Dom 29 maja 2018

Miejsce, które wycisza i koi zmysły

Właśnie wróciłam z wieczornej przechadzki wokół domu i pomyślałam, że koniecznie muszę się z Wami podzielić swoją radością. Dziś opowiem Wam o miejscu, które wywołuje we mnie same pozytywne emocje – o ogrodzie.

Ogródek – duży czy mały, przydomowy czy działkowy, zaaranżowany czy dziki – KAŻDY może w cudowny sposób poprawić nasze samopoczucie oraz sprawić, że będziemy czuć się szczęśliwsi. Kontakt z przyrodą daje siłę i energię, korzystnie wpływa na zdrowie i odporność. Dla mnie jest miejscem, gdzie mojej duszy udaje się wreszcie dogonić zabiegane ciało.

Ogród jest też doskonałą przestrzenią dla dzieci. Uczy je wrażliwości i uważności w poznawaniu przyrody i otaczającego świata. I to wielozmysłowo – zaangażowany jest przecież wzrok, dotyk, słuch i węch. Tutaj natura działa na wszystkie zmysły – przyglądanie się kwiatom, dotykanie stopami trawy, wąchanie przeróżnych zapachów, słuchanie śpiewu ptaków, bzyczenia owadów… Zapomniałabym o smaku – a przecież zjadanie owoców prosto z krzaczka, to dopiero fascynujące przeżycie. To w ogrodzie w naturalny sposób można obserwować zmieniające się pory roku. Tutaj dziecko może uczyć się konsekwencji swoich działań lub ich braku (niepodlana roślina więdnie) oraz cierpliwości w oczekiwaniu na rezultaty.

Mam to szczęście, że posiadam ogródek wokół w domu. To w nim najefektywniej pozbywam się zmęczenia, nawet jeśli pracuję fizycznie. Lubię pielęgnować, przycinać, przesadzać, kosić, a nawet plewić chwasty. To daje mi mnóstwo satysfakcji, bo dobrze jest widzieć konkretne efekty swojej pracy. Czasem bezpośrednie, jak skoszenie trawnika, a czasami oddalone w czasie, gdy zasiana roślina wreszcie zakwita. Uwielbiam też ogrodowy chillout – wylegiwanie się na leżaku, spacery, słuchanie ogrodowych dźwięków, grillowanie i podwórkowe zabawy z rodziną. Kocham relaks w czasie długich letnich wieczorów, gdy rozpalamy ognisko i czekamy na spadające perseidy. Mocno wierzę w to, że rodziny spędzające czas blisko natury, są szczęśliwsze.

Będąc mamą, zależy mi, by moje dziecko spędzało w ogrodzie wiele czasu, nie tylko na zabawie. Opowiadam mu o tym, co u nas rośnie, co rozkwitło, dojrzało, dzięki temu stale poszerza zasób swojego słownictwa. Zachęcam do pomocy przy ogrodowych pracach, np. grabieniu liści. Zwracam jego uwagę na wszystko, co dla mnie samej jest niezwykłe – zapach ziemi po deszczu, kąpiącego się ptaka w oczku. Obecnie wiele dzieci cieszy się z rzeczy materialnych, a nie potrafi zauważyć tego, co dzieje się wokół nich. A w ogrodzie dzieje się bardzo dużo. Zależy mi, by mój syn nie stał się człowiekiem oddalonym od przyrody, którego nudzi i męczy przebywanie na jej łonie. Będę się cieszyć, jeśli w przyszłości będzie umiał dostrzegać subtelne piękno i będzie wrażliwym na otaczającą go naturę.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Dom 28 maja 2018

7 zastosowań wódki innych niż dobra zabawa :)

Wódka kojarzy się z weselami, imieninami u ciotki lub studenckimi imprezami. Ewentualnie z piciem do lustra. Jakiś czas po jej spożyciu zabawa jest przednia, ale im więcej wódki, tym bardziej bolesne konsekwencje w dniu następnym. Ale kacem nikogo straszyć nie zamierzam, za to chcę pomówić jak, niekoniecznie celem konsumpcji, można ten ognisty trunek wykorzystać do kilku czynności na rzecz domu.

