Ciąża 1 marca 2012

Cukier, lukier i inne słodkości

Autorką tego wpisu gościnnego jest Mamaronia – zwykła mama, która dzięki swojej córeczce nauczyła się od nowa patrzeć na rzeczywistość. Cieszyć się z kropli wody, pierwszego śniegu albo zwykłej piłeczki. Mamaronia odwija cukierek zwany życiem razem z jego gorzkimi zakamarkami. Napisała nam, że macierzyństwo to przygoda, wyzwanie i ogromna odpowiedzialność a czasem „totalny ciężar materii”. Odkąd mała jest na świecie jej hierarchia wartości trochę się zmodyfikowała. Wie co jest ważne, do czego dąży. Córka jest całym jej światem i organizuje w dużej mierze jej życie ale przy tym wszystkim Mamaronia nie zapomina o sobie.

Kiedy zaszłam w ciążę byłam szczęśliwa jak nigdy. Kolejne USG i podglądanie maluszka, który z każdym mijającym miesiącem nie był już taki mały, bo ekran przestawał ogarniać go w całości.
Wiedziona wyobrażeniami i cudownościami jakie prezentują filmy i wszelkiej maści reklamy po prostu widziałam samą słodycz. Taką sielankę, która wiecznie trwa. Mama, która ciągle się uśmiecha i tata który równie mocno uśmiecha się co mama.

Niewyspanie? E tam, nie straszne to mi było, bo myślałam sobie, że jak zombie nie będę wyglądać przecież. Wszystkie ładne panie w  pięknych filmach, tak słodko się uśmiechały i były świeże. I takie idealne. Niczym Bree z „Gotowych na wszystko”.
Karmienie piersią od razu wydawało mi się mistycznym przeżyciem, chociaż jeszcze wtedy nie wiedziałam czym to pachnie, ale  byłam już pewna, że chcę karmić. Poród? Hmmm niby wiedziałam, że boli ale myślałam sobie, że nie może być aż tak źle więc i to przeżyję. I wszyscy mówili, iż to się tak szybko zapomina, to od razu stwierdziłam że zapomnę i po sprawie.

I przyszedł najpierw dzień porodu. Niespodziewany ale może to i dobrze, bo jak miałabym się zastanawiać to wyszło by pewnie gorzej. Niby wiedziałam co i jak, niby szkoła rodzenia, ale jak przyszło co do czego, byłam jak sparaliżowana. Teoria u mnie nie przełożyła się na praktykę – niestety. Bolało! Oj bolało jak cholera. Bo inaczej chyba tego określić nie mogę. I cóż “nie zapomniałam” i pamiętam do dziś. Ale racjonalnie do tego podchodząc inaczej być nie mogło.

Później przyszedł czas na pierwsze karmienie. Muszę przyznać, że niesamowite uczucie, tylko czemu nikt nie wspominał o tym, że to boli? Zwyczajnie i po prostu boli. Zaciskanie się małych dziąsełek na wrażliwych brodawkach skutkuje bólem i niekiedy krwawieniem. Fakt niezaprzeczalny. Pamiętam jak na samym początku kiedy miałam małą przystawić do piersi to zaciskałam zęby. Było ciężko. I tu pierwszy sielankowy widok o samych wspaniałościach, wygodzie i przyjemności podczas karmienia – poszedł precz.

Wstawanie nocne. Cóż. Chyba nie muszę wspominać, że jednak wyglądałam jak zombie i ani trochę świeżej i pięknej i wiecznie uśmiechniętej  Bree  – nie przypominałam. Wstawanie przekładało się często na poziom irytacji, która pojawiała się jakoś tak znikąd. Była i już. Z czasem się przyzwyczaiłam i teraz to wstawanie mi nie przeszkadza. I powiem nawet, że teraz już po wstawaniu potrafię świeżo wyglądać. A jak. No ale początki nie były za cukierkowe i znów moja wizja się trochę rozjechała.

Mała to moje oczko w głowie. Istny cud. Miłość w czystej postaci. Oddałabym za nią życie i jest moją dumą. Czasem żałuje, że tak szybko dorasta, ale staram się chwytać wszystko co życie przynosi i cieszyć się razem z nią wszystkim co w koło nas. Na początku tylko spała i jadła. Później łapała kontakt, pierwsze samodzielne siedzenie, raczkowanie, pierwsze kroki…a teraz to już w ogóle szaleństwo. Czasem zachowuje się jak by szaleju się napiła. I choć jest świadoma tego co się do niej mówi i wie co znaczy „nie wolno” to i tak robi swoje. Mimo całej mojej miłości do niej i uwielbienia czasem mam po prostu za dużo dziecka w dziecku. Czasem odzywa się zmęczenie a innym razem wystarczy chwila moment żebym wybuchła. Najczęściej wtedy obrywa się tacie.

