Moje dzieci to nie kozy, nie jedzą wszystkiego


Naprawdę wiele jestem wstanie zrozumieć, ale dlaczego mimo wielu próśb i tłumaczeń, w kierunku moich dzieci, wyciągane są słodycze? Myślicie, że histeryzuję, bo przecież to tylko lizak w aptece, cukierek w banku, na poczcie, darmowy ekstra wafelek w lodziarni.

Z pozoru niewinny spacer, wyjście na miasto czy plac zabaw, czasem sprawia, że mam już wszystkiego dość. Któregoś dnia po powrocie  z takiego spaceru w kieszonce dziecka, mogłam przebierać w kolorach i smakach.  O co ten krzyk? O słodycze rozdawane naszym dzieciom prawie na każdym kroku. Niby ludzie słuchają, kiedy odmawiam, a jednak jak grochem o ścianę. Przecież ci Państwo chcieli dobrze, chcieli być gościnni więc proszę poczęstuj się, jakie grzeczne dziecko, weź jeszcze jeden….

Potem nie dziwię się, że dziecko nie chce zjeść obiadu, a co dopiero warzyw. Jestem świadoma, że dziecko ma prawo nie mieć w tej chwili apetytu. Problem tylko, że on ma apetyt nie na obiad, a cukier pod postacią żelków, lizaków, itp. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale największym narkotykiem na naszym świecie jest właśnie cukier. Chcąc nie chcąc, jesteśmy od niego mniej lub bardziej uzależnieni. Jest on naprawdę wszędzie.

Mam dla was małe zadanie. Podejdźcie do szafki, lodówki i wybierzcie pierwsze trzy produkty. Sprawdźcie na którym miejscu jest cukier. Ja wzięłam do ręki kupiony w sklepie syrop malinowy. Pierwsza pozycja w składzie – cukier.  Zdziwieni? Naukowcy zalecają unikanie produktów, w których cukier jest w pierwszej trójce. Niestety producenci także to wiedzą i ukrywają cukier pod innymi nazwami, np. syrop glukozowo-fruktozowy, maltodekstryna a takich substancji jest  ponad 30. Nie dajcie się zwieść produktom, które niby “nie zawierają cukru” – np. taki Kubuś dla dziecka (0,3l) zawiera aż 5-6 łyżeczek! Jeśli uważacie, że to mało posłodźcie sobie herbatę w kubku, czy szklance 5 łyżeczkami. Ktoś chętny wypije?

Zobaczcie zresztą na zdjęcie poniżej. Zanim kupicie dziecku colę, lub inny napój przypomnijcie sobie, ile jest w nim cukru i czy aby na pewno chcecie aby wasze dziecko to wypiło. O wiele zdrowiej jest zrobić sok, lub koktajl z owoców w domu. To dopiero zastrzyk energii i witamin.

cukier-w-napojach

Może ktoś nazwie mnie wyrodną matką, która wzbrania dziecku słodyczy, która pozbawia go szczęśliwego dzieciństwa. Nie martwcie się, moje dziecko wie jak smakują mordoklejki, czy żelki, ale potrafi je jeść z umiarem. Od pewnego czasu wprowadziliśmy pewną zasadę – mamy ustaloną jedną porę dnia, kiedy wspólnie jemy coś słodkiego -domowe ciasto, owoce, czy tabliczka czekolady.  Dlatego następnym razem, gdy chcecie dać obcemu, znajomemu dziecku słodycze, zastanówcie się, czy aby nikt nie będzie miał wobec tego sprzeciwu. To na nas rodzicach, ciąży odpowiedzialność by nauczyć nasze dzieci dobrych nawyków.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. mam tak samo, szlag mnie trafia, szczegolnie, ze moje moga slodycze tylko w weekendy, nie zmoge scierpiec tego, a wez tu powiedz nie, jak ktos pod nosem im daje..

    1. Dokładnie! I niestety nie pomagają wyjaśnienia. Ma ktoś na to lekarstwo?

  2. Hehe u nas nie ma problemu , krótko nie , dziękuję .Lub a masz może banana ? Słodycze, także lubią , ale jakoś nie bez przesady …

    1. Słodycze w szafce na najniższym poziomie , chętnych brak ;-)

    2. A u nas leży i leży ….. Ale o szpinak , czy paprykę to bić się będą ?

  3. Ja juz się Poddałam… To walka z wiatrakami…

    1. U nas ostatnio wszystkie słodycze przejmuje mąż ;) może to jest jakaś metoda hehe ;)

  4. U nas słodycze sa dostępne dla Synka odkąd skończył ok.2 lata. Lubi i zje czasem, ale szału nie ma :) Także nie mamy problemu ze słodkościami.

    1. Moje dziecko też nie ma problemu ze słodyczami. Ja jestem wściekła na innych, którzy częstują bez mojej wiedzy moje dzieci cukierkami

    2. Rozumiem. Ja też za tym nie przepadam, ale tłumaczę sobie, że inni nie robia tego ze złej woli, tylko chca byc mili :)

  5. ja denerwuję się obecnością miseczki z cukierkami w poczekalni u dentystki…

    1. Są także w banku, na poczcie, w przychodni … itd.

    2. tak tylko w tych inny “ustawodawczych instytucjach” za chwilę nikt nie będzie mi albo moim dzieciom leczył zębów zepsutych od słodyczy ;)

    3. No przecież trzeba dbać o interes klientów nie może brakować ?

  6. Moja corka je slodycze okazjonalnie i nie tknie bez pozwolenia. Faszerowanie przez rodzine doprowadza mnie do ostatecznosci i ale zawsze walcze ze lepiej kupic owoc.

  7. Hehe a to nie wiecie, ze nikt tak dobrze nie nakarmi i nie wychowa Twojego dziecka jak babcia/ciocia dobra rada

  8. A najlepsze tekst “woooody mu dajesz daj mu coś lepszego do picia” pytam co to znaczy lepsze? Cola? ! Dziecku 1.5 roczne mi.

  9. (nie)Magda(lena)

    Mamy szafke ze słodyczami, ostatnio wrzucałam te z 2014 roku ;)
    Jakoś pomijane jest to miejsce, ale nie żałuję

  10. Syn po czekoladzie dostaje wysypki… Ale mozesz tlumaczyc ze nie dajesz, zdziwione miny i ten bezcenny wyraz twarzy ” ale jak to? Przeciez jest duzy skonczyl rok i nie je batonikow kinder?”

  11. Ja nerwicy się nabawie tym bardziej ze naprawdę moje dzieci uwielbiaja owoce a ciągle mają proponowane słodycze

  12. Nastała nowa moda, wczoraj byłam z dziećmi na zakupach i lizaki dostały w sklepie mięsnym, w aptece oraz w kwiaciarni!! Tydzień wcześniej to samo przy cmentarzu…oszalec idzie!! Z rodziną zagadasz ale w sklepach kiedy panie dają dziecku do ręki..:-(

    1. I wytłumacz dziecku że nie powinno brać słodyczy od obcych.

    2. No właśnie…no i że 3 lizaki to za dużo…:-P

  13. Mi udalo sie wywalczyc tyle ze jak ktos przychodzi do nas w odwiedziny to zamiast czekoladek, gum rozpuszczalnych itp przynosi musy owocowe albo soki. Powiedzialam wprost ze i tak dzieci tego nie zjadaja. Mlodsza ma rok wiec nie dostaje a starsza je okazjonalnie ale nie ma z tym problemu. Lubi slodycze ale wie ze to nic zdrowego i nie upomina sie zbyt czesto.

  14. U nas zakazu na słodycze , ani jedzenia ich za pozwoleniem nie ma , wiadomo , zakazany owoc najlepiej smakuje .. Mój synek po prostu wie , że w pierwszej kolejności jest obiad , przed obiadem nawet nie pyta o najmniejszy kawałek czekolady .. Jak dostanie słodycze z jakiekolwiek okazji (urodziny, święta) to leżą w jego pokoju na biurku , nieraz potrafią tam leżeć tygodniami .. Dlatego jakoś nie wpadam w furię kiedy ktoś kiedyś gdzieś poczęstuje go jednym cukierkiem , w końcu to tylko jeden cukierek , a nie torba słodyczy .. Każdy z nas od czasu do czasu złamie swoje zasady i skubnie coś słodkiego “nadprogramowo” :)

  15. Kazdy sie dziwi i dziwne na nas patrzy kiedy mowimy ze nasza corka wogole nie dostaje slodyczy , to az takie dziwne ?

  16. Też mnie to irytuje. Albo wypuszczam synka na plac zabaw z babcią, mają wrócić przed obiadem, a tu synek wraca dokarmiony chrupkami, żelkami czy owocami – bo przecież inne dzieci coś jedzą na dworze, to czemu moje ma być gorsze? A potem obiadu ruszyć nie chce… :/ A tu drożdżóweczka, a tu coś innego… Bo przekąska być musi, bo głodne dziecko to zaniedbane dziecko…

  17. Bylam dzieckiem i najbardziej pamietam dopieszczanie przez dziadkow. Wszystko można w ramach rozsądku.

  18. Ja uslyszalam na spacerze ze jestem wyrodna matka bo zamiast dac dzieciom czekolady to dalam wafle ryzowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Mało? To może sprawdź kolejny tekst :)

Siostrzana więź – jaka ona jest?


Mam blisko trzydziestoletnie doświadczenie w byciu siostrą. Nie wyobrażam sobie nie być w tej roli, mimo że bywało różnie. Jedna odważna, temperamentna, asertywna i umiejąca postawić na swoim, druga zaś niepewna, nieśmiała, wręcz płaczliwa i bardzo spokojna. Jak tym dwóm charakterom żyło się pod jednym dachem?

Kiedy przyszłyśmy na świat (dla tych którzy nie pamiętają: miałam bliźniaczkę, niestety los dość szybko zadecydował by patrzyła teraz na nas z góry), moja siostra miała niespełna dwa lata. Już wtedy nieco pokrzyżowałyśmy jej plany – dwa małe płaczące bobasy, które odciągały uwagę rodziców. Szybko zorientowałam się, że opłaca się być dzidziusiem. Oczywiście sama tego nie pamiętam, ale krąży kilka zabawnych anegdot z tego okresu. Właściwie tylko one nam zostały. Nie mam pamiątek z okresu wczesnego dzieciństwa, a w albumie jest może dziesięć naszych zdjęć. Bardzo żałuję, że nie udało się odnaleźć klisz na których byłyśmy jeszcze we trzy i teraz mogę polegać jedynie na opowieściach i kilku odbitkach. Trudno, nie da się cofnąć czasu, a gdyby się dało to nie o klisze bym walczyła.

Za to zdecydowanie wyraźniej pamiętam dzień 13 lutego, kiedy na świat przyszedł nasz brat. Obie skakałyśmy z radości trzymając się za ręce. Jeden telefon, który wyrwał nas z kłótni, bo w końcu cóż innego mogły robić we wtorkowe popołudnie dziewięcio i jedenastolatka? Tak, na chwilę udało nam się znaleźć wspólny język. Chwila, jak to chwila – trwała krótko, a mama podejmowała różne próby pojednania. Jednym z pomysłów były wspólne zdjęcia. Efekt – dwie naburmuszone dziewczyny między którymi na huśtawce uśmiechał się niemowlak. Mimo wszystko lubię to zdjęcie :)

Mijały lata na zabawach i kłótniach, aż w końcu pojawił się bunt. Przez pewien okres trochę się oddaliłyśmy – dwa lata to była spora przepaść emocjonalna, a i potrzeby zdawały się być inne. Jedna „dorosła”, ze swoimi tajemnicami, a druga „małolata”, która ze złośliwością korzystała ze wspólnego pokoju, kiedy tamta przyprowadzała swojego chłopaka. Ja, zapatrzona w starszą siostrę nigdy nie przyznawałam się, że mi imponuje, a jej zdanie było ważniejsze od tego co mają do powiedzenia rodzice.

Odkąd mamy własne dzieci, jesteśmy bardziej zżyte – no bo na kogo można liczyć jak nie na siostrę? Kiedy na świat przyszła moja córka nie wyobrażałam sobie, żeby to nie siostra została jej matką chrzestną. Bardzo się cieszę, że ja mogę pełnić taką samą rolę w życiu jej córki. Mimo że dalej nasze charaktery są bardzo różne znajdujemy wspólny język, do tego obie uwielbiamy zdjęcia! Przynajmniej raz w roku robimy wspólne, pamiątkowe sesje zdjęciowe. W domu, na spacerze, w studio… Nie ma nic piękniejszego jak uchwycenie nie tylko naszej więzi, ale przede wszystkim wzajemnej miłości naszych dzieci, a do tego jest to świetny pomysł na spędzenie wolnego czasu. Skąd ta miłość do fotografii? Może nauczone doświadczeniem, z obawy o utratę części wspomnień tak bardzo zależy nam na pełnych albumach? Choć właściwie zdjęcia w naszych domach pojawiają się w różnych formach: w ramkach, na fotoobrazach, magnesach na lodówkę i fotoksiążkach. Te ostatnie to zdecydowanie najpiękniejsze, pełne wzruszeń, szczęścia i niezapomnianych chwil książki jakie mam w domu! Zresztą zobaczcie sami :) Fotoksiążka Printu w twardej, eleganckiej oprawie z mnóstwem zdjęć.

Specjalnie dla Czytelników W Roli Mamy, Printu przygotowało wspaniałą niespodziankę – aż 40% zniżki na wszystkie książki! Odbierzcie swoje kody i stwórzcie własne, wyjątkowe egzemplarze.
40% zniżki od Printu!

Printu

Printu

Printu

Printu

Printu

Printu

Printu

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Marzę o fotoksiążce, a ta naprawdę dobrze się prezentuje.
    Dużo czasu zajmuje jej przygotowanie?

    1. (nie)Magda(lena)

      To świetna okazja – odbierz swoją zniżkę :)

      Ja swoją przygotowywałam ok 2 godziny. Niestety nie przygotowałam sobie wcześniej odpowiedniej ilości zdjęć, dlatego tyle mi to zajęło

  2. Potwierdzam ta książka jest bardzo ładnie wydana.Mam inne foto-ksiązki,ale ta jest najlepsza bo w twardej oprawie…Pozatym zawartość ksiązki jest najpiękniejsza, bo są w niej najcenniejsze moje skarby…dzieci moje i wnuczątka.Cudownaaaa….

  3. Mama-to-wie.pl

    Ja nie daję słodkiego i gonie za częstowanie. O dziwo nie ma protestów ze strony córki. raczej zatroskane spojrzenia cioć i dziadków, którym wydaje sie, że pozbawiam dziecko radości dzieciństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

To co? Jeszcze jeden artykuł?

Zabawy manipulacyjne – kolorowy ryż


Nie od dziś wiadomo, że najlepszymi zabawkami w rękach dziecka są przedmioty, które pozornie nie przypominają typowych pluszowych czy plastikowych zabawiaczy. Niejeden maluch chętniej sięgnie po kolorowe ziarenka ryżu, pojemnik z grochem czy drewnianą łyżkę i garnek niż pluszowego misia. Rodzicom pozostaje uzbroić się w cierpliwość, narzędzia sprzątające a przy wyborze garnków zakupić stopery do uszu i cieszyć się z wyboru dziecka.

Takie zabawy rozwijają kreatywność, pobudzają zmysły i twórczość dziecka. Pozytywnie wpływają także na rozwój motoryki małej (sprawności manualnej), która pełni ważną rolę w rozwoju dziecka.

Dziś chciałabym pokazać Wam jak w prosty sposób możecie ze zwykłego ryżu przygotować wielowymiarową zabawkę sensoryczną. Samo barwienie ryżu będzie ciekawym eksperymentem dla kilkulatka a przecież dzieci lubią takie zabawy. W końcu jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki białe, zwyczajne ziarenka ryżu staną się kolorowe.  

Do wykonania potrzebne będą:

  •         biały ryż
  •         barwniki spożywcze
  •         alkohol
  •         pojemniki najlepiej szklane
  •         sitko
  •         papierowy ręcznik

Przygotowanie kolorowego ryżu

  1.      Barwnik spożywczy rozpuszczamy w wodzie (połowa szklanki). Dodajemy ryż i pozostawiamy na 20 minut.
  2.      Dolewamy kilka kropli alkoholu, najlepiej spirytusu ale inny bezbarwny też się nada, w celu zabezpieczenia przed późniejszym farbowaniem ryżu po wyschnięciu.

kolorowy ryż

 

  1.      Po 20 minutach odcedzamy ziarenka ryżu i wysypujemy każdy kolor oddzielnie na papierowy ręcznik zostawiając go aż do wyschnięcia (najlepiej na całą noc). Do przyśpieszenia procesu schnięcia można także wykorzystać słońce lub lekko rozgrzany piekarnik.

kolorowy ryż

 

Tak powstały kolorowy ryż jest doskonałą zabawką sensoryczną stymulującą wrażliwość zmysłową dziecka jakże ważną w całym procesie poznawczym. Segregowanie wielobarwnych ziarenek ryżu wspomaga naukę kolorów, rozwija sprawność manualną i wykonywanie czynności precyzyjnych. Stanowi swoistą gimnastykę dla małych rączek. Nie mniej ocenione jest ćwiczenie koncentracji i cierpliwości, bo zbieranie drobnych ziarenek jest nie lada wyzwaniem.

Miłej zabawy!

 

kolorowy ryż

Zdjęcia: Sylwia

 

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Moja to by go zjadła ;p haha

  2. Brawo! I mnie to zawsze denerwowało! Albo prawdziwa bezczelność, gdy zabraniałam dawania synkowi czekolady Kinder (która taka “zdrowa”, bo przecież w reklamie mówili, że zawiera w sobie całą szklankę mleka!), a dziadek odciągnął wtedy synka do kuchni i “potajemnie” mu tę czekoladkę wcisnął – tuż po tym, jak powiedziałam, że nie chcę, by młody ją jadł. Paranoja! Albo jak mój synek lubił jeść suchy chleb to że “biedny”, bo “co takie suche jeść będzie”, chociaż bym mu szyneczkę dała albo chociaż masełkiem posmarowała… (Tja, a on właśnie lubił miętolić, to bym potem wszystko utłuszczone masłem miała…) Albo jak wodę mu do picia dawałam, to że to nie zwierzę, żeby samą wodę piło, że przecież nie jesteśmy biedakami, więc mam mu sok dawać, bo przecież nas stać… Ech, bzdurne argumenty, w sposób chory rozumiane dobro dziecka czy jego szczęśliwe dzieciństwo. A potem złe nawyki, które będą prowadziły do niezdrowego trybu życia… Na spacerku ociekająca lukrem drożdżóweczka, a w domu obiadu jeść nie będzie – ale na spacerze żarcie musiało być, bo przecież świeże powietrze wzmaga apetyt, a inne dzieci ciągle coś jedzą na dworze, więc czemu moje ma być gorsze? Szkoda słów :/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

Sprawdź nasz kolejny artykuł

Dieta eliminacyjna czyli czy i jak karmić piersią małego alergika


Myślisz, że skoro karmisz piersią, to Twoje dziecko nie będzie uczuleniowcem? Nie masz racji. Około 1% niemowląt karmionych piersią cierpi na alergie pokarmowe. Czy w takim wypadku można nadal karmić piersią? Oczywiście!

Po tym rozpoznasz, że Twoje dziecko jest alergikiem

Alergie u niemowlaków objawiają się między trzecim tygodniem a trzecim miesiącem życia. Pierwszym objawem, który powinien wzbudzić niepokój u rodziców, jest wysypka na twarzy dziecka oraz w zgięciach łokci i kolan. Bardzo często towarzyszy jej przesuszenie skóry oraz ciemieniucha.

Uwaga: W tym okresie życia każdy niemowlak przechodzi trądzik niemowlęcy. Jeśli więc wysypka ogranicza się tylko do twarzy, a dziecko nie zdradza innych, niepokojących objawów, nie ma powodów do obaw. Należy z nim postępować jak ze zdrowym dzieckiem.

Wysypka to nie jedyny objaw alergii pokarmowej. Często towarzyszą jej wymioty, ulewanie, biegunki, krew w stolcu, kolki, a także niespokojny sen. U około 30% małych alergików pokarmowych reakcją alergiczną jest katar sienny.

Rodzice na ogół chcą jasnych i szybkich diagnoz i kuracji. Tymczasem zdiagnozowanie alergii nie jest sprawą prostą, wymaga czasu i wnikliwej obserwacji dziecka. Jeśli pojawią się najmniejsze nawet podejrzenia, że maluch może być alergikiem warto rozpocząć skrupulatne notowanie wszystkich potraw zjedzonych przez mamę, oraz zachowań dziecka w ciągu dnia i w nocy. Dzięki temu łatwiej będzie ustalić czy i na co dziecko może być uczulone.

Mity związane z alergią pokarmową u niemowlaków

Najpoważniejszym mitem, z którym trzeba się rozprawić jest ten, że mleko mamy nie uczula, więc dziecko karmione piersią nie jest narażone na alergię pokarmową. Tymczasem prawda wygląda tak, że mleko mamy faktycznie nie uczula, natomiast w pokarmie może przedostać się alergen – sprawca nieszczęścia.
Kolejnym nieprawdziwym, niestety dosyć powszechnym poglądem, jest wiara w natychmiastowość alergii, czyli przekonanie, że jeśli mama zjadła truskawki, nakarmiła dziecko i nic złego się nie stało, to znaczy, że może spokojnie jeść sobie truskawki dalej. Tymczasem bardzo rzadko zdarza się, że już przy pierwszym kontakcie z alergenem organizm dziecka da niepokojące objawy. Na ogół aby wytworzyła się reakcja alergiczna potrzebny jest kilkukrotny kontakt z uczulającym pokarmem. Dlatego poszukując sprawcy nieszczęścia nie wystarczy przeanalizować co mama zjadła dziś i wczoraj, trzeba się cofnąć przynajmniej o tydzień.
Przekonanie, że alergia pokarmowa jest wyrokiem na całe życie również można włożyć między bajki. W tym wypadku alergia mylona jest z nietolerancją pokarmową, czyli niemożnością przyswajania określonej grupy produktów spowodowaną brakiem potrzebnego enzymu trawiennego. Nietolerancja pokarmowa jest swego rodzaju wadą wrodzoną i faktycznie – nic nie da się z nią zrobić.

Twoje dziecko jest alergikiem? Nie przestawaj karmić piersią!

Jeśli wnikliwa obserwacja malucha doprowadzi do jednoznacznego wniosku, że mamy w domu alergika, nie trzeba od razu wpadać w panikę. Powszechnym błędem jest odstawienie malucha od piersi i podanie mleka modyfikowanego dedykowanego alergikom. Oczywiście można to zrobić, ale po co, skoro nie trzeba? Przejście na mleko modyfikowane jest ostatecznością. Dopóki można, trzeba zawalczyć o dalsze karmienie piersią.

Wiele mam po zdaniu sobie sprawy, że urodziły alergika wykreśla z jadłospisu wszystko, co uznaje za zagrożenie dla swojej pociechy. Jest to dosyć częsty i niestety poważny błąd. Takie działanie nie doprowadzi do stwierdzenia na co faktycznie uczulone jest dziecko. Jedynym efektem będzie bardzo uboga dieta mamy, co bezpośrednio przełoży się na jakość produkowanego przez nią pokarmu.

Dieta eliminacyjna czyli szukamy winowajcy

Jak sama nazwa wskazuje polega ona na eliminowaniu z diety mamy produktów podejrzewanych o powodowanie alergii u niemowlaka. Chociaż uczulać może praktycznie każdy produkt to jednak blisko 90% alergii powoduje zaledwie kilka produktów: mleko krowie i produkty mlekopochodne, jaja, gluten, soja, ryby, owoce morza, orzechy, cytrusy i truskawki. Największym wrogiem małych brzuszków jest mleko krowie i to z niego, oraz wszelkich produktów zawierających mleko, mama karmiąca piersią powinna zrezygnować w pierwszej kolejności. Następnie trzeba dać dziecku dwa tygodnie na całkowite pozbycie się alergenów z organizmu. Dopiero po tym czasie można wyrokować, czy winowajcą było mleko, czy jednak trzeba szukać dalej. Czasem zdarza się, że dzieci uczulone na mleko źle tolerują także wołowinę i cielęcinę, więc warto również to mięso wyeliminować szukając sprawcy alergii. Jeśli po dwóch tygodniach objawy nie ustąpią można uznać, że nie był to dobry wybór, przywrócić mleko do diety i wyeliminować kolejny produkt. I tak do skutku. Chociaż ustalenie przyczyn alergii może zająć wiele tygodni tak naprawdę jest to jedyna skuteczna metoda ustalenia na co uczulone jest dziecko. Testy z krwi w przypadku małych dzieci nie są wiarygodne. Bardzo często zdarza się, że wykrywają alergie dopiero u dzieci siedmioletnich a nawet starszych.
Jeśli podejrzenia o alergii u dziecka potwierdzą się tym bardziej warto karmić piersią. Bywa i tak, że dziecko jest uczulone na więcej niż jeden produkt, bezpieczniej jest sprawdzać to podając potencjalne alergeny w mleku matki niż eksperymentować bezpośrednio na małym brzuszku dziecka.

Dieta eliminacyjna to nie wszystko

Nie wystarczy wykluczyć z diety mamy pokarmów uczulających dziecko by pomóc mu całkowicie wyzdrowieć. Trzeba także pamiętać o eliminacji alergenów wziewnych, a więc mieszkanie musi być wysprzątane i wywietrzone, a wszelkim palaczom stanowczo mówimy „proszę wyjść z mojego domu!”. W jadłospisie mamy karmiącej piersią powinny znaleźć się produkty bogate w probiotyki.
Nieleczona alergia pokarmowa może podstępnie przeistoczyć się w alergię wziewną, a stąd już tylko mały krok do astmy. Dlatego chociaż „uczulenie na jedzenie” może wydawać się stosunkowo niegroźną dolegliwością nie wolno jej lekceważyć

Na pocieszenie – alergia to nie wyrok

Większość małych alergików wyrasta z tej choroby przed ukończeniem piątego roku życia. Już dwulatkowi można na próbę podać niewielką ilość pokarmu z alergenem i bacznie obserwować reakcję. Jeśli nie będzie typowych objawów alergii można uznać, że jest ono zdrowe, jeśli będą – kolejną próbę można podjąć za pół roku.

Nasze recenzje Zobacz wszystkie »

  1. Jestem mamą alergika. Karmilam przez 15 m-cy. Z perspektywy czasu wiem, że to najlepsze co mogłam zrobić bo dziecko nie tolerowało też mm dedykowanych alergikom. Nie powiem, że było łatwo, to była moja pierwsza restrykcyjna dieta w życiu, ale dałam radę i mam szczęśliwe dziecko u którego objawy znacznie się zmniejszyły. A początek był straszny- rany do krwi rozdrapywane. Wszystkim początkującym mamom alergików życzę sił i wytrwałości

  2. Kasia, mama Madzi

    Niestety mnie taże to dotknęło. Madzia nietoleruje mleka i pochodnych, jaj, ryb, malin, truskawek, orzecha a nawet banana, po dżemie porzeczkowym są zielone kupki. Zmiany skórne, sapka, ostra ciemieniucha nawet na brwiach i powiekach. W ruch poszedł steryd i ostra dieta. Jest poprawa, natomiast zaczeła pocierać oko. Nie wiem czy to możliwe żeby 3 miesięczne dziecko świadomie pocierało oczko, które np.swędzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 

TopW Roli Mamy na Facebooku