15 lipca 2022

Debiutantka – Marta Zaborowska

Tytuł: Debiutantka
Autor: Marta Zaborowska
Liczba stron: 525
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2022
Wydawnictwo: Czarna Owca

Trochę mniej Julii, trochę więcej Górnego, trochę bardziej po męsku. Gdyby mnie ktoś poprosił o podsumowanie Debiutantki jednym zdaniem, właśnie tak by ono brzmiało. Marta Zaborowska zaskoczyła po raz kolejny. Nowa, szósta już Julia, to z jednej strony kontynuacja uwielbianej przeze mnie serii, z drugiej książka w pewien sposób inna – nieco bardziej szorstka, mroczna, na pewno trudniejsza. Autorka nie stroni od trudnych tematów, wręcz można by przypuszczać, że świadomie i prowokująco wkłada kij w mrowisko. Debiutantka to nie tylko misternie skonstruowana powieść sensacyjna. To zaproszenie do dyskusji na tematy często uważane za niewygodne. To też swego rodzaju manifest poglądów autorki. Można się z nimi zgadzać, można nie, ale Debiutantkę przeczytać trzeba. Nikogo nie pozostawi obojętnym. Królowa polskiej powieści sensacyjnej po raz kolejny udowodniła, że w pełni zasługuje na tytuł, który samowolnie jej dałam.

Są książki, które się czyta, bo akurat jest okazja i są takie, na które się naprawdę czeka. W moim przypadku tak było z Debiutantką. Wypatrywałam jej równie intensywnie co sierpniowych Perseidów. Powodów jest kilka, ale najważniejszy jeden – Julia Krawiec. Niegdyś policjantka, dziś prywatny detektyw. Teoretycznie postać literacka, ale opisana tak żywo, plastycznie i wiarygodnie, że w moim umyśle awansowała do miana dobrej znajomej. Niekoniecznie starej, bo jest ode mnie młodsza i to chyba sporo. Polubiłam ją za bezkompromisowość i brak lukru – nic w jej życiu nie jest proste i nic nie dzieje się samo. Na wszystko musi ciężko zapracować, a kłody pod nogami pojawiają się nie wiadomo skąd. Problemy z byłym mężem, rodzicami, dorastającą córką, nie do końca poukładane życie osobiste – realizm w czystym wydaniu. Kiedy czytam, nie muszę się krzywić, że jak to w książkach, wszystko przychodzi jej samo. Nic z tych rzeczy. Julia za każdym razem musi zakasywać rękawy i mierzyć się z rzeczywistością.

Jej nowym zadaniem będzie odnalezienie córki znanego prawicowego polityka. Sara najwyraźniej po raz kolejny uciekła z domu, ale tym razem na dłużej i – co jest dość niepokojące – nawet siostra nie ma z nią kontaktu. Polityk, jak to polityk, swój wizerunek ceni wyżej niż rodzinne szczęście, więc najchętniej załatwiłby sprawę po cichu. Julia ma odnaleźć jego córkę i sprowadzić do domu, najlepiej jeszcze przed osiemnastymi urodzinami, by ojciec miał pełnię władzy nad niepokorną córeczką. Tylko że Julia nie ma zwyczaju dawać się prowadzić na smyczy. Nawet klientom. Zlecenia oczywiście się podejmie, ale na swoich zasadach. A te są dość proste – dociec prawdy, jakakolwiek by ona nie była.

Jako że córka Julii przebywa właśnie na wakacjach z dziadkami, pani detektyw zachowuje się niczym pies gończy spuszczony ze smyczy. Dokładnie takie wrażenie miałam przy czytaniu. Nie ma dla niej rzeczy nie do zrobienia, barier nie do sforsowania, ryzyka, którego by nie podjęła. Wszak w domu nikt na nią nie czeka, spokojnie może nie wrócić na noc. Na kilka też nie, w czym problem? Idzie przed siebie jakby jutra miało nie być, a i wczoraj niekoniecznie było. Jest tylko tu i teraz. Szarżuje, nierzadko bez opamiętania. Podejmuje szokujące decyzje i… no nie mogę Wam powiedzieć, czy zawsze robi słusznie. Jednak nigdy nie żałuje. Po prostu idzie dalej, dla mnie w typowo męskim stylu. Na pewno nie wpisuje się w klasyczny obraz Matki Polki.

Adam Górny, z którym Julia utrzymuje dość bliską relację, prowadzi śledztwo mocno zazębiające się z aktualnym zleceniem detektyw Krawiec, nic więc dziwnego, że tych dwoje będzie się dość często spotykało nie tylko na gruncie prywatnym. Zwłoki młodych kobiet znalezione w Kampinosie pod Warszawą interesują też Julię. Niewykluczone, że jedna z nich to Sara. Ale dopóki podejrzenia się nie potwierdzą, Julia nie zejdzie z obranej drogi, nawet jeśli stawką będzie jej życie. Ona naprawdę jest nieobliczalna i może dlatego tak bardzo ją lubię.

Marta Zaborowska poruszyła w Debiutantce trudny i ciągle jeszcze mało tykany problem tożsamości płciowej i muszę przyznać, że zrobiła to w białych rękawiczkach. Genialnie opisała uczucia młodej, bardzo zagubionej kobiety, stłamszonej przez rodzinę, w której panuje patriarchat, jej walkę o prawo do samostanowienia o sobie. Nie obędzie się też bez prztyczka w nos albo nawet kopniaka wycelowanego w radykalny odłam kościoła katolickiego. Tak jak mówiłam – tu nie ma lukru. Jest za to całkiem udana próba napiętnowania tego, co powinno być napiętnowane, bez obrażania tych, którzy na obrazę nie zasługują.

W Debiutantce spotkamy też starą, dobrą znajomą Michalinę Bodnar. Tym razem przybędzie do Warszawy na randkę z niejaką Mirellą. Przyznaję, miło mi się zrobiło, jak zobaczyłam to imię w książce, mimo że jest tylko moim pseudonimem. I chociaż podejrzewam, że to przypadek, to dziękuję autorce za to wyróżnienie ;-)

 

Dla kogo jest Debiutantka? Jako że to szósta część serii najpewniej dla tych, którzy przeczytali pięć poprzednich. Można oczywiście potraktować ją jako samodzielną lekturę, ale nie polecam tego rozwiązania. Trudno tak po prostu wejść w życie Julii na tym etapie. Gdyby ktoś jednak bardzo chciał, to lepiej, żeby był fanem kryminałów i powieści sensacyjnych. Tacy będą najbardziej ukontentowani.

 

 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close