Uroda 7 czerwca 2019

Depilacja woskiem miękkim. Poradnik dla początkujących

Depilacja woskiem miękkim to zabieg popularny w gabinetach kosmetycznych. Popularny, ale i drogi. Rok temu za jedną wizytę płaciłam 150 złotych. A potrzebuję co najmniej dwóch w miesiącu. Taka moja uroda.

Depilacja woskiem miękkim – co kupić na początek

Do zakupu zestawu do depilacji woskiem miękkim namówiła mnie koleżanka. Wiecie, metodą „jedna pani drugiej pani” naplotkowała mi, jakie to jest fajne, wygodne, wydajne i tanie, jeśli robi się samodzielnie. Jeśli chodzi o depilację, to w moim przypadku nic nie jest fajne i wygodne, ale skusiło mnie to „tanie”. Za zestaw składający się z podgrzewacza, sześciu sztuk wosku z rolkami i stu sztuk pasków zapłaciłam 50 złotych razem z przesyłką. Ujmę to tak – niemało, bo 50 złotych to jednak pieniądz, ale i niedużo – można zaryzykować. Zakupy najlepiej zrobić w internecie. Zerknęłam do ofert różnych sklepów stacjonarnych i niestety – albo nie ma wcale, albo jest dużo drożej.

Depilacja woskiem miękkim – przydatne dodatki

Zestaw początkowy to dopiero… początek. Wosk ma to do siebie, że nie zawsze chce ładnie odchodzić od nogi, a zmyć go wodą nie dacie rady. Ja postawiłam na oliwkę dla dzieci i faktycznie, dobrze szło, ale szybko się skończyła. Wykorzystałam więc zeszłoroczny olejek do opalania. Też nie było źle, ale już nie tak dobrze. Przed następnym seansem kupię sobie zapas oliwki, najlepiej w żelu. Mam nadzieję, że jeszcze jest w sprzedaży. Kolejną rzeczą, którą na pewno zakupię, będzie duża liczba jednorazowych rękawiczek. W aptece kosztują naprawdę grosze. Nie wiem, czy to kwestia wprawy, czy taka uroda depilacji woskiem na miękko w domu, ale ręce bardzo szybko mi się brudziły, do niczego nie mogłam się dotknąć i to było bardzo kłopotliwe. Rękawiczki po prostu zdejmę i wyrzucę. Nawet kilka razy, jak będę miała taką potrzebę.

Depilacja woskiem miękkim – jak się przygotować

Tu nie mam doświadczenia, bo uznałam, że:

– kąpać się nie muszę, bo dopiero wstałam i nie zdążyłam się spocić, nogi mam suche,

– peeling do ciała nie gości w mojej łazience, więc odpada,

– zasypki dla niemowląt, którą miałabym posypać nogi, także nie posiadam.

Teoretycznie dobrze jest te trzy powyższe kroki wykonać. Jeśli chcecie, możecie się wykąpać i posypać w czasie, gdy wosk będzie się rozgrzewał. Takie rozgrzewanie trwa około pół godziny, więc na pewno zdążycie. Jedynie o peelingu warto pomyśleć kilka dni wcześniej.

Chociaż łóżko wydaje się najodpowiedniejszym miejscem, raczej nie jest to dobry pomysł. No, chyba że macie w planach pranie pościeli. Nie wiem tylko, w ilu stopniach trzeba prać, żeby wosk zszedł. Niestety, niewiele trzeba, żeby pobrudzić pościel. Ja postawiłam na inne rozwiązanie – poszłam na plastikowy leżak na dwór (mam w pobliżu prąd, więc to nie problem), do prania mam tylko materac. Uff. No ale pierwsze koty za płoty.

Długie włosy obowiązkowo trzeba spiąć.

Dobrze też mieć pod ręką jakąś torbę na zużyte paski albo kosz na śmieci.

Depilacja woskiem miękkim krok po kroku

Podejrzałam, jak to robią jutuberki i uznałam, że jestem gotowa. Tylko im to jakoś lepiej szło…

Zasada jest prosta. Bierzemy rozgrzany wosk i nakładamy go za pomocą rolki na wybrany fragment ciała zgodnie z kierunkiem wzrostu włosów. Przy czym nie łudźcie się, one nie rosną na całym ciele z góry do dołu. Potrafią sobie rosnąć w bok albo po skosie, takie cwane są. Najlepiej przykryć woskiem powierzchnię odpowiadającą powierzchni paska. Następnie bierzemy ów pasek, dociskamy do wosku i odrywamy w kierunku przeciwnym do wzrostu włosów. Ten moment wymaga wprawy, tak mi się wydaje, bo w końcu robiłam to pierwszy raz. Ale zauważyłam taką prawidłowość: jeśli jedną ręką trzymałam jeden koniec paska, a drugą ciągnęłam za drugi z taką myślą, że ręce powinny się spotkać, to szło mi jakoś lepiej, efektywniej. Gdy używałam jednej ręki, było dużo gorzej. Prawdopodobnie dlatego, że jedną ręką ciągnęłam do góry, a nie wzdłuż ciała. Nie wiem, z czego to wynika, ale może moja obserwacja do czegoś Wam się przyda. Przy okazji tego trzymania jedną ręką za koniec paska można trochę napiąć skórę, będzie efektywniej i mniej boleśnie.

