Domowe SPA – maseczka z miodu…


To że „miód jest zdrowy” wie chyba każdy. Osobiście uwielbiam pić herbatę z jego dodatkiem oraz sokiem z cytryny. Szczególnie często sięgam po nią gdy w naszym domu pojawiają się tacy nieproszeni goście jak: katar, kaszel czy chrypka.Miód ze względu na swe szerokie spektrum działania znajduje zastosowanie nie tylko w medycynie, ale również w kosmetyce!

Zawarte w nim: sole mineralne, enzymy, aminokwasy, witaminy B, C, D, i E i olejki eteryczne sprawiają, iż  ten pszczeli podarunek: odżywia skórę, wygładza, nawilża, uelastycznia, pojędrnia, i łagodzi podrażnienia.

Przez kosmetologów, a także tych „nieszczęśliwców”, którzy borykają się z różnymi problemami skórnymi, miód ceniony jest szczególnie za swe właściwości: przeciwzapalne, antybakteryjne, antywirusowe i regeneracyjne.

Jeżeli  posiadasz w swojej spiżarce słoiczek miodu, bez problemu możesz go wykorzystać do zrobienia pielęgnacyjnego kosmetyku i urządzić sobie domowe SPA, a co! ;-)

Pamiętaj tylko, że pszczele maseczki lubią łączyć się z: mlekiem, śmietanką, kurzym jajkiem, twarożkiem lub sokiem z cytryny.

 

Jeśli nie wiesz JAK dokładnie wykorzystać miód, w domowej pielęgnacji, przedstawię Ci kilka propozycji…:

 Maseczka nawilżająca dla cery suchej:

3 łyżki miodu

3 łyżki śmietanki

2 żółtka

Wszystkie składniki wymieszaj, nałóż na twarz, pozostaw na około 15 minut, zmyj letnią wodą.

Lub:

1łyżka miodu

3 łyżki twarożku homogenizowanego

1 żółtko

Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj, nałóż na twarz, pozostaw na około 30 minut, zmyj letnią wodą.

Maseczka oczyszczająca dla cery tłustej i mieszanej:

1 łyżka miodu

1 łyżka mielonych migdałów

2 łyżki płatków owsianych

Sok z cytryny – w takiej ilości by z powyższych składników zrobić wilgotną papkę.

Masę delikatnie rozmasuj na twarzy, pozostaw na kilka minut, zmyj.

 

Maseczka zmiękczająca i odżywiająca

¼ l maślanki

2 łyżki miodu

Wymieszaj składniki, nanieś na twarz, pozostaw na około 15 minut, spłucz.

 

Maseczka na twardą i szorstką skórę łokci i/lub pięt:

2 łyżki miodu

1 łyżka soku z cytryny

Wcieraj w skórę. Opcjonalnie możesz dodać odrobinę soli lub cukru gruboziarnistego i wykonać delikatny masaż peelingujący. Zmyj ciepłą wodą.

 

Odżywka do włosów

100 g miodu

1-3 łyżki oliwy z oliwek

Opcjonalnie – 1 jajko

Połącz składniki i nałóż na włosy. Możesz je zawinąć w ręcznik lub czepek, pozostaw na około 30 minut. Umyj głowę szamponem.

 

Kąpiel dla suchych i szorstkich dłoni

1 saszetka rumianku

2 łyżki miodu

20 gliceryny

Rumianek zaparz (jak herbatę), następnie przelej do miseczki, dodaj miód oraz glicerynę. Mocz dłonie.

