Emocje 10 stycznia 2017

Zobacz poruszający spot o cichym cierpieniu dziecka. Daje do myślenia

Dzieci są ofiarami przemocy. Są ich setki, a nawet tysiące. Każdego dnia dzieje im się krzywda, której nie jesteś sobie w stanie wyobrazić. Lęk, płacz, napięcie, nieprzespane noce, totalne zagubienie, często są schowane za maską. I o tym powstał krótki spot przygotowany przez Duńską Fundację Bryd Tavsheden (Przerwać ciszę), która działa na rzecz dzieci dotkniętych przemocą.

Przypadki przemocy wobec dzieci, które widzimy w mediach, to wierzchołek góry lodowej. Dzieci są powszechnie bite i poniżane, a przemoc jest uznawana często za skuteczną metodę wychowawczą. Przemoc dotyczy nie tylko tzw. marginesu społecznego, ale też rodzin, które na pierwszy rzut oka prowadzą normalne życie.

Spoglądasz w oczy dziecka. Czy to jego prawdziwa twarz? Czy to co widzisz, to nie czasem maska?
Czy czuje się ono bezpiecznie?
Może nieraz myśli, że jest odrzucone?
Czy ktoś z niego nie drwi?
Czy jest wystraszone, albo wręcz przerażone?
Czy martwi go nieprzewidywalność sytuacji w domu?
Czy słyszy na swój temat wyzwiska, groźby?
Czy czuje się akceptowane?
A może ciężko mu sprostać wygórowanym wymaganiom rodziców?
Czy jest przez kogoś szarpane? Bite?
Może otrzymuje upokarzające je kary?
Czy jest nakarmione, odpowiednio ubrane?
Czy ktoś staje w jego obronie? Troszczy się o nie?
Czy jego świat nie rozsypuje się kawałek po kawałeczku? A może już całkiem poległ w gruzach razem z marzeniami o spokoju, trosce, miłości?
Czy czuje się kochane?

Spoglądajmy uważnie w oczy każdego dziecka.
Bądźmy świadomi, że choć wiele osób wychowuje pociechy bez przemocy, to niestety ilość ludzi, którzy stosują przemoc fizyczną, psychiczną, seksualną i zaniedbują dzieci, jest równie wielka.
Nie pozwólmy aby jakiekolwiek dziecko miało koszmarne dzieciństwo.

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Paulina GarbieńKatarzyna PiórkowskaElzbieta Jankowska-KoszelaAgnieszka JelinekKarolina Bylina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka Jelinek
Gość

Zapada w pamięć :(

Katarzyna Piórkowska
Gość

Masakra.A najgorsze jest to,że to prawda

Karolina Bylina
Gość

mnie ta reklama nie porusza slaba

Elzbieta Jankowska-Koszela
Gość

Wymowna

Paulina Garbień
Gość

straszne jest to, że to takie prawdziwe :(

Na zakupach 6 stycznia 2017

Nie masz dzieci? To sobie zapisz na później, teraz i tak nie zrozumiesz

To nie tak, że uważam ludzi bezdzietnych za gorszych. To naprawdę nie tak, że mam ich za głupich, ograniczonych egoistów. I to nie tak, że odmawiam im inteligencji. Jedno, czego im odmawiam, to osobiste doświadczenia. I właśnie dlatego czasem lekceważąco macham ręką.

Po siedmiu latach pewnych rzeczy nie chce mi się tłumaczyć. Zwyczajnie mi się nie chce. Lenia mam i tyle. Zamiast wdawać się w merytoryczną dyskusję, używam argumentu w stylu: bo tak. Nie zawsze, ale zdarza się.

Ostatni raz zrobiłam to kilka dni temu. Wybrałyśmy się z Duśką do Warszawy i jak zwykle po wycieczce wylądowałyśmy w Złotych Tarasach, żeby coś zjeść. Złote Tarasy to ulubiona galeria handlowa mojego dziecka. Pewnie dlatego, że jest tam całkiem niezła i niedroga sala zabaw.

W Złotych Tarasach zawsze jemy to samo, ja sałatkę, Duśka naleśniki. I za każdym razem muszę prosić, przekonywać, tłumaczyć, żeby podali te naleśniki na talerzu, a nie w kubku. Nosz kurza twarz, czy to naprawdę jest takie wygórowane żądanie?! I to, że proszę o niedokładanie lodów i bitej śmietany, a jedynie polanie sosem jest naprawdę szokujące?! Do tej pory wystarczyło przekonać dziewczyny za ladą, że się da, ale teraz mamy dobre zmiany chyba wszędzie i niestety. Ona nie może, bo manager nie pozwala.

