Dom 18 marca 2022

Drugie życie firanek. Co zrobić z niepotrzebnymi firankami?

Co zrobić z niepotrzebnymi firankami, jeśli filozofia bycia eko nie pozwala ich tak po prostu wyrzucić? Okazuje się, że starym firankom, które dawno wyszły z mody albo po prostu przestały się nam podobać, bez trudu można dać drugie życie.

Eko woreczki na warzywa i owoce

Kiedy zastanawiamy się, co zrobić z niepotrzebnymi firankami, pierwszą myślą zazwyczaj są wielorazowe woreczki na warzywa i owoce. I słusznie, bo bycie eko nie tylko jest modne, ale i praktyczne. Nie produkujemy niepotrzebnej tony śmieci, więc jesteśmy zero waste, a same woreczki są przecież bardzo estetyczne i przepuszczają powietrze, czego o jednorazowych zrywkach nie da się powiedzieć.

 

Poszewki na poduszki dekoracyjne

Stare firanki, o ile mają ciekawe wzory, można wykorzystać do uszycia poszewek na poduszki dekoracyjne. W takim wypadku trzeba jednak pamiętać o tle – kolorystycznie powinno pasować do innych dodatków w domu. Poduszki mogą być ozdobione firanką z jednej lub z obu stron, ale ta jedna wydaje się ciekawsza. Wystarczy odwrócić poduszki na drugą stronę, by zmienić aranżację wnętrza.

 

Narzuta na łóżko

Można też pójść krok dalej i wykorzystać niepotrzebne firanki do uszycia narzuty na łóżko w sypialni lub kanapę w salonie. Właśnie do uszycia, bo pojedyncza firanka zarzucona na łóżko nie da oczekiwanego efektu. Jeśli jednak mamy w domu dużo niepotrzebnych firanek w różnych wzorach i kolorach, można uszyć z nich patchworkową narzutę. Tu wszystko zależy od dostępnych tkanin i kreatywności. Zdolne krawcowe potrafią z takich firankowych resztek wyczarować prawdziwe cudeńka.

 

Obrus albo serwetki

Obrus albo serwetki na stół to mniejsza wersja narzuty. Serwetki można po prostu powycinać z ładniejszych fragmentów firanek i odpowiednio je obrobić, obrus lepiej uszyć z kilku różnych kawałków tkaniny firanowej. Na brzeg obrusu można wykorzystać gipiurę obciętą z niepotrzebnej firanki.

 

Łapacze snów i inne dekoracje w stylu boho

Wnętrza w stylu boho są lekkie, zwiewne, romantyczne – wręcz stworzone do tego, by wykorzystywać w nich stare firanki do dekoracji. Podobnie zresztą jest z wnętrzami w stylu rustykalnym i retro. Różnic trzeba upatrywać w rodzaju firan – o ile boho jest leciutkie niczym pajęczynka, to we wnętrzach rustykalnych i retro lepiej sprawdzą się nieco cięższe firany, np. żakardowe.
Z firanki można zrobić nie tylko łapacz snów. Równie popularne są makramy, a nawet abażury na lampy stojące do salonu lub sypialni.

 

Sukienka na lato

To, że firanka jest przezroczysta, nie znaczy, że nie można z niej uszyć sukienki na lato. Do wyboru mamy dwie opcje – dół musi być gęsto udrapowany, by nie prześwitywała przez niego bielizna, albo szyjemy lekką sukienkę plażową, spod której bez problemu może być widoczny kostium. Opcjonalnie można zadbać o przewiewną podszewkę w dowolnym kolorze.
Zamiast sukienki można też uszyć pareo na plażę.

 

Spódniczka dla dziewczynki

Tiulowe spódnice dla dziewczynek co jakiś czas wracają do łask i trzeba przyznać, że małe księżniczki noszą je z prawdziwą radością. Nic dziwnego, bo takie spódniczki są lekkie, wygodne a przy tym wyglądają wręcz bajkowo. Do uszycia takiej spódnicy nadają się firanki z tiulu lub woalu, w ostateczności z markizety. Nie sprawdzi się żakard ani firanki ażurowe.

 

Sukienki dla lalek

Właściwie nie ma co tłumaczyć. Wszystkie resztki można wykorzystać na uszycie sukienek dla lalek. Tu jest o tyle łatwiej, że żadne prześwitywanie nikomu nie będzie przeszkadzało.

