Ciąża 15 maja 2014

SN i CC po mojemu

Jako jedyna z naszej dziesiątki blogujących mam, doświadczyłam zarówno porodu siłami natury jak również poprzez cięcie cesarskie. Ze względu na sporą ilość pytań typu – co lepsze SN czy CC, co bym wybrała jeśli miałabym taką możliwość, jakie zalety a jakie wady mają te dwa sposoby wydania potomka na świat itp. – postanowiłam zebrać swoje doświadczenia i odczucia w tym wpisie. Podkreślam jednak, że są to wnioski i przemyślenia, które wynikają z moich przeżyć związanych z porodami.

Chyba najprościej będzie jeśli wypunktuję Wam wszystkie moje pozytywne i negatywne odczucia, więc do dzieła.

SN – moje plusy

– szybko wróciłam do formy, sprawności i samodzielności w opiece nad noworodkiem i samą sobą. Już w szpitalu śmigałam na pełnych obrotach ;) Chociaż później już nie było tak kolorowo.

– kontakt z dzieckiem, to takie oczywiste, choć w tym wypadku u mnie wyglądał on dość kiepsko ze względu na komplikacje poporodowe moje i córeczki. Niemniej jednak chodzi mi o wspólną fizyczność, jedność podczas poszczególnych etapów porodu. Wspólnie przeżywanie go wraz z dzieckiem, słuchanie bicia serca, czucie każdego ruchu.

– czułam satysfakcję, że dałam radę, pomimo tego, że poród był wywoływany, skurcze krzyżowe, zero znieczulenia. Jestem po prostu z siebie dumna.

– szybko powróciłam do aktywności fizycznej, żadne ćwiczenia nie sprawiały mi kłopotu. Dzięki czemu wyglądałam jak przed ciążą i czułam się atrakcyjna.

– jak tylko podjęliśmy decyzję o kolejnym dziecku, zabraliśmy się do działania, co jest niemożliwe po cc. Tu wskazane jest zachowanie większego odstępu pomiędzy kolejnymi ciążami.

– nabrałam większej świadomości własnego ciała, co i jak w nim funkcjonuje. Poczułam się bardziej kobieco niż kiedykolwiek, co też przekładało się na sprawy łóżkowe :)

– podziw dla samej siebie, nie wpadłam w jakiś narcyzm, ale skoro urodziłam dziecko = jestem superkobietą – supermamą ;)

CC – moje plusy

– po kilkudniowych próbach wywołania naturalnego porodu, jednak lekarz zdecydował się na cięcie cesarskie, które mogę podsumować krótko – wszystko odbyło się szybko i bez bólu.

– mogłam ucałować synka i poczuć jego ciepło, cały czas widziałam co się z nim dzieje, po zszyciu był ze mną, pomimo aparatury, braku możliwości poruszania się, czułam go przy piersi – nie zapomniane uczucie.

– krótszy i łagodniejszy połóg, który trwał ok. 3 tygodni i był mniej obfity niż po porodzie SN.

– jako, że w głowie ciągle dudniła mi myśl, że syn może mieć ponad 4 kg (na co też wskazywał mój ogromny brzuch i pomiary podczas badań USG), wydaje mi się, że cc było zdecydowanie bezpieczniejsze dla mnie i dziecka. I do dziś dziękuję, że lekarz zdecydował się tak rozwiązać moją ciążę.

– czułam się mniej odarta z mojej intymności – oczywiście podczas przygotowań do CC również byłam naga, to jednak nie krążyło wokół mnie mnóstwo ludzi, nikt co chwila na mnie nie patrzył, nie zaglądał to tu to tam itp.

– nienaruszone krocze. Choć wiem, że podczas CC mocno nadwyręża się szyjkę macicy, to jednak nietknięte krocze to dla mnie plus.

– ktoś zapyta jeszcze co ze znieczuleniem, u mnie akurat było ono wykonane bezboleśnie i bez żadnych późniejszych komplikacji.

SN – moje minusy

– bóle porodowe, skurcze czyli jak najbardziej normalna sprawa podczas naturalnego porodu, niemniej jednak porównując z cc, to są minusy. Rodziłam bez żadnego znieczulenia, poród wywoływany końskimi dawkami oxytocyny oraz bóle krzyżowe.

– bolesne badania, które miały wywołać akcję porodową, jak również podczas samego porodu. Non stop ktoś “tam” gmerał, sprawdzał co i jak i to w taki sposób, że na sam widok zbliżającej się osoby cała się spinałam. Mimo iż, moje skurcze były bardzo bolesne, te badania je przebijały.