  1. Sposób na brzydkie zapachy

Przelej wódkę do spryskiwacza i spryskuj tam, gdzie brzydko pachnie, na przykład: środek butów. Alkohol niszczy bakterie, które powodują powstawanie brzydkich zapachów. A że szybko wyparowuje, to nie zostawia po sobie śladów i aromatu. Jeżeli sama wódka Cię nie satysfakcjonuje, przelej do niej kilka kropel zapachowego olejku. Możesz też śmiało spryskać większą przestrzeń, aby pozbyć się bakterii i przykrego zapachu.

  1. Czyszczenie szyb

Zmieszaj wódkę w równych proporcjach z wodą. Spryskaj tym szybę i wypucuj ściereczką z mikrofibry. Jeśli sięgniesz po gazetę, nie zostawisz żadnych irytujących smug. Na kryształy i szkło użytkowe też działa!

  1. Odplamianie

Wódka nadaje się do usuwania opornych zabrudzeń, takich jak: ślady po trawie, szmince lub po winie. Namocz poplamione tkaniny wódką (jeśli materiał jest delikatny, spróbuj na niewidocznym fragmencie), a później normalnie je wyczyścić.

  1. Usuwanie pleśni

W łazience bardzo lubi pojawiać się czarna pleśń. Ciężko się jej pozbyć, bo ów grzyb uparcie wraca. Warto sięgnąć po wódkę i namoczyć nią brudne miejsca, a po 15 minutach wyszorować starą szczoteczką do zębów. Alkohol ułatwi usuwanie brudu i niszczy grzyby.

  1. Zmywanie resztek kleju

Aby pozbyć się np. kleju po naklejkach z mebli lub drzwi, czy po etykiecie na słoiku, wystarczy nasączyć wódką newralgiczne miejsce i wyczyścić powierzchnię gąbką namoczoną w ciepłej wodzie.

  1. Ratunek dla kwiatów ciętych

Jeśli do wazonu z wodą wlejesz pół łyżeczki wódki i dodasz łyżeczkę cukru, przedłużysz życie ciętym kwiatom. Cukier posłuży jako odżywka, alkohol spowolni rozwój szkodliwych dla roślin bakterii.

  1. Wódka na owady

Wódka może być dobrym sposobem na odstraszenie latających owadów, szczególnie komarów. Możesz dodać do wódki kilka kropel olejku lawendowego, rozpylić specyfik przy oknie, aby stworzyć barierę dla owadów.

P.S. Niestety nie wiem, czy wypicie wódki zniechęca komary przed atakami, ale jeśli Wy macie na to ochotę, spróbujcie i dajcie znać o efektach :)

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
W szkole 25 maja 2018

Nie uważam, żeby dziecku potrzebny był telefon. Mimo to moja córka go dostanie

– Mamusiu, w czwartej klasie to już będzie obciach, tylko ja nie będę miała telefonu!
– Jak to tylko ty?
– No może jeszcze ze dwie osoby, ale tak to już wszyscy mają, nawet Zuzia.

No faktycznie, jak nawet Zuzia ma, to koniec świata! Niemniej jednak w przypadku dziewięciolatki, która lada moment idzie do czwartej klasy, rzecz trzeba było potraktować poważnie. Na propozycję wzięcia mojego starego telefonu prawie się obraziła.

– No weź, tam nawet internetu nie ma, tam nic nie ma!

Faktycznie. Tamten stary telefon nadaje się tylko do dzwonienia i wysyłania SMS-ów. Nawet z MMS-ami jest problem, bo nic nie widać. Niemniej jednak służył mi ładnych parę lat i do dziś trzyma baterię dłużej niż mój smartfon.

– A co ty byś chciała mieć w telefonie?

– No te wszystkie aplikacje co mam u ciebie, internet, no i żebym mogła dzwonić.

