Zwierzę to nie zabawka. Naucz dziecko odpowiedzialności z Aqua Dragons In Space

Zwierzę to nie zabawka. Naucz dziecko odpowiedzialności z Aqua Dragons In Space


Żaklina Kańczucka

15 marca 2018

Pewnie każdy z was choć raz usłyszał rozpaczliwą prośbę dziecka, aby kupić lub adoptować wymarzonego pupila. Oczywiście sprawa posiadania zwierząt w domu zależy od wielu czynników, takich jak: metraż lokum, ilość osób w mieszkaniu, możliwości finansowe pozwalające utrzymać i w razie potrzeby leczyć zwierzaka, odpowiednia ilość czasu na pielęgnację oraz naukę czystości czy posłuszeństwa. Kwestia alergii u dziecka również wpływa na decyzję o posiadaniu zwierzaka.

Ja mam psa i akwarium, a mimo to moje dzieci nadal co jakiś czas wspominają o chęci posiadania innego zwierzaka. A to chomik, a to świnka morska, albo królik. Obawiam się, że opieka nad nowym pupilem spadłaby na mnie, a ja nie jestem aż tak dyspozycyjna i chętna do tego, by zająć się kolejnym domownikiem. Jak wybrnąć z sytuacji patowej? Jest na to sposób – Aqua Dragons, czyli Smoki Morskie. 

Aqua Dragons to żywe istoty, które należą do rodziny skorupiaków, z gromady skrzelonogów, które istniały już w czasach prehistorycznych! To nie lada gratka dla miłośnika dinozaurów. Te oryginalne stworzonka mogą osiągnąć około 2 cm długości i żyją ok 2 miesięcy, przez które dziecko musi się nimi troskliwie zająć. Mają również niezwykły wygląd – oczy, ogon i długą grzywę, a także falujące “skrzydełka”. 

Aqua Dragons In Space to nowa, jeszcze lepsza odsłona Aqua Dragons. Zdecydowaliśmy się na kolekcjonerską edycję Aqua Dragons – „In Space” („W Kosmosie”), której ogromną zaletą jest towarzysząca jej historia podróży kosmicznej, co wyjątkowo stymuluje wyobraźnię dzieci. U mnie nie ustają pytania dotyczące tych niewielkich stworzeń, tym bardziej, że kosmiczna podróż Smoków w kosmosie potwierdza stosowny certyfikat dla każdego zestawu. Musicie wiedzieć, że zanim jajeczka trafiły do akwarium, zostały wysłane w kosmos 17 kwietnia 2017 r. Smoki podróżowały w kapsule unoszonej przez balon helowy. Lot trwał 2,5 godziny i był rejestrowany. Filmy z kosmicznej podróży są dostępne w kanale YouTube lub za pośrednictwem dedykowanej bezpłatnej aplikacji Aqua Dragons In Space. 

Dla z natury ciekawskich dzieci to wielka radość zobaczyć, jaką podróż odbyły te tajemnicze stworzenia. Co więcej, dziecko samodzielnie wybudzi je ze stanu uśpienia.

Samo założenie hodowli Smoków Morskich nie jest kłopotliwe. Akwarium dołączone do zestawu w postaci asteroidy należy wypełnić na mniej więcej 3/4 wysokości wodą źródlaną lub mineralną butelkowaną – koniecznie niegazowaną i niskozmineralizowaną. Zbiornik należy ustawić w miejscu jasnym, słonecznym, ale nienarażonym na intensywne promieniowanie. Szczególnie latem podgrzanie do zbyt wysokiej temperatury spowoduje przegrzanie i śmierć zwierzątek. 

Temperatura pomieszczenia powinna zawierać się w przedziale od 17 do maksymalnie 31 stopni Celsjusza. Smoki potrzebują tlenu, dlatego niezwykle ważne jest regularne natlenianie wody za pomocą dołączonej do zestawu pipety. Czynność tę należy wykonywać 3 razy dziennie, każdorazowo przez około minutę czasu. 