 

Sposób na spierzchnięte usta

Posmaruj usta miodem, pozostaw na około 15 minut, a na koniec go zliż! ;-)

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. (nie)Magda(lena)

    kiedyś dostałam od teściowej wielki słoik miodu. Od dzieciństwa mi nie smakuje, sam zapach też mnie drażni. Na siłę próbowałam go wytracić. Szkoda, że wtedy o tym wszystkim nie wiedziałam :(

    1. A ja uwielbiam miód! Najbardziej ten skrystalizowany – w dzieciństwie wyjadałam go łyżeczką ze słoiczka! ;) Teraz robi tak Jasiek! :P :D

  2. Jeszcze z dzieciństwa pamiętam ten niezawodny sposób na usta, miodek mniam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Wybieram życie


Co jakiś czas na naszym profilu Fb i blogu przewija się temat szczepień. Pojawiają się zaraz zagorzali przeciwnicy oraz ci “szczepiący”. Taka dyskusja trwa nie tylko u nas ale i w innych “sieciowych” miejscach na pogaduchy. Nigdy nie zostaje ostatecznie rozstrzygnięta i raczej nie należy do rozmów spokojnych.

Rzadko udzielam się w takich debatach, bo mam w tym temacie swoje zdanie i nie będę nikomu udawadniała, że “nie jestem wielbłądem” (robię to co uważam za najlepsze dla moich dzieci, wedle mojej najlepszej wiedzy). Jednak kiedy przeczytałam niedawny artykuł o Sierra Leone, to zwyczajnie nie wytrzymałam i postanowiłam wygarnąć – co mi leży na sercu.

Autor opisuje w nim trudną sytuację jaka panuje w tym wyniszczonym wojną kraju. Mimo, że działania zbrojne zakończyły się 12  lat temu – do dzisiaj państwo mające bogate złoża złota i innych minerałów nie jest w stanie zadbać należycie o swoich obywateli. Wielu z nich, zwłaszcza dzieci – umiera. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wystarczyłoby dzieci zaszczepić, a sytuacja chociaż w tej kwestii wróciłaby do normy. Niestety rodziców na to zwyczajnie nie stać…

Moje dzieci zostały zaszczepione zgodnie z obowiązującym kalendarzem szczepień, Adi według Polskiego (szczepionki zwykłe) a Nisia według Irlandzkiego (obowiązują tu 6w1) oraz Meningokoki i Pneumokoki, a Adi dodatkowo na Rotawirusy.

Nie jestem jakąś propagatorką szczepień, nie popieram żadnych koncernów farmaceutycznych. Mało tego – uważam, że zarabiają na nas niemałe pieniądze i mogliby się nieco bardziej przyłożyć do swojej pracy,  bo co chwilę słyszy się o kolejnych lekach które nie powinny pojawić się w aptekach ponieważ zawierają jakiś szkodliwy składnik – ale nie o tym. Zmierzam do tego, że nie wspieram ani jednej ani drugiej strony w bitwie na strzykawki.

Niemniej jednak chcę z całą odpowiedzialnością zadać jedno proste pytanie każdemu, kto jest przeciwnikiem szczepień: czy równie ostro walczyłby ze szczepieniami wiedząc, że żyje w kraju w którym co piąte dziecko umiera na chorobę, na którą istnieje szczepionka, ale nie stać go na to by ją podać dziecku? Czy potrafiłby spojrzeć prosto w oczy mieszkańcom Sierra Leone i powiedzieć, że w wyniku szczepień dziecko może mieć gorączkę, wymioty lub zachorować na autyzm więc lepiej nie szczepić?

Chciałabym wiedzieć co w tej sytuacji mają do powiedzenia wszechobecni krytycy mojego postępowania?

W krajach europejskich nie ma przypadków polio, nikt nie umiera na gruźlicę czy odrę. Tylko czy to oznacza, że te choroby nie istnieją? Czy nie szczepiąc dziecka odważylibyście się zabrać je do Sierra Leone? Narazilibyście je na ryzyko śmierci? Co będzie jeśli za kilka czy kilkanaście lat połowa dzieci nie będzie szczepiona, bo rodzice będą się bali NOP? Czy mamy pewność, że te choroby nie powrócą? Przecież nadal w krajach afrykańskich (nie tylko Sierra Leone) choroby te zbierają okrutne żniwo.

Dlatego ja wybieram – życie moich dzieci…

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. (nie)Magda(lena)

    Mam dokładnie takie samo zdanie.

  2. Zgadzam się w 1000%

  3. zgadzam się w 100%

  4. w zupelnosci sie zgadzam, bo gdyby panstwo uwazalo ze szczepionki sa nie potrzebne to dlaczego znajdowalyby sie w obowiazkowym kalendarzu szczepien??

