Rewolta AI – Marcin Faliński, Rafał Barnaś
Tytuł: Rewolta AI
Autorzy: Marcin Faliński, Rafał Barnaś
Liczba stron: 382
Oprawa: miękka
Rok wydania: 2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Chciałam zacząć od tego, że lubię sztuczną inteligencję, ale się zawiesiłam. W sumie nie wiem, czy ją lubię, ale lubię korzystać z AI. Wiele rzeczy można zrobić szybciej i dokładniej, i naprawdę to doceniam. Widzę też drugą stronę medalu – sztuczna inteligencja wchodzi w nasze życie z butami, przejmuje je kawałek po kawałku, robi, co chce, jest totalnie nieokrzesana i nieposkromiona. Doszły mnie słuchy (takie prawdziwe, nie internetowe), że dotyczy to już nie tylko spraw prywatnych, a AI potrafi mocno namieszać w sprawach korporacyjnych. Wybaczcie, jaśniej nie mogę.
Niemniej mam świadomość, że AI nie zniknie, podobnie jak nie zniknie internet. Przed nim pojawiło się radio i telewizja, a jeszcze wcześniej prąd – to wszystko też nie znikło. I wydaje mi się, że jesteśmy takimi króliczkami doświadczalnymi, kiedyś to całe AI zostanie okiełznane, a jego funkcjonowanie usankcjonowane prawnie. Ale czy my tego doczekamy? Jestem świeżutko po lekturze książki Rewolta AI i obawiam się, że niestety nie.
O czym jest Rewolta AI?
Bardzo bym chciała Wam napisać, że to wszystko zostało wymyślone, wyssane z palca i nie ma w tym grama prawdy. Niestety nie mam pewności, czy faktycznie tak jest. Kiedyś przeczytałam Milushę i tak właśnie myślałam, a potem – chyba pół roku później – doniesienia medialne przekonały mnie, że autor wrzucił w książkę prawdziwą historię i to w czasie, kiedy absolutnie nie można było jej ujawnić. Pojawiła się jako fikcja, ale… była prawdziwa, tylko nikt postronny nie miał szans się o tym dowiedzieć.
I jaką mam teraz gwarancję, że AI nie jest wykorzystywane w sprawach politycznych, że nie manipuluje nami w mediach społecznościowych bardziej, niż myślimy, że nie ingeruje w wyniki wyborów? Tak, dobrze czytacie – niby to tylko delikatna sugestia, ale dość wyraźna i zarazem niepokojąca, skoro jeden z autorów jest byłym (a może nie byłym, kto to wie?) oficerem wywiadu?
O tym wszystkim i wielu innych sprawach jest Rewolta AI. Entuzjastka sztucznej inteligencji i zarazem pracownica polskiego wywiadu, Joanna Widmer wierzy, że sztuczna inteligencja to przyszłość. Intensywnie pracuje nad jej rozwojem, a wywiady innych krajów równie intensywnie pracują nad rozpracowaniem Joanny. Głównym wrogiem jest oczywiście Rosja, a tam nikt nie słyszał o empatii i sentymentach. Wojna na algorytmy przyjmuje coraz poważniejsze oblicze.
Jednocześnie obserwujemy pozornie zwykłe życie zwykłych ludzi, tylko że tu też AI wchodzi zbyt mocno. Nie chcę Wam tego opisywać, bo to byłby straszny spojler, ale… wy trochę uważajcie na to, co instalujecie i z czego korzystacie. Granica między jawą a szaleństwem jest płynniejsza, niż może się wydawać.
Jak się czyta Rewoltę AI?
Jeśli ktoś lubi książki szpiegowskie, fascynuje go praca wywiadowcza, a przy tym ma umysł ścisły, to obstawiam, że wejdzie w tę historię jak do siebie. Ze mną jest trochę inaczej – pracy wywiadu nie rozumiem, a umysłu ścisłego nie mam. Szybko jednak doszłam do wniosku, że nie muszę wszystkiego rozumieć, żeby podążać za historią i dać się jej porwać. Bo to taka książka – niby tematyczna i w konkretnym klimacie, ale nawet jeśli się tego klimatu nie czuje, to i tak można się wciągnąć.
Nie ukrywam – sięgnęłam po nią wyłącznie ze względu na AI i tu się nie zawiodłam – dowiedziałam się wielu rzeczy i teraz pozostaje mi trzymać kciuki, żeby większość trafiła do folderu z nieudanymi projektami. Wcale nie chcę, żeby to tak wyglądało.
Przy tym wszystkim duży plus za wiarygodność postaci i miejsc. Dzięki temu nawet mniej zrozumiałą książkę można czytać z ogromną przyjemnością. Tu każdy jest jakiś, choć nie wszyscy dają się lubić. Nawet teoretycznie pozytywni bohaterowie budzą (przynajmniej u mnie) mieszane uczucia. I dodajmy do tego postępującą paranoję – pod koniec książki to już absolutnie wszystkich podejrzewałam o zdradę. Co oznacza dokładnie tyle, że autorzy odrobili lekcję z budowania napięcia na szóstkę z plusem.
Rewolta AI – recenzja subiektywna
Długość – 382 strony robią robotę. Nie jest to może bardzo długa książka, ale jest dokładnie taka, jaka być powinna.
Trupy – to jest wywiadowczy thriller szpiegowski więc… no dobra książka to jest, co tu ukrywać. A w dobrej książce to sami wiecie, musi być przynajmniej jeden trup.
Humor – nie wiem, czy był zamierzony, ale kilka razy się uśmiechnęłam. Tylko to takie gorzkie uśmiechy były. Raczej nie nastawiajcie się na rozrywkę.
Widoczność liter – owszem, tym razem widziałam litery i musiało minąć trochę czasu, zanim zamieniły się w obrazy. Ale nie mam o to pretensji, bo to jednak ja sięgnęłam po pozycję, w której mogłam się nie odnaleźć i wiedziałam o tym. Jednak AI jest jak magnes i nie dałam rady się oprzeć.
Ogólnie powiem Wam tak – dobra książka to jest. Momentami przerażająca, w innych chwilach zaskakująco realistyczna, czasem straszna, czasem kojąca. Pokazuje też wyraźnie, w którą stronę nie ma sensu iść. Bierzcie i czytajcie, jeśli fascynują Was nowe technologie.
Dla kogo jest Rewolta AI?
To bardzo ciekawa i wciągająca pozycja, ale zrozumiem, jeśli nie porwie wszystkich. W pierwszej kolejności dla fanów książek szpiegowskich i nowych technologii, ale myślę, że nawet jeśli nie odnajdujecie się w tych tematykach, to i tak książka ma szansę Was porwać. Mimo iż jest momentami drastyczna, dałabym młodzieży.