Jeśli przestrzegamy tych podstawowych zasad, z jajeczek, które wsypuje się z saszetki prosto do zbiornika, stworzenia wykluwają się mniej więcej w ciągu dwóch – trzech dni. Wtedy można zaobserwować maleńkie kropeczki, które widać początkowo przez lupę dołączoną do akwarium. 

W przeciągu około tygodnia widać już gołym okiem Morskie Smoki. Należy jednak pamiętać, że każda hodowla jest inna, a jej przebieg zależy od wielu czynników. W przypadku wątpliwości, co do jej prawidłowości, można skontaktować się z dystrybutorem, który na fanpage’u (link do fb) pozostaje z nami w stałym kontakcie i odpowiada na pytania. 

Gdy smoki wyklują się, zaczynamy je karmić pokarmem dołączonym do zestawu. Na początku wystarczy połowa łyżeczki co dwa – trzy dni, w zależności od ilości wyklutych stworzonek. Nie wolno wymieniać wody z akwarium, a gdy wyparuje jej część, można dolać wodę mineralną (niegazowaną i nisko zmineralizowaną) lub źródlaną z butelki. 

Aqua Dragons In Space to doskonały “materiał” do nauki odpowiedzialnego zajmowania się podopiecznymi przez dzieciaki. Ja jestem przeciwniczką traktowania zwierząt jak zabawek i Smoki Morskie stanowią idealną okazję nie tylko do podglądania życia toczącego się w wodzie, ale także rozwoju empatii i odpowiedzialności u małych opiekunów. Dzieci muszą napowietrzać wodę specjalną pipetą, karmić stworzenia, troszczyć się o to, by Smokom nie było zbyt zimno lub zbyt gorąco. 

Wbrew pozorom ten mały zbiornik jest lekcją wielkiej odpowiedzialności dla dziecka i stanowi doskonały materiał edukacyjny. Przy okazji rozwija wyobraźnię i ciekawość świata – mówiąc o Aqua Dragons In Space możecie przybliżyć dzieciom świat zarówno biologii, astronomii, jak i prehistorii. 

Niesamowita historia podróży kosmicznej to doskonały sposób na odciągnięcie uwagi dzieci od telewizora czy komputera, i skierowania jej na coś bardziej ciekawego i wartościowego. Nie trzeba zbyt wiele myśleć, wystarczy rzucić hasło “dinozaury i kosmos” i od razu tworzą się niezwykłe historie, w których główni bohaterowie mierzyli kilkanaście metrów, ważyli wiele ton i szczycili się niesamowitym i przerażającym uzębieniem. Mój starszy syn, jak na siedmiolatka, całkiem dobrze orientuje się w prawach rządzących kosmosem i szybko wyjaśnił młodszemu bratu, dlaczego wielkie asteroidy były niebezpieczne nie tylko dla wielkich gadów. A to tylko jedna z wielu możliwości snucia ciekawych opowieści.  

My mamy dwa zestawy. W zestawie pierwszym Aqua Dragons In Space  (Zestaw podstawowy) znajduje się akwarium w kształcie asteroidy ze świecącą w ciemności podstawą, powiększająca pokrywka zbiornika, świecąca w ciemności miarka do pokarmu, 1x torebka z jajkami, 1x torebka z pożywieniem, certyfikat autentyczności ze specyfikacją lotu kosmicznego. 

W drugim zestawie, Aqua Dragons In Space (Zestaw Deluxe) znajduje się podświetlane ledowo akwarium w kształcie asteroidy z podstawą świecącą w ciemności, wbudowana lupa w akwarium, pipeta napowietrzająca, łyżeczka do podawania pokarmu (świeci w ciemności), 1 x saszetka z jajkami smoków, 1 x saszetka z pokarmem, certyfikat potwierdzający podróż kosmiczną i naklejka mierząca temperaturę. Gdy pokarm się skończy, można kupić go w sklepie. 