– mechaniczne przebicie pęcherza płodowego, gdyż sam nie pękł. Pani doktor zrobiła to ogromną pęsetą a ja miałam wrażenie, że mogę z bólu po ścianach chodzić. Skurcze przy tym to było nic.

– obnażenie z intymności, gdy ja klęcząca na łóżku porodowym, wbijająca paznokcie w oparcie i z wypiętym tyłkiem walczyłam o każdy milimetr rozwarcia, personel szpitala spokojnie sobie dreptała tam i z powrotem. Wiem, wiem że dla nich to normalka, ale ja nie czułam się komfortowo gdy ciągle otwierali drzwi na korytarz. Choć i tu muszę przyznać, że tekst ten piszę już prawie 3 lata po tym porodzie i takie mam odczucia, ale chyba w tej danej chwili, tam na sali nie do końca miało to aż tak ogromne znaczenie.

– większa, w moim mniemaniu, możliwość komplikacji u dziecka. U małej doszło do lekkiego niedotlenienia.

– próby wyciskania dziecka na siłę za pomocą zrolowanego prześcieradła zaczepionego o bok łóżka – nie zgodziłam się na takie traktowanie. Jedyny ucisk personelu nastąpił podczas ostatecznego parcia, gdy córka była już prawie na świecie.

– naruszenie tkanek i mięśni krocza mnie nie ominęło. Doszło do pęknięcia i nacięcia krocza.

– bolesność krocza utrzymująca się dość długo, chociaż pierwsze dni były zupełnie bezbolesne. Dyskomfort zaczął się gdy, wszystko zaczęło się goić.

– wrastanie szwów, które nie zostały wyciągnięte. Powstało u mnie okropnie bolące zgrubienie, przez które prawie płakałam. Dopiero gdy szwy zaszły ropą, sama je wyciągnęłam.

– długi połóg, który trwał u mnie równo 6 tygodni i już miałam tego serdecznie dość.

– wyczerpanie i zmęczenie, utrzymujące się przez dłuższy czas po porodzie, mogłam spać w każdym miejscu, w każdej pozycji i o każdej porze.

– strach przed porodem dziecka z dużą wagą.

CC – moje minusy

– blizna widoczna do końca życia

– przez pierwsze 2 tygodnie odczuwałam duży dyskomfort, ból, mała mobilność, samodzielność. Oj, musiałam się namęczyć by wstać z łóżka, towarzyszył mi duży ból, a czynność zajmowała dużo czasu.

– długi powrót do aktywności fizycznej – wszyscy odradzali mi ćwiczenia, forsowanie się, straszyli że może się coś stać ze szwami, zrobią się zrosty i szczerze sama czułam, że muszę swoje odczekać.

– dłuższy czas na „wklęśnięcie” się brzucha, oj i to zdecydowanie dłuższy niż przy SN, ale u mnie to też związek z kolejnym myślnikiem.

– większa możliwość rozejścia się mięśni prostych brzucha i z wiązane z tym komplikacje. Mimo, że jestem drobnej budowy, nie mam nadwagi – mam rozejście i strasznie mi z tym źle. Mój brzuch nie może wrócić do pożądanej przeze mnie formy. A dyskomfort odczuwam nawet przy noszeniu dzieci na brzuchu, jakby mi ktoś po wnętrznościach dreptał. Aktualnie walczę z tym ćwiczeniami i mam nadzieję, że uda się wrócić do “kaloryfera”.

– ból obręczy barkowych podczas zabiegu i dobę po nim. Podczas CC mocno bolało, ale z relacji lekarzy wiem, że to normalna reakcja która może wystąpić.

– długo odczuwalny ból blizny podczas wykonywania różnych czynności, podczas spania na brzuchu czy w chwilach gdy dziecko się po mnie wspina i uciska brzuch.

– zależność od innych w pierwszej dobie po porodzie.

– dłuższy czas, w którym można zdecydować się na kolejne dziecko – blizny muszą być mocne przed kolejną ciążą i porodem.

-większe prawdopodobieństwo kolejnego CC przy następnych porodach.

– CC to jednak operacja, która niesie za sobą komplikacje. U mnie oprócz nagłego, ale na szczęście chwilowego, spadku mojego tętna, podczas którego czułam “że odlatuję” nic poważniejszego się nie wydarzyło.

 

To by było tak według mnie. Na pewno jeszcze o czymś zapomniałam, coś pominęłam, jednak te najważniejsze i najbardziej zapamiętane odczucia zostały wyliczone.

