Gdzie sypiają dzikie konie – Łukasz Barys
Tytuł: Gdzie sypiają dzikie konie
Autor: Łukasz Barys
Wydawnictwo: W.A.B
Kategoria: literatura piękna
Oprawa: miękka
Liczba stron: 336
Data wydania: 2026-05-06
Mimo iż jestem wielką fanką powieści obyczajowych, w których emocje sięgają zenitu, chętnie sięgam także po historie nieopierające się na założeniu, że wszystko w końcu będzie dobrze. Doceniam boleśnie realne opowieści, które skłaniają do zatrzymania się, cofnięcia się do własnej przeszłości i zadawania trudnych pytań. Gdzie sypiają dzikie konie Łukasza Barysa jest właśnie taką książką. Już sama jej zapowiedź była bardzo kusząca, choćby z tego względu, że podobnie jak bohaterowie książki, pochodzę z małej, popegeerowskiej wsi. Tyle że ja nie musiałam tam wracać.
Czego możecie spodziewać się po książce Gdzie sypiają dzikie konie?
To opowieść o młodych ludziach próbujących znaleźć jakiś mocny punkt zaczepienia w dorosłym życiu, które już na starcie ich nie zachwyciło. I do końca nie wiadomo, czy to kwestia stygmatu pochodzenia, czy indywidualnych cech każdego z bohaterów.
Jedną z pierwszoplanowych postaci jest Kamil, poeta-amator, nauczyciel języka polskiego, który po zderzeniu z życiem wraca do rodzinnego domu, do czterech ścian swojego dawnego pokoju. Mimo ukończenia studiów i doświadczenia pracy w szkole nie jest to dumny powrót z przysłowiową tarczą. Wręcz przeciwnie. Kamilowi towarzyszy poczucie porażki i rozczarowania, bo przecież nie tak miało wyglądać jego życie. W dodatku jest świeżo po rozstaniu i z takim bagażem próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Niby jest na dobrej drodze, ponieważ znajduje pracę w szkole, do której (na nieszczęście) uczęszcza jego nastoletnia siostra Karo. W międzyczasie pojawia się także kobieta, której obecność wiele w życiu Kamila komplikuje. No i jest jeszcze Basia.
Kolejni bohaterowie — matka, która nagle pakuje się i wyjeżdża; ojciec przyjmujący wszystko ze spokojem; sarkająca na Kamila siostra, oraz jego dziadek, właściciel obrazu przedstawiającego legendarne dzikie konie autorstwa jego nieżyjącego już przyjaciela. I Paweł, ten „lepszy” brat, który dla odmiany poukładał sobie życie.
Bohaterowie to ludzie z krwi i kości, pogubieni, czasami egoistyczni, czasami wyrachowani, ale za każdym razem do bólu prawdziwi. Każda z tych osób, będąca żywym trybikiem z przeszłości bohatera, ma własne doświadczenia i odmienną perspektywę tych samych wydarzeń. Dzięki temu czytelnik wchodzi w narrację przejmowaną przez wiele głosów, a jedna historia wygląda inaczej w zależności od tego, kto o niej mówi.
Moje wrażenia po lekturze
W książce Gdzie sypiają dzikie konie nie ma sielanki, ale można poczuć specyficzny klimat polskiej prowincji. Moje myśli bez kłopotu powędrowały do moich młodzieńczych lat i tego, co wydarzyło się później. Bo jednak lubimy (przynajmniej ja lubię) przekładać własne wspomnienia na cudzy język i doświadczenia. Wieś przedstawiona przez autora to nie gloryfikowane centrum szczęśliwego dzieciństwa, ale miejsce, w którym pojawia się bieda, brak lepszych perspektyw, zazdrość, podziały i stereotypy. Czasem trzeba kombinować i kłamać, bo prawda może mieć ciężar nie do zaakceptowania przez lokalną społeczność. Jednak mimo tego, że obraz popegeerowskiej wsi podano tu bez lukru, to gdzieś tam tli się nadzieja na miłość, szczęście, własną drogę w przyszłości. No i tytułowe dzikie konie — kojarzą się z wolnością i niezależnością, a w przypadku bohaterów uwikłanych w różne zobowiązania i układy, istnieją jedynie jako plamy w sferze wyobraźni.
Nie można pominąć także tematu miłości, utraconej, wystawionej na próbę czy opartej wyłącznie na namiętności i pożądaniu. Nie nastawiajcie się jednak na romantyczną historię rodem z powieści obyczajowych. Tej tu nie znajdziecie, bo czasem tak bywa, że miłość przegrywa w starciu ze statusem społecznym czy opinią innych ludzi.
Odchodząc już od rozważań dotyczących treści, muszę stwierdzić, że klimat książki zdecydowanie buduje język autora. Prowadzi czytelników przez kolejne zmagania bohaterów, zachęcając do refleksji. Jest w tym coś pięknego i kojącego, wbrew całej historii. Znajdziecie przestrzeń do tego, by wejść w emocje bohaterów, bez wielkich uniesień, za to z osobistą refleksją. Jeśli ktoś szuka rollercoasterów emocji, nagłych zwrotów wydarzeń lub lekkiej historii na jeden wieczór, może się rozczarować. Ale miłośnicy literatury, która zostawia po sobie ślad i zmusza do refleksji, powinni być usatysfakcjonowani. I wcale nie musieli tak jak ja, wychowywać się od lat 80. na takiej wsi, by móc to poczuć.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem W.A.B