– Niech mi pani da jego numer telefonu. – Może to nie była miła odzywka, może powinnam poprosić, ale jakoś cierpliwość mnie opuściła. Talerz nie kubek, takie trudne?!

– Yyy, mogę do niego zadzwonić, żeby przyszedł… – dziewczę wyglądało na lekko zaskoczone.

– Dobrze, ja poczekam.

Po pięciu minutach czekania zapytałam skąd on idzie, nabrałam obaw, że z innej galerii i to trochę potrwa. Idzie z dołu. Długo szedł.

W końcu dotarł. Manager jak z obrazka. Dżinsy, błękitna koszula, zawodowy uśmiech.

– Proszę pana, przychodzę tu od kilku lat i za każdym razem muszę stoczyć bój o naleśniki na talerzu. I za każdym razem je dostaję. To może pomińmy dalszą część rozmowy i od razu mi pan da te naleśniki?

– Ale ja nie mogę, szefowa zabrania.

Ciemno mi się w oczach zrobiło na myśl, że teraz będzie po szefową dzwonił. Zanim dotrze, to Złote Tarasy zdążą zamknąć.

– I w ogóle, dlaczego pani tak się upiera przy tym talerzu?

– To nie ja się upieram, dziecko się upiera.

– Ale dlaczego? Pokroimy, polejemy sosem, będzie to samo.

– Nie będzie to samo. Chodzi o to, żeby były całe, polane sosem. Na talerzu.

– Ale jaka to różnica?

– Ma pan dzieci?

No i tu go wreszcie na chwilę zapowietrzyło.

– Nniiee, jeszcze nie.

– To niech pan sobie gdzieś zapisze, że jak dziecko mówi, że ma być na talerzu, to ma być na talerzu. Teraz i tak pan tego nie zrozumie. A teraz poproszę o naleśniki na talerzu.

 

Potem tylko musiałam zapewnić tego skądinąd miłego pana, że naprawdę kupowałam naleśniki na talerzu i naprawdę ten plastikowy talerz nigdy się nie rozpuścił przy odgrzewaniu. Bo sorry, ale jak ktoś nie ma dzieci, to może sobie wyobrażać, że dziecku można wszystko przetłumaczyć. Może mieć złudzenia, że dzieci są elastyczne i chętnie idą na kompromisy. Powodzenia.

I powiem wam jeszcze, że wcale bym nie chciała, żeby mi ktoś podał pokrojone naleśniki w kubku. Więc tym bardziej nie dziwię się Duśce, że nie chciała na to patrzeć. I nie, nie podzieliłam się z nią moją awersją do naleśników w kubku. Widać mamy te same gusta kulinarne.

Swoją drogą, bywam tam co parę miesięcy i za każdym razem jest inny personel. Tym razem zrobiłam zdjęcie naleśnikom. Myślicie, że jak pojedziemy w maju, to fotka wystarczy jako dowód, że da się? Bo dziewczyny już mi powiedziały, że niedługo kończą pracę w tym miejscu…

 

4
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina Bylina
Gość

hahahahaha no u nas bylo podobnie. Zamowilam pierogi bez sosu bo dziecko nie zje. Dosyalysmy z sosem. Ta jiz krzywa mina. Biore talerz, ide, mowie zamawialam bez sosy. No i milion pytan czemu po co i dlaczego. Mowie ze chce bez sosu. Pani z kiepska mina bierze talerz. Mowie, niech je pani opolucze we wrzatku i bedzie ok. Tak zrobila i od razu pytanie co doda a moze to a moze gowno. Mowie NIC! Jezu ile mozna! Ja rozumiem jakbym chciala zeby cos dokladac to mogl by byc problem ale odjac??

Bea Wawrzynowicz
Gość

Rodzice duuzych dzieci (nastolatkow) tez czesto i gesto zapominaja jak to np. Odkrajali skorki w chlebie

Gosia Ba
Gość

a ja nie mam dzieci,ale wiem o co chodzi i w czym rzecz;)

Barbara Konieczny
Gość

Yyy szczerze ?? Jakoś nie mogę sobie wyobrazić naleśników pokrojonych w kubku….nie no mogę ale wole nie opisywać tego co widzę oczami wyobraźni…bleee

Emocje 4 stycznia 2017

Niech mnie ktoś przytuli! – niechciane i odrzucone przez swoich rodziców…

Niewinne i bezbronne. Niechciane i odrzucone przez swoich biologicznych rodziców. Nie chcą być same. Chcą być noszone i tulone. Chcą zaznać ciepła i miłości. Czy będzie im dane?