Pamiętajmy jednak, że poród, niezależnie w jaki sposób przebiega, i cała fizjologia z nim związana jest sprawą niezwykle indywidualną. U niektórych pewne sytuacje mogą wyglądać i być odczuwane zupełnie inaczej.

Ilość myślników jest różna i choć na pierwszy rzut oka siły za i przeciw nie są wyrównane, ważna jest wartość poszczególnych wyliczeń. A poród, obojętnie w jaki sposób przebiega, jest najcudowniejszym początkiem nowego, wspólnego życia:)

A jeśli zapytacie mnie co bym wybrała… nie wiem. Myślę, że pozostawiłabym to przeznaczeniu. No chyba, że byłyby jakieś wskazania, typu duża waga dziecka. Ponieważ mając już porównanie rodzenia córki siłami natury, która ważyła 3400g kiedy nie było łatwo, to nie wyobrażam sobie porodu syna – 4200g. I jestem wdzięczna mojemu lekarzowi za podjęcie decyzji o rozwiązaniu ciąży przez cięcie cesarskie.

A jakie są Wasze doświadczenia i odczucia związane z porodem? W jaki sposób Wasze małe cuda przyszły na świat? Co jeszcze dorzuciłybyście do tych wyliczeń?

23
Dodaj komentarz

avatar
22 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
19 Comment authors
Doraewa kasprzykPaweł NowakferriesKatarzyna Ł. Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
pocopotka j
Gość
pocopotka j

Starszą córkę urodziłam siłami natury,bez znieczulenia.Było to 10lat temu,pamiętam jednak,że wpadłam w straszną histerię i chciałam wracać do domu przy 8cm rozwarcia.Byłam młodsza,więc już kilka godzin po porodzie byłam na nogach.jedyne co źle wspominam to pielęgniarkę,która nakrzyczała na mnie,że dzidzi nie potrafię nakarmić.niestety córka przeszła na butelkę już dwa dni po porodzie-szpitalne dokarmianie,moja temperatura i brak pomocy.Młodzszą córkę urodziłam w 2012 roku więc świadomość inna,opieką medyczną lepsza,tu i pomoc pani od laktacji w szpitalu była-córkę karmię piersią do dziś.poród tym razem jednak z komplikacjami,bo przez cesarskie cięcie przez mój stan przed rzucawkowy.cudem nie straciłam wzroku.blizna boli czasem nadal.

maja
Gość
maja

Do porodu pojechałam ze skurczami co 8 minut – gdy dojechałam do szpitala były już co 6 ( była to niedziela 7 rano kiedy dojechaliśmy na miejsce – badanie – rozwarcie na 1 !!! gdzie tam do 10 ;/… chodzić chodzić i jeszcze raz chodzić żeby przyspieszyć. O 10 akcja nieco zwolniła -skurcze znów co 8 minut. Najgorsze te badania – miałam podobne uczucie- na widok zbliżającej się położnej lub lekarza aż się cała prężyłam na myśl o tym „sprawdzaniu”. Skurcze zaczęły przybierać na sile -jednak cały czas były co 8 minut. I tak całą niedzielę. Późnym popołudniem stwierdzili że… Czytaj więcej »

Kasia Kucharczyk
Gość
Kasia Kucharczyk

Ja jestem po 2 cesarkach,jedna w 2010r i druga w 2012.Pierwsza CC była wskazaniem bo było zagrożenie że moja córka będzie ciężko chora i do tego miałam wysokie wielowodzie.Na szczęście córcia urodziła się całkowicie zdrowa,podejrzenie było błędnym odczytaniem obrazu USG.Ale swoje przeżyłam,martwiąc się od 7miesiąca ciąży.Druga cesarka była z wyboru,ale lekarz prowadzący sugerował tak zakończenie ciąży z powodu wcześniejszej cesarki,która odbyła się 2lata wcześniej.W szpitalu dali mi wybór,i nie próbowali namawiać na SN jak zdecydowałam się na CC.I chyba nie żałuję,że nie rodziłam SN,nie wiem czy dałabym radę,bo wiem jaki mam niski próg bólu i bałabym się,gdybym zdecydowała się przy… Czytaj więcej »