Jak już wyżej wspomniałam, zestaw Deluxe Aqua Dragons In Space posiada podświetlenie ledowe, a w przypadku obu zestawów (Deluxe i podstawowy), świecące w ciemności podstawki oraz miarki do karmienia. Takich elementów nie zawierała poprzednia edycja zestawu, a te innowacje są zdecydowanie bardziej atrakcyjne dla maluchów. To zaleta, ponieważ dzieci nie muszą rezygnować z podglądania zwierząt wraz ze zgaszeniem światła. Dzięki łagodnemu podświetleniu i emitowaniu światła przez podstawkę, mali obserwatorzy mogą w skupieniu obserwować niezwykły spektakl z nocnego życia Smoków Morskich. 

Nie ja jedna doceniłam Aqua Dragons In Space – te ciekawe stworzenia wyróżniono tytułem Dobra Marka 2017/2018 – Jakość, Zaufanie, Renoma, przyznanym w dziewiątej edycji plebiscytu najpopularniejszych produktów i usług w kraju. 

Jeśli wam również podoba się taka forma opieki nad zwierzętami i nauki w jednym, szukajcie informacji o oryginalnych Aqua Dragons in Space na stronie jedynego polskiego dystrybutora Gonzo Toys. 

Lista sklepów, w których można znaleźć Aqua Dragons In Space znajduje się na stronie www.gonzotoys-sklep.pl. Znajdziecie tam zestawy w bardzo dobrej cenie z okazji zbliżającej się Wielkanocy.

Na FB www.fb.com/gonzotoys fan HYPERLINK „https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C”page HYPERLINK „https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C” HYPERLINK „https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C”Fb HYPERLINK „https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C” HYPERLINK „https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C”Gonzo HYPERLINK „https://www.facebook.com/gonzotoys/?ref=br_rs%5C” Toys producent przez cały czas służy pomocą i odpowiada na pytania dotyczące hodowli.

Śledźcie fan page 16 marca 2018r., odbędzie się konkurs, w którym do wygrania będzie zestaw Aqua Dragons in Space Deluxe!

Zajrzyjcie również na Gonzo HYPERLINK „https://www.instagram.com/gonzotoys/” Toys Instagram. Czeka na was jeszcze więcej informacji i zdjęć.

A tymczasem idę nadzorować karmienie Smoków. I wiecie co? Ci niezwykli przybysze z kosmosu, zawładnęły serduchami moich dzieci – dla nich opieka nad nimi jest fascynującym przeżyciem. Choć muszę stale przypominać dzieciom o innych domowych obowiązkach, o karmieniu prehistorycznych stworzeń i napowietrzaniu wody pamiętają sami. A to o czymś świadczy, prawda?

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Po co komu facet na porodówce? – poród rodzinny czy w samotności?

Po co komu facet na porodówce? – poród rodzinny czy w samotności?


Fizinka

14 marca 2018

Zanim zaszłam w pierwszą ciążę wizja rodzinnego porodu była dla mnie nie do przyjęcia. Bo po kiego grzyba ciągnąć swojego partnera tam, gdzie mogą rozgrywać się sceny rodem z horroru Hitchcock`a, ze mną w roli głównej?! Po co się przed nim tak obnażać  (dosłownie i w przenośni) skoro chcę pozostać dla niego jak najdłużej atrakcyjna? A historii o tym, jak to facet poczuł niechęć do swojej kobiety po wspólnym porodzie przecież nie brakuje! 

No cóż, historie historiami, a życie życiem…

Tak się akurat złożyło, że jak już zaszłam z pierworodnym synem w ciążę, moje myślenie zaczęło się zmieniać. Im bliżej „godziny zero, tym bardziej byłam przekonana, że jednak nie chcę i nie powinnam być wtedy sama. Na szczęście moja druga połowa – z własnej i nieprzymuszonej woli ;-)  – doszła do takiego samego wniosku.

