyjazdu/wyjścia odłożyli butelkę z wódką! Bo przyprowadzi wnuczkę! I  matka żałuje, że ma takich rodziców, co na nich liczyć nie może. Choć żałować nie powinna!

Czy to matki wina, że zaszła w ciążę, wtedy kiedy rodzina tego nie oczekiwała? (bo dopiero, co zaczęła pracę, szkołę, bo jeszcze dziecko małe) A może matka chciałaby mieć małą osóbkę, która kochałaby ją więcej, niż cała jej rodzina razem na zdjęciu wzięta? A może matka ma niespełnione poczucie macierzyństwa i chciałaby mieć jeszcze jedno dziecko? Ale nie może, bo boi się, że nie da rady zaspokoić jego maleńkich potrzeb, a zasiłek rodzinny wciąż cieniutki….. a pracy matka szuka, na staż jej nikt nie chce…

Czy to jest matki wina, że wciąż się denerwuje i frustruje na wszystko, co ją otacza? Tak, bo może wziąć na luz i …..

No właśnie, co wtedy będzie? Jak matka nie zareaguje? Jak matka będzie miała gdzieś opinie ludzi? Będzie zapewne „wyrodną matką” i znów będzie żałować. I wszystko to będzie jej winą!

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zagłosuj na niego! Głosować możesz klikając “Lubię to” lub “Google +” pod wpisem.

Weź udział w konkursie
Przeczytaj pozostałe prace biorące udział w konkursie

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Mama Bloguje 25 lutego 2013

[Wpis konkursowy] Zapiski Mamy Kangurzycy

Wiele mam w Polsce zajmuje się prowadzeniem blogów i z roku na rok przybywa blogujących matek. Ideą konkursu jest  promowanie blogów pisanych przez mamy oraz uhonorowanie i nagrodzenie autorki najciekawszego wpisu.

Oto praca konkursowa jednej z mam blogerek.

Autorka: Mama Kangurzyca
Blog: Zapiski Mamy Kangurzycy

Gwiazda?

 

Obraz za obrazem,

dźwięk za dźwiękiem…

 

ŻYCIE. Odcinek 9125, scena 1:

……………

……………

……………

Reżyser poszedł na piwo.

Scenograf postarał się średnio.

Charakteryzację robię sama.

Szare kostiumy wiszą w szafie.

Statyści przychodzą, odchodzą…

 

Kiedyś wygrałam casting na Życie.

Taka obiecująca rola…

Kariera zaczęła się fantastycznie –

sukcesy i świetlana przyszłość…

Teraz…

Tani długopis

i wiersze bez rymów

na odwrocie kartki z kalendarza…

No! I wreszcie, prawie 4 lata po tym dramatycznym wyznaniu, stało się! Dostałam rolę życia! Oskar gwarantowany!

 

Czasu na wyuczenie się roli miałam sporo – całe 9 miesięcy, choć przyznam się, że trochę poszłam na łatwiznę licząc, że „jakoś to będzie”. Zawsze się udawało. Jakoś… ;]

Przebimbałam ten czas pławiąc się w wizji przyszłej glorii i chwały.

I oto premiera. Pamiętna data 10.10.2008 r.

Od tej chwili nic już nie jest takie samo. Jak Stanisław Mikulski na zawsze zostanie Hansem Klossem, tak i ja na zawsze związałam się z tą rolą. Rolą mamy… :)

Tylko Oskara raczej nie dostanę, ale i tak zwycięstwo… eee… tzn. Wiktoria jest moja!

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zagłosuj na niego! Głosować możesz klikając “Lubię to” lub “Google +” pod wpisem.

Weź udział w konkursie
Przeczytaj pozostałe prace biorące udział w konkursie

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Związek 24 lutego 2013

Ona wolna, On bez zobowiązań

Dawno, dawno temu… Ach, to nie ta bajka! Choć faktycznie było to dość dawno i zaczęło się od źródełka Św. Jakuba. Jego amatorzy zjeżdżają z całego regionu by czerpać z niego wodę, my jednak pojechaliśmy tam z innego powodu – referat z biologii. Jak się okazało historia miała drugie dno, ale zacznę od początku.