Zuzu
Gość
Zuzu

ja rodziłam w 2013 roku, SN. Przed porodem długo myślałam czy lepsze jest CC czy poród SN. Nadal trudno mi to ocenić, jednak zgadzam się z większością informacji w tekście. Miałam to szczęście, że poród trwał bardzo krótko 3,5h, jednak ból jest naprawdę nie do zapomnienia. Z plusów porodu SN: bliskość z dzieckiem, poczucie że cały trud porodu, cały ten ból jest dla niego, że tylko dzidziuś się liczy; szybki powrót do formy+ładna sylwetka; łatwiej rozpocząć karmienie piersią (większa mobilność). @kasiakucharczyk:disqus ja też mam niski próg bólu, gdybyś musiała urodzić SN dałabyś radę, nie miałabyś innego wyjścia ;) ja pamiętam… Czytaj więcej »

Justyna Wakuła-Król
Gość
Justyna Wakuła-Król

Też mam za sobą i cc i sn. cieszę się że drugą córeczkę urodziłam cc bo była wcześniakiem i podejrzewam że jednak dzięki temu nie ma żadnych problemów zdrowotnych pomimo że punkty apgar były kiepskie. Synek rodził sie siłami natury poród był szybki ale bez znieczulenia. Ja lepiej zniosłam sn. Chodzenie z blizną trudności we wstawaniu dren z rany i dwa worki ,nie mogłam się wyprostować ani kaszlnąć.Żeby zobaczyć córeczkę musiałam czołgać się po schodach bo była na innym oddziale. Miałam znieczulenie ogólne i po obudzeniu nie widziałam dziecka. Acha szwy po porodzie sn zdjęto mi jeszcze w szpitalu-byłam tam… Czytaj więcej »

DOROTA
Gość
DOROTA

MADZIA JESTEŚ DZIELNĄ KOBIETKĄ!!!

bernadetta bolek
Gość
bernadetta bolek

Jestem po trzech porodach sn każdy z nich byl inny i każdy nastepny szybszy łatwiejszy. Choć pierwszy wspominam podobnie jak ty było ciężko a mały urodził się siny i niedotleniony. dzieci miały 4100, 3700 i ostatni 4200 gdyby nie nacięcie wogole nie czulabym się jakbym dopiero co urodziła. Dziś mijaja dwa tyg od porodu a połóg juz prawie dobiega końca. Więc myślę że szybciej doszłam do siebie niż gdybym miała cc

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

U mnie 2 porody SN. Takie miałam marzenia, choć było one od siebie diametralnie inne. Pierwszy poród 18 h indukowany ból masakryczny, drugi poród 1,5 h nawet nie wiedziałam co i kiedy, do szpitala dotarłam po godzinie od skurczu, a po kolejnych 30 minutach miałam dziecko na piersi, ból nie tak straszny. Nie wyobrażam sobie CC, ale wiadomo, że przy sile wyższej niewiele można, trzeba słuchać lekarzy.

Asia
Gość
Asia

Jakie by nie były plusy CC to sobie tego nie wyobrażam!!
Pierwsze dziecko urodziłam SN i choć było ciężko bo syn był duży i „walczyłam” przeszło 15h to drugie też chce urodzić naturalnie. Mam nadzieję że będzie mi to dane :)

Agnieszka Kempna
Gość
Agnieszka Kempna

ja również należe do osób ktore pierwszy poród sn – trwał 30 minut :) a drugi póltora roku póżneij ( marzec 2014) cc bo córka pchała sie na świat stopami – bardzo żałowałam ze nie mogła przyjsc na swiat sn bo po pierwszym porodzie nie wybrazałam sobie innego , teraz wiem ze najwazneijsze jest zdrowie dziecka i oba porody są dobre :)

Ania
Gość
Ania

Rodziłam SN miałam komplikacje, błagałam o CC, mdlałam ale zero reakcji. Nacięte krocze, hemoroidy. Po porodzie nie mogłam chodzić ani usiąść. Bardzo długo dochodziłam do siebie ok. 2 miesięcy. syn była malutki 2960 a mimo to było ciężko. Bóle krzyżowe mnie wykańczały. Nie mam doświadczenia w CC lecz dowiedziałam się ze mam gronkowca złocistego i by urodzić drugie dziecko (jeśli bym się zdecydowała) powinnam mieć CC żeby dziecko nie przechodziło przez kanał rodny. Nie wiedziałam o tym podczas pierwszej ciązy i syn dostawał antybiotyk. Choć 2 września minie 5 lat ja nadal mam traumę i ciężko mi się zdecydować na… Czytaj więcej »

asia a
Gość
asia a

Jak to jest z tym rozejsciem miesnia prostego? Przeciez to ma miejsce przed porodem. Dlaczego uważasz ze cc ma na to wiekszy wplyw? Bede miec cc i juz wiem ze miesien mi sie rozszedl. Jak dochodzisz do formy?