 

Tipi dla dziecka

Dzieci uwielbiają wszelkiego rodzaju miejsca, w których mogą się chować. Właśnie dlatego tipi do dziecięcych pokojów od lat cieszą się tak dużym zainteresowaniem. Można oczywiście taki namiocik kupić, a można go też uszyć, o ile dziarski tatuś zorganizuje kilka wypolerowanych listewek na stelaż. Instrukcje jak uszyć tipi na pewno można znaleźć w internecie. Tipi można uszyć z każdego rodzaju firanki, chociaż oczywiście te kolorowe i zdobione zyskają w oczach dzieci większe uznanie.

 

Moskitiera do ogrodu

Dorosła wersja dziecięcego tipi. Kto ma ogród, ten wie, że wieczorne przebywanie w altance (taras lub balkon też wchodzą w grę) bywa mocno utrudnione przez komary i inne insekty, np. szerszenie, które mają niemiły zwyczaj pojawiać się wieczorami. W tym wypadku stare firanki będą wręcz wybawieniem. Tym razem potrzebujemy tych gęstych, a więc żadne żakardy i ażurki się nie sprawdzą. Podobnie trzeba odrzucić firanki zdobione haftami. Natomiast tiul, markizeta i woal będą jak najbardziej na miejscu.

 

Tiulowe pompony do pokoju dziecka

Na koniec propozycja, która jako jedyna w tym zestawieniu kompletnie mnie nie przekonuje, ale internet pieje z zachwytu nad tiulowymi pomponami, więc niech mu będzie. Można je powiesić na ścianach lub pod sufitem. Najlepiej zaprezentują się kolorowe pompony, ale można zrobić też białe. W takim wypadku dobrym tłem dla nich będzie kolorowa ściana.

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Lifestyle 17 marca 2022

Allright – ukraińska szkoła językowa w obliczu wojny. Ty też możesz pomóc!

All Right – to internetowa szkoła języka angielskiego założona przez Ukraińca Olega Oksyuka w 2017 roku. Szkoła specjalizuje się w nauczaniu języka angielskiego dzieci od 4 roku życia. Na początku firma rozwijała się dynamicznie, do rzeszy klientów z Rosji w 2019 r. dołączyli uczniowie z Polski i Hiszpanii, następnie w roku 2020 z Włoch i Niemiec, a w ostatnim czasie szkoła zaczęła zyskiwać klientów z Francji, Czech, Słowacji, Serbii, Rumunii, Izraela oraz Grecji. Łącznie w All Right uczyły się dzieci z 18 krajów.

allright 1

                                                  Założyciel i CEO szkoły All Right – Oleg Oksyuk

Szkoła skupia się na nauczaniu języka angielskiego dzieci z całego świata. Specjalnie dla nich została stworzona interaktywna klasa, w której można rysować, oglądać krótkie bajki edukacyjne, zaznaczać, liczyć, kolorować i wykonywać różnorodne ciekawe ćwiczenia. Pomagamy naszym młodym uczniom przejść od nauki alfabetu do płynnej znajomości języka. Wiemy, że język angielski otwiera wiele możliwości, nie tylko w przyszłości, ale już teraz.

allright 2 Część zespołu szkoły All Right

Na początku 2022 roku szkoła miała świetne perspektywy i 25 000 klientów. Ponad 200 pracowników z różnych części Ukrainy i świata pracowało razem nad jedną wielką misją – rozkochać dzieci w języku angielskim.

24 lutego nasze życie zostało podzielone na „przed” i „po”. O godzinie 5 rano chat roomy wypełniły się doniesieniami o wybuchach. Pytania: “jak jest dzisiaj u was, czy wszystko w porządku?” zastąpiły poranne pogaduszki przy kawie i stały się częścią codziennego rytuału.

W tej chwili nasi dzielni, niesamowici pracownicy wykonują swoją pracę z piwnic, schronów przeciwlotniczych lub swoich domów, które w każdej chwili mogą znaleźć się pod ostrzałem.

allright 3
                                      Nasi pracownicy działający ze schronu przeciwlotniczego

Jedna z ulubionych nauczycielek wielu naszych uczniów, Aliona, będąc pod ostrzałem w Charkowie, prowadziła lekcje angielskiego siedząc w łazience, która stała się jej schronieniem. To okropne na lekcji tłumaczyć uczniowi z innego kraju, dlaczego nauczyciel jest w takich warunkach, dlaczego słychać wybuchy i strzały…

Podczas ewakuacji na zachód kraju, do Lwowa, nasza Aliona martwiła się, czy będzie miała stabilne łącze, które pozwoli jej nadal prowadzić lekcje ze swoimi uczniami.

allright 4

                                              Aliona ukryła się w łazience, tam prowadziła zajęcia

Inna nasza koleżanka, Natalia, znalazła się w trudnej sytuacji z dzieckiem w Białej Cerkwi. Jeden z naszych programistów, bohaterski Aleksander, stanął na wysokości zadania i pojechał po nią. Bezpiecznie dostarczył Natalkę i jej córeczkę na zachód kraju.