Jak się później okazało, to była bardzo dobra decyzja, bo mój mąż okazał się dla mnie ogromnym wsparciem – nie tylko pod względem psychicznym, ale również i w szczególności pod względem fizycznym. To on pomagał mi utrzymać pion i prowadził do toalety, kiedy ledwo stałam na nogach (bo po nieprzespanej nocy, przyszło mi ponad 16 godzin walczyć z bólem, jakiego dotąd nie znałam). To on na przemian podawał mi pomadkę do ust, które strasznie wysychały i wodę do picia, której ja nie miałam siły podnosić. To on trzymał mi miskę, gdy przez dobre 7 godzin rzygałam jak jakiś menel po solidnej imprezie. Rozmasowywał mi nogi, kiedy podczas parcia raz po raz atakowały mnie paskudne skurcze w łydkach i udach. Skakał wokół mnie to z jednej, to z drugiej strony. Stawał na głowie, żeby sprostać zadaniu i jak najbardziej mi pomóc. A do tego patrzył na mój ból i cierpienie, wiedząc, że nie może tego powstrzymać. Widział krew i wszystko to, czego nie pokazują w filmach. Z pewnością nie było mu łatwo, ale dał radę. A ja do dziś, od 7 lat powtarzam, że bez niego nie dałabym wtedy rady.

W drugiej ciąży nie mieliśmy żadnych wątpliwości i od samego początku wiedzieliśmy, że znowu będziemy rodzić razem. Co prawda, ten poród był zupełnie inny – wywoływany z powodu odejścia wód płodowych i  zdecydowanie krótszy (trwał około 7-8 godzin), więc nie wymęczyłam się tak długo, jak za pierwszym razem. Ale za to trafił mi się beznadziejny personel – o położnej, która popsuła mi ten poród, już kiedyś opowiadałam. Więc choć „atrakcji” było mniej i mój mąż nie musiał się tak przy mnie gimnastykować, to jednak jego obecność i trzymanie za rękę w trakcie tortur jakich dopuściła się na mnie położna, były na wagę złota.

Z kolei za trzecim razem psychicznie nastawiałam się na poród w samotności – mąż miał zająć się dwójką brzdąców, które już były w domu, a ja miałam pójść urodzić nam trzecie dziecko i prędko wrócić – tak sobie wymyśliłam. Jak się później okazało, to był głupi pomysł! I po kilku godzinach, kiedy rozwarcie zaczęło postępować, a skurcze mocno nasilać, wiedziałam, że wcale nie chcę tam być sama. Ten potworny ból (najgorszy ze wszystkich trzech porodów) sprawił, że koniecznie zapragnęłam mieć męża obok. Dlatego bardzo się cieszyłam, że do opieki nad naszymi dziećmi udało się zwerbować moją mamę i mąż mógł do mnie dojechać.

Jego obecność dodawała mi dużo sił i otuchy. Poza tym pomagał mi się poruszać – wchodzić na fotel porodowy, przewracać z boku na bok, przytrzymywał nogi podczas parcia, masował plecy, pozwalał zgniatać dłoń, gdy już nie mogłam wytrzymać z bólu ;-) No i wysłuchiwał moich gorzkich żali, gdy już miałam serdecznie dość:  „Po co mi to było?! Za jakie grzechy?!” i „ Nigdy więcej!!” ;-D

Tak więc osobiście nie wyobrażam sobie porodu w samotności – bo umówmy się, nawet najlepsza położna nie zastąpi bliskiej osoby. Cierpienia nam co prawda nikt nie ukróci i nikt nas nie wyręczy – a szkoda! ;-P, ale wszelka inna pomoc, jak choćby głupie podanie wody, czy ręki jest nieoceniona. I wbrew tym wszystkim historiom, które słyszałam, mój mąż wcale nie przeżył traumy, nie poczuł do mnie obrzydzenia i nie kopnął w tyłek. Wręcz przeciwnie!  

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Kazooloo, gra inna, niż wszystkie

Kazooloo, gra inna, niż wszystkie


Żaklina Kańczucka

14 marca 2018

Wspominałam wam już kilka razy, że moje dzieci nie wychodzą z choroby. Grypa, przeziębienie, zapalenie oskrzeli i płuc oraz rotawirusy uparły się na nas od stycznia. Wyobrażacie sobie od początku roku tkwić kołkiem w domu? Ja, dopóki nie przeżyłam takiego zamknięcia, to nie umiałam sobie wyobrazić tego. Po prostu więzienie.