  5. Magdalena Marczuk Romanowska

    Również się pod tym podpisuję.

  6. My refundowane niby więcej.wkłoc ale spokojniej je.przechodził synka.teraz drugiego tez refundowanymi.szczepimy

  7. Refundowane, synek znosił je dobrze. Drugie dziecko też będę szczepić refundowanymi.

  8. Refundowane plus wszystkie platne dodatkowe. Pierwsza corka przyjmowala wszystkie bez zajakniecia.

  9. Refundowane. Pediatra je doradzała ze względu na komplikacje przy porodzie i początkową opiekę neurologa.

  10. Wcale nie szczepimy, corka mało nie umarła po ostatnim szczepieniu ,nigdy więcej

  11. nie wyobrażam sobie nie szczepić moje dzieci, ale też nie wyobrażam sobie szczepić dzieci ponadprogramowymi szczepionkami.

  12. 2 dzieci i oboje szczepiłam szczepionkami skojarzonymi i szczepiłam na wszystko co możliwe. Starszy syn nie był szczepiony na rotę i 2 razy byliśmy w szpitalu ze skrajnym odwodnieniem..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Syrop z pędów sosny


Będąc na majówce u teściów, pewnego razu wybraliśmy się na wycieczkę do lasu w poszukiwaniu pędów sosny. Z góry byliśmy przekonani o naszym sukcesie w polowaniu, bo przecież teściowie mieszkają w górach i pełno tu lasów iglastych. Niestety same świerki. Nie poddawaliśmy się i oto ukazał nam się mały zagajnik z sosnami. Szybko dopadliśmy pędy sosny, które spełniały wymogi – muszą być do ok. 12 cm.

Plusy: To jest świetna zabawa z dzieckiem, możliwość poznania otaczającej nas przyrody, syrop niezastąpiony w okresie przeziębień – po co przepłacać w aptece, jak można mieć syrop własnej produkcji. Idealny, jako dodatek do herbatki, lub bezpośrednio na łyżeczce.

Minusy: zbieranie pędów wymagało obecności wysokiego taty, następnym razem zabieramy małą drabinkę. Pamiętajmy także by po powrocie dobrze się poprzyglądać mężowi i dziecku, bo razem z nami wróciły cztery kleszcze- dwa na tatusiu i dwa na naszym synku. Na szczęście nie zdążyły się wgryźć.

Składniki na syrop z pędów sosny:

ok. 3  garście młodych przyrostów sosny (do 12cm)
ok. 2 litry wody
800g – 1kg cukru

Przygotowanie:

1. Po powrocie do domu, 3 garści pędów opłukaliśmy w wodzie, a następnie przełożyliśmy je do dużego garnka. Kolejnym krokiem jest zalanie ich ok. 2l wody i poddanie obróbce cieplnej czyli gotowaniu przez około 2 godziny.

2. W tym czasie można przygotować sobie słoiki, ale nie za dużo, bo z jednej porcji wyjdzie nam ok. 1,5l syropu. Po dwóch godzinach należy przecedzić wywar na drobnym sitku, lub gazie. Przyznam, że początkowo kolor wywaru odstraszył mnie, ale przecież to połowa roboty. Następnym etapem jest już właściwy krok, którego nie wolno przerywać. Do naszego wywaru dodajemy cukier – ok. 800g, ale dla uwielbiających słodszych można i nawet 1kg. Całość gotujemy na niewielkim ogniu przez ok. 2-3 godziny. Mieszać należy często, do momentu, aż zgęstnieje i nabierze pięknego bursztynowego koloru.

3. W dalszej kolejności  przelewamy go do wyparzonych wcześniej słoików, zakręcamy, odstawiamy do góry dnem. Podobno można go przechowywać w ciemnym pomieszczeniu nawet 8 lat – moje nigdy nie dotrwały kolejnej wiosny.