Cóż życie zweryfikowało moje idylliczne spojrzenie. Macierzyństwo to wyzwanie ale nie zawsze jest cudowne i wspaniałe. Nie zawsze jest tylko natchnione. Nie zawsze jest lukrem posypane bo nawet najlepszy lukier się kruszy i pęka. Chyba to i lepiej, że to nie tylko lukier bo od nadmiaru słodyczy aż robi się mdło. I ja jestem tylko człowiekiem, i Mała jest tylko małym człowieczkiem, i tatuś jest tylko człowiekiem. Każde z Nas z własnym temperamentem i własną porcją uporu w pakiecie. Każde z Nas chce w pewnym momencie po swojemu.

Macierzyństwo to nie tylko bajka, czasem to ciężar materii, ale nie zmienia to faktu, że ja kocham ten ciężar i każdą materię z jakiej jest ulepiona.

13
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Weronika MilitowskaAleksandra GreszczeszynKamila KPatrycja ZychMaria Ciahotna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Fizinka
Gość
Fizinka

Mi też nikt nie powiedział, że początki karmienia „po prostu bolą”.
Wiedziałam, że nie jest to takie proste, na jakie wygląda, że zarówno Dziecko jak i ja – musimy się karmienia nauczyć. Ale do licha nie wiedziałam, że będę przy tym płakać! I kląć, że macierzyństwo miało być przecież takie piękne i ból porodowy miał być ostatnim „cierpieniem” ! A w rzeczywistości ból zranionego krocza i brodawek był na tyle silny i uciążliwy że byłam zła na cały świat! -Czemu nikt mi o tym wcześniej nie powiedział?!?! ……. :) :P

Aldona Seemann-Gnida
Gość

Fizinko, dokładnie to samo mogłabym napisać. Niby wiedziałam co to poród, co to karmienie itp. Ale w rzeczywistości wszystko wyglądało jakoś inaczej. Po pierwszym porodzie czułam się koszmarnie przez dobry miesiąc- nie mogłam ani leżeć ani siedzieć (no a jak już siedziałam, to na wielkiej poduszce; prawie jak księżniczka na ziarnku grochu). Do tego ten ból brodawek. Też była złość, niemoc, płacz. Po drugim porodzie było całkiem inaczej. Mogłam raz dwa fikołki fikać. Ale ból przy karmieniu był. Widocznie tak to już musi być ;p Kolorowe pisma, tv itp. bombardują nas tylko tematami takimi jak to cukierkowe jest być w… Czytaj więcej »

Anna Haluszczak
Gość

Ja też wiedziałam, że kolorowo nie będzie. Jednak poród wspominam dobrze (dało się przeżyć, nie bolało aż tak bardzo jak się nastawiałam). Z karmieniem było gorzej, bo wylądowałam na antybiotykach, by zaleczyć brodawki. Ale i to minęło. Dało radę przeżyć. Niewyspana chodzę do dziś (może temu, że urodziłam już dwójeczkę), do wyglądu zombie przyzwyczaiłam się ja i moi znajomi. Nikt nie mówił, że macierzyństwo będzie kolorowe. Bolało, mam rozstępy, jestem wiecznie zmęczona. Jest to jednak niewielka cena za dwoje tak wspaniałych maluchów. Nikt nie dał mi w życiu tyle radości, co one. A ta cała reszta to po prostu skutki… Czytaj więcej »

Maria Ciahotna
Gość

Artykuł trafiony jak nie wiem :) samo życie :) mnie siostra ostrzegała, że wcale nie musi być wszystko piękne i kolorowe, to przez co ona przeszła to prawdziwa szkoła życia, więc nie nastawiałam się na sielankę, tylko na wyzwanie – i całe szczęście, bo tym bardziej cieszył mnie każdy „sukces” :) bólu porodowego niby nie da się zapomnieć, ale mi wydaje się, że poszło fajnie. Potem pielęgniarka zobaczyła moje brodawki i mówi, niech raczej nie liczę na karmienie – ale cóż, córeczka tego nie słyszała i nie mając porównania, jakoś obie nauczyłyśmy się siebie nawzajem. Przez chwilę też było zaciskanie… Czytaj więcej »

