11 godzin temu

Wachmistrz. Dogrywka – Krzysztof Bochus

O ho ho! To sobie dałam w kość! Książka przeczytana, a recenzji nie ma, pomysłu na recenzję też. Bo jak ja mam opisać książkę, która jest zimna jak serce królowej śniegu, szorstka jak ręce drwala i nieczuła jak mój kot usiłujący dostać się pod kołdrę, a przy tym męska jak James Bond, wciągająca jak pokaz zdolnego magika i bezkompromisowa jak walka o złoto na mundialu? No trudne to jest, powiem Wam. Książka dobra, bardzo dobra, ale czytałam jak dla siebie, nie do recenzji. Czysta niczym niezmącona przyjemność. I teraz się muszę bardzo postarać, żeby Was przekonać do zrobienia tego samego. Chociaż prywatnie uważam, że nazwisko autora wystarczy za wszystkie argumenty. Ja książki Krzysztofa Bochusa biorę w ciemno.

O czym jest Wachmistrz. Dogrywka?

Wachmistrza Gustawa Kukulkę znacie już z książki o jakże zaskakującym tytule Wachmistrz. Tak myślę, że znacie, bo jest na rynku już jakiś czas i wszyscy wielbiciele historycznych kryminałów powinni mieć lekturę za sobą. Kukulka jest członkiem Kripo – policji Wolnego Miasta Gdańska i razem ze swoim przełożonym – radcą Christianem Abellem usiłują utrzymać w nim porządek. Przy czym najwięcej sensu ma właśnie słowo „usiłują”. W czasach wielkiego kryzysu praktycznie panuje bezprawie, Gdańskiem rządzą niepisane prawa półświatka i nikt nie może czuć się bezpieczny. Nie chciałabym tam mieszkać sto lat temu. Nawet na wakacje bym nie pojechała! Do tego trwa zima i to taka prawdziwa. Bieda zagląda w oczy jednakowo wykształconym i analfabetom. Nadal jednak istnieją ludzie majętni, w domach, których łatwo znaleźć biżuterię, dzieła sztuki czy złoto. I te właśnie domy, starannie wybrane, padają ofiarą włamań. Celowo napisałam, że to domy padają ofiarą, bo w czasie napadów w większości stoją puste. Dla złodziei to wymarzona sytuacja. Co więcej – wszystkie znajdują się stosunkowo blisko siebie, co policję wprawia w zdumienie. Dlaczego złodzieje nie zmienią rewiru, skoro wzmocnili patrole? I jakim cudem udają im się kolejne włamania?

Przed Kululką i Abellem zadanie, które wymaga nie tylko inteligencji i sprytu, ale też odwagi do rzucania podejrzeń na ludzi z tak zwanych wyższych sfer, których podejrzewać wręcz nie wypada. Jednocześnie obaj będą musieli zejść na dno piekła. No, powiedzmy, że Kukulka nawet nieco niżej.

Dlaczego Dogrywka? Nie tylko dlatego, że to druga część, ale dlatego, że są sprawy, które trzeba załatwiać do końca. Wachmistrz ma aż dwie takie.

Jak się czyta książkę Wachmistrz. Dogrywka?

Zimowy Gdańsk sto lat temu raczej nie byłby miastem do kochania, a mimo to książkę można pokochać bez trudu i wysiłku. Naprawdę bardzo cenię kunsztowny zapis rzeczywistości dwudziestolecia międzywojennego w tym historycznie trudnym mieście, które Krzysztof Bochus maluje z jednej strony jako dumne i eleganckie, z drugiej – biedne i pełne przestępczości. Pewnie takie było i może dlatego chodziłam po nim ostrożnie i rzadko patrzyłam bohaterom przez ramię. Dystans był tu jak najbardziej wskazany. Mimo to z radością po raz kolejny spotkałam Kukulkę i Abella, kibicowałam im jednakowo przy wyzwaniach służbowych, jak i prywatnych, a udane zaręczyny ucieszyły mnie niemal tak samo, jak przed laty moje własne.
Próbuję Wam powiedzieć, że to jest naprawdę bardzo dobra i bardzo angażująca książka, choć może nie każdego wciągnie tak samo silnie, bo momentami jest trudno i – przynajmniej we mnie – rodziła się niezgoda na to, o czym czytam. Ten kryzys naprawdę dał ludziom w kość i to o wiele bardziej, niż można sobie wyobrazić. A czasy były bezlitosne. Jednakże zliczając wszystkie plusy i minusy dochodzę do wniosku, że plusów jest zdecydowanie więcej. Czytajcie, nie zawiedziecie się.

Wachmistrz. Dogrywka – recenzja subiektywna

Długość – no tu mogę trochę ponarzekać, bo 334 strony razem z przypisami, to może i jest współczesny standard, ale dla mnie jednak ciut za mało.

Trupy – książka, trudna, szorstka, męska i bezlitosna, to jak myślicie?

Humor – bardzo mnie zaskoczył, gdy się pojawił. Ogólnie to absolutnie nie jest książka do śmiechu ani nawet do uśmiechania się, ale raz się zdarzyło i było dość nieoczekiwane.

Widoczność liter – szczerze wolałabym je chwilami widzieć, ale niestety. Zniknęły całkowicie, dlatego miałam przed sobą całą akcję jak na dłoni. Fajnie, ogólnie uwielbiam ten efekt, ale tu widziałam chwilami za dużo.

Dla kogo jest Wachmistrz. Dogrywka?

Dogrywka to druga część i to taka, której absolutnie nie powinno się czytać bez znajomości pierwszej. To po prostu nie ma sensu. Dlatego, jeśli nie czytaliście Wachmistrza, po Dogrywkę też nie sięgajcie.

 


Recenzja powstała w ramach Współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close