W ten sposób depilujemy wszystkie miejsca, które mamy ochotę pozbawić owłosienia. Przestrzegam przed takimi zabawami na dzień przed publicznym występem choćby na basenie. Różnie to bywa. Ja miałam piękne krwiaki w okolicach bikini. Po trzech dniach zbladły.

Depilacja woskiem miękkim – ile czasu trwa

Długo. Przynajmniej za pierwszym razem. Samo rozgrzanie wosku to pół godziny. W tym czasie można wziąć kąpiel albo przygotować wszystkie potrzebne rzeczy.

W moim przypadku usunięcie owłosienia z nóg zajęło blisko trzy godziny. Byłoby mniej, ale wosk mi się skończył i musiałam rozgrzać drugi, co dodało mi pół godziny do tej zabawy. Koleżanka, która mnie przekonała do takiej depilacji, twierdzi, że pierwsze dwa razy są trudne, za trzecim jest łatwiej, czwarty to bajka. Zobaczymy. To wszystko jeszcze przede mną.

Depilacja woskiem miękkim – czy warto?

Z ekonomicznego punktu widzenia na pewno tak. Z sześciu wosków zużyłam jeden i drugiego ledwo trochę, obstawiam, że jeszcze cztery depilacje przede mną. Jeśli chodzi o paski, to tak na oko poszła jedna trzecia. Na szczęście paski są tanie, jak będę potrzebowała, to zamówię hurtem z dziesięć zestawów i na rok wystarczy. Moc nagrzewacza jest niewielka, cenę prądu można pominąć. Wątpię, czy moje urządzenie podniosło mi rachunek choćby o złotówkę. Obstawiam jakieś grosze.

Jeśli chodzi o resztę – moje nogi niewątpliwie są gładkie, chociaż podejrzewam, że gdybym się bawiła depilatorem trzy godziny, też by były pozbawione owłosienia. Różnica jest taka, że nie są kostropate jak po goleniu depilatorem, on chyba jest mniej delikatny. Ponoć po depilacji woskiem włoski nie będą wrastać. Mam nadzieję, bo po depilatorze wrastały strasznie. Moje nadzieje trochę ostudziła nasza redakcyjna kosmetyczka Fizinka: Żeby tego problemu uniknąć trzeba regularnie wykonywać peeling i nawilżać skórę. Inaczej włoski będą wrastać, niezależnie od metody depilacji – dzieje się tak dlatego, że depilowane włoski stają się słabsze i nie mają siły przebić się przez suchą i „twardą” warstwę rogową skóry. No cóż, może jednak zaprzyjaźnię się z tym peelingiem.

 

Ogólnie jestem na tak. Mam nadzieję, że w sierpniu będę mogła powiedzieć Wam to samo.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Podróże 6 czerwca 2019

Fotelik montowany tyłem i przepisowa jazda? Niestety, nie zawsze. Polscy rodzice narażają życie dzieci częściej, niż myślicie

Fotelik montowany tyłem i przepisowa jazda dla każdego? Może się wydawać, że gdy rodzic wsadza do auta własne dziecko, za każdym razem robi wszystko, by podróż była bezpieczna. Tymczasem – o zgrozo – nie zawsze tak się dzieje. Polscy rodzice popełniają w wielu przypadkach błędy, jedne świadome, drugie nie, za które dziecko może ponieść straszliwe konsekwencje.

Statystyki nie mają dla nas litości

Bezpieczeństwo jazdy z dzieckiem opiera się nie tylko na sprawnym technicznie aucie, umiejętności kierowcy, odpowiednio dobranym foteliku, ale i przestrzeganiu przepisów. Nie wiem, czy wiecie, ale nawet 38% rodziców w Polsce przekracza prędkość, kiedy wiezie swoje dzieci samochodem! Aż się włos na głowie jeży na myśl, że odpowiedzialny z zasady rodzic świadomie dociska pedał gazu w sytuacji, gdy nie powinien tego robić.  Niestety sytuację pogarsza fakt, że według ostatnich statystyk Komisji Europejskiej, tylko cztery kraje w Europie mają bardziej niebezpieczne drogi niż Polacy. Już samo to powinno powodować, że rodzic w aucie z dzieckiem zdejmuje nogę z gazu. Według najnowszego raportu Światowej Organizacji zdrowia, obrażenia powstałe w wyniku wypadków drogowych są najczęstszą przyczyną śmierci dzieci i młodych dorosłych w wieku od 5 do 29 lat. Mnie wystarczą statystyki, ani myślę sprawdzać, czy tak jest faktycznie.

Fotelik montowany tyłem i przepisowa jazda –  bierzmy przykład ze Szwedów

Szwecja stała się pionierem, jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci w samochodach, głównie ze względu na wprowadzoną 40 lat temu rekomendację, aby stosować foteliki montowane tyłem. Dzięki temu liczba śmiertelnych wypadków z udziałem dzieci zmalała. Badania dowodzą, że foteliki montowane tyłem są 5 razy bardziej skuteczne niż klasyczne.

Szwedzkie dzieci są bezpieczniejsze, ponieważ ich rodzice rzeczywiście są niezwykle świadomi w kwestii bezpieczeństwa dzieci w samochodach – w Szwecji ponad 80% dzieci w wieku od roku do 2 lat podróżuje w fotelikach montowanych tyłem. Co więcej – w większości pozostają w takich fotelikach, dopóki nie osiągną 3 (57%) lub nawet 4 lat (17%). To z jednej strony rezultat wysokiej świadomości rodziców, ale z drugiej także szeroka oferta fotelików montowanych tyłem dla dzieci w różnym wieku. Fotelik montowany tyłem jest gwarantem bezpiecznej jazdy.

W Szwecji rekomendacja, aby korzystać z fotelików montowanych tyłem była dobrym punktem wyjścia do wzmocnienia świadomości rodziców, jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci w samochodach. Testy zderzeniowe dają jasne wnioski – foteliki montowane tyłem ratują życie dzieci.

 

źródło: Konferencja  „Rear-facing Day: Dzień Fotelików Montowanych Tyłem”, zorganizowana przez Ambasadę Szwecji w Polsce oraz Biuro Radcy Handlowego Ambasady Szwecji we współpracy z firmą Axkid.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Kultura 6 czerwca 2019

Na co iść do kina? Może na „Aladyna”?

Jeśli ktoś nie czuje sentymentu do animowanej wersji „Aladyna”, nie lubi musicali i nie przepada za filmem przygodowym, to czy najnowsza produkcja Dinseya jest dla niego? Odpowiem Wam na to pytanie, opierając się na własnym przykładzie, bo tak się składa, że spełniam wszystkie powyższe kryteria.

Fabuły nie muszę dokładnie opisywać, bo historię chyba wszyscy dorośli znają —uliczny złodziejaszek, odnajduje magiczną lampę z Dżinem spełniającym trzy życzenia. Chłopak próbuje zdobyć miłość księżniczki Jasminy, ale na drodze staje mu wezyr Jafar.

Aladyn 2019

W kinie na aktorskiej adaptacji tej klasycznej bajki Disneya „Aladyn” byłam wczoraj. Poszłam bez większego przekonania, no bo czego nie robi się dla dzieci! Jakże się cieszę, że film bardzo miło mnie zaskoczył. Urzekł mnie wizualnie i dźwiękowo — bogactwem intensywnych kolorów, pięknymi egzotycznymi strojami w prawdziwie bollywoodzkim stylu, muzyką i efektami komputerowymi. Skoro o tych ostatnich mowa – zwierzęta, występujące w filmie, zostały wykonane niesamowicie realistycznie: tygrys Rajah, małpka Abu, papuga Jago, słonie. No i Will Smith w roli niebieskiego Dżina – jest niesamowity, charyzmatyczny i zabawny. Nie zgadzam się z przeczytanymi w internetach recenzjami, że aktor zupełnie nie dorównał animowanej wersji z dubbingiem Robina Williamsa. Według mnie Smith stworzył własną, bardzo fajną postać. Podobnie w disnejowskiej produkcji bez wątpienia pozytywnie wyróżniają się aktorzy wcielający się w Aladyna i księżniczkę Jasminę.

Film trwa dwie godziny – obiektywnie rzecz biorąc długo, szczególnie dla dzieci. Ale akcja jest tak poprowadzona, że cały czas coś się dzieje, trzyma w napięciu, a sceny bynajmniej nie nużą. Usłyszycie sporo zabawnych dialogów, które bawią także najmłodszych widzów. Ze względu na nich polecam wersję z dubbingiem, który został całkiem dobrze przygotowany. Na wczorajszym seansie były dzieciaki w różnym wieku i wszystkim (a wiem to na pewno, bo po wyjściu z kina z nimi rozmawiałam) bardzo się podobało – zarówno siedmiolatkom, jak i jedenastolatkom, dziewczynkom i chłopcom.

Wracając do mojego osobistego odbioru filmu, ciekawe, czy moja opinia nie będzie jedyną pozytywną w Internecie. Ale zaufajcie mi, podobnie jak wielu z Was zrobiło to, gdy namawiałam Was na film „Krzysiu, gdzie jesteś” wbrew negatywnym recenzjom krążącym w sieci. I tym razem polecam – zabierzcie dzieci do kina… na “Aladyna”!

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close