Pracownicy All Right dbają o siebie nawzajem, każdy z nas jest częścią zespołu i staramy się pomagać sobie w trudnych chwilach.

allright 5
Sasza jest naszym bohaterem! Pomógł Natalii, a także innym ludziom wydostać się z niebezpiecznych miejsc. On i cała jego rodzina działają jako wolontariusze.

Wielu naszych kolegów musiało zostawić swoje domy i uciekać na zachód kraju. Szkoła pomaga uciekającym oraz ich rodzinom finansowo. Nasz dział HR stał się centrum pomocy i koordynacji.

Biuro firmy w Chmielnickim zostało zamienione w punkt tranzytowy, w którym znalazły się wszelkie potrzebne rzeczy. Część pracowników pomaga w Czerwonym Krzyżu, inni zaangażowali się w pomoc mieszkańcom oraz armii ukraińskiej, niektórzy ewakuowali się za granicę, gdzie znaleźli schronienie.

Szkoła All Right zajęła jasne i zdecydowane stanowisko odnośnie do tego, co dzieje się na Ukrainie, przez co znalazła się w trudnej sytuacji. Firma przerwała działalność marketingową i edukacyjną w Rosji opuszczając tym sam swój największy rynek i potępiła działania wojenne tracąc w efekcie połowę klientów. Jesteśmy przeciwko wojnie i wierzymy, że to jedyne słuszne stanowisko, jakie każda firma powinna zająć!

Wierzymy jednak, że będziemy w stanie nadal kontynuować pracę, rozwijać szkołę i uczyć angielskiego dzieci z całego świata. Pozostajemy wierni idei, że wysokiej jakości edukacja i spokojne niebo to prawo każdego dziecka i nadal chcemy rozkochiwać w języku maluchy na całym świecie.

Dlatego postanowiliśmy zaoferować każdemu dziecku z Ukrainy naukę angielskiego w naszych klubach konwersacyjnych za darmo. Na zajęcia o wybranym temacie można zapisać się przez naszą stronę https://bit.ly/3Jku6Zo. Pod okiem nauczyciela, dzieci będą mogły porozmawiać po angielsku na ulubione tematy w małych grupach, nauczyć się nowych słówek oraz powtórzyć materiał, który poznały do tej pory w przedszkolu lub szkole.

Ucząc się w All Right nie tylko dbasz o rozwój swojego dziecka, zapewniasz mu ciekawą naukę przez zabawę, ale również pomagasz naszej szkole przetrwać.

Zapisz się na bezpłatną lekcję próbną i zobacz, że nauka może być ciekawa i sprawiać wielką frajdę: https://bit.ly/3MWBah9.

Subscribe
Powiadom o
guest

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Hanna
Hanna
6 miesięcy temu

Super, że mają taką pewną pozycje!

Roszada wśród zwierząt – prosta, szybka i zabawna gra rodzinna

Roszada wśród zwierząt” to niepozorna rodzinna gra logiczna, która zrobiła na mnie i moich dzieciach duże wrażenie. Wygląda skromnie, ma niewiele elementów, krótką instrukcję i dosyć proste zasady, dzięki czemu z marszu przypada do gustu. No bo przyznajcie sami, kto lubi czytać długie instrukcje i rozkminiać, o co tak właściwie chodzi autorowi…?

W tym przypadku mamy jasny cel i równie klarowne wytyczne – każdy gracz otrzymuje trzy pionki zwierząt: słonia, kota i mysz, które musi doprowadzić do określonego pożywienia. Słoń zjada fistaszki, kot ryby, a mysz zboże. Nie ma w tym żadnej filozofii, gracze na przemian wykonują po jednym ruchu – przesuwają wybrany przez siebie pionek na sąsiednie pole, kierując się oczywiście w stronę jedzenia. Ot, cała idea rozgrywki.

Wydaje się to banalne, sama byłam ciut zdziwiona podczas pierwszego starcia, że zasady są aż tak proste. Jednak (na szczęście) jest jedno ALE, drobne utrudnienie, które stanowi zarazem element taktyki. Mianowicie zwierzęta boją się siebie nawzajem i nie mogą stać na sąsiadujących ze sobą polach planszy. No, chyba że chcemy odsunąć któreś zwierzę od konkretnego pola, np. żeby nie zebrało przed nami żetonu pożywienia, wówczas możemy je straszyć i zmusić do ucieczki.

Zasada straszenia i przemieszczania się pionków jest prosta, wystarczy zapamiętać, że: mysz boi się kota – zatem nie może stanąć na polu tuż obok niego, natomiast kot może przycupnąć obok myszki, żeby ją wystraszyć i przegonić dalej. Słoń boi się myszy, a kot boi się słonia. Co istotne reguły te obowiązują również wśród naszych pionków, tzn. nie boimy się i nie straszymy tylko zwierzaków innego gracza, ale swoich także, czyli np. mój kot boi się mojego słonia.

Ta z pozoru drobna przeszkoda w swobodnym przemieszczaniu zwierząt po planszy sprawia, że gra staje się ciekawa i emocjonująca. Nic bowiem nie jest pewne – czasem nam się wydaje, że jesteśmy już blisko zdobycia smakołyku, a co za tym idzie punktu (bo każdy zebrany żeton pożywienia to jeden punkt), aż tu nagle ni stąd, ni zowąd wyłania się jakieś zwierzątko, którego się boimy i zamiast iść do celu, musimy uciekać. I choć teoretycznie każdy gracz w swojej turze może wykonać tylko jeden ruch (przejść na jedno pole dalej), to w praktyce, w przypadku straszenia, to zwierzę, które się boi, musi uciekać tak długo, aż wreszcie będzie bezpieczne. W związku z tym zdarza się, że gracz w jednej turze przesuwa swój pionek o kilka pól, co bywa bardzo śmieszne, bo już nam się wydaje, że możemy odetchnąć z ulgą, a tu jednak okazuje się, że nieopodal stoi kolejne zwierzę, którego się boimy i musimy biec dalej 😊

Gra „Roszada wśród zwierząt”, jak wspominałam, jest prosta, ale to nie oznacza, że jest nudna, co to, to nie! Do wyboru bowiem mamy dziesięć różnych plansz, które dowolnie układamy. Liczba wykorzystanych plansz zależy od tego, ile osób weźmie udział w rozgrywce. Przy starciu dwuosobowym tworzymy pole składające się z czterech kart, przy trzyosobowym dokładamy jeszcze trzy plansze i w wersji czteroosobowej kolejne trzy.  

Poza tym rozgrywkę rozpoczynamy od rozmieszczenia na planszy pionków – robimy to na zmianę, jeden gracz ustawia w wybranym przez siebie miejscu jednego zwierzaka, następnie robią to pozostali gracze. Potem układamy drugiego zwierzaka, czekamy, aż poczynią to pozostałe osoby i w końcu trzeciego. Manewr ten pozwala każde starcie poprowadzić inaczej, nie musimy go ciągle zaczynać tak samo, bo nie ma jednego schematu ułożenia kart planszy i poszczególnych pionków.

Uważam, że to był bardzo dobry pomysł ze strony autora, ponieważ gra nie daje się znudzić. Po każdej partii moje dzieci ochoczo wołają – Jeszcze raz! A ja razem z nimi, co stanowi duży atut, ponieważ czasem zdarzają się gry, bardziej wciągające dzieci, niż dorosłych i później jest tak, że gramy z nimi, bo poniekąd musimy. W przypadku „Roszady wśród zwierząt” jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym powiedziała dzieciom – Już dość, już mi się nie chce! 😉

Na koniec dodam, że gra przeznaczona jest dla dwóch do czterech osób w wieku 8+ – tak przynajmniej sugeruje autor, w moim odczuciu spokojnie można było napisać na opakowaniu 5+, albo i nawet 4+ ponieważ mój czterolatek doskonale sobie radzi.

Zawartość pudełka to raptem dziesięć kart planszy, dwanaście pionków zwierząt i dwadzieścia jeden żetonów pożywienia, co też jest dużym atutem – czasem im mniej elementów, tym lepiej.

Pozwolę sobie jeszcze dodać, iż gra ma certyfikat Eco Friendly Game, co oznacza, że została zaprojektowana i wykonana z zachowaniem najwyższych ekologicznych standardów. Dotyczy to zarówno pozyskanych surowców i materiałów, jak i samego procesu produkcji.

 

Zdjęcia: Fizinka
Recenzja gry powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Muduko.

Subscribe
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close