Ale się porobiło! Aplikacje, internet i jeszcze do tego dzwonić! Aplikacji faktycznie w moim telefonie jest za dużo. Duśka poinstalowała tam swoje Super Świeżaki, parę apek do oglądania kosmosu i nie wiem, co jeszcze. Poza tym robi moim albo mojego męża telefonem różne zdjęcia, niekoniecznie warte tego, by nimi pamięć zapychać, ale nie pozwala usuwać. Bo są ważne. Nie rozumiem, no ale skoro są… Szanuję. Mąż też. Tylko jakby śmietnik nam się robi. Do tego permanentnie rozładowuje nam baterie, bo na telefonie wygodniej oglądać YouTube. Przy jedzeniu na przykład. Geny mówię Wam. Mój mąż też lubi coś pooglądać przy jedzeniu. Ja na odmianę wolę czytać.

– Coś jeszcze?

– Tak, musi być różowa guma do niego.

Co ją znowu nagrało z tym różowym?!

Gadanie o telefonie trwa już chyba z pół roku. Z jednej strony nie jestem przekonana do pomysłu, bo niby po co dziecku telefon? Nigdzie sama nie chodzi, właściwie zawsze jest na oku, a jak nie mam z nią bezpośredniego kontaktu, bo jest u koleżanki, to mam z mamą koleżanki. W domu może dzwonić z mojego telefonu (chwała temu, co wymyślił nielimitowane rozmowy), u mnie instaluje swoje aplikacje i ogólnie rządzi się moim telefonem bardziej niż powinna. Z drugiej strony – rządzi się moim telefonem bardziej niż powinna i chociaż to rozumiem, to czasem się irytuję. Z trzeciej strony – odwieczny argument – wszyscy mają, tylko ja nie. Mnie jako osobę dorosłą średnio obchodzą takie drobiazgi, ale dobrze pamiętam, że w szkole przeżywało się nawet to, że wszyscy mają chińskie kredki świecowe i pióro kulkowe.

Po głębokim namyśle, kilkunastu dyskusjach z mężem, przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw łącznie ze stanem naszych finansów, uznaliśmy, że Duśka jednak telefon dostanie. W zasadzie to mogłaby sobie sama kupić, bo mimo moich próśb, jednak dostała trochę kasy na komunię, ale przekonaliśmy ją, żeby tego nie robiła. Pierwszy telefon ma się właściwie po to, żeby się dowiedzieć, co jest z nim nie tak i co tak naprawdę powinien mieć, żeby był idealny. No to niech trenuje. Na telefonie tatusia :P Tatuś dostanie mój, a ja sobie kupię nowy. Bo ja już wiem, że w telefonie musi być akcelerometr, żyroskop i magnetometr. Teraz tylko muszę poczekać na zwrot podatku.

Nadal nie uważam, żeby dzieciom były potrzebne telefony. Z drugiej strony często łapię się na tym, że jak Duśka np. wraca z wycieczki, to mam chęć zadzwonić do niej i zapytać gdzie jest. I z niejakim zdziwieniem stwierdzam, że mogę zadzwonić praktycznie do każdego z wyjątkiem własnego dziecka. Dziwne trochę. Telefon przestał być luksusem, powoli staje się standardem. Świat poszedł naprzód. Duśka przestanie używać mojego telefonu i w sumie z tego też się cieszę, bo zdecydowanie za dużo w nim grzebie. W końcu mi coś na amen zablokuje jak nic. Będzie miała swój numer, będzie mogła swobodnie kontaktować się z koleżankami. Bo chociaż to swego rodzaju absurd, to widzę, że ona sama czuje się nieco odsunięta. Ani zdjęcia komuś wysłać, ani zadzwonić, ani z komunikatora na szybko skorzystać. A koleżanki to robią!

Gdzieś trzeba było znaleźć równowagę między zdrowym rozsądkiem a nieco mimo wszystko absurdalnymi potrzebami dziewięciolatki. Dlatego to ja dostanę nowy telefon, a nie ona. Będzie mniej żal jakby (splunąć i odpukać!) zgubiła. Teraz jeszcze szukam sensownego abonamentu albo oferty na kartę, żeby nas z torbami nie puściła.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close