A teraz wyobraźcie sobie jeszcze jedną rzecz. Zapewnienie rozrywki trójce dzieci w różnym wieku podczas długotrwałej choroby nie jest łatwe. Siedmiolatek, czterolatek i roczniak mają skądinąd odmienne zainteresowania. A ile można czytać książek, grać w gry i budować bazy w oparciu o ręczniki, koce i piętrowe łóżko? To wszystko się “przejadło” i coraz częściej słychać było “mamo, nudzę się”. W dodatku jakieś licho trafiło domowy komputer i do dyspozycji został tylko Xbox One. Dobrze, że przy czujniku ruchu można się trochę poruszać, bo inaczej towarzystwo przyrosłoby do podłogi pod telewizorem.

Gdy nerwowo przebierałam palcami po głowie w poszukiwaniu weny twórczej, w moje ręce trafiła gra inna niż wszystkie.  

Kazooloo wymaga łączności z Internetem. Gra składa się z okrągłej, dużej planszy (odrębna dla opcji ze smokami i dla walki z robotami) oraz jednej z dwóch dostępnych aplikacji (z podziałem na smoki i roboty) dedykowanych zarówno na Apple, jak i na urządzenia z systemem Android. Aplikacja dedykowana smokom nie będzie współdziałała z planszą dedykowaną robotom.

Żeby zagrać w Kazooloo, trzeba postępować zgodnie z instrukcją załączoną do planszy.  Planszę kładziemy na podłodze, obrazkiem do góry. Po ściągnięciu z AppStore lub Google Play odpowiedniej aplikacji, należy ją uruchomić. Następnie zgodnie z wytycznymi rejestrujemy konto dla gracza. Gdy konto jest już utworzone, należy wybrać pierwszy etap gry i skierować kamerkę smarfona lub tabletu na planszę.

Gdy plansza znajdzie się w kółku skanowania, rozpoczyna się zabawa. Po przejściu pierwszego etapu, wprowadzamy znajdujący się z tyłu planszy kod aktywacji, do okienka, które otwiera się na ekranie tabletu lub smartfona. Et voila! Zabawa zaczyna się na całego.

Zasada jest prosta – należy unikać strzałów ze strony przeciwnika – robota, i unicestwić go ruszając się wokół planszy. Dziecko strzela do robotów i przy tym nie siedzi w miejscu, bo biega po pokoju unikając pocisków. Gra jest fajna, kojarzy mi się z zabawą 4D, bo roboty “wychodzą” z planszy, przemieszczają się po podłodze. Cały pokój zamienia się w pole bitwy. Wygląda to naprawdę niesamowicie i muszę przyznać, że to ciekawe doświadczenie, przenieść wirtualnych przeciwników na własną podłogę. Oczywiście moje dziecko ma wytyczony limit czasowy gry, dla własnego zdrowia i mojego spokoju.

Zanim oddałam smartfon dziecku, sama rozegrałam kilka rund i podejrzałam samouczek w języku polskim – dobrze wiedzieć, czym się bawią dzieci. Dostępnych jest kilka opcji i poziomów, różne misje, które można rozgrywać samodzielnie lub z wirtualnym wsparciem, tworząc z inną osobą, która ma dostęp do aplikacji, drużynę. Nagrodą za wysiłek jest przetrwanie oraz zebrane klejnoty, które gwarantują dalsze działania i lepszą broń. 

Realizm jest jej niezaprzeczalnie mocną stroną Kazooloo. Dynamiczny ruch i stosowanie uników to konieczność. Moje dzieci (czterolatek też sobie radzi, o co zadbał starszy brat, choć gra jest dedykowana dzieciom w wieku 6+) uwielbiają Kazooloo, bo gra się bardzo intuicyjnie. 