Dotyk i bliskość fizyczna dają dziecku poczucie bezpieczeństwa, a także wspierają jego prawidłowy rozwój emocjonalny. Dotyczy to zarówno niemowląt, jak i starszych dzieci. Potwierdzają to badania prowadzone na wychowankach domów dziecka, u których obserwuje się różnego rodzaju problemy emocjonalne, trudności w koncentracji, zapamiętywaniu i nauce. Ponadto dzieci te gorzej śpią, wolniej rosną i słabiej przybierają na wadze. Podobnie jest z wcześniakami, które pierwsze chwile życia spędziły w inkubatorach, z dala od ramion mamy.

Należy mieć jednak świadomość, że nie każdy dotyk wpływa korzystnie na psychikę i rozwój dziecka. Ten, którego celem jest jedynie zadbanie o podstawowe potrzeby dziecka, jak np. higiena, nie spełni magicznej roli. Istotne bowiem jest przekazywanie za pośrednictwem dotyku, mnóstwa ciepła, troski i miłości.

Noszenie, przytulanie, bujanie, głaskanie, całowanie, czułe kąpiele i przewijanie, mówienie do dziecka, uśmiechanie się i nawiązywanie kontaktu wzrokowego – to z pozoru nic wielkiego, a jednak. To nie rozpieszczanie jak się wielu wydaje, lecz codzienne gesty i rytuały, dzięki którym maluchy mogą czuć się pewnie, bezpiecznie, a w konsekwencji prawidłowo się rozwijać.

Dzieci, zrodzone z miłości, pokochane od momentu poczęcia – mają ogromne szczęście i duże szanse na zaznanie tych podstawowych gestów i wielkich czułości, od pierwszych chwil swojego życia. A co z tymi, które z jakiś powodów zostają porzucone przez swoich rodziców? Czy one muszą leżeć same w obcych łóżkach? Płakać w samotności, tęsknić za ciepłym dotykiem i czekać aż ktoś przyjdzie, może weźmie na ręce, a może nawet przytuli… ?

O takich szkrabach pomyślała pewna kobieta, anioł – tak o niej pomyślałam, gdy o niej usłyszałam. Jolanta Kałużna, psycholog, stworzyła magiczne miejsce, w którym porzucone przez swoich biologicznych rodziców dzieci, dostają szansę na czuły dotyk i namiastkę miłości.

Ośrodek preadopcyjny TuliLuli, z Łodzi, to wyjątkowa wioska dla porzuconych dzieci, która z założenia nie ma przypominać ani szpitala, ani domu dziecka. Do jej powstania przyczyniło się wielu ludzi dobrego serca, którzy pomogli zebrać pieniądze, zaaranżować miejsce, udekorować, wyposażyć w niezbędny sprzęt oraz meble. Podarowali dzieciom środki czystości, ubranka, pościel i zabawki, dzięki czemu, miejsce to jest bardzo przytulne i w niczym nie przypomina ośrodka, w którym dzieci czekają na adopcję.

Podobno na wieść o powstaniu „wioski porzuconych” zgłosiło się wielu chętnych, wolontariuszy, do tulenia. Podobno też, jednym dzieckiem mają opiekować się 3-4 osoby, żeby było jak w domu, w „normalnej” rodzinie, gdzie są rodzice, dziadkowie i ciocie. Żeby te wszystkie niewinne istotki nie czuły się niechciane, niekochane i porzucone.

Przyznajcie sami, że pomysł jest cudowny. Fajnie by było gdyby takich miejsc powstało więcej. Być może wówczas mniej dzieci dotknęłaby trauma porzucenia i osamotnienia.. ?

Warto więc puścić w świat wieść o ośrodku TuliLuli, może ta informacja trafi do biologicznych rodziców, którzy z jakiś powodów nie chcą lub nie mogą opiekować się swoimi dziećmi. Albo do tych adopcyjnych, którzy chcą powiększyć swoją rodzinę.

A może ktoś zechce wesprzeć placówkę pomocą – na stronie http://www.gajusz.org.pl/dla-potrzebujacych/tuli-luli/ dostępna jest lista artykułów, które aktualnie potrzebują przebywające tam dzieci. Możecie również podejrzeć jak wygląda TuliLuli i sprawdzić miesięczny raport z ich działalności.

Podzielcie się proszę tą informacją – niech wszystkie porzucone maluszki znajdą szybko dom i rodziców, którzy je pokochają.

3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Małgorzata Nowicka
Gość

Nie dla Ośrodków Preadopcyjnych TAK dla Rodzicielstwa Zastępczego

Claudia Prz
Gość

Takich dzieci ktorych rodzice nie chca nie powinno byc w ogole :'(

W roli mamy - wrolimamy.pl
Gość

Zgadza się.. :(

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close