Anna Haluszczak
Gość

Z dwójką maluszków jest ciężko, ale za to ja przy drugim dziecku nie miałam ŻADNYCH kłopotów z karmieniem (a przy pierwszej latorośli niestety dość spore – o czym już pisałam). Głowa do góry!
A co do niewyspania, to moja córeczka zaczęła przesypiać nocki gdy skończyła dwa latka. W międzyczasie urodził się synek, który budzi się w nocy. Pocieszam się tym, że może jak on skończy dwa latka to też zacznie normalnie spać. I wtedy wreszcie się wyśpię ;) Czego i Tobie życzę :)

Szybkiego i gładkiego porodu! Niech maleństwo będzie śliczne i zdrowe :)

Patrycja Zych
Gość

Gratuluję fajnego tekstu-bardzo trafiony. Nie jedna mama już na tym blogu ( w tym ja ;) ) pisała o tym jak bardzo macierzyństwo które znamy z filmów,reklam itd rożni się od tego prawdziwego. Ja wiedziałam,że poród strasznie boli ale do głowy mi nie przyszło,że karmienie też. Na początku to był dla mnie ogromny ból,poranione brodawki. Na szczęście jakoś to wszystko przetrwaliśmy i później już mogłam się cieszyć karmieniem-było jak w filmie ;) pozdrawiam

Kamila K
Gość
Kamila K

Aż się łezka w oku zakręciła;) Też sobie wyobrażałam będąc w ciąży jak to jest miło, fajnie, sympatycznie…. Ba, nawet po porodzie byłam pełna optymizmu… Poród, hmm…czy to w ogóle jakaś „męczarnia”? Nie…półtorej godziny i przywitaliśmy się z Naszą Marysią… Ojj jak cudownie… Malutka urodziła się w nocy, do rana spała jak Aniołeczek, ja już o 6 rano byłam po prysznicu, gotowa do opieki nad naszą córcią… Jednak mijały godziny i nic… Spała, spała i tylko spała, nawet na jedzenie się nie budziła, nie płakała… Nie wiedziałam co robic… Poszłam do położnej, która powiedziała, że tak odreagowuje dziecko poród.. Hmm…… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Nie ma co ukrywać, ze macierzyństwo to nie tylko cukier i lukier! To ciężka praca 24 h/dobę, ale…za to przynosi tyle satysfakcji, dumy i radości, co żadna inna!:)

Weronika Militowska
Gość
Weronika Militowska

Pani Aleksandro,czasem wydaje się,że doba ma 48 godzin… W fizycznym i psychicznym odczuciu… Mimo to uśmiech na trzech zadowolonych buźkach wynagradza wszystko…

Anna Haluszczak
Gość

Bo macierzyństwo to praca na 3 etaty ;) Czasem sobie mówię, że byłabym bardziej wypoczęta gdybym poszła do pracy, a nie siedziała z moimi łobuzami w domu. Ale ominęłoby mnie tyle pięknych rzeczy, że aż żal…

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Zgadzam się z Wami dziewczyny! Ja nie żałuję, że wybrałam bycie mamą na cały etat! Co prawda od jakiegoś czasu dorabiam sobie on – line, ale nadal jestem z dzieckiem w domku i nie czuję się sfrustrowana z tego powodu. To mój świadomy wybór.

Weronika Militowska
Gość
Weronika Militowska

Dziewczyny macie zupełną rację… Początki to nie zawsze idylliczna sielanka jaką obiecują kolorowe pisemka dla przyszłych mam… I nawet pełna organizacja nie daje nam takiej pewności… Powiem Wam szczerze,że łatwiej było mi poradzić sobie z bliźniakami,po drugim porodzie niż z pierwszym charakternym łobuziakiem… Karmienie było przyprawione wieloma łzami,ale przetrwałam i mój synek otrzymywał ode mnie mleczne wartości aż do 14 miesiąca życia… Później już rzadziej ze względu na inne pokarmy… Za to bliźniaki, pomimo że dwójka były spokojne,jadły po kolei i w konkretnych porach,więc nie było tak trudno… Trudności zaczęły się później… Gdy przyszły kolki, początki siadania itd.,ale jakoś dotrwaliśmy…… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Ja mam 4-letnią córcię – żywe srebro:) Obecnie jestem w 8 m-cu ciąży. Przez 3 lata nie pracowałam w ogóle, a od niespełna roku pracuję on-line. Nie wyobrażałam sobie innej opcji – choć nie krytykuję mam, które wracają do pracy – dla mnie macierzyństwo to jednak najważniejsza rola:) Każda z nas jest inna, ale zarówno mamy niepracujące jak i pracujące muszą być przekonane do swojego wyboru.