agula
Gość
agula

Ja mam za sobą 2 cc – pierwsze w 2009 roku miesiąc przed terminem porodu a drugie w 2011 roku. Zawsze marzyłam o porodzie siłami natury i za pierwszym razem bardzo przeżywała ze to cc. Nie wiem co to skurcze, odejście wód czy rozwarcie… Za drugim razem już nie miałam problemu z tym że nie rodze naturalnie. Co do samego cc to za pierwszym razem bardzo szybko doszłam do siebie. Za drugim razem było już niestety ciężej i dłużej zbierałam siły. Aż strach pomyśleć ze w czerwcu czeka mnie cc po raz trzeci – jeden plus to to że wiem… Czytaj więcej »

mahulena
Gość
mahulena

Byłam nastawiona na poród SN.Do szpitala trafiłam w 41 tyg ciąży miałam wystawione skierowanie gdybym nie urodziła w ciągu 7 dni od terminu.Zbadano mnie i stwierdzono małą ilość wód płodowych i zero jakichkolwiek skurczy,zdecydowano jutro rano założą mi balonik na wywołanie.W nocy chyba ze stresu dostałam skurczy i pomyślałam sobie no w końcu coś sie zaczyna dziać,niestety skurczy do rana przeszły a rozwarcie było na 1,5 cm co uniemożliwiło wywoływanie przy użyciu balonika lekarze zdecydowali nadal czekać.Kolejne 2 noce nadal skurcze bez postępującego rozwarcia za to z drgawkami i bardzo wysokim ciśnieniem.Wkońcu po 3 nie przespanych nocach zabrano mnie na… Czytaj więcej »

mahulena
Gość
mahulena

przepraszam nie2450 a 4250 ;)

Katarzyna Ł.
Gość
Katarzyna Ł.

tak z ciekawości, bo różne opinie na ten temat słyszałam – czy po cc miałyście dawane zastrzyki przeciwzakrzepowe w brzuch???

ferries
Gość
ferries

Tak – klexan. Sa to zastrzyki przeciwzakrzepowe, które wykupujesz sobie sama i wstrzykujesz w brzuch. Jak wstrzykujesz szybko to kompletnie nic nie czujesz :) a jak wolniej bo jest naturalny strach – troszeczkę szczypie. Dziecko by przetrwało bez płaczu :) a wyglądają strasznie.

Katarzyna Ł.
Gość
Katarzyna Ł.

ha… ja też brałam clexane, ale dlatego, że miałam zakrzep. W moim przypadku musiałam dawać powolutku, czasami nawet kilka-kilkanaście minut, bo po wielu zastrzykach mam tak unerwiony brzuch i pełen zrostów, że szybkie wstrzykiwanie powoduje u mnie jedynie ból i siniaki.
Zastrzyki miałam na receptę, wtedy płaciłam jedynie ryczałt, a nie pełną cenę.

Paweł Nowak
Gość
Paweł Nowak

Same patologie. Ile kobiet rodzi w tych szpitalach naturalnie?
To znaczy bez oksytocyny, przebijania pęcherza płodowego i bez nacięcia krocza?
Przecież kobieta nie musi się zgadzać na te interwencje.
A pęcherz płodowy pęka w całości dopiero pod koniec II fazy porodu, a nie pierwszej.

Paweł Nowak
Gość
Paweł Nowak

Ogólnie jak czytam te wasze komentarzy to żal mi was. Ale nie z powodu porodu, ale z powodu waszej głupoty bo nic o nim nie wiecie.
Nawet poród miednicowy nie oznacza konieczności wykonania cesarskiego cięcia.
Te zabiegi są w Polsce bardzo nadużywane.

Poza tym czy dla was poród to kara?
Zamiast chcieć urodzić naturalnie to wy się zachowujecie jakbyście chciały żeby ktoś to zrobił za was.
Wy powinniście walczyć o poród bez interwencji medycznych i w pozycji wertykalnej, a nie potem pisać bzdury że nie mogliście urodzić.

