27 października 2022

Kozioł ofiarny – Daphne du Maurier

Tytuł: Kozioł ofiarny
Autor: Daphne du Maurier
Wydawnictwo: Albatros
Kategoria: kryminał/thriller
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 448

Powiem Wam, że od pewnego czasu mam obawy przed podejmowaniem się pisania kolejnych recenzji. Zwyczajnie brakuje mi czasu na czytanie. Dlatego zaczęłam ostrożnie zakładać, że w tydzień, jak dobrze pójdzie, dam radę przeczytać jedną książkę. Tak też miało być z Kozłem ofiarnym autorstwa Daphne du Maurier. Cieszyłam się na tę pozycję, ponieważ czytałam wcześniej Moja kuzynka Rachela (bardzo dobra) oraz Rebeka (fenomenalna!) tejże autorki. Tak więc nie mogłam odpuścić Kozła ofiarnego, mimo doskwierającego braku czasu. W sobotę przed południem zasiadłam do książki, po czym dokonałam korekty planów, zakładając, że jednak uda mi się ją skończyć w niedzielę. Jest sobota wieczór, a ja na gorąco piszę recenzję. Tyle z moich obaw. 

Kozioł ofiarny wciągnął mnie, choć muszę przyznać, że nie od pierwszej strony. Zanim dałam się porwać powieści, przerzuciłam ze zniecierpliwieniem kilkanaście kartek. Z każdą kolejną wczuwałam się w klimat coraz bardziej i koniec końców wiedziałam już, że nie będzie szans na to, bym odłożyła książkę, dopóki nie poznam całej historii.

Fot. Ż. Kańczucka

O czym jest Kozioł ofiarny? To przepełniona tajemnicami opowieść o niespodziewanej zamianie miejsc między dwoma łudząco podobnymi, ale obcymi sobie mężczyznami. Los splata ze sobą drogi Johna, Anglika wiodącego nudne życie wykładowcy historii, który nie znajduje większego sensu w swojej samotnej egzystencji, oraz Jeana, francuskiego arystokratę o pokrętnej osobowości, uciekającego przed życiem na zamku. Choć nic ich nie łączy, nawet charaktery mają odmienne, to wizualnie są nie do odróżnienia. Dlatego gdy dochodzi do zamiany tożsamości, obaj podejmują grę, tworząc w niej własne zasady. Jeden z wyrachowania i premedytacji, drugi z ciekawości, jak to jest mieć rodzinę i darzyć kogoś uczuciem. 

Przez większość historii obserwujemy, jak John stapia się z sylwetką hrabiego. Próba jest  zaskakująco udana, choć bohater popełnia mnóstwo gaf i błędów, które miewają poważne konsekwencje. W końcu on nic nie wie o Jeanie, nawet tego, kim są dla niego osoby spotkane w zamku. Dlaczego mimo tego nikt się nie orientuje, że Jean, to wcale nie Jean? Bo prawdziwy hrabia jest tak specyficzny, kłamliwy i niestabilny, że nikt nie dziwi się szczególnie nagłą zmianą w jego zachowaniu. Ot, kolejny cyrk z udziałem lekkoducha, i tyle. 

Każda z osób związanych z Jeanem ma swoje tajemnice. Powoli odkrywa je John, choć, o czym szybko się przekonuje, to jego klon jest najmniej krystaliczną osobą na zamku. Z czasem dochodzi do prawdy, która pozwala zrozumieć aurę panującą na zamku. John szybko też przestaje się dziwić, dlaczego hrabia zdecydował się na szaloną zamianę miejsc, ryzykując utratą dotychczasowego życia. Wydaje się, że w tym miejscu nie można swobodnie oddychać, a co dopiero żyć. Jednak mimo początkowej niepewności, a chwilami wręcz niechęci, John zaczyna rozdawać karty, zmieniając układ sił w rodzinie, i to zaledwie w tydzień.

John jest zdolnym obserwatorem i chyba niezłym aktorem, potrafi też wyciągać prawidłowe wnioski. Nie tylko gładko wchodzi w buty Jeana, ale wczuwa się w swoją rolę tak bardzo, że postanawia uporządkować życie swojego sobowtóra. To dopiero coś — zarządzać cudzym jestestwem jak własnym, nie martwiąc się jednocześnie o konsekwencje.  

Jeśli chodzi o zakończenie, to mogę powiedzieć, że do ostatnich stron zastanawiałam się, na czym to wszystko stanie. Historia zdążyła się skomplikować i to bardzo. Poza tym nie mam pewności, czy w przypadku tytułowego kozła ofiarnego warto brać pod uwagę możliwość happy endu.

Książka wciągnęła mnie dzięki niesamowitej, intrygującej historii. Autorka rozpisała ją bardzo sprawnie, ponadto przemówiła do czytelników językiem, który pozwala wczuć się w mroczny klimat panujący na zamku. Bez problemu odnalazłam się w gęstej atmosferze, w której zawieszone zostały sekrety i emocje bohaterów.   

Daphne du Maurier otrzymała od losu talent do tworzenia wyrazistych postaci oraz nieoczywistych historii, więc wcale nie dziwi mnie fakt, że stawały się one wielokrotnie inspiracją, choćby dla Alfreda Hitchcocka. Kocham jej styl i z największą przyjemnością sięgam po każdą kolejną powieść, choć thrillery, kryminały czy dreszczowce, nie należą do moich ulubionych gatunków literatury. Wam, jeśli jeszcze nie znacie Daphne du Maurier, polecam przekonać się samodzielnie, czy jej książki warte są słów najwyższego zachwytu. Ja im ich nie żałuję.

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close