Na zakupach 27 lutego 2012

Ma(ma)gazyn rzeczy przeróżnych – wkrótce wielkie otwarcie

Odkąd jesteście żonami i matkami, to nie wystarczy ubrać tylko siebie od stóp do głów – trzeba jeszcze pomyśleć o mężu, dziecku, ich wykarmieniu i o wyposażeniu mieszkania od piwnicy po sam dach. Wydawanie pieniędzy na lewo i prawo nie jest fajne gdy w efekcie stajemy się posiadaczkami tandetnych rzeczy i ofiarami „super ofert”.
Czy nie jesteście czasem zagubione, gdy musicie podjąć decyzję co wybrać, co kupić, na jaką markę postawić? Czy nie lubicie świadomie dokonywać zakupów? Chcecie kupować produkty o wysokiej jakości i zdajcie sobie sprawę, że nie zawsze wysoka cena idzie w parze z jakością? No i czy nie znacie problemu typowego dla każdej mamy “brak czasu” – a na rynku wciąż przybywają nowe marki i towary – jak to wszystko ogarnąć?

Znalazłyśmy rozwiązanie!
Nasza propozycja ułatwi Wam życie, pozwoli oszczędzić czas i podejmować mądre decyzje! Każda z nas ma swoje ulubione produkty, które regularnie wrzuca do sklepowego koszyka, jednocześnie z przyjemnością od czasu do czasu sięgamy po coś nowego – innego. Idealna jest sytuacja, kiedy nowo nabyta rzecz spełnia nasze oczekiwania, gorzej jeśli po pierwszym użyciu wiemy, że już nigdy więcej nie wydamy na ten bubel złamanego grosza. Ale jest na to sposób!

Wkrótce uruchomimy specjalny serwis Recenzje.wrolimamy.pl  – szczególne miejsce w wirtualnym świecie, które powstaje z myślą o mamach – konsumentkach.  Chcemy wykorzystać tę przestrzeń w Interencie, by dzielić się z Wami swoimi odkryciami i opiniami.

W informacji siła
Recenzje.wrolimamy.pl to serwis, na którym będą prezentowane opinie i testy  ogólnodostępnych produktów dla mam i dzieci. Znajdziecie tam wyłącznie artykuły, które same wypróbowałyśmy. Blog W Roli Mamy jest z Wami nie od dziś – znacie już nas – autorki, wiecie, że przeżywamy podobne do Waszych emocje, problemy i możecie nam zaufać. Będziecie miały gwarancję, że każda opisana rzecz została wzięta przez nas pod lupę i przetestowana w domowym laboratorium. Nie będziemy szukać dziur, tam gdzie ich nie ma, ale jeśli coś nie spełni naszych oczekiwań – na pewno podzielimy się tym z Wami.

Nie przyjęłyśmy żadnego schematu opublikowanych opinii, chcemy dzielić się z Wami naszymi rekomendacjami swobodnie i naturalne – jeśli jakiś produkt będzie wymagał obszernego opisu – taka właśnie recenzja na jego temat powstanie. I odwrotnie – nie będziemy rozwlekać się i zanudzać Was mało istotnymi detalami, jeśli wystarczające będzie skupienie się na głównych cechach towaru.

Współpraca
Liczymy bardzo na Wasz wkład  – jeśli znacie rekomendowany przez nas artykuł – koniecznie podzielcie się swoimi odczuciami i doświadczeniem w komentarzach. Jeśli dotąd nie używałyście produktu, chcecie dowiedzieć się na jego temat jeszcze więcej – śmiało pytajcie (także w komentarzach), odpowiemy nawet na pytania, które nie zadałybyście sprzedawcy.

Koszyk pomysłów.
Jeżeli znacie niebanalny lub rewolucyjny produkt, napiszcie do nas, jeśli będzie to możliwe postaramy się przemaglować go osobiście.

My czekamy na Recenzje.wrolimamy.pl z wypiekami na twarzy i zapartym tchem! A Wy?
Ruszamy już wkrótce!

8
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda Koziróg
Gość

już nie mogę się doczekać:)

Magdalena Niwińska
Gość

no właśnie tego Nam trzeba!

Anna Haluszczak
Gość

bardzo mi się podoba ten pomysł! Do dzieła! :)

Aldona Seemann-Gnida
Gość

świetnie!

AnitaZ
Gość
AnitaZ

Super! Już nie mogę się doczekać! Wreszcie będzie gdzie poszukać konkretów i informacji z pierwszej ręki!

Patrycja Zych
Gość

świetny pomysł:) czekamy..

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Bardzo dobry pomysł! Bo kto, jak nie inne, doświadczone mamy, lepiej doradzi w zakupach?:)

Weronika Militowska
Gość
Weronika Militowska

Czekaaam intensywnie… Rzeczywiście doskonały pomysł :-)))

Uroda 24 lutego 2012

Kołysanki – przytulanki

Jestem w miejscu, który być może nazywają rajem. Jest tu ciepło, słyszę muzykę Twego głosu, bicie Twojego serca….. Mówisz do mnie słowa przepełnione miłością. Mówisz, że tak już będzie zawsze kiedy będę Cię potrzebował. Nazywasz to bezwarunkową miłością, dla mnie to oznacza tylko jedno słowo – mama. Lewituję niczym obłok między promykami słońca. To kołysanie uspokaja mnie kiedy czuję niepokój, kiedy jest mi smutno, kiedy czuję, że jest Ci źle…

Dzisiejsze przekonania na temat wychowania często bywają sprzeczne: (nie) śpij z dzieckiem, (nie) karm papkami, kiedy płacze (nie) noś, (nie) kołysz… bo się dziecko przyzwyczai. Można się nieźle zakręcić. Na temat każdej tej sprzeczności nie będę się wypowiadać. Chciałabym się skupić na noszeniu i kołysaniu dziecka.

Jestem zwolenniczką obu tych czynności. Pierwsze miesiące życia są dla dziecka sporym wyzwaniem – nagle znajdują się w zupełnie innym miejscu, poznają nowe dźwięki, zapachy, nowych ludzi. Nic dziwnego, że czasem pokazuje, że jest mu źle. W tym okresie mamy dość ograniczone możliwości przekonania dziecka, że wszytko jest w porządku, że mogą na nas liczyć. Kołysanie i noszenie dziecka jest jedną z tych form, które ułatwiają nam przekazanie tego komunikatu.

Przez 40 tygodni dziecko bujane jest w łonie matki, każdy jej ruch powoduje przyjemne, uspokajające kołysanie, więc zrezygnowanie z tej czynności w moim przekonaniu jest krzywdzące dla dziecka – odbieramy mu coś co jest dla niego pewnie tak samo ważne jak zaspokojenie głodu, poczucia bliskości z mamą, poczucia bezpieczeństwa. I to wszystko dlatego, że chcemy ułatwić sobie życie. Kołysanie (nie ma tu mowy o robieniu dziecku małej karuzeli, bo nawet najbardziej zagorzały zwolennik roller kostera nie uspokoi się przy tym) ma jeszcze jeden pozytywny aspekt poza tym psychicznym. „Huśtanie bobasa stymuluje jego układ przedsionkowy, czyli tę cześć mózgu, która odpowiada za poczucie równowagi. Im lepiej rozwinięty będzie układ przedsionkowy, tym ruchy malca będą płynniejsze, a upadki, kiedy będzie już chodził – rzadsze. Naukowcy mówią też, że dzieci, które w niemowlęctwie miały zapewnioną dużą ilość kołysania, w przyszłości potrafią łatwiej się koncentrować, są spokojniejsze i rzadziej mają kłopoty z nauką (…)”.*

Więc jeśli ja Was nie przekonałam to mam nadzieję, że zrobiła to matka natura, która w ten sprytny sposób zbudowała organizm ludzki, nieco zmuszając nas do podjęcia jedynej słusznej decyzji :)

Drogie mamy czy kołysanie i noszenie dzieci jest dla Was czymś zupełnie naturalnym czy skłaniacie się do ograniczania tych czynności? Może i mnie spróbujecie przekonać, że to nie jest tylko wygoda lecz kryje się tu jakiś rozsądny argument?

 

 

* Magazyn Twój Maluszek nr 9/wrzesień 2011

16
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Haluszczak
Gość

Nie wyobrażam sobie nie nosić, nie tulić, nie kołysać. To sama przyjemność! A jak nie chce się nosić na rękach – zawsze są chusty :)

Magdalena Niwińska
Gość

nosić! przytulać ! kołysać! pieścić i całować :)

Fizinka
Gość
Fizinka

Zgadzam się z przedmówczyniami i z autorką – NOSIĆ! PRZYTULAĆ! KOCHAĆ! CAŁOWAĆ! I PIEŚCIĆ! ;)

Patrycja Zych
Gość

Zgadzam się w 100% ;)

Magda Kupis
Gość

jeśli nie teraz to kiedy? :)

Paulina Garbień
Gość

kiedy nasze dzieci urosną, będą nastolatkami to powiedzą: „Mamo nie przy ludziach, to obciach…” wiec tylko teraz kiedy tego chcą i potrzebują :)

Weronika Militowska
Gość
Weronika Militowska

Czytam Wasz blog od niedawna,ale wciągnął mnie… Ten temat jest dla mnie wyjątkowy,bo przez ostatnie miesiące walczyłam o choć jednego przytulasa ze strony mojego synka(zbawienne terapia sensoryczna przyniosła efekty)… Jest łobuziakiem wyjątkowym – autystycznym i przytulania trzeba go uczyć … Niestety większość dzieci autystycznych uczuć trzeba uczyć… I przytulanie boli… Mnie też bolało… Krzyk przy każdym utulaniu synka był czasem nie do wytrzymania… Za to dzień kiedy mój synek pierwszy raz sam zarzucił mi ręce na szyję był bezcenny i wart tych wielu nieudanych prób… Dlatego pomysł,że dziecko nauczy się do kołysania, noszenia – kurczę,przecież właśnie o to chodzi… Żeby… Czytaj więcej »

Magda Kupis
Gość

Pani Weroniko, oczywiście że przytulanie to rzecz (potrzeba) naturalna, ale w artykule rozchodzi się o noszenie i kołysanie (na rękach bądź w wózku), co już nie dla wszystkich jest rzeczą oczywistą. Nie raz słyszałam komentarze typu „nie noś (po co nosisz), później będziesz miła problem”, „po co kołyszesz przecież grzecznie leży, później się przyzwyczai” itd. Zawsze odpowiadałam: „po co? bo lubię” :D

Barbara Heppa-Chudy
Gość

Weroniko bardzo się cieszę, że Twój synek nauczył się przytulać :) Życzę Wam by robił to jak najczęściej i chętnie!

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Weroniko, podziwiam Cię i życzę wytrwałości i wiele dumy i radości z wychowania synka!

Aleksandra Greszczeszyn
Gość

Oj, zgadzam się z tym, że bombardowane jesteśmy dziesiątkami sprzecznych informacji, nakazów, zakazów i schematów, które „powinnyśmy” powielać. A macierzyństwo to indywidualna sprawa każdej mamy i właśnie to jest w nim najpiękniejsze, że możemy wychowywać nasze dzieci tak, jak same uważamy za słuszne, jak podpowiada nam serce i intuicja. Julcia nie wymagała specjalnych „zabiegów” przed spaniem, bo zasypiała sama, ale nie unikaliśmy tulenia, kołysania i noszenia! Szczególnie tata był w tym mistrzem:) To czułość, bliskość, miłość, a nie rozpieszczanie! Faktem jest, że są „mądrzy” i „życzliwi”, którzy tego odradzają, ale … niech robią jak chcą w stosunku do swoich dzieci… Czytaj więcej »

Klaudia Wrona
Gość

My też nosimy i tulimy <3

Milena Kamińska
Gość

Wiedzieliśmy :)

Ewa Gołębiewska
Gość

Moje każde pokolei schodzi z moich rąk o własnych nogach. Dopóki chcą to są noszone całymi dniami i mi z tym dobrze ;)

Jolcia Fasolcia
Gość

córka była non stop kołysana bo ciągle beczała. Przewraca sie na płaskiej podłodze do dzis a ma lat 8 , za to z nauką to prawda. Jest bardzo pojętna

Adrianna Mizgiert
Gość

Dopiero niedawno się dowiedziałam, dlatego teraz husiamy się mimo dezaprobaty babć i dziadków

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close