I teraz muszę poruszyć rzecz najważniejszą. Nie jestem miłośniczką gier przemocowych, więc miałam ogromne obawy, “odpalając” Kazoooloo i przekazując grę dziecku. Jednak kontrolowana zabawa, świadomość użytkownika, że to TYLKO gra, a nie rzeczywistość, omówienie zasad korzystania, pozwala uniknąć nieporozumień. Myślę, że żadnemu dziecku nie powinna się stać psychiczna czy emocjonalna krzywda, bo mimo pewnego rodzaju przemocy (strzelanie do przeciwnika) nie ma krwi, trupów i innej masakry, roboty rozpadają się na części, a na ich miejsce tworzą się nowe. Trochę taki Transformers w warunkach domowych. Jest świetna grafika, ruch, emocje, jest ćwiczenie koordynacji ruchowo-wzrokowej i spostrzegawczości. Taka gra ma swoje zalety. 

Kazooloo pozwala mi raz na jakiś czas odepchnąć nudę u niewybieganych, bo stale zamkniętych w domu chorowitków, i usiąść choć na chwilę. Wiecie, ja też potrzebuję odrobiny odpoczynku i normalności, nawet za cenę wirtualnego zajęcia dzieci.

Jeśli zaciekawiła Was gra, zajrzyjcie na stronę sklepu, gdzie można kupić produkt w naprawdę fajnej cenie https://gonzotoys-sklep.pl/ .

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Tupnij nogą i walcz o swoje. Zadbaj o siebie już dziś

Tupnij nogą i walcz o swoje. Zadbaj o siebie już dziś


Basia Heppa-Chudy

13 marca 2018

Dobrze jest czuć się wolnym i niczego nie musieć, prawda? To naturalne – wolimy sami dokonywać wyborów, niż być w sytuacji, w której ktoś odgórnie nam coś dyktuje.

Tymczasem nasze życie często jest przepełnione wieloma narzuconymi obowiązkami, a wypełniając większość życiowych ról, czujemy presję – otoczenia, ale i własną. Jak mus to mus – włączamy trybiki i żyjemy… jak przy taśmie.

I bardzo szybko pojawia się zniechęcenie, zmęczenie, przygnębienie, złość. Narzekamy. Na własne życie, swojego męża, frustrującą pracę, codzienną rutynę, ciężkie siatki. Garbimy plecy. Przestajemy widzieć sens w tym, co robimy. Nie jesteśmy szczęśliwe, bo nie żyjemy życiem, jakie chcemy mieć. Zbyt wiele kamieni nas przygniata.

I wtedy powinno pojawić się w naszej głowie pytanie — czy ja naprawdę muszę, czy nie mogę czegoś zmienić? Zaczynamy się buntować. Nieraz okazuje się, że tylko pewna niewielka część spraw, to nacisk zewnętrzny. Pozostałe to dyktat, który sami sobie tworzymy! Winne są stereotypy i wewnętrznie narzucone dążenie do osiągnięcia różnie pojmowanego przez nas ideału. Ciągle się oceniamy, porównujemy, gonimy za własnymi oczekiwaniami. A jedyne wymaganie, które powinniśmy mieć, to czuć się dobrze w swojej własnej skórze.

A gdyby tak coś zmienić? Wiosna ma cudowne moce, które nie tylko otwierają nam oczy, ale i pociągają do przemian. Najlepiej zacząć od czegoś niewielkiego – małe zmiany wywołują większe. Przede wszystkim najpierw zmieniamy myślenie i postrzeganie rzeczywistości, bo wtedy okaże się, że wcale nie musimy. Czasem fajnie mieć wybór i znając zasady, móc świadomie je złamać – wolność nie lubi granic. Nie odkładajmy swoich potrzeb na koniec kolejki, przyjrzyjmy się im, odkryjmy i realizujmy swoje pasje, poczujmy się niezależne. Znajdźmy w naszej codzienne hałaśliwej rzeczywistości chwilę na wyciszenie – myśli, emocji, cichego czasu na odpoczynek organizmu i przemyślenia. I spróbujmy wreszcie odetchnąć pełną piersią. W sam raz właśnie teraz – rozkwitnijmy na wiosnę! I niech rozpiera nas duma ze wszystkiego, co uda nam się zmienić i osiągnąć!

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku