Emocje 9 czerwca 2012

Czy to jest normalne?

Często czytamy i słyszymy, że kiedy pojawia się dziecko w rodzinie, to ojcowie czują się „zazdrośni” o nowego członka rodziny. Przyznam, że nie przyszło mi do głowy, że to ja jako matka będę „zazdrosna” o swoje dziecko, że pojawi się u mnie zazdrość.

Po pięknych sześciu miesiącach spędzonych razem z maluszkiem, musiałam powrócić do pracy. Mimo, że bardzo chciałam zostać z dzieckiem na wychowawczym nie było na to szans. W tamtej chwili zazdrościłam rodzicom, którzy mogą sobie na to pozwolić, niestety z różnych przyczyn (głównie finansowych) powrót do pracy był nieunikniony.

Pierwsze dni w pracy były trudne, myślami byłam cały czas przy maluszku i tacie, który pod moją nieobecność zajmował się dzieckiem. Mimo, iż pracowałam tylko 7 godzin dziennie to wraz z dojazdem nie było mnie w domu  przez 10 godzin. Obawiałam się – jak to teraz będzie, przecież wcześniej, kiedy byłam z Marcinkiem, to za każdym razem gdy mnie nie widział płakał, szukał mnie wzrokiem, a co będzie teraz? Jak sobie dadzą radę? Czy oboje będą mieli na tyle siły?

Teraz to tata, spędza więcej czasu z naszym synem. Pamiętam, że gdzieś tam głęboko poczułam się zazdrosna, smutna, bo tak bardzo brakowało mi kontaktu z dzieckiem. Czułam jak wiele mnie omija, jak wiele spraw mi umyka. Czasem dopiero po dwóch, trzech dniach odkrywałam, że Marcin się czegoś nauczył, a mąż kwitował, że przecież już wczoraj to robił. Czy czułam się zazdrosna, czy to zazdrość?

Trudno to tak jednoznacznie nazwać, bo czy nie powinnam się cieszyć, że mój mąż, ojciec naszego syna ma tak świetny kontakt z dzieckiem, że wręcz domaga się opieki nad nim. Może jestem zbyt sentymentalna, ale kiedy patrzę na mojego męża i Marcinka kiedy razem się śmieją, bawią, niejeden raz w oku zakręci mi się łezka.

Ponadto zauważyliśmy ciekawe zachowanie naszego synka. Kiedy coś się stanie, nagły hałas, upadek itp. to mama jest najlepszym lekarstwem. Natomiast kiedy ja i mój mąż jesteśmy w tym samym pokoju, to Marcin szuka kontaktu z tatusiem, a na mamę zerka, upewniając się, że jest w pobliżu.

A Wy Drodzy Czytelnicy, czy czujecie się zazdrośni o Wasze maleństwa?

Subscribe
Powiadom o
guest
14 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Aleksandra Greszczeszyn

Dla Julki mama to taka codzienność – zawsze jest i nie czyni jej to jakoś specjalnie wyjątkowej, za to tata – przez tydzień jest w pracy, a potem ma tydzień wolnego i ten czas jest świętem, wtedy istnieje tylko tata! Tata najlepiej robi mleko, nosi na barana, bawi się i ścieli łóżko, a nawet rozczesuje włosy po kąpieli! Zdarza się nawet, że bywa dla mnie niemiła, stwierdza, że ja nie mogę się z nią bawić, tylko tata. Cóż, cieszę się, że mają taki dobry kontakt, ale nie ukrywam, że czasem jest mi trochę przykro. Myślę, że to normalne, a dzieci… Czytaj więcej »

Madzia_857
Madzia_857
8 lat temu

U nas póki co nasza 3-miesięczna córeczka jest zakochana w mamusi i jej cycusiu :P (karmię piersią). Mojego męża zwykle nie ma około 10 godzin więc malutka spędza czas głównie ze mną. Kiedy jesteśmy w gronie rodzinnym tzn. babć, dziadków, ciotek, wujków to Zuzia bez problemu jest u każdego na rączkach ale jak znajdzie mnie w końcu swoim wzrokiem to już nie odrywa i zwykle sygnalizuje, że chce z powrotem do mamusi. Jesteśmy bardzo przywiązane do siebie a ja też niebawem wracam do pracy i już się martwię ile mnie ominie kiedy będzie pod opieką babci. Czy będę zazdrosna… nie… Czytaj więcej »

Karolina Pawłowska-Cyprysiak

jesteśmy ludzmi i ludzkich emocji sie nie wyzbedziemy a zazdrosc jest jedna z nich. nie robmy z tego tragedii, taka Nasza natura

Marta Ulińska
8 lat temu

U nas wszystko przed nami jeszcze. Maleństwo pojawi się za niedługo i sami się przekonamy jak to będzie. Jedno jest pewne – jest różnica w podejściu taty i mamy do wychowania.

Agnieszka Fimiak
8 lat temu

U mnie nie można mówić o zazdrości, ja raczej się cieszę kiedy córcia łapie kontakt ze swoim tatą. w końcu tak mało go widzi więc wcale się nie dziwię kiedy mąż wraca wieczorem z pracy a Wiktoria od razu ląduje w jego ramionach.

Paulina Garbień
8 lat temu

ja niestety byłam i nadal jestem zazdrosna o synka ale w kontaktach z innymi tzn dziadki, ciocie niektóre itp, ale też nie wszystkie i w sumie nie wiem dlaczego tylko w sprawie niektórych… natomiast co do męża to zupełnie nie było i nie ma u mnie zazdrości, wręcz przeciwnie bardzo się cieszę, ze synek tak bardzo za nim tęskni i wita w drzwiach z usmiechem, mają swoje wspóólne rytuały, strasznie to słodkie no i ja mam wtedy czas dla siebie ;)

Magda Kupis
8 lat temu

Na początku też czułam zazdrość o wybrańców hehe. Teraz denerwuje mnie, jak ktoś nie wie, że ona coś potrafi od dawna i z ekscytacją mnie o tym informuje (oczywiście nie chodzi o jakieś ciotki, tylko o osoby, które POWINNY to wiedzieć). Za to nieodstępującym mnie na krok uczuciem jest to, że mnie coś może ominąć, i to nie jakiś przełom rozwojowy, a minuty w których jestem nieobecna przy dziecku.

Aleksandra Greszczeszyn

O, z tym czasem dla siebie to masz rację:) Ja też mam go tylko wtedy, kiedy Julka akurat spędza czas z tatą.

Marysia Kleczek
8 lat temu

Ja się cieszę, że synio potrafi spędzić jakiś czas z tatą- najbardziej ujmujące jest kiedy tatuś śpiewa malutkiemu kołysanki:) i na razie w sumie tyle- jest raczej do mnie przywiązany bo ma dopiero 2 miesiące i raczej to u mamusi czuje się bezpieczny i to ja mam jedzonko;)
ale nie wiem jak to będzie kiedy mój Przytulasek zacznie bardziej szukać towarzystwa taty niż mojego- mam nadzieję że oboje do tego będziemy mieć zdrowe podejście:)

Rachela
Rachela
8 lat temu

Moja ‚zazdrość” wzięła się od niemożności spędzania z dzieckiem tyle czasu ile bym chciała. Niestety do pracy musiałam powrócić, bądź co bądź jest lepiej płatna. Jednakże tak jak i was cieszy mnie fakt jaki moi panowie mają ze sobą kontakt. Cudnie jest na nich patrzeć gdy coś zbroją :)

Hedzia
Hedzia
8 lat temu

Przyznam, że u nas trochę tak było ale wystarczyło usiąść, porozmawiać i wiedzieć, że oprócz dziecka są też inni, którzy potzrebują naszej uwagi i nie należy o nich zapomniać:)

Katarzyna Jaroszewicz

Godna pochwały jest taka postawa taty, który został w domu z dzieckiem, a odrobina zazdrości chyba każdemu z nas towarzyszyła chociaż przez chwilę:)

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Na szczęście to ja jestem z moimi dziećmi w domu, a mój mąż pracuje. Ale gdy nie ma mnie w domu dłużej, gdy pomagam teściowej w jej sklepie i przychodzę dopiero wieczorem, dzieci czekają na mnie z niecierpliwością! Nie chcą położyć się spać dopóki mama nie przyjdzie, a gdy już przyjdę nie mogę się od nich „ogonić”! Myślę że trochę rozłąki z dzieckiem to nic złego. :) Tylko trudniej mają właśnie mamy, które muszą wrócić do pracy po macierzyńskim.

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Powiem tak… córcia jest przywiązana bardziej do mnie. Mąż potrafi zając się L. aż do momentu placzu i to ja jestem tą osobą która potrafi ją uspokoić.Pomimo to czuję zazdrość kiedy mąż i L. się wygłupiają a ona głośno się śmieje bo mnie obdarza tylko uśmiechem

Znad kołyski 6 czerwca 2012

Dziecko choruje na ciele, a mama na duszy

Zapraszamy do przeczytania wpisu gościnnego autorstwa Aleksandry Greszczeszyn, czytelniczki bloga W Roli Mamy.

Odkąd pamiętam zostanie mamą i założenie własnej, szczęśliwej rodziny zawsze było moim największym marzeniem. I chociaż moja droga ku jego spełnieniu nie była usłana różami, a już na pewno sporo na niej było braku ludzkiego zrozumienia i życzliwości ( „Bo taka młoda i pcha się w pieluchy, zamiast iść na studia i robić karierę”.), ja miałam jasno sprecyzowane priorytety i dziś, jako 25-latka, jestem mamą dwójki cudownych dzieciaczków! Julka ma 4 latka i jest żywym srebrem, którego wszędzie pełno, ma hipnotyzujące oczka po tacie i gadulstwo po mamie, natomiast Szymonek urodził się 24.04.2012 i też ma oczka po tacie, a po mamie zadarty nosek, poza tym to bardzo zachłanny, mały ssak! Dzieci wniosły w moje życie miliony kolorów i chociaż nie mam zamiaru „lukrować” macierzyństwa, to jednak czuję wyraźnie, że to moja najważniejsza i najpiękniejsza rola. A ludzie? Niech sobie myślą i mówią, co chcą! Każda kobieta ma prawo dokonywać w życiu takich wyborów,  które dyktuje jej serce. (Ale to już temat na inny wpis!).

        Julka nigdy nie miała poważnych problemów ze zdrowiem. Oprócz jednej poważnej infekcji w wieku kilku miesięcy, później przechodziła jedynie zapalenie gardła, ucha albo grypę. Dlatego, kiedy okazało się, że muszę iść z dwutygodniowym Szymkiem do szpitala, byłam załamana i kompletnie nie wiedziałam, na co powinnam się przygotować. Synek miał naciek ropny w okolicy paszki. Lekarz rodzinny nie potrafił nam pomóc, więc zostaliśmy odesłani do szpitala. Po dokładnym przebadaniu Szymka okazało się, że musimy zostać na oddziale Patologii Noworodka. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że spędzimy tam aż 12 dni i że będzie to dla mnie tak trudne doświadczenie… Nie, wcale nie dlatego, że było to coś bardzo poważnego, tylko dlatego, że… zachorowałam razem z synkiem: on na ciele, a ja na duszy…

        Pierwszy szok przeżyłam zaraz na izbie przyjęć, kiedy to przyjmująca nas pani doktor oznajmiła, że nie mogę zostać z dzieckiem w szpitalu. Jak to?! Przecież on ma dopiero dwa tygodnie, a w dodatku karmię go piersią! Nie zostawię mojego małego syneczka samego! Już mieliśmy jechać do innego szpitala, kiedy jednak okazało się, że z uwagi na małą liczbę noworodków, mamy mogą spać przy maluszkach. Uff!

        Od razu po przyjęciu zostaliśmy poproszeni do gabinetu zabiegowego. Tam musiałam rozebrać synka. Został ponownie zbadany i dokładnie obejrzany przez panie pielęgniarki i panią doktor. Już wtedy płakał, a ja z każdą chwilą stawałam się coraz bardziej rozbita. Zostałam odprowadzona na naszą salę, ale nie mogłam tam usiedzieć słysząc płacz Szymonka. Kiedy zobaczyłam jak ma zakładany wenflon w swoją malutką rączkę, łzy popłynęły mi ciurkiem po twarzy… I takich momentów było wiele w ciągu tych 12 dni. Szymek płakał, a ja z nim. Wiedziałam, że to wszystko z konieczności, dla jego dobra, ale mimo to tak strasznie było mi przykro, że musi przez to przechodzić. Przecież dla takiego maleństwa każda igła to musi być okropny ból, a jednocześnie dezorientacja: Dlaczego mnie kują? Dlaczego mnie boli? Dlaczego mama na to pozwala? Starałam się wynagrodzić to synkowi będąc z nim 24 godziny na dobę w szpitalu, ale jednocześnie bardzo tęskniłam za starszą córeczką i mężem. Na oddziale był zakaz odwiedzin, więc widzieliśmy się raptem 2 godziny w ciągu tych kilkunastu dni.

        Mieszanka emocji, jakiej wtedy doświadczyłam zawierała zarówno tęsknotę, bezsilność, złość jak również smutek i ból Szymka. Współodczuwałam z nim. I tak chyba czują wszystkie mamy, których dzieci chorują… Dziecko choruje na ciele, a my – mamy – na duszy.

        Całe szczęście, że pokonaliśmy chorobę, która okazała się być paskudnym gronkowcem. Dzień, w którym wyszliśmy ze szpitala był prawie jak nowy początek naszego życia we czwórkę. Julka na nowo musiała przyzwyczaić się do braciszka, a ja do bycia pełnoetatową mamą dwójki maluszków. Teraz zdecydowanie bardziej cieszymy się sobą, chociaż pewien ślad w mojej głowie pozostał: trzęsę się widząc najmniejszą zmianę na ciałku Szymka czy na dźwięk jego kichnięcia.

        To nie koniec naszych szpitalnych doświadczeń, bo w niedalekiej przyszłości czeka nas operacja chirurgiczna, ponieważ synek urodził się z wadą wrodzoną. Nie jest to jednak nic poważnego i – jak powtarza mój mąż – trzeba się cieszyć, że to tylko niewielki defekt, który da się całkowicie wyleczyć, a nie np. wada serduszka. No właśnie… Nie brakuje w moim otoczeniu dzieciaczków naprawdę poważnie chorych. Wśród Waszych znajomych, przyjaciół czy w rodzinie też na pewno są takie maluszki. A może same jesteście ich mamami. Tak trudno dostrzec sens w cierpieniu tych najmłodszych i najbardziej bezbronnych, a jednocześnie te dzieci mają tak wielką wolę walki, taką radość życia i ogromną siłę! Podobnie ich rodzice: walczą razem ze swoimi dziećmi i nie poddają się nigdy. Doświadczywszy jakiejś namiastki tego, co muszą przeżywać rodzice poważnie chorych maluszków, jeszcze bardziej ich podziwiam! Oby jak najwięcej dzieciaczków i ich rodziców odnosiło zwycięstwo nad chorobą  i mogło się cieszyć beztroskim dzieciństwem i swoją miłością!

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
26 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ziuta70682
Ziuta70682
8 lat temu

Olu ja też cierpialm z synkim jak wylasdowal w szpitalu szczegolnie wtedy gdy igły wbijano w głowę, też jestem wrażliwa ale musimy być silne bo wiele nas czeka.
Justyna

Kasialomza
Kasialomza
8 lat temu

Ja z synkiem również byłam w szpitalu jak miał 10 dni, na szczęście nie było problemu z zostaniem z synkiem. Jak do wwieźli na salę z kroplówką podłączoną do główki rozpłakałam się, po 8 dniech wyszliśmy. Potem nasza pani doktor coś zawsze wymyślała, więc chodziliśmy do różnych lekarzy tak 2,3 razy w miesiącu, mały płakał jak tylko się wchodziło do jakiegoś innego pomieszczenia. Zmieniliśmy lekarza i okazało się, że te wszystkie wizyty były zbędne, bo pani doktor nie znała się na niczym więc wysyłała nas do specjalistów. Teraz synek ma 13 miesięcy, od miesiąca ma gips biodrowy, mąż spadł z… Czytaj więcej »

Piaff
Piaff
8 lat temu

Eh…, w ciągu niecałych 3 pierwszych miesięcy życia mojego Synka była z Nim w szpitalu miesiąc, z około dwutygodniową przerwą. Też cierpiałam i płakałam, niewiele spałam. Miał wenflon w wielu miejscach, w tym w główce. Oj, serce się kraja, gdy słyszysz jak Twe dziecię płacze, a Ty musisz czekać za drzwiami… Oby nigdy więcej!!

Patrycja Zych
8 lat temu

Patrzenie bezsilnie na cierpienie swojego dziecka to straszne uczucie-coś o tym wiem. Życzę Wam dużo zdrowia i siły!!

Aleksandra Greszczeszyn

Widzę Dziewczyny, że my, mamy, doskonale się rozumiemy! Kasialomza – życzę zdrówka synkowi, a Ciebie doskonale rozumiem! Nie wiń się, masz prawo tak się czuć. Synek na pewno czuje się bezpiecznie przy tacie.Mam nadzieję, że nas też już więcej to nie czeka, chociaż pobyt w szpitalu mamy pewny, ale to dopiero ok. 2 r. ż. synka.

M&Msy
M&Msy
8 lat temu

Mój Mateusz miał dwa miesiące jak trafiliśmy do szpitala, wiem co czuje autorka tekstu doskonale :( Tylko nasz pobyt trwał ponad 3 tygodnie… Przez cały ten czas Mateusz miał różne kroplówki, leki, zabiegi… Nic przyjemnego, a najgorsze co nas spotkało to badanie RTG :( nie wytrzymałam zostałam wyproszona z sali, mąż pozostał… Mam kuzynkę od urodzenia chorą na wodogłowie i rozczep kręgosłupa. Od zawsze nie chodzi, dziś ma 18 lat i jest szczęśliwa… Lekarze mówili że nie pożyje długo… Miała etap kiedy pytała wszystkich w koło dlaczego nie chodzi ? Operacji miała tyle że mało kto może jej dorównać :(… Czytaj więcej »

Maria Ciahotna
8 lat temu

Jak okropnie prawdziwy jest ten tekst… Gdy dzieciaki cierpią, chorują, męczą się, to nie pozostaje nam nic innego jak się zebrać w sobie i starać się być z nimi. Nas spotkały na szczęście tylko katary, grypy i raz biegunka – ale ta była taka, że córeczka nawet chodzić nie chciała i tylko się przytulała… Ale doskonale rozumiem, co mamy przeżywają w takich chwilach, moja siostrzenica zmarła po 4 dniach od urodzenia, a gdy siostrze urodził się chłopczyk, to w wieku 6 miesięcy musiał przejść operację głowy, wycinanie kawałka czaszki. Wszyscy byliśmy po wcześniejszych przejściach przewrażliwieni, ale trzymaliśmy się. Teraz Kubuś… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Reply to  Maria Ciahotna

Tak jak piszesz Mario – nagle drobiazgi, codzienność stają się tak ważne w obliczu tego, czego się doświadczyło w związku z chorobą.

Agnieszka Fimiak
8 lat temu

Jak już pisałam człowiek chce wtedy chorobę dziecka przeżyć za nie. Ale jednocześnie dostajemy wtedy siłę do walki, żeby tylko wszystko szybko i dobrze się skończyło.

Aleksandra Greszczeszyn

Dokładnie! Gdybym mogła wtedy wzięłabym te wszystkie igły i lekarstwa na siebie, ale niestety mogłam tylko tulić Szymonka i czekać aż wyzdrowieje. Całe szczęście, że to nie było nic poważnego, bo po prostu nie wyobrażam sobie, co musza przeżywać rodzice naprawdę ciężko chorych dzieci patrząc na ich cierpienie.

Katarzyna Jaroszewicz

To prawda, największy ból to patrzeć na cierpiące maleństwa! I chciałoby się chociaż odrobinę im ulżyć…

Aleksandra Greszczeszyn

Ale niestety nie zawsze można…. Trzeba być tym bardziej silną, by maluch nie czuł bezsilności i smutku mamy…

Agnieszka Danielewicz

no to się wyryczałam :( życzę dużo zdrówka :)

Aleksandra Greszczeszyn

Bardzo dziękujemy Agnieszko i głęboko wierzymy, że się spełni i że na tym już koniec naszych doświadczeń z choróbskami:)

Madzia_857
Madzia_857
8 lat temu

No i znowu się popłakałam… ja doświadczyłam tylko po porodzie dłuższy pobyt w szpitalu z córeczką z powodu żółtaczki- niby nic takiego ale ja to strasznie przeżyłam. Kiedy zabierali ją na naświetlanie pomimo tego, że wiedziałam, że to dla jej dobra i nic złego jej się nie dzieje to serduszko mnie bolało. Przywozili mi ją natychmiast na karmienie kiedy się przebudzała a że był to straszny śpioch to tyle się za nią natęskniłam, że szkoda słów. A ja ryczałam jak głupia przez czas jej nieobecności, wyglądając co chwilę czy wiozą moje dziecko czy kogoś innego :( Dla mnie to już… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn
Reply to  Madzia_857

Myślę, że nawet kilka dni w szpitalu z dzieckiem to duże przeżycie! Ja przeżywałam nawet pobyt po porodzie, kiedy zabierali Szymka na badania, a te 12 dni to już była totalna rozsypka. Kiedy wróciliśmy do domu, sporo czasu zajęło mi pozbieranie się. Do dziś śni mi się oddział. Oby – tak jak piszesz – jak najrzadziej spotykało to maluchy i ich rodziców.

Anna Haluszczak
8 lat temu

Olu, mam nadzieję, że operacja,która Was czeka przebiegnie szybko i sprawnie. No i ze to będzie koniec Waszych szpitalnych „przygód”. Wiem co mówisz w związku z tą bezsilnością. Sama leżałam z córeczką w szpitalu gdy miała niecały miesiąc. Tyle, że u niej podejrzewano potworniaka – odmianę nowotworu. Nie muszę chyba pisać ile łez wylałam nad moim maleństwem. Na szczęście kolejne badania wykluczyły chorobę i okazało się, że to wszystko wina moich hormonów poporodowych w ciele córeczki… A teraz znów leżałam w szpitalu – tym razem z dwójką dzieci, bo miały rota. I tak jak piszesz – zakładanie wenflonu czy potem… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn

Aniu, jeszcze trochę przyjdzie nam na nią poczekać, ale mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży.
Wyobrażam sobie, co musiałaś przeżywać… Całe szczęście, że okazało się, iż to nic groźnego!

Marta Ulińska
8 lat temu

Moja przyjaciółka „choruje” razem ze swoim synkiem. Bardzo się martwi za każdym razem kiedy pojawia się gorączka. Obecnie cały czas spędza w domu, bo mały mimo ciepłej pogody walczy z zapaleniem płuc.

Agnieszka Burliga
8 lat temu

Moja 16 miesięczna córka ma stwierdzona astmę wczesnodziecięcą pobyty w szpitalu to dla nas norma od 7 miesiąca córki. Najgorszy dla mnie był pierwszy pobyt byłyśmy w szpitalu 12 dni też stałam pod drzwiami i płakałam razem z nią gdy słyszałam jak płakała i nie mogłam nić zrobić. Czułam się z tym źle pierwsze kilka dni płakałam wieczorami bo miałam rozdarte serce bo jedna córka w szpitalu a starsza w domu wieczorami płakała za mną. Od tamtej pory w szpitalu byłyśmy jeszcze 4 razy. Rodzica który jest pierwszy raz można poznać po tym, że stoi pod zabiegowym i płacze ja… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn

Masz racje Agnieszko. Musimy być silne dla naszych dzieci. dziękuję za pozytywne myśli i Tobie życzę tego samego!

Hedzia
Hedzia
8 lat temu

Ach, serce pęka:( Cały komputera zalałam łzami:( Zdrowia dla wszystkich! To najważniejsze!

Katarzyna Jaroszewicz

To jest chyba najtrudniejsza sytuacja kiedy jesteśmy zupełnie bezsilni i bezradni wobec cierpienia naszych dzieci i dzieci wogóle – przecież to niewinne istoty!

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Przykro, jak się to czyta, ja miałam podobny przypadek. Wylądowałam w szpitalu z moją pierwszą córeczką Mają, miała wtedy miesiąc. Cały czas płakała i nie chciała pić, jak się okazało miała kolki, ale w szpitalu byłyśmy kilka dni. Przeżyłam szok gdy zobaczyłam moją kruszynkę z welflonem w główce, jak mnie bolało serce! Na myśl o tych przeżyciach, choć było to 5 lat temu, łzy cisną mi się do oczu. Przeżyłam to tak bardzo, że straciłam pokarm i musiałam zacząć karmić małą przez butelkę. Nie życzę żadnemu rodzicowi podobnych przeżyć i trzymam mocno kciuki za operację małego. Życzę duuużo zdrowia wszystkim… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn

Basiu, ja też miałam problemy z laktacją w szpitalu, ale na szczęście udało się ją utrzymać. Szymek przez cały pobyt prawie non stop „wisiał” na piersi. Myślę, ze wiązało się to z jego zwiększoną potrzebą bliskości w tym trudnym czasie.

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Moja córka urodziła się z wrodzoną wadą stóp- stopy końsko szprotawe. W pierwszym tygodniu życia miała założone gipsy od pośladków do paluszków. Gipsy były zmieniane co tydzień przez trzy miesiące. Po serii gipsów Mała miała operację. Pobyt w szpitalu wspominam bardzo źle. Nie wpuszczono mnie razem z Małą na pobranie krwi i wpicie wenflonu do główki na przyjeciu do szpitala. Stałam pod drzwiami i płakałam razem z nią. Czułam się bezradnie. Przed operacją nie mogłam karmic córki przez 6 h. Efekt tego był taki ze ona sie wsciekała i nie można było jej uspokoić a ja miałam piersi pełne pokarmu.obojętność,… Czytaj więcej »

Dzień Dziecka 2 czerwca 2012

Zabawki, zabawiacze…

Wchodząc do sklepu z zabawkami, można dostać zawrotu głowy, zaczynając od kolorów, dźwięków, na cenie kończąc. Często nasuwa się stwierdzenie: „za moich czasów takich rzeczy nie było”. Nie było, ale czy to znaczy, że było gorzej? Nasze dzieci zewsząd są atakowane kolorowymi reklamami zabawek, których często nazwy spamiętać się nie da. Zadając sobie pytanie, do czego służą, w pierwszej chwili odpowiedź jest oczywista – do bawienia. Faktycznie – są zabawki do bawienia, ale są i też takie, które bawią się za dziecko: lalka, która sama chodzi, robot robiący piruety na parkiecie…

Całkiem sporo takich zabawiaczy (dla mnie to jest zupełnie inna kategoria, nie mieszcząca się w ramach ZABAWEK, bo te pomagają w zabawie, są półproduktem). Znam całkiem spore grono rodziców, którzy polują na wszystkie nowości, super interaktywnych zabawiaczy. Pokoje ich dzieci często mają więcej asortymentu niż niejeden sklepik. Obroną tych zakupów jest to, że oni tego nie mieli, chcą aby ich pociechy miały wspaniałe dzieciństwo. Zupełnie tego nie kupuję. Czy jestem wyrodną matką? Dla niektórych pewnie tak. A jaki jest mój argument? Otóż nie chcę krzywdzić swojego dziecka ograniczając i zubożając jego wyobraźnię. To jest tak samo krzywdzące jak kary cielesne. Nie chcę jej zabierać tego, co jest największym skarbem każdego człowieka. Wyobraźnia nie jest tylko potrzebna w okresie dzieciństwa czy w szkole. Wyobraźnia często rzutuje na to jakim jesteśmy pracownikami, rodzicami, ludźmi… Efekt kuli śniegowej idealnie obrazuje to zjawisko.

Z żalem patrzę na osiedlowe place zabaw, boiska… Co tam widzę? Grupki dzieci bawiących się Mp3, huśtających się małych smyków z komórkami w ręce, dziewczynki na kocu oglądające bajkę na przenośnym DVD. Trudno spotkać dziecko skaczące na skakance, grające w gumę, zbierające kamyczki i patyki, żeby pobawić się w sklep. Zmieniły się ich potrzeby? Oczywiście, że nie. Niestety to nasza wina – wina dorosłych. Po pierwsze często dla świętego spokoju, czasem rekompensując dzieciom brak czasu, sadzamy je przed zabawiaczami, czasem z nieświadomości, a czasem dla prestiżu zasypujemy dzieci nowinkami.

Pozornie kupno takich zabawek jest nieszkodliwe, ale czy warto sprawdzać jakie będą konsekwencje? Myślę, że trzeba zastanowić się nad tym co kupujemy i co pozwalamy dawać naszym dzieciom. Oczywiście kilka zabawiaczy nie zrobi dziecku krzywdy, ale nie mogą zdominować zabawek, pozwalających na ćwiczenie wyobraźni i kreatywności dziecka. My może już nie będziemy potrafili bawić się wyimaginowanym serwisem obiadowym, ale nasze dziecko nie będzie miało z tym najmniejszego problemu.

Drogie mamy zastanawiacie się nad sensem kupowanych zabawek, czy pożądacie za modą? Czy Wasze ulubione dziecięce zabawy spotykane są na podwórkach? W co najchętniej się bawiłyście? Czekamy na Wasze wspomnienia. Być może będzie to mała ściąga dla rodziców, którzy zapomnieli już jak to jest być dzieckiem.

Źródło zdjęcia: Flickr

Subscribe
Powiadom o
guest
33 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Anna Haluszczak
8 lat temu

To chyba nie jest kwestia samych zabawek tylko tego, czy bawimy się nimi z dzieckiem, czy zabawka ma pełnić funkcję rodzica. Ja też lubię interaktywne zabawki – np. mój synek dostał taką kierownicę na roczek. Czy zrobiono mu tym krzywdę? Nie! Bo z kierownicą siedzimy razem, huśtamy się w takt piosenek, udajemy, że jedziemy, pokazuję mu dzięki niej różne kolory itp. Chodzi o to, by zabawkami bawić się wspólnie z dzieckiem – a jeśli przy okazji frajdę mają obie strony, to tylko się cieszyć. Poza tym posiadanie mp3 czy podobnych rzeczy wcale nie sprawia, że nie można grać w gumę… Czytaj więcej »

Hedzia
Hedzia
8 lat temu

Zagadzam się całkowicie Aniu!

sylwiagkap
sylwiagkap
8 lat temu

Mając dwuletniego synka patrząc w stronę jak rozwija się rynek z zabawkami a jak było lat 25 temu. Wiadomo każdy rodzic chciałby żeby jego dziecko miało różne zabawki, nawet takie których sam nie miał w latach dziecięcych. Może jestem staroświecka ale kupując dziecku zabawkę, zastanawiam się nad: 1. Czy na pewno będzie się nią bawił. 2. Czy ona jest mu w ogóle potrzebna.3. I czy pobawi się chwilkę nią i zaraz nie rzuci w kąt. Patrząc z perspektywy czasu, zabawki w moich latach to były: drewniane, albo się miało lalkę albo nie, nikt Tobie nie pokazywał palcem, że ty tego… Czytaj więcej »

Hedzia
Hedzia
8 lat temu
Reply to  sylwiagkap

Brawo Sylwia! Jestem tego samego zdania!

Aldona21-86
Aldona21-86
8 lat temu

Ja, jako dziecko uwielbiałama zabawy na dworze. Mieszkalismy w domu wielorodzinnym więc było nas ok 10 osob:) moda na telewizje i internet jeszcze nie przyszła-zreszta komórki były dla bogaczy. Nasze zabawy to Zabawa w Domek:)domkiem był dla nas stary chlewik po świniach, kanapki były robione z kory drzewa, liście odpowiadały jako pieniadze. Wybieralismy babci jajka z kurnika na wymaiginowane placki, garnki bralismy ze smietnika:) Potem zabawa z ganianego, chowanego-to wtedy były czasy….teraz sa komputery, internet, czaty, facebook i dzieci tak spedzaja czaas….a szkoda:( z Moimi dziecmi staram sie bawic jak kiedys. Czasem sie chowamy, malujemy farbkami, ukłądamy klocki, puzzle. Bajka… Czytaj więcej »

Hedzia
Hedzia
8 lat temu
Reply to  Aldona21-86

Dobrze wiedzieć, że są jeszcze tacy wspaniali Rodzice:)

Agata Sztole
8 lat temu

oj nie bardzo zgodze sie ze zabawkami interaktywnymi robimy krzywde dziecku Amelcia ma mnostwo takich zabawek zabawki gdzie mozna odsluchac rozne muzyczki wyliczanki wierszyki bawimy sie razem do muzyczek wymyslamy rozne ruchy i tanczymy przy nich lalki karmimy ukladamy do snu niektore ucza angielskiego Amelcia ma 2 latka i juz zna kilka angielskich slowek spiewa piosenki i recytuje wierszyki ostatnio dostala tablice magnetyczna z literkami i juz zna wszystkie literki mysle ze jak pokazemy dziecku ze zabawa takimi zabawkami nie polega tylko na wlaczaniu przyciskow ale mozna wymyslac przy tym rozne inne zabawy to stana sie one swietnym dodatkiem to… Czytaj więcej »

Hedzia
Hedzia
8 lat temu
Reply to  Agata Sztole

No i Agatko się wybroniłaś! Mam podobne zdanie. Trzeba nauczyć dziecko jak się bawić takimi zabawkami a nie tylko dać by dało nam spokój.

Katarzyna Jaroszewicz

Dzieci nie są w stanie ogarnąć zbyt wielu zabawek. Można im na tydzień chować część zabawek i po tygodniu zmieniać. To naprawdę dobry i sprawdzony sposób na „nowe” wcale nie nowe zabawki:)

Hedzia
Hedzia
8 lat temu

Przetestowalam na swojej Małej:) Pomysł podsunęła mi moja Mama. Sama o tym nie pomyślałam. Teraz jak wyciągamy zabawki sprzed 2-3 tyg to jest wielkie WOW!!!:)

N Sadowska
N Sadowska
8 lat temu

Jestem mamą 3-latka a za niedługo znów pojawi się maluszek na świecie… i moje „starsze” dziecko szybko nauczyło mnie – które zabawki są dla niego najcenniejsze – KSIĄŻKI!!! Wtedy spędzamy czas razem, czytam ja jemu, a „on mi”. Mamy wtedy czas na rozwijanie swoich historii i tulaski we dwoje to cudowne! A w dobie cudownych zabawek niestety również wpadłam w pułapkę. Syn uwielbia traktory i maszyny budowlane. Więc na trzecie urodziny całą rodzinę skrzyknęłam do zrzutki na piękny bardzo drogi wielki traktor – zapomniałam tylko by wcześniej zapytać syna czy mu się takie coś podoba i „pobudzić chęć posiadania” –… Czytaj więcej »

Hedzia
Hedzia
8 lat temu
Reply to  N Sadowska

Nasza Mała też uwielbia książeczki:) Mimo, iż ma dopiero roczek to taszczy za mną książeczkę i chce na kolanka:) Razem oglądamy co znajduje się na wielkich kartach książki. To na prawdę wspaniałe doświadczenie. Dzięki temu wiele się nauczyła

Basia Wawrzyczek
8 lat temu

Popieram panie wyżej, zabawa na świeżym powietrzu i zabawki interaktywne to jest to, co dla dzieci najlepsze. Zabawa na powietrzu pozwala maluchowi lepiej się rozwijać ruchowo.
Pamiętam jak byłam mała, na porządku dziennym była zabawa w klasy, skakanie przez gumę i obowiązkowo w chowanego, a miejsc do chowania było dużo, podobnie jak chętnych do zabawy. Teraz to już rzadkość. :(
Zabawki i gry interaktywne pobudzają wyobrażnię dzieci, dziecko może stworzyć coś samo, co dla niego jest wielką zabawą i radością. Jest to zabawa z której dziecko coś „wyniesie”. Ja staram się wybierać takie właśnie zabawki dla moich dzieci.

justysia85
justysia85
8 lat temu

Tak jest ,zabawa na Świerzym powietrzu jak najdłużej jest to możliwe.Moje chłopaki najlepiej w cale by nie wchodzili do domu z płaczem idą.Ja też uważam,że w zabawie o nie zabawki chodzi,tylko o pomysł i z kim się bawi.Dzieci naprawdę uwielbiają ruchowe zabawy jak jeszcze mają jakieś przeszkody do pokonania są zachwycone.Zazwyczaj jest tak ,że dziecko jak ma wszystko to nie ma się czym bawić tak naprawdę.Nieraz starczy zużyta kredka i zabawa jest przednia,oczywscie co nie oznacza ,że zabawek ma nie być oczywiście ,że tak.Ja również do zabawek interaktywnych podchodzę sceptycznie,wszystko dla ludzi ,ale z głową .My mamy dwie takie zabawki… Czytaj więcej »

Monika Miler-Surdacka

Jestem mamą 2 dzieci (11 letniej córki oraz 6 letniego syna) Akurat w temacie są zabawki,moja córka mając 10 mc umiała policzyć do 10 (omijała 9) nie potrafiła jeszcze chodzić ale gadała w kółko.Nauczyła się tego poprzez „zbieractwo” wychodząc na spacery zrywałam kwiatki,listki,zbierałyśmy patyczki,kamyczki,muszelki znad morza i szyszki z lasu.mogła siedzieć godzinami bawiąc się chodź by klamerkami,segregowała kolorami,każdy kolor był członkiem rodziny.Do dziś ma bujną wyobraźnie bardzo lubi malować i lepić z plasteliny.zabawki najczęściej dostawała od rodziny od nas oczekiwała Barbie na każdą okazję aż uzbierała się niezła kolekcja jakieś 60szt.w wieku około 6 lat zaczęła być podatna na reklamy,ale… Czytaj więcej »

Monika
Monika
8 lat temu

Oj na samo wspomnienie tamtych czasów łezka się kręci w oku. Doskonale pamiętam gry w klasy,sklep,poczta,berek,kapsle wypełnione plasteliną, gra w gumę, tzw paletki wtedy ( ile to razy lotka lądowała na drzewie, a ile razy kamyk wypadł ze jej środka). Biegaliśmy i graliśmy do zmierzchu. Zbieraliśmy kartki pocztowe i historyjki z „donaldów”, którymi to wymienialiśmy się jeżeli się powtarzały. W deszczowe dni czytałyśmy książki na tzw Błędy, trzeba było uważać na wszystkie znaki interpunkcyjne. Miałyśmy lalki zazwyczj po jednej i samodzielnie z resztek materiałów szyłyśmy ubranka dla nich. Bawiło się i robiło wtedy tyle wspaniałych rzeczy. O jeszcze leżenie i… Czytaj więcej »

Aleksandra Greszczeszyn

Zdarzyło nam się kupić kilka takich „zabawiaczy”. Zafascynowani ich możliwościami byliśmy pewni, że i na Julii zrobią takie wrażenie. I co się okazało? zamiast interaktywnym bobasem, bawi się starą szmacianą lalką, a zamiast jeżdżącego samochodzika na baterie, woli wagoniki od klocków…Szkoda pieniędzy na drogie zabawki, które jak piszesz, bawią się za dziecko. maluchy potrzebują pola dla wyobraźni, które dają im całkiem zwyczajne zabawki albo i nie – zabawki np. pokrywki od garnków, zakrętki od słoików czy puste pudełka kartonowe mogą służyć do naprawdę fantastycznej zabawy!

Karolina Kosturkiewicz-Boczek
Karolina Kosturkiewicz-Boczek
8 lat temu

Wszystkie zabawki interaktywne tzw. zabawiacze, które są w naszym domu zostały podarowane naszemu dziecku. My sami z wielu różnych, również wspomnianych w artykule względów nie zdecydowaliśmy się na ich zakup. U nas króluje plac zabaw (huśtawki, zjeżdżalnie, karuzele oraz piaskownica), natomiast w domu wszechobecne są książki, którymi nasza córka jest bardzo zainteresowana. Mimo swoich 18 miesięcy potrafi zająć się budowaniem mini wież z klocków, „rysowaniem”. Uwielbia drewniane układanki oraz przytulanki. Interesują ją różne pudełeczka, kartoniki i guziki. Z obserwacji wynika że wcale nie są jej do szczęścia potrzebne te wszystkie drogie zabawki. Może się łudzę ale mam nadzieję, że za… Czytaj więcej »

Agnieszka Dargiel
8 lat temu

Obserwując dzisiejsze dzieci, często wracam wspomnieniami do mojego dzieciństwa i zabaw z nim związanych. I choć zabawek nie było wiele, a lalka Barbie spoglądała tylko zza szyb Pewexu, to nie było czasu na nudę, uwielbialiśmy gry planszowe, karty, skakankę i gumę do skakania, podczas wakacji na wsi graliśmy w piłkę czy bawiliśmy się w chowanego, ukrywając się w łanach pszenicy…wieczorami opowiadaliśmy historie o duchach…i takie zabawy się pamięta długo. Nie mówię „nie” dla grających, chodzących i wszystkorobiących zabawek, ale, czy dziecko je za kilka lat będzie wspominać ? Zabawki, które za dziecko się bawią niczego nie nauczą, chociaż hałasem i… Czytaj więcej »

Karolina Wawrzyniak
8 lat temu

najlepsza zabawka to taka która będzie praktyczna, i która nie będzie leżeć w kącie ;)
mój Michał ma np. bzika na punkcie ciuchci… na dzień dziecka dostał małą ciuchę…. ale oprócz tego zrobiliśmy sobie razem wypad do Skierniewic do muzeum kolejnictwa… mały chyba bardziej był zadowolony z samego przejazdu tymże środkiem lokomocji oraz zwiedzaniem prawdziwych pociągów niż prezentem który dostał ;-)

Karolina Wawrzyniak
8 lat temu

a tak ogółem to wolę mu dawać „takie prezenty” – mniej zabawek ,które tylko zalegają w pokoju i którymi bawi się sporadycznie (mam takie doświadczenie ,że jak idę do jakiś znajomych ,których dzieci mają zapełnione półki i wszystkie kąty w pokoju zabawkami to trudno mu się skupić na czymkolwiek i w efekcie wychodzi tak ,że bawi się „niczym” natomiast u Nas tych zabawek jest zdecydowanie mniej ,ale widzę ,że Michał chętniej i na długo jest w stanie zabawić się jedną rzeczą) wolę natomiast zapewnić mu dzień pełen atrakcji i dla odmiany np. pójść do zoo, lunaparku czy tak jak w… Czytaj więcej »

Karolina Wawrzyniak
8 lat temu

a tak ogółem to wolę mu dawać „takie prezenty” – mniej zabawek ,które tylko zalegają w pokoju i którymi bawi się sporadycznie (mam takie doświadczenie ,że jak idę do jakiś znajomych ,których dzieci mają zapełnione półki i wszystkie kąty w pokoju zabawkami to trudno mu się skupić na czymkolwiek i w efekcie wychodzi tak ,że bawi się „niczym” natomiast u Nas tych zabawek jest zdecydowanie mniej ,ale widzę ,że Michał chętniej i na długo jest w stanie zabawić się jedną rzeczą) wolę natomiast zapewnić mu dzień pełen atrakcji i dla odmiany np. pójść do zoo, lunaparku czy tak jak w… Czytaj więcej »

Joanna Adamkiewicz
8 lat temu

Rzeczywiście muszę przyznać, że kiedyś te czasy w których ja byłam dzieckiem były o wiele prostsze, mało skomplikowane i wydaje mi się że lepiej się wtedy żyło dzieciom :) Ja mieszkałam w małej miejscowości, do 6 roku życia, dopóki nie poszłam do zerówki mój świat się kręcił wokół zabaw na świeżym powietrzu, nie wyobrażam sobie jak mogłabym siedzieć wpatrzona w telewizor czy komputer :) Bajkę w telewizji można było obejrzeć dopiero pod postacią wieczorynki lub czasem rano w sobotę :) Jak poszłam do szkoły to po lekcjach szybko odrabiałam prace domowe i śmigiem wskakiwałam na rower i jechałam do koleżanki… Czytaj więcej »

Marysia Kleczek
8 lat temu

ostatnio byłam mile zaskoczona jak u mnie pod blokiem zobaczyłam narysowane klasy:) i dziewczynki grające w gumę:) myślałam że to już są zabawy mojego dzieciństwa ale jak widać na szczęście się pomyliłam:) a ja jeszcze uwielbiałam z kolegami chodzić po drzewach i grać w piłkę nożną;p i może mam duże szczęście bo z balkonu mam widok na spory plac zabaw i mogę obserwować tłumy dzieciaczków w różnym wieku jak się tam bawią. Ale tak jak już wile osób wcześniej wspomniało- wiele zależy od rodziców.

Marta Ulińska
8 lat temu

Zgadzam się – bardzo rzadki widok. Teraz ma się wrażenie, że wszystko pochłania technologia – gry komputerowe, interaktywne zabawki. Syn od mojej cioci woli grać w piłkę nożną na ekranie niż na boisku.

Aleksandra Greszczeszyn
Reply to  Marta Ulińska

Fajnie, że dzieci nadal się tak bawią. My, jako rodzice, powinniśmy uczyć je takich zabaw. U nas dzieciaki uwielbiają grać w „chłopka” (gra podobna do klas) i często proszą by im go narysować. Oczywiście, gdybym im tej gry nie pokazała, nie wiedziałyby nawet, że istnieje.

Agnieszka Burliga
8 lat temu

u nas największym szałem są klocki lego. Budujemy dom, samochody, duże wieże, Zoo i całe mnóstwo różnych rzeczy. Starsza córka (4 lata) lubi układać puzzle i mamy już nawet niezłą kolekcję. Nie mamy gadających lalek woli Misie i wozi je w wózku, z trawy robi pyszne obiadki. Większość czasu spędzamy na polu na placu zabaw, biegamy, bawimy się w piaskownicy, zjeżdżamy a w domu tańczymy, ogl razem bajki, słuchamy muzyki i odgrywamy przedstawienia. Owszem mamy kilka zabawiaczy które mówią, graja ale i tak największą frajdę ma gdy bawi się zwykłymi zabawkami.

Hedzia
Hedzia
8 lat temu

Dziecko w pierwszych swoich zabawach oczekuje pomocy a raczej zaangażowania rodzica. My jednak czasem chcemy wykorzystać czas, w którym dziecko w końcu się samo czymś zajmie na chociażby pełnienie domowych obowiązku. Wtedy zazwyczaj wysługujemy się czymś co na dłużej przyciągnie uwagę malucha. Niekoniecznie jest to dobre bo sięgamy wtedy po coś co zamiast uczy może po prostu „otępiać” dziecko. Skutkuje to wtedy tym, że zapomina o tym, że można coś zrobić kreatywnego, że można wyjść na dwór i po prostu pograć w piłkę czy pobiegać. Zamiast tego siedzi w domu i np gra na komputerze. Co co zabawek obecnie proponowanych… Czytaj więcej »

Katarzyna Jaroszewicz

Zdecydowanie jestem zdania, że dziecku potrzebna jest zabawa z rodzicami i innymi dziećmi, a nie tysiące zabawek!

Marta Ulińska
8 lat temu

To prawda, że rodzica nic nie zastąpi, ale prawdom jest też brak czasu rodziców dla dziec.

gabi hekokf
gabi hekokf
8 lat temu

Moja córcia ma 4,5 miesiaca mam nadzieje ze jak podrosnie bedzie chetnie grala w gume, w klasy, zbijanego itd. Chetnie jej to wszystko pokaze i wytłumaczę. Na ten moment mała bawi sie grzechotkami i pluszowa biedronka, nie kupiłam jej ani jednej interaktywnej zabawki a takowe sa dla takich maluszków.

Anna Ja
Anna Ja
6 lat temu

zapraszam na fp https://www.facebook.com/pages/Kropka-kropka/156332247905150
znajdziecie tu masę pomysłów na prezent z okazji Dnia Dziecka, a nawet
specjalnie przygotowane na tę okazję zestawy promocyjne :) zapraszam
Kropka kropka (już Ekokropka <3)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close