ewa kasprzyk
Gość
ewa kasprzyk

Dwa porody Sn trzeci cc Bo dziecki duzo 4120 I co zle wybralam zaluje cc rok mija a ja dojsc do siebie nie moge zrosty na jelitach….roddzie naturalnie a nie slychacie tych leniwtch Lekarz szybko cc latwo dla nich , kobiety rodzily od zawsze I powiklania przy porodzie to rzadkosci tylko tv gada jak cos zle z porodem. Zawsze dziecko wyjdzie sine lekki niedotlenione ale spokijnie nadrobi to z pierwszyn odechem. I cc to,zaden komfort ani dla matki dla dziecka to my sie tam oszukujemy wierzac w Te bzdury.cc to powana opera is ktora da znac po latach…i jest to… Czytaj więcej »

ewa kasprzyk
Gość
ewa kasprzyk

Bardzo dobrze napisane brawo

Dora
Gość
Dora

Ja rodziłam 2x SN. Za drugim razem lepiej bo pierwszy indukowany, ale i tak to było najbardziej bolesne doświadczenie ever i nie jestem w stanie spojrzeć na to inaczej niż egoistycznie, mimo, że poznałam wtedy swoje córeczki. Poród 1 – wywoływany żelem, oksytocyna, okropny masaż szyjki żeby przyspieszyć, chwyt Kristellera (o który potem byłam bardzo zła, bo nikt mnie nie pytał, nie mówił „co to jest” a ja sama nie wiedziałam że można tak „wyciskać” dziecko prawie że leżąc mi na brzuchu… Okropne.), nacinanie krocza zbyt głęboko (co poskutkowało okropnym bólem w tamtym rejonie do momentu kolejnego porodu – tj.… Czytaj więcej »

Podróże 12 maja 2014

Chodź pokażę Ci świat… – Palmiarnia Miejska w Gliwicach

Zbliżał się pierwszy weekend kwietnia, pogodynki w tv zapowiadały bardzo ładną pogodę – w niedzielę miało być nawet 20 st. C! Zaplanowałam więc, że rozpoczniemy już sezon wycieczek  i górskich wędrówek.

…. no ale, jak się okazało – prognozy prognozami, a pogoda swoje! Zamiast upragnionych 20 st. było liche 12, w porywach 15, a przy tym silny wiatr i pogróżki o przelotnych opadach deszczu. A że w górach pogoda lubi być „gorsza” i jeszcze bardziej zmienna niż w miejskich plenerach, wypad  z moim trzyletnim kompanem, postanowiłam przełożyć.

W zamian, by nie spędzić całej niedzieli   w domu, wybraliśmy się do Gliwic, konkretnie do Palmiarni Miejskiej – tam pogoda nie była nam straszna ;-)

Znajduje się ona na terenie miejskiego parku, Fryderyka Chopina, dzięki czemu, nim przekroczy się jej progi, można już zacząć obcować z naturą i wypoczywać.

Budynek palmiarni zajmuje całkiem sporą powierzchnię (2000 m2) i mieści w sobie około 6000 roślin, z różnych stref klimatycznych!

Miłośnikom ładu i składu (takim jak ja :D ), albo rządnym „posegregowanej wiedzy”, z pewnością spodoba się podział ośrodka na cztery pawilony tematyczne:

– rośliny użytkowe,

– rośliny tropikalne,

– pawilon historyczny,

– sukulenty (rośliny przystosowane do życia w ograniczonej dostępności wody, np. kaktusy, aloes, agawa,..).

Ze względu na ilość rosnących tam roślin, nie jestem w stanie wymienić nawet połowy z nich by zachęcić do odwiedzenia tego miejsca, ale zapewniam Was – warto! Różnorodność kwiatów, drzew, oraz potężnych palm, jest oszałamiająca.

Jaśko pierwszy raz w życiu, miał okazję zobaczyć banany i pomarańcze, nie na sklepowych półkach, a rosnące na drzewach! ;-)

Miłośnicy zwierząt, a w szczególności młodzi podróżnicy i odkrywcy, tacy jak Jasiek ;-) oprócz (nudnej dla niego :P) roślinności, znajdą tam również akwaria z żółwiami, terraria z gadami (https://wrolimamy.pl/dawno-dawno-temu-czyli-park-krasnala-w-nowej-soli/), egzotyczne papugi i kanarki, domowe zwierzątka, jak np. świnka morska, a także, co najbardziej spodobało się  Młodemu – mrówki!

Pięknie pokazane – w oszklonych tunelach, dzięki którym z bliska można było podziwiać ich pracę.

Kolejną i szczególną atrakcją jest pawilon akwarystyczny, w którym znajdują się cztery ogromne zbiorniki wodne, z rybami podzielonymi ze względu na ich środowisko: Amazonia (Ameryka Pd.), Tanganika (Afryka Wsch.), rzeki Polski oraz rzeki Azji.