 

sosna

pędy sosny1

pędy sosny2

pędy sosny4

pędy sosny3

Zdjęcia: Rachela
Źródło zdjęcia: Pixabay

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. W moim ogrodzie rosną sosny, taka odmiana niska, więc nie trzeba drabiny alni wysokiego męża. Może zrywać nawet dziecko. Jak dotąd nie miałam pojęcia, co zrobić z tymi przyrostami, a je obrywałam, żeby uformować roślinę. Zerwane wkładałam do miseczki i stawiałam w domu, jako zapach.
    W tym roku spróbuję z syropem – dzięki za pomysł.

  2. Żaklina Kańczucka

    W tym roku choroba nie pozwoliła mi na wycieczki po lesie, a mam takie miejsce gdzie z powodzeniem mogę nazbierać pędy. Na przyszły sezon z pewnością spróbuję.

  3. W maju warto zrobić syropek z sosny mleczu brzozy i pokrzyw

  4. Nam takie syropki robi mama męża, ale rzadko kiedy się ostaną tak długo – świetny specyfik :)

  5. Polecam syrop z sosny. Tylko ja nic nie gotuje tylko zasypuje obficie cukrem pędy w słoiach i stoją na słońcu nawet kilka miesięcy a po zlaniu syropu zalewam te pędy alkoholem i jest świetna nalewka z sosny: )

  6. Witam, mam pytanko, czy mozna jeszcze z obecnych pedow sosny zrobic taki syrop, czy jest juz za pozno? Pozdrawiam, M.

    1. Raczej nie. Najlepszy okres to przełom kwietnia i maja. Gotowe syropy z pędów sosny są także dostępne w niektórych aptekach lub sklepach że zdrową żywnością.
      Pozdrawiam

  7. Jak myślisz za ile mozna się wybrać na pędy?
    Bo Moja potrzeba sloikowania jest wielka :-)

    1. U mnie dopiero ok. 3 cm, więc jeszcze poczekam, niech podrosną :)

    2. Jest jeszcze za,zimno. W zeszłym roku o tej porze pędy sosny już byly poprzerastane. Ja zrobiłam dwa słoiki, ale zasypalam tylko cukrem i po dwóch tygodniach w ciepłym miejscu zlalam malutki słoik soku. Trzymałam w lodówce ale niestety sfermentowal. W tym roku zrobie z twojego przepisu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Biedni nie powinni mieć dzieci


Przecieracie oczy ze zdumienia? To nie jest próba zaszokowania Was jako rodziców i czytelników, to faktyczna wypowiedź, na którą natknęłam się w sieci w jakimś komentarzu. Nie jednym zresztą, gdzie aż bije po oczach niechęć, czy nawet pogarda dla ludzi ubogich.

Często anonimowi użytkownicy internetu czują się bardzo swobodnie i bez zażenowania potrafią dodać komentarz, że skoro kogoś nie stać, to po co sobie tyle dzieci narobił? Aż mi się nóż w kieszeni otwiera gdy czytam takie zjadliwe wypowiedzi względem rodzin często wielodzietnych, którzy nie radzą sobie specjalnie dobrze w życiu. Ale to nie powód, aby im odmawiać prawa do posiadania dzieci.

Ja sama nie jestem zamożna, do “szlachty” mi daleko, ale żyję spokojnie, nie martwię się co będzie jutro, czym nakarmię maluchy. Czasem natomiast mijam na ulicy matkę z dzieckiem, gdzie w pierwszym wrażeniu po oczach bije skromny ubiór, czy wysłużony wózek w jakim maluch jest wożony. Dopiero na drugim planie widać miłość w oczach matki do dziecka. Miłość nie przełożoną na złotówki, euro czy franki szwajcarskie. Niestety łatwiej jest ocenić po wyglądzie i na wyrost stwierdzić, że dziecko ma przegrane z takim rodzicem, niż dostrzec to co powinno być widoczne od razu – biedny nie oznacza gorszy.