Była sobota, przyjaciółka-sąsiadka poprosiła mnie, żebym towarzyszyła jej przy zrobieniu zdjęć do referatu. Jasnym było, że potrzebny nam kierowca i jak się szczęśliwie składało – jej ówczesny towarzysz niedoli idealnie nadawał się do pełnienia tej funkcji. Kiedy już mieliśmy wyjeżdżać, do samochodu wsiadł On. Jakież było moje zażenowanie, kiedy dowiedziałam się, że to spisek! Ona wolna, on bez zobowiązań – plan nasuwał się sam. Przez całą wycieczkę zamieniliśmy ze sobą JEDNO zdanie. Zawsze należałam do osób niepewnych siebie – aparatka o jeszcze niezbyt kobiecych kształtach. Swatanie tym razem im się nie udało. Oczywiście nie dawali za wygraną. Stwarzali okazje byśmy mogli lepiej się poznać.

Wyjechaliśmy całą paczką na działkę kilka kilometrów od miasta. Tam po raz pierwszy zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Chyba bardzo wciągnęła nas konwersacja, bo nie zauważyliśmy jak zostaliśmy sami. Cała reszta poczuła potrzebę załatwienia ważnych spraw. Zamknęliśmy domek i pojechaliśmy nad pobliskie jezioro. To był nasz pierwszy spacer, który bez serca został przerwany dźwiękiem telefonu. Musieliśmy wracać, bo klucz do domku był tylko jeden!

Od tej pory nasze spotkania inicjowane były bez pośredników. Z chęcią odpowiadałam na jego propozycje spacerów. Właściwie do tej pory nie wiem dlaczego nazywaliśmy to spacerami? On mieszkał trzy bloki dalej, przyjeżdżał po mnie samochodem i jeździliśmy na wycieczki. Głównie pod okoliczne…. cmentarze! On do dziś nie należy do osób bardzo romantycznych, ale cmentarze? Na szczęście znajdowały się w bardzo malowniczych okolicznościach przyrody i muszę przyznać, że widoki często zapierały dech w piersiach. Może jednak było to trochę romantyczne?

Nasza paczka to kumple z osiedla. Przesiadywaliśmy całe popołudnia i wieczory razem i mimo, że było to lato i dzień kończył się późno nie mogliśmy się nagadać. Pewnego razu kiedy rozchodziliśmy się do domów, On jak zwykle odprowadzał mnie pod klatkę (a może zwyczajnie miał po drodze?). Rozmawialiśmy jeszcze chwile, pocałował mnie i poszedł. On poszedł, a ja nie mogłam się ruszyć! Stałam pod drzwiami klatki i nie byłam w stanie do niej wejść. Świat zawirował i to dosłownie. Nie wiem jak dostałam się do pokoju, ale cieszyłam się, że jest już wieczór, bo patrząc na mnie z boku musiałam wyglądać zabawnie i pewnie mama stanęłaby przede mną z latarką w ręku, by sprawdzić moje źrenice! Od tamtej pory byłam zaprzyjaźniona z motylami w brzuchu. Mogłabym zostać ich hodowcą – jakież to urocze stworzenia!

Choć nie jest to miłość od pierwszego spojrzenia (przynajmniej mojego, bo on podobno zakochał się w aparatce dużo, dużo wcześniej), to wszystko inne było pierwsze – pierwsza miłość, pierwszy poważny związek, pierwsze prawdziwe pocałunki… i nie tylko :) i no oczywiście nasze pierwsze dziecko!

W tym roku mija nam 8 rok wspólnych potyczek miłosnych. I jak tu nie wierzyć w pierwszą miłość i swaty?

Ps. Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować naszym intrygantom :)

 Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Mati
Mati
7 lat temu

Rozczuliłam się :)

Magda Kupis
7 lat temu
Reply to  Mati

jakby nie było to Twoja inicjatywa przerodziła się w to wszystko ;)

Sebastian Kalasznik
7 lat temu

CZas wspomnień,dzieki M. :)

Magda Kupis
7 lat temu

Do usług :)

milena
milena
7 lat temu

czytając wróciłam do wspomnień swoich, nasze poznanie tez trochę trwało, z przebojami ze śmiesznymi i romantycznymi sytuacjami , ach jak było beztrosko i wspaniale, i właśnie dotarło do mnie jak ten czas szybko leci

Anna
Anna
7 lat temu

Wspomnień czar

Edyta Skrzydło
Edyta Skrzydło
6 lat temu

Piękna historia,<3

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close