Dzięki temu, można obserwować takie okazy, które większość z nas widziała zapewne  jedynie w filmach przyrodniczych – na mnie zrobiło to ogromne wrażenie!

Dodam, iż każda strefa klimatyczna, znajdująca się w poszczególnych pawilonach oraz każda roślina i zwierzę, posiadają krótki, acz konkretny opis, tak aby zwiedzający mógł wiedzieć na co akurat patrzy, czym się to charakteryzuje, gdzie występuje,.. etc.

Na terenie całej palmiarni, znajdują się ławeczki, na których można sobie przycupnąć, odpocząć i w spokoju poobcować trochę z naturą. Dodatkowymi atutami są: w części roślinnej – śpiewające ptaki, oczka wodne i małe wodospady – uroczo szumiące, a w pawilonie akwarystycznym – przyciemnione światło (albo nawet zgaszone ;-)) i miękkie pufy, na których można wygodnie usiąść i obserwować cudowny świat wodny, zupełnie jak w luksusowym kinie ;-)

Poza cudowną fauną i florą, w obiekcie znajduje się również kawiarnia, a także punkt z suwenirami  (my ominęliśmy go jednak szerokim łukiem, by uniknąć kłopotliwej awantury z Jaśkiem ;-) ).

Na koniec wspomnę jeszcze o bardzo atrakcyjnej cenie (bilet normalny tylko 7.00 zł, bilet rodzinny 10.00 zł,dzieci do 4 roku życia bezpłatnie), a także (nie śmiejcie się ze mnie!!) o toaletach, które zaimponowały mi swoją czystością, elegancją, obniżoną umywalką dla malutkich ludzików (czyt. dzieci) oraz oddzielonym miejscem dla mamy z dzieckiem.

Jedynym minusem przebywania w budynku, jakiego się dopatrzyłam, jest zakaz fotografowania z lampą błyskową, przez co wiele zdjęć mi nie wyszło! ;/ ;-)

No ale cóż, może to zmotywuje Was do odwiedzenia tego miejsca i sprawdzenia czy aby na pewno mówię prawdę…?! ;-)

Polecam!

2

3

4

5

6

7

8


zdjęcia: Fizinka

3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magdalena Marczuk Romanowska
Gość
Magdalena Marczuk Romanowska

Chętnie bym się z moją Mają wybrała;)

Beata Kurgan-Bujdasz
Gość

chłopcy bardzo lubią patrzeć na mrówki- często tam bywamy :)

Fizinka
Gość
Fizinka

Oj tak, mrówki były największą atrakcją! :)

Dania główne 8 maja 2014

A może raz na ludowo?

W sumie to czemu nie? W dobie konsumpcjonizmu, szybkich i często nieprzemyślanych zakupów żywności, doskonałą alternatywę przedstawia domowa żywność. Już chyba mało kto pamięta jak smakuje prawdziwy żur i barszcz czerwony, a już w ogóle, kto nastawia na niego domowy zakwas!

Generalnie można zadać sobie pytanie, po co się męczyć, przecież z torebki w ciągu pięciu minut można uzyskać obiad, wcale w smaku i zapachu nie taki najgorszy? Ja bez mrugnięcia okiem powiem Wam dlaczego prawdziwe zawsze weźmie górę nad sztucznym, z wielką satysfakcją skupiając się na zaletach domowego zakwasu.

Po pierwsze w torebkowej miksturze nie znajdziecie witamin, no chyba że jakimś cudem syntetyczne, a w naturalnym zakwasie daleko szukać nie trzeba. Dobre bakterie, fermentując odstawiają kawał porządnej roboty, a jako efekt swojej działalności wytwarzają pyszny i zdrowy zakwas. Jak widzicie, nawet z bakterii wychodzi coś pozytywnego. Z racji tego, że granica między ukiszonym a zepsutym zakwasem nie jest wyraźna, należy pieczołowicie obserwować to co się dzieje w fermentującej zalewie.

Ale żeby nie mieszać Wam w głowach, po kolei podam moje sprawdzone przepisy na zakwas żytni dla żuru oraz buraczany na barszcz czerwony.

To co będzie nam potrzebne na starcie dla obu, to ceramiczne bądź szklane naczynie. Nie polecam plastykowego! Pewna Pani Starsza, która ofiarowała mi pierwszą łyżkę wyhodowanego zakwasu, zaklinała na wszystko, żeby nie czynić profanacji. Osobiście podejrzewam, że zakwas z plastyku zepsułby się jeszcze szybciej niż kiszone ogórki z Carrefour`a ;)

Od tej samej Pani Starszej dostałam prikaz wyparzenia naczynia i dalsze instrukcje.

zakwas żytni dla żuru

1. Aby nastawić zakwas na żur, potrzebna jest mąka żytnia z pełnego przemiału (typ 2000) – ja na 4 porcje zakwasu daję 4 porządne łyżki mąki, do tego obowiązkowo kilka ząbków czosnku i opcjonalnie (to moja modyfikacja) kilka ziaren ziela anielskiego, liść laurowy.

2. Zalewam to dużym kubkiem ciepłej przegotowanej wody, przykrywam ściereczką i odstawiam z spokojne ciepłe miejsce.

3. Czekając aż samo się zrobi, raz dziennie mieszam zakwas, zbieram pianę która jest oznaką pracy bakterii i za każdym razem smakuję zmieniające się walory zakwasu.

Tak mniej więcej po 7 dniach jest pachnący, gotowy do użycia. Albo robię żur albo wstawiam zakwas do lodówki gdzie może stać nawet parę tygodni.

I jedna ważna rada. Nie myjcie po zakwasie naczynia, każdy następny ukisi się szybciej na „obudzonych” bakteriach. W razie klęski, gdyby zakwas spleśniał, należy go wylać, naczynie wyparzyć i spróbować raz jeszcze.

To jest jedna opcja smakowitego i naturalnego obiadu. Jest i druga czyli barszcz czerwony.

zakwas buraczany na barszcz czerwony

1. Tu dajemy cztery duże buraki wyszczotkowane pod bieżącą wodą, następnie obrane i pokrojone na cienkie plasterki.

2. Buraczki wrzucamy do naczynia i dodajemy w ilości według uznania: kilka liści laurowych, ziarna pieprzu, obrany i przekrojony na pół czosnek.

3. Zalewamy to ciepłą wodą z solą (w proporcji płaska łyżka soli na litr wody) tak, aby przykryła minimalnie buraki.

4. Naczynie przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce (ja stawiam przy kaloryferze) i cierpliwie czekamy aż rozpocznie się proces kiszenia. W jego trakcie powstaje piana, którą powinno się zbierać raz dziennie. Ja kiszę buraczki ok. 7 dni – maksymalnie do 14, w zależności od smaku jaki zakwas uzyskał (mniej lub bardziej intensywny) oraz koloru który powinien być rubinowy.

5. Zakwas zlewamy do szklanych butelek, korkujemy i w lodówce śmiało przechowujemy nawet kilka miesięcy, choć ja tego nie sprawdziłam, gdyż u mnie znika szybciej niż się kisił.

Oczywiście jak w zakwasie na żur, spleśniały wylewamy i operację wykonujemy ponownie, tyle że z pozytywnym rezultatem ;)

Bardzo proste, prawda? Gwarantuję Wam, że jeśli zechcecie spróbować, i osiągniecie zamierzony rezultat, już nigdy, PRZENIGDY nawet nie powąchacie „zupy” z torebki!

Na zdrowie!

11
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
tomek q
Gość

Dzięki za przepisy, ale

najbardziej rozdrażniło mnie zdjęcie … ech … głodny jestem :) barszczyk z uszkami (bo tak mi to wygląda) jadłbym, jadłbym …

Żaklina Kańczucka
Gość
Żaklina Kańczucka

zapraszam ;) na samą myśl o takich delicjach ślinka cieknie :)

Asia
Gość
Asia

Jeszcze nigdy sama nie robiłam zakwasu :P Ale KIEDYŚ wypróbuję ;)

Edyta Skrzydło
Gość

Barszcz biały!

Karolina Kałuska
Gość

zurek :)

Ewa Klimera
Gość

Chrzanowa! :P

Milena Kamińska
Gość

Żurek

Magdalena Gruszka
Gość

Chrzanowa :-)

Andrzej Heppa
Użytkownik

Przeczytałem kilkanaście przepisów na kiszenie buraków.Wszystkie z kromka chleba żytniego na zakwasie.A ten niby na czym sie kisi?

Andrzej Heppa
Użytkownik

„obrany i przekrojony na pół czosnek”
Tu tez jakas ściema.Możemy obrac i przekroić ząbek czosnku.Ale to troche chyba za malo.A jeśli wrzucamy całą główke czosnku przekrojona na pół to trudno ją wrzucić obraną(tak robi młody Kuroń na swoim filmiku.Na marginesie jako kucharz kompletnie mnie nie przekonuje) ;)

top-facebook top-instagram top-search top-menu go-to-top-arrow search-close