Może matki nie stać na zabawki, może ledwie wiąże koniec z końcem, ale dziecko kocha tak samo, a może czasem nawet mocniej jak matka “ze szlachty”. Może jest tak, że matka nie kupi dziecku nowej przytulanki, a ciuchy maluch dostanie w spadku po rodzeństwie, ale da dziecku bezkresną miłość i mnóstwo czasu. A w innym domu zamiast bliskości rodzica, dziecko czuje jedynie moc pieniądza w postaci wypasionej zabawki. Coś w rodzaju rekompensaty za brak czasu i chęci do zajmowania się dzieckiem.

Należałoby jeszcze przestać w pierwszym odruchu oceniać – biedni rodzice, to źli rodzice, patologia – wstrzymać się od pochopnych wniosków, bo nie każdy jest sam sobie winien sytuacji w jakiej go życie postawiło. Pogarda i niesprawiedliwy osąd bolą najmocniej.

To smutne, że tyle rodzin żyje na granicy ubóstwa, głowiąc się dzień w dzień, co do garnka włożyć i w co odziać dzieci. Smutne jest również, że bogaci od zawsze patrzą z góry na biednych i to się raczej nie zmieni. Dzieci najwięcej tracą na takim stanie rzeczy.  I nie chodzi tylko o brak super wózka czy dostępu do płatnych szczepionek. Mają trudniej na starcie, z powodu braku pieniędzy w domu rodzinnym, ale nie są głupsze, gorsze, brzydsze. Są biedniejsze, ale tak samo przez rodziców kochane.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Marta Sworowska

    Amen!!!!!!!!

  2. Ja bym dodała nawet, że często się zdarza, że dzieci wychowywane w biedniejszej rodzinie, mają więcej miłości niż te wychowywane w luksusach..Potem dzieci z uboższych rodzin bardziej umieją poszanować wartość pieniądza i życie.

  3. Magdalena Marczuk Romanowska

    Często dzieci z tych uboższych rodzin są po prostu lepszymi ludźmi, niż te zadufane w sobie “bogate”!! A miłość tych biedniejszych rodziców więcej warta niż wszystkie pieniądze “szlachty” !!

  4. i nasze kochane “państwo”
    … lepiej biednej rodzinie dzieci zabrać i zostawić je w rodzinie zastępczej, której się płaci na każde dziecko…!!! czy nie lepiej pomóc tej biednej rodzinie w której dzieci otrzymają dużo miłości ???!!!

    1. Pewnie że lepiej, ale ten nasz system jest tak kulawy, że to aż boli.

  5. A ja się troszkę nie zgodzę. Mnie się nóż w kieszeni otwiera, kiedy włączam TV i widzę rodzinę płacząca, że bieda, że nędza, że nie ma co jeść, że dzieci brudne, nagie i głodne, ale tych dzieci… 7 albo i więcej…
    Sama mam ciężko, na co dzień starcza, ale na luksusy mnie nie stać, dlatego bardzo długo myślałam i analizowałam, czy mogę pozwolić sobie na drugie dziecko, bo nie sztuka narobić, sztuka wychować, a wychować bez pieniędzy niestety się nie da – wózek, ciuszki, akcesoria można mieć z odzysku, ale edukacja kosztuje…
    Dlatego nie mam litości dla tych, co się mnożą na potęgę i liczą na to, że kogoś złapie za serce ich łzawa historia i kasa spadnie z nieba, bo nie wierzę, że można żyć w skrajnej nędzy i z miłości rodzić dzieci tylko po to, żeby skazywać je na życie w takich warunkach… Miłością dziecka nie nakarmisz…

  6. Wychowałam się w rodzinie wielodzietnej. Tata utrzymywal całą rodzine sam. Często w domu brakowało doslownie wszystkiego. Wszystkiego oprocz ciepła, miłości i zrozumienia. Ja i moja czwórka rodzeństwa wyrosła na dobrych i umiejacych sobie radzić ludzi. Mój mąż wraz z siostrą dorastali w zamożnej rodzinie. Siostra zepsuta do szpiku kości. Niby wykształcona, a widzi tylko czubek własnego nosa. Mąż dobry człowiek, ale obsesja pieniedzy mu pozostała. Ich mama zawsze mówi, ze wie, ze zle ich wychowała. Różnica ogromna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku