Matka też człowiek

Matka też człowiek


Mirella

7 sierpnia 2015

Każdy człowiek ma takie dni, kiedy kompletnie nic mu nie idzie i najchętniej wyekspediowałby całą rodzinę na świeżo obfotografowanego Plutona. Jak człowiek to i matka, prawda? W końcu matka też człowiek.

Spadek formy nie ominął i mnie. Nie wiem czy bardziej dały mi się we znaki upały, które generalnie bardzo lubię, czy comiesięczna wizyta „cioci z Ameryki” czy może obie te rzeczy naraz. Faktem jest, że najbardziej na świecie potrzebowałam samotności. Znacie takie pojęcie jak samotność przy dziecku? No właśnie, ja też nie.

Moje dziecko niby przyjęło do wiadomości, że ma być grzeczne bo mamusia musi pracować. Sęk w tym, że mamusia nie dała rady w najgorszy upał zmusić mózgu do pracy i robiła wszystko inne, żeby tylko siebie samą oszukać, że dnia nie marnuje. Tak więc dziecko snuło się za mną jak cień z nudów zadając pytania typu:

– Mamooo, a po co się segreguje śmieci?

Gdybym nie wiedziała, że świetnie zna odpowiedź na to pytanie to może bym i wysiliła szare komórki i palnęła jakąś mowę dydaktyczną o ochronie środowiska. Ale ponieważ wiedziałam, że ona pyta żeby pytać a nie poznać odpowiedź, poprosiłam łaskawie, żeby nie pytała o rzeczy oczywiste. Dowiedziałam się, że się nudzi bo nie ma dziecka sąsiadów i nie ma się z kim bawić. Zaproponowałam, że naleję jej wody do basenu. Nie chciała. Nie to nie, nie będę zmuszać.

Zajęłam się zmienianiem pościeli, co wymaga wysiłku fizycznego. Ciężko mi było go z siebie wykrzesać, ale jakoś szło. Mniej więcej tysiąc razy poprosiłam Duśkę, żeby nie stała obok mnie, bo ją przez przypadek uderzę. Drugi tysiąc razy usiłowałam ją przekonać, żeby się do mnie nie kleiła bo jest gorąco i ciężko to wytrzymać. Akurat dziś sobie znalazła dzień na przytulanie, pfff.

Siadłam do czegoś w rodzaju obiadu, jak zwykle z książką. Zasada jest prosta, jak czytam i jem to mi się nie przeszkadza. Dziś zasada nie działała, tysiąc spraw nie cierpiących zwłoki trafiło akurat w moje dziesięć minut posiłku. Bo najpotrzebniejsza zabawka jest na najwyższej półce, bo światełko zginęło, bo dlaczego tatuś nie wymienił baterii, bo kto jest na tym zdjęciu? I wcale nie będzie jadła tych kotletów co już są gotowe tylko chce omleta.

Znalazło się dziecko sąsiadów, ufff. Znaczy myślałam, że ufff i że mam chwilę dla siebie. Taaa, myślenie mi dziś nie idzie, oj nie idzie. Ile czasu myje się głowę stojąc nad wanną? Bez nakładania odżywki jakieś pięć minut, prawda? W ciągu tych pięciu minut OBIE miały do mnie kolejnych tysiąc spraw. Bo soczek się nie daje odkręcić, a w domu jest OSA. Właściwie jak w domu jest osa to chyba dobrze, że soczek nie daje się odkręcić?

Usiadłam z depilatorem na dworze, czasem trzeba zadbać o siebie, prawda? Niestety dziś i depilator był przeciwko mnie. Nie dał rady swobodnie jeździć po spoconym ciele. Za to dzieci znowu miały jakiś problem. Szukały muchy bo im zginęła… Zginęła to zginęła, muszą jej szukać akurat tu gdzie ja siedzę?!

Przez cały dzień marzyłam o dziesięciu minutach świętego spokoju. Taki dzień, że bardzo tego potrzebowałam. Niestety – marzenie ściętej głowy.

Na samym końcu usłyszałam:

– Mamooo, a ona nie chce mi pomóc sprzątać!

Siedzę na huśtawce na podwórku, boję się wejść do domu.

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Skąd ja to znam:P Ech,matka też człowiek, tylko czemu ten upał nie dla ludzi:(

  2. Taaa.. „Mamo ona nie chce pomóc sprzątać” zawsze oznacza kłopoty i totalny kataklizm. Ja bym się nie spieszyła z tym wchodzeniem do domu..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Masz samochód? Oto 8 wskazówek na bezpieczną jazdę samochodem

Masz samochód? Oto 8 wskazówek na bezpieczną jazdę samochodem


Agnieszka Jelinek

6 sierpnia 2015

Dwa groźne wypadki na A2, śmigłowiec w akcji. Ranni, wśród nich dziecko. W wypadku zginęła dwójka dzieci. Pijany kierowca potrącił rowerzystkę… To tylko niektóre fragmenty nagłówków gazet z ostatnich dni, a i tak mrożą krew w żyłach przyprawiając nas o gęsią skórkę. Co możemy zrobić by jazda samochodem była bezpieczna z Naszej strony?

  1. Piłeś, nie jedź. W okresie wakacji wielu z nas puszczają hamulce ograniczeń i czasem pozwalamy sobie na więcej, np na łyk zimnego piwa w upalne dni. Potem siadamy za kółkiem. Niby niewinny łyk piwa, a może kogoś zranić, a nawet zabić. Dlatego jeśli pijesz nie jedź, i nie jedź też z kierowcą, który pił. Nawet jeśli to będzie łyk piwa 0,5%. To tyczy się także rowerzystów i rolkarzy – choć ci podobno traktowani są jako piesi, dla mnie nie zwalnia ich to z odpowiedzialności.
  2. Zawsze mniej pod ręką butelkę z wodą. W upalne dni tracimy ją szybciej z naszego organizmu. Mała, niepozorna butelka pełna tego eliksiru życia może cię uratować, gdy będziesz stała w korku – bo przed tobą zdażył się wypadek. Pamiętaj o tym by zawsze mieć ją pod ręką.
  3. Nie rozmawiaj przez telefon, nie pisz sms-ów. Nieważne, czy prowadzisz samochód, rower, czy idziesz pieszo przez przejście dla pieszych, nie czytaj i nie odpisuj na sms, nawet ten najkrótszy. Wystarczy chwila, moment, której nic i nikt już nie cofnie.
  4. Zwolnij, zwłaszcza w terenie zabudowanym. Każdemu z nas się śpieszy, to zawieźć dzieci do szkoły, czy na wakacje, bo będziemy szybciej na miejscu, albo szybko kogoś wyminąć by ominąć zator na drodze.Zastanów się, czy naprawdę warto. Razem z rodziną podróżujemy teraz po Polsce i nie raz widzę głupotę kierowców, bo to czy wyprzedzę dwa, trzy auta robi aż taką różnicę, by narażać życie swojej rodziny i innych uczestników drogi?
  5. Zapinaj pasy sobie i dziecku, nawet jeśli jedziesz  tylko do pobliskiego sklepu.
  6. Czujesz się zmęczona, śpiąca, zatrzymaj samochód na poboczu. Napij się wody, przeciągnij. Jeśli jest możliwość niech ktoś cię zmieni.
  7. Nie ufaj innym kierowcom, bądź czujna cały czas.
  8. Pamiętaj o przeglądach technicznych samochodu, a także sprawdzaj płyn hamulcowy, czy stan wody w chłodnicy. Jeśli nie wiesz, gdzie są w twoim aucie to panowie chętnie ci pomogą by podreperować swoje ego.

Twoje życie i życie Twoich dzieci jest cenniejsze niż 5 minut szybciej na miejscu, czy sms do koleżanki.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. częste przerwy, co godzinę albo co 100 km.. zależy jaką kto ma wytrzymałość. W tym czasie można wejść np. do budynku stacji i schłodzić się… albo przedramiona zimną wodą w wc, przemyć twarz

  2. Cos wskazuje na cos, ale wskazowki sa do czegos

  3. Milena kamińska

    Oprócz pisania smsow nie maluj paznokci nie rób makijażu. Spraw by dziecko miało zajęcie i się nie nudziło by podczas podróży nie odwracalo twojej uwagi. Przypomnij sobie pierwsza pomoc. Nie sluchaj głośno muzyki by słyszeć co dzieje się na drodze

  4. Wcześniak i co dalej

    Mnie śmieszą komentarze typu: oj to tylko kawałek, albo ja jestem świetnym kierowcą to nie muszę przestrzegać prawa i mogę sobie zapier*****. Albo mój „ulubiony”: ja nie zamierzam mieć wypadku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Błyskawiczne ciasto z jabłkami i cynamonem

Błyskawiczne ciasto z jabłkami i cynamonem


Basia Heppa-Chudy

4 sierpnia 2015

Błyszczące, pachnące, soczyste… jabłka są dostępne przez okrągły rok, ale właśnie teraz jest czas, że możemy korzystać z ich dobrodziejstw prosto z drzewa. I tak będzie do późnej jesieni. Dlatego najwyższy czas by podzielić się z Wami moim sprawdzonym – jak zwykle bardzo prostym – przepisem na ciasto z jabłkami i cynamonem. Idealnym, kiedy nie mamy czasu a chcemy przekąsić coś słodkiego. Jeśli i Wy jesteście stęsknione za niepowtarzalnym jabłkowym aromatem, to gorąco zachęcam do pieczenia!

Składniki:

ok 6 -8 jabłek
3 jajka
1 szklanka cukru
2 szklanki mąki
3/4 szklanki oleju
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1 łyżka cynamonu

Przygotowanie:

  1.       Jabłka obieram ze skórki, usuwam gniazda nasiennie i kroję nieregularnie.
  2.       W większej misce miksuję całe jajka na puszystą masę.
  3.       Dalej miksując dodaję niewielkimi porcjami cukier.
  4.       Wsypuję mąkę z proszkiem do pieczenia, sodą i cynamonem.
  5.       Wlewam olej i wszystko dokładnie miksuję.
  6.       Na koniec dodaję jabłka – mieszam całość łyżką.
  7.       Przekładam do formy.
  8.       Piekę w temperaturze 180 stopni, ok. 40 minut.

Ciasto to robiłam z przeróżnych gatunków jabłek i z wszystkich wychodziło dobre. Można też zrobić wersję wzbogaconą, czyli uzupełnioną o szklankę drobno pokrojonych orzechów.

Nadaje się świetnie na drugie śniadanie lub do popołudniowej kawy. Ma jednak pewną wadę – szybko znika z talerza.

DSC_1098

DSC_1100

DSC_1103Zdjęcia: Basia

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Nie próbowałam ale naszła mi ochota na blok

  2. To ciasto bardzo czesto robi moja mama. Genialne w swojej prostocie i niesamowicie smaczne :-)

  3. Wygląda apetycznie. Chyba jutro zrobimy. :)

  4. Na jak dużą formę są te proporcje? Na keksówke? Wygląda smakowicie :)

  5. prosty a jaki smaczny! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Afera szczepionkowa

Afera szczepionkowa


Mirella

31 lipca 2015

Nie jestem matką przesadnie histeryczną. Może dlatego, że wychowałam się w PRL-u gdzie normą były zabawy na ulicy, nie istniała smycz w postaci telefonu komórkowego a rozbite kolano zasypywało się piachem i grało w piłkę dalej. Nikt z tego powodu nie umarł. No tak, ale my byliśmy szczepieni na tężec…

Wydawać by się mogło, że teraz jest lepiej. Nie ma pustych półek w sklepach, szpitale przestały straszyć, stały się przyjazne, wizyta u lekarza nie oznacza dla dziecka traumy na najbliższe dwa miesiące i żaden lekarz nie zapisuje zastrzyków jeśli nie jest to absolutną koniecznością. No i mamy szeroki dostęp do różnego rodzaju szczepionek. Zaraz, naprawdę mamy?

Duśka skończyła pięć lat w maju ubiegłego roku i powinna być zaszczepiona dawką przypominającą na błonicę, tężec i krztusiec. Błonica jakby ktoś nie wiedział to inna nazwa dyfterytu. Zabrzmiało groźnie? I słusznie, bo to bardzo groźna choroba prowadząca do uduszenia. Mało tego, mimo prawidłowego leczenia średnio co piąty pacjent umiera.

Tężec to fachowa nazwa potocznego zakażenia. Brzmi niewinnie? Niesłusznie, bo na zakażenie umiera jeszcze więcej pacjentów niż na błonicę. Mowa oczywiście o pacjentach leczonych, nieleczeni padają jak muchy.

Krztusiec czyli innymi słowy koklusz nie zbiera aż tak śmiertelnego żniwa (chociaż w przypadku zachorowań u niemowląt choroba może prowadzić do śmierci) za to jest bardzo nieprzyjemny, polega bowiem na gwałtownych atakach kaszlu, może ich być nawet kilkanaście w ciągu godziny. Jeśli wydaje Wam się, że to nic takiego to spróbujcie kasłać bez przerwy przez dwie godziny. Kilka minut przerwy i powtórka z rozrywki. I nie dzień, czy dwa tylko kilka tygodni.

No więc Duśka powinna być zaszczepiona, ale szczepionek w przychodni nie było. Nie ma to nie ma, jak mówiłam nie jestem matką przesadnie histeryczną, poczekamy. Miały być we wrześniu. Nie wiem czy były, bo we wrześniu moje dziecko poszło do przedszkola i już po dwóch tygodniach złapało pierwszą chorobę. A potem to już do wiosny leciał schemat: dwa tygodnie w przedszkolu – dwa tygodnie w domu. Ja wiem, że przeziębienie, zapalenie zatok, oskrzeli czy gardła, to nie są choroby śmiertelne, ale dziecka w takim stanie się nie szczepi, więc nawet się o te szczepionki nie dowiadywałam. Ponoć były w lutym, nawet dzwonili do mnie z przychodni. Traf chciał, że w lutym Duśka oczywiście miała infekcję górnych dróg oddechowych jak to się ładnie mówi, a do tego uporczywy kaszel. Prześwietlenie wykazało bezobjawowe zapalenie płuc. Tylko szalony lekarz wydałby zgodę na szczepienie a nasza rodzinna pani doktor z pewnością szaleńcem nie jest.

Wiosna rozgościła się na dobre,chorowanie się skończyło, może by tak dziecko zaszczepić? Nie ma szczepionek, trzeba się dowiadywać. Wczoraj byłyśmy na bilansie sześciolatka. Dziecko mam zdrowe ale niezaszczepione, komunikat w systemie komputerowym wali po oczach nawet z daleka. Wygląda prawie jak alarm przeciwpożarowy. Tylko co z tego jak szczepionek nadal nie ma? Zapytałam o płatne, owszem są, ale jakby gorsze. Te bezpłatne mają być we wrześniu. Z tym, że nie do końca wiadomo, czy Duśkę można takimi szczepić bo już ukończyła sześć lat, a te szczepionki są dla dzieci do szóstego roku życia. Mało tego, dawkę przypominającą szczepionki na krztusiec można podać dziecku tylko do siódmych urodzin, taką informację wygrzebałam w internecie. Niby do maja dużo czasu, no ale czy na pewno? Czas tak szybko biegnie…

Istnieje ponoć jakiś kalendarz szczepień obowiązkowych, którego rodzice muszą się ściśle trzymać a jak się nie trzymają to muszą mieć powód. W skrajnych przypadkach muszą się liczyć z przykrymi konsekwencjami. Nie chcę tu rozważać czy wprowadzenie obowiązkowych szczepień jest słuszne, czy decyzja powinna należeć do rodziców. Ale chciałabym nieśmiało zauważyć, że skoro już ktoś ten kalendarz wprowadził i ściga nieszczęsnych rodziców (przypomniałam sobie właśnie, że raz dostałam pismo z przychodni że mam niezaszczepione dziecko, jakbym sama nie wiedziała) to może wypadałoby umożliwić wykonywanie tego obowiązku? Tymczasem rozporządzenie sobie a życie sobie.

Jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze. Czyżby produkowanie bezpłatnej szczepionki przestało być opłacalne? Czy może nastąpiła jakaś zmowa koncernów farmaceutycznych i teraz każdy rodzic, który chce mieć zaszczepione dziecko musi wyłożyć kasę?

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. My też czekamy, mają się w sierpniu odezwać…

    1. ja czekam do września i mam się dowiedzieć…

  2. Kacperek ma pięć i parę miesięcy , też czekamy. Mają dzwonić…

  3. zapłaciłam i dziecko zaszczepione :) z tego co mówiła to we wrześniu marne szanse na szczepionki

  4. Do nas z przychodni dzwonili, że zostały im 3 sztuki, a Jula powinna dostać w styczniu. teraz też się nie załapie bo jedna genialna mamuśka poszła z dzieckiem ze świeżą ospą do cukierni, towarzyszyło im niemowlę co do którego nie ma pewności czy nie zaraża. Kolejna partia szczepionek powinna być pod koniec roku ( w sezonie chorób). Pominę fakt, że gdy 3 tyg temu wybraliśmy się do zoo, tam również mieliśmy wątpliwą przyjemność sąsiadować z dziewczynką z ospą. Kilka tyg wcześniej ich kuzynka miała szkarlatynę a dziewczynki spędziły ze sobą cały dzień, po czym kuzynka zachorowała. Wcześniej był sezon chorowań, przy trójce dzieci jest niemal na okrągło. Zostają tylko Zdrowaśki by dzieci żadnego paskudztwa nie złapały. Najmłodsza córa mając prawie półtora roku dostała szczepienie przewidziane w kalendarzu na 5mcy. Teraz kombinujemy jak zaszczepić ją przeciw pneumo, jest ważniejsza dla niej niż ta na odrę, świnkę i różyczkę. Oby się udało zdążyć przed sezonem chorobowym bo ma astmę infekcyjną. Generalnie gratuluję braku życia bez wyobraźni mamusiom ci gającym swe dzieci z ospą po publicznych miejscach.

    1. Trzymam mocno kciuki, niestety niektóre mamy nie myślą o innych dzieciach poza własnymi

    2. Oby tylko sanepid nie zwlekal

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Top W Roli Mamy na Facebooku